Praca z leniem. Jak nie pracować za innych?

Praca z leniem. Jak nie pracować za innych?
fot.123rf

Twój kolega jest biurowym leserem, przez co musisz zostawać po godzinach? Masz dość brania na siebie spraw innych? A czy kiedykolwiek próbowałaś to zmienić? Może już czas zrobić porządek… najlepiej najpierw z samą sobą.
Kasia zadzwoniła do Stefana, żeby dowiedzieć się, kiedy dotrą do niej materiały reklamowe potrzebne na targi. Była przekonana, że zalegają gdzieś w paczkach w jego pokoju. Kiedy dowiedziała się, że jeszcze nie przyszły z drukarni, myślała, że eksploduje. Targi zaczynają się za cztery dni, a Stefan jej obwieścił, że od jutra idzie na urlop, więc ona powinna skontaktować się z drukarnią i „jakoś ich pospieszyć”. – Znowu mam robić coś za niego. Wszystko się wali, a on ma to w nosie. Z takim leniem nie da się pracować. Dlaczego go tu jeszcze trzymają? – mamrotała do siebie, jednocześnie jakąś częścią mózgu opracowując sposób na „przyciśnięcie” drukarni. Jej koleżanka Nela, obserwująca przebieg całego zdarzenia, powiedziała bardzo dobitnie: – Nawet nie próbuj kolejny raz go wyręczać. Opamiętaj się wreszcie. Czy nie widzisz, do czego to prowadzi?

Kto tu rządzi?

No właśnie – do czego? Do tego, że wszyscy czują się odpowiedzialni za to, co się dzieje w pracy, bo dostrzegają jakiś logiczny związek pomiędzy funkcjonowaniem firmy, jej zyskiem i swoimi przychodami. Wszyscy, ale nie Stefan. On jest uroczy w obejściu, prawi komplementy i jakoś zwykle jest ponad takie banały, jak dotrzymywanie terminów, wywiązywanie się ze swoich zadań, a kiedy grunt zaczyna mu się palić pod nogami, to Kasia zazwyczaj wyciąga go z opresji, bo w innym wypadku Stefan strzela focha i sytuacja staje się naprawdę pełna napięcia. Kasia, w przeciwieństwie do Stefana, ma na utrzymaniu rodzinę i kredyty na głowie. Praca jest dla niej ważna i myśl, że coś się może zawalić, przeraża ją na tyle, że woli coś zrobić za niego, niż ryzykować otwartym konfliktem z zarządem. Poza tym jak można pokłócić się z kimś, kto jest miły, czarujący i docenia twoją fachowość, lub przeciwnie: zrywa na tyle kontakt, że nie da się z nim o niczym porozmawiać, a już na pewno nie o problemach? Jak ma mu więc wygarnąć wszystkie swoje żale? Prosi go nieustannie, żeby zrobił to czy tamto, co wiąże się również z jej zadaniami, a on zawsze zgadza się z uśmiechem. Tylko jak przychodzi co do czego, to znowu Kasia musi robić za niego, żeby nie było afery. Musi?

Otóż tak naprawdę w niewielu sytuacjach ulegamy przymusowi zewnętrznemu. W większości dokonujemy wyboru pod naciskiem swoich wewnętrznych mechanizmów. Jak to się dzieje, że współpracujemy z kimś, kogo postrzegamy jako lenia? Jeżeli oburza cię pomysł, że to jest współpraca, możemy to nazwać współdziałaniem – chodzi o to, że swoim postępowaniem wspieramy proces, który jednocześnie krytykujemy. Ostatecznie Kasia nieustannie wspiera „lenistwo” Stefana. Mamrotanie pod nosem nie jest żadnym działaniem, które rzeczywiście prowadziłoby do zmiany tej sytuacji. Jest tylko puszczaniem pary w gwizdek, chwilowym zmniejszaniem napięcia.

Etykietowanie

Jeżeli ktoś robi coś, co nam nie pasuje – najprościej włożyć go do szuflady z etykietą opisującą, pod jakim względem jest „nie w porządku”. Takie zachowanie wynika z zastosowania mechanizmu polegającego na przerzucaniu odpowiedzialności na innych za sprawy, z którymi nie do końca sobie radzimy. W przypadku Kasi jej nieumiejętność mówienia „nie” sytuacjom, na które się nie zgadza, powoduje, że godzi się ona na „produkt zastępczy”, którym jest w tym przypadku narzekanie. Co to daje? „Narzekanie zastępcze” (zastępujące działania, które prowadzą do zmiany) pomaga odnaleźć się w rzeczywistości bez utraty dobrego mniemania o sobie, pozwala czuć się lepiej w niezdrowej sytuacji i pomaga jasno ustalić, że winni są inni, nie ja.

Cóż więc można zrobić, by znaleźć rozwiązanie sytuacji, w której brakuje równowagi? Po pierwsze, darować sobie rozwiązywanie problemu z poziomu etykiety „leń”. Tego rodzaju określenia są niczym innym jak osądami i mogą być wykorzystane jedynie do projektowania swoich problemów na innych, nie okazują się jednak przydatne przy rzeczywistych próbach znalezienia najlepszego wyjścia z sytuacji. Dlaczego? Dlatego, że przeważająca większość ludzi ma skłonność do mierzenia rzeczywistości miarą… siebie. W ten sposób osoba, która ma na biurku nieco więcej rzeczy niż ja, staje się w mojej opinii „bałaganiarzem”, a ta, która ma tych rzeczy nieco mniej, zyskuje miano „perfekcjonisty”. Ktoś, kto spędza więcej czasu z rodziną niż ja, to „pantoflarz”, a ten, który spędza go mniej ode mnie, to być może „pracoholik”. Z „leniem” jest podobnie – mierzymy go miarą własnego pojęcia o dobrze prosperującej rzeczywistości. Kiedy więc przefiltrujemy go przez swoje poglądy, okaże się najprawdopodobniej, że jest to osoba, która robi mniej, niż uważam, że powinna robić.

ZAMÓW

E-WYDANIE

Żeby było miło

Jeżeli mam skłonność do „ugłaskiwania” sytuacji, bo staram się unikać konfliktów – rachunek staje się prosty: skoro druga osoba robi za mało, to ja muszę robić więcej. Ci, którzy nie stosują takich wzorców postępowania, zdumieliby się, dowiadując się, jak bardzo oczywisty jest to schemat zachowania dla „ugłaskiwaczy” i jak późno „ugłaskiwaczom” przychodzi do głowy, że taka sytuacja może ulec modyfikacji, jak też każda inna w życiu. Niestety, ci, którzy bardzo obawiają się pójścia na wojnę, najczęściej zabierają się do przeprowadzenia zmiany wtedy, gdy są już kompletnie wykończeni zbyt długim mówieniem „tak” zachowaniom, którym od dawna pragnęli powiedzieć „nie”. Wówczas wybuchają zazwyczaj w przesadny sposób, co jest równie nieasertywne jak ich poprzednia uległa postawa, ale plasuje się to na przeciwnym biegunie.

Działaj konstruktywnie

Jeżeli chcemy zmiany w tym zakresie, warto do kwestii „lenia” podejść z poziomu poszukiwania rozwiązania uwzględniającego interesy wszystkich stron.

Przyjmijmy, że „leń” to hasło, które niesie ze sobą informację: ktoś chciałby, żeby druga strona podjęła konkretne działania, wykonała konkretne czynności. Na przykład Kasia chciałaby, żeby Stefan załatwił sprawę druku ulotek, zanim pójdzie na urlop.

Odnieśmy te oczekiwania do faktów, skonfrontujmy z ustaleniami dotyczącymi zasad pracy (co leży w zakresie obowiązków, do czego kto się ewentualnie dobrowolnie zobowiązał). W przypadku Stefana oczekiwane działania leżą w zakresie jego obowiązków, których wykonywania podjął się w momencie podpisywania umowy o pracę.

Poprośmy o podjęcie działań, na których nam zależy, pamiętając, że jeżeli przekraczają one zakres służbowych obowiązków drugiej osoby, może ona nie przychylić się do naszej prośby. Jeżeli jednak to, o co prosimy, wiąże się z zakresem jej obowiązków – poprośmy, by domniemany „leń” powiedział nam, jakie proponuje rozwiązanie ze swojej strony, aby nadrobić zaległości. Jeśli taka rozmowa nie zadziała, zasugerujmy dalsze poszukiwanie rozwiązania wspólnie z zespołem lub przełożonym – może w takim składzie uda się rozwiązać problem?

Pamiętajmy, że chroniąc drugą osobę przed odpowiedzialnością za jej postępowanie z lęku, że uzewnętrznienie problemu może rykoszetem uderzyć w nas samych, zachowujemy się jak klasyczna żona alkoholika pomagająca usprawiedliwić nieobecność męża w pracy spowodowaną pijaństwem, żeby tylko nie stracił zatrudnienia. Jednak tak jak pozostający w pracy alkoholik nadal będzie przepijał swoją pensję, tak samo „leń” nadal będzie żerował na naszej pracowitości i w żaden sposób nie poprawi to sytuacji.

Porzućmy pomysł, że rozwiązanie przyjdzie z kosmosu, jeśli od czasu do czasu wyślemy tam swoje niezadowolenie. Wszak, cytując dr. Denisa Waitleya: „Mamy zawsze dwa wyjścia: zaakceptować warunki takimi, jakie są, lub zaakceptować odpowiedzialność za ich zmienianie”.

ZAMÓW

E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>