fbpx

Mit idealnej matki: jaka naprawdę chcesz być?

Mit idealnej matki: jaka naprawdę chcesz być?
fot.123rf

Jest oazą spokoju, zawsze zrelaksowana. Albo wręcz przeciwnie – aktywna,
trenuje judo i jeździ na rowerze. Od dzisiaj strąć idealną z piedestału i zajmij jej miejsce. Dla twojego dziecka nie ma lepszej matki od ciebie.

A. jest świetną matką. To prawdziwy wzór – myślisz sobie, patrząc na stos prania lub słoiczek dla niemowląt z marketu. Nic dziwnego, widzisz zadbaną kobietę, która (zdaje się, że bez trudu) ogarnia dwójkę małych dzieci, sama gotuje dla całej rodziny i jeszcze godzi to wszystko z pracą – oczywiście zdalną, żeby nie musiała oddawać swojej najmłodszej Zosi pod opiekę „obcych”. A ty? Czujesz, jak w gardle rośnie ci gula, a żołądek przepełnia poczucie winy. Obiecujesz sobie, że choćbyś miała nie spać (już nigdy), też taka będziesz. Idealna.

Wieszasz na kołku swoje buty do biegania i rolki, a zamiast tego czym prędzej zabierasz się do lektury nowego poradnika – o wychowaniu w zgodzie z naturalnym rytmem. Spokój, struktura, harmonia. Od dziś tylko tak. – W końcu mam dziecko – myślisz sobie – pora dorosnąć.

Frustracja i złość

Parę miesięcy temu Z. urodziła pierwsze dziecko. Upragnione i wyczekane. Bardzo się przygotowywała przez całą ciążę do roli matki idealnej. Obserwowała swoje koleżanki i dokładnie wiedziała, które cechy od każdej z nich zamierza sobie wypożyczyć. Ba! Zaszczepić, bo przecież to totalna życiowa zmiana, a nie udawanie przez pięć minut. I tak też zrobiła.

Postawiła na model żony idealnej – opieka nad dzieckiem, błyszczący dom, samodzielność. Po co jej pomoc? Ona nie ogarnie? Phi! I nawet całkiem dobrze jej szło… przez jakiś czas. Ale po paru miesiącach zarywania nocy obudziła się w niej inna osoba. Zupełnie nieperfekcyjna, zmęczona, niezadowolona z życia i zła. Zła na wszystko i o wszystko. – To minie – myślała – muszę tylko odpocząć. I kładła się wcześniej (jeśli tylko dziecko pozwoliło), żeby rano obudzić się znów jako „matka, której wszyscy zazdroszczą”.

Nie pomagało. Może działało przez chwilę, ale Pani Zła zawsze wracała. W końcu zamieniła się w Panią Zrezygnowaną i tak już zostało. Pani Zrezygnowana w nosie miała Z. i jej marzenia. Nie chciała już zmywać, piec babeczek i biegać z dzieckiem po mieście na spotkania mam i warsztaty z gugania. Pewnego dnia mąż spytał zrozpaczony: – Co się z tobą stało? Przecież na początku wszystko ogarniałaś? A ona nic nie mogła na to poradzić i coraz mocniej oddawała w ręce stery Złej i Zrezygnowanej.

To nie tak miało być

Jak to? To nie może spotykać ciebie. Przecież miałaś wszystko zaplanowane – a przynajmniej tak ci się wydawało. Wiedziałaś dokładnie, jaka chcesz być. Właśnie, ale czy przypadkiem nie chciałaś być kimś innym niż jesteś? Kimś o zupełnie innym charakterze, priorytetach i życiu?

– Może coś ze mną jest nie tak? – pytasz samą siebie przed lustrem. A może po prostu daj sobie szansę, bo bycie mamą to nie odgrywanie roli Pani Idealnej, tej innej. To dawanie dziecku tego, co najlepsze. Najlepsze twoim zdaniem i tego, co ty potrafisz najlepiej.

Zamiast uganiać się za kreacją matki zbudowanej z wyobrażeń, wpisującej się we wszystkie wymagania twoich bliskich, koleżanek i tej, która będzie obiektem ogólnej zazdrości, dogoń samą siebie. Nigdy nie jest za późno.

Wykorzystaj swoje zasoby

Twoje i tylko twoje. Buduj z tego, co masz, zamiast marzyć o nieosiągalnym i niepasującym do ciebie sobowtórze. Nie musisz uprawiać medytacji, jeśli nie umiesz usiedzieć na kanapie pięciu minut. A twoje dziecko? Jakie ma cechy? Chętnie leży na trawie i patrzy w niebo czy wolałoby w tym czasie przebiec mały maraton? Już widzisz? Rodzicielstwo z metką „oaza spokoju” to nie wasza bajka. Wasze szczęście jest zupełnie gdzie indziej. Wystarczy, że po nie sięgniesz. Zamienisz znienawidzone spacery po parku na wymarzoną wyprawę w góry albo rolki. Godziny przepłakane nad mikserem i domowymi przecierami dla niemowląt – na gotowy słoik i więcej czasu, żeby iść na basen.

Albo zupełnie na odwrót. Chcesz być matką świetną, kompanką do wszystkiego. Zaciskasz zęby i chodzisz na ten pilates dla dzieciatych, choć najchętniej poleżałabyś na dywanie z dzieckiem i książką w ręce albo coś razem z nim porysowała. Dlaczego tego nie robisz?

Nikt z nas nie jest wszechmocny. Jeśli myślisz, że inna jest lepsza – zapytaj siebie: dla kogo lepsza? Czy twoje dziecko i ty będziecie szczęśliwsi, gdy staniesz się nią? Włożysz jej buty? Przecież życie ma tyle barw.

Nieustannie porównujemy się z innymi matkami i pewnie nigdy nie przestaniemy tego robić. W końcu chcemy dla naszych dzieci tego, co najlepsze. Chcemy dać im wszystko. I matkę szaloną, która nauczy się jeździć na deskorolce, i tę ciepłą, która zarwie noc, piekąc tort na urodziny. Ale w życiu już tak jest, że wszystkiego mieć się nie da. Warto czasem rzucić innej wyzwanie – spróbować pokonać jej odbicie w lustrze, a potem powiedzieć: Widzisz, ja też to potrafię, ale w ogóle to do mnie nie pasuje – i szybciutko wrócić do siebie samej. Bo nie można budzić się i zasypiać codziennie z wyzwaniem ponad nasze siły na barkach. Trudno jest znaleźć szczęście, jeśli szuka się go w krainie o nazwie Frustracja.

Bądźcie sobą.

Małgorzata Ohme psycholog dziecięcy i rodzinny, założycielka portalu dla kobiet ohme.pl

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze