1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wychowanie
  4. >
  5. Tata daje radę

Tata daje radę

fot.123rf
fot.123rf
Gdzie jest miejsce ojca? W domu, w pracy, na sali porodowej? Na pewno blisko, nawet bardzo blisko dziecka.

Będziemy mieli dziecko! – radość, duma czy strach? Które z tych uczuć jest bliższe mężczyźnie dowiadującemu się, że zostanie ojcem? Radość, bo zawsze marzył o potomku.

Duma – sprawdził się, udowodnił, że jest mężczyzną, teraz będzie miał dla kogo być wzorem. Strach, czy podoła finansowo. Teraz będą potrzebowali opiekunki, zabawek, ubranek, dobrej szkoły...

Urszula Sajewicz-Radtke, psycholożka i pedagog rodzinny z SWPS-u, potwierdza, że rodzice odmiennie przeżywają okres oczekiwania na dziecko. – Mężczyźni częściej myślą o zapewnieniu jak najlepszych warunków bytowych potomkowi i partnerce. Kobiety zaś skupiają się na kwestiach związanych ze zdrowiem oraz prawidłowym przebiegiem ciąży. Ostatnio słyszy się stwierdzenie: „jesteśmy w ciąży”, ale nie zapominajmy, że choć faktycznie matka i ojciec wspólnie spodziewają się dziecka, to jednak zupełnie inaczej przeżywają ten proces – zaznacza. Choć niektóre badania zdają się temu przeczyć.

Mama w ciąży, tata… rodzi

Mdłości, bezsenność, zmiany nastrojów, zwiększony apetyt. To typowe objawy ciąży odczuwane… przez niektórych mężczyzn. Na portalu www.wstroneojca.pl czytamy, że dr Arthur Brennan z St. George's University przebadał ponad 280 przyszłych ojców w wieku od 19 do 55 lat i zauważył, że – podobnie jak ich partnerkom – zdarzało się im mieć poranne nudności czy huśtawkę nastrojów, a nawet poporodową depresję.

Ten zespół objawów, który podobno może dotykać nawet 2 na 3 mężczyzn oczekujących dziecka, nazwano syndromem Kuwady. Nazwa odnosi się do rytuału męskiego porodu, kiedyś dość powszechnego zwłaszcza wśród prymitywnych plemion Afryki. Symbolizował publiczne uznanie dziecka przez ojca. „Mężczyzna, którego partnerka spodziewała się dziecka, wycofywał się z życia plemienia, jak tylko dowiadywał się, że będzie ojcem” – pisze autorka tekstu, Magdalena Szot. „Szył sobie specjalne ubranie, a przez okres ciąży symulował dolegliwości charakterystyczne dla oczekujących dziecka kobiet. (…) W czasie porodu kobieta oddalała się w zaciszne miejsce, a mężczyzna na swoim posłaniu jęczał, krzyczał, wił się z bólu w asyście otaczającej go rodziny. Po chwili przynoszono świeżo upieczonemu ojcu niemowlę, które przystawiał sobie do piersi, symulując karmienie. Potem odbierał podarunki i gratulacje w związku z narodzinami”.

Psychologowie twierdzą, że współczesne przeżywanie Kuwady pojawiło się w wyniku mody na partnerskie porody. Przecież właśnie uczestniczenia w ciąży, a nawet jej stymulowania, są uczeni mężczyźni w szkołach rodzenia.

Urszula Sajewicz-Radtke uważa, że to zjawisko warte refleksji. – Sytuacja, w której ojciec jest świadkiem porodu, jeszcze kilkanaście lat temu była nie do pomyślenia – przypomina. – Włączenie go w tak specyficzny i niezwykle intymny obszar kobiecości może nieść ze sobą pewne ryzyko. Współcześni mężczyźni nie zawsze potrafią się w takiej sytuacji odnaleźć. Wszak nie taka jest ich rola. Należy uszanować to, że chcą wspierać swoją partnerkę w inny sposób niż uczestnicząc w porodzie.

Niektórzy ojcowie wspominają wspólny poród jako niesamowite, magiczne doznanie. Innych przeraża biologiczny realizm, jak chociażby widok krwi, i nie są w stanie go wytrzymać. Dlatego ważne jest, by kwestia tego, czy mężczyzna wchodzi na salę porodową czy zostaje za jej drzwiami, była wspólną i dojrzałą decyzją obojga rodziców. Przyszły ojciec może nie być po prostu gotowy na takie przeżycie.

– Historycznie patrząc, dziećmi zawsze najpierw zajmowała się matka, po czym przechodziły one pod opiekę ojca. W słowiańszczyźnie takim momentem przejścia były postrzyżyny. Wtedy to ojciec stawał się głównym opiekunem dziecka, wprowadzając je w dorosłość – tłumaczy Sajewicz-Radtke.

– Kiedyś rola ojca uwypuklała się szczególnie mocno około trzeciego roku życia dziecka. Większe zaangażowanie taty w zabawy i spędzanie z nim czasu pozwalało maluchowi bezpiecznie odseparować się od matki, a także wykształcić takie cechy jak samodzielność, odwaga czy wiara we własne siły – kontynuuje psycholożka.

Dzisiaj, kiedy każdy mężczyzna może wziąć tzw. urlop tacierzyński i nierzadko zostaje w domu, bo żona ma na przykład lepiej płatną pracę – podział ról nie jest już wcale taki oczywisty.

Problem z definicją

„Wszyscy oczekują, że będziesz twardy, zapewnisz byt rodzinie, nie będziesz się mazgaił. A do tego, będziesz empatycznym kochankiem i czułym ojcem. Takim Jamesem Bondem, który potrafi każdemu przyłożyć, ale który jednocześnie jest obdarzony psychologiczną wiedzą Wojciecha Eichelbergera i humorem Monty Pythona. Powinieneś być bezlitosnym dla przeciwników biznesowych, a w domu rozlazłym kapciem, gotowym do zabawy z maluszkiem, zmywania garów i robienia zakupów. Jasne, istnieje podział ról, ale będziesz miał problem. Matka to matka, i już. Ale sam musisz wymyślić, jak być ojcem”. Ten fragment z książki Leszka Talki „Pomocy, jestem tatą!” (Nasza Księgarnia 2008) to skrócony opis stanu umysłu współczesnego ojca. Musi i chce zmierzyć się z nową rolą, ale niema pojęcia, jak to właściwie zrobić. Najprościej wyjść od obrazu własnego ojca i albo go powielić albo powiedzieć sobie: „Nie, taki nigdy nie będę”. Łatwe? Pozornie.  To ogólny zarys, często trudny do wprowadzenia w życie. A świat naszych rodziców rządził się zupełnie innymi prawami niż dzisiaj.

– Co drugi ankietowany przez nas mężczyzna uważa, że dzisiaj trudniej jest być ojcem niż pokolenie, dwa temu – potwierdza Dariusz Cupiał, teolog, pomysłodawca i koordynator programu Inicjatywa Tato.Net.

 
– Dzieje się tak z kilku przyczyn. Wcześniej rola ojca była jednoznacznie zdefiniowana, np. za Grabskiego w Polsce mężczyzna miał być wzorem i utrzymywać rodzinę. Dzisiaj tamte standardy nie są jednoznaczne. To może być frustrujące. Ojcom trudno jest pogodzić obowiązki zawodowe z domowymi, oczekuje się od nich coraz więcej.

Problem w tym, że bez zdefiniowania zadań mężczyzna nie zdoła ich wypełnić. Może próbować spełniać rozmaite oczekiwania. Do tego często ma wrażenie, że wcale nie jest już rodzinie potrzebny. Dariusz Cupiał mówi nawet o kryzysie ojcostwa w życiu publicznym.

– Są kobiety, które mówią: „chcę dziecka, ale nie potrzebuję partnera”. Taka postawa wyklucza instytucję ojcostwa. W szkole na wywiadówce nauczycielka zwraca się do rodziców: „drogie mamy”. W mediach PR ojcowski jest sukcesywnie niszczony przez skądinąd bardzo potrzebne reklamy przeciwko przemocy – twierdzi.

Tymczasem „New Scientist” donosi, że rola ojca w wychowaniu dziecka jest niezastąpiona. Dorastające bez niego dziewczęta szybciej dojrzewają płciowo i częściej zachodzą jako nastolatki w ciążę. Chłopcy wychowywani przez samotną matkę mają niższe poczucie własnej wartości, a także problemy z wchodzeniem w intymne relacje. Jak wynika z pracy naukowców z kanadyjskiego Uniwersytetu McGill, w mózgach potomstwa wychowanego bez ojca dochodzi do zaburzeń biochemicznych. Zdaniem Ruth Feldman z Bar-Ilan Univeristy w Ramat-Gan, mężczyźni są wręcz „biologicznie zaprogramowani” do tego, by brać udział w wychowywaniu dzieci.

Dariusz Cupiał nie ma co do tego wątpliwości: – Dzieci potrzebują ojca. Najlepiej, gdyby był to ojciec biologiczny. W sytuacjach, w których z różnych powodów go zabraknie, ważne jest, by zastąpili go inni mężczyźni z otoczenia dziecka: wujek, dziadek, nauczyciel albo ojczym. W Tato. Net bierzemy udział także w inicjatywach popierających tworzenie rodzin zastępczych, powstał nawet specjalny serwis na stronie .

Tata na warsztatach

– Staramy się unikać określenia „być dobrym ojcem”, „supertatą”, mówimy raczej „być efektywnym ojcem”, ojcem niegodzącym się na nieobecność, spełniającym się w aktywności. Wyróżniłbym dwa wyznaczniki efektywnego ojca: poświęca swojemu dziecku dużo czasu i uwagi oraz aktywnie słucha bez oceniania, bez wyroków i wydawania pochopnych opinii – wylicza Dariusz Cupiał. Prowadzona przez niego Inicjatywa Tato. Net organizuje badania, konferencje i warsztaty dla ojców.

Pomysł na jedne z nich – „Przygody taty i syna”, wziął się z przekonania, że nawet najlepsza na świecie mama nie pomoże chłopcu w byciu mężczyzną. Dlatego dwóch mężczyzn (starszy i młodszy) jedzie na spływ kajakowy, górską wspinaczkę czy naukę konnej jazdy, by na łonie natury podjąć nie tylko wysiłek fizyczny, ale i ten duchowy, polegający na przełamaniu barier, próbie zbliżenia się do siebie, zasmakowania „męskiego świata”.

Warsztaty „Tato & córka” odbywają się w trochę innej scenerii: czasem restauracji, czasem pałacyku. Zostały stworzone z myślą o ojcach, którzy wycofują się z życia swoich córek, kiedy te dorastają, nie potrafiąc zmierzyć się z tym, że mają teraz w domu kobietę. Podczas spotkania mogą porozmawiać o tym, co zmienia dorastanie, jakie problemy z nim związane pojawiają się zarówno w głowie ojca, jak i córki. Odbudowują swoje relacje.

Są też zajęcia dla par i dla samych ojców, podczas których, w męskim kręgu sobie podobnych, mogą wymienić się doświadczeniami i refleksjami, a także usłyszeć, że doskonale dają sobie radę.

– Mamy do czynienia ze wzrastającym zainteresowaniem ze strony mężczyzn wymianą swoich doświadczeń jako ojców. Poszukiwaniem sieci, wsparcia – mówi Dariusz Cupiał. – Cierpią na brak komunikatów zwrotnych, w czym się sprawdzają jako ojcowie, a w czym nie. Chcą poczuć się docenieni.

Są publicznie chwaleni za wykształcenie, swoją pracę zawodową, ale nie za to, że są ojcami. A ta być może jest ich najważniejszą życiową misją.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Córka a syn - dwa różne wyzwania dla mężczyzny

Dzieci wnoszą w życie każdego rodzica nowe, ciekawe doświadczenia. Są one jednak inne w przypadku synów, jak i córek. Na co warto się otworzyć, aby czerpać radość z rodzicielstwa? (fot. iStock)
Dzieci wnoszą w życie każdego rodzica nowe, ciekawe doświadczenia. Są one jednak inne w przypadku synów, jak i córek. Na co warto się otworzyć, aby czerpać radość z rodzicielstwa? (fot. iStock)
Zobacz galerię 7 Zdjęć
Przed jakimi wyzwaniami stoi mężczyzna, gdy rodzi mu się córka, a przed jakimi, gdy rodzi się syn? „Te wyzwania są różne, a jednocześnie podobne: ojciec poznaje swoje dziecko, istotę o niepowtarzalnym potencjale. Od jakości tego spotkania będzie zależała jakość ich życia”  – mówi psychoterapeuta Benedykt Peczko.

„Oby tylko była córka!” – życzą sobie młodzi mężczyźni. Coraz więcej kobiet mówi o tym, że ich partnerzy pragną córek, a nie synów, co je zdumiewa. Być ojcem córki wydaje się łatwiejsze, bezpieczniejsze? Przed jakimi wyzwaniami stoi ojciec, gdy rodzi mu się córka, a przed jakimi, gdy rodzi się syn?
Spora część mężczyzn świadomie lub nieświadomie obawia się synów. Mają mieszane uczucia – z jednej strony syn to znany świat: „Też byłem chłopcem, więc wiem, jak to jest”. Teoretycznie więc powinno być łatwiej oswoić się z rolą ojca chłopca niż dziewczynki. Jednak dochodzą do głosu atawistyczne wzorce: oto pojawi się kolejny samiec w stadzie.

Uruchamia się nawyk walki o władzę i dominację?
Od lat pracuję z synami, którzy borykają się z takim właśnie dziedzictwem. Dominujący ojciec, który za wszelką cenę, przy każdej okazji musi postawić na swoim, wygrać, bo wie lepiej – to jest plaga życia rodzinnego. Ojcowie narzucają synom swoją wolę, chcą decydować o ich życiu, bo przecież „gówniarz dużo jeszcze musi się nauczyć”. Sytuacja dodatkowo się komplikuje, gdy synek od dziecka jest faworyzowany przez mamę. To do niego mama mówi: „kochanie”, co budzi zazdrość i złość ojca. Mężczyzna czuje się zaniedbany, zdetronizowany. Także z tego powodu może – oczywiście nieświadomie – zwalczać syna w sensie emocjonalnym. Zazdrość, pretensje i żal o czas i uwagę poświęcone dziecku mogą dotyczyć także córek, jednak w wypadku synów są dużo większe. Gdy syn rośnie, ojciec wydatkuje coraz więcej energii na wytykanie błędów, udowadnianie, że „gnojek sobie nie radzi”, że „nic z niego nie będzie”. Tym samym walczy o uwagę dla siebie, podkreśla swoją rolę autorytetu i przewodnika.

Gdy więc ma się urodzić syn, mężczyzna przeczuwa, że będzie musiał mierzyć się z napięciami w sobie?
Dotyczy to wielu mężczyzn, ponieważ ciągle jest dosyć kiepsko z męskim poczuciem wartości. Chociaż, oczywiście, wiele zmienia się na lepsze. Mężczyzna ugruntowany w swoim poczuciu wartości nie będzie zazdrosny o uczucia partnerki do syna. Wręcz przeciwnie, będzie jej wdzięczny za opiekę nad dzieckiem, będzie jej pomagał, budował partnerską więź.

Zanim to się stanie, syn wydaje się rywalem?
Obserwuję dramat takich synów i ojców. Ojcowie prezentują się synom jako idealni, nieomylni, bez skazy, po prostu krynica mądrości. Są przekonani, że jak się syna od początku ułoży, będzie posłuszny, będzie chodził jak w zegarku. Od dziecka wszelki opór jest łamany. W ten sposób tak naprawdę łamane są wola i tożsamość chłopca. Wielu mężczyzn traktuje synów jak zwierzątka, które się tresuje. Pamiętam takiego ojca, który w ten sposób utracił dwóch synów.

Utracił?
Przestali się z nim kontaktować. Jeden z synów oświadczył, że nie będzie żył tak, jak ojciec sobie życzy, stał się hardy, a jednocześnie uważał ojca za niedościgniony wzór. Czuł się zbyt mały wobec ojca, nie wypełnił życia sensownymi działaniami. Drugi syn spełniał ojcowskie ambicje, jednak nie oddawał należnego hołdu. W końcu skonfliktowany z ojcem poszedł własną drogą i słuch o nim zaginął. To pokazuje cenę, jaką płacą ojcowie za idealizowanie siebie i wywieranie presji. Takie działanie zawsze budzi opór. Ojciec, który jest przekonany, że wie, jak powinno wyglądać udane życie, jak ten świat naprawdę wygląda, ma dla syna sztywny program i nie znosi sprzeciwu. To prawdziwy dramat. Synowie się oddalają, wycofują, uciekają, zrywają kontakty. Z różnych prac psychoterapeutycznych pamiętam mężczyzn, którzy kontaktując się z emocjami z dzieciństwa, płakali, błagając przywołanych w pamięci ojców: „Nie chcę z tobą walczyć! Chcę być blisko ciebie, potrzebuję cię”.

Nie trzeba z synem walczyć?
Mam wrażenie, że często ojcowie wpadają w pułapkę, zmuszając synów, żeby z nimi walczyli, ponieważ inaczej nie potrafią być z nimi blisko. Chłopcy podejmują walkę, żeby w ogóle mieć z ojcem jakiś kontakt. Wielu mężczyzn nie ma pozytywnych wzorców bycia ojcem, bo albo ojca nie było, albo był emocjonalnie nieobecny. Jeśli dodatkowo nie mieli bliskich kontaktów z innymi mężczyznami w rodzinie, niosą trudne dziedzictwo męskości. Poczucie bezradności i niepewność próbują nadrabiać gniewem i przemocą. Próbują jakoś wypełnić w sobie ten brak. Niestety, wypełniają go najgorszym śmieciem. Te destrukcyjne tendencje można, oczywiście, odwrócić.

Silne emocje związane z obecnością syna pokazują zranienie ojca, bolesne miejsca – tę świadomość wielu ojców już ma. Jak sobie radzą?
Obiecywali sobie, że nie będą tacy jak ich ojcowie, a zauważają, że odruchowo powielają stare schematy. Jeśli potrafią to zauważyć, to już bardzo wiele, dobry grunt do zmiany. Pojawienie się syna czy synów w życiu mężczyzny to wielka sprawa – szansa, aby przekroczyć stare uwarunkowania i rozwijać zdrowe, bliskie relacje z innymi mężczyznami. A tym samym tworzyć nowe wzorce męskości i ojcostwa dla nowych pokoleń.

Mężczyźni mają ambicje, żeby synowie stanęli na wysokości zadania, żeby im się udało, żeby coś osiągnęli. To może być wsparcie dla syna.
Zbyt często stoi za tym myślenie: „Mnie się nie udało, więc przynajmniej ty bądź kimś”. Wielu ojców chciałoby, aby syn był ich przedłużeniem albo dopełnieniem. Albo spełniał to, czego ojciec nie mógł spełnić, bo nie było warunków, bo nie te czasy. Synowie często rozwijają cechy, których ojcowie nie mają. Robią rzeczy, których ojcowie się obawiają, na które nigdy sobie nie pozwolili. Ojciec jest twardym ekonomistą, a syn chce zostać muzykiem. Ojciec musi popatrzeć szerzej – na aspekty, których u siebie nie zna. Wówczas uczy się poznawać i akceptować inność syna. Syn wnosi w życie ojca brakujące wymiary egzystencji. My, mężczyźni, bardzo potrzebujemy elastyczności, otwartości na to, co odmienne. Gdyby ojciec naprawdę chciał syna wspierać, sprawdzałby, jaką on chce pójść ścieżką, rozmawiałby, pytał, słuchał, a nie tylko wymagał.

Trzeba by tu uruchomić inteligencję emocjonalną.
Świadomość uczuć, otwartość, ciekawość – to wymaga zaangażowania, praktyki. Kim jest mój syn? Co to za istota? Nikt nigdy nie był i nie będzie taki jak on. Jest jedyny w swoim rodzaju, wyjątkowy. To głębokie przeżycie, gdy uświadamiamy sobie, że oto ten nasz syn ma swoją odrębną, głęboką tożsamość. I że możemy go wspierać w spełnianiu jego niepowtarzalnego potencjału. Możemy otwarcie dzielić się sobą. Zrozumienie, kim jest ojciec, czego doświadcza, co przeżywa, także syna wspiera. Wzajemna więź wspiera obu.

Syn otwiera wiele przestrzeni w życiu ojca: jest wyzwaniem, szansą na rozwój i spełnienie. A córka?
Podobnie. Mężczyzna z bliska poznaje kobiecość w rozwoju. To może być zachwycające doświadczenie.

Ponieważ tak inne, nieznane?
Można nareszcie zrozumieć kobietę! Pod warunkiem, oczywiście, że zostawimy swoje wyobrażenia o tym, jaka córka powinna być. Niestety, wobec córek wielu mężczyzn stosuje tak samo restrykcyjny sposób wychowania jak wobec synów: mają osiągać wyniki, muszą być silne, żeby sobie radzić w świecie. Myślą, że nie wolno córek za bardzo chwalić, bo im się przewróci w głowie.

Z czym więc może być związana ulga, gdy rodzi się córka? Kobiecości będzie uczyła się od mamy. Mężczyzna przeczuwa, że będzie grał drugoplanową rolę? To go uspokaja?
Ta ulga może być bardzo łatwo zepsuta nieświadomym przekonaniem, że chłopak jakoś sobie w życiu poradzi, ale na dziewczynkę czyha tak wiele zagrożeń, że trzeba ją chronić. Jest przecież wrażliwsza, słabsza. Troska, ochrona – to wspaniałe intencje, szkoda tylko, że przeradzają się w surowość, w dyscyplinowanie. Opowiadała mi jedna z klientek, że była już na studiach, gdy ojciec nie pozwalał jej wracać do domu po godzinie 23. Szła na imprezę i gdy wszyscy dopiero się schodzili, ona musiała wychodzić. Ojciec mówił jej, że jak będzie miała męża, będzie mogła robić, co chce, a teraz on rządzi. Ta kobieta czym prędzej wyszła za mąż – okazało się potem, że bardzo nieszczęśliwie – żeby nie mieszkać z ojcem. To nie jest ochrona ani wsparcie.

Co byłoby wsparciem?
Zrozumienie, które zaczyna się od zainteresowania. Ojciec ma fantastyczną okazję, aby uczyć się otwartości na kobiecość, wrażliwości na potrzeby kobiet, na ich sposób przeżywania świata, na uczucia. Obserwowanie kobiecości w rozwoju daje ojcu szansę docenienia tych jakości, których dotąd nie znał i nie rozumiał. Jeden z ojców opowiadał mi, że robił coś w ogrodzie ze swoją dorastającą córką, rozmawiali, śmiali się, po czym nagle córka zaczęła płakać, ponieważ coś jej się przypomniało. To był dla ojca szok – taki wachlarz uczuć! Zastanowiło go to, wzruszyło. Innym razem czekał przez godzinę pod drzwiami łazienki, bo córka się malowała. Po godzinie wybiegła z łazienki z płaczem, bo i tak się sobie nie podobała! Innym razem przeżywała, że chłopak ją rzucił. Ten ojciec wyjaśnił córce, że to nie ma nic wspólnego z nią, że to nie znaczy, że ona jest mało wartościowa. Być może chłopak przestraszył się jej dojrzałości albo nie jest jeszcze gotowy na bliską relację. Troska, ochrona, wsparcie zaczynają się od obecności, zaufania, szczerości, słuchania.

Córka otwiera ojca na jego kobiecą część psychiki?
Oczywiście. Uczy ojca wrażliwości, łagodności, ciepła. Dzięki temu mężczyzna może lepiej rozumieć swoją partnerkę i inne kobiety. Może coraz bardziej otwierać się na tajemnicę kobiecości. Rozmawiałem z ojcem 30-letniej córki, która właśnie została mamą. Mówił: „Kobiecość jest taka… przemieniająca. Jak rozwijający się kwiat. Dojrzewa, owocuje. Patrzę na córkę i jestem zafascynowany, ileż ona instynktownie rozumie, intuicyjnie przeczuwa, widzi jakimś szóstym zmysłem. Kobiecość to wielka tajemnica”.

  1. Psychologia

Jacy są dzisiejsi ojcowie? Odpowiada dr Tomasz Srebnicki

Współczesny model ojcostwa stanowi dla mężczyzny olbrzymie wyzwanie. (Fot. Getty Images)
Współczesny model ojcostwa stanowi dla mężczyzny olbrzymie wyzwanie. (Fot. Getty Images)
Kiedyś nieobecny, surowy i niedostępny, dziś ojciec jest nie tyle głową rodziny, co troskliwym i czułym rodzicem. Jednocześnie zagubionym w kwestii tego, co jest męskie, a co nie. Jaką radę da mu terapeuta, dr Tomasz Srebnicki?

Czy współczesny mężczyzna wie, jak być ojcem?
Współczesny model ojcostwa stanowi dla mężczyzny olbrzymie wyzwanie, powiedziałbym nawet epokowe, dlatego że nie był do tej pory wspierany w byciu dostępnym emocjonalnie dla dziecka. Kiedyś nakaz społeczny mówił: „trzeba być ojcem dyscyplinującym i uczącym dziecko nowych umiejętności, a nie czułym i dostępnym emocjonalnie”. W przeciwieństwie do matek, które miały być ciepłe i opiekuńcze. To pierwsza rzecz. W dodatku dzisiaj mężczyzna jako ojciec jest „pozbawiany” dostępu do akceptowanych w przeszłości środków wychowawczych typu: klapsy, kary, dyscyplinowanie czy krzyk, które we współczesnych czasach się zupełnie skompromitowały. Teraz promuje się pozytywne rodzicielstwo, które jest ukierunkowane na potrzeby dziecka. A to dla ojców może być bardzo trudne, bo nieprzećwiczone przez pokolenia. Z drugiej strony, jeżeli decydujemy się na zmiany społeczne, to uważam, że należy walczyć ze stereotypem tego silnego i skrajnie męskiego mężczyzny, który jest pozbawiony uczuć: lęku, smutku, ale też radości czy dumy ze swojego dziecka.

Może nie do końca wiadomo, jak być dziś ojcem, bo nie do końca jest jasne, co to znaczy dzisiaj „męski”?
Myślę, że w twoim doświadczeniu, bo masz młodsze dziecko, jeszcze mocniej widać to, że współcześni ojcowie bardzo dobrze radzą sobie w rolach, które w przeszłości uznawane były za kobiece. Co więcej, mężczyźni starają się w nich trenować, ponieważ natura męska również jest czuła i ciepła. Dzisiaj ojców widać wszędzie: na placach zabaw, w szkołach, trójkach klasowych, a także w gabinetach terapeutów. Już nie jest tak, że tylko matki zaciągają tam ojców lub dzieci. Współcześni mężczyźni sami do nich przychodzą i otwarcie rozmawiają o problemach związanych z wychowaniem dziecka.

A z jakimi problemami najczęściej przychodzą?
Te problemy są podobne do tych, o których mówią matki: od nieposłuszeństwa dziecka po zanik relacji. Widać dzisiaj dużą troskę ojców i ukierunkowanie na dobry kontakt z dzieckiem. Mniej jest w praktyce klinicznej mężczyzn, którzy przychodzą i mówią, że córka czy syn źle się zachowuje i pytają, co zrobić, żeby je „naprostować”. To raczej próba poszukania odpowiedzi na to, co dzieje się między nim a dzieckiem. Co więcej, współcześni ojcowie są w stanie przyjmować więcej uwag, są bardziej elastyczni i uważni na to, co robią.

A jakie błędy najczęściej popełniają?
Problem, który obserwuję, to zanik tradycyjnej funkcji ojca, czyli stawiania granic. Współcześni młodzi ojcowie robią to bardzo niechętnie, nie mówią dziecku: „dość” i „nie”. Prawdopodobnie nie jest im łatwo odnaleźć się w tej roli, ponieważ sami w dużej mierze są niepewni tego, co jest właściwe, a co nie; nie wiedzą, co jest stawianiem granic, a co przemocą. Różne terminy potraciły dzisiaj znaczenie, nasze czasy to „hulaj dusza, piekła nie ma”. W związku z tym współczesny ojciec stymuluje swoje dziecko nie do tego, żeby przestrzegało zasad, tylko żeby je podważało. Ojcowie oddają dzisiaj to pole matkom, a to nie jest dobre. Kobiety od zawsze miały większy problem ze stawianiem granic, bo w dawnej wizji macierzyństwa pełniły głównie role opiekuńcze. Przez co nakładają się dwie niekompetencje rodziców, a później dzieci nie potrafią powiedzieć „dzień dobry”, bo mają za wiele niewiadomych: czy powinny mówić do kogoś na „ty” czy na „pan/pani”? Nie są trenowane w wielu zachowaniach związanych z granicami, w tym także w samodyscyplinie i samokontroli, które kiedyś były od dzieci wymagane.

Ostatnio zastanawiałam się nad tym, jakie wzorce męskości przekazać dziecku, gdy mój trzyletni syn domagał się pomalowania paznokci na różowo, widząc je u mnie. W końcu mu je pomalowałam, co męskiej części rodziny się nie spodobało.
Ja akurat nie pomalowałbym swojemu synowi paznokci na różowo i oczekiwałbym od partnerki, że wyraźnie powie, że chłopcy tego nie robią. To jest właśnie stawianie granic, o którym mówię. Tak naprawdę my, dorośli, sami tworzymy sobie cały ten burdel, już nie wiadomo, o co chodzi: czym jest dzisiaj męskość, a czym kobiecość? A tak głębiej: gdzie jest początek, a gdzie koniec tych słów? A to właśnie stawianie granic buduje w przyszłości w dziecku wolność, bo dopiero wtedy może się za czymś lub przeciwko czemuś opowiedzieć. Pomocne może być, jeśli wyobrazimy sobie, że idziemy na premierę do Teatru Wielkiego. Chyba uznalibyśmy, że mężczyzna nie powinien pojawić się na niej w krótkich spodenkach i z pomalowanymi paznokciami.

Ojcowie byli kiedyś wprawdzie bardziej surowi, ale nieobecni.
Na co potwierdzeniem był znany dowcip, w którym syn wraca do domu i mówi: „cześć, tato”. Ojciec się odwraca sprzed telewizora i pyta: „gdzie byłeś?”, na co syn odpowiada: „w wojsku”. Takich dowcipów już nie ma, bo znikła potrzeba wyładowania tej męskiej złości i żalu. Współczesny ojciec jest obecny, fizycznie i emocjonalnie. A bycie obecnym ojcem bardzo dobrze robi mężczyźnie. Praktyka kliniczna pokazuje, że jakość relacji małżeńskiej wpływa na to, jak kształtuje się ojciec w swojej roli. Jeżeli chcemy być ojcem, najpierw musimy stać się partnerem w relacji z kobietą, to podstawowa sprawa. Tyle że partnerem nie ekstremalnie szczęśliwym, a w miarę szczęśliwym.

Dlaczego nie warto być ekstremalnie szczęśliwym?
Ponieważ ekstremalne szczęście to nic innego jak idealizowanie. Relacje nigdy nie są i nie będą idealne. Dążenie do ekstremalnego szczęścia jest tak samo szkodliwe dla relacji, jak dążenie do destrukcji związku. Chodzi o to, żeby wracać do domu z uczuciem spokoju. Bo jeśli wracam codziennie do napięć i oczekiwań żony na temat tego, jakim powinienem być ojcem i mężczyzną, to prędzej czy później – gdy już przejdę przez fazę walki, spełniania tych oczekiwań, a później rezygnacji – zacznę uciekać z domu w pracę, alkohol czy inne używki, bo nie będę miał do czego wracać.

Rozumiem, że taki mężczyzna odchodzi od kobiety, ale czemu porzuca też swoje dziecko? Na szczęście coraz częściej obserwuję, że dzisiaj to się zmienia – nawet jeśli relacja kończy się rozwodem, mężczyzna nie chce rezygnować z roli ojca i nadal wychowuje dziecko.
To prawda. Kiedyś jeśli mężczyzna opuszczał dom, to zwykle opuszczał także swoje dzieci, krótko mówiąc: porzucał wszystko. Współcześni ojcowie są chętni i gotowi do tego, żeby po rozpadzie związku zajmować się dziećmi.

Myślę, że ten nowy wzorzec męskości kształtuje się właśnie dzięki dobrej relacji ojciec – syn. Może więc mężczyźni odnaleźli się dzisiaj w roli ojca, ale nie do końca wiedzą, jak ma wyglądać relacja partnerska z kobietą?
Pokolenie, które jest wychowywane przez obecnych ojców, daje mi jako terapeucie dużo nadziei. To absolutnie emancypacyjny model, w tym sensie, że uwalnia tych synów ze stereotypowo przypisanych im ról. Prowadzi do tego, do czego dążą feministki – taki mężczyzna w przyszłości będzie lepiej funkcjonował w partnerskiej relacji z kobietą.

Czyli partnerki tych mężczyzn będą w raju?
No właśnie nie będą. Ponieważ model partnerski to model symetryczny, w którym są dwie osoby niezależne od siebie w różnych sferach. To model, w którym nie można powiedzieć: „nie mamy pieniędzy, więc idź więcej zarabiać”. To niezwykle wymagający model, a jednak zdrowszy dla mężczyzn, bo zachęcający do symetrii w relacjach z kobietami.

Tylko dlaczego to ma być zdrowsze dla tych mężczyzn, a nie dla ich partnerek?
Kobiety dążą dzisiaj do tego, żeby być w partnerskim związku i faktycznie tymi partnerkami są, ale mają jeszcze różne „pozostałości” oczekiwań wobec mężczyzn. Tymczasem, jeśli współcześni mężczyźni przećwiczą się w nowych rolach – będą potrafili uśpić niemowlaka, podetrzeć mu pupę, pójść na spacer czy odrobić z dzieckiem lekcje – to w przyszłości ta rola będzie dla nich łatwo dostępna. Mężczyzna nie będzie oczekiwał od swojej partnerki, żeby to ona zajęła się dzieckiem, skoro jest matką. Taka emancypacja mężczyzn na pewno dobrze zrobi partnerstwu, które zakłada wzajemną pomocniczość i całkowitą indywidualną odpowiedzialność. W związku z tym myślę, że ludziom w przyszłości w tym modelu będzie trochę łatwiej, bo bez obciążeń oczekiwaniami wobec ról. Jednak najpierw będą musieli je sobie jakoś wynegocjować.

Jako psycholożka społeczna dostrzegam, że ojcowie zawłaszczają czasem role matek; zwłaszcza synowie nieobecnych ojców czerpią wzór tylko z matki, a to irytuje ich partnerki. Skoro mężczyzna jest opiekuńczy, czuły i empatyczny, a dziecko potrzebuje różnorodności, jaka ma być w takim razie matka?
Przecież wy, kobiety, same tego chcecie! Walczycie o urlopy tacierzyńskie i równouprawnienie, no to teraz macie. Musicie oddać to pole mężczyznom, czy wam się to podoba, czy nie – taki jest koszt równouprawnienia. Problem polega na tym, że współczesne społeczeństwa dążą do unifikacji ról płciowych. A do tego kwestionują wzorzec ojca z przeszłości, który znamy między innymi z serialu „Czterdziestolatek” Jerzego Gruzy, pokazujący optymalny model funkcjonowania w dobrze uzgodnionych, harmonijnych rolach. Przełamaniem tabu w tym serialu była scena, gdy Stefan Karwowski sam prał sobie koszule, uzasadniając to tym, że go to relaksuje. Madzia Karwowska również miała pracę, ale także to ona głównie zajmowała się dziećmi. Teraz to wszystko podważamy, w związku z tym mamy to, co mamy, i jesteśmy zajęci rozwiązywaniem problemów, które sami sobie stworzyliśmy. Jednak w tym szaleństwie jest metoda, mam przeczucie graniczące z pewnością, że to wszystko skończy się znalezieniem jakiegoś złotego środka.

Ale jak to zrobić?
Do tego potrzebna jest wojna.

Już mamy wojnę.
No i dobrze, musi być wojna, bo współczesny model społeczny kreuje egoizmy i zabija w nas wspólnotę. Musi nastąpić kryzys, żeby to wszystko się wyrównało. Ale spokojnie, nie chodzi o to, że wróci to, co było, nie jestem ultrakonserwatystą. Chodzi o stabilną nową jakość, gdzieś pośrodku. Jak to teraz modne – chodzi o nową normalność.

A czym się różni dziś bycie ojcem syna lub córki, o ile w ogóle się różni, skoro ujednolicamy to, co męskie i kobiece?
Ta sfera, szczególnie w środowiskach wielkomiejskich, jest potwornym wyzwaniem, bo nie wiadomo, do czego socjalizować dzieci. Dlatego dobrze polegać na atawizmach i automatyzmach. Jeżeli ojciec czuje, że powinien nauczyć syna zmiany opon, to niech to zrobi. Natomiast jeśli czuje, że musi nauczyć tego swoją córkę, bo powinna być wolna i samowystarczalna – to niech lepiej tego nie robi.

No to teraz musisz się z tego wytłumaczyć...
Chodzi o to, żeby bardziej posługiwać się intuicją, a nie imperatywem, bo imperatyw i tak prędzej czy później coś na tobie wymusi. A intuicja jest doświadczeniem moim i wielu pokoleń przede mną, więc jeśli czuję, że muszę otworzyć drzwi swojej córce, a imperatyw mówi, że nie mogę, bo mamy równouprawnienie, to uważam, że lepiej słuchać intuicji.

Czego mogłyby nauczyć się twoim zdaniem matki od współczesnych ojców?
Uważam, że paradoksalnie mogą nauczyć się być matkami. W tym sensie, że to przejęcie przez mężczyzn sfer, które przynależały tradycyjnie do nich, nie jest zagrażające. Bo do tej pory to było tylko ich pole kompetencji, siły, ale i władzy.

Jak myślisz, w jaki sposób współczesny ojciec może odnaleźć spokój? W kontekście tych zmieniających się ról i wzorców...
Może starać się robić w swoim życiu wszystko wystarczająco dobrze: być wystarczająco dobrym kochankiem, wystarczająco dobrym ojcem, wystarczająco dobrym człowiekiem. A każdy z nas ma swoją indywidualną granicę zmęczenia. Myślę, że wchodzenie w sferę wypalenia jest momentem, kiedy trzeba powiedzieć sobie: stop, jestem wystarczająco dobry”. Mam wrażenie że wy, kobiety, już o tym wiecie, powiedzmy o tym jeszcze mężczyznom.

Dr n. med. Tomasz Srebnicki, certyfikowany psychoterapeuta poznawczo-behawioralny, asystent na WUM, dyrektor dydaktyczny, wykładowca w Centrum Psychoterapii Poznawczo-Behawioralnej, autor książki "Niezwykły rodzic", napisanej wspólnie z Beatą Pawłowicz.

  1. Kultura

Dzień Ojca - najciekawsze filmy o relacji z ojcem

Kadr z filmu
Kadr z filmu "Sędzia" (fot. BEW)
23 czerwca obchodzimy Dzień Ojca - to nie tylko okazja do tego, aby świętować ten dzień z tatą, ale również do przyjrzenia się ciekawym postaciom- filmowym ojcom. Wbrew pozorom takich bohaterów w kinie jest równie wiele, co postaci matek, a ojcowie z ekranu to często niezwykle nakreślone postaci do naśladowania. Z okazji Dnia Ojca przedstawiamy wam sylwetki ojców - mentorów, autorytetów, ale także tych, którzy choć nie zawsze wywiązywali się ze swoich ról, obecni byli w sercach swoich dzieci.

"Billy Elliot", reż. S. Daldry

Bohaterem filmu jest tytułowy Billy Elliot - półsierota wychowywana przez ojca i brata. Zarówno ojciec, jak i starszy brat to górnicy, którzy wychowują Billy'ego twardą ręką i pragną, aby mały Billy został w przyszłości zawodowym bokserem. Ten jednak ma talent do czegoś zupełnie innego - kocha tańczyć i marzy o tym, aby zostać tancerzem Królewskiej Akademii Tańca. Pasja syna kojarzy się ojcu ze zniewieściałością i zupełnie nie rozumie jego wyborów. Film to niezwykle wzruszająca opowieść o uprzedzeniach, walce z losem i relacji syna z ojcem, który stopniowo przełamuje swoją niechęć do pasji dziecka.

"Tato", reż. M. Ślesicki

Niezwykle wzruszająca historia mężczyzny, którego żona cierpi na chorobę psychiczną, a której sąd przyznaje prawo do opieki nad kilkuletnią córką małżeństwa. Mężczyzna zostaje niesłusznie oskarżony przez żonę o znęcanie się nad nią i córką, która ostatecznie trafia pod opiekę despotycznej babci. Ojciec poświęci wszystko, aby odzyskać córkę, która diametralnie zmienia jego podejście do życia. Wspaniała rola Bogusława Lindy, która przeszła już do historii kina polskiego.

"W pogoni za szczęściem", reż. G. Muccino

Jedna z najlepszych ról Willa Smitha wcielającego się w postać mężczyzny, któremu nie było w życiu łatwo. Niemniej jednak, pomimo życiowych niepowodzeń, utopienia oszczędności i tułania się po świecie z synem u boku, stawia czoło temu, co przyniósł los. Ciepły, opowiedziany z wrażliwym dystansem film o szukaniu lepszego życia dla siebie i swojego ukochanego dziecka, dla którego główny bohater jest w stanie wszystko poświęcić. Co ciekawe, syna Willa Smitha gra jego prawdziwy syn - młody Jaden Smith.

"Evelyn", reż. B. Beresford

Wzruszająca do łez opowieść o niezwykłej miłości ojca do dzieci. "Evelyn" opowiada historię bezrobotnego malarza, który po śmierci żony samotnie wychowuje trójkę maluchów. Pomimo ogromnego wysiłku i prób polepszenia życia całej czwórki, Doyle staje przed niebezpieczeństwem utraty dzieci - irlandzki sąd nakazuje umieszczenie całej trójki w sierocińcu. Film opowiada o ponadprzeciętnej sile, z jaką główny bohater walczył o odzyskanie dzieci i utrzymanie rodziny - niezwykłą kreację stworzył tu Pierce Brosnan, którego rola wzrusza i inspiruje.

"Życie jest piękne", reż. R. Benigni

W wyniku hitlerowskich prześladowań, główny bohater - Guido wraz z synem i wujkiem zostają wywiezieni do obozu koncentracyjnego. Guido nie mogąc pogodzić się z tym, że jego syn pozna okrucieństwa życia w obozie, wmawia mu, że to tylko gra, w której biorą udział więźniowie i strażnicy, a wygraną jest czołg. Film Benigniego to zarówno jeden z najważniejszych filmów o Holocauście w historii światowej kinematografii, jak i niezwykły obraz ojcowskiej miłości i próba za wszelką cenę pozostawienia dziecku choć odrobiny tego, co należy się każdemu człowiekowi - dzieciństwa i beztroski.

"Mój piękny syn", reż. F. Van Groeningen

Historia nastolatka, który zmaga się z uzależnieniem od narkotyków, opowiedziana z perspektywy jego ojca. "Mój piękny syn" to nietypowa historia, która nie pokazuje niezrozumienia i potępienia ze strony ojca, a wręcz przeciwnie -  od pierwszych scen widzimy, że relacja łącząca głównego bohatera z synem jest silna, szczera i ciepła. W filmie idealnie pokazana jest miłość ojcowska do zagubionego i szukającego swojej drogi syna - bezwarunkowa i niezwykle silna. To jeden z najbardziej wzruszających filmów o relacjach z ojcem, który pokazuje, że dzieci trzeba kochać nie tylko, gdy są idealne i nie sprawiają żadnych problemów.

"Debiutanci", reż. M. Mills

Słodko-gorzka komedia o dorosłym Olivierze, który jest nieco rozczarowany i znudzony swoim życiem, ale z drugiej strony nie oczekuje od niego zbyt wiele. Kiedy już myśli, że nic w jego życiu się nie zmieni, jedna wiadomość zmienia nie tylko jego relacje z najważniejszym człowiekiem w jego życiu, ale także spojrzenie na relacje z ludźmi. To właśnie wówczas jego 75-letni ojciec postanawia wyznać mu prawdę, którą ukrywał przez całe życie - jest gejem i kocha innego mężczyznę. Ta niespodziewana informacja zmienia życie Oliviera, który poznaje ojca na nowo, a także pierwszy raz w życiu ma szansę na stworzenie prawdziwej i szczerej relacji z kobietą.

"Sędzia", reż. D. Dobkin

Trudne relacje ojca z synem to często pojawiająca się w filmach fabuła. Nierozwiązane sprawy sprzed lat, ciągnące się w nieskończoność konflikty, często uniemożliwiają stworzenie dojrzałej i poprawnej relacji przez całe życie. Podobnie dzieje się w przypadku głównego bohatera filmu "Sędzia" - adwokata Hanka, który odnosi ogromne sukcesy w branży. Gdy Hank powraca w rodzinne strony, dowiaduje się, że ojciec - lokalny sędzia, z którym nie utrzymywał kontaktu oskarżony jest o zabójstwo. Główna oś filmu opiera się na trudnej, ale silnej relacji Hanka z ojcem, którzy pomimo żalów z przeszłości starają się porozumieć. "Sędzia" to poruszająca historia o tym, że nawet jeśli pomiędzy dziećmi a rodzicami nie zawsze jest najlepiej - siła przebaczenia i naprawiania przeszłości jest nie do przecenienia, a miłość ojcowska potężna.

 

 

  1. Psychologia

Ojciec - wielki nieobecny. Jak odbudować relację? Radzi terapeuta Jacek Masłowski

Wybaczenie po latach jest możliwe, ale wymaga od obu stron dojrzałości. (Fot. iStock)
Wybaczenie po latach jest możliwe, ale wymaga od obu stron dojrzałości. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Dzisiejsi 30-, 40-latkowie to w większości synowie, którym zabrakło uwagi, obecności i dobrego wzorca od ojca. Jak wypełnić ten deficyt? Jak zbudować po latach na nowo (albo po raz pierwszy) męsko-męską relację? Terapeuta Jacek Masłowski podaje przykłady z terapii i swojego życia.

Jakie problemy z ojcami mają mężczyźni w dorosłym życiu?
Oni często nie mają już problemów z ojcami, bo nie mają z nimi relacji. Można powiedzieć, że mają raczej nierozwiązany konflikt z ojcem uwewnętrznionym. Wygląda to tak, że relacja z takim ojcem jest trzonem, wokół którego mężczyzna buduje scenariusz swojego życia, najczęściej w nieświadomy sposób. Na świadomym poziomie deklaruje, że ojciec nie jest mu do niczego potrzebny. Od lat go nie widział i wreszcie ma spokój. Tyle że tak naprawdę jest inaczej. Skoro nie dostał tego, co chciał, stwierdził, że to nie jest już dla niego ważne. Przynajmniej w sferze świadomego rozstrzygania pewnych kwestii.

Mówisz, że większość mężczyzn, którzy przychodzą do ciebie na terapię, pochodzi z rodzin, w których ojciec był nieobecny.
Tak, to zdecydowanie najpowszechniejszy schemat: ojciec nieobecny emocjonalnie lub fizycznie w życiu syna. Chociaż zdarza się też nadmiernie obecny ojciec przemocowy. Kiedy rozmawialiśmy ostatnio o nadopiekuńczej matce, mówiłem, że ten problem występuje właśnie wtedy, gdy ojciec jest nieobecny. W moim gabinecie często słyszę: „Ojciec dla świętego spokoju wycofał się z mojego życia”.

Co to znaczy, że ojciec był nieobecny w życiu syna?
To znaczy, że nie zajmował przestrzeni w jego życiu. Nie stał przy swojej kobiecie, nie był jej partnerem, nie wchodził z nią w relację seksualną. Nie podejmował decyzji, nie kanalizował emocji. A w związku z tym nie pokazywał synowi, jak funkcjonuje dorosły mężczyzna. Nawet jeżeli codziennie był w domu, siedział na kanapie i bawił się w bierki z chłopcem, to gdy matka mówiła: „Źle ubrałeś Maciusia, nigdzie nie wyjdziecie”, odpowiadał: „Dobrze, kochanie”. Gdy syn miał problem, mówił: „Idź zapytaj matki”. Tak zachowuje się właśnie nieobecny ojciec.

Drugi rodzaj to wycofanie swoich emocji z relacji. Taki ojciec nie ma żadnego kontaktu z emocjami, bez względu na to, czy chodzi o relacje z córką, synem czy żoną.

Trzeci rodzaj, ten najgorszy, który powoduje całkowity deficyt męskości w rodzinie, to fizyczna nieobecność ojca. Związki na odległość są dla dorosłych, nie dla dzieci. Nie da się być formatywnym rodzicem, jeśli nie ma cię w domu. Dzieci tak naprawdę nie słuchają tego, co się do nich mówi, tylko nas naśladują. A jeśli cię nie ma, to nie mogą cię naśladować.

Terapeuta rodzinny Jesper Juul, w książce „Być mężem i ojcem” pisze, że tylko połowa mężczyzn tworzy więź ze swoimi synami...
To skandynawskie i dość optymistyczne dane. W odniesieniu do naszego kraju powiedziałbym raczej o 10 proc. ojców, którzy potrafili nawiązać więź z dzieckiem. Jednak musimy zaznaczyć, że mówimy o relacji dorosłych mężczyzn z ojcami, którzy dzisiaj są już dziadkami. Oczywiście moje doświadczenie zbudowane jest na grupie specyficznych mężczyzn, którzy przyszli na terapię. Bo wszystko zaczyna się zmieniać, gdy mężczyzna zauważa, że w jego dorosłym życiu powtarzają się te same problemy. W relacji z kobietami bądź ze światem. Na szczęście dzisiaj faceci coraz częściej sięgają po pomoc, chodzą na męskie warsztaty czy terapię. Najczęściej dopiero tam ich problem z ojcem zostaje dostrzeżony i nazwany. Wtedy może zacząć się proces uzdrawiania tej relacji.

Czyli mężczyzna zaczyna interesować się relacją z ojcem dopiero wtedy, gdy w jego życiu zaczyna się coś psuć?
Istnieje całe barwne spektrum problemów, które są konsekwencją kiepskiej relacji z ojcem. Na przykład taki mężczyzna może wchodzić w relację z kobietą, w wyniku której jest ubezwłasnowolniony, nie potrafi się postawić. Albo nie jest w stanie osiągnąć stabilizacji materialnej. Świadomie nie chce być taki jak on. W efekcie buduje pogardliwy obraz ojca, a także męskości.

Mówi wtedy, że ojciec nigdy nie był dla niego wzorem.
Ojciec był dla niego wzorem, tyle że stał się negatywnym punktem odniesienia. Bardzo wielu mężczyzn nosi w sobie olbrzymi, wyparty lęk przed kobietami, więc wchodzą w relacje, w których stają się opresyjni. Nie chcą też być tacy ulegli jak ojciec. Nie trafiają na terapię, bo mają problemy z ojcem – przychodzą, bo rozwiodła się z nimi żona, a kolejne partnerki mówiły: „Jesteś agresywny i przemocowy”.

Jakie błędy popełniali ojcowie, którzy dzisiaj już dziadkami?
W tamtych czasach ojcowie kompletnie nie mieli świadomości swojej roli. Dopiero dzisiaj możemy powiedzieć, że popełniali jakieś błędy. W jaki sposób wychowywali swoich synów? Otóż stosowali wszelkiego rodzaju deprecjonowanie – drwili, żartowali, wyśmiewali, poniżali: „Jesteś dupa wołowa”, „Co z ciebie wyrośnie, z niczym sobie nie poradzisz”. To formy przemocy psychicznej – dziś już umiemy to nazwać. Wtedy panowało jednak przekonanie, że to dobra forma wychowania. Dzięki temu chłopiec miał stać się silnym mężczyzną, a nie pierdołą. To zachowanie ojców mocno wpłynęło na obniżenie samooceny synów w ich dorosłym życiu. I teraz dochodzimy do najważniejszej rzeczy: poczucie wartości u syna bierze się z relacji z ojcem, a nie z matką.

To może być obciążające dla obu stron tej relacji. Syn oczekuje od ojca wzoru męskości. Ojciec od syna więcej wymaga.
To o wiele trudniejsza relacja niż ojciec – córka. Dlatego ojcowie, którzy nie potrafią podołać sytuacji, często się wycofują. Dostrzegają, że syn nie zachowuje się tak, jak by chcieli, więc porzucają tę relację. Jednak ojciec jest dla chłopca jak foremka. Kiedy pieczesz babkę, musisz włożyć ciasto do foremki, żeby nadać jej jakiś kształt.

Ostatnio mówiłeś, że syn musi wygrać z ojcem.
Kiedyś jeden z mężczyzn na warsztatach opowiedział o swojej relacji z obecnym i karmiącym ojcem. Realizował się w życiu zawodowym, był dyrektorem dużej firmy. W pewnym momencie wciągnął syna w ten świat. Mężczyzna opowiadał, jak przyszedł z ojcem do ważnego klienta. Zaproponowano mu kawę, a on na to: „Dziękuję, ale najpierw zapytajcie, czego chciałby się napić mój syn”. „Do tej pory, gdy sobie o tym przypomnę, to rosną mi skrzydła” – wyznał. To jest właśnie wygrywanie męskości. Jestem przekonany, że kluczem do męskości kulturowej jest przyjęcie chłopaka przez innych mężczyzn. A pierwszym, który powinien użyć tego klucza, jest ojciec. W pewnym momencie ma powiedzieć: „Synu, teraz jest twój czas, powoli mogę się wycofać”. Nie chodzi o to, że masz udowodnić ojcu, że do niczego już się nie nadaje. Po prostu prześcigasz go w różnych rzeczach, bo jesteś młodym mężczyzną, bardziej sprawnym fizycznie, bardziej atrakcyjnym. Z ojcem wygrywa się w momencie, gdy wchodzi się w dorosłość. Tymczasem wielu ojców nieustannie rywalizuje ze swoimi synami. Nie pozwala im poczuć się w pełni sprawczymi. Udowadnia im, że nie dali sobie rady, że coś jest z nimi nie tak.

Pracuję z facetami, którzy mają dzisiaj po 40  lat, a ich ojcowie – 70. To bardzo często mężczyźni, którzy nieustannie walczą w życiu o uznanie. O to, żeby czuć się ważnymi. Nie zdają sobie sprawy z tego, że nadal przeżywają życie z pozycji chłopca, który nie dostał uznania od swojego ojca. Nie otrzymał poczucia wartości.

Kiedy rozmawialiśmy o nadopiekuńczości matek wobec synów, powiedziałeś, że stoi za tym ich niewyrażona złość na mężczyzn. Jakie emocje stoją za relacją nieobecny ojciec i syn?
Problem w tym, że na powierzchni nie widać żadnych emocji. Tymczasem w takim mężczyźnie głęboko siedzą potężna złość, smutek, żal, a nawet nienawiść. Jego życie oparte jest na wzorcu: „Ja ci, tato, coś udowodnię”. A gdy poradzi sobie z negatywnymi emocjami, odzywa się olbrzymia tęsknota i miłość do ojca. Statystyki pokazują, że w Polsce mężczyźni często umierają na choroby serca.

A serce to szczególne miejsce, kojarzone właśnie z uczuciem miłości. Jak dogadać się z ojcem, który był nieobecny w naszym życiu?
Cała zabawa polega na tym, że wcale nie trzeba się z nim dogadywać. Chodzi o to, żeby dorosnąć, czyli dogadać się z ojcem uwewnętrznionym, tym, którego obraz nosimy w sobie. A nie z tym ojcem, który mieszka trzy ulice dalej. Co więcej, dogadanie się z ojcem w sobie jest kompletnie niezależne od zachowania prawdziwego ojca.

Budowanie na nowo relacji z ojcem dobrze zacząć od zmiany własnej perspektywy, odkrywania go jako człowieka, a nie jego roli. (Fot. iStock) Budowanie na nowo relacji z ojcem dobrze zacząć od zmiany własnej perspektywy, odkrywania go jako człowieka, a nie jego roli. (Fot. iStock)

To nawet ułatwia sprawę w sytuacji, gdy ojciec nie chce z nim rozmawiać albo już nie żyje.
Nieważne, czy ojciec jeszcze żyje, a nawet czy w ogóle go poznaliśmy. Oczywiście można też pogadać z ojcem jak dorosły z dorosłym. Ale nie jest to konieczne! Przede wszystkim trzeba swojemu ojcu wybaczyć. Wywalić emocje, które nosi się w sercu, te z pozycji małego chłopca, zapisać je, wypowiedzieć, w jakiś sposób wyrazić. I zaakceptować fakt, że ta relacja była taka, a nie inna.

Mówisz: wybaczyć ale co to oznacza? Czy proces wybaczenia ojcu udaje się tylko w terapii?
Jeśli ktoś poradzi sobie z tym na własną rękę, to serdecznie mu gratuluję. Bo to nie dzieje się w dwa dni. Na męskich warsztatach często staramy się zainicjować proces wybaczania ojcu. Nieważne, co kiedyś ktoś nam zrobił, ale to, co my teraz zrobimy. To podstawa wybaczenia. Nie chodzi o zapomnienie, wyparcie czy zaprzeczenie. Tylko zaakceptowanie tego, że tak po prostu było.

Nie wszystko udaje się wybaczyć.
Tyle że trzeba. Oczywiście nie musisz tego robić. Ale jeśli nie wybaczysz, to ta relacja cały czas będzie pracowała w tobie, na twoją niekorzyść. Uwierz mi, bardzo opłaca się wybaczyć ojcu. To, że ci się udało, można poznać po tym, że gdy wracasz do wspomnień z dzieciństwa, to już nie zalewają cię emocje złości, smutku czy niechęci. Silne uczucia siedzą w nas tak długo, jak długo nie ma w nas wybaczenia. Dlatego zachęcam: mężczyzno, przyjmij swojego ojca takim, jakim był. Zaakceptuj swoje dzieciństwo, właśnie takie, jakie miałeś. Jakiekolwiek było.

A jeśli syn zdecyduje się porozmawiać z ojcem twarzą w twarz?
Musi podejść do tego jak dorosły. Uwzględnić to, że ojciec może nie chcieć czy nie potrafić z nim porozmawiać tak, jak chciałby syn. Jeżeli wiesz, że ojciec nigdy nie powie ci dobrego słowa, to możesz to przyjąć albo go za to opierdolić – jak dorosły dorosłego. Albo już więcej się z nim nie spotkać. Wybór należy do ciebie.

Jednak jeśli syn chciałby na nowo zacząć ułożyć sobie relacje z ojcem, powinien wysłać mu zaproszenie. Nie osądzać na wstępie: „Tato, zjebałeś mi życie i teraz przez ciebie cierpię”. Ojciec nie da sobie z tym rady. Powie: „Co ty gadasz, starałem się, jak mogłem”, a potem zamknie się w sobie. Chodzi o zaproszenie w stylu: „Tato, chcę cię poznać, chcę wiedzieć, jakim jesteś człowiekiem i jaki byłeś, zanim się urodziłem”. Bo kiedy pytam mężczyzn o to, kim był ich ojciec, zanim stał się ojcem, to 99 proc. nic na ten temat nie wie. Zapominają, że ich ojciec również miał swojego ojca, dzieciństwo, marzenia, plany, sukcesy, porażki czy inne kobiety przed matką. Kiedy syn odkrywa, że jego ojciec jest mężczyzną, nie tylko ojcem, przestaje patrzeć na niego z poziomu chłopca, a zaczyna go widzieć oczami dorosłego.

Tylko od czego zacząć taką rozmowę?
Od siebie. Od zmiany własnej perspektywy, odkrywania ojca jako człowieka, a nie jego roli. Warto też pozbyć się oczekiwania, że ojciec się zmieni. Bo jak ma zrobić coś, czego nie potrafił zrobić wcześniej, kiedy byliśmy jeszcze dziećmi? Oczywiście bieżące sytuacje i reakcje ojca mogą nas emocjonować, ale to będą adekwatne emocje dorosłego mężczyzny. A nie zranionego chłopca.

Czy można w ogóle nadrobić ten stracony czas? Stworzyć z ojcem dobrą relację w dorosłym życiu?
Mnie się udało. Mojego ojca, który mieszka w Australii, nie widziałem przez 22 lata. Teraz mamy bardzo dobrą relację. Szanujemy siebie nawzajem, interesujemy się sobą. To relacja dwóch dorosłych mężczyzn. Jednak ja wiem, że to jest mój ojciec, a on wie, że jestem jego synem.

Kiedy poznałeś, że twoja relacja z ojcem jest dobra?
Wtedy, kiedy zacząłem myśleć o mojej przeszłości i przestałem czuć silne emocje. Bo już je wyraziłem. Ich już we mnie nie ma. Pamiętam doświadczenie, które pokazało mi tę przemianę. Ojciec wyjechał, gdy miałem 11 lat. To była trudna relacja, a jednocześnie byłem do niego bardzo przywiązany. Kiedy spotkałem się z nim po latach, nie byłem jeszcze w terapii. Zobaczyłem, jak ojciec obdarza czułością inną osobę. Poczułem wtedy żal, bo jako chłopiec tego nie dostałem, a okazuje się, że on miał z czego dać. Parę lat później na podobną sytuację zareagowałem już inaczej. I to był sygnał, że mam to w sobie już zamknięte. Nie patrzyłem już na to z poziomu głodnego chłopca. Tylko sytego mężczyzny, który ma własne zasoby. Radzi sobie ze sobą i światem. Byłem w stanie zobaczyć w ojcu mężczyznę, który ciekawi, a czasem też złości.

 

  1. Psychologia

Co to znaczy być świadomym tatą?

Ojciec od początku powinien być obecny przy dziecku. Obecny codziennie, a nie od święta. (Fot. iStock)
Ojciec od początku powinien być obecny przy dziecku. Obecny codziennie, a nie od święta. (Fot. iStock)
Pożegnajmy ojców niedzielnych, powitajmy uważnych i obecnych na co dzień! Współcześni mężczyźni spędzają ze swoimi dziećmi o wiele więcej czasu niż ich ojcowie przebywali z nimi. Natomiast ciężko radzą sobie z łączeniem obowiązków domowych z zawodowymi, narzekają na zmęczenie i szybko tracą cierpliwość. Najczęstsze problemy ojców omawia terapeuta Tomasz Harasimowicz. 

 

Jaki powinien być ojciec?
Przyzwoity.

To znaczy?
Odpowiedzialny, świadomy, cierpliwy, troskliwy. Zarówno wobec dzieci, jak i matki.

Każdy może inaczej interpretować odpowiedzialność. Wielu mężczyzn czytających nasz wywiad, spytałoby pewnie: odpowiedzialny, czyli jaki?
Ojciec od początku powinien być obecny przy dziecku. Obecny codziennie, a nie od święta. Powinien obserwować jego zachowanie i w miękki sposób, czyli na zasadzie współpracy, kontrolować proces edukacji. Jeśli dziecko zniszczy zabawkę, ojciec nie ma krzyczeć czy karać, ale pokazać konsekwencje takiego zachowania – kiedy coś niszczysz, to sam ponosisz stratę, nie będziesz już się mógł bawić tym samochodzikiem czy misiem. Jeśli dziecko skrzywdzi inne dziecko, trzeba mu wyjaśnić, dlaczego zrobiło źle i co z tego wynika. Odpowiedzialny ojciec to taki, który nie bagatelizuje problemów dziecka. Jest tak blisko, by dziecko czuło jego zainteresowanie sprawami, które nam, dorosłym, mogą wydawać się banalne, a dla dziecka są w danym momencie najważniejsze. Wspólne podróże, aktywności, posiłki – niezależnie od wieku – budują zaufanie i kreują wartości, z którymi dziecko pozostanie i które przekaże dalej.

Odpowiedzialny ojciec z szacunkiem traktuje także matkę swojego dziecka. Dziecko obserwuje, jak rodzice zachowują się wobec siebie. Wiadomo, że między ludźmi dochodzi do konfliktów, ale dziecko nie powinno być świadkiem krzyków i awantur. Reaguje wtedy w dwójnasób, boi się. Najpierw będzie płakać, potem z lęku zacznie zamykać się w sobie i uciekać z domu. Ojciec, ale też w ogóle rodzice muszą pamiętać, że w domu jest jeszcze ktoś trzeci, kto powinien być traktowany jak pierwszy, bo jest słabszy. Powinni stworzyć mu bezpieczny dom. To idealny model ojca. Wiemy, że nie ma idealnych ludzi. Każdy czasami traci panowanie nad sobą, ale ważne jest, co robi potem. Należy nauczyć się przepraszać, znajdować rozwiązanie bez przemocy psychicznej, szybciej myśleć niż działać, budować tolerancję i ciągle mieć z tyłu głowy, że dziecko jest odrębnym bytem, nie zawsze na miarę naszych wyobrażeń i oczekiwań.

Rozróżniamy pojęcia „ojciec biologiczny” i „ojciec społeczny”. Co kryje się pod tymi dwiema rolami?
Rola ojca biologicznego, genetycznego spełnia się podczas zapłodnienia. Naturalnie powinna przekształcić się w rolę społeczną. Gdy mężczyzna nie pozostaje w związku z matką dziecka, nie zwalnia go to z dbałości i odpowiedzialności za dziecko, za jego rozwój, bezpieczeństwo, zabezpieczenie potrzeb tak materialnych, jak emocjonalnych. Poziom zadłużenia alimentacyjnego w naszym kraju obrazuje, jak nieodpowiedzialni bywają mężczyźni. Ale należy zaznaczyć, że nie zawsze to z wyboru mężczyzny jego rola kończy się na byciu ojcem biologicznym. Są kobiety, którym zależy na ciąży, ale nie na związku. Jeśli kobieta dobiera sobie partnera według określonych przez siebie parametrów, który jest dawcą genetycznym, a potem nie ma ochoty utrzymywać dalszych z nim relacji, to świadczy o jej nieodpowiedzialności przede wszystkim wobec dziecka. W naturalny sposób każde dziecko będzie pytać: kim jest mój tata? Brak odpowiedzi odbije się na relacji dziecka z matką w przyszłości. Zawsze trzeba mieć świadomość ciągu dalszego. Dziecko do końca życia może zadawać sobie pytanie: skąd się wziąłem.

Ale załóżmy zwyczajny model – para chce mieć dziecko, kobieta zachodzi w ciążę i rodzi. Kiedy wkracza ojciec?
Jest niezastąpiony już od początku życia dziecka. W pierwszym okresie często ojcowie są zaangażowani emocjonalnie, ale bezpośrednio nie uczestniczą w opiece. Zazwyczaj zobowiązaniem mężczyzny jest zapewnienie bezpieczeństwa materialnego rodzinie. Pracuje, więc mniej czasu spędza przy dziecku. Zwykle matka po urodzeniu bierze urlop macierzyński. Ale to nie zwalnia ojca z konieczności współpracy.

Czy ojciec biologiczny, który porzucił rodzinę, może w przyszłości stać się ojcem społecznym? Kiedy dziecko dorośnie i zechce poznać ojca – da się nadrobić stracony czas?
Każdy przypadek jest indywidualny. Są różne motywacje i powody takiego zbliżenia po latach. Zarówno ojcowie, jak i dzieci mogą chcieć uporządkować swój obraz rodziny. Ilość strat powstałych w wyniku odrzucenia sprawia, że przywracanie relacji obciążone jest historią życia bez ojca. Czasu nie da się nadrobić, ale warto, mimo żalu, spróbować się zbliżyć.

A czy ojczym może stać się ojcem społecznym dziecka?
Oczywiście. Wiele małżeństw i związków rozpada się i zwykle pojawiają się nowi partnerzy. Mężczyzna, wchodząc w związek z kobietą, która ma dzieci, decyduje się na relację z jej całą rodziną, z jej dziećmi i gdzieś pośrednio na współrelację z ojcem biologicznym dzieci. Trzeba mieć świadomość, że nie jest to łatwe zobowiązanie, wymaga tolerancji i uważności, żeby zapewnić dzieciom partnerki równość w traktowaniu, zwłaszcza gdy mężczyzna ma własne dzieci.

Któregoś dnia ojczym może usłyszeć: „Nie jesteś moim ojcem, więc nie będziesz mi mówił, co mam robić”.
Jeżeli ojczym wychowuje dziecko, ma prawo współdecydować o wspólnym życiu. Naturalnie stawia wymagania, a dziecko chcąc postawić na swoim, może to rozgrywać i używać argumentu biologicznego ojcostwa. Tu wiele zależy od postawy obojga rodziców. Często są to emocje jednorazowe, niemniej nie można pozostawiać takich kryzysowych sytuacji nierozwiązanych, bez wspólnej reakcji rodziców. Inaczej argument o ojcostwie będzie powracał. Warto doprowadzić do spokojnej rozmowy i wyjaśnić, dlaczego decyzja bądź postawa jest taka, a nie inna.

Dzisiaj odchodzimy od tradycyjnego modelu: kobieta opiekuje się dziećmi, mężczyzna pracuje. Teraz matka może zarabiać i dbać o bezpieczeństwo materialne, a ojciec opiekować się dzieckiem w domu. Czy ten nowy podział ról jest powszechnie akceptowany?
Obecnie tradycyjne role ulegają przemianie. Współczesne kobiety są dużo bardziej aktywne niż kiedyś, dużo bardziej zorientowane na własny sukces, na pracę, rozwój zawodowy, a mężczyźni czasami wolą wybrać program minimum. Jeżeli kobieta zarabia lepiej od partnera i wspólnie umówią się, że to ona dba o bezpieczeństwo finansowe, a on zajmuje się domem i opieką na dziećmi, dlaczego mieliby nie zamienić się rolami? Ojciec może przejąć takie obowiązki, jak robienie zakupów, sprzątanie, gotowanie, odwożenie dzieci do szkoły i na zajęcia. Oczywiście wielu mężczyzn musi dojrzeć do tego modelu.

Jeśli mówimy o rolach, to czy ojciec powinien inaczej podchodzić do córki, a inaczej do syna?
Przede wszystkim nie należy różnicować zachowania dzieci ze względu na płeć, że np. chłopiec musi być twardy, a dziewczynka opiekuńcza. Dzielenie zachowań na męskie i kobiece jest krzywdzące. Nie uciekniemy od stereotypów, bo babcia będzie kupować wnukowi niebieskie ubranka i samochodziki, a wnuczce różowe sukienki i lalki, ale samemu trzeba obserwować dzieci, ich pasje oraz zainteresowania i pozwolić im je rozwijać. Jeśli córka chce nosić bejsbolówkę i kopać piłkę, a syn lubi gotować z mamą, to dlaczego nie? Ojciec nie może wyznaczać ról, ale powinien umieć dziecku uświadamiać konsekwencje każdego wyboru.

Córka dojrzewa, zaczynają kręcić się wokół niej chłopcy. Jak w takiej sytuacji powinien reagować ojciec?
W ojcu uruchamiają się wtedy wspomnienia, jak on sam traktował dziewczyny, co o nich myślał, gdy był młodym chłopakiem, więc wie, jakie zagrożenia czyhają na córkę. Ale to nie znaczy, że ma krytykować każdego kolegę, który pojawi się w domu. Tu też chodzi o zaufanie. Jeśli od małego ojciec dbał o relację z córką, to w wieku dojrzewania nie będzie się ona bała spytać go o zdanie czy radę. Ojciec powinien uświadamiać, rozmawiać, a nie krytykować czy wyśmiewać. Dzieci coraz szybciej dojrzewają, w sieci mają dostęp do różnych treści, rolą rodziców jest też rozmawianie o seksualności człowieka. Nie o bocianach i krasnoludkach, ale na poważnie.

Jak ojcowie powinni reagować na uwagi teściowej pod ich adresem?
Teściowa to część rodziny i jeżeli potrafi zachować stosowny dystans oraz mądrze wspierać rodziców wnuków, nie narzucając swojej obecności i „dobrych rad”, odgrywa ważną rolę w wychowaniu i rozwoju dzieci. Wiele tu zależy od postawy obojga rodziców. To matka dziecka, czyli partnerka mężczyzny, niezależnie od tego, czy jest biologicznym ojcem czy społecznym, powinna wspólnie z mężczyzną asertywnie wyznaczać granice zaangażowania babci w ich życie rodzinne. Dziecko potrzebuje mądrej, opiekuńczej babci, ale niewtrącającej się i nierywalizującej z rodzicami.

Niektórzy ojcowie rywalizują ze sobą o osiągnięcia dzieci. Zależy im, by ich syn najwspanialej grał na skrzypcach, a córka najlepiej pływała na przykład dlatego, że sam jako dziecko marzył, by zostać sportowcem czy muzykiem, ale rodzice nie mogli mu zapewnić odpowiedniego kształcenia. Jak ustrzec się przed przenoszeniem niespełnionych ambicji na dzieci, choćbyśmy robili to z największej miłości?
Jeżeli ojcowie rywalizują między sobą o osiągnięcia dzieci, oznacza to, że są nieco ułomni. Niech sami się zmierzą w rywalizacji ze sobą, a nie używają do tego dzieci. Wyobrażenia o własnych niezrealizowanych ambicjach bycia „naj” nie mogą obciążać dziecka. Dziecko nie musi być czempionem. Z grupy jedno może być najlepsze w danym momencie, ale to wcale nie znaczy, że inne są gorsze. Bo co to znaczy lepsze? Że szybciej pojedzie na rowerze? Dzisiaj pojedzie szybciej, a jutro wolniej. Wytykanie dziecku, że ma gorszy wynik niż inne dzieci, że zajęło trzecie miejsce, a nie drugie czy pierwsze, jest jedną z podstawowych niestosowności wychowawczych. Powinno się je zachęcać do rozwoju, poznania, a ojciec własnym udziałem i przykładem najłatwiej je skłoni do współuczestnictwa. Wówczas można się ścigać, wpajać dziecku waleczność, zaangażowanie i uświadamiać, że na sukces trzeba zapracować. Ważne, by nie zmuszać, a zachęcać, potrafić docenić, gdy się uda, i wzmocnić, gdy coś nie wyszło.

Co zrobić, żeby nie popaść w drugą skrajność – założyć, że dziecko wie, co dla niego najlepsze, więc nie będę niczego narzucać?
Należy podpowiadać, ukierunkowywać, ale nie zakładać, że będzie najlepszym skrzypkiem, pływakiem, skoczkiem czy tancerzem. Ważne, żeby dziecko czerpało satysfakcję z tego, co robi. Nie tylko ojciec, ale oboje rodzice powinni być wzorem i autorytetem. Ostatnią i najważniejszą instancją, do której dzieci się odwołują. Nie znajomi z podwórka czy sieci, którzy w pewnym momencie też zaczną odgrywać dużą rolę w życiu dziecka. Dlatego tak istotny jest bezpieczny dom, w którym dziecko zawsze znajdzie wsparcie.

Jak stawiać granice? Czy dziecko powinno się bać ojca? Lęk i przemoc są zaprzeczeniem wychowania, ale, niestety, są używane. Świadczą o bezradności i słabości silniejszego. Zalęknione dziecko z desperacją będzie szukać ucieczki w bezpieczniejszy, w jego wyobrażeniu, świat – w gry w sieci, używki, złe towarzystwo i miejsca, w których będzie mogło odreagować, często również przemocą. Dzieciom trzeba jasno określać granice tolerancji rodziców, to bardzo ułatwia wzajemne porozumienie i egzekwowanie poleceń. Dzieci potrzebują jasności przekazu, mogą się z nim nie zgadzać, będą sondować, jak daleko mogą bezkarnie naginać ustalenia, ale na pewno klarowny punkt odniesienia ułatwi wyjście z trudnej sytuacji.

8 zasad świadomego ojcostwa:

  1. szanuj matkę twojego dziecka,
  2. szanuj swoje dziecko,
  3. zawsze stawaj po stronie swojej rodziny,
  4. okazuj uczucie najbliższym,
  5. mów prawdę swojemu dziecku i jego matce,
  6. ucz się mądrze wymagać,
  7. bądź otwarty i tolerancyjny,
  8. nie krytykuj.
Tekst pochodzi z archiwalnego wydania magazynu "Sens"