W dobrym guście: Jak poprawić swoje poczucie estetyki?

fot. iStock

W większości mamy gust pospolity. Możemy się pocieszać, że do pewnego stopnia mają na to wpływ elementy od nas niezależne. Ale nie powinniśmy się zniechęcać. Dobry gust to efekt procesu.

Teoretycznie o guście się nie dyskutuje, ale tym razem zróbmy wyjątek. Choć na pytanie, co uważamy za wysmakowane i ładne, nie ma jednej odpowiedzi. Nie ma też jednej stylistyki preferowanej przez wszystkich. Nie sprzyjają temu nie tylko nieustanne zmiany w popkulturze, ale także nasza natura – postrzeganie tego, co piękne i atrakcyjne, jest subiektywne.

Gust indywidualny to osobiste i subiektywne doświadczenie. Często myślimy też o własnym guście jako niepowtarzalnym i dziwimy się, że komuś podoba się to, co nam. Socjologowie są bardziej okrutni. Gust jest dla nich konstrukcją społeczną czy kulturową. Nie rodzimy się z nim. Jesteśmy do niego wychowywani lub uczymy się go sami. To zestaw kategorii estetycznych, według których dokonujemy przeróżnych wyborów – od ubrania, poprzez wystrój wnętrza, aż po osobę, którą wybierzemy na przystanku, żeby zapytać o godzinę. W tym sensie gust jest sposobem znalezienia swojego miejsca w strukturze społecznej. Tak odnajdujemy „naszych” – mówi socjolożka i badaczka kultury Agata Nowotny.

Do tego nasz gust się zmienia. Z wiekiem, dzięki doświadczeniu. Kształtuje go obcowanie z literaturą, sztuką, muzyką czy wysmakowanymi przedmiotami. W Encyklopedii francuskiej znaczenie słowa „gust” jest porównane do zmysłu smaku. Po polsku też mówimy o artystycznym smaku. Zgodnie z tą metaforą, kiedy próbujemy nowego dania, często je odrzucamy. Nie ma go w naszej bibliotece doznań. Ale kiedy próbujemy po raz kolejny, rozsmakowujemy się, zaczyna nam odpowiadać. Tak uczymy się rozpoznawać nowe smaki i nabywamy wiedzę – mówi Janusz Noniewicz, kierownik Katedry Mody Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie.

Jaki jest nasz polski gust? – Natychmiast myślę o tym, co powiedział Gombrowicz: Jak nic do niczego nie pasuje, to na pewno Polak. Brutalnie widać to w architekturze. Horror. I, niestety, ma to długofalowe skutki. Za to w dziedzinie ubioru brak gustu powoduje niesamowite zupełnie eksperymenty i ekstrawagancje – mówi stylistka Maryla Musidłowska.

Mało optymistyczne zdanie ma także Oskar Zięta, wykładowca w School of Form i właściciel biura projektowego Zieta Prozessdesign: – Estetyka jest naszym ogromnym problemem. Z jakiegoś niezrozumiałego powodu świetnie nam idzie w 2D. Grafika czy plakat to nasze specjalności. Za to w 3D, które wymaga rozumienia materiału, proporcji, przestrzeni, jesteśmy kompletnie ułomni.

Czym właściwie jest dobry gust? – Identyfikuję go z pewną lekkością, brakiem wymuszenia. Kiedy coś jest skończone, a jednak nie do końca. Problemem Polaków nadal jest konieczność udowodnienia czegoś, pokazania, wypełnienia. Nieustannie wydaje im się, że we wszystkim musi być „coś ciekawego”, co czasem daje koszmarne efekty. I widać to zarówno w ubiorze, aranżacji wnętrz, jak i w przestrzeni publicznej – zauważa stylistka Anna Tyślerowicz. Ale dodaje, że daje się zauważyć, że wielu Polaków, także dzięki kontaktom ze światem i Internetowi, dostrzega, jaką wartość w estetyce ma odpuszczenie, nienapinanie się, bycie sobą. Podobnego zdania jest Piotr Zachara, dziennikarz i wykładowca w poznańskiej School of Form: – Polski gust jest dziwny, ale przez to ciekawy. W końcu startujemy z tak złej pozycji, że możemy się tylko rozwijać. I to się dzieje, choć zmiana wymaga czasu – przyznaje.

Bo jednak smakowanie kultury, doświadczanie jej i budowanie dzięki niej swojego gustu nie jest procesem łatwym. Współczesna kultura charakteryzuje się nadmiarem i pewnym trudnym do opanowania chaosem. Dlatego każdy, kto chce się orientować choćby w jednej z jej dziedzin, musi włożyć w to sporo wysiłku. – Mimo to każdy może rozwijać swój gust tak jak wiedzę. W tym na szczęście jesteśmy równi – przekonuje Janusz Noniewicz. Przyjrzyjmy się więc, co i jak wybierają Polacy?

Czytam, więc jestem

Ostatnim dziełem, jakie wypadało znać wszystkim, było bodajże „Imię róży” Umberto Eco. Potem wszystko się poplątało – twierdzi krytyk i badacz literacki Dariusz Nowacki. Ale chaos i nadmiar to niejedyna przyczyna, dla której oczytanie Polaków jest słabe. Najnowsze badania zrealizowane dla Biblioteki Narodowej są miażdżące – 63 proc. Polaków twierdzi, że nie czyta w ogóle. A 37 proc. zadeklarowało przeczytanie jednej książki w ciągu roku. Oznacza to, że kompletnie nie mamy pojęcia, co we współczesnej literaturze jest interesujące. Ale też nie wiemy, o czym dyskutuje się na świecie, jakie problemy we współczesnej literaturze się odbijają i w jaki sposób.

Oczywiście, nie wszyscy. To, czy sięgamy po książki, jest silnie związane z wykształceniem. Im wyższe, tym więcej czytelników. I częściej niż mężczyźni po lekturę sięgają kobiety. Nasza skłonność do czytania chodzi parami: jeśli czytujemy gazety i magazyny, wtedy częściej też sięgamy po książki. I zgodnie z zasadą społecznościowej akcji „Nie czytasz, nie idę z tobą do łóżka”, czytelnicy najchętniej spędzają czas z innymi czytelnikami. Ci, którzy sami czytają, najczęściej też wychowują sięgające po książki dzieci.

Nasze wybory nie zmieniają się już od lat – najchętniej wybieramy powieści, zwłaszcza romanse, sensację i fantastykę. A najczęściej wymienianym przez badanych autorem był w 2015 roku – podobnie jak w poprzednich latach – Henryk Sienkiewicz. – Uważam, że to odpowiedź wynikająca z paniki – mówi Anna Król, pisarka i organizatorka festiwalu literackiego Big Book. – W takiej sytuacji pytany zastanawia się, czy na pewno poda nazwisko wystarczająco ważne i dobre.

Z zestawienia przygotowanego przez sieć Empik wynika, że w zeszłym roku najchętniej czytaną polską autorką była nazywana królową polskiego kryminału Katarzyna Bonda. W kategorii: literatura obca, zwyciężyła debiutantka rekomendowana przez Stephena Kinga – Paula Hawkins. Jej książka „Dziewczyna z pociągu” wygrała m.in. z głośną „Uległością” Michela Houellebecqa. Co taka lista mówi o naszym guście literackim? – Niewiele. To po prostu wynik sprzedaży w Empiku. Mogę za to powiedzieć coś o gustach i oczekiwaniach uczestników naszego festiwalu. W trakcie jego trwania najchętniej kupowanymi książkami były „Biała Rika” Magdaleny Parys, „Głód” Martína Caparrósa i „Oby cię matka urodziła” Vedrany Rudan. Książki zróżnicowane i wcale nie lekkie – mówi Anna Król.

Specjaliści zastanawiający się nad przyczynami braku zainteresowania większości Polaków czytaniem wskazują nie tylko na zmiany kulturowe wynikające z używania Internetu. W grę wchodzi także sytuacja ekonomiczna Polaków – w pogoni za stabilnością finansową bardzo dużo pracujemy i nie znajdujemy miejsca na wymagającą czasu lekturę. Podczas niedawnej debaty na temat roli książki w świecie mobilnego Internetu, zorganizowanej przez portal Audioteka.pl i kawiarnię Green Caffè Nero, wydawcy i dziennikarze zastanawiali się, jak przeciwdziałać spadkowi czytelnictwa w Polsce. Najważniejszy wniosek: czytelnictwo w Polsce wymaga wsparcia ze strony państwa i realnej polityki proczytelniczej. Ale Izabela Sadowska, szefowa portalu Lubimyczytać.pl, deklarowała, że kilkumilionowa rzesza jego użytkowników może dowodzić, że wyniki badań nie muszą być do końca wiarygodne. Podobne zdanie ma pisarka Katarzyna Bonda: – Obserwuję, że książki mają kilka żyć. Zwłaszcza e-booki. Jeden czyta czasem całe osiedle. Moim zdaniem ludzie czytają. Choć nie za dużo kupują. I pewnie byłoby lepiej, gdyby, jak w większości krajów Unii Europejskiej, zakup książek można było sobie odliczyć od podatku.

Wszyscy zgadzają się jednak w jednej sprawie: nie do końca ma znaczenie, jaką literaturę aktualnie wybierają Polacy. Ważny jest sam proces czytania. Potwierdza to Anna Król: – Sama przeszłam długą i krętą drogę dotyczącą mojego gustu literackiego. W młodości przeczytałam ogromną liczbę książek, które dzisiaj uznałabym za szkodliwe, a na pewno niezbyt mądre. Pamiętam jednak, jak je przeżywałam. I to przeżycie sprawiało, że sięgałam po następne.

Mój strój to ja

Polacy interesują się modą. W badaniu „Polska strojna. Zainteresowanie modą i zakupy modowe Polaków 2015” aż 68 proc. osób zadeklarowało takie zainteresowanie. To wysoki wynik na tle Europy, gdzie średnio interesuje się nią połowa badanych. Polki zajmują się modą bardziej niż Polacy i dwa razy częściej ją śledzą. Ale młodzi mężczyźni w wieku 15–19 lat dorównują poziomem zainteresowania modą swoim rówieśniczkom. Najważniejszym źródłem inspiracji są ciekawie ubrane osoby podpatrywane na ulicy, pisma modowe i Internet.

Młode pokolenie już w niczym nie różni się od swoich rówieśników w Europie. Jeszcze nie mamy stylu, jesteśmy w fazie chaosu, naśladujemy, podpatrujemy, ale to dobrze – mówi Piotr Zachara.

Dobrze jest naśladować, podążać za modą. Nie powinniśmy się tego bać. Moda obecnie jest tak bogata i różnorodna, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Znaczące jest, że dzisiaj nie ma dyktatorów mody. Są projektanci, którzy coś proponują. Wybór należy do nas. Tu może być problem. Wydaje mi się, że Polacy mają podejrzliwy stosunek do mody. Modny to ulotny, nietrwały, a nam się wydaje, że lepsze jest to, co stabilne, trwałe – tłumaczy Janusz Noniewicz.

Do naszego wyglądu podchodzimy bardzo serio. Niezależnie od poziomu dochodu, a także płci chcemy wyglądać dobrze. Codzienny wygląd nie jest ważny tylko dla 2 proc. Polaków. Większość z nas nie tylko zwraca baczną uwagę na to, jak się ubiera, ale też jesteśmy przekonani, że znajomi dobrze oceniają nasz styl. I my dobrze oceniamy styl innych. Pozytywnie o wyglądzie Polek i Polaków wypowiada się ponad 60 proc. badanych. A co według nas oznacza, że ktoś dobrze wygląda? Na jakie elementy stroju zwracamy uwagę? Okazuje się, że przede wszystkim na buty, potem na torebkę oraz sukienkę i biżuterię.
23 proc. osób twierdzi, że zwraca uwagę na ogólny wygląd.

Niestety, na razie zachowawczo podchodzimy do mody i wyznajemy dość sztywne zasady. A mężczyznom częściej niż kobietom nie podobają się współczesne stylizacje. – Żeby łamać zasady, trzeba nie tylko je znać, ale przede wszystkim czuć. Chciałabym, żebyśmy potrafili w naturalny sposób korzystać z zasad i wszelkich dress code’ów. Odważne stylizacje czy formy trzeba umieć unieść. A to już sprawa nie tylko wyglądu, lecz także psychologii. Pewność siebie, uśmiech czy naturalność – z tym mamy ciągle kłopot. Ubranie jest istotną, ale jednak częścią tego, co prezentujemy światu – zauważa projektantka mody Joanna Klimas.

Wszystko przez to, że nie czujemy się pewnie – dodaje Janusz Noniewicz.– Boimy się błędu. Źródłem tego lęku są nasze kompleksy i poczucie marginalizacji. Dzięki Internetowi to się zmienia.

Jednak ponad 60 proc. osób twierdzi, że chce mieć swój indywidualny styl, dlatego coraz częściej gustuje w markach lokalnych lub niszowych. A 74 proc. zgadza się, że ubiór jest sposobem na wyrażanie siebie. – Polki robią to świetnie. I te, które mają gust, wtedy wyglądają pięknie. I te, które go nie mają – wtedy ich kreacja wydaje mi się takim anarchicznym wyrazem wolności – śmieje się Maryla Musidłowska.

Czy leci z nami architekt?

„Jaka architektura podoba się Polakom? Najkrótsza odpowiedź na to pytanie brzmi: ładna” – pisze Błażej Prośniewski, który w książce „Gust nasz pospolity” badał stosunek naszych rodaków do architektury i przestrzeni publicznej. Taka odpowiedź, niestety, nie wróży nic dobrego. I rzeczywiście, zdaniem autora po latach centralnego planowana i własności wspólnej, z którą się nie utożsamiano, Polacy nie byli „estetycznie” oraz mentalnie przygotowani do tego, co przyniósł kapitalizm. Z jednej strony odreagowywano czasy smutnego i szarego PRL-u, z drugiej – nie mając etosu ładu przestrzennego, budowano, jak chciano. W badaniach CBOS-u sprzed kilku lat aż 62 proc. pytanych uważało, że „każdy powinien móc budować taki dom, jaki mu się podoba”. Do tego niechęć do regulacji postrzeganych jako ograniczenie wolności sprawia, że Polacy nie doceniają dobra wspólnego, jakim jest spójne kształtowanie przestrzeni. Mimo to większość badanych przez Prośniewskiego uznaje estetyczne otoczenie za ważną wartość. Pokazuje to raport CBOS-u z 2010 roku: ponad 80 proc. Polaków deklaruje, że interesuje się estetyką przestrzeni publicznej. I uzasadniają to tym, że ładna i dobrze zaprojektowana przestrzeń pozytywnie wpływa na samopoczucie (98 proc.) oraz komfort mieszkania (94 proc.).

Dlaczego zatem jest brzydko? – pyta Prośniewski i wymienia trzy główne przyczyny. Pierwszą jest przedkładanie nad estetykę ekonomii i funkcji. Drugą – wciąż silny mit wolności szlacheckiej i nieufności do władzy, co powoduje, że nie ceni się dobra wspólnego. Wreszcie trzeci powód – brakuje odpowiedniej edukacji. W sumie więc gust architektoniczny Polaków to gust niewyćwiczony, oparty na wiedzy nie wiadomo skąd i intuicji, co jest ładne, a co brzydkie.

– W naszym myśleniu estetyka nie zajmuje ważnego miejsca – potwierdza socjolożka Agata Nowotny. – Podam przykład. Poczta. Kiedy zostaje odremontowana, wygląda ładnie. Prostota, minimalizm, czerwone elementy. Ale szybko puste przestrzenie zaczyna wypełniać oferta pocztowa: kartki, pocztówki, zabawki. Jest coraz gorzej i gorzej, aż wreszcie to miejsce nie przypomina poczty po remoncie. Moglibyśmy powiedzieć: okropność i chaos. Ale to efekt innej strategii. Osoba, która zdecydowała o wyeksponowaniu tych przedmiotów, chce je sprzedać. Estetyka nie jest jej priorytetem. W tym też tkwi logika.

Mimo to większość z nas narzeka na brak estetycznej spójności w przestrzeni publicznej. Bo już na pierwszy rzut oka widać, że panuje w niej całkowita wolna amerykanka. – Za chaos estetyczny odpowiada w dużej mierze PRL, chociaż nie lubię go o wszystko oskarżać – twierdzi Agata Nowotny. – Nie mamy szacunku dla profesji, kiedy ktoś potrzebuje szyldu, wystarczy, że zrobi go kolega, zamiast profesjonalisty, który się na tym zna. Nie myślimy o detalach. Dzisiaj są już osoby zajmujące się estetyką miasta, ale mają funkcje doradcze, a nie decyzyjne. A potrzeba tu precyzyjnego weryfikowania walorów estetycznych.

Czasy PRL-u można też obarczyć odpowiedzialnością za nasze kompletne zagubienie w świecie wystroju wnętrz. Brak wiedzy o estetyce panującej na świecie, dramatyczny stan zarówno wyglądu, jak i jakości polskich mebli spowodował trudne do wymazania doświadczenie życia w brzydocie: meble na wysoki połysk, kryształy, okropne wersalki i niezgrabne fotele. Nie mówiąc już o rodzinnych zdjęciach na tle słomianej maty przypiętej do ściany. Ratunkiem może być dynamicznie rozwijający się polski design, coraz lepiej znany i doceniany na świecie. – W „New York Timesie” jakiś czas temu bardzo chwalono polskich designerów. Właśnie za to, że nie próbują robić tego samego co Włosi, Holendrzy czy Szwedzi, ale kreatywnie interpretują własną historię, np. proponują ciekawe rozwiązania z lat 50. – mówi Piotr Zachara. Mimo to prace polskich projektantów ciągle w niewielkim stopniu trafiają do naszych domów. – Ludzie kupują to, co znają, i to, o czym wiedzą, że istnieje. Dopóki polskie firmy nie będą dostarczały rozwiązań w przystępnych cenach, niewiele się zmieni. Bo mamy ograniczone siły nabywcze. Uważam, że w tym kierunku powinno iść kształcenie. Mamy nadal przemysł meblarski i włókienniczy. Mamy rzemieślników. Projektanci powinni wykorzystywać nasze możliwości i polskie materiały – mówi Agata Nowotny.

Bo przecież kiedy ludziom udaje się żyć lepiej, pojawia się potrzeba, żeby żyć ładniej. Badania pokazują, że Polacy nie są zadowoleni z aranżacji wnętrz swoich mieszkań i chcieliby je zmieniać. Większość pytanych (68 proc.) podczas badania TNS dla Agata Meble uznała, że ich meble powinny być wymienione.

Niestety, nie mamy tradycji pięknych wnętrz. Czasy PRL-u to koszmar. Meblościanki, kuchnie, meble w ogóle mieliśmy okropne – niefunkcjonalne, rozpadające się, brzydkie, pozbawione pięknych detali. Nie rozumiemy starzenia się pięknych rzeczy z naturalnych materiałów, takich jak drewno, bo nie żyjemy w towarzystwie takich przedmiotów przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Kupujemy nowe, często praktyczniejsze, ale brzydsze – mówi Oskar Zięta. I dodaje, że jego zdaniem ważny jest kontakt z ładnymi przedmiotami już od najmłodszych lat. – Przeprowadzam eksperyment na własnych dzieciach – staram się, żeby miały piękne, proste, drewniane zabawki, które każą więcej myśleć i wyobrażać sobie, nie podają wszystkiego na tacy. Za parę lat będzie można stwierdzić, czy w ten sposób ich wyczucie estetyki się rozwinęło – mówi.

Jaka czeka nas estetyczna przyszłość? – Wszystko zależy od przemyślanych, ale długofalowych, niezwiązanych z doraźną polityką działań. Tak jak w innych krajach na świecie potrzebujemy estetyki w polityce informacyjnej – ogłoszeniach, szyldach, reklamach, publicznych informacjach, właściwej edukacji estetycznej w szkołach, porządku w przestrzeni publicznej – choćby ograniczenia liczby reklam. To mogłoby nam pomóc rozwijać poczucie estetyki – mówi Oskar Zięta.

Pojechałam kiedyś do Szwecji z wykładem na temat polskiego designu – mówi Agata Nowotny. – Pokazywałam Szwedom polską pomysłowość i zaradność. To, jak z niewielkiej ilości materiałów umiemy coś zrobić. Jak Polacy pokonują ograniczenia i są w tym kreatywni. I Szwedzi byli zachwyceni. Dziwiłam się: „Jak to, przecież to u was jest fajnie, tyle pięknych przedmiotów i zaprojektowanych przestrzeni”. A oni na to: „To właśnie problem. U nas już wszystko jest zaprojektowane. Wy to macie fajnie, jest jeszcze tyle rzeczy do zrobienia.”

Gust to także nasze opinie i poglądy. Aby je mieć, potrzeba wiedzy. To ona kształtuje gust. Dzięki niej uczymy się bardziej świadomie widzieć to, co wokół nas. Lepiej rozumieć. I świadomie wybierać. Nie tylko buty, książkę czy stolik. Od ukształtowanego gustu już tylko krok do własnego stylu. A ten „oznacza świadomość tego, kim się jest i co ma się do powiedzenia, bez dbałości o resztę”, jak mawiała Coco Chanel.

 

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »