fbpx

Popatrz jacy ludzie są różni

Popatrz jacy ludzie są różni
fotochannels.com

Seksualność jest wartością, źródłem szczęścia i radości, prawem każdego człowieka. Powinniśmy jednak uczyć wyznaczania jej granic. Bo, niestety, tam, gdzie realizują się pragnienia seksualne jednego człowieka, może dziać się krzywda drugiemu – mówi seksuolożka i psychoterapeutka Maria Beisert.

Teoretycznie wiemy, że dzieci trzeba uświadamiać, ale w praktyce kompletnie nam to nie wychodzi. Dlaczego?
– Prawdopodobnie dlatego, że traktujemy wychowanie seksualne jako coś osobnego. Tymczasem to nie jest oddzielny proces, to po prostu część wychowania w ogóle, a ja bym powiedziała nawet, że część rozwoju człowieka i naszego życia.

Od kiedy zaczynać?
– Tak jak nie da się określić punktu startowego wychowania, tak nie można określić początku wychowania seksualnego.

Znam rodziców, którzy niczego przed dziećmi nie ukrywają, także własnej nagości. To dobrze?
– Są różne na ten temat poglądy i wynikające stąd sposoby wychowania, w sumie pewnie z osiem umownych kategorii. Pani znajomi zaliczyliby się do zwolenników permisywnego sposobu wychowania. Polega on na tym, że dziecko jest dość blisko dopuszczane do intymności innych ludzi i z tych obserwacji tworzy sobie obraz seksualności człowieka. Pozytywem jest tu to, że dziecko dosyć wcześnie i swobodnie porusza się po zagadnieniach seksualnych, ponieważ nie napotyka żadnych przeszkód. Ma możliwość komunikowania się na te tematy z dorosłymi, wychowuje się w atmosferze, gdzie seks jest czymś dobrym, naturalnym i przynależnym każdemu człowiekowi. Uczy się seksualności mamy, babci, taty. Po stronie wad natomiast są mało wyraźne granice stawiane dziecku, co powoduje, że ma mało informacji, dokąd mu wolno dojść, albo nie ma ich wcale, bo rodzice uważają, że jego ciekawość jest wielką wartością, którą należy promować. W konsekwencji dziecko nie bardzo wie, gdzie zaczyna się obszar, na który nie powinno się wkraczać. To jest bardzo groźne na przyszłość.

Dlaczego?
– Dlatego że dziecko może samo przekraczać cudze granice, niechcący, bez złej woli. Problem polega na tym, że czyjeś ciało to prywatna własność i żeby je eksplorować, trzeba mieć pozwolenie. Wszystkie kultury podkreślają, że istnieją części ciała powszechnie dostępne dużej grupie osób i takie, które są dostępne wyłącznie partnerowi. Jeśli dziecko przekracza wyznaczone w danej kulturze granice, rodzice mówią „stop”.

Powinni wyjaśnić, dlaczego nie wolno?
– Dziecku w wieku dwóch lat mówią tylko „stop”. Pięcioletniemu – że niektórych części ciała nie wszyscy mogą dotykać. Nastolatkowi natomiast należy się dokładniejsze wyjaśnienie, że tylko w intymnym kontakcie można mieć do tych obszarów dostęp. Konsekwencją pozwalania dzieciom na wszystko jest to, co słyszę potem od dorosłych pacjentów. Na przykład: „Człowiek powinien być otwarty, ale blokują go bariery kulturowe zabraniające uprawiania seksu z dziećmi czy ze zwierzętami”. W takim dorosłym słyszę dziecko, które w wieku pięciu lat było zachęcane do eksperymentów z przekraczaniem granicy intymności, któremu nie udzielano wskazówek, co wolno.

Te eksperymenty za wcześnie rozbudzają seksualnie?
– Dzieci doświadczają pobudzenia seksualnego i jeżeli dzieje się tak na skutek czynności, które mieszczą się w normie, wszystko jest w porządku. Jednak w środowiskach, gdzie dopuszcza się je do obserwacji organów płciowych dorosłych i eksperymentów z ich ciałem, dzieci uzyskują pobudzenie seksualne drogą, która uczy, że nie ma reguł, że każdy typ, każde źródło i każdy obiekt pobudzenia są dobre. Wychowanie przyzwalające na wszystko wyrządza podwójną krzywdę – dziecku i otoczeniu, które potem będzie musiało sobie z nim radzić.

U nas dominuje jednak opresyjne wychowanie seksualne. Jakie mogą być z kolei konsekwencje tego modelu?
– To, że seks obciążony zostaje lękiem, wstydem, gniewem, czyli wszystkim tym, co kojarzy się z przykrymi przeżyciami, co jest negatywnie wartościowane, brzydkie, brudne oraz co jest dozwolone tylko w celu prokreacyjnym.

Dlaczego w Polsce wychowanie seksualne budzi tyle emocji?
– Po pierwsze dlatego, że duży wpływ na wychowanie w ogóle ma jedna religia, która w dodatku traktuje seksualność jako coś nieczystego. Po drugie – bo istnieje wzorzec matki Polki, który kładzie akcent tylko na jeden aspekt płciowości, czyli na bycie matką, tak jakby matką zostawało się dzięki bocianom, a nie seksualności. Tymczasem należy podkreślać, że seksualność człowieka jest wartością, źródłem szczęścia i radości, jest atrybutem i prawem każdego człowieka. Powinniśmy też uczyć granic poznawania seksualności naszej i innych ludzi. Bo, niestety, tam, gdzie realizują się pragnienia seksualne jednego człowieka, może dziać się krzywda drugiemu.

Jakie to granice?
– Po pierwsze, seksualność powinna być realizowana, niezależnie od wieku, bez przemocy, manipulacji, przymusu. Brak przyzwolenia nie może mieć miejsca, bo to jest sprzeczne z istotą seksualności. Po drugie, formy, za pomocą których ludzie chcieliby realizować swoją seksualność, powinny być wzajemnie akceptowane i uzgodnione. Po trzecie, nie mogą szkodzić zdrowiu. A po czwarte, realizując naszą seksualność, nie możemy nią atakować innych. I to jest w sumie proste.

Ważne są pewnie nie tylko wskazówki, ale i własny przykład.
– Nie łudźmy się, że uda się nam wychować dzieci, dając im spójne wskazówki. Rodzice najczęściej wiedzą, że dziecku należy się informacja dotycząca sfery seksualności, więc siadają z nim do rozmowy, oddychając głęboko, jakby zamierzali skoczyć do wody. I dziecko to widzi. Więc z jednej strony otrzymuje komunikat, że należy mu się informacja, ale z drugiej – jakiż to ciężki obowiązek.

 

Lepiej się przyznać przed dzieckiem, że mamy z tym problem?
– Oczywiście. Lepiej powiedzieć: „Porozmawiajmy, ale weź pod uwagę, że to dla mnie trudne, że robię mnóstwo błędów, choć się staram”.

Kiedy rodzice zabierają się do tej najważniejszej rozmowy z nastolatkiem, on na ogół macha ręką: „Nie wygłupiajcie się, ja to wszystko już wiem”.
 – Otóż to. Nadal pokutuje w rodzicach przekonanie, że trzeba odbyć tę jedną rozmowę, która nagle ustawi dziecko na całe życie. Nieprawda! Z dzieckiem trzeba rozmawiać od małego. I jeśli trzyletni Jaś pyta, czemu mama nie ma siusiaka, to mama powinna odpowiedzieć: „Dlatego że mam coś zupełnie innego – cipkę, którą mają tylko dziewczynki, bo ja jestem kobietą”. Takie rozmowy sprawiają, że nie będzie potrzebna ta przełomowa z nastolatkiem.

A co robić, jeśli dziecko nie pyta?
– Na ogół pyta, tylko jesteśmy głusi na jego pytania, skutecznie do ich zadawania zniechęcamy albo nie ma nas pod ręką. Oczywiście są dzieci, które w mniejszym stopniu są zainteresowane sferą seksualną. Ale bardzo ważne jest wychwytywanie pytań, bo dziecko nie mówi przecież: „Proszę o uświadomienie”. Raczej powie: „Czy ty wiesz, że ja czasami mam siusiaka, a czasami kijek?”. Mama, która nie ucieka od tematu, odpowie: „Jaki kijek, to nadal twój siusiak, tylko raz może być miękki, a raz twardy”. Czasem trzeba też pewne informacje podać, nie czekając na pytania. Czekanie jest niedobrą strategią. Dziecko musi być przygotowane do tego, że jego seksualność może być wykorzystywana, powinno wiedzieć, jak się obronić. Nie możemy czekać, aż zapyta, czy to dobrze, że ktoś dotykał jego narządów płciowych.

Do jakiego stopnia wtajemniczać dzieci w nasze intymne kontakty?
– Aktywność rodziców na tym polu to nie jest mecz piłki nożnej, który bez kibiców się nie może obejść. Wręcz przeciwnie – to aktywność z reguły dwuosobowa. Nic w tym więc dziwnego, że i rodzice chcą przeżywać swoją intymność we dwoje, wykluczając nawet tych, których kochają, czyli dzieci.

Dziecko wchodzi do sypialni w trakcie aktu seksualnego. Jak reagować?
– Zależy, ile ma lat i co widzi. Badania mówią, że reakcja dziecka na seks rodziców zależy od tego, jakie kontakty obserwuje ono między nimi w dzień i co słyszy na temat seksu. Bo jeżeli matka mówi o seksie jako o „świństwie, za które idzie się do piekła”, to córka, która przyłapie matkę na uprawianiu seksu, jest zszokowana i zrozpaczona, że jej mamusia pójdzie do piekła. Przerabiałam to kilka razy jako terapeutka. To wymaga poważnej rozmowy z dzieckiem – że rodzice są dorośli i sposób, w jaki okazują sobie uczucia, jest czasami inny niż u dzieci i obcych ludzi. Jeszcze większe konsekwencje może ponieść dziecko, które w dzień obserwuje między rodzicami przemoc, wrogość, poniżanie, a w nocy zobaczy kontakt seksualny. Seks może kojarzyć mu się z kontynuacją przemocy („znowu ją bije”), co może być fatalne w skutkach.

To znaczy?
– W przyszłości dziewczynka może podjąć decyzję: nigdy nie pozwolę się nikomu dotknąć, jak najdalej od mężczyzn albo: trzeba mamie pomóc. I na przykład ucieka w chorobę, wymyśla różne strategie po to, żeby odciągnąć ją od ojca. Pracuję z 42-letnim mężczyzną, któremu rodzice mówili o prymitywizmie ludzi zajmujących się seksem. I kiedy miał 14 lat, urodził mu się brat. Tłumaczył to sobie w ten sposób, że rodzice upadli z jego powodu. Nie widział ich w trakcie aktu, słyszał tylko, jaki jest ich stosunek do seksu, i jako dorosły zapłacił za tę indoktrynację wysoką cenę – ma problem w kontaktach z kobietami.
 
Z tego, co pani mówi, wynika, że powinno się zacząć od uświadomienia dorosłych.
– Edukować powinno się także rodziców, nauczycieli, księży, babcie, dziadków. Na różnych etapach rozwoju człowiek opiera się na innych źródłach. Dla małego dziecka jedynym źródłem informacji na temat seksu są rodzice, a zwłaszcza matka. Jej seksualność jest komunikowana już noworodkowi. Potem edukatorami są panie w przedszkolu, książeczki (bajka, w której mama kołysze dziecko, a tata jest zasłonięty gazetą, to także lekcja wychowania seksualnego). W szkole dochodzą inne źródła informacji: nauczyciele, rówieśnicy, liderzy grup, media, Internet.
 
Kto ma tych ludzi uczyć?
– Edukatorzy seksualni. Są na szczęście miejsca, gdzie można specjalizować się w tym kierunku, na przykład Podyplomowe Studium Pomocy Psychologicznej w Dziedzinie Seksuologii działające przy Instytucie Psychologii UAM w Poznaniu, gdzie przygotowujemy do pracy klinicznej z pacjentami, ale także z rodzicami, dziećmi. Uczymy, jak pomóc konkretnej osobie, kładziemy nacisk na rozwiązywanie konkretnych problemów seksuologicznych.

Co według pani znaczy: dobrze przygotować dzieci do życia seksualnego?
– Przygotować je do różnorodności, do wyboru. Popatrz, ciocia Basia uważa, że nie wolno mówić, że jest w ciąży, bo taka jest ciocia Basia. A ciocia Zosia składa raporty trzy razy dziennie. Popatrz, jacy ludzie są różni. Na religii siostra mówi, że współżycie przed ślubem jest grzechem, a twoja babcia urodziła mnie, zanim wyszła za mąż za dziadka. Jedni mają taki system wartości, inni siaki, ciebie będzie czekał wybór. To, co mówię, jest jednym z poglądów, bo oczywiście można powiedzieć: „istnieje jeden jedyny słuszny”. Ja wolę patrzeć na świat jak na propozycję różnorodności. I z niej czerpać siłę.