Pamela Anderson znalazła sposób na stylowe podróżowanie, który nie wymaga poświęceń. Ten ponadczasowy zestaw chętnie nosiłybyśmy nie tylko na lotnisku i w wodnej taksówce w Wenecji, ale także w miejskim autobusie i podczas jesiennych spacerów.
Dalekie podróże stały się w naszej części globu czymś niemal powszednim. Przynajmniej jeśli spojrzeć na media społecznościowe. Statystyki mówią bowiem, że około 42 proc. Polaków nigdy nie leciało samolotem, a wielu z nas ani razu nie przekroczyło granicy – ani drogą powietrzną, ani lądową, ani morską. Mimo to nie da się ukryć, że mamy do dyspozycji jeden z najsilniejszych paszportów na świecie i rozbudowaną sieć połączeń, a lot do innego kraju potrafi kosztować kilkadziesiąt złotych. W dużej mierze minęły więc czasy, gdy na bilet składała się cała rodzina, a wejście na pokład było wielkim wydarzeniem, na które wyciągało się z szafy najlepsze ubrania. Dziś, szykując się do wyjazdu, najczęściej stawiamy na bluzę dresową, dżinsy i sportowe buty. Sama również tak robię i nie zamierzam nikogo przekonywać, że powinno być inaczej.
Pamela Anderson idzie jednak pod prąd. Hollywoodzka gwiazda zdaje się czerpać z dawnych tradycji, ale interpretuje je po swojemu. Swoją stylizacją zaprezentowaną po przybyciu na Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Wenecji przypomniała, że wygodny strój podróżny może być zarazem niezwykle elegancki.
Czytaj także: Czy bokserki mogą być eleganckie? Amal Clooney na festiwalu w Wenecji pokazuje, jak nosić je z klasą
(Fot. Jacopo Raule/FilmMagic/Getty Images)
Pamela Anderson przyjechała do Włoch przed weekendem w wydaniu, którego nikt nie spodziewałby się po niej w latach 90. Po krzykliwym wizerunku z końca ubiegłego wieku nie ma już śladu. Dziś 59-letnia aktorka jest zwolenniczką naturalnego wyglądu i starzenia się bez radykalnych poprawek. Ta przemiana nie skończyła się jednak na rezygnacji z mocnego makijażu. Anderson wymieniła także garderobę. Obcisłe fasony i intensywne kolory ustąpiły miejsca miękkim krojom oraz łagodnej palecie barw.
Jej włoska stylizacja składała się z kilku odcieni bieli – od czystej i świetlistej po przygaszone beże. Zamiast monochromatycznego total looku mamy więc znacznie ciekawszą, ale wciąż subtelną grę zbliżonymi tonami. Główną rolę odgrywał klasyczny trencz o długości midi. Trzeba przyznać, że dłuższy, sięgający niemal do kostek model mógłby wyglądać efektownie na zdjęciach, ale podczas przemieszczania się między pomostami szybko stałby się mało praktyczny. Anderson wybrała więc rozsądny kompromis. Do płaszcza dobrała szerokie białe spodnie, prosty T-shirt i minimalistyczne baleriny na zupełnie płaskiej podeszwie.
Czytaj także: Eleganckie płaskie buty na powrót do biura: 5 modeli, w których przechodzisz całą jesień
(Fot. Jacopo Raule/FilmMagic/Getty Images)
Aktorka zadbała też o szczegóły: blond włosy otuliła szalem w kolorze jasnego beżu, a oczy ukryła za okularami Celine w jasnych oprawkach. Nawet walizka pasowała do reszty zestawu. Kropką nad i była niewielka torebka od Prady, czyli włoski akcent, który na festiwalu w Wenecji wydaje się wręcz obowiązkowy. Efekt? Całość wyglądała szykownie, ale przy tym bardzo wygodnie.
Zastanawiasz się, jakie kreacje znalazły się w bagażu gwiazdy? Była to m.in. satynowa suknia na ramiączkach typu spaghetti w żywym pomarańczowym odcieniu. Aktorka odebrała w niej nagrodę amfAR za działalność filantropijną i wieloletnie wsparcie walki z AIDS.