1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Odważna konfrontacja i szczere do bólu rozmowy - recepta na szczęśliwy związek

Odważna konfrontacja i szczere do bólu rozmowy - recepta na szczęśliwy związek

Szczera konfrontacja pozwala na ciągłe wzajemne podążanie za sobą. Na prawdziwe bycie razem. (Fot. iStock)
Szczera konfrontacja pozwala na ciągłe wzajemne podążanie za sobą. Na prawdziwe bycie razem. (Fot. iStock)
Jesteśmy ze sobą, ale tak naprawdę obok siebie. Nie znamy się. Tak się dzieje, gdy powstrzymujemy się przed wygłaszaniem odmiennych poglądów i wyrażaniem trudnych uczuć. Jaka jest recepta na szczęśliwy związek amerykańskiego psychoterapeuty Johna M. Gottmana? Odważna konfrontacja i szczere do bólu rozmowy – mimo oporu i lęku. 

Przez lata nie potrafimy powiedzieć partnerowi, że źle się czujemy z tym, że mało zarabia i nie jest ambitny. Mamy trudność z poproszeniem go o częstsze przytulanie. Nie przyznajemy się do zazdrości, niepewności, do tęsknoty o ognistym seksie. Unikamy konfrontacji. Uciekamy od rozmowy, bo na horyzoncie pojawia się różnica zdań, jeden z wielu tematów tabu, potrzeba wyrażenia żalu, złości, lęku, bólu. A nawet jeśli coś mówimy, poziom szczerości komunikacji sięga zera. Nie opowiadamy o swoich marzeniach. O tym, że chcemy żyć inaczej. Godzimy się na bylejakość.

Tymczasem badania Johna M. Gottmana, profesora psychologii na Uniwersytecie Waszyngtońskim, współtwórcy i koordynatora Instytutu Rodzinnego w Seattle, dowodzą, że związki ludzi, którzy mają wobec partnera i siebie większe oczekiwania są szczęśliwsze i bardziej trwałe. A szczera konfrontacja pozwala na ciągłe wzajemne podążanie za sobą. Na prawdziwe bycie razem.

Wykrywacz problemów w związku

Profesor Gottman opracował kwestionariusz, który wykrywa zagrożenia w związku. Zdania w nim zawarte są jak zapalające się lampki alarmowe, które ostrzegają: uwaga, oddalacie się od siebie, brak wam kontaktu, pod wierzchnią warstwą życia kryją się nierozwiązane konflikty. Przeczytaj je i przekonaj się, czy nadszedł czas na konfrontację.

Jeżeli zgodzisz się z więcej niż czterema stwierdzeniami, w ciągu najbliższych dni koniecznie porozmawiaj z partnerem o problemie, którego z całych sił unikasz. Zastanów się, czy ostatnio:

  •  jesteś bardziej rozdrażniona,
  •  zachowujesz emocjonalny dystans w stosunku do partnera,
  •  panuje między wami duże napięcie,
  •  często chciałabyś być gdzie indziej,
  •  czujesz się osamotniona,
  •  twój partner nie okazuje ci uczuć,
  •  jesteś na niego zła,
  •  trudno się wam porozumieć,
  •  stres, który przeżywacie, ma na was zbyt niszczący wpływ,
  •  odczuwasz coraz większy brak bliskości,
  •  potrzebujesz pobyć w samotności,
  •  twój partner jest stale zdenerwowany, spięty,
  •  wyczuwasz u partnera duży dystans emocjonalny,
  •  czujesz, że nie myśli o tobie,
  •  twój partner zachowuje się, jakby był na ciebie o coś zły,
  •  on często chce być sam,
  •  czujesz dojmującą potrzebę szczerej rozmowy,
  •  nie jesteście w stanie się dogadać,
  •  kłócicie się częściej niż zwykle,
  •  małe problemy urastają do wielkich,
  •  ranicie swoje uczucia,
  •  w waszym życiu jest mało radości i zabawy.

Skutki machnięcia ręką

Dlaczego nie wolno ignorować czy umniejszać znaczenia problemów, niewypowiedzianych pragnień, różnic? John Gottman twierdzi, że brak konfrontacji naraża związek na bardzo poważne niebezpieczeństwo: emocjonalny dystans, który powoduje, że partnerzy nie mają szansy naprawdę się poznać. Nie dzielą się swoimi rozczarowaniami i niespełnionymi potrzebami. W konsekwencji często rozwijają swoje życie wewnętrzne w tajemnicy przed drugą osobą, teoretycznie najbliższą. W związku pojawia się wówczas większe ryzyko zdrady. Pokusa staje się duża, zwłaszcza jeśli zjawi się ktoś, z kim można podzielić się tym „tajemniczym ogrodem”.

Tak „zdystansowane” pary bardzo szybko oddalają się też od siebie, kiedy ich związek dotyka kryzys. Bo nie mają wzorca wspólnego radzenia sobie z uczuciami smutku, gniewu czy żalu, nie potrafią się na sobie oprzeć, gdy wydarza się coś trudnego – choroba, śmierć w rodzinie, utrata pracy, problemy finansowe. Wtedy zaczynają żyć oddzielnym życiem i czują się samotni. Ich związek staje się pusty. Nie czują radości z bycia razem, spełnienia, poczucia bezpieczeństwa i po prostu – bliskości.

 

Nauka szczerości

W jaki sposób konfrontować się konstruktywnie? Jak zachować duchową więź i uniknąć życia w relacji zbyt płytkiej? Zbliżyć się do siebie! I tu warto zapamiętać pewną zależność: zbliżymy się do siebie, jeśli się poznamy, poznamy się, jeśli się odkryjemy, a odkryjemy, gdy przestaniemy się bać konfrontacji. Proste? Czemu więc mamy z tym problem? Bo boimy się emocji. Niby własnych, ale tak naprawdę nam nieznanych. A te wypływają na powierzchnię właśnie wtedy, gdy konfrontujemy się z partnerem w ważnej dla nas sprawie. Zwłaszcza jeśli w dzieciństwie nauczyliśmy się je ignorować. Niektóre z nich zostały tak wyparte, że nie mamy z nimi kontaktu i w konsekwencji nie umiemy przekazać ich światu. Nie potrafimy powiedzieć, co czujemy, ani wczuć się w położenie drugiej strony. Może zabraniano nam się złościć, nasz smutek nie spotykał się ze zrozumieniem albo słabość nie była wspierana. Teraz, stojąc przed partnerem, mamy trudności z powiedzeniem, czego pragniemy. Nie jest więc możliwe twórcze rozwiązywanie konfliktów. Jak sobie pomóc? Nie skupiać się na reakcji partnera, nie podsycać energii walki i niechęci, tylko zwrócić się ku wnętrzu. Pomogą w tym ćwiczenia.

Ćwiczenie 1: Określanie własnych uczuć

Gdy chcesz powiedzieć partnerowi coś ważnego, a:
  • serce zaczyna bić ci szybciej,
  • oddech ulega spłyceniu,
  • emocje utrudniają myślenie, słuchanie, konstruowanie zdań, czyli efektywną komunikację, prowadzącą do wzajemnego zrozumienia,
  • masz wrażenie, że nie panujesz nad sobą.
Teraz odpowiedz sobie na pytania:
  • Co w tej chwili odczuwam?
  • Jak reaguje moje ciało?
  • Czy powyższe objawy wiążą się z konkretnym uczuciem? Czy to lęk, złość, smutek?
  • Co mogłabym powiedzieć na ten temat swojemu partnerowi?
Poniżej lista słów, z których można skorzystać:  
  • Uczucia negatywne – jestem: zdenerwowana, zalękniona, znudzona, poniżona, zawstydzona, winna, pełna żalu, zniechęcona, niespokojna, zmieszana, przestraszona, pełna niesmaku, zdezorientowana, zakłopotana, zmartwiona.
  • Uczucia pozytywne – jestem: szczęśliwa, zainspirowana, miło zaintrygowana, pełna miłości, odprężona, spokojna, doceniona, zainteresowana, silna, wdzięczna, pełna energii, pewna siebie, radosna, ważna, podniecona, zadowolona.

Ćwiczenie 2: Opanowanie emocji

1. Zwróć uwagę na swoje fizyczne doznania podczas kłótni:
  • Czy zaciskasz mocno szczęki?
  • Czy sztywnieje ci kark?
  • Czy oddychasz płycej i szybciej?
  • Czy masz trudności z koncentracją na rozmowie?
  • Czy serce bije ci szybciej niż zwykle?
Te doznania mogą wskazywać na narastający zalew emocji.

2. Zaproponuj przerwę, jeśli czujesz, że emocje biorą górę nad rozsądkiem. Spróbuj to zrobić bez obwiniania partnera. Uzgodnijcie, kiedy wrócicie do sprawy, która budzi negatywne emocje. Przerwa nie powinna trwać dłużej niż 20 minut, gdyż tyle czasu potrzebuje nasz system nerwowy, by uspokoić się po nadmiernym wydzieleniu się hormonów pod wpływem stresu. Odkładanie rozmowy w nieskończoność spowoduje dodatkowe napięcie psychiczne.

3. W czasie przerwy zajmij się czymś, co cię uspokaja. Na przykład:

  • Skoncentruj się na oddychaniu, zrób kilka głębokich wdechów i wydechów, obserwuj je.
  • Poczuj, które mięśnie masz napięte. Świadomie napnij je jeszcze bardziej, a potem rozluźnij, wyobrażając sobie, że są ciężkie i ciepłe.
  • Przywołaj przyjemne wspomnienie, które poprawi ci nastrój.
  • Pozwól sobie na krótki spacer.
Uwaga: w czasie przerwy unikaj niepokojących, osądzających myśli o partnerze. 4. Kiedy się wyciszycie, będziecie mogli przedyskutować problem na spokojnie. Szczerze wyrazić swoje myśli, z szacunkiem dla drugiej strony, co może być uzdrawiające dla związku.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Ćwiczenia na szczęśliwy związek

Przedstawiamy ćwiczenia na udany związek, które podsuwają duchowi nauczyciele i trenerzy rozwoju. (Fot. iStock)
Przedstawiamy ćwiczenia na udany związek, które podsuwają duchowi nauczyciele i trenerzy rozwoju. (Fot. iStock)
Czy udany związek to kwestia odpowiedniego treningu? Ciekawe ćwiczenia podsuwają duchowi nauczyciele i trenerzy rozwoju.

Gdy mija pierwsza fascynacja i zauroczenie partnerem, prędzej czy później pojawia się konflikt. Jak zauważa Bob Mandel, nauczyciel duchowy i autor książek (m.in. „Terapia otwartego serca”), większość konfliktów rozgrywa się według starych schematów, złych nawyków, mających swe korzenie w dzieciństwie, zgodnie z nabytymi wówczas i wciąż aktualnymi przekonaniami. – W kwestiach uczuć nasi rodzice z pewnością są pierwszymi modelami ról – mówi Mandel. Jego zdaniem przejawiamy skłonność do naśladowania w dorosłym życiu sposobu, w jaki zwracali się do siebie i do nas. Lub też przeciwko tym sposobom się buntujemy, co wychodzi na jedno. To bowiem, czemu najdłużej stawiamy opór, najdłużej w nas tkwi. Nie stworzysz harmonijnego związku, póki nie uwolnisz własnej psychiki od rodziców.

Bob Mandel proponuje następujące ćwiczenie (wykonuj je w trakcie czytania instrukcji, nie czytaj całości przed zakończeniem):

Ćwiczenie na rozbrajanie starych schematów

Zrób cztery odrębne listy i wymień w nich:
  1. pięć problemów w związku twoich rodziców;
  2. pięć problemów w relacji twojej matki z tobą, gdy byłaś dzieckiem;
  3. pięć problemów w relacji twojego ojca z tobą, gdy byłaś dzieckiem;
  4. pięć problemów w twoim ostatnim związku.
A teraz zwróć uwagę na powtarzające się wzorce. To, czego nie lubisz w swoim partnerze, bywa często tym, czego nie wybaczyłaś swoim rodzicom. – Podjęcie decyzji o przebaczeniu i zaniechaniu odwetu stanowi kluczowy moment przemiany – mówi Bob Mandel. Według niego decyzja dzielenia się własnym bólem, a nie złością, jest decyzją o ponownym pokochaniu drugiej osoby. Gdy skupisz się na rzeczywistości, jaką jest twoja relacja z partnerem, przestaniesz myśleć o tym, co wam zagraża. A gdy wizja rozstania pryśnie, znikną także dawne wzorce.

Ćwiczenie na porozumienie

Przebaczanie i zaniechanie odwetu to droga, którą warto iść, ale zanim stare schematy ustąpią miejsca nowym nawykom, warto nauczyć się empatycznej komunikacji w związku. Silnych emocji i zranień nie da się uniknąć, ale można o nich rozmawiać w bezpieczny i nieraniący sposób. Harville Hendrix i Helen Hunt w książce „Miłosna odnowa. Program ćwiczeń dla par” proponują stosowanie się do kilku poniższych zasad:
  1. Każde wyrażenie negatywnych emocji następuje wyłącznie po umówieniu się na rozmowę, która zostaje przeprowadzona, gdy to tylko możliwe, najlepiej natychmiast.
  2. Obie strony pozostają w pełni obecne do zakończenia rozmowy.
  3. Osoba, która opisuje zachowania, które ją denerwują u partnera, nie posługuje się wyzwiskami, nie krytykuje cech charakteru partnera lub jego punktu widzenia, skupia się jedynie na zachowaniach. Używa jak najczęściej zaimka „ja” i opisuje własne uczucia i przeżycia.
  4. Partner, do którego skierowany jest komunikat, słucha z empatią, wyobraża sobie drugą stronę jako zranione dziecko, pamięta, że jej odczucia mają swoje korzenie w dzieciństwie.
  5. Osoba, która słucha, powinna przyjąć komunikat, ale to nie znaczy, że ma na niego zareagować. Zwłaszcza że prawdopodobnie nie jest jego adresatem ani pierwotnym powodem, ale zrobiła coś, co go uruchomiło i otworzyło wcześniejsze zranienia u partnera.
  6. Podczas całej rozmowy partnerzy powinni się otaczać gestami pełnymi troski.

Ćwiczenie na własną przestrzeń

W związkach z dłuższym stażem, w których czujemy się wystarczająco bezpieczni, początkowa chęć robienia wszystkiego razem ustępuje miejsca potrzebie zadbania o własną odrębność. Chcemy poświęcać czas swojemu hobby, mieć chwilę tylko dla siebie, ulubiony fotel czy ukochany kubek na poranną kawę. Najczęściej też lubimy mieć „swoją połowę” we wspólnym małżeńskim łóżku. Bob Mandel w książce „Co dwa serca, to nie jedno” proponuje, by zamieniać się jednak od czasu do czasu miejscami. – Pary często mają olbrzymie wspólne łoże, lecz każdy z partnerów śpi tylko na swojej połowie. Może to być symboliczny przejaw separacji, gdzie jedna ze stron ma tylko 50 proc. własności. Zamiana miejsc w łóżku prowadzi do pełnego udziału w związku, jak również do przeniesienia własności na całe łóżko. Co więcej – odkryjesz, że przenikasz do snów swojego partnera, doświadczasz jego aury i seksualności, a tym samym wzmacnia się psychiczna więź między wami. To prosta gra, ale może mieć potężny skutek. Spróbuj! – pisze Mandel.

Ćwiczenie na jedność w związku

Iwona Kozak, nauczycielka ajurwedy i jogi kundalini, podkreśla, że zgodnie z najstarszą medycyną ajurwedyjską miłość nie jest romantycznym uniesieniem, lecz głębokim uczuciem duchowym, które wymaga stałej pielęgnacji, cierpliwości i prawidłowego odżywiania się. To, co jemy, robimy, myślimy – wpływa na jakość i głębię doznawanej przez nas miłości – decyduje o tym, czy jest to jedynie chwilowe doznanie, czy stan naszego istnienia. Poniżej znajdziesz ćwiczenie, które pomoże pogłębić doznanie miłości zarówno zakochanym parom, jak i tym, które zapomniały, że miłość trzeba pielęgnować:

Część pierwsza: Usiądźcie na podłodze po turecku, wasze plecy niech się dotykają. Dłonie leżą na kolanach, wnętrza dłoni dotykają kolan. Macie wyprostowane kręgosłupy i zamknięte oczy. Oddychacie przez nos. Skupcie się na oddechu, zauważając każdy wdech i wydech.

Podczas wdechu otwieracie się na miłość. Podczas wydechu uwalniacie toksyczne emocje – wybaczacie. Róbcie to od 2 do 5 minut, po czym otwórzcie oczy.

Część druga: Odwróćcie się do siebie. Nadal siedzicie po turecku, ale teraz twarzą w twarz. Wasze dłonie są na kolanach, a wnętrza dłoni są skierowane do sufitu. Oczy zamknięte. Oddychajcie cicho i spokojnie. Wypowiadajcie (w myślach, nie na głos) to, co was boli, to, co chcecie zmienić, co chcecie wybaczyć. Przeznaczcie na to 2–3 minuty.

Część trzecia: Pozostając w tej samej pozycji, otwórzcie oczy i spójrzcie na siebie. Komunikujcie wasze uczucia do siebie (nie na głos, lecz nadal w ciszy).

Choć podczas tego ćwiczenia każda para dozna czegoś innego, to wspólnym przeżyciem będzie poczucie jedności i więzi, która was łączy, która jest wartością większą niż słowa czy doznania fizyczne.

  1. Psychologia

Namiętność ma dwa oblicza – po czym poznać, że działa na naszą korzyść?

Inspiracja czy desperacja? - W którą stronę pchają cię emocje i uczucia? W stronę kreatywności, czy wypalenia i destrukcji? (fot. iStock)
Inspiracja czy desperacja? - W którą stronę pchają cię emocje i uczucia? W stronę kreatywności, czy wypalenia i destrukcji? (fot. iStock)
W języku polskim pojęcie namiętności najczęściej odnosi się do seksualności i zmysłowości. Wiąże się je ze stanem odczuwania do drugiej osoby silnego i nieodpartego uczucia, które powoduje utratę kontroli intelektualnej nad zachowaniem. Jednak definicja szerzej traktuje ten termin i określa namiętność jako stan silnego odczuwania emocji bądź jako uczucie skierowane ku danej pasji lub zainteresowaniu. Rzecz jasna, zainteresowanie to dotyczyć może innej  osoby lecz nie musi.

Namiętność to najlepsza pożywka dla literatury i filmu. Doskonale sprzedają się historie burzliwych związków i fabuły, w których bohater rzuca na szalę niemal wszystko, by osiągnąć namiętny cel. Ale czy to, co gwarantuje sukces na taśmie filmowej lub na kartkach książek, sprawdza się także w życiu?

Kiedy emocje zdają się władać nami bez reszty, droga prowadzi już do nieba lub do piekła. Możliwości pośrednich nie ma.

Można by przyjąć, że pierwsza możliwość przytrafia się nam, gdy traktujemy namiętność jako inspirację. I mimo że jest ona silna, to my mamy ją a nie ona nas. Zachowujemy nad nią kontrolę. Kiedy jednak to namiętność ma we władaniu nas - inspiracja zamienia się w desperację…

Zatem… czy kieruje tobą inspiracja czy desperacja? W jakim kierunku idą silne uczucia namiętności, które posiadasz?

Oto kilka zasad, które pomogą ci to zdefiniować (na przykładzie stosunku, jaki masz do swojego partnera/ partnerki):

  1. Osoba partnera stale obecna jest w twoich myślach. Możesz powiedzieć, że więcej myślisz o nim niż o sobie i własnych potrzebach.
  2. Wyobrażasz sobie przyszłość tylko z tą osobą. Bez niej życie nie wydaje się atrakcyjne.
  3. Twoje samopoczucie zależy od sytuacji w związku. Jeśli coś się nie układa, jesteś w dołku. Jest dobrze – rosną ci skrzydła.
  4. Dostosowujesz swój rytm do partnera, podporządkowujesz się jego planom, nie dbając o własne.
  5. Twój stan emocjonalny jest odbiciem stanu partnera. Jego zły nastrój nie pozwala, abyś ty był pogodny, jego zadowolenie jest źródłem twojego.
  6. Trudno ci zagospodarować wolny czas, kiedy nie jesteście razem. Większą jego część przeznaczasz na myślenie o was.
  7. Nie chodzisz sam/ sama do kina, na spacery, na spotkania z przyjaciółmi. Zaniedbujesz ich, aby być ze swoim partnerem.
  8. Jesteś zazdrosny/ zazdrosna. Wszelkie sytuacje, które wymykają się spod kontroli, budzą twój niepokój.
Jeśli identyfikujesz się z większością tych tez, twoja namiętność nosi znamiona desperacji.

Co zrobić, aby to zmienić?

  • Zauważ, że to jak żyjesz, jest skutkiem twojego wyboru.
  • Postaraj się wziąć odpowiedzialność za swoje życie i decyzje.
  • Zauważ wpływ przeszłości na to, kim jesteś, i staw jej czoła.
  • Poproś o pomoc
Kartezjusz proponuje złoty środek:
Całe szczęście i pomyślność naszego życia zależą od dobrego użytku, jaki zrobimy z naszych namiętności.
Joanna Godecka: dyplomowany life coach, trener i praktyk Integracji Oddechem, należy do International Association of Coaching w Maryland.

  1. Psychologia

Gaslighting - nie daj się zgasić

Udając, że jest w porządku, ofiara manipulacji staje się manipulatorem. Dla własnego komfortu przemilcza to, co czuje, aby osiągnąć własny cel, choćby spokój w domu. (Fot. iStock)
Udając, że jest w porządku, ofiara manipulacji staje się manipulatorem. Dla własnego komfortu przemilcza to, co czuje, aby osiągnąć własny cel, choćby spokój w domu. (Fot. iStock)
„Przesadzasz”, „histeryzujesz”, „wydaje ci się”... Czy ktoś robił z ciebie kiedyś wariata? Wmawiał, że mylisz się co do swoich wrażeń i emocji? Że nie możesz czuć tego, co czujesz? Jeśli tak, możliwe, że stałeś się ofiarą gaslightingu. Czym on jest i jak go pokonać? – pytamy terapeutę Pawła Przybysza.

Jako dziecko często słyszałam, że jestem przewrażliwiona, że coś mi się wydaje, więc kiedy partner powiedział coś takiego, zrobiło mi się bardzo przykro. Potem dowiedziałam się, że jeśli podobne komentarze się powtarzają, to możemy mówić o tzw. gaslightingu. Jak reagować na takie słowa?
Zacznę od tego, że gaslighting, co możemy przetłumaczyć jak „przygaszanie światła”, to rodzaj psychicznej manipulacji. Intencjonalnej, adresowanej do konkretnej osoby. Jeśli trwa dość długo, to manipulator przejmuje kontrolę nad tym, jak jego ofiara postrzega rzeczywistość. Ona już nie wie, w co ma wierzyć; ma poczucie, że traci rozum.

Ofiarą gaslightingu pada zazwyczaj ktoś, kto przyjmuje postawę uległą, ale także manipulującą, do czego jeszcze wrócimy. Ktoś taki da sobie wmówić wszystko, bo nie ma jasnego i mocnego systemu przekonań i wartości. Nie ma więc oparcia w sobie, które pomogłoby mu rozeznać, co jest prawdą, a co fikcją – zwłaszcza gdy ktoś ważny zaprzecza jego ocenom i odczuciom. Dlatego zdanie i postawy innych ludzi przyjmuje za własne. Staje się jednak tą ofiarą niejako na własne życzenie, a to dlatego, że w głowie ma wciąż wątpliwości: „czy dobrze zapamiętałam, to co mówił partner?”, „czy dobrze widziałem, co się właściwie stało?”.

Jak to „stajemy się ofiarą na własne życzenie”? Mam w tym swój udział, że znów to słyszę?!
Możesz mieć. Choćby dlatego, że człowiek uległy często dopytuje się innych: „Jak to było? Co myślisz?”. Zatem niejako się podkłada! No a wtedy albo słyszy potwierdzenie, albo zaprzeczenie. Jeśli kolejny i kolejny raz jest to zaprzeczenie, to w pewnym momencie doświadcza dużego dysonansu, czyli poczucia, że myśli i osądy nie zgadzają się z jego wartościami. Na przykład partner kobiety mówi, że nie jest chamem, że się jej wydaje! A ona źle się czuje czy nawet boi, słysząc, jak on klnie. Trudno jej jednak powiedzieć: „przestań zaprzeczać faktom”, bo usłyszała kiedyś, że ludzie po studiach nie mogą być chamami, a on ma dwa fakultety! Czuje się zagubiona, bo nie wierzy sobie i stara się siebie przekonać, że zachowanie partnera nie powinno jej przeszkadzać. Ale tak naprawdę ją męczy. No i tu dotykamy delikatnej struny, dasz radę?

Postaram się!
Zatem udając, że jest w porządku, ofiara manipulacji staje się manipulatorem. Nie wierząc w siebie, manipuluje sama sobą, ale także partnerem. Dla własnego komfortu przemilcza to, co czuje, aby osiągnąć własny cel, choćby spokój w domu. Zapewne wyniosła ten sposób działania z dzieciństwa. Bo jeśli rodzice szanują się, mówią sobie prawdę, nie przeklinają, nie upijają się – to ich dzieci będą mieć w swoich zasobach ważne wartości: szczerość, empatię i chęć pomagania innym. A to przełoży się na pewność własnych ocen i emocji. Kiedy więc zakochają się w manipulatorze, to szybko się orientują, z kim mają do czynienia.

Kłopot z rozpoznaniem rzeczywistości będą mieć natomiast ci, którzy wychowali się w domach, gdzie się kłamało. Matka manipulowała ojcem: „Ta sukienka jest z ubiegłego roku!”, a ojciec manipulował matką: „Po prostu musiałem zostać dłużej w pracy”. Słysząc to, dziecko wie, że któreś z rodziców coś ukrywa. Nie wie jednak które. Może nawet nie chcieć wiedzieć, bo kocha i mamę, i tatę, i nie chce wybierać.

Nie chce poznać prawdy...
Tak, i dlatego staje się podatne na wpływy i niepewne siebie. Dlatego wciąż się o wszystko dopytuje. Kiedy wejdzie z tą swoją niepewnością w dorosłą relację, będzie prowokować partnera do tego, żeby podpowiadał, prowadził za rękę, przekazywał swój system wartości. Jeśli uległą osobą jest dziewczyna, która ma wrażenie, że cudem udało się jej poderwać chłopaka, bo on taki piękny i chodzi na siłownię, to uzna każde jego słowo za prawdę. Nawet jeśli będzie jej kłamał w żywe oczy.

Jeśli dziewczyna z domu, gdzie nie ceniło się szczerości, trafi na manipulatora, będzie miała o wiele większy kłopot. Bo gaslighting oznacza wieczne zdenerwowanie, trudności w podejmowaniu najprostszych decyzji czy obniżone poczucie wartości.
Co więcej, ona prawdopodobnie już je w sobie wykształciła. Dlatego podatne są Dorosłe Dzieci z Dysfunkcyjnych rodzin, bo one nie wiedzą, co czują, czego chcą i co im wolno chcieć... Skupione są za to na odczytywaniu potrzeb bliskich i dbaniu o ich dobrostan kosztem swojego. Co więcej, kiedy słyszą od partnera: „ja tego nie powiedziałem”, „tobie się wydaje”, „o co ci, do cholery, znowu chodzi?” – mają wrażenie, jakby słyszały rodziców. A to sprawia, że wracają mentalnie do dzieciństwa i zgadzają się z partnerem, który mówi: „wiem lepiej, jak masz przeżywać orgazmy”, „przecież lubisz do nich chodzić”. Jeśli wciąż się tej manipulacji ulega, to cena jest wysoka: dysonans i zagubienie, frustracje i niezaspokojone potrzeby. Dlatego takie osoby potrzebują głębokiej refleksji nad tym, czego doświadczyły jako dzieci, aby wreszcie przestało się im mylić, co jest prawdą. A myli im się od lat...

I mogą nie wiedzieć, że nie można zaprzeczać ich emocjom i osądom?
Dokładnie tak. Dlatego trzeba jasno powiedzieć, że mężczyzna, który mówi partnerce „przesadzasz”, „wydawało ci się” – stosuje przemoc, zaprzecza temu, co ona przeżywa swoim sercem, umysłem i ciałem! Mówi na przykład: „Przecież skok ze spadochronem jest bezpieczny. Masz tam sznurki. Czego się boisz?!”. To jej sprawa, czego się boi. Ma prawo się bać i nikt nie może wypychać jej z samolotu, nawet wyposażonej w najlepszy spadochron. Szacunek wymaga, aby liczyć się ze zdaniem, odczuciami i decyzjami drugiego człowieka. A więc każda uwaga, która podważa to, co mówi o sobie drugi człowiek, jest manipulacją i przemocą.

Trzeba też wiedzieć, że podstawą gaslightingu jest kłamstwo. A kłamstwo to każde mówienie nieprawdy, ale też przemilczanie, przeinaczenie, zaprzeczanie, np. „nie mogę być pijany, wypiłem tylko kieliszek wina!”, podczas gdy partnerka widzi, że mężczyzna ledwo stoi. Manipulacją jest każde umyślne wprowadzanie w błąd drugiego człowieka dla własnej wygody czy wygranej.

Jak się wydostać z tego pokoju krzywych luster, jakim staje się świat wewnętrzny kogoś, kto nie wie, co się dzieje i co czuje?
Pracować nad zasobami, czyli nad systemem wartości. Jeśli nie wynieśliśmy go z domu, warto znaleźć jakiś autorytet – może nim być wykładowca, a może też przyjaciel, lekarz czy osoba duchowna. Albo ktoś z dalszej rodziny, stryj czy ciocia? Ważne, aby system wartość tej osoby był jasny i oparty na odróżnianiu prawdy od kłamstwa, na uczciwości, empatii, szlachetności. To będzie fundament, na którym zbudujemy solidne poczucie własnej wartości i własny system ocen i osądów, czyli wewnętrzne zasoby.

Dlaczego prawda jest tu tak ważna?
Bo tylko ona ochroni nas przed manipulacjami innych, mocno postawi nas na ziemi. Może jesteśmy grubi, ale za to gościnni i pomagamy przyjaciołom, którym się nie przelewa. Nie mamy studiów, ale umiemy naprawić każde urządzenie. To prawda o nas, o naszej wartości, której nie zaprzeczamy. Jeśli to wiemy, to nie pozwolimy nikomu innemu, by wmówił nam, że nie możemy bać się skoku ze spadochronem czy…

...że to nie ślad szminki na kołnierzu!
Właśnie. Jeśli wiem, kim jestem, to nikt mi nie wmówi – ani mąż, ani kochanek, ani przyjaciółka czy nawet matka – że czarne jest białe. Ale jeśli nie wiem, kim jestem i co jest w życiu ważne, to każdy może wmówić mi, co tylko zechce. Zwłaszcza gdy mam do tego predyspozycje, czyli np. jestem Dorosłym Dzieckiem z rodziny Dysfunkcyjnej, czyli takiej, gdzie panowała jakaś forma przemocy czy zaniedbania, gdzie baliśmy się opiekunów, zamiast im ufać.

Możemy zrobić jakiś test, aby rozpoznać, czy ktoś nami manipuluje?
Wystarczy zadać sobie proste pytanie: „Czy chcę wiedzieć, jaka jest prawda? A może lubię być oszukiwany czy oszukiwana?”. Z kłamstwem jest tak jak z nadmiernym piciem alkoholu. Jeśli nie chcesz już pić, to popatrz na straty, jakie to przynosi, nie pij więcej! A kiedy nie dajesz rady, idź do specjalisty. Jeżeli więc nie chcesz być oszukiwana, to stań w prawdzie. Popatrz na koszty – jeśli zobaczysz, że są one większe niż zyski, to będziesz starała się to zmienić. Ale wiele kobiet nie chce prawdy, bo konfrontacja z nią wydaje się im zbyt bolesna. Odkrywają, że są nieszanowane, niekochane, oszukiwane i wtedy muszą coś z tym zrobić. W tym sensie prawda zmusza nas do zmiany, do dokonania trudnych wyborów.

Wiele kobiet zna takie sytuacje, kiedy partner mówi, że przesadzają, bo on nie ma żadnego romansu. Gdy tymczasem ciągnie go od lat. Aby poznać prawdę, trzeba często zajrzeć do jego telefonu, do bankowych wyciągów. A przecież tak się nie robi, to przekraczanie prywatności...
W związku granice prywatności są inaczej ustawione niż w przyjaźni czy nawet w rodzinie. Telefon może być użyty przez wszystkich domowników. Jeśli nie może, to coś mi tu śmierdzi. Komputer też jest wspólny, jeśli nie, bo ktoś zakodował wejścia, to coś jest niejasne. Owszem, grzebanie w czyjejś korespondencji jest przekroczeniem granic, ale szukasz prawdy, masz prawo wiedzieć, i jeśli coś znajdziesz, to należy to ujawnić: „Oszukujesz mnie, mówisz, że nie wydajesz pieniędzy odłożonych na dom, a już ich nie ma na koncie! Masz długi z hazardu? Robisz ze mnie wariatkę, a ja znalazłam to i to! Wyjaśnij mi to!”. Do tego jednak potrzeba bardzo dużo siły woli, odwagi, samozaparcia. Najpierw trzeba wyjść z postawy uległej ofiary, by skonfrontować siebie i partnera z prawdą.

Skąd tę siłę i odwagę wziąć?
Nie bać się prawdy, uwierzyć, że to jedyna broń na manipulację. I tu wracamy do tego, że warto mieć w sobie zasoby, pracować nad nimi. Można też iść do specjalisty i powiedzieć: „Coś ze mną nie tak, bo wydaje mi się, że mój mąż gasi światło, a nie zapala. Ale on twierdzi coś odwrotnego. Chciałabym dowiedzieć się, jaka jest prawda. Czuję, że mam już tego dość, że on mówi coś innego niż ja czuję”.

Można też iść do przyjaciółki, do autorytetu, do kogoś, komu naprawdę ufamy i wiemy, że jest po naszej stronie. I powiedzieć: „Marysiu, znasz mnie tyle czasu, wydaje mi się Franek mnie oszukuje, że tworzy mi jakąś alternatywną rzeczywistość. Głupia nie jestem, kocham go, ale czuję niepokój”. Konfrontując się z prawdą, skorzystać ze wsparcia przyjaciół.

A jak Franek zareaguje na żądanie wyjaśnień?
Zapewne będzie zaprzeczał, bo odkryliśmy jego tajemnicę. Może to być facet, który lubi mieć władzę, bo sam ma problem z poczuciem własnej wartości i dlatego podporządkował sobie partnerkę, a jej uległość bardzo mu odpowiada. W takim związku nie ma partnerstwa, ale jest symbioza, bo jak już mówiłem, osoby podatne na te manipulacje wręcz proszą się o to, żeby im podpowiedzieć, jaka jest rzeczywistość.

Czyli taki partner dowartościowuje się uległością…
Dlatego kiedy kobieta postawi go w prawdzie, on zaprzeczy i powie, że jest przewrażliwiona. Decydujące jest to, co wtedy ona zrobi. Może przyjąć te wykręty, bo okażą się dla niej wygodne, bo zda sobie sprawę, że prawda będzie zbyt kosztowna i doprowadzi do rozstania. Zwłaszcza jeśli wyniosła z domu zamiatanie rzeczy pod dywan, bo jej matka też udawała, że nie wie o zdradach ojca. Może się też bać! Jej partner był panem i władcą, a tu nagle stoi przed nią zdemaskowany. Jeśli więc poczuje się poniżany, może z „łagodnej” formy przemocy psychicznej przejść do karania kobiety bardziej wprost: „nie dam ci pieniędzy”, wyzywania jej: „całe życie ci mówiłem, że jesteś głupia i do cholery, jesteś” czy nawet bicia. Mimo wszystko do zdrowia psychicznego i poczucia dobrostanu prowadzi tylko jedna droga: prawda. Jakkolwiek byłaby trudna... Z takich związków trzeba uciekać jak najszybciej.

Paweł Przybysz, terapeuta uzależnień, współuzależnień i przemocy. Prowadzi terapię indywidualną i grupową, pracuje w nurcie poznawczo-behawioralnym.

  1. Psychologia

Czy miłość wszystko wybaczy?

To, co się wybacza, a czego nie, to indywidualna sprawa każdego człowieka i nie można tu konstruować żadnych teorii, bo byłoby to nadużycie. (Fot. iStock)
To, co się wybacza, a czego nie, to indywidualna sprawa każdego człowieka i nie można tu konstruować żadnych teorii, bo byłoby to nadużycie. (Fot. iStock)
Ktoś bliski zawiódł, zdradził… Czy miłość wszystko wybaczy? – pyta Agata Domańska. Tak, jeśli zaczniemy od miłości do siebie – mówi psychoterapeutka Teresa Raczkowska.

Co to właściwie jest zranienie?
To jest rodzaj wyjątkowej sytuacji, której doświadczamy nagle – choć bywa, że często – i która odbiera nam poczucie tożsamości, bezpieczeństwa, gruntu pod nogami. Zranienie jest poczuciem utraty łączności i jedności z drugą osobą, zachwianiem takiego podstawowego „mostu”, który nas łączy.

Czyli cierpimy podwójnie: z powodu zranienia, jak i oddzielenia.
Tak, przy czym poczucie oddzielenia dotyczy relacji, ale także oddzielenia od nas samych, co jest mniej uświadamianym, głębszym aspektem. Zazwyczaj reakcją na zranienie jest nawykowe obwinianie: ktoś mnie zranił, to jego wina. Tymczasem druga osoba jest wprawdzie nadawcą bodźca, ale żeby raniła, musi trafić w nasze dawne zranienie. Każdy ma w sobie takie obszary – im ich więcej, tym łatwiej i częściej będzie się czuł raniony.

I dlatego reakcja bywa nieadekwatna do bodźca?
Właśnie! Oczywiście z punktu widzenia osoby doświadczającej zranienia, reakcja jest adekwatna. Więc odpowiada złością, smutkiem, izolacją, wściekłością, obniżeniem nastroju, lękiem przed bliskością. Kiedy poczucie zranienia jest bardzo głębokie i zupełnie nieprzepracowane, często wycofuje się z relacji.

Trzeba mieć świadomość, że to moja reakcja i przyglądać się jej?
Tak, zobaczyć, co się we mnie obudziło. Za pierwszym razem to się raczej nie udaje, ale kiedy napięcie opada, może pojawić się ślad w pamięci, myśli: „Już kiedyś to przeżyłem, tylko bardzo skrzętnie wyparłem. Teraz ktoś utorował temu bolesnemu wydarzeniu drogę na powierzchnię. I właściwie powinienem być mu wdzięczny, bo pokazuje mi mnie samego”.

Ale złość, obraza czy opór są chyba normalne?
Jasne! Problem polega na tym, że my najczęściej od razu wpadamy w mechanizm obrony i ataku, który jest automatyczny, nieświadomy i niczego nie wnosi. Kolejność powinna być taka, że najpierw załatwiam sprawę ze sobą – i można to zrobić względnie szybko – a dopiero potem się konfrontuję z sytuacją. Nie ma nic gorszego, niż zamknięcie się w bólu – „jestem zraniona i teraz sobie cierpię”.

Powinniśmy drugiej osobie pokazać, co nam robi?
Raczej pokazać, co czujemy. Powiedzieć z pozycji „ja”, co „mnie” dotyka. Nie przerzucać poczucia winy, nie oskarżać, nie osądzać, nie ferować wyroków. Ograniczyć się do własnego wnętrza.

Ale są przecież niepotrzebne zranienia, takie ewidentne krzywdy?
Tak, są takie sytuacje. Z reguły mamy poczucie krzywdy, kiedy inni nami manipulują, bo chcą mieć rację, przeforsować swoje zdanie. Ale i wtedy – w pełni świadomi – możemy zobaczyć, że gdybyśmy naprawdę siebie zaakceptowali, nie doszłoby do zranienia. Manipulator nieświadomie zahacza o tę część, której w sobie nie lubimy, a to powoduje, że nie odpowiadamy mu z właściwej pozycji.

Wszystko można wybaczyć? Zdradę również?
Zdrada to ogromne nadszarpnięcie zaufania. Oczywiście, że można wybaczyć, ale takiego obowiązku nie mamy, nawet gdy partner bardzo prosi o wybaczenie.

Czasem się wybacza, ale się nie zapomina, tylko np. wypiera coś ze świadomości. To nie jest zdrowe. W ogóle to, co się wybacza, a czego nie, to indywidualna sprawa każdego człowieka i nie można tu konstruować żadnych teorii, bo byłoby to nadużycie.

Ja nie namawiam nikogo do wybaczania, bo żeby wybaczyć, trzeba najpierw ranę zabliźnić w sobie, ponownie przeżyć tę sytuację. O wybaczeniu można myśleć, kiedy poczujemy, że uraza, zranienie i ból zostały rozpuszczone – troską o siebie albo zabiegami tego, który skrzywdził.

A jeśli pozostajemy w relacji, w której ktoś nas krzywdzi i wcale nie wybaczamy…
To znaczy, że jest to relacja oparta na uzależnieniu, a my nie akceptujemy samych siebie. Jeśli nie odnajdziemy się w swoich uczuciach i będziemy nosić urazę, nie będzie zgodności z tym, co czujemy i robimy – wtedy będziemy postępować wbrew sobie.

Czy to równoznaczne z przyjęciem postawy ofiary?
Ofiara to ktoś, kto się godzi na to, co go w życiu spotyka i nic z tym nie robi. Pogrąża się w poczuciu bezradności. Może mieć też korzyści z tego, że jest ofiarą: jak jestem biedny i raniony, to ktoś się wreszcie nade mną zlituje i pocieszy.

Klasyczny przykład żony alkoholika: on wprawdzie pił i bił, ale ona poświęcała się „dla dzieci” i ciągnęła ten niewdzięczny wózek. To zwalnia od poczucia odpowiedzialności za swoje życie.

A przemoc fizyczna?
To jest przestępstwo. Z tym się nie dyskutuje i nie wybacza, tylko składa doniesienie do prokuratury i broni swego bezpieczeństwa. Tu nie potrzeba żadnej psychologii.

Teresa Raczkowska psycholog, psychoterapeutka prowadząca terapię humanistyczną metodą Gestlat. 

  1. Psychologia

Czy szczerość zawsze popłaca?

Budowanie relacji na kłamstwie i udawaniu nie ma sensu, bo wtedy to nie relacja, lecz gra, układ. Nawet gdy oszustwo wydaje się konieczne dla czyjegoś dobra, ma tylko pozorną wartość. (Fot. iStock)
Budowanie relacji na kłamstwie i udawaniu nie ma sensu, bo wtedy to nie relacja, lecz gra, układ. Nawet gdy oszustwo wydaje się konieczne dla czyjegoś dobra, ma tylko pozorną wartość. (Fot. iStock)
Biblia głosi, że prawda wyzwala. Życie pokazuje, że potrafi być kłopotliwa i raniąca. Stare porzekadło przestrzega: prawda bywa matką nienawiści! 

Wiele dyscyplin duchowych stawia na prawdę i zaleca marsz w jej kierunku, przebijanie się przez pokłady różnych życiowych oszustw, złudzeń i zafałszowań. To piękna, ale nieco utopijna tendencja, bo gdy tak uważnie przyjrzeć się codziennemu życiu, łatwo odkryć,  że każdy człowiek to mniejszy lub większy kłamczuch.

Po co kłamstwo?

Kłamiemy z różnych powodów – z lęku, z lenistwa, by uniknąć odpowiedzialności, dla wygody, by nie zrobić komuś przykrości… Kłamstwo jest pierwszą z wyboru metodą ochrony ludzkiego dobrostanu, bo jest skuteczne, łatwe, wygodne i zawsze pod ręką. Ten mechanizm poznajemy już w dzieciństwie. Rodzice starają się wpoić zamiłowanie do uczciwości, przekonują, że kłamstwo jest złe, i zachęcają do mówienia prawdy, ale dzieci są bystrymi obserwatorami. Słyszą, jak tata mówi do mamy: „kochanie, wiatr otworzył okno i dlatego spadł ten wazon z parapetu”, choć sam go stłukł. Szybko też zauważają, że szczerość nie popłaca. Bo gdy uczciwie się do czegoś przyznasz, to najpewniej dostaniesz karę.

Po co prawda?

Z drugiej strony trening do bycia uczciwym robi swoje. Dobrze wychowany człowiek, kłamiąc, czuje się niekomfortowo. To głos superego, które spieszy z karą za kłamstwo: poczuciem winy i wyrzutami sumienia. Do szczerości skłania też lęk przed konsekwencjami. Od małego, przyłapani na przeinaczaniu prawdy, bywamy przecież karani: zawstydzani czy odsuwani od życia rodzinnego.

A przy tym oszustwo to... spory wysiłek psychiczny: wyobraźni, precyzji, pamiętania tego, co się powiedziało i... ciągłej czujności. Bo kłamstwo tworzy historię, którą trzeba ciągnąć. I dobrze reżyserować, by nie wypaść z roli. Dlatego mówienie prawdy jest zwyczajnie łatwiejsze.

Dla twojego dobra kochany

Kłamstwo w związkach ułatwia niektóre kwestie, ale rzadko jest rozwojowe. Budowanie relacji na kłamstwie i udawaniu nie ma sensu, bo wtedy to nie relacja, lecz gra, układ. Nawet gdy oszustwo wydaje się konieczne dla czyjegoś dobra, ma tylko pozorną wartość. Po pierwsze większość energii pochłonie gra, utrzymanie masek, po drugie – nieprawda skutkuje dojmującym poczuciem samotności, bo w związku pojawia się trzecia osoba, ta, którą odgrywamy. A taka naprawdę nie istnieje. Mówienie trudnej prawdy partnerowi nie jest łatwe, gdyż większość wiedzy, która ma wyzwolić, jest jednocześnie tą, której nikt nie ma ochoty słyszeć. Ale trzeba ją wyjawić, by się z nią zmierzyć, wiedzieć, nad czym musimy popracować. Ucieczka w kłamstwo na dłuższą metę oddala od ludzi i skazuje na samotność.

Oto przykład literacki. Słynne kłamstwo utrzymywane w dobrej wierze jest kanwą „Kamizelki” Bolesława Prusa. Umierający na gruźlicę mąż chudł, a że nie chciał martwić ukochanej żony, codziennie dopasowywał kamizelkę tak, by nie było widać, że staje się za duża. Żona z kolei nocami zwężała jej pasek, by mąż nie widział, jak szybko chudnie i jak bardzo uchodzi z niego życie. Chronili się nawzajem przed cierpieniem i zetknięciem z prawdą, że on niebawem odejdzie. Mąż myślał, że chroni żonę. Ona, że chroni jego. To plus tej sytuacji. Ale jest i minus: oboje nie mieli szansy tak naprawdę się spotkać. Ostatnie miesiące, choć razem, spędzili osobno w swoim, chcąc nie chcąc, oszustwie. Nie pożegnali się, bo do końca grali w „nic się nie dzieje”. Kochali się, ale na odległość.

Niepotrzebne kłamstwo

Czy wszystko trzeba koniecznie wiedzieć? Nie. Często ukrywamy fakty nawet przed sobą. Mowa o tendencji do samooszukiwania, przymykania oka, zaprzeczania, wypierania, racjonalizowania czy fantazjowania. To mechanizmy obronne, często nieuświadomione, ale wiernie służące ludzkości i chroniące przed przykrą prawdą, np. że wszyscy umrzemy albo że przysięga wierności składana przed ołtarzem – według głosu statystyki – ma małe szanse na dotrzymanie…

Świadoma konfrontacja z rzeczywistością odebrałaby pewnie wielu osobom optymizm i poczucie bezpieczeństwa, a egzystencja stałaby się nieznośnym ciężarem.

Istnieją sytuacje, w których nie warto mówić prawdy, bo jest raniąca i tak naprawdę nikt jej nie oczekuje. Po co mówić rudemu, że rudy, a garbatemu, że garbaty?  Lepiej też unikać zbytniej szczerości, jeśli niczego nie wnosi, a może być trudna do przyjęcia. Po co nowemu partnerowi opowiadać o poprzednich kochankach, nawet jeśli pyta o szczegóły przeszłości seksualnej? To nie dotyczy przecież jego, to moja przeszłość, mam prawo milczeć. Tym bardziej, że mało kto – a już zwłaszcza nowy mężczyzna – jest w stanie udźwignąć prawdę o tabunach dawnych  kochanków.

Albo zdrada: załóżmy, że zdarzyła się raz, przypadkowo, pod wpływem alkoholu. Nie ma sensu mówić o niej partnerowi. Po co? Taka prawda może tylko zranić, zburzyć związek. Dlaczego zatem ujawnienie zdrady jest tak kuszące? Najczęściej chodzi o rozgrzeszenie, usprawiedliwienie, o to, by pozbyć się napięcia i poczucia winy albo zrzucić ciężar sytuacji i odpowiedzialność za decyzję na drugą osobę – teraz to ona musi coś z tym zrobić. Może zrozumie i wybaczy, a może powie: „musimy się rozstać”. W każdym razie to ona musi rozstrzygnąć. Tak, tylko... takie zachowanie przestaje być szlachetne.

Kiedyś w „Sensie” pojawiło się pytanie zrozpaczonej matki, czy powinna powiedzieć prawdę swojemu dziecku o tym, że jest poczęte z gwałtu. Choć to inna sytuacja, to jednak podobny problem. Znowu trzeba postawić pytanie, czemu miałaby służyć ta informacja, a zwłaszcza, czy służyłaby dobru dziecka. Takie pytanie powinna zadać sobie matka. I jeśli ma uzasadnione podejrzenia, że dziecko na tym nie skorzysta, śmiało może zrezygnować z objawienia tej prawdy. Lepiej powiedzieć, że ojciec zniknął lub wyjechał i dotąd się nie odezwał. A być może trzeba będzie zweryfikować sytuację w przyszłości. Bo zdać sobie sprawę z tego, że nie jest się owocem miłości, lecz przemocy, to trudne przeżycie. Jednak dla niektórych, zwłaszcza jeśli są już dorosłymi i zrównoważonymi osobami, może to być wiedza bardzo oczyszczająca, tłumacząca wiele zdarzeń, także tych z dzieciństwa. Może więc, gdy dziecko podrośnie, zdarzy się okazja, by powrócić do tego tematu. Matka z pewnością wyczuje taką potrzebę ze strony dorosłego już potomka, a może on sam wprost ją zasygnalizuje.

Moralne niepokoje

„Mówić czy nie?” – takie pytanie pada w sytuacji, gdy ktoś bliski zapada na poważną chorobę. Uważamy często, że prawda może być zbyt okrutna, załamać, fatalnie wpłynąć na stan zdrowia chorego. Tak, istnieje takie ryzyko, ale prawdą jest też to, że osoby chore mają pełne prawo do wiedzy na temat swojego życia, ciała i zdrowia.

Każdą informację można przekazać na tysiąc sposobów. Zawsze trzeba zadbać o rzetelny przekaz choremu, a także udzielić mu mocnego wsparcia: mówić o nadziei, metodach leczenia, a przede wszystkim być z nim.

Dylemat pojawia się również, gdy mamy o kimś kompromitujące lub niepokojące informacje. Czy przekazywać je jego bliskim, by – jak to się mówi – „przejrzeli na oczy”?

Nie ma tu jednego słusznego rozwiązania. Wiele zależy od relacji z osobami, o których prywatnym życiu coś wiemy. Powstaje pytanie, czy jest to relacja wystarczająco bliska, żeby czuć się uprawnionym do podzielenia się posiadaną wiedzą? Warto spytać siebie również: „czemu ma to służyć?”. Czy chcę przekazać prawdę, bo boję się o tego kogoś, pragnę go przed czymś ustrzec, czy zależy mi raczej na wywołaniu sensacji, zasianiu zamętu?

Dylemat niejednej kobiety: czy powiedzieć koleżance, że jej partner ma romans z inną, czy lepiej sprawę przemilczeć? Jeśli nie powiem, a ona się dowie, może mieć pretensje, że przemilczałam. A gdy powiem, może zarzucić, że szkaluję go w jej oczach, bo jestem zazdrosna o ich miłość. Co robić?

Najbardziej trafnym wyjściem z takiej sytuacji byłoby przeprowadzenie rozmowy z niewiernym partnerem i szczery komunikat: „Wiem o twoim romansie i jeśli ty jej sam o tym nie powiesz, to ja to zrobię”.

Dylemat męża

Dla niektórych mężów równie poważnym wyborem jest kwestia tego, jak odpowiedzieć na pytanie żony: „Powiedz mi proszę, czy podobam ci się w tej sukience? Nie wyglądam w niej za grubo?”. Otóż, panowie, żonie zawsze należy mówić, że się nam podoba, bo przecież to prawda: patrzymy na nią oczami miłości. Dopiero po takiej deklaracji można dodać, że w innej sukience podoba nam się jeszcze bardziej.

 Jak mówić trudną prawdę?

Vaclav Havel powiedział kiedyś, że prawda jest nie tylko tym, czym jest, ale też okolicznościami, w jakich jest mówiona, do kogo, jak i dlaczego. Bo możemy ją podać tak, by kogoś zabolała, albo w intencji poprawy relacji. Dlatego mówiąc komuś trudną do przyjęcia prawdę:
  • róbmy to życzliwie i delikatnie, zwracając uwagę na uczucia tej osoby. Obserwujmy jej reakcje, bo czasem trzeba dostosować poziom prawdy do wrażliwości osoby, z którą rozmawiamy, i podawać ją w dwóch, a nawet trzech porcjach, dając czas na stopniowe oswajanie się z trudną wiedzą. Ciężko bywa przyjąć niełatwą prawdę, która spada jak grom z jasnego nieba;
  • warunki rozmowy niech będą spokojne i bezpieczne. Nie wykrzykujmy zaskakujących prawd w trakcie awantury. Nie powinny być kolejnym argumentem, który ma zaważyć na wyniku dyskusji;
  • ostrożnie dobierajmy słowa. Im trudniejsza informacja do przekazania, tym większa powinna być dbałość o formę;
  • prawdy drobne, codzienne, nawet jeśli niezbyt miłe najlepiej przekazywać, odwołując się do poczucia humoru. Ubrane w żart bywają łatwiejsze do przełknięcia.