1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Jak wyrazić miłość słowami?

Jak wyrazić miłość słowami?

Czy w naszej kulturze potrafimy mówić o miłości? (fot. iStock)
Czy w naszej kulturze potrafimy mówić o miłości? (fot. iStock)
„Ja nie umiem kochać” – słyszę często od moich pacjentów. Dużo się nad tym zastanawiam. Może po prostu oczekujemy, że miłość będzie czym innym, niż jest? Słowa mają ogromną moc – mówi psycholożka Paulina Kapiec-Kałużyńska.

Dlaczego o miłości tak rzadko mówimy pozytywnie? Gdy mamy problemy w związku, chcemy o nich opowiadać, ale gdy jest nam z partnerem dobrze – nie potrafimy się tym dzielić.
No właśnie, umawiałyśmy się na rozmowę, zaznaczając, że będziemy mówić o miłości dobrze, tak jakby miłość sama w sobie nie była czymś pozytywnym. Bo miłość nie kojarzy nam się tylko ze szczęściem, często słyszymy, że to ciężka praca, trud. Miłość nas boli, osłabia. Może dlatego, że na co dzień mało zwracamy uwagę na uczucia. Gdy jest OK, to tego nie doceniamy, nie myślimy, że jest fajnie, że jesteśmy szczęśliwi i zakochani. To oczywiste, normalne. Dopiero gdy uczucia nam zaczynają przeszkadzać, mówimy o nich. Moment zakochania jest nam dany, mamy wtedy siłę i energię, natomiast późnej, żeby zbliżyć się do drugiej osoby i zbudować relację, trzeba włożyć w to pracę. Miłość to też budowanie więzi, ugruntowanie, tworzenie czegoś dobrego z drugą osobą.

Nad związkiem się „pracuje”, relację się „buduje”. Te słowa kojarzą się z wysiłkiem, z pewnym znojem. A przecież miłość to rozkwit, szczęście, bujność. Wydaje mi się, że gdybyśmy poprosiły kogokolwiek o zrobienie tabelki, w której z lewej strony wypisze pozytywne określenia miłości, z prawej zaś negatywne…
…to znajdzie się tam pewnie więcej negatywów. Tak, bo my nie zauważamy, ile możemy zrobić dzięki miłości, że silną bazę stanowi szczęśliwy dom. Dopiero gdy ją tracimy, dostrzegamy, jak trudny może być świat bez niej. Gdy miłość jest, to po prostu jest. W tym kontekście nie mówię o budowaniu jako ciężkim wysiłku, ale chęci pielęgnowania i dbania o związek.

To pokazuje, jak słowa mogą wpłynąć na postrzeganie naszej relacji, zmienić sens wypowiedzi.
Tak. Słowa odzwierciedlają i myśli, i uczucia. Mogą ranić lub wzmacniać. Zachęcać bądź odstraszać. Często winę za pogorszenie naszych relacji ponosi nasze lenistwo. Bo skoro miłość to praca, a mnie się nie chce pracować, to sobie odpuszczam, nie pielęgnuję jej. Jesteśmy trochę zakotwiczeni w nurcie miłości romantycznej, która ma trwać. A ja myślę, że z miłością jest jak z karierą zawodową: chcemy osiągnąć sukces, więc musimy włożyć w to wysiłek. Podejmujemy decyzje, poświęcamy czas, inwestujemy w swoje umiejętności, rozwijamy się. To jest nasz koszt, ale ponosimy go po to, by coś osiągnąć. Efekt? Jesteśmy spełnieni, zadowoleni, więcej zarabiamy. Miłość też może być sukcesem. Ale to nie zrobi się samo, to my mamy wpływ na jej jakość. Bo to my ją tworzymy.

Odłóżmy na chwilę pracę i wyobraźmy sobie, że jestem cudzoziemką, a ty w swoim języku opowiadasz mi o miłości, ale używając tylko pozytywnych określeń. Co bym usłyszała?
Powiem ci o moim odczuwaniu miłości: to radość, szczęście, spokój, bezpieczeństwo. Dla mnie miłość to też olbrzymia wartość i jeśli ją zbuduję, nie chcę jej oddać ani stracić. To jest coś bardzo mojego, coś, co dodaje mi energii i wiary w siebie, nadaje sens mojemu życiu, jeden z najważniejszych filarów mojego istnienia, miejsce, do którego chcę wracać, miejsce, w którym chcę dawać, w którym jestem akceptowana i akceptuję. Gdy wytniemy z miłości pracę i spojrzymy na sam efekt, jest to wartość nieoceniona. Nie wiem, czy istnieje fajniejsze miejsce na świecie niż to, w którym dwie osoby się kochają. Tego nie da się niczym zastąpić. Nie znam nikogo, kto powiedziałby, że w zamian za wspaniałą karierę oddałby swoją wspaniałą miłość.

Pod warunkiem że to naprawdę piękna miłość.
Dokładnie, w tym tkwi sedno. Bo ja mogę w danym momencie nie nastawiać się na miłość i wybrać karierę, ale tylko dlatego, że coś w tym obszarze mojego życia się wypaliło. Dopóki miłość jest piękna, nie chcesz jej stracić. Myślę, że my się boimy nie miłości, ale tego, że ta miłość będzie nie taka albo że zostaniemy porzuceni. Bo miłość jest potrzebą. My bardzo dużo robimy, by miłość zdobyć. Staramy się poprawić nasz wygląd, rozwijamy się, inwestujemy w siebie i tym samym zwiększamy szansę, by poznać kogoś i stworzyć z nim wartościowy związek.

Jest tak, że jedni mają większą zdolność do miłości, inni nie?
Jeśli urodzimy się jako owoc miłości, potem jesteśmy kochani przez rodziców, to będzie nam łatwiej budować relacje. Jeśli mamy dobre wzorce miłości, to stajemy się bardziej otwarci na uczucia. Myślę, że ta pierwsza relacja z rodzicami jest mapą, na której są narysowane pewne drogi. I dopóki ktoś lub coś nie pokaże, że można inaczej, będziemy podążać utartymi ścieżkami. Bo je znamy. Nawet jeśli są górzyste, to przez to, że są znajome, stają się dla nas bezpieczniejsze. Bliskość wyzwala w nas bardzo różne emocje, co nie znaczy, że musimy przeskakiwać z totalnej miłości do totalnej nienawiści. Istnieje jeszcze obszar codzienności, który może być po prostu przyjemny, w którym może być spokojnie, z którego możemy czerpać, ale musimy go zauważyć i docenić. Dobre jest oczywiste. My oczekujemy, że ma być normą. A miłość nie jest normą i nie spada z nieba.

I dlatego łatwiej o miłości mówić, gdy coś z nią nie tak.
W dobrej miłości nie potrzebujemy wsparcia. Gdy spotkam się z koleżanką i powiem jej: „Wiesz, jestem szczęśliwie zakochana”, to ona nie bardzo ma co z tą informacją zrobić. Może się ze mną cieszyć, ale ja nie potrzebuję jej pomocy.

Czy potrafimy zdefiniować czym jest miłość? (fot.123rf) Czy potrafimy zdefiniować czym jest miłość? (fot.123rf)

Ale też nie mówimy dobrze o związku, bo po pierwsze, nie jesteśmy tego nauczeni, po drugie, ktoś mógłby to potraktować jako chwalenie się – mnie się udało, a tobie nie. Albo żeby komuś, kto jest sam, nie było przykro.
To tak jakby moja miłość, moje szczęście było przeciwko tobie… A przecież tak nie jest. Ja swojej miłości nie buduję na twojej samotności. Rzeczywiście, łatwiej mówić o tym, co jest nie OK, bo to tak, jakbyśmy się rozgrzeszali. Gdy mówimy, że coś nam się udało, może to zostać odebrane jako chwalenie się, wywyższanie. A to rodzi strach, co inni o mnie pomyślą. Gdy powiem: „Jestem inteligentna”, a inni tak nie uważają, to jakie to ma znaczenie dla mnie?

Czyli to wszystko jest oceną?
Nawet nie czyjąś, tylko twoją – bo to ty myślisz, co ktoś o tobie pomyśli... To nasza chęć korzystania z krytyka wewnętrznego. Łatwiej dewaluować niż doceniać. Możemy mówić w ten sposób zarówno o sobie, jak i o miłości. Łatwiej nam powiedzieć, jaka ta miłość ciężka, jaką jest znojną pracą, jak nam trudno być porzuconym… W liceum mówiliśmy sobie ze znajomymi, że nie będziemy kochać, bo miłość osłabia. Co się dzieje, gdy kochamy? Stajemy się bezbronni. Osoba, którą kochamy, ma na nas ogromny wpływ, dla niej zgodzę się na rzeczy, na które nie zgodzę się dla innych. Ten ktoś ma wyjątkowe miejsce w moim życiu. I zamiast powiedzieć sobie, że to jest piękne, bo mogę z siebie tak dużo dać, zaczynamy myśleć: „Jestem słaby, mogę zostać zraniony, wykorzystany, wyśmiany, porzucony”. Nie mówię, że to jest bezpodstawne… Fascynuje mnie w tej rozmowie trud mówienia pozytywnie o miłości, bo sama zobacz: za każdym razem, gdy mówimy o niej dobrze, zaraz pojawia się coś przeciwnego.

Czy to, że tak trudno mówi nam się dobrze o miłości, przekłada się na chęć kontestowania tzw. święta miłości?
W walentynki jesteśmy usprawiedliwieni, że kochamy. Albo tłumaczymy się, że nie musimy mówić o miłości, bo już daliśmy komuś czerwone serce i mamy z głowy. Słyszę też czasem: „Po co mi to głupie święto, ja walentynki mam codziennie”. Tak? To cudownie! Jeżeli umiemy codziennie pielęgnować nasze uczucia, wtedy rzeczywiście ten dzień nie musi być szczególny, to może być kolejny dzień miłości. Ja też nie potrzebuję Bożego Narodzenia, żeby zjeść karpia, bo mogę go jeść codziennie, ale czy wtedy smakuje tak samo? Tak też jest z walentynkami. Nie są jedynym dniem, kiedy mam kochać, ale mogę go wykorzystać, żeby pomyśleć o miłości ze zdwojoną siłą, uczcić ten dzień. Świętujemy Święto Zmarłych. Przecież rzadko kto na co dzień jeździ na cmentarz i pali znicze. Ale pochylamy się nad zmarłymi. A nad miłością? Albo przesadzamy z obchodzeniem tego święta, albo je bojkotujemy. Walentynki mogą być też momentem refleksji: Co się dzieje z miłością w moim życiu? Jak ją przeżywam? Jak ważna jest dla mnie? Czy jestem zrealizowana w miłości? Czy o nią dbam? Co jeszcze mogłabym dla niej zrobić? Albo dla siebie? Gdy okaże się, że mi smutno, bo kolejny raz spędzam je sama, mogę pomyśleć, co w moim życiu się dzieje, że jest w nim tak mało miłości. Bo to nie musi być stały stan. Nikt mnie nie przekona, że jak kilka lat nie jest w związku, to już nigdy nie będzie. Znów zapominamy o przyjemności, skupiamy się na swoim „nie umiem”, „nie potrafię”.

Spotkałam się z opinią, że nie należy codziennie mówić komuś, że się kocha, bo to słowo spowszednieje.
Nie potrafię powiedzieć, jak często powinno się wyznawać miłość, na pewno tak często, żeby ci było dobrze w związku. Jeśli drugiej stronie brakuje tego „kocham”, to nie sądzę, że chodzi tylko o słowo. Dla mnie to znak, że w relacji czegoś brakuje. Ja pojmuję miłość jako siłę. Jeśli ją dajemy i dostajemy, wówczas ona nas wzmacnia, rozwija. Lepiej nam się pracuje, bo wiemy, że mamy partnera, który nas wspiera, podejmujemy odważniejsze decyzje itd. Miłość stanowi element rozwojowy, wzmacniający. Gdy mówię „kocham”, daje mi to napęd.

Ludzie często mówią: „Chcę być z kimś, chcę mieć związek”, czyli posiadać. Rzadko mówią: „Chcę kochać”, bo kochać można bez wzajemności, a to już jest dla nas strata.
Dopiero w XX wieku małżeństwa zaczęły być zawierane z miłości. Być może tkwi w nas tamten przekaz, że małżeństwo to znalezienie „dobrej partii”. I teraz w zależności od tego, z czym jesteśmy bardziej związani, będziemy chcieli mieć albo kochać. Czasami to jest pewnego rodzaju wybór.

Albo zwrot „wyznanie miłości”. Wyznać miłość to pokonać jakiś trud, opór, na końcu którego jest totalny haj. „Powiedział, że mnie kocha” jest słabsze w takim ujęciu.
Mówisz, że zwykłe „kocham” jest niedoceniane? Miłość ma być podkreśleniem mojej wyjątkowości, a nie pięknym uczuciem? Ktoś mnie kocha, więc jestem więcej warta? Słyszę od części moich pacjentów: „Ja nie umiem kochać”. Dużo się nad tym zastanawiam. Może po prostu oczekujemy, że miłość będzie czym innym, niż jest? Słowa mają ogromną moc. „Miłość do grobowej deski” mówimy, bo chcemy podjąć jedną, jedyną, najlepszą decyzję w życiu, chcemy, żeby ta miłość była na zawsze, ale często nie dajemy rady. Bo jaką mamy pewność, że ta osoba nigdy nie zawiedzie? Miłość, która góry przenosi, miłość, która leczy itd. W tych słowach jest potencjał. Warto zwrócić uwagę na to, w jaki sposób mówimy o miłości. „Pielęgnować” i „dbać”, zamiast „trudzić się” i „walczyć”. Wszystko można powiedzieć miękko, z większym sercem.

Więc co z tymi walentynkami – jeśli odrzucimy te balony, kolorowe serca i wielkie wyznania, co nam zostanie?
Miłość.

Paulina Kapiec-Kałużyńska psycholożka, psychoterapeutka. Prowadzi terapię indywidualną i grupową oraz warsztaty rozwojowe dla kobiet w Warszawskim Centrum Psychologicznym.

Tekst pochodzi z archiwalnego numeru magazynu "SENS""

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Zakochanie - doświadczenie rozwojowe

Jeśli spojrzymy na zakochanie przez pryzmat psychologii zorientowanej na proces możemy dostrzec, że jest to niezwykle rozwojowe doświadczenie. (Fot. iStock)
Jeśli spojrzymy na zakochanie przez pryzmat psychologii zorientowanej na proces możemy dostrzec, że jest to niezwykle rozwojowe doświadczenie. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Kto z nas nigdy nie był zakochany? Nie czuł motyli w brzuchu? Miłosne uniesienia przeżywamy od najmłodszych lat, już w przedszkolu mamy pierwszych partnerów a nawet bierzemy z nimi "śluby". Większość z nas chce się zakochać, doświadczyć tego niezwykłego stanu. Ale nie zawsze proces ten przebiega gładko. Jak go badać?

Wydaje nam się, że jeśli tylko ta druga osoba odwzajemni nasze uczucia to może być już tylko dobrze. Bajki przeważnie kończą się właśnie w momencie, kiedy po wielu perypetiach para wreszcie się schodzi i rozpoczyna długie i szczęśliwe życie. Rzeczywistość bywa jednak inna. Często okazuje się, że kiedy mija euforia, związek z wymarzoną osobą nie daje nam szczęścia. Bywa też tak, że nie mamy nawet szansy wejść w związek, ponieważ nasze uczucia nie są odwzajemniane. W takich momentach wydaje nam się, że nasz świat legł w gruzach i już nigdy nie będziemy szczęśliwi. Jednak mija jakiś czas i na horyzoncie pojawia się nowa osoba, która przyprawia nas o szybsze bicie serca, a świat znów wydaje się piękny. Mimo, że podobne cykle przeżywamy wiele razy nadal nie wiemy, ani co się z nami dzieje ani jak poradzić sobie z „huśtawką emocjonalną”, która często towarzyszy zakochaniu. Zakochanie postrzegane jest również jako stan, w którym nie mamy wpływu na to, co się z nami dzieje. Czy musi tak być? Co możemy zrobić, gdy trafi nas strzała Amora?

Jeśli spojrzymy na zakochanie przez pryzmat psychologii zorientowanej na proces możemy dostrzec, że jest to niezwykle rozwojowe doświadczenie. Arnold Mindell, twórca tego nurtu psychoterapii uważa, że wszystko, czego doświadczamy niesie nam ważną informację o nas samych. Silne emocje, które towarzyszą pewnym zdarzeniom lub osobom pojawiającym się w naszym życiu, są sygnałem, który dopomina się o uwagę. Jeśli go zignorujemy, przybierze na sile. Jak więc możemy badać doświadczenie zakochania? Przyjrzyjmy się na przykład samemu stanowi. Jest on na tyle odmienny od naszego zwyczajnego sposobu postrzegania rzeczywistości, że bywa nawet porównywany do choroby. Robimy rzeczy, których byśmy się po sobie nie spodziewali. Możemy nie spać, nie jeść, mamy w sobie tyle energii, że cały świat stoi przed nami otworem, czasem też mamy poczucie bycia w innej rzeczywistości. W czasie zakochania mamy bardzo wiele różnorakich doświadczeń, każde z nich jest warte zauważenia i objęcia świadomością.

Kolejnego obszaru do refleksji mogą nam dostarczyć osoby, które nas pociągają. Być może zawsze zakochuję się w określonym typie mężczyzn czy kobiet. Jakich cech u nich szukam? Wokół tego tematu istnieje wiele mitów na przykład, że kobiety wolą niegrzecznych chłopców, mężczyźni wolą blondynki itp. Choć często mamy wyobrażenie o tym jakie osoby nas pociągają, to rzadko zastanawiamy się nad tym, co dokładnie przyciąga nas do tego typu osób, czego w nich szukamy, co ma nam dać ta relacja. Scenariuszy może być wiele, każdy z nas poszukuje czegoś innego. Niektóre kobiety w związkach z tzw. „niegrzecznymi chłopcami” mają potrzebę doświadczenia swojej siły „ja sobie z nim poradzę, ja go zmienię”, inne potrzebują ryzyka i balansowania na granicy. Można by podać wiele przykładów, ale najważniejsze jest to, aby uświadomić sobie swój własny sposób funkcjonowania. Kiedy odkryjemy jakie osoby nas przyciągają, warto jest przyjrzeć się naszemu arsenałowi środków uwodzenia. Zanim pójdziemy na randkę spędzamy wiele czasu na przygotowaniach, radzimy się przyjaciół w co się ubrać, stresujemy się czy dobrze wypadniemy. Chcemy pokazać się od jak najlepszej strony, w końcu pierwsze wrażenie to podstawa. W tym celu stosujemy różne „sztuczki”, chcemy zaprezentować się w konkretny sposób, w jaki? Czy chcę zabłysnąć inteligencją, seksapilem, pozycją? Jak chce być odebrana/y przez drugą osobę?

Kolejnym ważnym obszarem do refleksji są nasze marzenia i nadzieje, które wiążemy ze związkiem z daną osobą. Jakie najgłębsze pragnienia miałyby się w nim spełnić? Jaka wizja wprawia mnie w stan euforii, a jaka w stan przygnębienia - czego się najbardziej boję? Ten obszar jest istotny na każdym etapie relacji. W psychologii procesu nazywamy to jasnymi i ciemnymi snami relacyjnymi. Każdy z nas ma takie sny, jednak warto jest zdawać sobie sprawę, czego tak naprawdę chcemy, oczekujemy od relacji, a z czego możemy zrezygnować. Taka świadomość daje nam możliwość pełniejszego i bardziej świadomego nawiązywania i tworzenia relacji. To tylko kilka przykładowych tematów łączących się z hasłem „zakochanie”, które można badać metodami psychologii zorientowanej na proces.

Po co to robić? Czy nie odbierze to zakochaniu jego magii i nie pozbawi nas całej frajdy? Rzeczywiście istnieje ryzyko, że poznawszy siebie bardziej, możemy zakochiwać się rzadziej i mniej intensywnie. Jednak radość i przyjemność jaką daje nam zakochanie może na stałe zagościć w naszym codziennym życiu. Nawet, gdy nie mamy do kogo wzdychać. Nawet, gdy obiekt naszych westchnień nie jest nami zainteresowany. Istnieje też ryzyko, że zamiast czekać, aż trafi nas strzała Amora uważniej i bardziej świadomie będziemy lokowali swoje uczucia i wchodzili w związki. Co więcej może się nawet okazać, że koniec związku to nie koniec świata, ale to już trochę inna historia.

Joanna Barlińska, psychoterapeutka, psycholog, seksuolog. Członkini zespołu Akademii Psychologii Zorientowanej na Proces. Prowadzi terapię indywidualną (osoby dorosłe i nastolatki), terapie par oraz warsztaty rozwojowe.

Aleksandra Raczyńska, psychoterapeutka, tłumaczka. Prowadzi terapię indywidualną oraz terapię par, również w języku francuskim.

  1. Kultura

Randka przed telewizorem. Filmy na romantyczny wieczór we dwoje

 Kadr z filmu
Kadr z filmu "Czekolada". (Fot. NG Collection/Interfoto/Forum)
Zobacz galerię 8 Zdjęć
Randka przed telewizorem to świetny pomysł na walentynki, szczególnie w czasie pandemii. Z okazji nadchodzącego święta zakochanych mamy dla was 8 filmów o miłości, które doskonale wypełnią wasz romantyczny wieczór w domowym zaciszu.

"Love Story"

Między studentem prawa Oliverem a studentką muzyki Jennifer rodzi się uczucie, którego nie da się zignorować. Mimo że młodzi pochodzą z dwóch różnych światów, postanawiają razem spędzić życie. Kiedy decydują się wziąć ślub, ojciec chłopaka grozi, że się go wyprze. Para próbuje ułożyć sobie życie, wierząc że są w stanie pokonać wszelkie przeciwności. Los ma jednak względem nich zupełnie inne plany… Nagrodzony pięcioma Złotymi Globami melodramat "Love Story" Arthura Hillera to poruszająca historia miłosna, która zostanie z wami na długo po seansie. 

Film dostępny na platformie HBO GO.

Kadr z filmu 'Love Story'. (Fot. BEW Photo) Kadr z filmu "Love Story". (Fot. BEW Photo)

"Notting Hill"

Na listach najlepszych filmów o miłości od lat wysokie miejsce zajmuje „Notting Hill”, czyli baśń o Kopciuszku w nowoczesnym wydaniu. Życie rozwiedzionego londyńskiego księgarza Williama staje na głowie, gdy do jego sklepiku zagląda uwielbiana przez wszystkich hollywoodzka aktorka Anna Scott. W rolach głównych występuje urocza Julia Roberts oraz zabójczo przystojny Hugh Grant. To niezwykle ujmujący film, który sprawi, że na waszych twarzach z pewnością zagości uśmiech.

Film dostępny na platformie Netflix.

Kadr z filmu 'Notting Hill'. (Fot. BEW Photo) Kadr z filmu "Notting Hill". (Fot. BEW Photo)

"Duma i uprzedzenie"

Pięć sióstr Bennet dorastało w przekonaniu, że ich jedynym życiowym celem jest zdobycie mężów. Jednak jedna z nich, Lizzie, zna przynajmniej sto powodów, by nie brać ślubu. Kiedy pani Bennet dowiaduje się, że bogaty kawaler wraz z kilkorgiem najbliższych przyjaciół, zamierza wynająć pobliski dworek, "węszy" znakomitą okazję znalezienia mężów dla swoich córek. Gdy Lizzie trafia na przystojnego, choć snobistycznego pana Darcy'ego, jej sercem zaczynają targać skrajne emocje. Znakomita ekranizacji powieści Jane Austen z Keirą Knightley w roli głównej to idealna propozycja na Walentynki.

Film dostępny na platformie Netflix.

Kadr z filmu 'Duma i uprzedzenie'. (Fot. BEW Photo) Kadr z filmu "Duma i uprzedzenie". (Fot. BEW Photo)

"Masz wiadomość"

„Masz wiadomość” to uwielbiany przez widzów film z fantastyczną Meg Ryan i znakomitym Tomem Hanksem w rolach głównych. Kathleen dziedziczy po matce małą księgarnię. Niestety w pobliżu otwiera się duża nowojorska sieć wydawnicza zagrażająca jej biznesowi. Chcąc porozmawiać z kimś o swojej pasji, wymienia się elektroniczną korespondencją z nieznajomym poznanym przez Internet. To film, który autentycznie bawi, ale również wzrusza.

Film dostępny na platformie Netflix.

Kadr z filmu 'Masz wiadomość'. (Fot. BEW Photo) Kadr z filmu "Masz wiadomość". (Fot. BEW Photo)

"Czekolada"

W klimacie tego filmu można się zakochać! Podobnie jak w doskonałych kreacjach Juliette Binoche i Johnny’ego Deppa. Jest rok 1960. Vianne Rocher przenosi się wraz z kilkuletnią córką do małego miasteczka we Francji i otwiera sklep z czekoladą. Jej ciepła osobowość i umiejętność zarządzania zyskują przychylność mieszkańców, jednak burmistrz miasta nie może pogodzić się z pozycją przybyszki i robi wszystko, aby jej zaszkodzić. Sytuacja zmienia się, gdy w mieście zatrzymuje się grupa żeglarzy.

Film dostępny na platformie HBO GO.

Kadr z filmu 'Czekolada'. (Fot. NG Collection/Interfoto/Forum) Kadr z filmu "Czekolada". (Fot. NG Collection/Interfoto/Forum)

"Titanic"

Tego filmu chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Jake i Rose (w których brawurowo wcielili się Leonardo DiCaprio i Kate Winslet) zakochują się w sobie podczas dziewiczego rejsu "niezatapialnego" transatlantyku Titanic. Gdy luksusowy liniowiec wpada na górę lodową, ich płomienny romans przeradza się w mrożącą krew w żyłach walkę o przetrwanie. Reżyserem filmu jest James Cameron, prawdziwy wizjoner w świecie kina, któremu udało się stworzyć ponadczasowe, wyciskające morze łez filmowe arcydzieło.

Film dostępny na platformie HBO GO.

Kadr z filmu 'Titanic'. (Fot. BEW Photo) Kadr z filmu "Titanic". (Fot. BEW Photo)

"Holiday"

Utrzymany w klimacie Bożego Narodzenia film "Holiday" to świetna propozycja również na dzień zakochanych. Dwie zupełnie obce kobiety poznają się za pośrednictwem Internetu i postanawiają na czas świąt zamienić się swoimi domami, aby odreagować miłosne niepowodzenia. Amanda mieszka w okazałej posiadłości w Los Angeles, natomiast Iris w starym domu na angielskiej prowincji. Wkrótce okazuje się, że zamiana miejsc dobrze zrobi ich sprawom sercowym. W rolach głównych występują Kate Winslet, Cameron Diaz, Jude Law oraz Jack Black.

Film dostępny na platformie Netflix.

Kadr z filmu 'Holiday'. (Fot. BEW Photo) Kadr z filmu "Holiday". (Fot. BEW Photo)

"Pamiętnik"

"Pamiętnik" to historia pewnej miłości, która rozkwitła na początku lat 40. gdzieś w Karolinie Północnej. Duke odczytuje ją starej kobiecie cierpiącej na chorobę Alzheimera. Dzięki sile uczucia przeżywa na nowo cudowne chwile swojej wielkiej miłości. Przypomina sobie, kiedy po raz pierwszy zobaczył Allie Nelson – ich spotkania, wspólne wakacje i trudny okres rozstania, gdy zniknęła z jego życia na 7 lat. W rolach głównych występują Rachel McAdams i Ryan Gosling.

Film dostępny na platformie Netflix.

Kadr z filmu 'Pamiętnik'. (Fot. BEW Photo) Kadr z filmu "Pamiętnik". (Fot. BEW Photo)

  1. Moda i uroda

Biżuteria na Walentynki - najpiękniejsze kolekcje znanych marek

Ręcznie wykańczana biżuteria Pandora Rose może stać się pamiątką wspólnych, niezapomnianych chwil. (Fot. materiały prasowe)
Ręcznie wykańczana biżuteria Pandora Rose może stać się pamiątką wspólnych, niezapomnianych chwil. (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 9 Zdjęć
Walentynki to doskonała okazja, aby sprawić swojej partnerce, przyjaciółce lub innej bliskiej osobie miłą niespodziankę. Świetnym pomysłem będzie biżuteria, dzięki której wyrazimy nasze uczucia i upamiętnimy wspólnie spędzone chwile. Podpowiadamy, na które walentynkowe kolekcje warto zwrócić uwagę. 

Pandora

Ręcznie wykańczana biżuteria Pandora może stać się pamiątką wspólnych, niezapomnianych chwil. Projektanci marki połączyli nowoczesny design z zaawansowanymi technikami produkcji i tak powstał wyjątkowy charms w kształcie róży oraz nowe zapięcie bransoletki w kształcie litery T z sercem. Elementy te stworzono z niezwykłą pasją, jubilerską precyzją i poszanowaniem otaczającej nas natury (aż 71% wykorzystanego srebra pochodzi z recyklingu).

Ręcznie wykańczana biżuteria Pandora. (Fot. materiały prasowe) Ręcznie wykańczana biżuteria Pandora. (Fot. materiały prasowe)

W.Kruk

Zaręczynowy Pierścionek Doskonały od W.Kruk łączy tradycję z nowoczesnością, a także jubilerską perfekcję z najbardziej wymownym symbolem miłości. Ponadto symbolizuje uczucie, które trwa na zawsze. Pierścionek zdobi przepiękny brylant New Diamond w szlifie o kształcie serca, osadzony w trzyramiennej szlachetnej koronie złota. Ten szczególny rodzaj szlifu, z uwagi na swój kształt, wymaga szczególnej precyzji i jest niezwykle cenny - zupełnie jak miłość, którą symbolizuje.

Pierścionek Doskonały od W.Kruk. (Fot. materiały prasowe) Pierścionek Doskonały od W.Kruk. (Fot. materiały prasowe)

Jubiler Schubert

Przepiękną biżuterię na Walentynki znajdziecie również w ofercie Jubiler Schubert. W szczególności polecamy modny naszyjnik ze srebra pokryty złotem, delikatną bransoletkę z 14-karatowego złota z sercami oraz gustowne i eleganckie kolczyki punktowe w formie serc (również wykonane z 14-karatowego złota). Serce symbolizuje miłość w każdej postaci, dlatego biżuteria z tym motywem to doskonały sposób na okazanie uczuć bliskiej osobie.

Z okazji Walentynek Jubiler Schubert oferuje przepiękną biżuterię z motywem serca. (Fot. materiały prasowe) Z okazji Walentynek Jubiler Schubert oferuje przepiękną biżuterię z motywem serca. (Fot. materiały prasowe)

YES

Miłosne amulety z kolekcji Sweet Love to biżuteria dla tych, którzy są otwarci na uczucia. W roli głównej ponadczasowy symbol serca we współczesnej odsłonie. Dwie połówki różowych serc są na pozór inne, a jednak tworzą spójną i zachwycająca blaskiem całość. Smukłe złote serca zaskakują z kolei niebanalnym wzornictwem. W tych kolczykach, bransoletkach i naszyjnikach zamknięty został czar niewinnej miłości. To biżuteria, która zmieni ulotne chwile w ponadczasową pamiątkę.

Biżuteria z kolekcji Sweet Love marki YES. (Fot. materiały prasowe) Biżuteria z kolekcji Sweet Love marki YES. (Fot. materiały prasowe)

Swatch

Swatch sprzeciwia się sentymentalnej atmosferze. Modele z nowej kolekcji traktują bowiem miłość z przymrużeniem oka i nutą sarkazmu. P(e/a)nse-moi przykuwa wzrok czerwonym paskiem zdobionym sercami. Hate 2 Love ma dwa oblicza – za dnia mówi „I hate to love you”, lecz gdy zapada noc, jego tarczę rozświetla miłosne wyznanie „I love you”. Z kolei zegarki New Gent Beating Love i Gent Beating Pink w stylu retro emanują pozytywną energią. Który model wybierzesz dla swojej drugiej połówki?

Zegarki z walentynkowej kolekcji marki Swatch. (Fot. materiały prasowe) Zegarki z walentynkowej kolekcji marki Swatch. (Fot. materiały prasowe)

Lilou

Kolczyki Lune od Lilou to prawdziwy hit wśród światowych gwiazd oraz influencerów. W okładkowej sesji Marie Claire Hong Kong wystąpiła w nich popularna amerykańska piosenkarka Ava Max. Wcześniej pojawiła się w nich również Christina Aguilera oraz aktorka Annie Starke, która w sesji do Grumpy Magazine zaprezentowała też spektakularny pierścionek Luck z perłami. Jeśli chcesz wyrazić swoje uczucia za pomocą modnego prezentu, biżuteria od Lilou będzie świetnym wyborem.

Ava Max w kolczykach Luna od Lilou. (Fot. materiały prasowe) Ava Max w kolczykach Luna od Lilou. (Fot. materiały prasowe)

  1. Psychologia

Szukamy prawdziwej miłości. Dlaczego trafiamy na niewłaściwych partnerów?

Miłości nikt nas nie uczy. Często mamy jednak o niej błędne przekonania, które utrudniają nam zbudowanie z partnerem szczerej relacji. (fot. iStock)
Miłości nikt nas nie uczy. Często mamy jednak o niej błędne przekonania, które utrudniają nam zbudowanie z partnerem szczerej relacji. (fot. iStock)
Jak to jest, że ciągle znajduję nieodpowiednich partnerów? Czemu uciekam, ranię, pozwalam się ranić? Przyczyn szuka małżeństwo terapeutów i coachów Eva-Maria i Wolfram Zurhors.

Znowu w życiu mi nie wyszło... i trzeba się  pozbierać po po kolejnym nieudanym związku. Miłość? Przynosi samo cierpienie… Eva-Maria Zurhors: Miłość, jeśli dobrze ją rozpoznamy – a to można zrobić tylko sercem – nie przynosi cierpienia. To, co powoduje ból, to nasze błędne przekonania na temat idealnego księcia, idealnej księżniczki czy związku, w którym zawsze się rozumiemy, obdarowujemy prezentami i o każdej porze dnia czy nocy możemy liczyć na ukochaną osobę.

Wolfram Zurhors: I ta pewność, że dla miłości tyle trzeba zrobić… Prawdziwe uczucie rodzi się wtedy, gdy przestajemy robić, a zaczynamy po prostu być.

E-MZ: A to oznacza również pozwolenie sobie na słabości, obawy, strach. Tak popularne dziś „bycie cool” oddala nas od miłości. Może na pierwszy rzut oka taka cool wydam się komuś atrakcyjna, ale na dłuższą metę mój pancerz uniemożliwi mi prawdziwe spotkanie z drugim człowiekiem. Ci, którzy są cool, zawsze w końcu uciekają, odchodzą.

Budując związek, lepiej postawić na autentyzm? E-MZ: Tak, bo zawsze dostajemy takiego partnera, jaki do nas pasuje. To widać nawet przy problemach. Jeśli on mnie rani – to może dlatego, że ja nieświadomie tego właśnie oczekuję od związku, wybrałam kogoś, kto mi to da. Na przykład: tkwisz w relacji z mężczyzną, którego ciągle przy tobie nie ma, który stale cię zawodzi. A może dobrałaś sobie partnera, który pasuje do twojego nieuświadomionego strachu przed tym, by być kochaną? I nad tym trzeba popracować.

Czy ten mężczyzna też czegoś się boi? E-MZ: Tak, dlatego ucieka. Kiedyś pracowałam z kobietą, którą bili wszyscy jej czterej kolejni mężowie. Na początku znajomości nosili ją na rękach, ale prędzej czy później pojawiała się przemoc fizyczna i wszystko kończyło się w sądzie. Ktoś powie: „miała pecha”. A tak naprawdę to ona nie miała za grosz poczucia własnej wartości. Zawsze w związkach rezygnowała z siebie, próbowała dopasować do partnera. Gdyby zaczęła nad tym pracować, zmieniła postrzeganie siebie samej, przyciągałaby zapewne innych mężczyzn, takich którzy by ją szanowali i nie stosowali przemocy.

Czyli jednak to podobieństwa się przyciągają? E-MZ: Opowiem pani o mojej przyjaciółce, która jakiś czas temu była singielką i umawiała się na randki przez internet. Klapa za klapą. Nie mogła zrozumieć, dlaczego nie udaje się jej z żadnym z mężczyzn. Któregoś dnia pokazała mi swój profil na portalu randkowym i to, co o sobie w nim pisze. Oniemiałam. Powiedziałam do niej: „Aleksandro, kto to jest?! Na pewno nie ty! Przecież mężczyzna, który się z tobą umówi, będzie chciał spotkać kobietę, która nie istnieje, bo ją wymyśliłaś. I z całą pewnością nie będzie do ciebie pasował”. Zaczęłam jej to tłumaczyć na prostym przykładzie: „Ty jesteś pełnomleczną czekoladą, a opisujesz siebie jako czipsy. Jeśli chcesz spotkać odpowiedniego dla siebie mężczyznę, to pokaż mu, kim naprawdę jesteś. W przeciwnym razie będzie chciał chipsy, a ty będziesz je udawała. Jako czekolada jesteś najlepszą czekoladą pod słońcem, a jako chipsy – najgorszymi z czipsów”. To proste.

Proste... To dlaczego dla wielu skomplikowane? E-MZ: Bo nikt nas tego nie uczy. W szkole mamy zajęcia z najróżniejszych przedmiotów, ale na żadnych się nie dowiemy, czym jest prawdziwa miłość. Więc w tej materii całą wiedzę czerpiemy z bajek, filmów i książek. Czego nas uczą? Że na miłość trzeba sobie zasłużyć, ciągle o nią zabiegać i bardzo wiele dla niej poświęcić. A to nieprawda.

Nie mamy od kogo uczyć się miłości? E-MZ: Najlepszym nauczycielem miłości jest kryzys. Na przykład zdradza mnie mąż. To jest jak trzęsienie ziemi. Rozpada się wznoszone latami rusztowanie, odsłaniają skrywane uczucia i ukazuje się przed moimi oczami prawda. O mnie, o nim, o naszym związku. Oczywiście pod warunkiem, że sobie na tę chwilę prawdy pozwolę i przyjmę ją z wdzięcznością. Jeśli nie – mogę pogrążyć się w rozpaczy, ale nie korzystam z szansy na rozwój. A to jest właśnie ten moment, w którym mogę nareszcie nauczyć się dbać o siebie...

Co to znaczy w praktyce? E-MZ: Gdy dzieje się źle, nie uciekać od zranienia czy strachu, tylko je przeżywać. Ale nie poprzez słuchanie przyjaciółek, które powiedzą: „Oj, ty jesteś biedna, a on podły”, lepiej zapytać siebie: „Czego się boję? Co mu tak naprawdę zarzucam?”. Z naszego doświadczenia wynika, że jest w tym pewna prawidłowość: zwykle jeśli ktoś mnie opuszcza, to robi to wtedy, gdy podświadomie coś mu zarzucam. Na przykład mówię do niego: „Chcę ratować nasz związek”, a jednocześnie myślę: „On mnie nie słucha, nie dba o mnie, zawsze wybiera pracę albo swoich kumpli, czemu jest taki?”. I on czuje, że wolałabym, żeby był inny, więc mnie zostawia. Jeżeli bym akceptowła go takim, jaki jest, wtedy pewnie by nie chciał odejść. To nie znaczy, że trzeba godzić się na wszystko, żeby tylko zatrzymać partnera – w sytuacji przymusu też odejdzie. Wyczuje strach. Chodzi o szczerość. O to, by zająć się sobą, nie naginać do związku. Jeżeli go ciągle nie ma w domu, zamiast przyjąć postawę wciąż oczekującej westalki – wypełnić sobie ten czas: nowym hobby, spotkaniami ze znajomymi. W ten sposób związek zyska szansę – partner zaakceptuje to, zauważy i może uszanuje, kontakt stanie się coraz bardziej szczery, a miłość głębsza.

A jeżeli to ja kogoś porzucam? Czy to też lekcja? E-MZ: Oczywiście. Aby ją odrobić, musisz wiedzieć, czy odchodzisz zawsze w takim samym punkcie. Czy to twoja wewnętrzna prawda czy ucieczka. Przykład: pewien nasz przyjaciel ucieka wtedy, gdy relacja z kobietą staje się poważna. Jego partnerki nie wiedzą, że na takie zachowanie ma wpływ drastyczna historia z dzieciństwa. Jako mały chłopiec był świadkiem, jak matka chciała odebrać sobie życie, żeby odejść od ojca. Inaczej nie umiała go zostawić. Dla tego małego chłopca, dziś już dorosłego mężczyzny, związek zawsze oznacza dużą dawkę strachu. I dlatego żaden mu się nie udaje. Podobnie jak nasz przyjaciel, wszyscy do każdej nowej relacji wnosimy plecak swoich starych historii. Zakodowane w nich strach i tęsknotę projektujemy na partnera czy partnerkę. I nazywamy miłością.

Mówimy też: „kocham, ale nie potrafię z tobą żyć”. E-MZ: My mamy na to określenie: „zderzenie dwóch gór lodowych”. Zaraz to wytłumaczę. Jako ludzie jesteśmy świadomi siebie w 4 do 6 procent. To sam wierzchołek góry lodowej. Właśnie te 4 procenty mówią: „kocham cię”, a cała reszta, czyli 96 procent: „ale nie mogę z tobą żyć”. Ta reszta to moje przekonania, dawne doświadczenia i błędne wzorce.

Co się dzieje, gdy spotykają się dwie góry lodowe? Widzą jedynie swoje wierzchołki i – dajmy na to  – uznają je za atrakcyjne, więc zaczynają się do siebie zbliżać. W końcu tak skracają dystans, że stykają się swoimi podstawami, których nie są świadome.

I bach! Następuje kryzys. A dalej? To zależy od nich. Prawdopodobnie rozstanie. Dzisiaj mamy o wiele więcej możliwości, niż mieli nasi rodzice. Szybciej od siebie odchodzimy, bo możemy sobie na to pozwolić, także finansowo. Nasi rodzice myśleli: „muszę zostać i gdzieś na boku urządzić sobie życie, które będzie mnie satysfakcjonować”. Byli trzydzieści lat po ślubie i się nie znali – bo po ślubie były tylko wierzchołki ich gór lodowych. O całym dole nie mieli pojęcia. Małżeństwo to droga schodzenia w głąb lodowej góry, a czasem nurkowania pod nią. Na przykład nasze małżeństwo. Zaczęło się klasycznie: jeden wierzchołek poznał drugi. Potem zbliżaliśmy się do siebie, aż nagle doszło do zderzenia podstaw naszych gór. Nastąpiło starcie i rozstanie. Odsunęliśmy się od siebie na bezpieczną odległość i znowu wszystko było niby w porządku. Na szczęście każde zaczęło poznawać swoje wnętrze i bezwiednie znów się do siebie zbliżaliśmy. Ten proces trwa cały czas. Podstawy naszych gór znowu się ze sobą stykają i zachodzą na siebie, przy czym nieraz zderzają się za mocno – wtedy na chwilę odskakują, i znowu się do siebie zbliżają.

Dwa kroki do przodu, jeden w tył… E-MZ: I tak będzie przez całe życie. Im głębiej schodzimy, tym coraz więcej bolących miejsc.

Dobry związek musi czasem boleć? E-MZ: Jak nie boli, to nic się nie zmienia, nie rozwija. To jest jak trenowanie mięśni. Mój mąż jest moim hantlem i dzięki niemu mój mięsień staje się coraz mocniejszy. Im cięższy hantel, tym większy mięsień. W naszym małżeństwie przeżyliśmy już dwa poważne kryzysy, ale dzięki nim dziś jesteśmy ze sobą bliżej.

Jak długo są państwo razem? WZ: 16 lat i wierzymy, że jeszcze wiele lat przed nami. Wiele bólu i radości. Proces poznawania, schodzenia w głąb lodowej góry nigdy się nie kończy.

E-MZ: Bo góra jest nieskończona.

O Boże, to straszne! E-MZ: Skąd! To cudowne!

WZ: Dzięki temu jeden i ten sam związek jest nieustannie podniecający. Nie ma w nim miejsca na nudę czy zmęczenie.

E-MZ: Niech pani wyobrazi sobie, że ciągle pokazujemy drugiej osobie tylko część siebie. To dopiero nuda!

WZ: Dzisiaj nasze małżeństwo nie ma nic wspólnego z tym, jakie było na początku. Jest dojrzalsze, szczęśliwsze, a część wspólna, ta poznana, uświadomiona i zaakceptowana staje się coraz większa. Ale po drodze często bolało. I myślę, że w przyszłości też nieraz się zranimy, a to nas wzmocni. I na tym polega ta cudowna przygoda, jaką jest związek dwojga ludzi.

Wywiad z archiwalnego numeru magazynu Sens

  1. Materiał partnera

Najlepsze pomysły na prezenty walentynkowe dla niej

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Najlepszy pomysł na prezent to taki, który będzie naprawdę kreatywny i osobisty. Święto Zakochanych zdarza się  przecież raz w roku i ta wyjątkowa data powinna znaleźć odzwierciedlenie w podarunkach, które będą niestandardowe, a jednocze-śnie trafią w gusta bliskiej osoby. Podpowiadamy, jakie podarunki sprawią dziew-czynom radość i które będą dobrym wyborem z okazji tego pięknego dnia.

Co może zachwycić Twoją partnerkę?

Jeśli Twoja partnerka jest uwielbia sport, pomyśl o akcesoriach, które pomogą uzyskać jej doskonałe wyniki i sprawią jej dużą radość. Takim właśnie prezentem na walentynki dla dziewczyny będzie przykładowo opaska służąca monitorowaniu codziennych aktywności. Ten gadżet nie tylko dokładnie wskaże efekty treningowe, ale również odbierze powiadomienia o połączeniach, sms czy też e-mail. Innym pomysłem jest cyfrowa ramka, która pokaże nie tylko zdjęcia, ale również wideo oraz muzykę.

Kosmetyki oraz akcesoria

Nie wybieraj takich rzeczy na ślepo. Zrób najpierw rozeznanie, jakich perfum oraz kosmetyków używa i spróbuj trafić w jej gust. W takich przypadkach rozpoznanie terenu jest najważniejsze, bo przecież nikt nie lubi dostawać nietrafionych podarunków, a szczególnie jeśli jest to prezent dla dziewczyny na walentynki. Obdaruj ją zmysłowymi perfumami, a przy tym pamiętaj i miej na uwadze to, że flakoniki, na których znajdują się słowa „amor” lub „love” mogą być również oryginalnym wyznaniem płomiennego uczucia. Do tego dodaj olejki lub świeczki zapachowe, które na pewno ucieszą Twoją ukochaną.

A może prezent dla dwojga?

Taka specjalna data zasługuje na niebanalną celebrację. Jeśli lubicie wspólne aktywności, wtedy taki pomysł na walentynki dla niej będzie świetną okazją do wspólnego spędzenia czasu w kreatywny sposób. Jakie mogą być te wspólne aktywności? Może być to rejs z ekskluzywną kolacją, wspólny weekend w kurorcie górskim lub nadmorskim, czy też masaż we dwoje. Taka atmosfera sprzyja intymnym wyznaniom i relaksowi. A skoro o odpoczynku mowa, to zabierz swoją połowicę do groty solnej. Taka wizyta nie tylko będzie miała zbawienny wpływ na ciało, ale również pozwoli Wam odetchnąć i pozbyć się codziennego napięcia i stresu.

Personalizowane podarunki

To hit ostatnich lat. Dzięki temu prezent dla niej na walentynki nie będzie kolejnym banalnym schematem, a zyska walor atrakcyjności, dzięki dyskretnej dedykacji. Co dokładnie możesz podarować ukochanej? Wybierz z pozoru z  zwykły kubek, na którym umieścisz zindywidualizowany napis, ramkę, w którą wstawisz Waszą wspólną fotografię, czy też magnes na lodówkę ze spersonalizowanym nadrukiem. To oczywiście skromniejsze podarunki, ale płynące z głębi serca. Inne spersonalizowane przedmioty, które na pewno zrobią wrażenie na wybrance to portfel z dyskretną dedykacją oraz poduszka z wyszytym na niej imieniem ukochanej. Pomysłów jest naprawdę wiele i tylko od Ciebie zależy, na co ostatecznie się zdecydujesz.