1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wychowanie
  4. >
  5. Młodociane matki. Reportaż

Młodociane matki. Reportaż

fot.123rf
fot.123rf
„Dramat, bezradność, zagubienie, odrzucenie i wytykanie palcami” – tak o ich historiach pisze Agnieszka Sikora, prezeska Fundacji po DRUGIE zajmującej się nastolatkami z poprawczaków, które są lub za chwilę będą matkami.

Stacja kolei podmiejskiej Warszawa-Falenica. W centrum tętni życie: fryzjer, kilka knajpek, sklepy, ludzie spieszą się na pociąg. Im dalej, tym ciszej. Dwupiętrowy budynek góruje nad sąsiednimi domami. Otacza go wysoki na trzy metry mur z żelazną bramą, ale na posesji jest przyjaźnie: huśtawki, boisko, figura Matki Bożej.

W budynku, czyli Zakładzie Poprawczym i Schronisku dla Nieletnich Dziewcząt, urzęduje dyrektor Romuald Sadowski. O nastolatkach, które ma pod swoimi skrzydłami, mówi: – Zachodzą w ciążę z różnych powodów. Zazwyczaj jest to wpadka, czasem gwałt, ale one nie do końca wiedzą, co to znaczy. W ich środowiskach i domach rodzinnych, często patologicznych, nie miał im kto wytłumaczyć, że tak można skrzywdzić kobietę. Zdarza się też, że zachodzą w ciążę świadomie, żeby wyrwać się z zakładu albo mieć, jak mówią, „coś własnego”.

„Papciu, chciałam mieć kogoś, kto będzie mnie naprawdę kochał”, słyszy wtedy. „Coś ty najlepszego zrobiła?”  – odpowiada.

Bo zanim na świat przyjdzie dziecko, rodzi się problem: w poprawczaku nie ma dla niego miejsca ani warunków do życia. Dlatego w Falenicy wszyscy dwoją się i troją, żeby znaleźć przyszłej matce lokum poza placówką. – Skupiamy się na tym, żeby ją jak najszybciej usamodzielnić. Sprawdzamy, czy jest jakiś narzeczony i szansa, żeby zamieszkali razem – wyjaśnia dyrektor.

W takiej sytuacji wnioskuje się do sądu o tzw. dziewięćdziesiątkę, czyli art. 90 Ustawy o postępowaniu w sprawie nieletnich, który dopuszcza warunkowe umieszczenie dziewczyny poza placówką w określonych sytuacjach. Jedną z nich jest ciąża.

Agnieszka Sikora, prezes Fundacji po DRUGIE, która powstała trzy lata temu, by pomagać młodzieży z poprawczaków i „wychowków”, czyli młodzieżowych ośrodków wychowawczych, mówi, że to najczęściej stosowane rozwiązanie. Ale właśnie tu zaczynają się schody. – Zazwyczaj dziewczyna wraca do swojej rodziny i środowiska, w którym się demoralizowała i w którym nikt nie jest przygotowany na to, żeby zająć się nią i jej dzieckiem – wyjaśnia.

Jeśli nie do rodziny, to gdzie? Najczęściej do domu samotnej matki. Ale te, jak mówi Sikora, są nastawione na pracę z dorosłymi kobietami. – Proces resocjalizacji zostaje więc przerwany, zaczyna się równia pochyła – wyjaśnia prof. Marek Konopczyński, rektor Wyższej Szkoły Nauk Społecznych „Pedagogium”. – To oznacza, że dziewczyna raczej nie skończy szkoły i nie będzie miała żadnych kwalifikacji. Nie mówiąc o sytuacjach, w których pozbawiona wsparcia i nieprzygotowana do roli matki nastolatka schodzi na złą drogę i w końcu wraca do placówki, a dziecko zostaje gdzieś tam w Polsce – dodaje Sikora.

Wtedy dyrektor Sadowski stosuje proste rozwiązanie: przyjmuje młodą matkę z powrotem do zakładu razem z dzieckiem. Mimo iż to działanie na granicy prawa, a właściwie bezprawie, bo nieletnia nie może sama sprawować opieki nad dzieckiem nie tylko w poprawczaku, ale nigdzie. Takie są przepisy. – To paranoja. Żyjemy w kraju, gdzie ustawodawca dopuszcza współżycie seksualne od 15. roku życia, ale gdy rodzi się dziecko, które jest naturalną jego konsekwencją, dopóki rodzice nie skończą 18 lat, nie mają do niego żadnych praw – zauważa prof. Konopczyński.

Dyrektor Sadowski dodaje: – Nie przypisuję sobie jakiegoś bohaterstwa, robię to z potrzeby serca, żeby pomóc.

Ojciec mojego syna

Z tej pomocy skorzystała już Nicola. Ma 18 lat, jej synek – prawie dwa. Wpadka? – To było planowane – mówi cicho. Ale przyznaje, że dziś już sama nie wie, skąd wziął się ten pomysł. – Myśleliśmy z ojcem mojego syna, że sobie jakoś życie ułożymy. O Adamie mówi właśnie tak: „Ojciec mojego syna”. Krótko się znali, bo tylko cztery miesiące. Nicola miała 15 lat i kilka miesięcy „odsiadki” za sobą, on był dziesięć lat starszy i wydawał się mądrzejszy, a przynajmniej dojrzalszy. – Jak się dowiedziałam o ciąży, byłam szczęśliwa. Mój ojczym też, mama niekoniecznie. Krzyczała, że szkoły nie skończę, życie sobie zmarnuję – opowiada.

Rzeczywiście, nie chodziła do szkoły, więc znów trafiła do zakładu. Urodziła „na zewnątrz” i tam już miała zostać. Razem z Adamem znaleźli własny kąt. – Wynajmowaliśmy pokój u starszego pana, niepełnosprawnego. Ojciec mojego syna pracował, ja zajmowałam się domem, Dorianem i tym panem, bo potrzebował ciągłej pomocy – wyjaśnia.

Gdyby na jej barkach spoczywała tylko opieka nad niemowlakiem i staruszkiem, pewnie jakoś by to udźwignęła. Ale Adam dorzucił jej na plecy ciężar, z którym nie była w stanie sobie poradzić. – Miał problemy z alkoholem. Jak zamieszkaliśmy razem, zaczął pić jeszcze więcej. I podnosić rękę – mówi Nicola.

Gdy pobił ją kolejny raz, zabrała syna i uciekła do mamy. Po dwóch tygodniach zadzwonił. – Powiedział, że już nie pije, że się zmienił. Wróciłam. Jeszcze tego samego dnia dzwoniłam po mamę, żeby po mnie przyjechała. Tym razem zabrałam wszystkie rzeczy – wspomina. I dodaje: – Uderzył Doriana.

Życiowa roszada

W Falenicy mieszka też Marita. 19 lat, wygląda na młodszą. O tym, za co trafiła do poprawczaka, nie rozmawiamy. Nie liczy się przeszłość, tylko przyszłość. A ta jest taka: zwolnienie lada moment, mieszkanie w rodzinnej miejscowości, żeby mama była pod ręką, bo za kilka miesięcy poród, w przyszłości bliższej lub dalszej – ślub. W ciążę zaszła na tzw. niepowrocie z urlopu w poprawczaku. Miała wyjechać na kilka dni, nie było jej cztery miesiące. Mówi krótko: – Popłynęłam. Ale wcale nie ma na myśli libacji alkoholowo-narkotykowych, bo jest czysta, odkąd trafiła do zakładu, tylko falę wolności, której dała się ponieść – bez dyżurów przy sprzątaniu, zamkniętych na klucz drzwi do zakładu i kontrolowanych wyjść na papierosa.

Sielanka skończyła się, gdy zawitała w rodzinne strony. – Tam każdy policjant mnie zna, więc od razu mnie złapali – wyjaśnia. A potem był alkomat, izba przejściowa, badania na narkotyki, pięć dni kwarantanny, sprawdzanie, czy może być konwojowana. Może? To w drogę, do zakładu.

Wcześniej przebąkiwała, że chce mieć dziecko, ale miało być inaczej: najpierw szkoła, potem salon kosmetyczny, ślub, dziecko na końcu, jak wisienka na torcie. Trochę jej się ta kolejność poprzestawiała. Dlaczego? – Wszyscy wokoło układają sobie życie. Na Facebooku wrzucają zdjęcia dzieciaków. Tylko ja jedna zostałam – odpowiada po namyśle.

Chłopaka poznała dwa lata temu. Ślub mieli wziąć już wcześniej, ale on chciał, żeby było jak z bajki. A przynajmniej normalnie: suknia ślubna, ksiądz, kościół w Licheniu pełen gości, tort i wesele. Bez panny młodej dowożonej z poprawczaka. Dlatego na razie muszą zadowolić się tym, że Marita niedługo wyjdzie na wolność. – Mieszkanie już będzie na mnie czekało, razem będziemy urządzać pokoik dziecinny – rozmarza się.

Za murem

Zawiercie, Zakład Poprawczy i Schronisko dla Nieletnich. Wysoki budynek i niewiele niższy mur zakończony kolczastym drutem. W środku czysto, równo, jak od linijki. 18-letnia Magda od razu przechodzi do konkretów. – Była impreza, byłam pijana i tak jakoś wyszło, z kolegą. Nie planowałam z nim żadnych wyższych relacji – mówi.

Niedługo później trafiła do MOW-u. Zgłosiła, że musi iść do ginekologa. Po badaniu usłyszała: 11. tydzień ciąży. Szok? Magda przytakuje: – Straszny. Bałam się, że jestem za młoda, że sobie nie poradzę.

W MOW-ie szoku nie było. Ot, kolejna nastolatka z problemami i z brzuchem. To dyrektorka poinformowała mamę Magdy, że będzie babcią. I zasugerowała wyjście awaryjne. – Zachęcała mnie, żebym oddała dziecko – wyjaśnia Magda.

A później była ucieczka, kradzieże rozbójnicze, cztery miesiące „odsiadki”, znów na wolności, znów kłopoty. Jako ciężarna mogła się stawiać na rozprawy z tzw. wolnej stopy. Nie pojawiła się na żadnej. – Bałam się, że jak się pokażę w sądzie, to mnie znów zamkną. Okazało się, że zamknęli mnie właśnie dlatego, że się nie stawiałam. A tak bym miała zwolnienie warunkowe – mówi smutno.

Na czas porodu wróciła do rodzinnego domu. Nie na długo. Magda po raz kolejny musiała wrócić do poprawczaka. Synkiem opiekuje się teraz jej mama. – Gdyby nie ona, byłabym w czarnym lesie – dodaje.

Swoje dziecko widuje raz na miesiąc. – Mama pokazuje mu moje zdjęcie, mówi: „Jedziemy do mamy”. Paweł jak był mniejszy, to płakał. A teraz się cieszy – wyjaśnia.

Chciałaby wyjść, wiadomo. Kończy gimnazjum, mama pisze wniosek o zwolnienie warunkowe. Jak się nie uda, zostanie w zakładzie, skończy zawodówkę. – Na wolności bym poszła do liceum zaocznego, znalazła pracę. Może w sklepie, bo mam zrobione kursy na kasę i na piekarza cukiernika.

A ojciec Pawła? – Jak mama do niego zadzwoniła, to zaczął się wykłócać, że to na pewno nie jest jego dziecko. Przypomniał sobie o jego istnieniu po roku.

Teraz siedzi w kryminale, nie uznał syna, o alimentach nie ma mowy. Magdzie na tym nie zależy. Mówi: – Mam chłopaka, powiedział, że mi pomoże. Będzie tatą Pawła. Prawdziwym, bo nie liczy się, kto dziecko spłodził, tylko kto je wychowuje. Na to jednak będzie musiała poczekać, bo jej chłopak jest w więzieniu. Jak nie nabroi, wyjdzie na jesieni.

W Zawierciu mieszka też 19-letnia Kamila. Dwuletni związek, czwarty miesiąc ciąży, jeśli sąd pozytywnie rozpatrzy wniosek – kilka tygodni do zwolnienia warunkowego. Poznali się w knajpie. Ona była barmanką, on przyjacielem szefa. Zaiskrzyło. Z chłopaka stał się narzeczonym, jeszcze zanim „zaciążyli”. Przypadkiem lub, jak mówi Kamila, „po prostu zdarzyło się”. O aborcji nie było mowy. – Nie można zabijać człowieka, zwłaszcza swojego dziecka! Od narzeczonego dzieli ją kilkadziesiąt kilometrów, a niedługo będzie ich kilkaset, bo znalazł pracę w innym mieście. Ale obiecuje, że będzie przyjeżdżał tak jak dotychczas, co niedzielę. Kamila ma nadzieję, że uda jej się wyjść przed porodem, zacząć życie na nowo. Może liczyć tylko na swojego partnera. – Z rodziną się nie kontaktuję. Ja tego nie chcę, oni tego nie chcą. Tylko z bratem jesteśmy blisko, też jest w zakładzie – wyjaśnia. Jeszcze nie zna płci dziecka. – Narzeczony chciałby chłopca. A mnie jest obojętne. Ważne, żeby zdrowe było. I grzeczne – śmieje się.

Jeden problem – zdania dwa

Problem matek nastolatek z poprawczaków to żaden problem – tak mówią statystyki, bo w Zawierciu (największym tego typu zakładzie w Polsce) przez ponad pięć lat przewinęło się 269 dziewcząt, w tym ciężarnych wychowanek – tylko 21.

Nastolatek z poprawczaków, które zachodzą w ciążę, jest więc w kraju kilka, góra kilkanaście rocznie. Jeśli doliczyć dziewczęta z MOW-ów, czyli placówek lżejszego kalibru podlegających nie resortowi sprawiedliwości, ale Ministerstwu Edukacji Narodowej, wyjdzie około 60 „przypadków”. – To nie jest problem społeczny, tylko jednostkowy – podkreśla dyrektor placówki w Zawierciu Robert Kleszcz.

Jego zdaniem rozwiązanie, które proponuje Fundacja po DRUGIE, jest nie do przyjęcia. Chodzi bowiem o zmianę przepisów prawa tak, by nastolatki w poprawczakach mogły mieszkać ze swoimi dziećmi, oraz o utworzenie specjalnych oddziałów, żeby im to umożliwić.

Dyrektor Kleszcz przytacza całą listę powodów: od niedojrzałości emocjonalno-społecznej wychowanek, poprzez zagrożenia, jakie mogą czyhać na dziecko w zakładzie (bo w Zawierciu ok. 30 proc. wychowanek ma upośledzenie umysłowe), po „bombę wirusową”. – Dziewczęta pochodzą z różnych środowisk, w których higiena osobista nie zawsze jest na pierwszym miejscu. Przyjeżdżają z chorobami skóry, świerzbem, wszawicą, a nawet prątkującą gruźlicą. W jaki sposób zabezpieczyć maleństwo? – pyta.

Innego zdania jest dyrektor Sadowski. – Według mnie trzeba trochę dobrej woli decydenta – mówi. Argumentuje tak: – Można wydzielić wychowance i jej dziecku pokój, zorganizować opiekę, gdy ta jest w pracy albo w szkole, część pieniędzy przeznaczyć na pieluchy, odżywki, kaszki. To są sprawy groszowe. Już w tym głowa dyrektora, żeby wysupłać tę kwotę bez większego uszczerbku dla budżetu.

Wśród korzyści wymienia najważniejszą: nic nie zastąpi kontaktu dziecka z matką. I kilka pozostałych: – Żadne badania nie pokażą tego, co wychowawcy widzą przez 24 godziny na dobę: jak dziewczyna się dzieckiem zajmuje. Nie ma lepszej okazji do szkolenia jej jako matki tutaj, gdzie ktoś jej zawsze coś może podpowiedzieć. I żaden OPS nie załatwi tyle, co nasz pracownik socjalny, od spraw urzędowych po chrzest. Wreszcie – nie ma lepszego środka antykoncepcyjnego, bo reszta wychowanek widzi, że dziecko to nie zabawka. A co na to same młode matki?

W moich rękach

Marita problem ma z głowy, bo czeka na nią narzeczony. A na razie chwali sobie opiekę w zakładzie. Raz w miesiącu jeździ do ginekologa, na co dzień wszyscy na nią chuchają, dmuchają. – Tylko powiedziałam, że boli mnie ząb, a już dzwonią do lekarza, pytają, jakie proszki mogę wziąć. Jedzenie też mam lepsze, podwójną porcję. I obowiązkowo owoce, jogurty – wylicza.

Kamila dodaje: – Dyżury mam, ale lżejsze. No i więcej jedzenia. Ginekolog przyjeżdża do zakładu, ale jak potrzebne są inne badania, to jadę do gabinetu.

Ona też ma perspektywy na życie po wyjściu, ale nie wyobraża sobie mieszkania z dzieckiem w zakładzie. – Musiałoby wysłuchiwać awantur. Bałabym się o nie. Już wolałabym oddać je chłopakowi, w najgorszym wypadku do adopcji… Poprawczak to nie jest miejsce dla dziecka.

Magda, która zasmakowała bycia matką, mówi dyplomatycznie: – Są plusy i minusy mieszkania tu z dzieckiem. Z jednej strony bym chciała, jak każda matka. Ale z drugiej – nie, bo bym się za bardzo bała. Nie byłby tu bezpieczny.

Nicola ma inne zdanie. Przez ten krótki czas, gdy są na świecie we dwoje, ona i Dorian żyli na huśtawce. Mieszkanie z Adamem, z mamą, w poprawczaku, znów z mamą, znów w poprawczaku, wreszcie – rozłąka. Nicola wolałaby, żeby na czas jej kolejnej „odsiadki” opiekowała się nim mama, ale to niemożliwe. – Ma wadę wymowy i sędzina stwierdziła, że nie jest w stanie wychowywać dziecka – wyjaśnia. Dlatego od pół roku Dorian jest w rodzinie zastępczej. Raz w tygodniu tymczasowy tata przywozi go do Warszawskiego Centrum Pomocy Rodzinie, żeby Nicola mogła spędzić z nim trochę czasu. Półtorej godziny, mniej niż 1 proc. tygodnia, ale to lepsze niż nic.

– Jak pojechałam do niego pierwszy raz, to mnie nie poznał, bo nie widział mnie przez ponad dwa miesiące. A teraz widzę, że tęskni. Mówi do mnie „mamo”. Jak widzi, że się zbieram do wyjścia, zaczyna płakać. Myślę, że jesteśmy sobie potrzebni.

Nicola ma jeszcze ponad dwa lata odsiadki. – Jeżeli będę miała stałą pracę i mieszkanie, Dorian do mnie wróci. Sędzina powiedziała, że wszystko jest w moich rękach.

Ale Nicoli i jej koleżankom trzeba trochę w tym pomóc, bo jak podkreśla Agnieszka Sikora, mimo iż już są albo za moment będą matkami, nie można zapominać o jednym: są wciąż dziećmi.

Imiona bohaterek zostały zmienione.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zwierciadło

Słodka niespodzianka pod choinkę

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Rozpakowywanie prezentów to jeden z tych momentów, na który w czasie świąt czekają nie tylko dzieci. Upominki, to przecież dowód na to, że o sobie pamiętamy i chcemy sprawić sobie przyjemność.

Jednym ze sprawdzonych pomysłów na prezent od Świętego Mikołaja jest małe co nieco, czyli paczuszka pysznych słodkości. Ucieszą się z niej zarówno małe łasuchy, jak i dorośli smakosze. Słodycze spod choinki smakują wyjątkowo, zwłaszcza jeśli mają kojarzące się ze świętami smaki - pomarańczy, wanilii i przypraw korzennych. Dekoracyjne opakowanie ozdobione bożonarodzeniowymi motywami tabliczkę czekolady, pudełko pralinek, czy paczkę cukierków przemieniają w wyjątkowy słodki prezent.

Wybierając słodkości pod choinkę trudno pominąć siłę tradycji – są marki, które od lat kojarzą się z jakością i smakiem. Jedną z nich jest E.Wedel. Marka, jak co roku, przygotowuje z okazji świąt specjalną edycję swoich kultowych produktów, wzbogacając je o dodatki takie jak pomarańcza, cynamon, wanilia i żurawin. Z okazji Bożego Narodzenia, znane wedlowskie produkty otrzymają nową, świąteczną szatę graficzną.

Są wśród nich , Torcik Wedlowski, kultowe Baryłki i duże tabliczki czekolady – gorzka z żurawiną, mleczna z cząstkami pomarańczowymi oraz czekolada Cookie, w dwóch świątecznych smakach: korzennym i Orange Mocha. W tegorocznej ofercie Mieszanka Wedlowska, cukierki Pierrot i świąteczne pralinki opakowane będą w nietuzinkowe puszki w kształcie kuli, dzwonka i choinki. Dzięki temu mogą także stanowić idealną świąteczną ozdobę.

Słodkości dla najmłodszych

Dzieciom czas oczekiwania na Boże Narodzenie można umilić kalendarzem adwentowym E.Wedel. W ozdobnym pudełku podzielonym na 24 okienka znajdują się czekoladki w dwóch smakach w kształcie Buźki Krówki. 
Na Mikołajki lub pod choinkę można sprawić im zestawy słodyczy na przykład: pudełko z opaską w kształcie rogów Renifera - bohatera motywu graficznego, Domek Krówki, a także czekolady mleczne z chrupiącymi kawałkami wafelków i chrupek lub z kawałkami pianek marshmallow. Świąteczne produkty dla dzieci E.Wedel ozdobiono postaciami Renifera, Mikołaja, Bałwanka oraz Znajomej Krowy Kucharza.

 

Produkty z portfolio świątecznego E.Wedel są w sprzedaży od początku listopada.

  1. Zwierciadło

Stwórz atmosferę Świąt. Inspiracje od marki Fyrklövern  

Zobacz galerię 23 Zdjęcia
Święta to przede wszystkim wyjątkowa atmosfera, spotkania z bliskimi oraz pyszne potrawy. Smakowanie ich to również delektowanie się pięknem odświętnie nakrytego stołu. Zainspiruj się propozycjami marki Fyrklövern - specjalistą w dziedzinie dekoracji stołu - i stwórz świąteczną aranżację, która oczaruje twoich gości!

ÅSA’S WINTER 

Rajskie jabłuszka, pomarańcze, granaty i pachnące gałązki to elementy doskonałe na świąteczny stół! By całość wyglądała bajecznie warto wybrać perfekcyjną zastawę, która spełni nasze oczekiwania co do dekoracji stołu i zachwyci wszystkich gości! Po raz pierwszy w Polsce, w cudownej aranżacji świątecznej, prezentujemy Serwis ÅSA’S WINTER, zaprojektowany przez skandynawską artystkę Anne Rooslien. Najwyższej jakości, trwała porcelana skaleniowa, urzekające, ręcznie litografowane zdobienia oraz wyjątkowy design tworzą ponadczasowy serwis obiadowy! Dzięki zastawie, dekorowanej skrzatami – wykreowanymi przez znaną w Skandynawii Åsę Götander, uzyskasz wspaniałą zimowo-świąteczną atmosferę. Porcelanę możemy umyć w zmywarce i odgrzać w niej dania korzystając z kuchenki mikrofalowej – to dodatkowy atut tego eleganckiego serwisu.

SANTA CHRISTMAS

Do świątecznej dekoracji stołu warto wybrać nastrojowe świece, serwety i oczywiście doskonałą porcelanę. Serwis SANTA CHRISTMAS ręcznie zdobiony platyną, skrzącymi się płatkami śniegu oraz uroczymi krasnalami to spełnienie świątecznych marzeń zarówno dzieci jak i dorosłych. Klasyczny design kolekcji wypełniają kolorowe, ręcznie malowane wizerunki skrzatów i zwierząt w zimowej scenerii. Pełne fantazji i artystycznego kunsztu, tworzą ciepły i radosny klimat, podkreślając wyjątkową atmosferę świąt.

ÅSA’S CHRISTMAS

Skrzaty i dekor wzbogacony elementami z 18-karatowego złota to przewodnie elementy Serwisu ÅSA’S CHRISTMAS. Zastawa z motywem uroczych ludków idealnie ozdobi świąteczny stół i stworzy atmosferę bajkowego klimatu przywołując wspomnienia beztroskiego dzieciństwa. To serwis, który przykuwa wzrok oryginalnym kształtem przypominającym pofałdowane śnieżne zaspy, na których zagościły urocze skrzaty. Ośnieżone choinki dekorowane prawdziwym złotem stanowią ekskluzywny element ozdobny! Gałązki, pierniki w kształcie serca, gwiazdy z jabłek czy złote szyszki w kieliszkach to elementy dekoracyjne, które komponują się idealnie z tym eleganckim serwisem.

ÅSA’S CHRISTMAS WHITE

Porcelana Åsa’s Christmas White zachwyca klasycznym designem i ręcznie malowanymi krasnalami w białych i srebrnych kapturkach. Serwis przepięknie prezentuje się w monochromatycznym stylu, gdzie na drewnianym stole w odcieniach szarości układamy zielone gałązki przyprószone śniegiem, szyszki i pachnące pierniki.

VICTORIA 

Drewno, pachnący świerk, nastrojowe lampki i przepyszne potrawy podane na luksusowej porcelanie skandynawskiego projektu pomogą nam stworzyć perfekcyjną atmosferę w czasie świąt! Serwis Victoria zachwyca delikatną formą, a zdobienia z 18-karatowego złota nadają mu królewskiego splendoru. Czerwona serweta przyprószona sztucznym śniegiem, pomarańcze, goździki i soczyste, czerwone jabłka w zimowej okrasie w połączeniu z elegancką porcelaną Victoria tworzą dekorację stołu w iście królewskiej aranżacji. Ta zastawa to świetny wybór zarówno na święta jak i inne okazje, jej klasyczny i elegancki design sprawia, że będzie pasowała na każdą uroczystość.

CELEBRATION

Świąteczny stół stanowi doskonałe pole do popisu dla miłośników dekoracji wnętrz. Spektrum możliwości jakie możemy zastosować jest nieograniczone. Pachnące gałązki świerku, złote świece, kryształowe wazony, eleganckie serwety czy też subtelne herbaciane róże i złote sztućce będą prezentować się perfekcyjnie w otoczeniu porcelany Celebration. Serwis o lekko falistym kształcie z ręcznie nanoszonymi platynowymi zdobieniami zachwyca subtelnością i elegancją.

Zobacz więcej na: ,

  1. Zwierciadło

Herbaty Newby - doskonały prezent pod choinkę

Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kolekcja światowej sławy projektanta mody Matthew Williamson dla Newby to idealny prezent na Święta dla każdej wielbicielki najwyższej jakości herbaty oraz mody.

Przepiękne puszki skrywają w sobie 3 wyjątkowe herbaty: Maharaja’s Breakfast (czarna herbata Assam), Exotic Earl Grey (herbata z olejkiem z gorzkiej pomarańczy i płatkami róży) oraz Jasmine Rose Garden (zielona herbata z różą i jaśminem). Do wyboru będzie także pudełko zawierające wszystkie 3 produkty.

Najwyższej jakości liście herbaty wraz z kwiatowymi dodatkami, ukryte w pięknych opakowaniach będą idealnym prezentem dla bliskiej osoby, a także przyjemnym uzupełnieniem każdego dnia.

Produkty dostępne są na stronie 

  1. Zwierciadło

Rodzina patchworkowa: Jak przeżyć święta?

Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
O czym pamiętać, o czym zapomnieć w świąteczny czas – zastanawia się Wojciech Eichelberger, współautor książki „Patchworkowe rodziny. Jak w nich żyć”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło.

Znam dobrze funkcjonujący w ciągu roku patchwork, który rozpruwa się w czasie świąt. Wszyscy zbierają się w jednym miejscu i od razu wybucha awantura. Ostatnio zaczęło się od wyrzutu, że były mąż spóźnił się pół godziny.
Zaczyna się zazwyczaj od błahych spraw – że ktoś czegoś nie kupił, nie zrobił, powiedział o jedno słowo za dużo. To kropla, która przelewa czarę goryczy.

Czyli to preteksty. Co się za nimi kryje?
Zamiatane pod dywan sprawy, niewyjaśnione żale i pretensje, nierozwiązane problemy, do których boimy się wracać. Ale one wcześniej czy później wybuchają, na przykład właśnie w czasie świąt.

Może to i dobrze, bo wreszcie możemy się z nimi skonfrontować.
Porządny kryzys jest dobrym początkiem zmiany. Oczywiście, może mieć pozytywne konsekwencje tylko wtedy, kiedy jego destrukcyjną siłę będziemy potrafili konstruktywnie wykorzystać. Kryzys pokazuje to, czego brakuje w systemie, więc nie ma się co obrażać, tylko trzeba podjąć trud dogadania się i przemiany.

A może dobrym pomysłem jest niespotykanie się w święta zwaśnionych stron? Pewna matka (teściowa, babcia) wymyśliła, że Wigilia odbędzie się według grafiku, w którym każdemu wyznaczyła towarzystwo i godzinę wizyty, z zapasem czasowym, żeby najbardziej zwaśnieni zdążyli się minąć i na siebie nie powpadali. Ta pani jest dumna z autorskiego rozwiązania.
W Wigilię nie chodzi o to, aby się nawzajem unikać. Ale Wigilia sama z siebie nie jest w stanie uczynić nas świętymi. Droga do świętości, czyli do otwartego serca, wymaga od nas podejmowania wysiłku i ryzyka. O tym warto pamiętać. Jeśli jednak nie stać nas jeszcze z jakichś powodów na wysiłek i ryzyko spędzenia Wigilii z ludźmi z naszego rodzinnego systemu, których nie lubimy, bo na tym etapie nasze resentymenty są dla nas ważniejsze niż religijne nakazy, to trudno. Może następnym razem. Więc owa pani z twojego przykładu robi dobrą robotę. Przynajmniej jej serce stanowi przestrzeń, w której skłóceni i zaślepieni ludzie wirtualnie się spotykają. Chwała jej za to.

Ona naprawdę chce dobrze.
W patchworkowym systemie taka osoba odgrywa doniosłą rolę kleju, nici i agrafki. Każdy może do niej przyjść, bo wie, że spotka się z miłym przyjęciem, a ona pozostanie bezstronna. Może też odgrywać rolę rodzinnej skrzynki pocztowej i przekazywać skłóconym stronom ważne informacje. Po jakimś czasie dzielna babcia będzie mogła zrobić krok dalej i skrzyknąć wszystkich członków skłóconego patchworku w jedno miejsce, na przykład przy okazji swoich jubileuszowych urodzin, informując ich o tym, że to jest jej święto, więc zaprasza wszystkich, których kocha, i prosi o to, by wszelkie konflikty na ten czas zawiesić, tak jak kiedyś w dobrej przeszłości ustawały wojny, gdy trwała olimpiada.

Święta są szczególnie ważne dla dzieci, które potem całe życie pamiętają Świętego Mikołaja, choinkę. Więc choćby ze względu na nie dobrze jest zadbać o atmosferę tych dni – pozytywną, przesyconą dobrymi emocjami. O czym jeszcze pamiętać, przygotowując święta?
Boże Narodzenie to dla patchworkowego systemu doskonała okazja i zarazem trudny sprawdzian tego, czy przestrzegana jest w praktyce święta zasada wszelkich patchworków: wszystkie dzieci są nasze. Praktyczna troska o sprostanie tej zasadzie może sprawić, że same święta przestaną być tylko rodzinnym rytuałem objadania się i obdarowywania prezentami, ale ujawnią swój głęboki duchowy wymiar. Bo święta zapraszają każdego do „królestwa nie z tego świata”, czyli do takiego wymiaru istnienia, w którym jednoczą się przeciwieństwa, zasypywane są przepaści dzielące zantagonizowane strony. Gdzie wszystko ujawnia swoją świętą, wspólną z całym istnieniem prawdziwą naturę, gdzie w jednolitej świetlistej przestrzeni rządzą: miłość, szacunek i cisza. A z tego punktu widzenia chciwość, nienawiść, konflikty, resentymenty i wojny jawią się jako wielka, przerażająca egzystencjalna pomyłka i strata czasu. Patchworkowa rodzina jest z pewnością trudniejszą, a przez to lepszą okazją do praktykowania świętości niż stawianie na wigilijnym stole pustego talerza dla symbolicznego zbłąkanego wędrowca. Więc jeśli dojrzali dorośli chcą udzielić patchworkowym dzieciom ważnej duchowej lekcji, to święta Bożego Narodzenia są do tego doskonałą okazją. Będzie się do czego odwoływać przez całą resztę roku.

Gdybyśmy jeszcze mimo konfliktów potrafili spektakularnie przebaczyć sobie nawzajem przy dzieciach, to byłaby dopiero lekcja. 
O tak. Sam fakt, że ludzie podchodzą do siebie i składają sobie dobre życzenia, chociaż jeszcze dzień wcześniej sobie złorzeczyli, to wspaniała nauka dla wszystkich, a szczególnie dla dzieci. Ale nie tylko nauka. Także chwila zasłużonego wytchnienia. Bo dla dzieci najważniejszą wartością i najlepszą glebą do wzrastania jest bezpieczna, harmonijna, spójna społeczność, której członkowie odnoszą się do siebie z szacunkiem i miłością.

Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer) Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer)

Marzeniem dziecka z rozbitej rodziny jest to, żeby mama była z tatą, nawet jeśli nie na zawsze, to chociaż w święta. Czy wspólny wyjazd rozwiedzionych rodziców z ich dziećmi to dobry pomysł?
Pomysł bardzo dobry, ale przy innych okazjach niż święta. W patchworkowej rodzinie dorośli często mają dzieci z dwoma, a nawet z trzema partnerami. Jak te rodziny obsłużyć w kilka dni świąt? Widziałem wielu ojców i wiele matek, którzy z obłędem w oczach starali się pojawić w ciągu kilku godzin na dwóch albo trzech wigiliach w oddalonych od siebie miejscach, wszędzie pozostawiając za sobą żal i zniecierpliwienie. To nie ma sensu. Lepiej organizować wspólnie z innymi chętnymi z tego samego systemu duże rodzinne spędy wigilijne. Natomiast wyjazdy rodziców z biologicznymi dziećmi w uroczystej, świątecznej atmosferze, z dekoracjami mogłyby dawać wspólnym dzieciom nadzieję, że ich rodzice będą znowu razem.

A spotkanie świąteczne obu zwaśnionych rodzin w którymś z domów?
W sytuacjach konfliktu powinni raczej spotkać się na neutralnym gruncie.

Dlaczego?
Jeśli ludzie, którzy niedawno się rozstali, spotykają się w domu, który przesiąknięty jest wspólnymi przeżyciami, a każdy jego fragment jest jakby pamiątką w muzeum ich wspólnej przeszłości i przywołuje jakieś wspomnienia, to trudno się w nim racjonalnie porozumiewać w sprawach bieżących i przyszłych.

Znajoma rozwódka, która ma w miarę poprawne stosunki z byłym mężem i jego żoną, nie chce ich zapraszać ani odwiedzać, a tym bardziej organizować wspólnych świąt, bo obawia się zmiany status quo.
Dorośli i odpowiedzialni ludzie, którym przyszło żyć w patchworkowym systemie, powinni podejmować decyzje służące porozumieniu i zgodzie, a nie jątrzeniu. Skoro patchworkowa rodzina jest faktem, to róbmy wszystko, żeby wykorzystać jej potencjał. Budujmy, a nie dzielmy, troszczmy się o część wspólną, a nie bójmy się na zapas. Nie traktujmy patchworku jako dopustu bożego czy tragedii, którą będziemy się nieustannie karmić i którą będziemy celebrować do końca życia. Egoistyczna troska o status quo swojego zakątka prędzej czy później się zemści. Przetrwanie patchworku w ogromnej mierze zależy od tego, jak szybko dorośli zdadzą sobie sprawę z tego, że wszystko jest w nim ze sobą powiązane.

Owa kobieta zakłada, że jeśli spotka się z rodziną byłego, to odżyją urazy.
Jeśli unikamy kontaktów, to siłą rzeczy komunikujemy się w sprawach błahych i nudnych, a tak naprawdę tracimy czas i potencjał, jaki drzemie w głębinach patchworkowego oceanu. Więc przy każdej okazji, zamiast marzyć o na zawsze minionym status quo, zróbmy cokolwiek, aby wzmacniać patchworkowe szwy.

Może zaapelujemy do patchworków – dajcie się zainspirować świętom!
Apelujemy: wykorzystujcie je do tego, żeby przełamać niechęć, wrogość, urazy. Róbcie to dla siebie i dla wszystkich patchworkowych dzieci. Dajcie im przykład, jak układać relacje mimo trudnej przeszłości.

Czy są jakieś przeciwwskazania do wspólnych świąt rozwiedzionych partnerów?
Jeśli mamy spotykać się po to, żeby się kłócić, a przy okazji ranić uczucia naszych dzieci, to lepiej się nie spotykać. Święta są okazją do propagowania dobrych uczuć i dobrych życzeń. Jakże są teraz deficytowe.

A do obdarowywania się prezentami?
Dobrze jest zachować w tym umiar. Najwspanialszymi prezentami dla patchworkowych dzieci są dojrzałe i mądre zachowania dorosłych, szczególnie te objawiające się w przekraczaniu negatywnych uczuć i postaw wobec byłych partnerów, byłych teściów, zięciów czy synowych. Gdy dziecko widzi, że dorośli, których kocha, trudzą się, by przełamać urazy i żale, bo chcą zbudować nową, bezpieczną społeczność rodzinną, to mu serce rośnie i dusza się śmieje. Ono nie chce się truć złymi emocjami i nastawieniami rodziców. Superprezentem w obecnych czasach są czas i uwaga, które poświęcamy drugiej osobie.

O czym jeszcze pamiętać przy okazji świętowania?
Żeby to nie był prosty rytuał. Żeby nie przedobrzyć, czyli pamiętać o zasadzie, że nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Na przykład chcę kogoś uściskać i przytulić, ale wiem lub czuję, że ta osoba tego nie lubi. Trzeba to uszanować. Albo mam przemożną chęć zadania jej pytania, bo chcę zaspokoić swoją ciekawość, a ona wyraźnie się krępuje albo daje sygnał, że nie ma ochoty poruszać tego tematu. No to nie pytam, wycofuję się, ewentualnie przepraszam. W psychologii nazywa się to szanowaniem granic drugiej osoby. W dodatku dzisiaj powinniśmy też uważać na rozmowę o poglądach.

Nie tylko w rodzinach patchworkowych lepiej chyba nie poruszać tematów politycznych?
Poruszać można, ale bezpiecznie jest ograniczać się do wypowiadania swoich poglądów, nie atakując przekonań drugiej osoby. Unikać fraz takich jak: „w przeciwieństwie do ciebie”, „nie zgadzam się...”, „twoje poglądy są…”, „jak można tak…” itp. Każdy z nas ma prawo do własnych sądów. Nie należy próbować zmieniać zdania innych, bo to tylko wzbudzi opór.

Co robić, żeby zapobiec kłótni na tym tle?
Zacząć trzeba od wysłuchania i zrozumienia tego, co usłyszeliśmy. Dopiero potem można zastanowić się, czy ktoś chce być przekonany do innego poglądu, czy forsując swoje zdanie, nie naruszam granicy jego wolności.

Dobrze jest wykrzesać z siebie ciekawość tego, co ktoś myśli.
Ciekawość tego, co ktoś ma do powiedzenia, pomaga zrozumieć siebie nawzajem, a o to chodzi w rozmowie. W dyskusjach o poglądach najpierw jedna osoba przedstawia swoje zdanie, potem druga, następnie pierwsza dzieli się wątpliwościami co do przekonań oponenta, potem robi to druga.

Tylko trzeba się zdobyć na intelektualny wysiłek.
Także emocjonalny. Aby taka rozmowa była możliwa, muszą się postarać obie strony. Prowadząc w ten sposób dyskusję, szukamy pomostów i wzajemnego zrozumienia, nie zamykamy się w swoim jedynie słusznym widzeniu świata. Otwarta postawa w patchworkowych rodzinach to jeden z podstawowych warunków ich przetrwania, bo różnorodność poglądów, wyznań, stylów życia itd. bywa w patchworku ogromna. W klasycznych rodzinach tak się dobieramy, żeby w sprawach światopoglądowych za bardzo nie iskrzyło, ale w patchworkach ta kwestia zupełnie wymyka się spod kontroli. To może dotyczyć również poglądów w sprawie sposobu obchodzenia świąt.

  1. Zwierciadło

Czy prezent daje więcej radości obdarowanemu czy darczyńcy?

Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Wolimy dawać prezenty czy je otrzymywać? Czy istnieje prezent uniwersalny odpowiedni dla każdego? O naszych problemach, wyborach i motywacjach związanych z obdarowywaniem bliskich mówi dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS.

Zróżnicowanie preferencji, upodobań, gustów, marzeń i potrzeb sprawia, że znalezienie idealnego prezentu pasującego do każdego wydaje się niemożliwe. Zadanie to staje się jeszcze trudniejsze, gdy weźmiemy pod uwagę realia względnego dobrobytu, które pozwalają zaspokoić znaczącą większość ważnych życiowych potrzeb. Prezenty, które przekazujemy sobie z okazji świąt Bożego Narodzenia, w coraz większym stopniu przestają pełnić funkcję uzupełniającą stan gospodarstwa domowego i stosunkowo rzadko służą wspieraniu rodzinnego budżetu.

W czasach, gdy większość towarów jest łatwo dostępna, dobrem, którego brak odczuwamy coraz mocniej staje się bliskość i uwaga. Doświadczamy deficytów dotyczących przede wszystkim dostrzegalnych wymiarów pozytywnych uczuć takich jak dotyk, przytulenie, możliwość bycia razem i spędzania ze sobą czasu. Oczywiście wiele osób ma konkretne pragnienia dotyczące np. nowego modelu telefonu czy torebki, jednak niejednokrotnie w toku rozmowy o rzeczywistych potrzebach okazuje się, że o wiele lepszym pomysłem na prezent będzie wspólny bilet do kina, wyjazd lub spacer. Również dzieci warto wcześniej zapytać jakiego rodzaju prezenty niepochodzące ze sklepów chciałaby otrzymać. Kolejnym krokiem może być sporządzenie listy tego rodzaju podarunków i ustalenie, które z nich są dla córki lub syna najważniejsze i dlaczego.

Otrzymywanie prezentu często wiąże się z uczuciem radości u osoby obdarowanej. Jednak wyniki badania przeprowadzone przez psycholog Larę Aknin z Simon Fraser University w Kanadzie jednoznacznie wskazują, że w sytuacji, gdy dochodzi do wręczenia prezentu, o wiele większego zadowolenia doświadczają wręczający podarunek. W celu zbadania poziomu satysfakcji obu grup, badaczka przeanalizowała wyniki Światowego Sondażu Gallupa przeprowadzonego w latach 2006 – 2008 na próbie 234 917 osób reprezentujących 120 państw. Wyniki otrzymane przez jej zespół wskazują, że niezależnie od regionu, pochodzenia i posiadanych dochodów, samopoczucie badanych było lepsze, gdy przeznaczali swoje pieniądze na potrzeby innych, a nie zaś na własne.

Choć nie wydaje się to oczywiste, radość z otrzymanego prezentu może łatwo zastąpić przykrość, jeśli podarunek przewyższa możliwości finansowe osoby obdarowanej. Efekt ten wynika m.in. z silnie zakorzenionej w życiu społecznym reguły wzajemności. W sytuacji, gdy otrzymujemy zbyt drogi podarunek odczuwamy dyskomfort i napięcie związane z kulturową zasadą odwdzięczenia się ofiarodawcy równie wartościowym prezentem. Pojawia się poczucie winy i uczucie przykrości wynikające z faktu, że nie stać nas na równie drogi dar.

Nietrafiony prezent wyzwala innego rodzaju reakcje i wiąże się przede wszystkim z ujawnionym lub zatajonym niezadowoleniem. Do pewnego wieku najmłodsi odbiorcy prezentów świątecznych, nie kryją się z wyrażaniem emocji i opinii, gdy podarunki nie spełniają ich oczekiwań lub są zupełnie inne niż te opisane w liście do Świętego Mikołaja. Z czasem jednak dzieci przyswajają zasady życia społecznego w tym zakresie i uczą się ukrywania uczucia zawodu lub niechęci. To na ile dorośli decydują się na ujawnienie prawdziwych uczuć w sytuacji otrzymywania niechcianego prezentu, zależy od rodzaju relacji z ofiarodawcą.

Najtrudniej tego rodzaju sytuacje znoszą osoby, które łączy silna więź oraz przekonanie o znajomości gustów np. matki i córki. Rozczarowanie spotyka zarówno matki, które są pewne swoich wyborów gwiazdkowych dotyczących np. odzieży, biżuterii dla córek, jak i córki, które były pewne, że ich podarunki z pewnością ucieszą mamy. Złotym środkiem pomiędzy bezpośrednią krytyką nietrafionego prezentu, a radością pokrywającą niezadowolenie jest dyplomacja. Warto zadbać o to, aby pozostać w zgodzie z własnymi odczuciami, a jednocześnie wyrażać je z szacunkiem wobec dobrych chęci i intencji ofiarodawcy. Zawsze warto dziękować, jak również nadmienić, że w razie czego, następnym razem, służymy pomocą w zakresie wyboru wymarzonego prezentu.

W przypadku problemów z podjęciem decyzji odnośnie prezentu świątecznego, wybierzmy to, co najlepiej wyraża naszą miłość do drugiej osoby. Postarajmy się ofiarować innym ciepło, bliskość, zrozumienie i akceptację – tego rodzaju prezenty nigdy nie wychodzą z mody, pasują do każdego. Okazujmy sobie miłość, nie tylko na Święta ale każdego dnia.

Dr Ewa Jarczewska-Gerc zajmuje się psychologią motywacji, efektywnością i wytrwałością w działaniu oraz symulacjami mentalnymi (materiały prasowe Uniwersytet SWPS).