W nauce najważniejsze są przerwy – rozmowa o fińskiej edukacji

Dzieci od małego powinny brać odpowiedzialność za to, co robią. Nie przeżyjemy za nich życia. (Fot. Getty Images)

Biegający uczniowie, zrelaksowani nauczyciele, mało godzin w szkole, minimalne prace domowe. I najlepsze wyniki w nauce. O sekrecie fińskiej edukacji mówi Timothy D. Walker, amerykański nauczyciel pracujący w szkole w Helsinkach, autor książki „Fińskie dzieci uczą się najlepiej”.

Przyjechałeś do Helsinek z Massachusetts zestresowany, pozbawiony chęci do pracy. W Finlandii odzyskałeś zapał i znowu pokochałeś szkołę. Co się tu takiego stało?
Okazało się, że nauka w Finlandii składa się głównie z… przerw między lekcjami. Nie, żartuję. Ale coś w tym jest. Zanim zamieszkałem w Helsinkach, nie byłem w stanie wyobrazić sobie innej pracy nauczyciela niż około 12 godzin dziennie. W Finlandii okazało się to kompletnie niepotrzebne. Moi fińscy koledzy patrzyli na mnie podejrzliwie, kiedy siedziałem nad papierami. Byłem przekonany, że im dłużej pracuję, tym lepszym będę pedagogiem. „Tim, wrzuć sobie na luz” – radzili mi. Sądziłem, że amerykański system uczenia w długich (90-minutowych) blokach zajęciowych jest bardziej efektywny niż fiński zakładający przerwy co 45 minut. Zdziwiony zauważyłem, że po dwóch dniach takich bloków moi podopieczni przypominają snujące się zombi. Już po pierwszym dniu zgłosił się do mnie 12-latek z pretensją, że nie wytrzyma takiego trybu zajęć. „Po prostu
eksploduje” – powiedział mi. Wtedy zrozumiałem swój błąd.

Dlaczego przerwy są takie ważne?
W czasie przerwy mózg przetwarza wszystkie informacje. Potwierdzają to badania Daniela Levitina, profesora psychologii, neurobiologii behawioralnej i muzyki na Uniwersytecie McGill. Levitin przekonuje, że trzeba dać mózgowi czas, że neurony zaangażowane w skupienie uwagi też muszą się kiedyś wyciszyć. Przerwy muszą być regularne – wtedy mają sens. Dzięki temu dzieciaki mają czas na swobodną zabawę, spontaniczność, a podstawą nauki powinno być dobre samopoczucie. W czasie przerw fińscy uczniowie bez względu na to, jaka jest pogoda, wychodzą na dwór i robią tam, co im się podoba. Nauczyciele nie ingerują. Uczniowie szkół podstawowych mają wręcz obowiązek wyjść na przerwie na podwórko, chyba że temperatura spadnie poniżej -15 stopni Celsjusza. Ulewny deszcz czy bezlitosny wiatr nie są żadną wymówką. Pamiętam, jak pewnego jesiennego dnia podczas pierwszego roku w Helsinkach wyglądałem przez okno i ze zdumieniem patrzyłem na dziesiątki dzieci, które biegały po boisku podczas ulewy. A jak jest w polskich szkołach?

Na pewno mniej spontanicznie, nauczyciele starają się mieć wszystko pod kontrolą. Na szczęście przerwy są regularnie co 45 minut.
Moi uczniowie w wieku 12–13 lat mają 19 godzin zajęć w tygodniu (4 godziny dziennie), z czego 25% z nich spędzają na świeżym powietrzu w ruchu (1 godzina dziennie). O 12 czy pierwszej po południu idą do popołudniowego klubu, gdzie oddają się przyjemnościom: grają, czytają, oprawiają sporty. Rodzice odbierają ich stamtąd koło 16. Albo dzieci same wracają do domu.

Ale to niemożliwe! W Polsce dzieci w tym wieku spędzają w szkole średnio dwa razy więcej godzin! Macie jakieś metody na efektywne nauczanie?
Jedną z metod jest „Szkoła w ruchu”. Na przerwach starsi uczniowie pełnią funkcję „aktywatorów ruchu”, rozdają młodszym dzieciom piłki do koszykówki albo inny sprzęt sportowy. Sami również mogą wybrać taką formę ruchu, jaka im odpowiada: od ćwiczeń jogi, przez pilates, po gimnastykę. Fińskie szkoły zachęcają, by dzieci przejmowały inicjatywę, ustalały, czym chcą się zająć, i w dodatku organizowały czas i miejsce na realizację swoich pomysłów. Mogą same wynająć salę w szkole i trenować.
W Finlandii namawia się dzieci do ruchu. Miałem ucznia w pierwszej i drugiej klasie, który nie mógł usiedzieć, wolał stać. Pozwoliłem mu na to i jego wyniki w nauce nie ucierpiały. Wymyśliłem np. metodę ruchową, którą nazwałem „spacer po galerii”. Wyrósł z mojej frustracji tradycyjną szkołą. Uczniowie zbyt często prezentują swoje prace w sposób bierny, na przykład stają przed klasą z pokazem slajdów i referują pozostałym, czego się nauczyli. Ten zwyczaj może zanudzić wszystkich na śmierć – z nauczycielem włącznie. Wymyśliłem, że uczniowie zawieszają swoje prace na ścianach klasy albo korytarza, jak gdyby wystawiali je w galerii sztuki. Każdy eksponat otrzymuje numer. Dzieci przechodzą od pracy do pracy i przez minutę lub dwie uważnie im się przyglądają. Zanim rozpoczną zwiedzanie, wręczam im karteczki samoprzylepne w dwóch kolorach: na jednej zapisują pytania odnośnie do pracy, aby autor mógł je rozważyć, a na drugiej – swoje pozytywne spostrzeżenia. Podczas spaceru po galerii dzieci zastanawiają się nad każdą pracą.

W książce niewiele piszesz o fińskich rodzicach, więcej o nauczycielach. A mnie interesują, jacy są fińscy ojcowie i mamy? Czym się różnią od amerykańskich?
Och, różnice są diametralne! Dają swoim dzieciom taką wolność, o której amerykański rodzic nie próbuje nawet pomyśleć. Nie bez powodu rodzice w USA zostali nazwani przez resztę świata curling parents [curlingowi rodzice – od curlingu, dyscypliny sportu polegającej na zamiataniu lodowiska pod granitowymi kamieniami po to, żeby przemieściły się jak najdalej]. Obezwładniają dzieci swoją opieką, wożą je na zajęcia dodatkowe, udzielają się w szkole, generalnie poświęcają dzieciom i szkole mnóstwo uwagi. Finowie – odwrotnie. Kompletnie nie angażują się w życie szkoły, klasy, zostawiają to nam – profesjonalistom. W Finlandii ufa się nauczycielom i nie próbuje zastępować wychowawców czy nauczycieli. Szkoła i dom są zdecydowanie rozdzielone. Co za tym idzie, dzieci bardzo szybko uczy się samodzielności. Widzi się często (co w USA jest nie do pomyślenia), jak siedmiolatek idzie sam do szkoły i z niej wraca. Albo jedzie rowerem czy na hulajnodze. Dzieci tutaj mają bardzo dużo wolności, a co się z tym wiąże – odpowiedzialności. Fińscy rodzice zostawiają dzieciom dużo miejsca na rozwój, samodzielność, wzrastanie, na podejmowanie decyzji, które w konsekwencji im służą (lub nie). Są uważnymi obserwatorami dzieci i dobrze wiedzą, kiedy ingerować, a kiedy zostawić sprawy ich własnemu biegowi. To było dla mnie najważniejszym odkryciem na temat rodzicielstwa: dawanie przestrzeni i szacunek dla rozwoju.

Dobry fiński nauczyciel jest kompetentny.
…i zrelaksowany. Zaskoczyłem cię? Ja też się zdziwiłem, jak dużo czasu nauczyciele poświęcają na odpoczynek i ładowanie akumulatorów. O 14 wychodzą ze szkoły i nic już ich nie obchodzi: mają czas na swoje pasje czy spędzanie czasu z rodziną. Dlaczego to takie ważne? Codzienne ładowanie akumulatorów wcale nie jest egoistyczne. Wprost przeciwnie- jak na ironię egoistyczna jest praca, praca, praca, dopóki nie wykończy nas stres i napięcie. Uczniowie szukają w nas oparcia, którego nie znajdą, kiedy chorujemy lub balansujemy na granicy wytrzymałości. Nauczyciele to w większości wielbiciele przyrody, jeździmy z dziećmi na kilkudniowe biwaki, podczas których wszyscy mają bardzo dużo ruchu. Często przeprowadzamy lekcje na świeżym powietrzu i to z różnych przedmiotów.

Pasi Sahlberg, fiński edukator, napisał :Wszystko zmieniło się w 2001 roku, kiedy OECD ogłosiło wyniki międzynarodowego rankingu umiejętności nastolatków PISA. I wszystkie oczy zwróciły się na ten mały, nordycki kraj”. Okazało się, że 5,5 mln Finlandia przegoniła 31 państw i znalazła się na pierwszym miejscu. A potem w świat poszło, że fińskie dzieci nawet nie odrabiają pracy domowej, a i tak uczą się najlepiej.
Z tą pracą domową to nieprawda.

Uff.
Dzieci w Finlandii odrabiają pracę domową. Z tym, że to są naprawdę niewielkie, proste zadania. Dzieci radzą sobie z nimi w ciągu 10 minut. Celem nie jest przyswojenie konkretnej wiedzy, ani nadgonienie materiału. Mają nauczyć się odpowiedzialności. Praca domowa ma charakter bardziej wychowawczy niż dydaktyczny. Poza tym rodzice nie pomagają dzieciom w pracy domowej- i to jest mocno podkreślane. Praca domowa to sprawa pomiędzy dzieckiem a szkołą.

No dobrze, ale jak uczeń odstaje od kolegów w klasie, to dobrze, żeby miał w domu pomoc.
Błąd w myśleniu. Ja, jako nauczyciel, jestem od tego, żeby uczeń nie odstawał umiejętnościami od innych. To moja praca, nie mamy, czy taty.

Wyobrażam sobie, jak mocno skacze ciśnienie polskim rodzicom, którzy ślęczą godzinami nad pracami domowymi swoich dzieci.
Drodzy rodzice, uwierzcie w to, że dzieci od małego powinny brać odpowiedzialność za to, co robią. Wszędzie: w domu, w szkole, na ulicy. Dzieci wiedzą, że każda akcja przynosi reakcję, tylko my, dorośli, niepotrzebnie bierzemy to na siebie, chroniąc dziecko. Oczywiście są sytuacje, kiedy dzieci potrzebują naszej ochrony i każdy rodzic wie, kiedy powinien zareagować. Jednak w większości przypadków jesteśmy po prostu nadopiekuńczy. Jeśli chcemy, żeby dzieci były autonomiczne, musimy zaufać, że potrafią ponieść odpowiedzialność za swoje działania. Jeśli nie odrobią lekcji- dostaną pałę. Zapomną czegoś do szkoły- trudno, to będzie ich zmartwienie. Nie przeżyjemy za nie życia.

Możesz powiedzieć, że poznałeś fiński sekret edukacyjny?
W Finlandii nie ma prywatnych szkół, są tylko państwowe. Nie ma korepetycji, są dobrze wykształceni nauczyciele, którzy znają swój fach. W efekcie bez względu na to, czy mieszkasz w Helsinkach, czy w niewielkiej wiosce w Laponii, otrzymasz edukację na zbliżonym poziomie. Tysiące fińskich dzieci w każdym rejonie kraju mają te same umiejętności czytania, pisania, liczenia, mówienia. Nie ma między nimi wielkich różnic. Oczywiście, potem, jeżeli ktoś ma talenty w konkretnej dziedzinie, rozwija je na studiach. Natomiast na poziomie podstawowym i gimnazjalnym nie ma różnicy w umiejętnościach. Moim zdaniem fenomenem fińskich metod nauczania jest dbanie o… spokój ucznia. Szacunek dla spokoju przejawia się już w samym fińskim języku. (…) Cicha praca jest bardzo mocno doceniana. Na lekcjach stosuje się także techniki mindfulness: przez pięć minut dzieci wyciszają się i ćwiczą głębokie oddychanie.

Chcesz powiedzieć, że stresu w fińskiej szkole w ogóle nie ma?
Oczywiście, że w fińskiej szkole rozwiązuje się sporo testów sprawdzających wiedzę. Ale to nie jest absolutnie ten rodzaj obezwładniającego, ściskającego za gardło stresu, jaki znam ze szkół amerykańskich. Raczej mobilizacja do pokazania tego, co się umie. I skupienie.