Czym jest kreatywność i jak ją zwiększyć?

Tryskający kilkoma pomysłami na minutę, co chwilę doznający olśnienia – tak według wielu powinien wyglądać idealny pracownik. O to, na czym właściwie polega twórcze myślenie, jak je w sobie rozbudzić i czy w każdej pracy jest potrzebne – pytamy dr Lidię Czarkowską

W potocznym rozumieniu ograniczamy kreatywność do tego, co robią projektanci, artyści, pracownicy agencji reklamowych. Ale przecież nie tylko oni są twórczy… Na czym właściwie polega kreatywność?

Warto odczarować pojęcie kreatywności jako daru niebios, owianego nimbem tajemniczości, zwanego natchnieniem i przypisywanego wielkim artystom. Kreatywność jest wpisana w naturę człowieka. Jako istoty myślące nie tylko reagujemy na to, co się dzieje w otoczeniu, ale też jesteśmy istotnym źródłem wszelkich innowacji i zmian.

Psychologia postrzega kreatywność z jednej strony jako element związany z naszymi wrodzonymi talentami i predyspozycjami, z drugiej – jako rodzaj umiejętności, którą możemy rozwijać. Są testy, które mierzą potencjał kreatywny człowieka, np. test Guilforda. Polega on na tym, żeby w ograniczonym krótkim czasie wymyślić różne zastosowania zwyczajnego przedmiotu, np. cegły. Ocenia się w nim tzw. płynność kreacyjną, czyli to, ile pomysłów ktoś wygeneruje, oraz tzw. giętkość adaptacyjną, czyli fakt, z jak różnych dziedzin pochodzą pomysły, co wyraża umiejętność wykorzystania różnorodnych właściwości cegły.

W Polsce największym ekspertem od badań nad kreatywnością jest prof. Edward Nęcka, autor wielu publikacji.

Zatem w jakim stopniu ten potencjał jest wrodzony, a w jakim można go rozwijać?

Oczywiście są pewne uwarunkowania genetyczne, jedne osoby „na starcie“ mają tego potencjału mniej, inne więcej, ale jesteśmy w stanie wzmacniać i rozwijać go przez ćwiczenia. Tak jak są skuteczne techniki uczenia się albo zapamiętywania, tak i istnieją techniki stymulowania kreatywności.

Na czym polegają takie ćwiczenia?

Przede wszystkim chodzi o to, żeby rozluźnić krytycyzm oraz zwolnić się z myślenia, że coś jest niemożliwe, za drogie albo nie takie, jak powinno być – myślenie analityczne i myślenie krytyczne wymagają innych operacji mentalnych niż kreatywność i mogą ją blokować.

A jak wygląda sam proces kreatywności?

Klasyczny łańcuch twórczego myślenia rozpoczyna się od fazy przygotowania, w której zbieramy dane potrzebne do rozwiązania jakiejś sytuacji i na poziomie intelektualnym staramy się świadomie wymyślać rozwiązania albo wygenerować pomysły. To jest żmudna praca i w końcu może pojawić się frustracja, czyli stan „nie da się“. A wtedy – zamiast walić głową w mur i wściekać się na siebie albo na świat – można zrobić świadomą przerwę, zakładając, że jeżeli w tym czasie przyjdzie nam do głowy jakiś pomysł (co może się zdarzyć, ale niekoniecznie), to warto go zanotować. Niektórzy kładą nawet kartkę papieru koło łóżka, bo badania pokazują, że około trzeciej nad ranem z podświadomości uwalniają się albo niepokoje, które odrzucamy w ciągu dnia, albo genialne skojarzenia z tym, nad czym wcześniej pracowaliśmy. Ta dłuższa przerwa jest fazą inkubacji. Olśnienie może pojawić się właśnie w tym czasie albo gdy już wrócimy do pracy.

Kiedy już wypracujemy wiele rozwiązań, przychodzi czas na ich selekcję i weryfikację według kryteriów, które postawiliśmy sobie na początku.

Mówimy teraz o sytuacji indywidualnej, ale przyjrzyjmy się pracy w zespole. Jak powinna wyglądać burza mózgów?

W klasycznej burzy mózgów Osborna zaczynamy od fazy kreatywnej (zielonej), podczas której generujemy pomysły. Wszystkie je zapisujemy i na tym etapie żadnego się nie ocenia. Potem następuje faza inkubacji i ważne jest, by w tym czasie funkcjonowało tzw. pudełko na pomysły spóźnione – może mieć formę skrzynki mailowej lub telefonicznej, do której przekazujemy rozwiązania, czy prawdziwego pudełka postawionego w dostępnym miejscu. Dobrą praktyką jest zrobienie po przerwie drugiej fazy kreatywnej, kiedy do wcześniejszych pomysłów dokładamy kolejne. I dopiero wtedy rozpoczyna się faza oceny przez ekspertów (czerwona). W fazie burzy mózgów 90 proc. pomysłów trafia do kosza, 10 proc. jest do przemyślenia i tylko 1 proc. będzie strzałem w dziesiątkę, ale tutaj spełnia się powiedzenie, że ilość przechodzi w jakość, bo bez tych 90 proc. słabych pomysłów nie powstałyby genialne rozwiązania.

Znana jest także metoda, choć rzadko stosowana, „indywidualnej burzy mózgu“, kiedy nie mamy do dyspozycji grupy, a chcemy przepracować jakiś temat. Praktycznie wygląda to tak, że siada się nad kartką i zapisuje wszystkie pomysły, jakie przychodzą do głowy. Naturalne jest, że na początku mózg generuje sporo pomysłów, ale należą one do kategorii oczywistych, ze zbioru „już o tym myślałem“. Potem przychodzi faza chwilowej blokady mentalnej, którą trzeba przeczekać, aż nadejdzie nowa fala, a wraz z nią pojawiają się pomysły mniej oczywiste. Robimy przerwę, po której wracamy do pracy kreatywnej i dopisujemy kolejne rozwiązania przed przejściem do ich weryfikacji.

Zwykle boimy się przerwać pracę, jeśli dobrze nam idzie. Pani mówi, że umysł potrzebuje takiej przerwy.

Tak, ale żeby doszło do inkubacji, czyli wylęgania się pomysłów, konieczna jest faza przygotowawcza. Musimy poznać i zrozumieć istotę problemu oraz zebrać wszystkie potrzebne dane.

Co sprzyja kreatywnemu myśleniu?

Fundamentalne poczucie bezpieczeństwa, relaks, odprężenie. Jeżeli jesteśmy rozluźnieni i w dobrym nastroju, nasz mózg jest bardziej płodny, możemy się tym cieszyć i bawić, a dopiero potem oceniać poszczególne pomysły. Także otoczenie ma znaczenie – kreatywność wspomagają otwarte, duże przestrzenie oraz możliwość pracy nie tylko przy biurku. I odwrotnie – źle zorganizowany open space albo praca w ciągłym kontakcie z innymi może u niektórych blokować proces twórczy, który przecież wymaga koncentracji uwagi. Dużą rolę odgrywa również pozycja ciała: inna jest pozycja marzyciela (odchylone ciało, otwarta postawa ciała, ręce założone za głowę), inna pozycja realizatora planisty (pochylony nad biurkiem) i jeszcze inna krytyka (postawa zamknięta, z założonymi rękami).

A jacy są wrogowie naszej kreatywności?

Na pewno stres i zmęczenie. Jeżeli jesteśmy zdenerwowani i działamy pod wpływem silnych emocji, mózg schodzi na poziom działań instynktownych, podczas których testujemy stare, sprawdzone metody. Zabójczy dla kreatywności jest też strach. Czasami mówi się, że potrzeba jest matką wynalazków, z czego można by wnioskować, że jeżeli ktoś się boi, to wygeneruje więcej pomysłów. Nic bardziej mylnego, pracownicy zarządzani poprzez strach będą starali się przetrwać, a nie wymyślać coś nowego. Do pewnego stopnia wrogiem kreatywności jest również perfekcjonizm, bo wiąże się z nim precyzyjność, dokładność, powtarzalność i założony wcześniej stan do osiągnięcia. Istnieją badania potwierdzające, że osoby skłonne do perfekcjonizmu są zarazem bardziej zamknięte poznawczo i preferują struktury oraz powtarzalne sekwencje.

Kreatywność jest dziś odmieniana przez wszystkie przypadki. Czy bycie kreatywnym to konieczność?

Dużo się mówi o potrzebie kreatywności. Z jednej strony jest to prawda, bo świat jest na tyle zmienny i nieprzewidywalny, że pomysłowość i elastyczność są ważne, ale z drugiej – w wielu zawodach potrzebna jest powtarzalność, rutyna, precyzja, dokładność. Jeśli więc ktoś odnajduje się w takiej roli i dobrze czuje w środowisku, gdzie panuje ład – nie powinien na siłę zmuszać się do bycia kimś innym, bo będzie to ze szkodą i dla niego samego, i dla środowiska, w którym pracuje. Natomiast są osoby, które rutyna bardzo męczy i zniechęca. Warto, by sprawdziły, czy w ich pracy jest miejsce na ekspresję i generowanie pomysłów. Wymyślanie nowych rzeczy nas rozwija, ale nadmiar kreatorów w grupie bywa niebezpieczny.

Dlaczego niebezpieczny?

Bo wtedy grupa niewiele rzeczy doprowadza do końca. Każda czynność składa się z trzech faz: generatywnej, wykonawczej i weryfikacyjnej. Gdybyśmy tylko kreowali i kreowali, nie byłoby czasu na spożytkowanie i zweryfikowaniem pomysłów. Są takie osoby, które sypią pomysłami jak z rękawa, ale nic nie kończą…

Kreatywność może więc być w pewien sposób przekleństwem?

Trochę tak. Ale wszystko zależy od tego, jaki zawód wykonujemy. Jeżeli płaci się nam za przerzucanie się z idei na ideę, to super.

Wiąże pani potrzebę kreatywności ze zmiennością świata. Czy bycie twórczym pozwala łatwiej odnaleźć się w dzisiejszej rzeczywistości?

Nie do końca… Kreatywność otwiera przed nami wiele różnych ścieżek i jeżeli ktoś puści wodze fantazji i chęci, to może potem doświadczyć sporo frustracji, bo nie będzie w stanie zrealizować wszystkiego, co wymyślił. Ważna jest więc także zdolność do odpuszczania pewnych rzeczy oraz domykania już rozpoczętych. To są kompetencje osobiste, które wynikają częściowo z predyspozycji wrodzonych, a częściowo z umiejętności nabytych i łączą się zwykle z tzw. odpornością psychiczną i rezyliencją, czyli umiejętnością radzenia sobie z sytuacjami, które wytrącają nas z równowagi.

Jak człowiek może pobudzać swoją kreatywność?

Jest kilka prostych sposobów. Możemy tworzyć tzw. mapy myśli, czyli notatki nielinearne. Pośrodku kartki piszemy główny wątek czy temat, a dookoła rozrzucamy wolne skojarzenia. Potem szukamy dodatkowych skojarzeń i połączeń między tymi pojęciami. Jest też metoda „random entry“ – wytłumaczę ją na przykładzie zajęć ze studentami. Proszę ich o wyjęcie książek czy kolorowych gazet, które mają ze sobą. Losowo wybieramy kilka haseł z różnych źródeł, np. strona nr 3, wers 15, trzecie słowo od lewej strony, a potem szukamy, w jaki sposób łączą się one z tematem, nad którym pracujemy, jak inspirują nas do rozwiązania danego problemu.

W byciu twórczym pomagają także grafy, rysunki, bawienie się analogiami czy metaforami. W grupie może sprawdzić się metoda łańcuchowa, która polega na tym, że do danego elementu dokłada się albo zmienia jeden z parametrów i w ten sposób tworzy się zupełnie nowa jakość. Człowiek kreatywny umie kojarzyć ze sobą elementy, które innym się w żaden sposób ze sobą nie łączą. Ale to jest coś, czego można się uczyć…

Na przykład od dzieci?

Dzieci są w naturalny sposób kreatywne, bo nie mają ograniczeń wynikających z przekazu społecznego, że czegoś się nie da albo czegoś nie wolno. Mają ciekawość i skłonność do eksplorowania, bo osoby starsze blokuje nie tylko ich wychowanie, ale też doświadczenia, rozczarowania czy nawyki. I chodzi właśnie o to, by dotrzeć to tej dziecięcej gotowości do podejmowania prób i traktowania błędów nie jako porażek, ale lekcji w nauce osiągania celów.

PRZYJACIELE TWÓRCZEGO MYŚLENIA

  1. NIEŁAD NA BIURKU. Amerykańscy badacze, Anna Mikulak z Association for Psychological Science oraz Joseph Redden i Ryan Rahinel z uniwersytetu w Minnesocie, przeprowadzili badania, z których wynika, że praca przy wysprzątanym stanowisku wspiera konwencjonalne myślenie oraz zdrowe odżywianie, z kolei bałagan na biurku stymuluje kreatywność i innowacyjność.
  2. CHODZENIE PIESZO.Wiel­kie myśli rodzą się pod­czas mar­szu – powiedział Nietzsche. Naukowcy z Uniwersytetu Stanforda dowodzą słuszności tego przekonania. Studenci, którzy podczas eksperymentu spacerowali po kampusie, mieli w tym czasie bardziej odkrywcze pomysły niż ich koledzy „przyklejeni do krzesła”. Co ciekawe, efekt kreatywności utrzymywał się przez kilka minut po zakończeniu ćwiczenia.

 

DR LIDIA D. CZARKOWSKA

psycholożka, socjolożka, trenerka, coach i superwizor. Wykładowczyni na studiach MBA w Akademii Leona Koźmińskiego i PAN. Poza pracą naukową od 20 lat aktywnie działa w biznesie

 

TECHNIKA LEONARDA DA VINCI

W dzienniku malarza i naukowca Leonarda da Vinci odkryto wiele niezrozumiałych notatek i rysunków. Długo sądzono, że są tzw. ruchy automatyczne i nie przypisywano im większego znaczenia. Wyjaśnienie przyniosła dopiero korespondencja artysty do króla Francji. Okazało się, że „gryzmoły” były w rzeczywistości metodą na uruchamianie myślenia kreatywnego. Chcesz być twórczy jak wielki Leonardo? Wypróbuj jego sposób na kreatywność. Wystarczy ci kartka i przybory do pisania.

UWAGA: W tej technice ważne jest poruszanie się dokładnie krok po kroku. Najpierw przeczytaj instrukcję, powtórz, a następnie wykonaj ćwiczenie.

KROK PIERWSZY

Zapewnij sobie komfort — miejsce wygodne, wyciszone, w którym nikt ci nie przeszkodzi przez najbliższe 20–30 minut.

Użyj kartki A4 w dowolnym położeniu. Zapisz w jej rogu twój problem lub kwestię do rozstrzygnięcia w postaci pytania. Najlepiej, jeśli będzie to pytanie otwarte, czyli rozpoczynające się od słów: W jaki sposób? Jak? Gdzie? Ile? Kiedy? Którędy?

KROK DRUGI

Odwróć kartkę i przełóż długopis do lewej ręki (ważne, żeby długopis, mazak lub ołówek miękko pisały po papierze). Jeśli jesteś osobą leworęczną lub oburęczną, to i tak niech to będzie ręka lewa.

Zamknij oczy i zacznij rysować bezwiednie to, co wyobrażasz sobie pod powiekami, zgodnie z zadanym pytaniem. Rysuj tak długo, aż pod powiekami nie pojawi się już żaden nowy obraz.

KROK TRZECI

Otwórz oczy, przyjrzyj się rysunkowi. Wyodrębnij grupy postaci, obiektów lub gryzmołów leżące obok siebie na rysunku. Za grupę obiektów możesz uznać nawet dwie pojedyncze linie lub kropki. Zakreśl je wspólnym kwadratem lub okręgiem.

KROK CZWARTY

Zakreślonym grupom obiektów nadaj nazwy lub tytuły — tak jakby to były tytuły rozdziałów książki lub artykułu. Kieruj się pierwszym skojarzeniem, nawet jeśli pojawi się jak przebłysk, na moment. Pierwsze uczucie jest najważniejsze.

Spisz wszystkie tytuły rozdziałów, nadając im kolejność — od pierwszego do ostatniego. Przeczytaj listę rozdziałów tak, jakby opisywały pewną historię.

KROK PIĄTY

Nadaj teraz całości wspólny tytuł, w sposób najtrafniejszy wyrażający historię określoną w rozdziałach. Tytuł całości jest odpowiedzią na twoje pytanie zadane na początku. Jeśli nie rozumiesz odpowiedzi teraz, odłóż ją do szuflady i powróć do niej po tygodniu.

 

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »