fbpx

Na czym polega mądre wychowanie?

Na czym polega mądre wychowanie?
fot.123rf

Nie chodzi o to, by dać dziecku to, czego sami nie dostaliśmy. Ani o to, by chronić przed złem całego świata. To o co chodzi w rodzicielstwie? Wyjaśnia psycholog dr Magdalena Śniegulka.
Coraz więcej par odkłada na później decyzję o powiększeniu rodziny. Chcą skupić się na rozwoju zawodowym, życiowych przyjemnościach. Mówią: „To nie jest dobry czas na dziecko”, ale czy kiedykolwiek będzie?

Nigdy nie ma dobrego momentu na dziecko. Ale też pary, o których pani mówi, nie stanowią większości. Nadal jest sporo osób, które zostają rodzicami stosunkowo wcześnie, tak jak zrobili to ich rodzice i rodzice ich rodziców. Na pewno coraz więcej wiemy o dzieciach i dzieciństwie oraz potrzebach tego okresu. I jest w nas większa gotowość na zaspokajanie tych potrzeb. A to może być trudnym, obciążającym wyzwaniem. Poza tym nasze społeczeństwo staje się coraz bogatsze, a w związku z tym poszerza się oferta skierowana do osób, które chcą, jak to się mówi, korzystać z życia.

Powiedzmy, że jestem młodą kobietą na progu dorosłego życia. Zwykle jeszcze na tzw. dorobku, nie na wszystko mogącą sobie pozwolić. I stoję przed dylematem: czy decydować się na dziecko, które nie tylko zahamuje mój awans zawodowy, ale też któremu nie będę mogła zapewnić tego, co chciałabym? A chciałabym wiele. Dlaczego? Bo jako dziecko łaknęłam dóbr, które nie były dostępne i teraz chciałabym to wynagrodzić mojemu dziecku. Tylko, że ono do szczęścia nie potrzebuje aż tylu rzeczy. Tak naprawdę ono potrzebuje głównie mnie.

Stąd przekonanie, że nie mogę sobie pozwolić na dziecko, dopóki nie będę mogła zapewnić mu dostatniego życia?

Właśnie. Odstraszająca może być także świadomość tego, że dziecko potrzebuje uwagi. Jeśli jesteśmy na fali wznoszącej, zadowoleni ze swojego życia, to może nam być bardzo trudno to przerwać i poświęcić się dla dziecka.

Czy tacy „spóźnieni” rodzice będą mieli potem inne podejście do wychowania niż ci, którzy nie zwlekali i zrobili to „na spontanie”?

Na pewno, ale ja bym wolała unikać wartościowania. Jest wiele czynników, które wpływają na to, jakimi będziemy rodzicami. Znam wiele badań na temat tego, jaki wpływ na przyszłe życie ma to, czy byliśmy jedynakami czy też pierwszym lub drugim z rodzeństwa. Wiele z nich wykazuje, że tak naprawdę kluczowa jest dojrzałość rodziców. Wtedy zarówno bycie jedynakiem, jak i piątym dzieckiem z rzędu jest zasobem, nie ograniczeniem. Dojrzałość to podstawa i nie zależy ona od wieku czy tego, na jakim etapie życia jesteśmy. Dojrzałość ułatwia zachowanie dystansu i wyhamowanie ciągot do bycia rodzicem idealnym. Dojrzałość daje wolność i zrozumienie, że naprawdę nie muszę aż tak wiele, jak mi się wydaje.

To, co jest niepokojące, to sytuacja, w której mamy dziecko, czas i pieniądze, żeby je wychować, ale jednocześnie jest w nas wiele niepewności i lęku, więc skupiamy się na usuwaniu wszelkich niedogodności i przeszkód spod nóg dziecka. Wydaje nam się, że zawsze musimy być w stanie pełnej gotowości, że musimy być gwarantem szczęśliwego dzieciństwa. To może być potwornie męczące i dla rodzica, i dla dziecka. Nie na tym polega nasza rola.

A na czym polega?

Zadaniem rodzica jest wychować samodzielną, niezależną jednostkę. Taką, która poradzi sobie w świecie. Bo przecież nie wiemy, jak długo będzie nam dane uczestniczyć w życiu dziecka, czy nas nie zabraknie, a może samo wcześnie wyjdzie z domu. Dlatego od momentu porodu powinniśmy pamiętać, że dziecko nie jest naszą własnością, lecz osobnym bytem. To bardzo trudne zadanie, ale daje też rodzicowi wolność i poczucie „ja też jestem ważny”. Jednak to się nie uda bez akceptacji siebie.

Jakie sprawy trzeba w sobie „pozałatwiać”, żeby przygotować się dobrze do roli rodzica?

Pojawienie się dziecka to dobry moment, żeby zastanowić się nad tym, jaką jestem osobą, jakie rzeczy są dla mnie ważne, jakie wartości. Czego będę uczyć moje dziecko? Jak będę je wprowadzać w świat? Ile siły mam w sobie, żeby z tym światem się zmierzyć? Co w ogóle sądzę o świecie?

Ważne jest też to, jaki mamy stosunek do własnego dzieciństwa. Czasem obserwuję pewną postawę u dorosłych, którą można wyrazić słowami: „Taka jestem, bo takich miałam rodziców”. Tak może powiedzieć dziecko, dorosły powinien już rozumieć pewne mechanizmy i mówić raczej na przykład: „Jest mi trudno wyrażać emocje, ale mogę się tego nauczyć”. Miejmy świadomość, że jakkolwiek nasi rodzice nie byli wolni od błędów, to jednak chcieli dla nas dobrze. Bardzo rzadko spotyka się rodzica, który robi dziecku celowo krzywdę, większość chce jak najlepiej. Jedni myślą, że najlepiej to znaczy wyznaczać granice, inni, że należy być przyjacielem, a jeszcze inni, że trzymać dzieci na dystans. Która metoda jest najlepsza? To zależy od dziecka. Bo nasze dziecko to nie my. System wychowawczy, który byłby najlepszy dla nas, jemu może nie posłużyć. Niektóre dzieci są łatwe i przyjemne, uśmiechają się od małego, bardzo szybko odnajdują się w kontekście społecznym, internalizują normy i zasady, są wrażliwe… Inne potrzebują dużo czasu, żeby się tego nauczyć, a na dodatek mają taki temperament, że reagują złością w sytuacjach dla nas neutralnych. Każde z tych dzieci potrzebuje zupełnie innego wzmocnienia, ale każde potrzebuje też akceptacji.

Wielu rodziców jest przekonanych, że dzieci same sobie nie poradzą bez ich ciągłego wsparcia.

Chciałabym, żeby współcześni rodzice pozbyli się tej napinki. Żeby potrafili zobaczyć w sobie zasoby, które będą stanowiły dla dziecka oparcie. Żeby byli też gotowi dziecko pooglądać. Nie kierować nim, nie sugerować mu dróg, tylko wspierać w kroczeniu tymi, które samo wybierze. I pozwólmy dziecku być dzieckiem, pozwólmy mu „marnować” czas. Rodzice, którzy boją się, że dziecko sobie nie poradzi, zwykle nie dają mu żadnych możliwości, żeby się nauczyło dawać sobie radę. Bo jak się uczymy najlepiej? Na własnych błędach!

Jakie są największe wyzwania dla współczesnego rodzicielstwa? Media? Świat wirtualny?

Myślę, że w każde rodzicielstwo jest wpisane zadanie zmierzenia się z postępem cywilizacyjnym, odnalezienia się w nowym świecie, by potem przeprowadzić przez niego nasze dziecko. Wyjątkowe dla naszych czasów jest to, że młodsze pokolenia są bardziej kompetentne i uzdolnione w kwestii nowych technologii. Dlatego największym wyzwaniem współczesnych rodziców jest umieć słuchać dziecka i przyznać, że w pewnych sprawach to ono jest ekspertem. I nie przesadzajmy z czarnym PR-em. Dostępność Internetu ma wiele pozytywnych aspektów – obecnie można w nim znaleźć w sekundę informację na każdy temat, kiedyś dostęp do takiej wiedzy był utrudniony. Przy umiejętnym pokierowaniu Internet może zachęcić nasze dzieci do pogłębiania wiedzy. Dlatego nie narzekajmy na wirtualny świat, bo nie ma co stawać w poprzek postępowi. Jeszcze sto lat temu wprowadzenie elektryczności uznawano za straszne zagrożenie.

Są rodzice, którzy jednak starają się stawać w poprzek.

Ale wtedy wychowują swoje dzieci pod kloszem, z dala od realnego świata, tak jakby Internet, telewizja i gry nie istniały. Przecież wszyscy żyjemy w jakiejś społeczności, nie jesteśmy samotną wyspą. Jeśli dziecko w domu nie styka się z grami czy światem wirtualnym, większego szoku poznawczego dozna, gdy dorośnie i dopiero wtedy pozna zakazany owoc. Poza tym poczuje się wykluczone, jeśli w szkole co chwila będzie słyszało o nowych grach czy filmach. Zrobimy mu większą przysługę, jeśli nauczymy korzystać z nowych technologii w sposób krytyczny. Sama znam kilkulatki, które oglądają reklamy i mówią: „Ale bzdury chcą nam wcisnąć”.

W jakim stopniu dzieci świadczą o nas? A w jakim tylko o sobie?

To strasznie trudne pytanie. Bo dzieci są różne, po prostu. Jedne są ciche, dobre, wrażliwe i utalentowane, inne trudne, wybuchowe, powolniejsze. Z tych pierwszych łatwo być dumnym i przyjemnie jest podbijać sobie samopoczucie myślą, że to dzięki nam taki fajny egzemplarz dostał świat. Ale są też sytuacje, w których trudno być dumnym ze swojego dziecko. Zwłaszcza jeśli ma jakieś dysfunkcje, np. ADHD czy kłopot z przystosowaniem się do pewnych form. Znam rodziców, i bardzo ich za to podziwiam, którzy są niezwykle dumni z wysiłku, jakie ich dziecko wkłada w to, by sobie poradzić z tymi dysfunkcjami. Prawda jest taka, że dzieci prócz nas wychowuje świat. Oczywiście rola rodzica jest nieoceniona, ale to, kim się staje dziecko, to już wyłącznie jego zasługa. Na pewno możemy być dumni z tego, że na różnych etapach jesteśmy z dzieckiem i pokazujemy mu pewne narzędzia, a ono korzysta z nich w dobry lub mniej mądry sposób. Myślę, że można być też dumnym z tego, że dziecko nie jest mną, że jest inne, samodzielne.

Dr Magdalena Śniegulska psycholog, dydaktyk ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>