1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Metoda Silvy – jak zacząć? Jakie zagrożenia się z nią wiążą?

Metoda Silvy – jak zacząć? Jakie zagrożenia się z nią wiążą?

Z metody Silvy korzystają miliony osób na całym świecie. Z pożytkiem dla zdrowia i urody, nauki i portfela, pamięci i kreatywności. To działa!

Z metody Silvy korzystają miliony osób na całym świecie, dzieląc się pozytywnymi opiniami na jej temat. Z pożytkiem dla zdrowia i urody, nauki i portfela, pamięci i kreatywności. To działa! Dowiedz się, jak zacząć kontrolować umysł metodą Silvy.

Meksykanin José Silva zaczął w latach 40. ubiegłego wieku badać możliwości umysłu, by pomóc w nauce swoim dzieciom. Opracował metodę prostą, przyjemną w użyciu i przydatną we wszystkich obszarach życia. Pomaga pozbyć się bezsenności, nadwagi i niepożądanych nawyków, poprawić pamięć i koncentrację, budzić się bez pomocy budzika, kontrolować ból, łatwiej osiągać cele, wreszcie poprawiać stan zdrowia (również innych osób). Rzecz polega na samokontroli umysłu, pełniejszym korzystaniu z jego potencjału. Nie od dziś wiadomo, że wykorzystujemy go w bardzo ograniczonym zakresie – mówi się o 2–10 procentach. Tyle że – dodają badacze – te 10 procent dotyczy osób uważanych powszechnie za geniuszy.

„Kto na sali jest geniuszem?” – pyta Andrzej Wójcikiewicz, dyrektor generalny Metody Silvy w Polsce, na początku swoich kursów. Czasem nawet pojawi się ręka w górze. Tymczasem zdaniem Silvy „różnica między mentalnością geniusza a zwyczajną polega na tym, że geniusze używają szerszych zakresów umysłu i używają go w specjalny sposób”. Sam nigdy nie chodził do szkoły – pochodził z bardzo biednej rodziny, był samoukiem. Ukończył korespondencyjny kurs naprawy odbiorników radiowych, co zapewniło mu całkiem dochodowy fach. Jego prawdziwą pasją były jednak badania dotyczące tajników psychologii i ludzkiego mózgu. Poświęcił im 25 lat. Zgłębiał teorie Freuda, Junga, Adlera, sięgał do filozofii wschodnich, ale też – co podkreśla – do bogatej tradycji chrześcijańskiej.

Metoda Silvy opiera się na mocnych podstawach naukowych – nie miałaby racji bytu, gdyby nie odkrycie zróżnicowanych częstotliwości impulsów elektrycznych, jakie generuje ludzki mózg

Pierwsze otwarte kursy Silvy zorganizowano pod koniec lat 60. Dziś jego metoda jest nauczana w 102 krajach (przetłumaczona na 29 języków). W Polsce najstarszy absolwent liczył sobie 92 lata – wspomina Andrzej Wójcikiewicz. On sam wybrał się przed laty na kurs, bo – jako trener kadry olimpijskiej szermierzy w Danii i Kanadzie – zauważył, że o wyniku walki przesądzają często czynniki niemające nic wspólnego z przygotowaniem kondycyjnym. Dziś wie, że niska samoocena to przykład umysłu poza kontrolą: „Dlatego tak ważne jest kontrolowanie myśli. Bo na początku była myśl”. Wójcikiewicz często przywołuje jedno z głównych założeń Silvy: zdarzenia mają tendencję podążania w kierunku nadanym przez dominujące myśli. Zaznacza, że metoda nie jest psychoterapią, „ale osobom z problemami psychicznymi daje narzędzie”. Nie jest też medycyną alternatywną, „ale świetnie się sprawdza jako technika uzupełniająca”.

Zmień falę

Zdaniem Silvy umysł posiada zbyt wielką moc, by pozostawiać go bez kontroli. Działa niczym komputer zarządzający całym systemem. I to my decydujemy o tym, jakie programy chcemy mieć na dysku, wybierając kontrolę umysłu metodą Silvy. Metoda opiera się na mocnych podstawach naukowych – nie miałaby racji bytu, gdyby nie odkrycie zróżnicowanych częstotliwości impulsów elektrycznych, które generuje ludzki mózg. Częstotliwość, w której zwykle operujemy, to beta (powyżej 14 Hz na sekundę) – stan normalnego czuwania, aktywności, zwany też poziomem świadomości zewnętrznej. Kolejną wyróżnioną częstotliwością jest alfa (7–14 cykli na sekundę) – stan wyciszenia, głębokiego relaksu, również drzemki. Kiedy aktywność mózgu spada do 7 Hz na sekundę, osiągamy głębsze poziomy medytacji i koncentracji – theta. I wreszcie delta – najgłębszy sen (bez marzeń sennych), podczas którego mózg wytwarza częstotliwość poniżej czterech cykli na sekundę.

Mówiąc o rozszerzonych zakresach umysłu, Silva odnosi się do niższych częstotliwości mózgu (głównie alfa) – to one sprzyjają wszelkim przejawom ludzkiej genialności. Stan alfa uaktywnia mózg, zwłaszcza prawą półkulę odpowiedzialną za emocje, intuicję, inspirację, twórczość, w ten sposób odwołując się do informacji zmagazynowanych w podświadomości. Można powiedzieć: masz problem, wejdź na poziom alfa. Nie ma w nim zresztą nic mistycznego, codziennie osiągamy go co najmniej dwukrotnie – tuż przed zaśnięciem i zaraz po przebudzeniu. Sztuka polega na tym, by nauczyć się obniżania częstotliwości mózgu przy zachowaniu pełnej świadomości. Można ćwiczyć samodzielnie (wówczas warto sięgnąć po literaturę fachową), można przyjść na kurs – po jego zakończeniu łatwo wchodzi się w stan alfa.

Ten poziom świadomości (zwanej wewnętrzną) doskonale znają osoby potrafiące się żarliwie modlić i praktykujące medytację. Metoda Silvy też jest formą medytacji, tyle że dynamicznej – pozwala  posługiwać się zmodyfikowanymi stanami umysłu do rozwiązywania konkretnych problemów. „Wszystko, co stworzone zostało przez człowieka na Ziemi, istnieje, ponieważ zostało zapoczątkowane jako obraz w jego umyśle” – twierdzi Silva. I podaje przykład: malarz tworzy swój obraz w umyśle, dopiero potem przenosi go na płótno. Najwięksi wynalazcy, naukowcy wyobrażali sobie swoje odkrycia, śnili o swoich teoriach. Żeby doszło do tzw. przebłysku geniuszu, musimy dopuścić do głosu intuicję.

Wiara, pragnienie, oczekiwanie

Techniki Silvy są bardzo proste i zróżnicowane. Jedna z najprostszych to kontrola budzenia się – bez budzika, za pomocą wewnętrznego mechanizmu poczucia czasu. Jak zacząć wykorzystywać metodę Silvy? Okazuje się, że wystarczy przed zaśnięciem (w stanie alfa) wyobrazić sobie tarczę zegara, ustawić wskazówki na planowaną porę przebudzenia, po czym powiedzieć sobie w myśli: „O tej godzinie chcę się obudzić, o tej godzinie się obudzę”. Już po pierwszym dniu kursu Andrzej Wójcikiewicz poleca uczestnikom, żeby wieczorem nie nastawiali, na jego odpowiedzialność, budzika. Działa! Pozostaje pytanie po co. Chodzi o to, że budzik nie wybiera – dzwoni niezależnie od tego, w jakiej fazie snu jesteśmy. Jeśli będzie to delta, czeka nas ciężkie przebudzenie. Tymczasem kiedy korzystamy z własnych mechanizmów, budzenie następuje w fazie REM, najbliższej fazie czuwania. Może to oznaczać (przynajmniej na początku) kilkuminutowe przesunięcia w stosunku do zamówionej godziny, ale za to zaczniemy dzień w znacznie lepszej formie.
 
Bardzo przydatna jest też technika kontroli senności – do zastosowania, gdy chcemy dłużej pozostać w stanie przebudzenia (na przykład podczas prowadzenia samochodu), kontrola snu (kiedy mamy problem z zaśnięciem) czy kontrola bólu głowy. Przy systematycznym ćwiczeniu możemy też kontrolować poważniejsze dolegliwości, zatrzymać krwawienie, a nawet zredukować do minimum ból porodowy. Na lepszą pamięć są zakładki pamięci, do natychmiastowego uspokojenia się – technika trzech palców. Dla osób zmagających się z nałogiem kontrola nawyków. Okazuje się, że stosując metodę Silvy, można rzucić palenie w 30 dni. Andrzej Wójcikiewicz tłumaczy, że nałogi wiążą się paradoksalnie z instynktem samozachowawczym: „Nawyk powstaje jako forma ochrony, np. przed stresem. Z czasem w podświadomości tworzy się zapis: mam ten nawyk i żyję, więc jest on w porządku. Kiedy próbujemy zmienić ten program, posługując się siłą woli, podświadomość broni się, dochodzi do walki”.

Jeśli nie siła woli, to co? Odpowiedź brzmi: wyobraźnia. W odróżnieniu od siły woli nie potrzebuje przeciwnika, omija etap walki – od razu skupia się na celu. Kiedy wchodzimy na poziom alfa, otwierają się przed nami nieograniczone możliwości, możemy programować umysł. Poprzez afirmacje, a przede wszystkim poprzez obrazy – wyświetlając sobie regularnie w głowie jakiś film, wcielamy go w życie. Do tej techniki odwołują się coraz częściej w swoich treningach sportowcy – to nic innego jak wizualizacja, u Silvy „zwierciadło umysłu”. Oglądamy w nim, w białej ramie, nasz cel (dom, podróż, wymarzona praca itp.), najlepiej z określoną datą realizacji. Przy użyciu zwierciadła można m.in. kontrolować wagę ciała. Jedna z uczestniczek kursu programowała sobie szczupłą sylwetkę. Żeby wspomóc wyobraźnię, ozdobiła mieszkanie zdjęciami Cindy Crawford – w miejsce jej twarzy wkleiła własną. Schudła bez żadnej diety – apetyt sam się wyregulował, dopasowując się do kuszącej wizji. Warto przy tym pamiętać, że podstawą efektywnego programowania są według Silvy pragnienie, wiara i oczekiwanie: „Jeżeli będziesz potrafił pobudzić swoją wyobraźnię wiarą, pragnieniem oraz oczekiwaniem i jednocześnie tak ją wyćwiczyć, że będziesz w stanie »widzieć« swój cel, »odczuć« go, »usłyszeć«, »wyczuć« jego smak, jego dotyk, osiągniesz to, do czego dążysz”.

Zostań laborantem

O tym, jak dużą wagę przykładał Silva do kreatywności, najlepiej świadczy jego laboratorium wyobraźni. Możemy w nim przeprowadzać wszystkie prace służące obróbce rzeczywistości. Laboratorium wyposażmy w fotel, biurko, kalendarz, zegar, system informacyjny, szafkę z narzędziami, szafkę z lekarstwami, znikacz (choćby do eliminowania negatywnych emocji), szafkę miłości (do przebaczania), szafkę samooceny (do gromadzenia komplementów, obmycia się z poczucia winy), magiczne okulary do dysocjacji (zakładamy je, by poznać punkt widzenia innej osoby). Zapraszamy też do współpracy doradców – męskiego i żeńskiego, bo natura każdego z nas składa się, niezależnie od płci, z obu pierwiastków.

Jak widać, korzystanie z metody Silvy jest wspaniałą zabawą. Jedna z uczestniczek kursu potrafiła tą metodą zatrzymać siwienie włosów i osiągnąć wymarzony kolor. Ale spektakularne rezultaty można osiągnąć, stosując metodę Silvy w znacznie poważniejszych przypadkach. Amerykański onkolog radioterapeuta Carl Simonton przystosował ją do leczenia raka u swoich pacjentów. Praktykujący metodę zgłaszają poprawę wzroku, słuchu, wydłużenie kończyn. W wyobraźni kruszą w palcach kamienie nerkowe, wymazują ciemne plamki w płucach, „odkurzają” stawy z pyłu symbolizującego artretyzm, zagrzewają białe krwinki do walki z bakteriami. Znajomość anatomii jest tu całkowicie zbędna.

Jak to wszystko możliwe? Nie ulega wątpliwości, że myśl wpływa na procesy fizjologiczne – jesteśmy w stanie kontrolować je w znacznie większym stopniu, niż do niedawna przypuszczano. Ciało wciąż się zmienia, następuje wymiana komórek – organy, kości, tkanki są odbudowywane. Cała „magia” polega na tym, że przy użyciu naszego centralnego biokomputera możemy nadać kierunek tym zmianom, wpłynąć na proces odbudowy. Ciało ma wewnętrzną moc uzdrawiania, my tylko pomagamy mu poprzez symboliczne wyrażenie pragnienia. Nieocenione korzyści przynosi sama relaksacja: lepsze ukrwienie narządów (również mózgu), rozpuszczenie hormonu stresu, wzmocnienie systemu immunologicznego, lepsza przemiana materii, zwiększona zdolność koncentracji, wzrost pewności siebie. Posługując się metodą Silvy, możemy też pomagać innym (choćby dzieciom, np. w przypadkach moczenia nocnego). Wszyscy jesteśmy połączeni kanałami informacyjnymi, polem morfogenetycznym, wpływamy na siebie nawzajem. Na szczęście metody nie sposób użyć do manipulacji, działania na czyjąś szkodę – przy takiej próbie zaszkodzimy sami sobie albo po prostu wyjdziemy ze stanu alfa. Podczas programowania warto dodawać formułę „niech to lub coś lepszego stanie się udziałem wszystkich związanych z tą sprawą”.

Metoda Silvy nie jest czasochłonna (już pięć minut dziennie przynosi efekty), ale ważne są systematyczność, wytrwałość, cierpliwość. No i kreatywność. Według opinii Andrzeja Wójcikiewicza ta ostatnia polega na tym, żeby popatrzeć na problem z punktu widzenia rozwiązania. „Wewnętrzną mocą człowieka jest decyzja – choćby taka, by być zdrowym”. Nie oznacza to oczywiście, że tworząc sobie w wyobraźni wymarzoną rzeczywistość, mamy zaniechać konkretnych działań, np. leczenia – pomagając sobie i innym, najlepiej działać na różnych poziomach, i fizycznym, i umysłowym. Zagrożenia w metodzie Silvy wynikają z konieczności zachowania równowagi między światem materialnym i duchowym, lewą i prawą półkulą, logiką i intuicją.

Warto przeczytać:

José Silva, Robert B. Stone, Samouzdrawianie metodą Silvy, KOS 1993

José Silva, Philip Miele, Samokontrola umysłu metodą Silvy, Ravi 2003

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Co potrafi nasz umysł? Jak działa? - tłumaczy Wojciech Eichelberger

To umysł decyduje o tym, czy nasz mózg odnajdzie w sobie niewykorzystany potencjał. (fot. iStock)
To umysł decyduje o tym, czy nasz mózg odnajdzie w sobie niewykorzystany potencjał. (fot. iStock)
W pracy, w domu wciąż wymaga się od nas jeszcze i jeszcze. Przydałby się jakiś dodatkowy zasób, z którego moglibyśmy czerpać. Czy to prawda, że na co dzień wykorzystujemy tylko 10 procent możliwości mózgu? Jak sięgnąć po te 90 pozostałych? I co ma z tym coś wspólnego psychoterapia? – odpowiada Wojciech Eichelberger, psychoterapeuta.

Jak to jest z mózgiem? Badania zebrane w „50 wielkich mitach psychologii popularnej” Scotta O. Lilienfelda, Stevena Jaya Lynna, Johna Ruscio i Barry’ego L. Beyersteina nie potwierdzają, że mamy w nim jakiś ukryty potencjał. Ale chcemy wierzyć, że jednak on tam jest.
Nie jestem neurobiologiem ani neurokognitywistą, tylko psychoterapeutą, i dlatego zajmuję się umysłem, a nie mózgiem. Programem, jak można by powiedzieć, a nie samym komputerem, którym w tym ujęciu nazwałbym mózg. Ale też z mojego doświadczenia wynika jasno, że to właśnie umysł decyduje o tym, co może mózg. On mu to nawet dyktuje! To umysł decyduje o tym, jak postrzegamy siebie i świat, a więc co myślimy. Źródłem umysłu jest oczywiście kultura, w której żyjemy, język, którym mówimy, ale też emocje i wydarzenia z życia, wątki biograficzne, a więc to, czym zajmuję się na co dzień jako psychoterapeuta. I myślę – na co mam wiele dowodów – że to umysł decyduje o tym, czy nasz mózg odnajdzie w sobie niewykorzystany potencjał. Przyszedł do mnie prezes firmy z wypaleniem zawodowym i depresją. Jego mózg stracił zdolności kreatywne i firma, którą stworzył, popadła w stagnację. Stał się drażliwy, a nawet agresywny, co psuło mu kontakty z pracownikami i niszczyło atmosferę w domu. Zapytałem go o marzenia i o plany, które musiał porzucić dla swojej wyczerpującej pracy. Okazało się, że od dziecka marzył o grze na fortepianie. Poradziłem mu, że jeśli chce odzyskać siły i kreatywne możliwości umysłu, powinien wziąć sobie sześciomiesięczne wolne i w tym czasie zająć się przede wszystkim fortepianem. Pojawił się po pół roku, szczęśliwy i rozpromieniony, o wiele lat młodszy. Okazało się, że zrobił tak, jak mu doradzałem, i że dalej poświęca nauce gry na fortepianie dwie godziny dziennie. W międzyczasie wyzdrowiał – pokonał depresję, twórczo zreorganizował firmę i podniósł ją na zupełnie inny poziom. Znakomicie też poprawił swoje relacje ze współpracownikami i z rodziną.

Odzyskał zdolności kreatywne, dodając sobie zajęć?
Gdy nasze ciało nabiera nowych umiejętności, a na pewno gra na fortepianie tego wymaga, mózg musi te nowe umiejętności „zapisać”. Związane jest to z powstawaniem większej ilości połączeń między neuronami. Te zazwyczaj mają ich kilka, a mogą wielokrotnie więcej. Powstaje więc sieć, która być może jest tym właśnie ukrytym potencjałem. Tak czy inaczej, ucząc się nowych rzeczy, rozwijamy umysł i mózg. Mamy też – słuszne zresztą – poczucie, jakbyśmy stali się mądrzejsi. Myślę, że gdybyśmy zbadali mózgi ludzi przed psychoterapią i po niej, to okazałoby się, że zmieniła się ich aktywność. Badania mózgów ludzi kreatywnych, które miałem okazję zobaczyć, wykazały, że kreowanie nowych wizji i rozwiązań jest powiązane z inną niż przeciętna aktywnością elektryczną kory mózgowej.

Ale gdy podłączono mózg do urządzeń pozwalających obserwować jego pracę (EEG, PET, fMRI), nie znaleziono nieaktywnych obszarów.
Może nie chodzi o zwiększenie aktywnego obszaru, ale o rodzaj tej aktywności? A mówiąc znów o umyśle, adepci psychoterapii wprost stwierdzają: „Czuję, że mózg mi się otworzył. Że mam więcej przestrzeni w głowie. Jakbym więcej widział, czuł i przede wszystkim rozumiał”. Te obserwacje są trafne. Oddają to, co – upraszając – można ująć tak: łatwiej myśleć, gdy nie przeszkadzają w tym trudne emocje, kompleksy czy lęki, a nawet fobie. One zdecydowanie zmieniają nasze widzenie świata i relacje – także ze sobą. Przyszła do mnie bardzo światła osoba, pani profesor, nauczycielka akademicka, która panicznie bała się kotów. W trakcie terapii okazało się, że jej trudne doświadczenia z dzieciństwa zainstalowały w jej umyśle program, który kazał jej kojarzyć wszystkie kocie cechy z karą i odrzuceniem. W dzieciństwie nie wolno jej było się bronić, walczyć o swoje, korzystać z wolności, bawić się, poszukiwać komfortu i przyjemności, zajmować się swoim ciałem itd. Gdy zdała sobie z tego sprawę i przy mojej pomocy zmieniła ten program, otwierając się na swoje wcześniej wyparte potrzeby i możliwości, jej życie się zmieniło. Zaczęła dawać sobie więcej uważności i troski. Odpuściła też innym, bo miała wreszcie siebie pod opieką.

A więc czasem mamy w głowie za dużo lęku, by postępować mądrze, czyli na przykład zadbać o siebie czy po prostu móc skupić się na nauce i pracy.
To częsta sytuacja, kiedy przepracowanie trudnych emocji i wydarzeń sprawia, że człowiek nie ma problemów z zadbaniem o swoje sprawy, z koncentracją, z nauką, z jąkaniem się, z migreną czy nawet z dysgrafią. Dzieje się tak, bo znikają filtry, które zakłócały mu poznanie świata i szczere relacje z innymi.

W autobiografii „Mózg i serce, magiczny duet” neurochirurg James R. Doty opisuje, jak będąc chłopakiem, opanował zasady uspokajania ciała i umysłu, co pomogło mu zostać lekarzem, a potem profesorem. Zyskał nie tylko zdolność do błyskawicznej koncentracji, ale też posługiwania się intuicją. Ale nic by z tego nie było, gdyby nie pokonał kompleksów, a wstydził się nawet śmiać, bo uważał, że ma straszne zęby.
Moje doświadczenie psychoterapeuty potwierdza badania i obserwacje Doty’ego. Mózg potrafi przekształcać się pod wpływem umysłu, a więc pracując nad umysłem, możemy doprowadzić do pozytywnych zmian we własnych neuronalnych drogach. I on tego dokonał już jako dziecko, ucząc się przez wiele wakacyjnych tygodni metody uspokajania umysłu. A potem, kiedy jako lekarz wychodził ze spustoszeń po zawale mózgu i odzyskiwał sprawność. Opowieść Doty’ego jest także niezbitym dowodem na to, że świadomość nie jest produktem mózgu, lecz że jest wobec mózgu pierwotna. A więc siła umysłu decyduje o tym, w jakim stopniu wykorzystamy nasz potencjał.

No właśnie, najważniejsze pytanie na dziś to: jak domowymi metodami sięgnąć po ten ukryty potencjał umysłu czy mózgu?
Warto wiedzieć, że umysł może być nastawiony na to, aby poszukiwać, być otwartym na świat i na nowe. Ale może też być konserwatywny i bronić się przed zmianami. W przeciwieństwie jednak do komputerów mamy samoświadomość i ona nam pomaga przeprogramować nasze umysły. Wielu z nas z tej szansy, jaką daje bycie człowiekiem, korzysta, i to często nieświadomie. Dla przyjemności czyta dużo, i to także autorów o kontrowersyjnych poglądach. Próbuje zrozumieć to, co awangardowe, a nawet skandalizujące w sztuce. Nie żeby podziwiać, tylko żeby wiedzieć. Podróżuje, poznaje inne kultury i dziwne egzotyczne obyczaje. Interesuje się rozwojem nauki, filozofuje. Medytuje, uprawia wymagające dyscypliny sportu, udaje się na odosobnienia lub pielgrzymki. Ci zaś, których umysły są raczej konserwatywne, czyli chcący się kontaktować wciąż z tą samą opowieścią o świecie, nie mają nowych wyzwań ani nowej wiedzy do zasymilowania. Nie ma więc powodu, by neurony w ich mózgach zatrudnić do cięższej pracy, a więc uruchomić ten dodatkowy potencjał.

Po dniu pracy w dzielnicy biurowców zmuszać się do nowego?! Gdy ciągną nas seriale, jakiś kryminał, może wino... Wierzymy też, że skutecznie uczyć się można do 20. roku życia.
Zarówno mózg, jak i umysł pozostają plastyczne przez całe życie. Nigdy nie jest za późno, aby coś inaczej zobaczyć, zrozumieć, zmienić się. Bycie otwartym pomaga, bo trzymanie się starych rozwiązań w zmieniającym się świecie skazuje nas i ludzi wokół na fiasko, na zamieszanie i cierpienie. Pamiętajmy o tym, bo nasz umysł – zwłaszcza w sytuacjach kryzysu – ma tendencję do sięgania po stare rozwiązania. A my nie dostrzegamy, że te sprawdziłyby się w tamtych realiach, a dziś spowodują dodatkowy kłopot. Na przykład kiedy nastolatek domaga się swobody, zaufania i szacunku, to co robią rodzice? Na ogół przykręcają śrubę, sięgając po rozwiązania konserwatywne: „Musimy zabronić, musimy więcej wymagać, musimy zdyscyplinować, byliśmy zbyt pobłażliwi”. Choć problem wydaje się stary jak świat, to szybko okazuje się, że stare sposoby nie zdają egzaminu. Bo młody człowiek wzrastał w świecie zupełnie różnym od świata, w którym wzrastali jego rodzice, np. od czasu gdy nauczył się posługiwać komputerem, miał nieograniczony dostęp do informacji i wiedzy. Rodzice są imigrantami w świecie elektronicznych mediów, a młodzi się w tym świecie urodzili. Wiele wskazuje na to, że mają inaczej ukształtowane mózgi. Ich umysły konstruują inny obraz świata, inną prawdę o nim.

No i rozbolała mnie głowa. Zażyję tylko tabletkę i…
Na szczęście nie rozmawiamy o empatii, bo wtedy – odradzałbym. Badania brytyjskie dowodzą, że paracetamol zmniejsza zdolność do rozumienia i reagowania na potrzeby i uczucia innych. To, co w układzie nerwowym oraz w mózgu odpowiada za odczuwanie bólu fizycznego, odpowiada też za współodczuwanie z innymi. Połkniesz tabletkę i może nie być dla ciebie jasne, czemu partner marudzi, a przyjaciółka płacze.

Ale kiedy boli głowa, również trudno o empatię.
Zaskakujące, jak wiele czynników może wpływać na to, co myślimy, a nawet czego oczekujemy. Na przykład szefowa, którą często boli głowa, będzie więcej wymagać od pracowników, ale mniej ich rozumieć. A możemy mówić o paracetamolowym stylu zarządzania w Polsce, biorąc pod uwagę ilość spożywanych leków przeciwbólowych. Polacy konsumują około dwóch milionów tabletek rocznie. Ale Wisły kijem nie zawrócimy.

Wojciech Eichelberger:
psycholog, psychoterapeuta i trener, autor wielu książek, współtwórca i dyrektor warszawskiego Instytutu Psychoimmunologii (www.ipsi.pl).

Ciekawostka

Jak pisze Ałbena Grabowska, dr nauk medycznych, neurolożka i pisarka: Półkule mózgowe ze sobą współpracują, ale też zazwyczaj jedna dominuje. Jeśli nie ma między nimi połączenia, to np. śmiejemy się, gdy coś nas rozbawi, choć nie wiemy czemu. Jeśli z kolei są równorzędne, to piszemy obiema rękami tak samo sprawnie, ale też nasz umysł może znacznie więcej, bo jedna myśl toruje drogę drugiej, a to podstawa geniuszu. Ten dar miał malarz i wizjoner Leonardo da Vinci.

  1. Psychologia

Sposoby na umysłową rutynę? Pobaw się w Sherlock'a Holmes'a!

Wyrobienie sobie nowych nawyków myślowych, nie tylko może usprawnić pracę mózgu, ale sprawi też, że lepiej odnajdziemy się w nowych okolicznościach. (fot. iStock)
Wyrobienie sobie nowych nawyków myślowych, nie tylko może usprawnić pracę mózgu, ale sprawi też, że lepiej odnajdziemy się w nowych okolicznościach. (fot. iStock)
Choć życie raczej nie podsuwa zagadek na miarę tych, jakie rozwiązywał genialny detektyw, to sprawne i regularnie trenowane szare komórki pozwolą nam być bardziej przenikliwymi na co dzień.

Czy Sherlock Holmes byłby zachwycony czy raczej zawiedziony dzisiejszymi czasami – trudno powiedzieć. Z jednej strony ucieszyłby go rozwój technologii i nauki, z drugiej pewnie zdziwiłby fakt, że tak naprawdę niewiele się zmieniło w kwestii tego, na ile potrafimy korzystać z naszego umysłu. Jak zauważa psycholog Maria Konnikova, na co dzień zbyt często jesteśmy zaskakująco bezmyślni. Wiele informacji nam umyka, a potem jesteśmy zaskoczeni, że sprawy okazały się inne, niż nam się wydawało. Idziemy przez park i nie widzimy drzew, bo nasze umysły są zajęte przetwarzaniem tego, co właśnie się wydarzyło, lub tworzeniem scenariuszy na przyszłość. Coraz częściej też zawodzi nas pamięć, nie tylko nie potrafimy sobie przypomnieć, w którym roku była bitwa pod Grunwaldem, ale też co robiliśmy w zeszłą niedzielę. A przecież jako dzieci widzimy i pamiętamy wszystko: nowe emocje i doświadczenia, zapach deszczu, kolor roweru kolegi. Dlaczego jako dorośli popadamy w umysłową rutynę?

Wszystkiemu winien jest proces automatyzacji, który, choć z gruntu jest dobry (pozwala nam np. prowadzić samochód bez każdorazowego przypominania sobie, jak to się robi), to niebezpiecznie przybliża do bezrefleksyjności. – Jak wiele podjęliśmy decyzji i powzięliśmy sądów, nie zdając sobie sprawy z tego, jak i dlaczego to robimy? – pyta Konnikova. I przekonuje, że codzienna gimnastyka mózgu jest równie potrzebna jak regularne ćwiczenia ciała. Wykorzystując metodologię najsłynniejszego na świecie detektywa – Sherlocka Holmesa, możemy nie tylko rozwiązać niejeden życiowy problem, ale też stworzyć nawyki myślowe, które pozwolą nam wejść w bardziej uważną relację ze sobą i światem. Bo co prawda Holmes został wymyślony, ale jego rygorystyczne podejście do myślenia było jak najbardziej realne. W skrócie jego metoda wygląda następująco: zrozumieć i określić problem; dokonać obserwacji; zbudować hipotezę; sprawdzić i dedukować; wszystkie czynności powtórzyć.

Mózg jak poddasze

To, co najbardziej charakteryzowało Holmesa, to jego sceptyczny i dociekliwy stosunek do świata. Niczego nie przyjmuje na wiarę i wszystkiego jest ciekaw. Tyle tylko, że ludzki umysł lubi już raz wytyczone ścieżki, myślimy w sposób szybki i odruchowy. Dopiero kiedy coś nami wstrząśnie, zmusi do zatrzymania się na chwilę – zaczynamy porządnie myśleć, a czasem nawet zmieniamy zdanie, którego do tej pory byliśmy w 100 procentach pewni. Dlatego aby choć w niewielkim ułamku stać się jak Sherlock Holmes, musimy przezwyciężyć naturalny opór, jaki wobec takiego podejścia będzie miał nasz mózg. – Nigdy nie zakładajmy z góry, że coś jest tym, czym jest. Myślmy o każdej rzeczy, jakby była absurdem porównywalnym do nieistniejącego w przyrodzie zwierzęcia – radzi Maria Konnikova.

Kolejna sprawa to selekcja informacji. Jak mówi detektyw: „Mózg człowieka przypomina niewielkie puste poddasze, które trzeba tak umeblować, by nam to odpowiadało. Głupiec będzie zbierał wszelkiego rodzaju gazety, jakie nawiną mu się pod rękę. Wówczas wiedza, która mogłaby mu się przydać, zostaje wyparta lub w najlepszym przypadku upchnięta gdzieś w kąt, wraz z mnóstwem innych rzeczy, tak że dostęp do niej będzie utrudniony. Rozsądny człowiek nad wyraz skrupulatnie wybiera to, co wnosi na swoje poddasze, czyli wkłada do swojego mózgu”. W miarę upływu czasu pewne „meble” na poddaszu przestają być potrzebne, po inne sięgamy coraz częściej – to stanowi oś tego, kim naprawdę jesteśmy. Sherlock Holmes umiał odgadnąć zawartość poddasza konkretnej osoby na podstawie jej wyglądu zewnętrznego, dzięki czemu wiedział, kim dana osoba jest i do czego może być zdolna.

Potęga obserwacji

Przez chwilę zabawmy się w Sherlocka. Wyobraź sobie, że jesteś na przyjęciu i właśnie podchodzi do ciebie nieznana osoba. Co możesz powiedzieć na jej temat na podstawie pierwszego wrażenia? Młoda, ładna, sympatyczna? A może nawet dobra, hojna, poukładana? Te wszystkie wnioski mogą być trafne albo chybione, w większości wypadków wyciągamy je bowiem na podstawie własnych, często nieuświadomionych przekonań. Powiedzmy, że nowo poznana osoba ma na sobie bluzkę z krzykliwym nadrukiem, a ty nie lubisz takiej ostentacji. Najprawdopodobniej stwierdzisz, że jest nieciekawa. A może przypomina ci twoją ukochaną kuzynkę – uznasz zapewne, że jest sympatyczna.

Oto kolejna właściwość naszego umysłu – lubi przeskakiwać prosto do wniosków, żeby się nie przemęczać. Poza tym na naszą ocenę ma duży wpływ nastrój. Kiedy jesteśmy zrelaksowani i szczęśliwi, mamy bardziej akceptujące, pozbawione rezerwy spojrzenie na świat. Fachowo nazywa się to heurystyką afektu – jak czujemy, tak myślimy. Dlatego dobrze znać swoje nawyki oraz tendencje umysłu i pamiętać, że pierwsze wrażenie to tylko pierwsze wrażenie. Lepiej zastanowić się, co je wywołało i czy większy ma to związek z naszą tendencją do konkretnych ocen, czy z obiektywną prawdą.

Holmes proponuje, by zawsze zaczynać od podstaw, czyli od obserwacji. Przy czym każdy z elementów powinien być rozpatrywany w kontekście, w połączeniu z pozostałymi – nie jako oderwany kawałek. Obserwacja powinna być też zintegrowana z posiadaną wiedzą. To, co zwykle najbardziej przeszkadza nam w byciu dobrym obserwatorem, to nieumiejętność skupienia. Zbyt często robimy wiele rzeczy naraz: rozmawiamy przez telefon, jednocześnie sprawdzając mejle w skrzynce odbiorczej, albo słuchamy muzyki, prowadzimy samochód i rozmawiamy ze współpasażerem. To wszystko sprawia, że nie jesteśmy w stanie być obecnymi w każdej z tych czynności. Stąd wiele informacji nam umyka. Oczywiście nie chodzi o to, by być skupionym na wszystkich bodźcach – wtedy byśmy oszaleli. Trzeba umieć dokonywać selekcji. Tylko jak ustalić, na czym skupić uwagę, a co sobie podarować? Konnikova podaje hipotetyczny przykład zawodów, jakie można by urządzić pomiędzy Holmesem a Watsonem. Wyobraźmy sobie, że obaj stoją na dachu wieżowca w centrum miasta, na którym znajduje się kilka przyrządów optycznych do bliższej obserwacji. Wygra ten, który najszybciej dostrzeże nadlatujący samolot. Jak obaj podejdą do zadania? Watson pewnie zacznie przeskakiwać od jednej lunety do drugiej, bo czas ucieka. Holmes najpierw sprawdzi na swoim smartfonie (zakładamy, że zawody odbywają się współcześnie) rozkład lotów, ustali stronę, z której powinien nadlecieć pierwszy samolot, po czym spokojnie będzie go wypatrywał. Wniosek? Musisz ustalić, na co masz patrzeć, jaki jest twój cel.

Sherlock stawia na aktywną obserwację, czyli taką, która angażuje wszystkie zmysły i niczego nie wyklucza. Sam nie wyciąga od razu wniosków i co chwila sprawdza, czy coś mu nie umknęło. A jeśli choć jeden element przeczy jakiejś teorii, odrzuca teorię, a nie element, zgodnie ze swoją zasadą, że wyjątek przekreśla regułę.

Używaj wyobraźni

W jednym z opowiadań Artura Conan Doyle’a Holmes zwraca się do inspektora Lestrade’a, który zbyt pochopnie wyciągnął wnioski, tymi słowy: „Zacny Lestrade, bujna wyobraźnia nie jest pańską najmocniejszą stroną”. Inspektor wzrusza ramionami, no bo co tu do rzeczy ma wyobraźnia. Obserwacja, dedukcja – owszem, ale czy wyobraźnia to rzecz, na której powinien polegać pracownik Scotland Yardu? Jak najbardziej! Wyobraźnia jest kolejnym etapem naszego procesu myślenia. Pomaga złożyć do kupy wszystkie obserwacje i sprawdzić, czy scenariusz lub wytłumaczenie, które jest ich wypadkową, ma rację bytu. Pozwala znaleźć mniej oczywiste rozwiązania, wyjść poza schematy. I jest przyjemnością. Dlatego rozwiązywanie zagadek kryminalnych sprawia taką frajdę. Kreatywności można się nauczyć, regularnie ją ćwicząc. Na przykład za pomocą prostego zadania.

Wyobraź sobie, że ktoś wprowadza cię do pokoju, w którym stoi stół, na nim leżą pudełko gwoździ, zapałki i świeca. Twoim zadaniem jest przytwierdzenie świecy do ściany. Jeśli należysz do 75 procent uczestników tego klasycznego eksperymentu, jaki przeprowadził psycholog Karl Duncker, w pierwszym odruchu będziesz próbowała przybić świeczkę do ściany za pomocą gwoździa – szybko przekonasz się, że jest to niemożliwe. Nie uda się też plan polegający na zapaleniu świeczki i przyklejeniu jej na wosk do ściany (taka konstrukcja szybko się zawali). Jakie jest prawidłowe rozwiązanie? No właśnie, wymaga odrobiny wyobraźni. Chodzi o to, by wyjąć gwoździe z pudełka, przybić pudełko do ściany, zapalić świecę, nakapać woskiem na pudełko i przymocować świeczkę. Dlaczego tak znikomy procent osób wpada na to rozwiązanie? – Większość ludzi nie zauważa, że coś tak oczywistego jak pudełko gwoździ może być czymś innym – pudełkiem i gwoźdźmi – konstatuje Maria Konnikova. Fachowo nazywa się to fiksacją funkcjonalną – na ogół postrzegamy przedmioty zgodnie z ich pierwotnym przeznaczeniem, przydzieloną wcześniej funkcją. I z tą fiksacją walczy właśnie wyobraźnia, która w dużej mierze polega na odnajdywaniu nieoczywistych związków między elementami niemającymi ze sobą na pierwszy rzut oka nic wspólnego.

Co, jeśli nie potrafisz znaleźć odpowiedzi czy wytłumaczenia innego niż to najbardziej oczywiste, które jednak nie działa? Zdystansuj się od problemu. Wyjdź gdzieś lub nawet wyjedź, zajmij się czymś innym, czynnością równie angażującą, ale na tyle niezwiązaną z tematem, nad którym się głowisz, żeby nie wymagała zbyt wielkiego wysiłku i pozwoliła ci się na chwilę oderwać. Sherlock zwykł w takich sytuacjach wypalać trzy fajki, ty możesz posłuchać muzyki, zagrać w siatkówkę, popracować w ogródku.

Moc dedukcji

I wreszcie clou metody Sherlocka Holmesa – dedukcja. To ostatni etap, na którym łączymy wszystkie pojedyncze elementy w spójną całość. Porządkujemy i poddajemy obróbce zebrany materiał. Jedną z żelaznych zasad detektywa jest: „Kiedy wyeliminujesz wszystko, co niemożliwe, to, co zostaje, musi być prawdą, jakkolwiek wydaje się nieprawdopodobne. Może pozostać kilka wyjaśnień, wówczas wszystkie po kolei sprawdzamy, dopóki nie okaże się, że za jednym z nich stoją najbardziej przekonujące argumenty”. W przypadku dedukcji ważna jest też umiejętność odróżniania tego, co kluczowe, od tego, co przypadkowe. Nie jest to łatwa sprawa, ale trening czyni mistrza. Podstawowa zasada: nie możesz dopuścić, by jedna pasująca możliwość wyeliminowała wszystkie inne informacje, którymi mogłabyś się posłużyć. No i nigdy nie wykluczaj niemożliwego, choć musi się ono mieścić w granicach logiki.

Nadal nie wiesz, co myśleć i jakie rozwiązanie wybrać? Przedstaw swój sposób rozumowania i kolejne kroki procesu dedukcji komuś bliskiemu. Nic tak nie porządkuje informacji i nie gruntuje poglądu na sprawę, jak opowiedzenie wszystkiego na głos i usłyszenie stanowiska innej osoby. Bo podstawowy błąd, jaki możemy popełnić, to zakładać, że nasze podejście jest jedynym właściwym.

Jeśli przyjrzymy się metodzie Holmesa bliżej, okaże się, że nie tylko uczy nas logicznego, niczym niezmąconego myślenia, ale też nieosądzania i wyciągania zbyt pochopnych wniosków, otwartości na świat i uważności. Coraz częściej mówi się o tym, że genialny detektyw był prawdziwym mistrzem Mindfullnes.

Ćwicz swoją dedukcję

Zapisz pierwszą odpowiedź, jaka przychodzi ci do głowy:

1. Kij i piłka do bejsbola kosztują razem 1 dolara i 10 centów. Kij jest droższy od piłki o dolara. Ile kosztuje piłka? 2. Jeśli 5 maszyn w ciągu 5 minut produkuje 5 urządzeń, ile czasu zajmie 100 maszynom wyprodukowanie 100 urządzeń? 3. Na stawie rośnie kępa lilii wodnych. Codziennie rozrasta się dwukrotnie. Jeśli pokrycie powierzchni całego stawu zajmie liliom 48 dni, to ile dni potrzeba, by zarosły połowę stawu?

Zadanie pochodzi z książki Marii Konnikovej, „Myśl jak Sherlock Holmes”, Agora 2015

  1. Zdrowie

Czy kawa działa korzystnie na mózg?

Wiele osób bez kawy nie wyobraża sobie poranka. (Fot. iStock)
Wiele osób bez kawy nie wyobraża sobie poranka. (Fot. iStock)
Chcąc poprawić kondycję naszego mózgu warto sięgnąć po nootropiki, czyli substancje zmieniające umysł, pobudzające procesy poznawcze i mające moc poprawiania sposobu myślenia, odczuwania i funkcjonowania. Warto też pamiętać, że nootropiki powinny chronić chemiczną strukturę mózgu. Czy w takim razie można zaliczyć do nich kawę? – wyjaśnia Julie Morris, autorka książki „Smart Plants”.

Chyba nie muszę nikomu uświadamiać, że filiżanka kawy ma całkiem bogatą ofertę: od delikatnego rozbudzenia umysłu po potężny ładunek energii i motywacji na cały dzień. Tak, kawa naprawdę działa. Ale czy jest nootropikiem? Odpowiedź może Cię zaskoczyć.

Kawa jest przyjazna dla mózgu na wiele sposobów. Ziarna zawierają dużo polifenoli – naturalnych przeciwutleniaczy o silnym działaniu neuroprotekcyjnym. Poza tym kawa przyspiesza krążenie krwi, co może być pomocne w dostarczaniu niezbędnych porcji tlenu i składników odżywczych do mózgu, a  więc działa na rzecz procesów poznawczych. Poza tym duża zawartość kofeiny w kawie działa na mózg jak dodatkowy wzmacniacz, do czego nie trzeba żadnych naukowych dowodów – wystarczy, że wypijesz kawę, a z dużą dozą prawdopodobieństwa poczujesz nagły przypływ energii, lepszego nastroju, koncentracji i chęci do działania. Jednak ta sama cecha, która wpływa na nas tak korzystnie, może być przyczyną kłopotów, ponieważ kawa to stymulant. Działa podobnie jak nikotyna w papierosach czy duża porcja cukru w produktach żywnościowych. Jeśli ma w sobie dużo kofeiny, to przyspiesza zalew neuroprzekaźników pobudzających, takich jak dopamina i adrenalina, co sprawia, że człowiek czuje się „nakręcony”, przynajmniej przez chwilę. Jednak po ustąpieniu działania kofeiny nie tylko dochodzi do zawału w systemie neuroprzekaźników, lecz także organizm zostaje pozbawiony części zasobów hamującego neuroprzekaźnika GABA (stąd trudności z późniejszym odprężeniem się).

Prawdziwe nootropiki powinny wspierać tworzenie i utrzymanie zdrowego poziomu neuroprzekaźników, a nie szkodzić im. Pomimo pożądanego oddziaływania kawa często jest łączona ze stanem niepokoju, poirytowania, ogólnego napięcia nerwowego, a nawet – atakami paniki. Co więcej, jeśli pija się ją w nadmiarze, może skutkować wręcz p o gorszeniem procesów poznawczych. Dlatego można się czuć świetnie po wypiciu połowy filiżanki, ale już po dwóch lub trzech – doświadczyć zamglenia umysłowego, zmęczenia i poczucia, że organizm potrzebuje kolejnej porcji kawy. (Nie lekceważ takich symptomów – w ten sposób mózg informuje Cię, że trzeba „wziąć na wstrzymanie” z kawą, dlatego zdecydowanie nie sięgaj po następną.) Ze względu na wspomniane negatywne skutki uboczne – z uzależnieniem włącznie – większość specjalistów żywienia nie zalicza kawy do nootropików i zaleca umiarkowanie w jej stosowaniu.

Małe ilości kawy i kofeiny od czasu do czasu z pewnością mogą korzystnie pobudzić mózg i dodać energii. Jest też możliwe, że zbyt lubisz ją pić, by z niej zrezygnować. (Sama od czasu do czasu pijam parzoną przez siebie kawę.) Jednak staraj się traktować ją jako smakołyk, po który sięgasz okazjonalnie, a nie napój pijany zwyczajowo. Najlepiej by było, gdyby nie pojawiała się potrzeba wypicia kawy, żeby się pobudzić. Celem jest naturalna aktywność bez konieczności stosowania wspomagaczy. Z tego względu nootropiki są prawdopodobnie najlepszym zamiennikiem kawy.

  1. Zdrowie

Nootropiki – jak natura może poprawić pracę mózgu?

Nootropiki nie tylko zapewniają układowi nerwowemu optymalne funkcjonowanie, lecz także poprawiają umysłową sprawność. (fot. iStock)
Nootropiki nie tylko zapewniają układowi nerwowemu optymalne funkcjonowanie, lecz także poprawiają umysłową sprawność. (fot. iStock)
Któż  z nas nie marzy o doskonałej koncentracji, świetnej pamięci, sprawnym myśleniu? W tych wszystkich procesach mogą nam pomóc nootropiki. – Czym są? Jak działają na mózg? – wyjaśnia Julie Morris, autorka książki „Smart Plants”.

Czy rolnik z Mezopotamii żyjący dziesięć tysięcy lat temu i wikiński wojownik sprzed tysiąca lat mają coś wspólnego z Tobą i ze mną? Owszem – podobne mózgi. Co prawda nasze życie zdaje się pędzić z zawrotną szybkością, jednak ewolucja to proces bardzo powolny, który dotyczy również naszego mózgu. Około dwóch milionów lat temu nasi przodkowie, Homo erectus, cechowali się raczej małymi mózgami, niewiele większymi od mózgów małp człekokształtnych.

Trzeba było aż półtora miliona lat, żeby ten organ dwukrotnie się powiększył, co umożliwiło ówczesnym Homo sapiens chodzenie w pozycji wyprostowanej, rozwinięcie języka i przyswojenie pewnych umiejętności pozwalających rozwiązywać problemy. Jedna uwaga: wielkość mózgu jako taka nie jest wyznacznikiem inteligencji. Od czasu szczytowego etapu rozwoju Neandertalczyków nasze mózgi nieco się skurczyły, jednak w porównaniu z prehistorycznymi krewniakami my możemy się poszczycić sprawniejszymi procesami poznawczymi. (Większość naukowców jest zdania, że mniejsze niż u Neandertalczyków mózgi mają związek z mniejszymi rozmiarami ciała i efektywniejszym wykorzystaniem energii.) Istotne jest jednak, że zmiany w anatomii człowieka zachodzą bardzo wolno. W ciągu ostatnich dziesięciu tysięcy lat mózg praktycznie wcale się nie zmienił.

Przyglądając się społeczeństwom, trudno się tego domyślić. Wystarczy rzut oka na paręset lat – powiedzmy od rewolucji przemysłowej do dnia dzisiejszego – by zauważyć, jak ogromne zmiany zaszły na praktycznie każdej płaszczyźnie, co częściowo zawdzięczamy rozwojowi urbanizacyjnemu i masowej produkcji. Jednak nie trzeba sięgać tyle lat wstecz – przecież życie naszych dziadków, a nawet rodziców wyglądało zupełnie inaczej niż nasze. Czemu nie zawęzić ram czasowych jeszcze bardziej? Popatrz na swoje własne doświadczenia. Nie wiem, jak jest w Twoim przypadku, ale nic tak skutecznie nie sprawia, że czuję się staro, jak moje własne słowa: Pamiętam, że zanim pojawił się internet…

Pomyśl: W ciągu ostatnich stu lat świat się zelektryfikował, ulice zapełniły się samochodami, człowiek postawił stopę na Księżycu… a teraz możemy pląsać przy dźwiękach najnowszego przeboju Beyoncé dobiegających z tego samego urządzenia, które pozwala nam „czatować” z przyjaciółmi, dowiadywać się, co dzieje się na świece, śledzić puls, podpisać umowę, uczyć się francuskiego, kupić myjkę do ciała i dowiedzieć się, która godzina… i to wszystko jest dostępne od ręki. Dzisiejszy goryl wciąż prezentuje te same umiejętności i ma te same potrzeby, co jego przodek sprzed dziesięciu tysięcy lat. Nasza sytuacja jest krańcowo inna. Życie nabrało tempa – szczególnie w ciągu ostatnich stu lat – wręcz zawrotnego, a z drugiej strony ewolucyjnie nic w nas nawet nie drgnęło.

Nie zamierzam twierdzić, że postępy, jakie poczyniliśmy jako gatunek, i tempo, w jakim tych postępów dokonujemy, są z natury złe. (Uwielbiam robić zakupy w sieci z opcją dostawy następnego dnia i nie jestem w tym odosobniona.) Jednak nasze mózgi zwyczajnie nie są przystosowane do mierzenia się z takim poziomem stresu i napięć – niektórzy nazywają to „ciągłą częściową uwagą” – jakie są dziś naszym udziałem. Choć potrafimy się błyskawicznie przystosować do wymogów otoczenia (takich jak noszenie wygodnego obuwia umożliwiającego szybkie poruszanie się po miejskich rozgrzanych betonowych chodnikach), nasz mózg desperacko potrzebuje wsparcia z naszej strony, by adaptować się do niezliczonych wyzwań i natłoku informacyjnego, które są częścią „normalnego” współczesnego życia. W głębi duszy wszyscy wołamy o równowagę; szukamy sposobów na odzyskanie ulotnej czystości umysłu, która powinna być integralnym elementem mózgu.

I tu pojawia się pole dla niezwykłej mocy nootropików.

Człowiek nie będzie biernie czekał miliony lat, aż ewolucja zaoferuje mu lepszy mózg. – dr Corneliu e. Giurgea, rumuński psycholog, chemik i „ojciec nootropików”.

Co to jest nootropik?

Zacznijmy od nazwy. Wywodzi się ona z j. greckiego, słowo noos oznacza ‘umysł’, a tropos – ‘obrócenie’ lub ‘zmianę’. Innymi słowy: nootropik to substancja zmieniająca umysł, pobudzająca procesy poznawcze, która ma moc poprawiania sposobu myślenia, odczuwania i funkcjonowania. Nootropiki są w użyciu od tysiącleci we wszystkich zakątkach świata, czy to by wzmóc wytrzymałość i wyostrzoną uwagę podczas polowania bądź bitwy, czy by podnieść poziom świadomości i mieć lepszą więź ze światem na poziomie duchowym. Z drugiej strony współczesne branie pod uwagę nootropików jako substancji wspomagających procesy poznawcze jest stosunkowo nowe. Początki badań środków wspomagających układ nerwowy sięgają lat sześćdziesiątych XX wieku. Rumuński psycholog i chemik Corneliu Giurgea użył terminu nootropik w 1972 roku – kilka lat po tym, jak opracował Piracetam, czyli związek wspomagający pamięć. Urodzony w 1923 roku w Bukareszcie dr Giurgea poświęcił zawodowe życie na badanie ewolucji człowieka i opracowywanie metod wspomagania jego rozwoju. Udało mu się nie tylko przyciągnąć uwagę do idei optymalizacji funkcji mózgu, lecz także wprowadził koncepcję wspierania procesów poznawczych do świata chemii. Choć koncentrował się głównie na substancjach syntetycznych, miał bardzo zdecydowane podejście do „zasad” dotyczących nootropików, czego skutkiem było opracowanie listy ich cech charakterystycznych, zwanych „pięcioma zasadami nootropików”.

Credo Corneliu Giurgea brzmiało: nie przynosić szkody, co jasno określa jego rozumienie nootropików. Jednak trzeba zauważyć, że w kolejnych latach rozwoju badań nad nootropikami nie wszyscy kierowali się tą szlachetną ideą.

Pięć zasad nootropików dra Corneliu Giurgea

  1. Nootropik powinien wzmacniać pamięć i zdolność uczenia się.
  2. Nootropik powinien wzmacniać trwałość wyuczonych zachowań i wspomnień, czyniąc je bardziej odpornymi na warunki mogące je zaburzać (takie jak brak tlenu).
  3. Nootropik powinien chronić mózg przed uszkodzeniami zarówno fizycznej, jak i chemicznej natury.
  4. Nootropik powinien zwiększać skuteczność korowych/podkorowych mechanizmów kontroli, tym samym usprawniając świadome i podświadome zachowania.
  5. Nootropik nie powinien wywoływać skutków farmakologicznych typowych dla leków psychotropowych (nie powinien zaburzać funkcji motorycznych lub działać uspokajająco) i nie może dawać wielu skutków ubocznych (najlepiej żadnych), musi też cechować się bardzo niską (lub żadną) toksycznością.

Mózg napędzany Smart Drugs

Edward Morra (grany przez Bradleya Coopera w filmie „Jestem Bogiem” z 2011 roku) był przeżywającym kryzys twórczy pisarzem, jednak w pewnym momencie los dał mu drugą szansę w postaci nootropiku o nazwie NZT, zmieniającego go w błyskotliwego i twórczego geniusza, który może eksploatować swoje procesy poznawcze do nieosiągalnego do tej pory poziomu. Dopiero z czasem orientuje się, że cudowny środek ma swoją mroczną stronę. Jednak oglądając Morrę, który przechodzi tak niesamowitą przemianę już po pierwszej dawce, chyba żaden widz nie może nie dać się choć częściowo uwieść fantazji i marzeniom o jednej pigułce, która umożliwia wykorzystanie całego potencjału mózgu, pozwala znieść wszelkie ograniczenia i daje szansę na osiągnięcie wszystkiego, czego się tylko zapragnie.

Niestety nootropiki tak nie działają, dlatego nie marnuj czasu na przeszukiwanie sieci pod kątem dostępności – legalnej lub nie – „cudownej pigułki”. Z drugiej strony trudno nie zauważyć szybko rozwijającego się rynku tzw. smart drugs, które niestety często są określane mianem nootropików. Każdy z nas miał chyba w życiu okazję widzieć takie środki „w akcji”. Na przykład w świecie sportu, gdzie nawet najwspanialsi profesjonaliści zwracali się ku sterydom i innym nielegalnym środkom, byle poprawić swoje fizyczne osiągi. Dziś celem w wyścigu życia są procesy poznawcze. Nieodparta potrzeba zdobywania niezdobytego, bycia przed innymi, przyswojenia nowych umiejętności i manipulowania światem jest przypisana ludzkiej naturze, dlatego wyścig w poszukiwaniu środków dających władzę nad neurochemią jest całkiem zrozumiały. Smart drugs to zasadniczo substancje chemiczne, których pierwotnym przeznaczeniem jest leczenie ludzi dotkniętych pewnymi chorobami i zaburzeniami. W wielu przypadkach osoby cierpiące na schorzenia neurologiczne mogą dzięki smart drugs zmienić swoje życie, pod warunkiem, że korzystają z nich w należyty sposób. Jednak jeśli są brane poza kontrolą i niezgodnie z przepisanymi dawkami bądź przez zdrową osobę, mogą wywołać nieoczekiwane i niepożądane skutki. (…)

Potęga naturalnych nootropików

Współczesna medycyna od XVIII w. czyni niesłychane postępy, również na polu wspierania funkcji mózgu, jednak naturalne nootropiki są w użyciu znacznie dłużej. Wywodząca się z Indii medycyna ajurwedyjska oraz medycyna chińska – by wymienić tylko dwa najbardziej rozbudowane systemy – z powodzeniem wykorzystują ich niezwykłe właściwości od tysięcy lat.

Dziś, choć nie istnieje ujednolicona definicja słowa nootropik, większość świata medycznego jest zgodna, że nootropik to po prostu substancja wzmacniająca procesy poznawcze bez efektów ubocznych.

Naturalne nootropiki również taką zdolnością się charakteryzują, jest jednak pewna różnica między nimi a nootropikami syntetycznymi: są to produkty żywnościowe (lub przynajmniej suplementy pochodzenia naturalnego), a nie chemiczne substancje wytwarzane przez człowieka. Poza niewywoływaniem negatywnych skutków mogą się poszczycić czymś wręcz przeciwnym: korzystnymi skutkami ubocznymi.

Najpoważniejszym argumentem za stosowaniem diety opartej na żywności pełnowartościowej, zamiast produktów przetworzonych i suplementów, jest występujące w niej bogactwo naturalnych wieloskładnikowych substancji odżywczych, czyli takich, które składają się z przynajmniej dwóch współdziałających elementów razem oddziałujących pozytywnie na wielu płaszczyznach – zarówno jeśli chodzi o zdrowie mózgu, jak i całego organizmu. Chemiczne nootropiki w najlepszym razie tylko maskują niedobory i niekoniecznie pomagają generować trwałe zmiany. Z kolei naturalne nootropiki mogą poprawić całościową kondycję mózgu, dać mu asumpt to usprawniania procesów poznawczych, a to przełoży się pozytywnie na sposób myślenia i odczuwania.

Naturalne nootropiki nie zdziałają cudów z dnia na dzień, ale stosując je regularnie - zapewniamy sobie długoterminowo lepsze funkcjonowanie mózgu. (fot. iStock) Naturalne nootropiki nie zdziałają cudów z dnia na dzień, ale stosując je regularnie - zapewniamy sobie długoterminowo lepsze funkcjonowanie mózgu. (fot. iStock)

Z wcześniejszych informacji już wiesz, że istnieje wiele składowych codziennej diety, które w niesamowity sposób wspomagają zdrowie mózgu. Jednak jest różnica między „zmyślnymi produktami”, a produktami uznawanymi za naturalne nootropiki – to nootropiki mają prawdziwą moc pobudzania mózgu, dlatego można je śmiało określić mianem superfoodów kognitywnego świata. Nie tylko zapewniają układowi nerwowemu optymalne funkcjonowanie, lecz także poprawiają umysłową sprawność. Co więcej, każdy nootropik ma trochę inny zakres działań: jedne pomogą Ci utrzymywać stres pod kontrolą, inne usprawnią pamięć, a jeszcze inne wspomogą koncentrację i umożliwią sprawną prezentację biznesową lub spontaniczną mowę weselną. Kluczowe jest to, że niezwykły koktajl nootropowy pomoże Ci dostrzec potencjał drzemiący w Twoich procesach poznawczych i wykorzystać je – ku wielkiej satysfakcji – zgodnie z Twoimi oczekiwaniami.

Choć naturalne nootropiki to „tylko rośliny”, muszę przyznać, że nie było mi łatwo natrafić na formę umożliwiającą wykorzystanie ich w przepisach. Czy na azjatyckim targu można dostać świeży korzeń żeń-szenia? Oczywiście! Jednak moim zamiarem było stworzenie receptur, których składniki byłyby łatwo osiągalne. W najgorszym wypadku niektóre z nich można kupić on-line, a ponieważ mowa o przyprawach, ich okres trwałości jest dość długi.

Drugim wyzwaniem, przed jakim stanęłam, był smak. Prawda jest taka, że niektóre z nootropowych roślin smakują wręcz okropnie – lub są bardzo trudno dostępne w odpowiednio dużych ilościach – dlatego postanowiłam zastosować zasadę „dziel i zwyciężaj”.

Do najlepszych naturalnych nootropików zaliczyć możemy m.in.: kakao, matchę, soplówkę jeżowatą, jagody goji czy inne owoce jagodowe, różeniec górski, kurkumę cytryniec chiński, grzyb reishi.

  1. Psychologia

Gimnastyka szarych komórek, czyli jak zmusić mózg do kreatywnego myślenia

Czy każdy mózg można zmusić do twórczego myślenia? Wiele wskazuje na to, że tak. (Ilustracja: iStock)
Czy każdy mózg można zmusić do twórczego myślenia? Wiele wskazuje na to, że tak. (Ilustracja: iStock)
Masz kłopoty z nowymi pomysłami, kreatywnością? To znaczy, że zapuściłaś swój mózg. Winny jest brak nowych bodźców, wygodnictwo i rutyna. Ale koniec z nudą! Ruszaj na neurobik. Dzięki tej gimnastyce zachowasz młodość umysłu.

Budzik. Łazienka. Śniadanie. Kawa. Radio. Samochód. Praca. Komputer. Telefon. Wieczór. Samochód. Dom. Telewizor. Książka. Łazienka. Spać. Codziennie tak samo, tymi samymi mentalnymi ścieżkami. Rutyna i nuda. Oto, co wykańcza twój mózg. Kawałek po kawałeczku czyści go z kreatywności, pomysłowości i fantazji.

Tymczasem dziś bez kreatywności żyć niełatwo. To kreatywni awansują, mają ciekawą pracę, lepiej zarabiają. Każdy chce być kreatywny. Nic więc dziwnego, że kursy uczące, jak stać się taką osobą, cieszą się ciągle niesłabnącym powodzeniem. Ale co to takiego ta kreatywność? Bardzo długo uważano, że to po prostu inteligencja. Dziś wiemy, że wysoki poziom IQ nie gwarantuje wcale umiejętności twórczego myślenia, choć oczywiście pewne minimum wiedzy jest do tego konieczne.

Pozwól gadać półkulom

Czy zatem każdy mózg można zmusić do twórczego myślenia? Wiele wskazuje na to, że tak. W jaki sposób? By to wiedzieć, trzeba nieco (ale tylko trochę) znać się na jego topografii. Otóż uważa się, że nasz mózg podzielił kompetencje pomiędzy swoje dwie półkule. Lewa ma być surową guwernantką – obsługiwać rozum, analityczne myślenie, prawa – szaloną artystką – pełną duchowych uniesień, twórczej weny i nieposkromionych pomysłów. Dziś wiadomo, że aby naprawdę twórczo myśleć, obie półkule muszą być w ten proces zaangażowane w równym stopniu. Ludzie, którym operacyjnie lub na skutek urazu rozłączono półkule mózgowe, stają się znacznie mniej kreatywni – a więc to, jak myślimy, zależy w ogromnym stopniu od połączenia między półkulami. Muszą intensywnie komunikować się ze sobą, wymieniać poglądy, dyskutować. Dlatego wiele treningów kreatywności kładzie duży nacisk na wzmacnianie połączeń między półkulami.

Jednym z nich jest specjalna gimnastyka zwana kinezjologią lub gimnastyką mózgu. Wymyślił ją Amerykanin, dr Paul Dennison. Opiera się na odkryciach neurobiologów, którzy stwierdzili ponad wszelką wątpliwość, że do organizowania pracy mózgu niezbędna jest... aktywność fizyczna. Dlatego małe dzieci, których mózg rozwija się najintensywniej, bez przerwy się ruszają i dlatego psycholog na dysleksję może zalecić taniec albo pływanie. I z tego samego powodu nasza umysłowa wydajność siada, kiedy całe godziny spędzamy za biurkiem, a jedyną gimnastyką jest stukanie palcami w klawiaturę komputera. Nie macie się jednak czego obawiać. Kinezjologia nie zagoni was na siłownię. Ruch, jaki propaguje ten rodzaj treningu, nie jest wysiłkowy, opiera się na naturalnej aktywności człowieka. Naciągnięcie mięśni wam nie grozi. A korzyści? Ogromne! Gimnastyka umysłu korzystnie wpływa na stan równowagi psychicznej, poczucie własnej wartości, organizację pracy, koncentrację.

Proste ćwiczenia dr. Dennisona poprawią koordynację wzrokowo-ruchową, zwiększą zdolności manualne, usuną zmęczenie, odprężą i zrelaksują. No i napompują umysł nowymi pomysłami i energią. Jest wiele (także po polsku) książek z zestawami kinezjologicznych ćwiczeń. Bez problemu możesz stosować je sama. Przykład? Proszę: do najbardziej klasycznych należą tak zwane leniwe ósemki. Polegają na wodzeniu oczami za przedmiotem o kształcie położonej ósemki (znaku nieskończoności) lub jego rysowaniu ręką w powietrzu. Ruch zaczynaj zawsze od środka w lewo do góry – lewą ręką, następnie prawą ręką i kończ obydwoma rękoma połączonymi razem. Modyfikacją tego ćwiczenia jest „słoń” – wykonujemy te same ruchy co przy „leniwych ósemkach”, ale tak, jakby robił to słoń. Kładziemy lewe ucho na lewym ramieniu i patrzymy wzdłuż wyciągniętego ramienia-trąby słonia (grzbietem dłoni do góry), nogi w kolanach lekko ugięte, mały rozkrok. Rysuj ręką w powietrzu obszerne „leniwe ósemki” (ucho przyklejone do ramienia). Całe ciało prostuj. Proste? Proste.

Mózgowy fitness

Kinezjologia to tylko jedna z metod ćwiczenia umysłu. Jest wiele rozmaitych szkół „mentalnej gimnastyki”. Inną – święcącą zresztą na Zachodzie największe sukcesy – jest neurobik. Początek tej metodzie dała – wydana także u nas – książka „Neurobik. Zadbaj o kondycję mózgu” autorstwa Larry’ego Katza i Manninga Rubina, dwóch neurologów z Duke University. Spotkała się z tak entuzjastycznym przyjęciem, że w Stanach Zjednoczonych powstają zainspirowane nią „mózgowe fitness cluby”, do których możesz chodzić, by uprawiać mentalną gimnastykę. Działają też agencje, które oferują specjalne szkolenia dla firm i osób prywatnych. Nie trzeba jednak wydawać wielu pieniędzy, by zacząć trening. Możesz to zrobić już teraz.

 

Cała sztuka polega na tym, by różne codzienne czynności wykonywać tak, aby przełamać towarzyszącą im rutynę. Pomysłów na to jest bez liku. Piszesz długopisem – zmień go na pióro albo ołówek. Jesteś praworęczna? Spróbuj umyć zęby lewą ręką. Biorąc prysznic, nie planuj w głowie dnia. Zamknij oczy. Skup się na zapachu mydła, strumieniu wody, fakturze gąbki. Bierzesz kąpiel w wannie, dodaj do wody aromatyczny olejek. Poszerz sobie skalę doznań. Jak? Na przykład dotykaj językiem kamieni i nieobrobionego drewna. Po obudzeniu się, zanim zrobisz sobie poranną kawę, wąchaj zapach wanilii, mięty czy rozmarynu (albo jakiś inny zapach, który pobudzi nowe rejony odpowiedzialne za przetwarzanie bodźców zmysłowych). Zmień drogę, którą codziennie jeździsz do pracy. W windzie biurowca naucz się rozróżniać liczby na przyciskach za pomocą alfabetu Braille’a (w większości nowoczesnych budynków są takie oznaczenia). Potem odnajduj numery pięter, posługując się dotykiem. Odwróć obrazek będący tapetą na ekranie swojego komputera do góry nogami. Każdego ranka czeka cię w pracy przegląd prasy? Spróbuj choć jeden krótki artykuł przeczytać, trzymając gazetę do góry nogami.

Nawet pozornie proste zachowania, które rozbijają codzienną rutynę, powodują, że „poruszamy” nowe obszary mózgu, które do tej pory leżały odłogiem. Dzięki temu powstają nowe połączenia między komórkami nerwowymi, nasz mózg staje się bardziej plastyczny.

Śpij i twórz

Kolejny pomysł na poruszenie niemrawych neuronów to zaproszenie do towarzystwa osób, które myślą inaczej niż ty. Recepta jest prosta: pracujesz nad jakimś zagadnieniem i nic ci z tego nie wychodzi? Poproś o pomoc kolegów z pracy, męża, ba! Nawet własne dzieci. To nie muszą być specjaliści. Może nawet lepiej, żeby nimi nie byli. Genialny fizyk Albert Einstein podsumował to tak: – Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić – tłumaczył – aż znajduje się taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to robi. Kreatywność w ludziach wyzwala także nieskrępowana możliwość przerzucania się rozmaitymi, nieraz nawet niezbyt mądrymi pomysłami. Czy zastanowiło cię kiedyś, dlaczego najlepsze rozwiązania przychodzą zwykle w czasie snu?

Poczucie humoru, absurdalne skojarzenia uruchamiają w naszej głowie połączenia neuronalne, których nie używamy na co dzień. Żartowanie, zabawa sprawiają, że nasz mózg staje się bardziej plastyczny. Bo wtedy nasz umysł zrzuca ograniczenia codziennej, zdroworozsądkowej logiki. Wiedział o tym dobrze na przykład Salvador Dali. Zapadał w drzemkę, którą doprowadzał do stanu przed I fazą snu. Wtedy następuje proces zasypiania, stan rozluźnienia na granicy jawy i śnienia. Tętno wyrównuje się, oddech staje się regularny, temperatura ciała opada. Codzienne problemy i wrażenia zmysłowe płynące z otoczenia stają się przyjemnie odległe. Świadomość zasypiającego pogrąża się w tak zwanych wyobrażeniach hypnagogicznych, są to fragmenty obrazów, elementy snów i wizji. W mózgu rejestruje się wtedy fale o częstotliwości alfa, czemu towarzyszy wrażenie przyjemnego relaksu, gdy myśli przepływają przez umysł niezakłócone koncentracją, swobodnie jak chmury na niebie.

Dali zasypiał tak na fotelu, trzymając w dłoni łyżeczkę opartą o szklankę. Gdy wchodził w głębszy sen i jego mięśnie rozluźniały się, budził go hałas opadającej łyżeczki. Dzięki temu artysta pamiętał obrazy jawiące mu się przed chwilą pod powiekami i uwieczniał je na płótnie.

Żartuj i nie bój się marzyć

Naukowcy odkryli, że podświadomość jest znacznie bardziej kreatywna niż świadomość. Dlatego od czasu do czasu oderwijmy się od obowiązków i pozwólmy myślom poszybować w krainę niebieskich migdałów. W tym czasie pomysły stają się wolne, zaczynają rekombinować ze sobą według nowych wzorów i nieprzewidywalnych połączeń. Jesteśmy bardziej otwarci na głosy z wewnątrz, gdy nie myślimy o czymś wprost, dlatego relaks służy kreatywności.

Na jawie barierę logiczności próbuje się też pokonywać w tak zwanej burzy mózgów. Warunek: trzeba mówić wszystko, co tylko przyjdzie do głowy, żadna wypowiedź nie może być oceniana negatywnie, nie należy także samemu cenzurować swoich wypowiedzi. Takie wyładowania umysłów przynoszą czasami zdumiewająco dobre rezultaty. Zwłaszcza jeśli przebiegają w miłej, sprzyjającej i bezpiecznej atmosferze. Poczucie humoru, absurdalne skojarzenia uruchamiają w naszej głowie połączenia neuronalne, których nie używamy na co dzień. Żartowanie, zabawa sprawiają, że nasz mózg młodnieje.

Bogate umysły

Swój mózg możesz także ćwiczyć, zapisując się na kursy, które rozwijają jakieś nietypowe umiejętności, na przykład szybkiego czytania, technik pamięciowych. A może naucz się języka migowego? Warto. Niedostatki ciała pozbawionego ruchu widać w lustrze. Zastały umysł powoduje, że tracisz radość życia. Szybciej się starzejesz. Tymczasem trenowany umysł młodnieje. Dzieje się tak dzięki wzmożonej produkcji neurotrofin, małych cząstek białka w naszym mózgu, które odżywiają nerwy – odmładzają komórki nerwowe, naprawiają powstałe w nich zniszczenia, przywracając ich funkcje. Pod wpływem neurotrofin odradzają się nawet te komórki, które uznawano za stracone. Większa ilość neurotrofin opóźnia proces psychicznego starzenia.

Neurolog Robert Freidland z zespołem z Case Western Reserve University School of Medicine w Cleveland przeprowadził badania, z których wynika, że ludzie, którzy byli w ciągu życia bardziej aktywni umysłowo, podejmowali nowe wyzwania, rzadziej chorują na chorobę Alzheimera niż ci, których jedyną kreatywnością było przełączanie programów w telewizorze. Wpływ nowych bodźców na mózg potwierdzają też badania przeprowadzone na zwierzętach. Stwierdzono na przykład, że u szczurów żyjących w pustych i ciemnych klatkach, w których ograniczono do minimum liczbę bodźców zmysłowych, kora mózgowa osiąga mniejsze rozmiary i ma znacznie uboższą sieć połączeń niż u szczurów hodowanych w środowisku pełnym różnego rodzaju dźwięków, obrazów, zapachów, smaków.

Mówi się, że na co dzień wystarcza nam zaledwie 10 procent naszego umysłowego potencjału. Co się stanie, gdy zdołamy obudzić choć promil więcej? Wszystko tkwi w głowie. Spróbuj.