1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wychowanie
  4. >
  5. Jak reagować, gdy dziecko skarży się, że się nudzi?

Jak reagować, gdy dziecko skarży się, że się nudzi?

Co odpowiedzieć, gdy słyszymy: „Mamo, nudzę się”? Można zapytać: „Co mógłbyś zrobić, żeby się nie nudzić?”. (fot. iStock)
Co odpowiedzieć, gdy słyszymy: „Mamo, nudzę się”? Można zapytać: „Co mógłbyś zrobić, żeby się nie nudzić?”. (fot. iStock)
– Nuda daje szanse na zdobycie ważnych informacji o sobie samym. Pozwólmy dzieciom się ponudzić – mówi psycholożka dziecięca z Uniwersytetu SWPS w Warszawie Magdalena Śniegulska.

Nuda nie ma dobrej sławy, o czym świadczy choćby powiedzenie: umrzeć z nudów. I nic dziwnego, nuda nie jest przyjemna.
To prawda. To stan pewnego dyskomfortu związanego z brakiem aktywności czy raczej stymulacji, bo może być tak, że coś robimy, na przykład przekładamy rzeczy z jednego pojemnika do drugiego, ale ta czynność potwornie nas nudzi. Nie jesteśmy w stanie się skupić na danej czynności, bo nas nuży. Dlatego nudę można określić jako stan zapotrzebowania na bodźce, na doznania, na stymulację.

Dzisiaj dzieci mają raczej nadmiar stymulacji i bodźców niż ich brak. W dodatku rodzice są ambitni i chcą dać dzieciom jak najwięcej.
No właśnie, bo wielu rodzicom wydaje się, że ich zadanie polega na tym, żeby dzieci dostawały maksimum. Uważają, że prawidłowy rozwój dziecka przebiega w bogatym w możliwości i doznania środowisku.

A tak nie jest?
W pewnym sensie jest, więc nie czepiałabym się takiego sposobu myślenia. Tylko że zapotrzebowanie na rozmaite bodźce jest bardzo różne, po pierwsze, w zależności od wieku dziecka, po drugie, od jego układu nerwowego.

Im mniejsze dzieci, tym mniejsze zapotrzebowanie?
Tak z grubsza można powiedzieć, ale tylko z grubsza, bo dzieci różnią się pod tym względem między sobą. Maluchy regulują sobie same to zapotrzebowanie na przykład w ten sposób, że po prostu zapadają w sen, odcinając się od źródła stymulacji. Same mają jednak niewielki wpływ na jej natężenie i jakość. Mogą, oczywiście, sygnalizować, że są przestymulowane albo nie, w różny zresztą sposób: pobudzeniem, płaczem, rozdrażnieniem, czasami próbą odseparowania się od źródła tych bodźców.

Rodzice już noworodkowi instalują nad łóżeczkiem świecąco-grające gadżety, włączają muzykę, czasami ambitną, jak sonaty Bacha. Na pewno chcą dobrze, ale czy rze­czywiście robią dobrze?
Bardzo trudne pytanie. Bo, oczywiście, ważne jest to, żeby dziecko wychowywało się w takim środowisku, w którym cały czas mierzy się z różnego rodzaju zadaniami, żeby stawiać mu poprzeczkę trochę powyżej jego możliwości rozwojowych, bo w ten sposób zachęca się je do przekraczania kolejnych granic. Ale jeżeli poprzeczka postawiona jest zbyt wysoko, jeśli stymulacja jest ogromna, to dziecko nie rozwija się prawidłowo. Tak jak nie rozwija się dobrze również wtedy, gdy stymulacji mu nie dostarczamy.

Rodzice dzisiaj częściej chyba przesadzają ze stymulacją, niż popełniają grzech zaniechania. Jaki może być tego skutek? Dziecko przyzwyczajone do nieustannego bodźcowania będzie się domagało kolejnego?
Nie znam badań, które by potwierdzały, że dzieci mogą uzależnić się od liczby stymulacji i w związku z tym domagać się ich więcej i więcej. Zresztą na szczęście są mechanizmy chroniące – łatwiej radzą sobie z nadmierną stymulacją dzieci o wysokiej samokontroli, elastyczności umysłu i stabilnej samoocenie. Niemniej jednak nadmiarowo stymulując dziecko, nie nauczymy go odpoczynku, wyciszenia pobudzonego układu nerwowego. A to jest równie niebezpieczne dla dziecka, jak i dla opiekuna. Każdy z dorosłych, kto zajmował się takim przestymulowanym dzieckiem, wie, jakie to trudne zadanie i jaki trudny do zniesienia stan dla dziecka, które ma kłopot z odpoczynkiem. Dlatego trzeba regulować liczbę bodźców, uczyć dzieci odpoczywać. Wiadomo, że one potrzebują więcej stymulacji niż dorośli, ale potrzebują różnorodności tej stymulacji.

Stymulować można także do wyciszenia?
Oczywiście. Czasem rodzice zapominają, jak ważną funkcję pełni wzmacnianie w dziecku uważności, dostrzegania szczegółów, kontemplowania chwili.

W ten sposób przygotowuje się dziecko do radzenia sobie z nudą?
Nudzenie się może być dobrym wstępem do samodzielności, do odpowiedzenia na pytanie: Co zrobić, żeby zapewnić sobie taki rodzaj pobudzenia, którego naprawdę potrzebuję? I to w nudzie jest najfajniejsze.

Czytałam o pewnym badaniu z udziałem studentów, których poproszono o wypełnienie kwestionariusza na temat podatności na nudę. Okazało się, że ci, którzy opisywali siebie jako łatwo ulegających nudzie, byli zarazem bardziej skoncentrowani na świecie zewnętrznym i gorzej radzili sobie z rozpoznawaniem swoich emocji.
Nuda uczy być samemu ze sobą, polubić własne towarzystwo, pokazuje, że nie zawsze potrzebuję kogoś ani czegoś na zewnątrz, żeby poczuć się dobrze, bo to, że jestem sam ze sobą, jest OK. Jeśli jednak nie nauczymy się tego w dzieciństwie, możemy stać się dorosłymi narażonymi na chroniczną nudę, a to już stan niebezpieczny dla zdrowia i życia. Są badania, które pokazują, że osoby dorosłe cierpiące na chroniczną nudę są bardziej skłonne do zachowań ryzykownych, np. do szybkiej jazdy samochodem. Inne pokazują, że takie osoby żyją krócej.

Większość rodziców niepokoi to, że dzieci się nudzą.
Proszę zwrócić uwagę, że na ogół mówimy o nudzie w kontekście czasu wolnego, za który rodzice często przyjmują odpowiedzialność. Dlatego chcą zrobić wszystko, żeby dziecko się nie nudziło. Tymczasem dobrze, żeby się ponudziło.

Bo?
Bo taki stan pozornego nicnierobienia jest ważny na drodze rozwoju. Motywuje dziecko do poradzenia sobie z tą sytuacją samemu. Ono musi coś z tą nudą zrobić, zapewnić sobie jakieś atrakcje. Oczywiście, ważne, aby nie mylić nudy z samotnością.

Dzieci nudzą się także w szkole, zwłaszcza te zdolne. Szkoła to dobre miejsce na nudę?
Niekoniecznie. Ale nudzące się na lekcji dziecko może być ważnym papierkiem lakmusowym dla nauczyciela. Może dać mu dość bolesną, ale istotną informację na temat tego, jak prowadzi zajęcia. Jeżeli dziecko ma się czegoś nauczyć, to osiągnie to efektywniej, jeżeli nie będzie się nudzić. Jeśli się nudzi – traci koncentrację, motywację, uwagę. Tymczasem nie uczymy dzieci, żeby zgłaszały, że zaczynają się nudzić. To źle widziane.

Dlaczego rodzice tak bardzo walczą z nudą pociech?
Czasami dlatego, że potrzebują zająć czymś dziecko, żeby mieć czas dla siebie. A najprościej jest je zająć, włączając bajkę, grę. Tymczasem kształcąca byłaby konfrontacja z tym, co innego dziecko mogłoby wtedy zrobić. A mogłoby zainteresować się tym, co wokół, porysować, poczytać, pobawić  się z siostrą, porozmawiać z dziadkiem. Dzieci są różne, ale na ogół chętnie wchodzą w takie aktywności, są zainteresowane relacjami społecznymi. Dla nich obserwowanie dorosłego, śledzenie jego mimiki, słuchanie, co mówi, może okazać się zajmujące.

Uważamy, że dzieci z nudów wpadają na głupie pomysły.
I dlatego nie zostawiamy im przestrzeni do samodzielności. Jesteśmy przekonani, że musimy cały czas zapewniać im atrakcje, wypełniać czas, decydować o nich, znać odpowiedzi na tysiące ich pytań. A dzieci mają olbrzymi potencjał, są bardzo kreatywne.

No właśnie tej wybujałej kreatywności najczęściej się obawiamy.
Czasami rzeczywiście dzieciom wpadają do głowy pomysły, od których włosy jeżą się na głowie. Ale ten wolny czas to dla nich ważne doświadczenie. Wtedy uczą się tego, że ich czyny mają swoje konsekwencje, czasami niebezpieczne albo nieprzyjemne dla innych, a to też ważny element socjalizacji. Większość przedszkoli reklamuje się lekcjami języków obcych, tańcem, teatrem, spotkaniami z weterynarzem, fizykiem kwantowym. Tymczasem przedszkole dobre, czyli takie, które stymuluje do rozwoju, przeznacza dużo czasu na swobodną zabawę, pozostawia dziecku przestrzeń do bycia ze sobą samym i ze sobą nawzajem.

Co to dzieciom daje?
Na przykład szansę uczenia się od siebie nawzajem, także własnego ciała. Dzieci wtedy eksperymentują, turlają się, podskakują, obserwują, jak ciało reaguje, jak reagują inne dzieci na ich zachowanie. Dorosły na ogół dostosowuje się do dziecka, natomiast rówieśnik powie mu wprost, czy mu się podoba to, co on robi, czy nie. To naprawdę ważny element procesu socjalizacyjnego. Często to powtarzam i mam wrażenie, że mówię w kółko to samo: współczesne badania nad tym, co decyduje o sukcesie życiowym, dowodzą, że coraz bardziej liczą się kompetencje społeczne. Bo kiedy dziecko rozumie innych ludzi, dobrze się z nimi czuje, to sobie w życiu poradzi. W trudnych sytuacjach istnieje większe prawdopodobieństwo, że uzyska od innych wsparcie. Kompetencji społecznych nabywa się wtedy, gdy umie się być ze sobą, gdy się siebie rozumie. A to jest możliwe wtedy, kiedy niczym się nie zajmuję, czyli kiedy się nudzę.

Nudzące się dzieci potrafią same wymyślić zabawę, trzeba tylko przestać je bezustannie czymś zajmować.
Badania pokazują, że bycie tzw. helikopterowym rodzicem, który cały czas reaguje i odpowiada na potrzeby dziecka, sprawdza się właściwie tylko do trzeciego roku życia. Jeżeli potem nadal mamy taki wzorzec wychowawczy, to robimy dziecku więcej krzywdy niż pożytku. Okazuje się bowiem, że samoocena takich dzieci jest dużo niższa, one nie wiedzą, co potrafią, nie wierzą w siebie, bo we wszystkim wyręczają je rodzice. Często moje koleżanki terapeutki opowiadają, że przychodzą do nich rodzice zaradni, obrotni, pełni energii, a potem okazuje się, że ich dziecko jest zupełnie bezradne.

Dlaczego?
Ponieważ są tak hop do przodu, że wyprzedzają dziecko we wszystkim. Nie pozostawiają mu obszarów, w których może doświadczyć, że sobie poradzi.

To podsumujmy: jakie pożytki przynosi nuda?
Dziecko może zastanowić się wtedy, czego potrzebuje. Może zobaczyć, czy potrzebuje innych ludzi, czy poczytania, poskakania, pogrania. I dowie się tego nie od rodziców, którzy powiedzą: „Pobiegaj, porysuj albo zjedz coś”, tylko od siebie. Nuda daje szanse na zdobycie ważnych informacji o sobie samym.

Jak można uczyć dziecko radzenia sobie z nudą?
Bardzo ważne jest modelowanie, czyli pokazanie tego w praktyce. Na przykład siedzimy z dzieckiem i obserwujemy świat, nazywamy to, co widzimy, bez konieczności działania. Dobry rodzic – co pokazują badania – to nie taki, który chroni dziecko przed doznawaniem przykrych stanów emocjonalnych, tylko taki, który w tych przykrych stanach mu towarzyszy, co nie znaczy, że wszystko za nie załatwia.

Co odpowiedzieć, gdy słyszymy: „Mamo, nudzę się”?
Można zapytać: „Co mógłbyś zrobić, żeby się nie nudzić?”.

Dziecko powtarza: „Pytam ciebie”.
Mama odpowiada: „To nie ja się nudzę, tylko ty. Zastanów się, kiedy czujesz się dobrze, co sprawia ci przyjemność”.

Na co dziecko: „Nie nudzę się, jak gram na komputerze”.
Zapytajmy: „A jak nie ma komputera? Przypomnij sobie, co robimy, gdy na przykład jedziemy razem autem na wakacje”. Możemy wykorzystać ten czas, żeby uczyć uważności, na przykład rzucamy hasło: „Wygrywa ten, kto pierwszy zobaczy coś niebieskiego”. Albo: „Znajdźcie coś na literę »a«”. Można liczyć drzewa, samochody. Dobrze zapytać dziecko, jaką zabawę proponuje.

Nastolatki rzadko skarżą się na nudę. Częściej to rodzice mają im za złe, że nic nie robią, że marnują czas.
To prawda. Często słyszę: „Drażni mnie to, że on leży na kanapie i nic nie robi”. Pytanie, czy naprawdę nic nie robi, czy raczej odpoczywa. Rodzice nastolatków zupełnie nie biorą pod uwagę tego, że ich dzieci przeżywają zmiany w funkcjonowaniu fizycznym i psychicznym, że naprawdę potrzebują więcej snu i odpoczynku. Jeśli jednak wcześniej nie pokazaliśmy dziecku, jak ważna jest akceptacja takich stanów, nie rozmawialiśmy o tym i jeżeli chcemy zacząć tego uczyć w okresie nastoletnim, to prawdopodobnie poniesiemy porażkę. Myślę nawet, że lepiej się wstrzymać i wrócić do rozmowy na ten temat, jak dziecko będzie dorosłe. A najlepiej, oczywiście, od małego uczyć uważności na siebie samego, nazywania tego, co dziecko czuje, czego pragnie. Czyli pozwalać mu się ponudzić.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zwierciadło

Słodka niespodzianka pod choinkę

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Rozpakowywanie prezentów to jeden z tych momentów, na który w czasie świąt czekają nie tylko dzieci. Upominki, to przecież dowód na to, że o sobie pamiętamy i chcemy sprawić sobie przyjemność.

Jednym ze sprawdzonych pomysłów na prezent od Świętego Mikołaja jest małe co nieco, czyli paczuszka pysznych słodkości. Ucieszą się z niej zarówno małe łasuchy, jak i dorośli smakosze. Słodycze spod choinki smakują wyjątkowo, zwłaszcza jeśli mają kojarzące się ze świętami smaki - pomarańczy, wanilii i przypraw korzennych. Dekoracyjne opakowanie ozdobione bożonarodzeniowymi motywami tabliczkę czekolady, pudełko pralinek, czy paczkę cukierków przemieniają w wyjątkowy słodki prezent.

Wybierając słodkości pod choinkę trudno pominąć siłę tradycji – są marki, które od lat kojarzą się z jakością i smakiem. Jedną z nich jest E.Wedel. Marka, jak co roku, przygotowuje z okazji świąt specjalną edycję swoich kultowych produktów, wzbogacając je o dodatki takie jak pomarańcza, cynamon, wanilia i żurawin. Z okazji Bożego Narodzenia, znane wedlowskie produkty otrzymają nową, świąteczną szatę graficzną.

Są wśród nich , Torcik Wedlowski, kultowe Baryłki i duże tabliczki czekolady – gorzka z żurawiną, mleczna z cząstkami pomarańczowymi oraz czekolada Cookie, w dwóch świątecznych smakach: korzennym i Orange Mocha. W tegorocznej ofercie Mieszanka Wedlowska, cukierki Pierrot i świąteczne pralinki opakowane będą w nietuzinkowe puszki w kształcie kuli, dzwonka i choinki. Dzięki temu mogą także stanowić idealną świąteczną ozdobę.

Słodkości dla najmłodszych

Dzieciom czas oczekiwania na Boże Narodzenie można umilić kalendarzem adwentowym E.Wedel. W ozdobnym pudełku podzielonym na 24 okienka znajdują się czekoladki w dwóch smakach w kształcie Buźki Krówki. 
Na Mikołajki lub pod choinkę można sprawić im zestawy słodyczy na przykład: pudełko z opaską w kształcie rogów Renifera - bohatera motywu graficznego, Domek Krówki, a także czekolady mleczne z chrupiącymi kawałkami wafelków i chrupek lub z kawałkami pianek marshmallow. Świąteczne produkty dla dzieci E.Wedel ozdobiono postaciami Renifera, Mikołaja, Bałwanka oraz Znajomej Krowy Kucharza.

 

Produkty z portfolio świątecznego E.Wedel są w sprzedaży od początku listopada.

  1. Zwierciadło

Stwórz atmosferę Świąt. Inspiracje od marki Fyrklövern  

Zobacz galerię 23 Zdjęcia
Święta to przede wszystkim wyjątkowa atmosfera, spotkania z bliskimi oraz pyszne potrawy. Smakowanie ich to również delektowanie się pięknem odświętnie nakrytego stołu. Zainspiruj się propozycjami marki Fyrklövern - specjalistą w dziedzinie dekoracji stołu - i stwórz świąteczną aranżację, która oczaruje twoich gości!

ÅSA’S WINTER 

Rajskie jabłuszka, pomarańcze, granaty i pachnące gałązki to elementy doskonałe na świąteczny stół! By całość wyglądała bajecznie warto wybrać perfekcyjną zastawę, która spełni nasze oczekiwania co do dekoracji stołu i zachwyci wszystkich gości! Po raz pierwszy w Polsce, w cudownej aranżacji świątecznej, prezentujemy Serwis ÅSA’S WINTER, zaprojektowany przez skandynawską artystkę Anne Rooslien. Najwyższej jakości, trwała porcelana skaleniowa, urzekające, ręcznie litografowane zdobienia oraz wyjątkowy design tworzą ponadczasowy serwis obiadowy! Dzięki zastawie, dekorowanej skrzatami – wykreowanymi przez znaną w Skandynawii Åsę Götander, uzyskasz wspaniałą zimowo-świąteczną atmosferę. Porcelanę możemy umyć w zmywarce i odgrzać w niej dania korzystając z kuchenki mikrofalowej – to dodatkowy atut tego eleganckiego serwisu.

SANTA CHRISTMAS

Do świątecznej dekoracji stołu warto wybrać nastrojowe świece, serwety i oczywiście doskonałą porcelanę. Serwis SANTA CHRISTMAS ręcznie zdobiony platyną, skrzącymi się płatkami śniegu oraz uroczymi krasnalami to spełnienie świątecznych marzeń zarówno dzieci jak i dorosłych. Klasyczny design kolekcji wypełniają kolorowe, ręcznie malowane wizerunki skrzatów i zwierząt w zimowej scenerii. Pełne fantazji i artystycznego kunsztu, tworzą ciepły i radosny klimat, podkreślając wyjątkową atmosferę świąt.

ÅSA’S CHRISTMAS

Skrzaty i dekor wzbogacony elementami z 18-karatowego złota to przewodnie elementy Serwisu ÅSA’S CHRISTMAS. Zastawa z motywem uroczych ludków idealnie ozdobi świąteczny stół i stworzy atmosferę bajkowego klimatu przywołując wspomnienia beztroskiego dzieciństwa. To serwis, który przykuwa wzrok oryginalnym kształtem przypominającym pofałdowane śnieżne zaspy, na których zagościły urocze skrzaty. Ośnieżone choinki dekorowane prawdziwym złotem stanowią ekskluzywny element ozdobny! Gałązki, pierniki w kształcie serca, gwiazdy z jabłek czy złote szyszki w kieliszkach to elementy dekoracyjne, które komponują się idealnie z tym eleganckim serwisem.

ÅSA’S CHRISTMAS WHITE

Porcelana Åsa’s Christmas White zachwyca klasycznym designem i ręcznie malowanymi krasnalami w białych i srebrnych kapturkach. Serwis przepięknie prezentuje się w monochromatycznym stylu, gdzie na drewnianym stole w odcieniach szarości układamy zielone gałązki przyprószone śniegiem, szyszki i pachnące pierniki.

VICTORIA 

Drewno, pachnący świerk, nastrojowe lampki i przepyszne potrawy podane na luksusowej porcelanie skandynawskiego projektu pomogą nam stworzyć perfekcyjną atmosferę w czasie świąt! Serwis Victoria zachwyca delikatną formą, a zdobienia z 18-karatowego złota nadają mu królewskiego splendoru. Czerwona serweta przyprószona sztucznym śniegiem, pomarańcze, goździki i soczyste, czerwone jabłka w zimowej okrasie w połączeniu z elegancką porcelaną Victoria tworzą dekorację stołu w iście królewskiej aranżacji. Ta zastawa to świetny wybór zarówno na święta jak i inne okazje, jej klasyczny i elegancki design sprawia, że będzie pasowała na każdą uroczystość.

CELEBRATION

Świąteczny stół stanowi doskonałe pole do popisu dla miłośników dekoracji wnętrz. Spektrum możliwości jakie możemy zastosować jest nieograniczone. Pachnące gałązki świerku, złote świece, kryształowe wazony, eleganckie serwety czy też subtelne herbaciane róże i złote sztućce będą prezentować się perfekcyjnie w otoczeniu porcelany Celebration. Serwis o lekko falistym kształcie z ręcznie nanoszonymi platynowymi zdobieniami zachwyca subtelnością i elegancją.

Zobacz więcej na: ,

  1. Zwierciadło

Herbaty Newby - doskonały prezent pod choinkę

Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kolekcja światowej sławy projektanta mody Matthew Williamson dla Newby to idealny prezent na Święta dla każdej wielbicielki najwyższej jakości herbaty oraz mody.

Przepiękne puszki skrywają w sobie 3 wyjątkowe herbaty: Maharaja’s Breakfast (czarna herbata Assam), Exotic Earl Grey (herbata z olejkiem z gorzkiej pomarańczy i płatkami róży) oraz Jasmine Rose Garden (zielona herbata z różą i jaśminem). Do wyboru będzie także pudełko zawierające wszystkie 3 produkty.

Najwyższej jakości liście herbaty wraz z kwiatowymi dodatkami, ukryte w pięknych opakowaniach będą idealnym prezentem dla bliskiej osoby, a także przyjemnym uzupełnieniem każdego dnia.

Produkty dostępne są na stronie 

  1. Zwierciadło

Rodzina patchworkowa: Jak przeżyć święta?

Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
O czym pamiętać, o czym zapomnieć w świąteczny czas – zastanawia się Wojciech Eichelberger, współautor książki „Patchworkowe rodziny. Jak w nich żyć”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło.

Znam dobrze funkcjonujący w ciągu roku patchwork, który rozpruwa się w czasie świąt. Wszyscy zbierają się w jednym miejscu i od razu wybucha awantura. Ostatnio zaczęło się od wyrzutu, że były mąż spóźnił się pół godziny.
Zaczyna się zazwyczaj od błahych spraw – że ktoś czegoś nie kupił, nie zrobił, powiedział o jedno słowo za dużo. To kropla, która przelewa czarę goryczy.

Czyli to preteksty. Co się za nimi kryje?
Zamiatane pod dywan sprawy, niewyjaśnione żale i pretensje, nierozwiązane problemy, do których boimy się wracać. Ale one wcześniej czy później wybuchają, na przykład właśnie w czasie świąt.

Może to i dobrze, bo wreszcie możemy się z nimi skonfrontować.
Porządny kryzys jest dobrym początkiem zmiany. Oczywiście, może mieć pozytywne konsekwencje tylko wtedy, kiedy jego destrukcyjną siłę będziemy potrafili konstruktywnie wykorzystać. Kryzys pokazuje to, czego brakuje w systemie, więc nie ma się co obrażać, tylko trzeba podjąć trud dogadania się i przemiany.

A może dobrym pomysłem jest niespotykanie się w święta zwaśnionych stron? Pewna matka (teściowa, babcia) wymyśliła, że Wigilia odbędzie się według grafiku, w którym każdemu wyznaczyła towarzystwo i godzinę wizyty, z zapasem czasowym, żeby najbardziej zwaśnieni zdążyli się minąć i na siebie nie powpadali. Ta pani jest dumna z autorskiego rozwiązania.
W Wigilię nie chodzi o to, aby się nawzajem unikać. Ale Wigilia sama z siebie nie jest w stanie uczynić nas świętymi. Droga do świętości, czyli do otwartego serca, wymaga od nas podejmowania wysiłku i ryzyka. O tym warto pamiętać. Jeśli jednak nie stać nas jeszcze z jakichś powodów na wysiłek i ryzyko spędzenia Wigilii z ludźmi z naszego rodzinnego systemu, których nie lubimy, bo na tym etapie nasze resentymenty są dla nas ważniejsze niż religijne nakazy, to trudno. Może następnym razem. Więc owa pani z twojego przykładu robi dobrą robotę. Przynajmniej jej serce stanowi przestrzeń, w której skłóceni i zaślepieni ludzie wirtualnie się spotykają. Chwała jej za to.

Ona naprawdę chce dobrze.
W patchworkowym systemie taka osoba odgrywa doniosłą rolę kleju, nici i agrafki. Każdy może do niej przyjść, bo wie, że spotka się z miłym przyjęciem, a ona pozostanie bezstronna. Może też odgrywać rolę rodzinnej skrzynki pocztowej i przekazywać skłóconym stronom ważne informacje. Po jakimś czasie dzielna babcia będzie mogła zrobić krok dalej i skrzyknąć wszystkich członków skłóconego patchworku w jedno miejsce, na przykład przy okazji swoich jubileuszowych urodzin, informując ich o tym, że to jest jej święto, więc zaprasza wszystkich, których kocha, i prosi o to, by wszelkie konflikty na ten czas zawiesić, tak jak kiedyś w dobrej przeszłości ustawały wojny, gdy trwała olimpiada.

Święta są szczególnie ważne dla dzieci, które potem całe życie pamiętają Świętego Mikołaja, choinkę. Więc choćby ze względu na nie dobrze jest zadbać o atmosferę tych dni – pozytywną, przesyconą dobrymi emocjami. O czym jeszcze pamiętać, przygotowując święta?
Boże Narodzenie to dla patchworkowego systemu doskonała okazja i zarazem trudny sprawdzian tego, czy przestrzegana jest w praktyce święta zasada wszelkich patchworków: wszystkie dzieci są nasze. Praktyczna troska o sprostanie tej zasadzie może sprawić, że same święta przestaną być tylko rodzinnym rytuałem objadania się i obdarowywania prezentami, ale ujawnią swój głęboki duchowy wymiar. Bo święta zapraszają każdego do „królestwa nie z tego świata”, czyli do takiego wymiaru istnienia, w którym jednoczą się przeciwieństwa, zasypywane są przepaści dzielące zantagonizowane strony. Gdzie wszystko ujawnia swoją świętą, wspólną z całym istnieniem prawdziwą naturę, gdzie w jednolitej świetlistej przestrzeni rządzą: miłość, szacunek i cisza. A z tego punktu widzenia chciwość, nienawiść, konflikty, resentymenty i wojny jawią się jako wielka, przerażająca egzystencjalna pomyłka i strata czasu. Patchworkowa rodzina jest z pewnością trudniejszą, a przez to lepszą okazją do praktykowania świętości niż stawianie na wigilijnym stole pustego talerza dla symbolicznego zbłąkanego wędrowca. Więc jeśli dojrzali dorośli chcą udzielić patchworkowym dzieciom ważnej duchowej lekcji, to święta Bożego Narodzenia są do tego doskonałą okazją. Będzie się do czego odwoływać przez całą resztę roku.

Gdybyśmy jeszcze mimo konfliktów potrafili spektakularnie przebaczyć sobie nawzajem przy dzieciach, to byłaby dopiero lekcja. 
O tak. Sam fakt, że ludzie podchodzą do siebie i składają sobie dobre życzenia, chociaż jeszcze dzień wcześniej sobie złorzeczyli, to wspaniała nauka dla wszystkich, a szczególnie dla dzieci. Ale nie tylko nauka. Także chwila zasłużonego wytchnienia. Bo dla dzieci najważniejszą wartością i najlepszą glebą do wzrastania jest bezpieczna, harmonijna, spójna społeczność, której członkowie odnoszą się do siebie z szacunkiem i miłością.

Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer) Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer)

Marzeniem dziecka z rozbitej rodziny jest to, żeby mama była z tatą, nawet jeśli nie na zawsze, to chociaż w święta. Czy wspólny wyjazd rozwiedzionych rodziców z ich dziećmi to dobry pomysł?
Pomysł bardzo dobry, ale przy innych okazjach niż święta. W patchworkowej rodzinie dorośli często mają dzieci z dwoma, a nawet z trzema partnerami. Jak te rodziny obsłużyć w kilka dni świąt? Widziałem wielu ojców i wiele matek, którzy z obłędem w oczach starali się pojawić w ciągu kilku godzin na dwóch albo trzech wigiliach w oddalonych od siebie miejscach, wszędzie pozostawiając za sobą żal i zniecierpliwienie. To nie ma sensu. Lepiej organizować wspólnie z innymi chętnymi z tego samego systemu duże rodzinne spędy wigilijne. Natomiast wyjazdy rodziców z biologicznymi dziećmi w uroczystej, świątecznej atmosferze, z dekoracjami mogłyby dawać wspólnym dzieciom nadzieję, że ich rodzice będą znowu razem.

A spotkanie świąteczne obu zwaśnionych rodzin w którymś z domów?
W sytuacjach konfliktu powinni raczej spotkać się na neutralnym gruncie.

Dlaczego?
Jeśli ludzie, którzy niedawno się rozstali, spotykają się w domu, który przesiąknięty jest wspólnymi przeżyciami, a każdy jego fragment jest jakby pamiątką w muzeum ich wspólnej przeszłości i przywołuje jakieś wspomnienia, to trudno się w nim racjonalnie porozumiewać w sprawach bieżących i przyszłych.

Znajoma rozwódka, która ma w miarę poprawne stosunki z byłym mężem i jego żoną, nie chce ich zapraszać ani odwiedzać, a tym bardziej organizować wspólnych świąt, bo obawia się zmiany status quo.
Dorośli i odpowiedzialni ludzie, którym przyszło żyć w patchworkowym systemie, powinni podejmować decyzje służące porozumieniu i zgodzie, a nie jątrzeniu. Skoro patchworkowa rodzina jest faktem, to róbmy wszystko, żeby wykorzystać jej potencjał. Budujmy, a nie dzielmy, troszczmy się o część wspólną, a nie bójmy się na zapas. Nie traktujmy patchworku jako dopustu bożego czy tragedii, którą będziemy się nieustannie karmić i którą będziemy celebrować do końca życia. Egoistyczna troska o status quo swojego zakątka prędzej czy później się zemści. Przetrwanie patchworku w ogromnej mierze zależy od tego, jak szybko dorośli zdadzą sobie sprawę z tego, że wszystko jest w nim ze sobą powiązane.

Owa kobieta zakłada, że jeśli spotka się z rodziną byłego, to odżyją urazy.
Jeśli unikamy kontaktów, to siłą rzeczy komunikujemy się w sprawach błahych i nudnych, a tak naprawdę tracimy czas i potencjał, jaki drzemie w głębinach patchworkowego oceanu. Więc przy każdej okazji, zamiast marzyć o na zawsze minionym status quo, zróbmy cokolwiek, aby wzmacniać patchworkowe szwy.

Może zaapelujemy do patchworków – dajcie się zainspirować świętom!
Apelujemy: wykorzystujcie je do tego, żeby przełamać niechęć, wrogość, urazy. Róbcie to dla siebie i dla wszystkich patchworkowych dzieci. Dajcie im przykład, jak układać relacje mimo trudnej przeszłości.

Czy są jakieś przeciwwskazania do wspólnych świąt rozwiedzionych partnerów?
Jeśli mamy spotykać się po to, żeby się kłócić, a przy okazji ranić uczucia naszych dzieci, to lepiej się nie spotykać. Święta są okazją do propagowania dobrych uczuć i dobrych życzeń. Jakże są teraz deficytowe.

A do obdarowywania się prezentami?
Dobrze jest zachować w tym umiar. Najwspanialszymi prezentami dla patchworkowych dzieci są dojrzałe i mądre zachowania dorosłych, szczególnie te objawiające się w przekraczaniu negatywnych uczuć i postaw wobec byłych partnerów, byłych teściów, zięciów czy synowych. Gdy dziecko widzi, że dorośli, których kocha, trudzą się, by przełamać urazy i żale, bo chcą zbudować nową, bezpieczną społeczność rodzinną, to mu serce rośnie i dusza się śmieje. Ono nie chce się truć złymi emocjami i nastawieniami rodziców. Superprezentem w obecnych czasach są czas i uwaga, które poświęcamy drugiej osobie.

O czym jeszcze pamiętać przy okazji świętowania?
Żeby to nie był prosty rytuał. Żeby nie przedobrzyć, czyli pamiętać o zasadzie, że nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Na przykład chcę kogoś uściskać i przytulić, ale wiem lub czuję, że ta osoba tego nie lubi. Trzeba to uszanować. Albo mam przemożną chęć zadania jej pytania, bo chcę zaspokoić swoją ciekawość, a ona wyraźnie się krępuje albo daje sygnał, że nie ma ochoty poruszać tego tematu. No to nie pytam, wycofuję się, ewentualnie przepraszam. W psychologii nazywa się to szanowaniem granic drugiej osoby. W dodatku dzisiaj powinniśmy też uważać na rozmowę o poglądach.

Nie tylko w rodzinach patchworkowych lepiej chyba nie poruszać tematów politycznych?
Poruszać można, ale bezpiecznie jest ograniczać się do wypowiadania swoich poglądów, nie atakując przekonań drugiej osoby. Unikać fraz takich jak: „w przeciwieństwie do ciebie”, „nie zgadzam się...”, „twoje poglądy są…”, „jak można tak…” itp. Każdy z nas ma prawo do własnych sądów. Nie należy próbować zmieniać zdania innych, bo to tylko wzbudzi opór.

Co robić, żeby zapobiec kłótni na tym tle?
Zacząć trzeba od wysłuchania i zrozumienia tego, co usłyszeliśmy. Dopiero potem można zastanowić się, czy ktoś chce być przekonany do innego poglądu, czy forsując swoje zdanie, nie naruszam granicy jego wolności.

Dobrze jest wykrzesać z siebie ciekawość tego, co ktoś myśli.
Ciekawość tego, co ktoś ma do powiedzenia, pomaga zrozumieć siebie nawzajem, a o to chodzi w rozmowie. W dyskusjach o poglądach najpierw jedna osoba przedstawia swoje zdanie, potem druga, następnie pierwsza dzieli się wątpliwościami co do przekonań oponenta, potem robi to druga.

Tylko trzeba się zdobyć na intelektualny wysiłek.
Także emocjonalny. Aby taka rozmowa była możliwa, muszą się postarać obie strony. Prowadząc w ten sposób dyskusję, szukamy pomostów i wzajemnego zrozumienia, nie zamykamy się w swoim jedynie słusznym widzeniu świata. Otwarta postawa w patchworkowych rodzinach to jeden z podstawowych warunków ich przetrwania, bo różnorodność poglądów, wyznań, stylów życia itd. bywa w patchworku ogromna. W klasycznych rodzinach tak się dobieramy, żeby w sprawach światopoglądowych za bardzo nie iskrzyło, ale w patchworkach ta kwestia zupełnie wymyka się spod kontroli. To może dotyczyć również poglądów w sprawie sposobu obchodzenia świąt.

  1. Zwierciadło

Czy prezent daje więcej radości obdarowanemu czy darczyńcy?

Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Wolimy dawać prezenty czy je otrzymywać? Czy istnieje prezent uniwersalny odpowiedni dla każdego? O naszych problemach, wyborach i motywacjach związanych z obdarowywaniem bliskich mówi dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS.

Zróżnicowanie preferencji, upodobań, gustów, marzeń i potrzeb sprawia, że znalezienie idealnego prezentu pasującego do każdego wydaje się niemożliwe. Zadanie to staje się jeszcze trudniejsze, gdy weźmiemy pod uwagę realia względnego dobrobytu, które pozwalają zaspokoić znaczącą większość ważnych życiowych potrzeb. Prezenty, które przekazujemy sobie z okazji świąt Bożego Narodzenia, w coraz większym stopniu przestają pełnić funkcję uzupełniającą stan gospodarstwa domowego i stosunkowo rzadko służą wspieraniu rodzinnego budżetu.

W czasach, gdy większość towarów jest łatwo dostępna, dobrem, którego brak odczuwamy coraz mocniej staje się bliskość i uwaga. Doświadczamy deficytów dotyczących przede wszystkim dostrzegalnych wymiarów pozytywnych uczuć takich jak dotyk, przytulenie, możliwość bycia razem i spędzania ze sobą czasu. Oczywiście wiele osób ma konkretne pragnienia dotyczące np. nowego modelu telefonu czy torebki, jednak niejednokrotnie w toku rozmowy o rzeczywistych potrzebach okazuje się, że o wiele lepszym pomysłem na prezent będzie wspólny bilet do kina, wyjazd lub spacer. Również dzieci warto wcześniej zapytać jakiego rodzaju prezenty niepochodzące ze sklepów chciałaby otrzymać. Kolejnym krokiem może być sporządzenie listy tego rodzaju podarunków i ustalenie, które z nich są dla córki lub syna najważniejsze i dlaczego.

Otrzymywanie prezentu często wiąże się z uczuciem radości u osoby obdarowanej. Jednak wyniki badania przeprowadzone przez psycholog Larę Aknin z Simon Fraser University w Kanadzie jednoznacznie wskazują, że w sytuacji, gdy dochodzi do wręczenia prezentu, o wiele większego zadowolenia doświadczają wręczający podarunek. W celu zbadania poziomu satysfakcji obu grup, badaczka przeanalizowała wyniki Światowego Sondażu Gallupa przeprowadzonego w latach 2006 – 2008 na próbie 234 917 osób reprezentujących 120 państw. Wyniki otrzymane przez jej zespół wskazują, że niezależnie od regionu, pochodzenia i posiadanych dochodów, samopoczucie badanych było lepsze, gdy przeznaczali swoje pieniądze na potrzeby innych, a nie zaś na własne.

Choć nie wydaje się to oczywiste, radość z otrzymanego prezentu może łatwo zastąpić przykrość, jeśli podarunek przewyższa możliwości finansowe osoby obdarowanej. Efekt ten wynika m.in. z silnie zakorzenionej w życiu społecznym reguły wzajemności. W sytuacji, gdy otrzymujemy zbyt drogi podarunek odczuwamy dyskomfort i napięcie związane z kulturową zasadą odwdzięczenia się ofiarodawcy równie wartościowym prezentem. Pojawia się poczucie winy i uczucie przykrości wynikające z faktu, że nie stać nas na równie drogi dar.

Nietrafiony prezent wyzwala innego rodzaju reakcje i wiąże się przede wszystkim z ujawnionym lub zatajonym niezadowoleniem. Do pewnego wieku najmłodsi odbiorcy prezentów świątecznych, nie kryją się z wyrażaniem emocji i opinii, gdy podarunki nie spełniają ich oczekiwań lub są zupełnie inne niż te opisane w liście do Świętego Mikołaja. Z czasem jednak dzieci przyswajają zasady życia społecznego w tym zakresie i uczą się ukrywania uczucia zawodu lub niechęci. To na ile dorośli decydują się na ujawnienie prawdziwych uczuć w sytuacji otrzymywania niechcianego prezentu, zależy od rodzaju relacji z ofiarodawcą.

Najtrudniej tego rodzaju sytuacje znoszą osoby, które łączy silna więź oraz przekonanie o znajomości gustów np. matki i córki. Rozczarowanie spotyka zarówno matki, które są pewne swoich wyborów gwiazdkowych dotyczących np. odzieży, biżuterii dla córek, jak i córki, które były pewne, że ich podarunki z pewnością ucieszą mamy. Złotym środkiem pomiędzy bezpośrednią krytyką nietrafionego prezentu, a radością pokrywającą niezadowolenie jest dyplomacja. Warto zadbać o to, aby pozostać w zgodzie z własnymi odczuciami, a jednocześnie wyrażać je z szacunkiem wobec dobrych chęci i intencji ofiarodawcy. Zawsze warto dziękować, jak również nadmienić, że w razie czego, następnym razem, służymy pomocą w zakresie wyboru wymarzonego prezentu.

W przypadku problemów z podjęciem decyzji odnośnie prezentu świątecznego, wybierzmy to, co najlepiej wyraża naszą miłość do drugiej osoby. Postarajmy się ofiarować innym ciepło, bliskość, zrozumienie i akceptację – tego rodzaju prezenty nigdy nie wychodzą z mody, pasują do każdego. Okazujmy sobie miłość, nie tylko na Święta ale każdego dnia.

Dr Ewa Jarczewska-Gerc zajmuje się psychologią motywacji, efektywnością i wytrwałością w działaniu oraz symulacjami mentalnymi (materiały prasowe Uniwersytet SWPS).