1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Moc kobiety - obudź w sobie cztery boginie

Moc kobiety - obudź w sobie cztery boginie

fot.123rf
fot.123rf
Amazonka jest niezależna i ambitna, Matka wspiera oraz karmi, Pośredniczka żyje ideami a Hetera jest muzą mężczyzny. Każda z nich mieszka w tobie. Czujesz je?

Lubię pracować z kobietami w oparciu o archetypowe wzorce, które pojawiają się w snach czy baśniach. Energia tych postaci pozwala na szybsze, łagodniejsze i trochę baśniowe przekraczanie naszych uwarunkowań i lęków. Archetypowe postaci stają się pełnymi mocy modelami, od których uczymy się siebie i dzięki którym docieramy do własnych możliwości.

Psychologowie analityczni w psychice kobiety dopatrują się czterech takich postaci. Odnaleźć możemy tam archetypową: Matkę, Heterę, Amazonkę i Pośredniczkę. Jedna z nich jest z reguły dominująca, druga w miarę łatwa do zintegrowania, a trzecią i czwartą kobieta ma szansę rozwinąć w toku życia. Każda z nich niesie w sobie inne wyzwania, wartości, ale dopiero ich integracja daje kobiecie dostęp do jej prawdziwej mocy. Utożsamiając się tylko z jedną lub dwiema postaciami w sobie, czujemy się niepełne, zagubione.

I tak na przykład kobieta Pośredniczka jest otwarta na intuicję, przeczucia, nieświadomość zbiorową. To wielkie otwarcie jednak powoduje, że często nie słyszy własnych potrzeb, lęków, ograniczeń. Niemal rozpływa się w powietrzu i ideach. Potrzebuje zbudować silne ego i „dotknąć ziemi”.

Kobieta Amazonka jest wolna i niezależna, polega sama na sobie. Jednak gdzieś głęboko tęskni za swoim duchowym dopełnieniem. Nie wystarczają jej ambicje, potrzebuje wyjść poza racjonalność. Jej zdolność uciekania w uczuciową niedostępność blokuje jej możliwość doświadczenia głębi miłości.

Kobieta Matka zajęta jest zaspokajaniem aspektu biologicznego. Rodzi, karmi, strzeże ogniska domowego. Potrafi walczyć o dobro dzieci jak przysłowiowa lwica. Ale gdzieś głęboko wołają ją jej własne potrzeby, marzenia. Pragnie zanurzyć się w przyjemności, odpuścić kontrolę, pozwolić dzieciom dorastać.

Kobieta Hetera istnieje tylko w związku uczuciowym. Jest zawsze rozumiejącą towarzyszką, kochanką, muzą mężczyzny. Ale jej dusza cierpi zatracając się w partnerze, nie traktując poważnie własnych uczuć, nie doceniając własnych sukcesów.

Cztery wielkie boginie tworzą pary przeciwieństw. Dlatego, jeżeli jest nam blisko na przykład do Pośredniczki lub Hetery, mamy tendencje do odrzucania Matki czy Amazonki i odwrotnie. To, co dla jednej kobiety jest łatwe i oczywiste, dla innej może stanowić wielkie wyzwanie. Integracja wszystkich archetypowych postaci tworzących kobiecą psychikę daje każdej z nas dostęp do jej własnej mocy. Dlatego usztywnienie, zatrzymanie się tylko na jednej lub dwóch postaciach archetypowych powoduje, że odczuwamy brak, tęsknotę, słabość. Każda z nas próbuje radzić sobie z ową tęsknotą i słabością na swój własny, najbardziej znany sposób. Wiele z nas zamiast własnej mocy wybierze na przykład mężczyznę, który i tak nas rozczaruje. Takie kobiety będą coraz bardziej rozgoryczone brakiem woli u niego. Nie będą rozumiały dlaczego mimo ich poświęcenia i miłości, facet nadal pije, wiecznie szuka pracy, czy pozamałżeńskich przygód. A ich partnerzy, choć mogą werbalnie wyrażać wielką „wdzięczność” za zaangażowanie i poświęcenie kobiety, to naprawdę będą źli na swoje „wybawicielki”, że nie są silnymi kobietami, których pragną. Wszyscy będą odczuwali coraz większe niezadowolenie i tęsknotę za mocą, którą odrzuca kobieta. Pośredniczka na przykład zdradza swoją moc, próbując z coraz większą empatią „zbawiać ludzkość”, jednocześnie ignorując własne problemy, często bytowe.

Hetera - powracając do niesatysfakcjonującej relacji z mężczyzną, nawet po zdiagnozowaniu współuzależnienia, wciąż będzie go na siłę leczyć i uszczęśliwiać, nie zwracając uwagi na to jak bardzo ona sama cierpi. Oczywiście, Pośredniczka, która zintegrowała w sobie także Heterę, może zajmować się na zmianę zbawianiem ludzkości i własnego mężczyzny. Na szczęście dla jej rozwoju i ludzkość i mężczyzna zaczną odczuwać irytację i nie dadzą się tak łatwo uszczęśliwić. Takiej kobiecie zostanie wtedy użalanie się nad sobą, rozpamiętywanie, ile poświęciła i jaka ją za to spotkała niewdzięczność. Albo wykorzysta tę lekcję, żeby się przebudzić i przykładowo zobaczyć opłakany stan swojego konta (co jest częste w przypadku odrealnionej Pośredniczki). Może wtedy porzucić ratowanie ludzkości i uratować tylko jedyną osobę, którą jest w stanie ocalić - siebie. A ludzkość na pewno odetchnie z ulgą i sama zacznie się do niej garnąć, aby uczyć się od niej dostępu do własnej mocy.

A co z niewiastami, które czują się bliżej dwóch pozostałych archetypów kobiecej psyche, Amazonki i Matki? Nie bez powodu używam staropolskiej formy „niewiasta” pisząc o tych z nas, które nie wiedzą kim są. W odróżnieniu od wiedźm, które wiedzą. A więc niektóre niewiasty pozornie bardzo silne, gdyż na przykład intelekt jest ich funkcją główną, rywalizują na tym polu z mężczyznami i często zwyciężają (Amazonki). Albo swoją siłę czerpią z roli Matki: opiekują się, wspierają i żywią wszystko, co słabe i nierozwinięte. Dla nich mechanizmem obronnym przed ich mocą, jest ich silna rola. Amazonka przed własną mocą ucieka w chłodny intelekt, zamraża swoje uczucia, udając kobietę sukcesu, dopóki nie popadnie w depresje, nie zacznie na przykład nadużywać alkoholu czy chorować. Aby nie konfrontować się ze swoją słabością i delikatnością, schowa się chętnie za rangą szefowej czy intelektualistki. By stać się wiedźmą (czyli zintegrować swoją moc), Amazonka musi wyjść ze swojej bezpiecznej izolacji i zacząć wyrażać słabą, wrażliwą część siebie oraz zaufać swojej intuicji. Jej uczuciowa część będzie mogła wtedy pokochać tę silną i niezależną królową. W efekcie przestanie walczyć ze swoim silnym Animusem. I wtedy królowa Amazonek otworzy się na miłosny związek ze swoim królem.

Kobieta Matka natomiast ma tendencję do całkowitego koncentrowania się na dzieciach, nie istnieje bez nich. Swoją tęsknotę za mocą zagłusza wprowadzając jeszcze większą kontrolę i zaborczość. Jej droga do pełni to odwaga robienia czegoś dla siebie i coraz głośniejsze mówienie „nie” tym wszystkim, którzy cały czas jej potrzebują. Tylko wtedy ma szansę ujrzeć siebie jako osobę. Odkryć swoje potrzeby, marzenia. Zobaczyć w swoim partnerze nie tylko pomocnika w prowadzeniu domu, ojca dzieci i żywiciela rodziny, ale żywego człowieka.

Kobiety muszą same uleczyć siebie. Jeżeli wybierzemy mężczyznę, dzieci, ludzkość, karierę, a nie swą moc, przegramy. A ci, których wybraliśmy znienawidzą nas za to, że nie jesteśmy sobą, kobietami pełnymi mocy.

Szukasz własnej mocy? Zapraszamy na , podczas których spotkasz się ze swoją Amazonką, Pośredniczką, Matką i Heterą.

Tutaj TEST, dzięki któremu sprawdzisz, z którymi boginiami masz kontakt.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Archetyp Barana - wojownik pełen nieokiełznanej energii

Opowieść o Baranie to historia o bohaterze, który wyrusza w świat walczyć ze złem i po niebezpiecznych przygodach zwycięża. (Ilustracja: iStock)
Opowieść o Baranie to historia o bohaterze, który wyrusza w świat walczyć ze złem i po niebezpiecznych przygodach zwycięża. (Ilustracja: iStock)
Nadejście wiosny oznacza również początek zodiaku. Rozpoczyna go astrologiczny Baran – wojownik pełen nieokiełznanej energii. Z pomocą astrologa Piotra Gibaszewskiego podpowiadamy, jak ukierunkować ją w dobrą stronę, zwłaszcza gdy zamiast walczyć trzeba wziąć na wstrzymanie. A to właśnie – według horoskopu – przyniosą najbliższe miesiące.

Erę Barana możemy datować od II tysiąclecia przed narodzinami Chrystusa aż do jego przyjścia na świat. Kult Barana pojawiał się wówczas w wielu miejscach na świecie – przypomina astrolog Piotr Gibaszewski. – Na przykład w Indiach pod postacią boga Agni, którego symbolem była swastyka, okryta później przez nazistów i Hitlera złą sławą. Tymczasem Agni, czczony pod postacią ognia, reprezentował szczęście i życie. W Egipcie z kolei pojawił się kult Amona – boga przedstawianego z baranimi rogami.

Cykliczny początek

Archetyp Barana wskazuje na asertywność, czyli wyrażanie woli w zgodzie z własnym ja. Baran nie pozostaje w strefie komfortu, bo kluczem jego jestestwa jest bycie sobą. Ono jest jego najwyższą wartością. Jako klient coachingu oczekuje konkretnych zadań do realizowania.

Pierwszy znak zodiaku – Baran – reprezentuje pierwotne siły życia, narodziny, rezurekcję, odnowienie, regenerację. Astrolog zauważa, że osoby urodzone ze Słońcem w znaku Barana mają w sobie urok dziecka, są wesołe, nieskomplikowane i beztroskie.

Z Baranem rozpoczyna się wiosna i rok astrologiczny. Przyroda po zimie powraca do życia, a archetyp tego znaku przywraca nam chęć do działania, bo podejmowanie akcji to atut Barana. Jego patronem jest planeta Mars, która swoją nazwę zawdzięcza rzymskiemu bogowi o tym samym imieniu. Według mitologii Mars był synem Junony i czarodziejskiego kwiatu, ojcem założycieli Rzymu – Romulusa i Remusa. Pierwotnie był czczony jako bóg płodności, wegetacji i wiosny. Pasterze, którzy o tej porze roku wyprowadzali na łąki stada owiec, powierzali ich ochronę przed wilkami właśnie Marsowi. Baran i Mars to bohaterowie – ratownicy, strażacy, policjanci.

–  Opowieść o Baranie to historia o bohaterze, który wyrusza w świat walczyć ze złem i zwycięża je, doświadczając niebezpiecznych przygód – mówi Piotr Gibaszewski – Bruce Willis, który urodził się na granicy znaków Ryb i Barana, zwykle gra w filmach takiego niezwykłego bohatera, na przykład w „Szklanej pułapce”.

Baran przyszedł na świat po to, żeby go z nieposkromioną ciekawością odkryć i podporządkować sobie. Trzeba mu oddać, że potrafi żyć z pasją. Liczy się dla niego jedynie tu i teraz, bo tylko w ten sposób może skoncentrować się na działaniu. Baran należy do żywiołu ognia. Jest jak wschód słońca, jak pierwszy płomień, który podpala ognisko, jak dopiero kiełkująca roślina. Żyje w przekonaniu, że wszystko ma jeszcze przed sobą, wystarczy po to odważnie sięgnąć. Jest spontaniczny, niecierpliwy, uosabia słomiany zapał. To archetyp pioniera, stworzony, żeby być tam, gdzie innych jeszcze nie było. Kusi go niebezpieczeństwo nieznanego, nie asekuruje się. Nic nie zostawia za sobą, więc nic nie ma do stracenia.

Piotr Gibaszewski wyjaśnia, że symbolem tego znaku w tarocie jest głupiec, karta o numerze zero, przestawiająca dziecko, które jedynie z tobołkiem wyrusza w podróż, nie wiedząc nic o tym, co je czeka.

I rzeczywiście Baran jest mistrzem w zaczynaniu od zera, potrafi zrobić coś z niczego, ponieważ nie kalkuluje, co mu się opłaca. Typowy przedstawiciel tego znaku nie ma w zwyczaju przesypiać się z problemem jak Scarlett O’Hara. Nie pomyśli o tym jutro ani nawet dzisiaj – kierowany impulsem, zadziała od razu.

Wszystko czerwone

Baran nazywany jest noworodkiem zodiaku, ponieważ swoje potrzeby komunikuje wrzaskiem. Dobrze wie, że może wykorzystać złość, by postawić na swoim. Kłócąc się lub zaciekle dyskutując, uwalnia energie, które się w nim „gotują”. Kojarzy się ze stanem zapalnym, zaczerwienieniem, pulsującym bólem głowy. Na Marsie, planecie Barana, występują największe w Układzie Słonecznym burze piaskowe. Mogą obejmować nawet całą planetę, a w ich trakcie wiatr osiąga nawet 300 km na godzinę. Mars w astrologii uważany jest za planetę maleficzną, czyli złowróżbną – postrzeganą jako symbol ciemności, agresji, niepohamowanego szału. Gdy pojawiał się na niebie, dla starożytnych był zwiastunem wojny. Nazywany Czerwoną Planetą, zawdzięcza to barwie, która przy obserwacji z Ziemi wydaje się rdzawoczerwona i kojarzyła się z pożogą wojenną. – Czerwień Marsa od wieków łączona była również z krwią i żelazem – mówi Piotr Gibaszewski. – W glebie Marsa jest dużo tlenków żelaza. A co jest składnikiem hemoglobiny, która wchodzi w skład krwi, jak nie żelazo? Hemoglobina to białko zawierające żelazo. Krew przenosi tlen i jest symbolem życia.

Pępek świata

Baran jest egotyczny, bywa bezwzględny, kieruje nim zwierzęcy instynkt. Bezwzględność i koncentracja na sobie są mu potrzebne, by podbijać i wygrywać. Ma na względzie przede wszystkim swoją potrzebę doświadczania życia w pełni. Jest porywczy i buńczuczny. Pamiętajmy, że Mars był przede wszystkim bogiem wojny! Z jego kultem związane jest Pole Marsowe w Rzymie, gdzie dokonywano przeglądu wojsk. Poświęcono mu miesiąc marzec, kiedy pogoda pozwalała na wznowienie walk. Przed bitwami składano mu ofiary z ludzi – jeńców wojennych i niewolników. Dużo przemocy i okrucieństwa nietrudno zaobserwować w dziełach znanego Barana – Quentina Tarantina, słynącego, poza filmami, z ogromnego skupienia na sobie.

Baran to mistrz motywacji wewnętrznej. – Słowo to pochodzi od łacińskiego „motus”, czyli ruch, zmiana – mówi Piotr Gibaszewski. – To o Bogu mówi się jako o pierwszym „poruszycielu”, który stworzył świat. Baran razem ze swoim patronem Marsem uruchamiają w nas ten element odwagi, a także kreacji. Bez początkowego impulsu niczego by nie było.

Osoby urodzone na początku zodiadku charakteryzuje umiejętność szybkiego podejmowania decyzji, bezcenna dla pilotów, chirurgów, szefów kuchni, adwokatów, czyli liderów wszelkiej maści, wśród których wielu zodiakalnych Baranów. Zdolnościom przywódczym towarzyszy jednak zwykle niższy poziom empatii, a często podwyższony – psychopatii. I rzeczywiście, empatia i relacyjność nie są mocnymi stronami osób urodzonych z Baranem w herbie. Słyną one z braku taktu, dla nich liczy się przede wszystkim konkret, nie dyplomacja. W związki angażują się, owszem, jak we wszystko, ale niewiele w nich wrodzonej uważności dla drugiej strony. Spodziewajmy się po nich prostolinijności i nie wymagajmy, żeby Barany rozszyfrowywały rozbudowane metafory.

Bohater na swoich warunkach

Baran może być pozytywnym bohaterem, który ratuje ludzkość, ale, jak puentuje astrolog – to nie on przeprowadza staruszki przez ulicę.

– Żyjemy wyobrażeniem, że rycerze są szlachetni, a oni więcej wspólnego mieli z dzisiejszymi kibolami niż szlachetnymi idealistami – mówi Piotr Gibaszewski. – Co robi wojownik? Zabija! Jego miejscem jest wojna, gdzie leje się krew. Żyjemy w kulturze, która źle radzi sobie z agresją, rodzącą przemoc i śmierć.

Marsowi w mitologii towarzyszyło dwóch pomocników – Fobos i Dejmos, czyli Przerażenie i Trwoga. Kiedy wystawiono w kierunku Marsa pierwsze teleskopy, okazało się, że ma dwa Księżyce i nazwano je tymi imionami. To wszystko pokazuje, że częścią naszego doświadczenia są zjawiska, które nie kojarzą nam się szczególnie wesoło czy miło, jednak bez nich nie przetrwalibyśmy.

– Ideały Barana są pożyteczne, bo do napędzania naszego rozwoju potrzebna jest również rywalizacja – puentuje Piotr Gibaszewski. – Wojna to szansa na zwycięstwo, ale żeby je odnieść, potrzeba nam kogoś charyzmatycznego, do kogo powiemy „Wodzu, prowadź!”. Siła Barana potrzebna jest we wszelkim przywództwie – w biznesie, sporcie, polityce. Jest ona równocześnie pierwotna, fascynująca i pozwala pokonać słabości.

Baran (20 marca - 20 kwietnia)

  • żywioł: ogień
  • jakość: kardynalna
  • rodzaj: męski
  • prajakość: ciepły i suchy
  • pora roku: wczesna wiosna
  • archetyp: wojownik
  • cień: niszczyciel
  • pułapka: nadmierna aktywność
  • ideał: przywódca wojskowy
  • dewiza: ja chcę!
  • korespondencje w organizmie: głowa, twarz, krew
Piotr Gibaszewski, astrolog, autor corocznych prognoz dla Polski i świata. Wykładowca w Studium Psychologii Psychotronicznej. 

  1. Psychologia

Kobieca moc niejedno ma imię

Kobieca siła to moc płynąca z emocji, cielesności, intuicji, wglądu w siebie, proroczych snów. (Fot. iStock)
Kobieca siła to moc płynąca z emocji, cielesności, intuicji, wglądu w siebie, proroczych snów. (Fot. iStock)
Czasami myślimy o niej jak o kobiecej naturze, energii animy albo intuicji. Bardziej potrafimy ją poczuć ciałem niż rozpoznać umysłem. Kobieca moc niejedno ma imię... Psychoterapeutka Ewa Klepacka-Gryz inauguruje nowy cykl artykułów w miesięczniku "Sens".

Wiele z nas doświadczyło szczególnych momentów, w których wyraźnie poczułyśmy swoją moc np. w trakcie narodzin dziecka, ukończenia artystycznego dzieła (to tzw. euforia ostatniego pociągnięcia pędzlem) czy podjęcia jakiejś bardzo ważnej i brzemiennej w skutkach decyzji. Co najważniejsze, ta moc pojawia się zwykle wtedy, kiedy głowa odpuszcza, a czasami nawet budzi się rezygnacja: „trudno, nie dam rady”, „nie wiem, co robić”, „to wszystko, na co mnie stać”... – i nagle gdzieś w głębi siebie już wszystko wiesz!

Siła czy moc?

Męska siła kojarzy nam się z działaniem w świecie zewnętrznym, z myśleniem analitycznym. Kobieca siła to moc płynąca z emocji, cielesności, intuicji, wglądu w siebie, proroczych snów. Mężczyzna czuje się silny, kiedy ma osiągnięcia i uznanie w zawodzie, w sporcie, w życiu. Kobieta czuje swoją moc, jeśli żyje w zgodzie z własną legendą podąża świadomie wybraną przez siebie drogą, jest obecna w „tu i teraz”, potrafi zintergrować głowę, serce i ciało... Jednak taki sposób odczuwania przychodzi z wiekiem.

Jako nastolatki czy dwudziestoparolatki chętnie próbujemy swoich sił w sportach, często ekstremalnych, lubimy rywalizować z mężczyznami. Kickboxing, MMA czy choćby zwykłe sztuki walki – czemu nie? Dieta ketogeniczna, płaski brzuch i „kaloryfer” wyćwiczony w siłowni, morsowanie czy wejście zimą na Śnieżkę w spodenkach i sportowym biustonoszu – czemu nie? Przed trzydziestką nadal realizujemy swoją moc bardziej „po męsku”: w rywalizacji, wspinaniu się po szczeblach kariery, sięganiu po eksponowane stanowiska. Momentem przełomowym często bywa ciąża. Być może to wtedy po raz pierwszy zaczynamy odróżniać siłę od mocy. Moc „z brzucha” pojawia się także w momentach, kiedy budzi się nasza energia twórcza: pragnienie namalowania obrazu, napisania książki czy ekspresji emocji poprzez ruch. Pojawia się świadomość, że siła wynika z naszego działania na zewnątrz a moc płynie z ekspresji tego, co wewnątrz.

Około czterdziestki wiele kobiet nagle odczuwa potrzebę radykalnje zmiany życia. Bywa, że bilans przeszłości wcale nie wypada na plus albo pojawia się tęsknota odnalezienia czy odkrycia celu i sensu życia. Czujemy, że dotąd żyłyśmy zgodnie z nieswoim scenariuszem. Doskonale tłumaczy to Paulina Młynarska, autorka rocznego planeru „Moc kobiet” pisząc, że jedyne, co może każda z nas, to wprowadzić korektę do wręczonego nam w chwili narodzin scenariusza – gotowca, który przypisuje określone z góry role, zadania i ograniczenia. Trzeba wiele odwagi i buntowniczej energii, aby je zakwestionować. I jeszcze więcej, aby rozpoznać czy też powołać do życia nowe wewnętrzne postaci, których energia pozytywnie zasili nasze życie psychiczne”.

Po pięćdziesiątce, kiedy siła działania w zewnętrznym świecie nie jest już taka oczywista, coraz częściej i wyraźniej zdarza nam się słyszeć głos wewnętrznej mocy. Na początku to bardziej szept: ,,Czy na pewno musisz tak dużo pracować?”, „Czy dzisiaj zrobiłaś coś, co nakarmiło twoją duszę, a jeśli nie dzisiaj, to kiedy ostatnio ci się udało?”. Dopóki traktujemy wycofanie się z jakiejkolwiek aktywności za oznakę słabości, nadal bardziej jesteśmy w energii siły niż mocy. Ale pewnego dnia, kiedy coraz częściej łapiemy się na tym, że wolimy być niż mieć, być tak prosto z brzucha; zachwycić się słońcem na twarzy, wąchać deszcz, popłakać się nad zdjęciem wnuczka tuż po narodzeniu – czujemy, że wróciłyśmy do domu. Swoją moc zaczynamy odczuwać jako wewnętrzny zew, którego nie sposób nie usłyszeć.

W podróży do siebie

Od czasu covidowej zawieruchy większość moich pacjentek przychodzi z kłopotami, które tak naprawdę są opowieściami o mocy – o tym, że czasami ona je przeraża, że nie czują się gotowe do przyjęcia, otworzenia się na tak intensywną energię, że jest jakaś ogromna siła, która próbuje się wydostać z ich wnętrza, że nagle poczuły potrzebę odmienienia całego swojego życia...

Nic w tym dziwnego, kobieca moc ma potężną energię, zarówno do działania jak i bycia w swojej prawdzie, wizji, osobistym micie. Pandemia, która w każdym z nas uruchomiła najbardziej pierwotne lęki, zmiany w tzw. ustawie antyaborcyjnej, które ,,dotknęły” kobiecych brzuchów, i era Wodnika (odpowiedzialnej wolności) – sprawiły, że nie mamy innego wyjścia jak dopuścić do głosu swoją moc. I to bez względu na wiek.

Jak przekonuje Maureen Murdock, analityczka jungowska, zadaniem, jakie dziś mają do spełnienia kobiety, jest wewnętrzna podróż ku całkowitej integracji, równowadze i pełni. Dziś, wszystkie jesteśmy w podróży „do siebie i po siebie”. Dla wielu z nas wyjście na ulice i głośny protest był początkiem tej ważnej podróży. Inne, dotknięte chorobą własną lub w rodzinie przeżyły poważne kryzysy: drobne śmierci iluzji, całkowite załamanie się dotychczasowych wartości. Niektóre, na początku nieśmiało, w oczekiwaniu na pozwolenie czy akceptację zaczęły, czasami po raz pierwszy w życiu, opiekować się sobą. Pielęgnować własne potrzeby, zagłębiać się w świat książek czy muzyki. Tańczyć, oddychać, tworzyć, być. Konfrontować się z demonami przeszłości i z lękiem.

Już czas…

Agnieszka Maciąg przekonuje, że tę moc czerpiemy ze swojego duchowego Ja, które jest pełne spokoju, pewności i siły. „Świat ducha istnieje w przestrzeni pomiędzy bodźcem i reakcją. W tej przestrzeni pojawia się świadomość. To właśnie ona daje nam możliwość dokonania wyboru reakcji” – pisze w książce „Twoja wewnętrzna moc”. Czas na porzucenie, choćby symboliczne, wszystkich ról życiowych, zmierzenie się z własnymi ograniczeniami i lękami. Czas na powrót do kontaktu z własnym ciałem i odkrycie, kim tak naprawdę jestem, co chcę albo co mogę dać światu i co chcę dostać.

Przyda nam się w tym pomoc od innych kobiet. Wiele z nas już odnalazło swojej miejsce w kręgu kobiet czy innej grupie rozwojowej. Praca z baśniami, taniec 5 rytmów, medytacje, malowanie intuicyjne – każda metoda, która porusza naszą duszę jest dobra.

Potrzebujemy wysłuchania a właściwie usłyszenia swojej indywidualnej narracji o mocy, poczucia i uwierzenia, że naprawdę ją mamy. Każda z nas musi sama odkryć swój wzorzec. Ale warto słuchać opowieści, zarówno tych przekazywanych w baśniach, jak i opowieści kobiet, które chcą się dzielić swoim doświadczeniem.

Opowieści o mocy zaczniemy od tej, która budzi się w reakcji na krzywdy z przeszłości. To moc, którą czujesz w biodrach, brzuchu, udach… To ona pozwala ci mocno stanąć na ziemi, poczuć jej energię. Odwrócić się za siebie, otworzyć drzwi do dziecięcego pokoiku i poczuć tamten ból. Popatrzeć na matkę i ojca, którzy nie umieli ochronić przed krzywdą a może nawet byli jej sprawcami i przede wszystkim zrozumieć i zaakceptować, że w dorosłym życiu nikt nie da ci tego, czego nie dostałaś od rodziców. Ty już to wiesz, bo czujesz swoją moc.

Gdzie czujesz swoją moc?

Mocno stań na nogach. Poczuj kontakt z podłożem. Lekko ugnij nogi w kolanach, zamknij oczy. Pozwól ciału odkryć swój balans i poddaj się kołysaniu. Poczekaj cierpliwie, aż poczujesz się wygodnie w tej pozycji. Lewą dłoń połóż na brzuchu, prawą na sercu. Poczuj, gdzie znajduje się twój ośrodek mocy. Czy leży w brzuchu? W sercu? A może jeszcze w innym miejscu? Jak to jest czuć moc w ciele?

Ewa Klepacka-Gryz, psycholog, terapeutka, autorka poradników psychologicznych, trenerka warsztatów rozwojowych dla kobiet.

Zapraszamy do dzielenia się swoimi opowieściami o budzeniu mocy. Czekamy na listy od kobiet, które odkryły swoje własne metody pracy z mocą, również te, które pracują w tym temacie z innymi kobietami. Piszcie na adres sens@grupazwierciadlo.pl.

  1. Styl Życia

Odważne, inspirujące, niezależne. 7 portretów niezwykłych kobiet

Prezentujemy portrety 7. niezwykłych kobiet. (Fot. materiały prasowe National Geographic)
Prezentujemy portrety 7. niezwykłych kobiet. (Fot. materiały prasowe National Geographic)
Zobacz galerię 9 Zdjęć
Od medycyny, przez biologię morską i ekologię, po lotnictwo czy technologie wykorzystywane w kosmosie – każda z tych i wielu innych dziedzin rozwija się z udziałem niezwykłych kobiet. Prezentujemy portrety 7. niezwykłych kobiet, które nie tylko kształtują historie i społeczeństwo, ale i inspirują kolejne pokolenia.

Na co dzień tych nazwisk nie odnajdujemy na pierwszych stronach gazet, ale ich historie i osiągnięcia stanowią niezbity dowód na to, że kobiety mają w sobie niezwykłą siłę i moc zmieniania sposobu, w jaki postrzegamy świat. Amelia Earhart, pierwsza na świecie pilotka, która samotnie przeleciała nad Oceanem Atlantyckim, badaczka Ella Al-Shamahi zmieniająca oblicze współczesnej paleontologii czy też dr Amani Ballour, która ratuje przed śmiercią ofiary wojny domowej w podziemnym szpitalu w Syrii. W naszej galerii prezentujemy sylwetki 7. wybitnych kobiet, które zrobiły wiele dobrego dla nas i świata.

Z okazji 8 marca, czyli Dnia Kobiet, National Geographic postanowiło przybliżyć portrety fascynujących kobiet, dla których granice istnieją tylko po to, by je przekraczać. W ramach cyklu „Inspirujące kobiety” (od 6 marca w każdą sobotę od godz. 17.00) National Geographic przypomina produkcje dokumentalne przybliżające sylwetki działaczek i kobiecych postaci, stanowiących inspirację dla pokoleń.

Co więcej, dwie z dokumentalnych produkcji, poświęconych przełomowym sylwetkom kobiet, zostaną udostępnione bezpłatnie na kanale You Tube. Dokument „W poszukiwaniu Amelii”, opowiadający o zagadce zaginięcia pierwszej kobiety, która w 1932 roku przeleciała samotnie nad Oceanem Atlantyckim, oraz film „Diana: żywa legenda”,  dokonujący wnikliwego spojrzenia na życie rodzinne jednej z najpopularniejszych osób w brytyjskiej rodzinie królewskiej. Obie produkcje będą dostępne na kanale YT National Geographic Polska od soboty 6 marca do poniedziałku 8 marca.

  1. Styl Życia

Historia pełna jest kobiet - o tych, które zmieniły świat

Barbara McClintock (1902–1992) odkryła, że geny mogą włączać się i wyłączać oraz zmieniać położenie – do tej pory sądzono, że geny są „jak przybite do podłogi meble”. Na uznanie swojej teorii musiała czekać niemal 20 lat, aż inni badacze doszli do takich samych wniosków. W 1983 roku, 32 lata po swoim wielkim i zignorowanym odkryciu, otrzymała Nagrodę Nobla. (Fot. Everett/Forum)
Barbara McClintock (1902–1992) odkryła, że geny mogą włączać się i wyłączać oraz zmieniać położenie – do tej pory sądzono, że geny są „jak przybite do podłogi meble”. Na uznanie swojej teorii musiała czekać niemal 20 lat, aż inni badacze doszli do takich samych wniosków. W 1983 roku, 32 lata po swoim wielkim i zignorowanym odkryciu, otrzymała Nagrodę Nobla. (Fot. Everett/Forum)
Mistrzynie drugiego planu, współpracowniczki, życiowe towarzyszki, geniuszki. Historia pełna jest kobiet, które nie tylko popchnęły do przodu kariery swoich mężów, ale i cały świat. Pora je poznać i uznać. A także zacząć doceniać własną rolę.

Prowadziłam niedawno zajęcia z grupą niezwykle wykształconych i utalentowanych osób płci obojga. Było ich dziewiętnaścioro. W którymś momencie mieli podzielić się na cztery zespoły. Jedna z dziewczyn z grupy mniej licznej, bo czteroosobowej, zaproponowała: – Wymieńmy którąś dziewczynę na faceta, żebyśmy miały równe szanse. – Słyszysz, co powiedziałaś? – zapytałam. – Tak odruchowo mi się powiedziało – wyjaśniła z zażenowaniem. – Bez sensu.

I rzeczywiście, jej pomysł był bez sensu, bo zespół czterech dziewczyn świetnie sobie poradził z zadaniem. Gorzej za to radzimy sobie ze stereotypami dotyczącymi kobiet, a w dodatku same je podtrzymujemy. Odruchowo. Może za mało wiemy o kobietach, które za nami stoją?

„Kobiety nie wynalazły praktycznie NIC – nawet mopa wynalazł mężczyzna (Murzyn akurat); nawet tampax (o.b.) wynalazł mężczyzna!!! Kobietą była tylko Kopernik – ale to wyjątek” – napisał w Internecie znany mizogin i szowinista, którego nazwiska nie chce mi się przywoływać. Na treść tej wypowiedzi możemy się słusznie oburzać, budzi ona jednak niepokój. Bo co właściwie wynalazły kobiety? Owszem, długo nie miałyśmy dostępu do nauki, długo nie doceniano naszych możliwości, ale gdyby były wśród nas geniuszki, to świat by o nich usłyszał, prawda?

Niekoniecznie. Czytałam kiedyś o Margaret Knight, która już w wieku 12 lat wynalazła urządzenie zatrzymujące awaryjnie maszyny włókiennicze, co chroniło pracowników przed wypadkami. W wieku 14 lat skonstruowała maszynę do klejenia papierowych toreb, a i później była autorką wielu wynalazków, czym zasłużyła na miano „żeńskiego Edisona” i „najsłynniejszej XIX-wiecznej wynalazczyni”, ale jej sława jakoś do nas nie dotarła. Na szczęście jest Maria Skłodowska-Curie! To ją zwykle przywołujemy, gdy mowa o wielkich kobietach w nauce, ale jedna jaskółka wiosny nie czyni. Wręcz przeciwnie. Maria Skłodowska-Curie zdaje się stanowić wyjątek i tym samym odcina się wyraźnie na tle innych kobiet, które są zwykle bohaterkami drugiego planu. Ich rola w męskich karierach jest wielka – jako żon i współpracowniczek – ale kto by do tego przywiązywał wagę? Pewnie tylko Michelle Obama jest dość pewna siebie, by swoją rolę docenić. Tak przynajmniej wynika z krążącej w Internecie anegdoty.

Michelle poszła z mężem do restauracji, której właściciel przywitał się z nią jak stary znajomy. – Kto to był? – zapytał Barack, gdy zostali sami. – Kolega ze szkoły, który kiedyś się we mnie kochał – usłyszał. – Widzisz, gdybyś za niego wyszła, byłabyś teraz właścicielką restauracji – skomentował. – Nie, kochany. Gdybym za niego wyszła, on byłby teraz prezydentem Stanów Zjednoczonych – bez wahania odpowiedziała jego żona. Kto wie, czy nie byłoby tak?

Żona przy mężu

Wiele kobiet inspiruje swoich mężów, motywuje ich i wspiera, zdejmuje z nich życiowe troski i zadania, podporządkowuje swoje życie ich karierze, nierzadko też pomaga im merytorycznie, ale same pozostają w cieniu. Weźmy Milevę Marić. Wiecie, kto to taki? Nie? No właśnie. Za to wszyscy wiemy, kim był Albert Einstein, jej mąż przez długie lata, dopóki nie odszedł do młodszej. Ta historia brzmi niewiarygodnie i można by ją sprowadzić do tego, że ha, ha, Einstein była kobietą, ale pozornie zabawna teza jest dobrze udokumentowana.

Mileva i Einstein poznali się na studiach w Szwajcarskim Federalnym Instytucie Technologicznym, czołowej europejskiej uczelni politechnicznej. Skoro przyjęto ją, choć była kobietą, to naprawdę musiała być dobra! Einstein i Mileva szybko zostali parą. W liście do niej Ein­stein napisał: „Jakże będę szczęśliwy i dumny, kiedy wspólnie osiągniemy zadowalający koniec naszej pracy nad teorią ruchu względnego”. Potem Mileva rodzi dzieci i pracuje jako asystentka męża. Początkowo ich artykuły były podpisywane Einstein-Marić, ale wkrótce to drugie nazwisko zaczęło być pomijane. „Tajemnica kreatywności tkwi w tym, aby wiedzieć, jak dobrze ukryć swoje źródła” – napisał Einstein. Nawet gdy jego źródła w postaci Milevy zostały po latach odkryte, on na tym zbytnio nie ucierpiał, a Milevy w zasadzie wciąż nie ma.

W towarzystwie

Jak to się dzieje, że wybitne naukowczynie tak słabo istnieją w świadomości społecznej? Można się o tym dowiedzieć z książki Rachel Swaby „Upór i przekora. 52 kobiety, które odmieniły naukę i świat”. Książka fascynująca, pokazująca determinację kobiet w walce o prawo do kształcenia się i pracy naukowej. Kobiety od wieków dokonywały odkryć, ale mężczyźni świetnie umieli sobie z tym radzić.

Na przykład Anna Wessels Williams, bakteriolożka, w 1894 roku wyizolowała szczep bakterii wywołującej błonicę, a kilka lat później szczep bakterii zdolny generować pięćset razy silniejszą toksynę, co pozwoliło produkować antytoksynę na masową skalę. Tego drugiego odkrycia dokonała, gdy szef laboratorium William H. Park przebywał na wakacjach, no ale on był szefem, więc nowy szczep otrzymał nazwę Park-Williams No. 8, którą szybko skrócono do Park 8.

Albo Hilde Mangold, autorka pracy doktorskiej z embriologii eksperymentalnej. Jej promotor Hans Spemann ocenił tę rozprawę dość wysoko, ale nie najwyżej. Dodał jednak do niej swoje nazwisko i to umieścił je na pierwszym miejscu. Doktorat Mangold opublikowano w 1924 roku i w tym samym roku autorka zginęła w wypadku. W 1935 roku Hans Spemann dostał Nagrodę Nobla za tę pracę, która „zainicjowała nową epokę w dziedzinie biologii rozwoju”.

Barbara McClintock (1902–1992) żyła znacznie dłużej i dzięki temu doczekała uznania. Nie było łatwo. Już w wieku 29 lat wniosła wiele do genetyki, ale nie dostała posady na uczelni, bo zespół Uniwersytetu Cornella sprzeciwił się wnioskowi dziekana. McClintock znalazła w końcu pracę w instytucie genetyki, gdzie odkryła, że geny mogą włączać się i wyłączać oraz zmieniać położenie – do tej pory sądzono, że geny są „jak przybite do podłogi meble”. Na uznanie swojej teorii musiała czekać niemal 20 lat, aż inni badacze doszli do takich samych wniosków. W 1983 roku, 32 lata po swoim wielkim i zignorowanym odkryciu, otrzymała Nagrodę Nobla.

Róża Nightingale

Kobiety w nauce miały naprawdę ciężko. Na wiele uczelni ich nie przyjmowano, a jeśli nawet pozwalano im uczestniczyć w zajęciach, to bez możliwości zdobycia dyplomu. „Kto byłby tak głupi, żeby spędzić cztery lata na studiach i nie otrzymać dyplomu?” – zapytała dziekana nowo otwartej i dostępnej również dla kobiet Szkoły Zdrowia Publicznego Helen Taussig, później wybitna kardiolożka, która stworzyła kardiologię dziecięcą. „Mam nadzieję, że nikt” – odpowiedział. Jeśli kobieta skończyła jednak studia i miała świetne wyniki, czasem mogła pracować na uczelni, ale za darmo, bo przepisy nie pozwalały na zatrudnianie kobiet jako naukowców. Maria Goeppert-Mayer, laureatka Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki za odkrycia dotyczące jądra atomu, przez długie lata pracowała na Uniwersytecie Chicagowskim bez wynagrodzenia. Alice Hamilton, amerykańska ekspertka od chorób zawodowych, to wyjątek – już w 1919 roku otrzymała stanowisko młodszego wykładowcy jako pierwsza kobieta w kadrze Uniwersytetu Harvarda. A mimo to dopiero 26 lat później kobiety mogły tam studiować medycynę! Emmy Noether (1882–1935), genialna matematyczka i fizyczka, została w końcu zatrudniona jako „nieoficjalna profesor nadzwyczajna”, ale bez pensji! Teoria Noether stanowi szkielet całej współczesnej fizyki, to ona stworzyła algebrę abstrakcyjną! Jak to możliwe, że o niej nie wiemy? Albo o Mary Cartwright, twórczyni teorii chaosu? Matematyczce Sofji Wasiljewnej Kowalewskiej?

Czy wiecie, skąd się wzięła skala Apgar? Stworzyła ją Virginia Apgar w 1952 roku. Wcześniej nie oceniano stanu zdrowia noworodków zaraz po urodzeniu, więc nie widziano związku między metodą porodu a stanem dziecka! Metoda amerykańskiej lekarki szybko rozniosła się po świecie i została nazwana od jej nazwiska. To jedna z nielicznych sytuacji, kiedy pomysł kobiety został doceniony i nikt nie próbował go zawłaszczyć. A dzięki komu wiemy, od czego zależy płeć dziecka? Jeszcze na początku XX wieku sądzono, że od czynników zewnętrznych. To Nettie Stevens, genetyczka, w 1905 roku udowodniła, że decydujące są chromosomy, a nie temperatura, siła namiętności czy dieta. Lata minęły, nim inni naukowcy uznali wyniki jej badań. Ona tego nie doczekała, wcześniej zmarła na raka piersi. Odkrycie Stevens często przypisuje się Thomasowi Huntowi Morganowi, który był jej tutorem, co jest o tyle zabawne, że Morgan nie uwierzył w wyniki jej badań i jeszcze długo obstawał przy tym, że płeć zależy od czynników środowiskowych!

Florence Nightingale (1820–1910) znamy jako wspaniałą pielęgniarkę, którą była. Ale kto słyszał o jej pionierskim wkładzie w rozwój medycyny opartej na analizie danych? Prowadziła badania, stworzyła diagram „Róża Nightingale” do graficznego przedstawiania danych. A komu zawdzięczamy in vitro? Anne McLaren, Brytyjka, jako pierwsza powołała do życia mysz z probówki! A wiecie, że chemioterapia ma matkę, a nie ojca? To Jane Wright! Podobnie mutageneza zawdzięcza swoje narodziny kobiecie, Charlotte Auerbach. Nasza kultura lubi spychać sukcesy kobiet w niepamięć, ale przecież my także ją tworzymy i możemy się temu przeciwstawić! Nie wynalazłyśmy nawet mopa? Za to Stephanie Kwolek wynalazła lycrę!

Książka Rachel Swaby pokazuje, że kobiety zmieniały świat, choć było i jest im trudniej. W szkole średniej Yvonne Brill (1924–2013) usłyszała od nauczyciela fizyki, że kobiety nie potrafią wznieść się na wyżyny w żadnej dziedzinie. Potem zajęła się silnikami rakiet kosmicznych, zaprojektowany przez nią elektrotermiczny silnik do dziś jest wykorzystywany do napędzania satelitów.

Poznajmy te kobiety – jeśli nie dla nas samych, to dla naszych córek. Niech wiedzą, że szlaki zostały przetarte – śmiało mogą ruszać w swoją drogę.

  1. Styl Życia

Zodiakalne Ryby - wolne jak ptaki

Ryby. Często trafiają na mielizny, ale są mistrzyniami odpuszczania, więc to, czego potrzebują, przypływa do nich samo. (Ilustracja: iStock)
Ryby. Często trafiają na mielizny, ale są mistrzyniami odpuszczania, więc to, czego potrzebują, przypływa do nich samo. (Ilustracja: iStock)
Ostatnim miesiącem zimy rządzą zodiakalne Ryby. Często trafiają na mielizny, ale są mistrzyniami odpuszczania, więc to, czego potrzebują, przypływa do nich samo. Dziennikarka Aleksandra Nowakowska wspierana przez astrologa Piotra Gibaszewskiego kreśli ich portret i rokowania na najbliższy rok.

Znakiem Ryb włada Neptun, specjalista od transcendencji, król mórz i oceanów. Jego symbol przywodzi na myśl człowieka wznoszącego ręce ku górze, może też kojarzyć się z aniołem. To dobre skojarzenie – Ryby nie pragną ziemskich uciech, wolą myśleć o niebie i sprawach ducha. Można powiedzieć, że nie należą do tego świata. Rzeczywiście: urodzeni w tym okresie nie są zainteresowani płaceniem rachunków, osiąganiem pozycji społecznej, gromadzeniem dóbr materialnych.

Archetypy i metafory

Carl Gustav Jung pisał, że ryba jako symbol alchemiczny pojawiła się w XI wieku. Przedstawia ona substancję arcanum, czyli tajemną, a na skutek jej przemiany powstaje lapis philosophorum – kamień filozoficzny.

Starogreckie słowo ichthys, oznaczające rybę, jest rozwijane jako: Iesous Christos Theou Hyios Soter – Jezus Chrystus Syn Boży Zbawiciel. Piotr Gibaszewski przypomina, że wśród astrologów od wieków trwa dyskusja na temat horoskopu Chrystusa, który prawdopodobnie nie urodził się 25 grudnia, tylko w marcu, w znaku Ryb. Dla pierwszych chrześcijan, którzy spotykali się potajemnie w rzymskich katakumbach, ryby były znakiem rozpoznawczym. Rysowali na piasku symbol składający się z dwóch półksiężyców.

Jeśli popatrzymy na koło zodiaku jak na metaforę rozwoju człowieka, Ryby są jego ostatnim etapem. Reprezentują wolność od rzeczy, ograniczeń tkwiących w umyśle. Znoszą to, co widzialne – gęstość materii i złudzenie czasu. Życie tu na ziemi to dla osób urodzonych w tym znaku film, iluzja. Są świadome tego, że ludzka egzystencja jest jak żywioł, do którego należą, czyli woda: zmienna, niepodlegająca limitom, bezkształtna. A skoro tak, to nie ma się do czego przywiązywać.

Archetyp Ryb mieści w sobie płynność, absorpcyjność, przyzwalanie. Ma dar rozpuszczania, rozpływania się. Nie honoruje racjonalnych argumentów, logiki, nie wie, co to zapobiegliwość, koncentracja, nie stawia kropki nad „i”. Ryby nie odwołują się do rozumu, są nadwrażliwe, a nawet słabe, ufne w siłę większą niż one same, wsłuchane w podszepty intuicji. Śnią na jawie, lubią być otoczone tajemnicą, magnetyzują subtelnością, są na wskroś romantyczne.

– Osoby, które mają w horoskopie urodzeniowym silny wpływ Ryb, zawsze ciągnie do czegoś więcej, przepełnia je nieodgadniona tęsknota. Może dlatego często bywają melancholijne, a ich spojrzenie jest zamglone – mówi Piotr Gibaszewski. – Tak działa wpływ Neptuna, planety, która nie zajmuje się doczesnością, tylko pyta, po co przyszliśmy na ten świat. Zodiakalnym Rybom bliski jest pogląd ludzi Wschodu, którzy naszą rzeczywistość nazywają „mają”, czyli czymś, czego nie ma, ułudą. A zatem po co się nią przejmować? Tylko to, co w duszy, jest prawdziwe.

Według Junga ryba symbolizuje życie psychiczne. Reprezentuje coś bardzo małego, co jest zanurzone w olbrzymim morzu, przedstawia ludzką jaźń jako treść nieświadomą. To znak, który z całego zodiaku ma najsłabsze ego rozumiane jako świadomość tego, kim się jest i czego się chce. Skąd ma to wiedzieć, skoro mało go to zajmuje? Ryby są w pewnym sensie niewidzialne, jak mgła, wymykają się życiu, robią uniki tak jak ich władca Neptun. A to planeta, którą odkryto nie podczas obserwacji nieba, tylko na skutek matematycznej analizy orbity! – Obliczono, że prawdopodobnie istnieje jakieś ciało niebieskie, które zakłóca orbitę Urana, ale nikt go nie zobaczył. Wpadli na to niezależnie dwaj naukowcy i do końca nie jest wiadomo, kto zrobił to pierwszy – wyjaśnia astrolog.

Ciężar dualizmu

Ryby, podobnie jak Bliźnięta, Waga i Wodnik, należą do znaków podwójnych.

Piotr Gibaszewski podkreśla, że żyjemy w świecie dualnym, taki jest też nasz umysł, jednak u Ryb ten dualizm jest rozwinięty w skrajny sposób. I dodaje, że archetypem literackim Ryb jest rozbity i pełen dylematów Hamlet, a słynne „Być albo nie być” dobrze obrazuje ich rozdarcie wewnętrzne.

Symbolem znaku są dwie ryby, które płyną w dwóch różnych kierunkach. Jedna jest martwa i unosi się z nurtem, druga walczy, płynąc pod prąd. – Osoby spod znaku Ryb żyją, jakby jedną nogą były w niebie, a drugą w piekle. Ich życie wygląda jak amplituda – od uniesień, kontaktu z absolutem po cierpienie, odczuwanie bezsensu życia, depresję – mówi ekspert. – Często błądzą jak wracający z wojny trojańskiej do Itaki Odyseusz, który pływał po morzach przez 10 lat zwodzony przez Posejdona, greckiego boga mórz, odpowiednika rzymskiego Neptuna.

Skuteczne osiąganie celu nie jest atutem Ryb. Ich działania charakteryzuje utrata kontaktu z rzeczywistością, Neptun często prowadzi je na manowce. Namawia do ucieczki od rzeczywistości. Ich zodiakalny archetyp ma silne tendencje do popadania w nałogi. A także psychozy, stany lękowe, nerwice. Zdaniem astrologa pijackie powiedzenie „Rybka lubi pływać” jest w tym kontekście na miejscu.

Ryby nie boją się już niczego, bo przejrzały iluzję mai i przekroczyły ograniczenia umysłu, albo boją się wszystkiego, desperacko pragnąc wyzwolić się z więzienia materii. Nie radzą sobie z życiem, wymykają się w fantazje, narkotyczny trans, artystyczne wizje. Mają tendencje do eskapizmu, a ich wycieczki mogą dążyć do rozwiązania ostatecznego – takiego, które wybrał bohater książki „Cierpienia młodego Wertera” Goethego, najbardziej znanego przedstawiciela niemieckiego romantyzmu. Samobójstwo jest dla nich ulgą. Mają problemy z obrazem siebie, z tożsamością. Dlatego łatwo wtargnąć w ich granice. Potrafią dostosować się, spełnić czyjś sen, niepostrzeżenie dopasowują się do cudzych życzeń. Brakuje im dystansu, umiejętności stanowczego powiedzenia „nie”.

Na marginesie

Zodiakalne ryby reprezentują jakość zmienną w skrajnej postaci, więc w ich życiu rządzi niestałość. Ich wewnętrzny kompas wariuje. (Teorię względności zresztą opracował Einstein, który był zodiakalnymi Rybami). Nie prowadzą usystematyzowanego, higienicznego życia. Potrafią żyć swoją wyśnioną wizją, która istnieje tylko w ich wyobraźni; do czasu, kiedy różowe okulary w końcu się rozbiją.

Często słyszą, że powinny „wziąć się w garść” i wreszcie „się ogarnąć”. Trudno im to zrobić z jednego powodu – im nie zależy, wystarczy im dmuchany materac i miska ryżu, żeby przeżyć dzień. Co będzie jutro? Nad tym się nie zastanawiają. Skąd mają brać motywację do tego, żeby się wysilać? Są wyczerpane samym faktem, że tu są i oddychają.

– Ryby z założenia to wolne ptaki – mówi Piotr Gibaszewski. – Nie pasują do rzeczywistości ludzi produktywnych, dlatego czują się samotne i odcięte od świata. Chętnie się izolują, dobrze im z dala od zgiełku, w komunach, wspólnotach, melinach. Szukają oparcia w wierze, w drugim człowieku, w altruizmie...

Przynależny Rybom 12. dom astrologiczny wskazywał kiedyś na więzienia, klasztory, przytułki dla trędowatych – miejsca położone z dala od miast, zamknięte i wyłączone z nurtu życia. Osoby urodzone pod ich zodiakalym wpłwem często czują się wykluczone, wybierają margines i peryferie, a nie centrum. Szukają ciszy i spokoju, żeby ukoić znękaną duszę.

– Kontestują, ale nie tak jak Wodnik, ich poprzednik w zodiaku, który chce zmieniać rzeczywistość, by wprowadzać nowy porządek – wyjaśnia Piotr Gibaszewski. – On przeciwstawia się zasadom, Ryby w ogóle się nimi nie zajmują. Chrystus nie chciał dokonywać rewolucji, nie interesował się polityką, zalecał oddawać cesarzowi co cesarskie; głosił, że jego królestwo nie jest z tego świata. Ryby pochodzą z alternatywnej rzeczywistości i samym swoim jestestwem negują tę powszechnie panującą.

Ubogie w duchu

Ryby mogłyby nauczyć się obrony swoich granic, przestać tylko dawać, a zacząć brać, popracować nad miłością własną, nauczyć się wyrównywać rachunki, zejść na ziemię. To osoby, które żyją w poczuciu krzywdy, zranienia, bywa, że wchodzą w rolę ofiary, manipulują, kłamią, żeby przetrwać, bo życie je tak przytłacza. Są nim niewypowiedzianie rozczarowane. Kombinują na skróty, kochają bez granic, zatracają się w fuzyjnych relacjach, czują się na tej ziemi żebrakami. Nie grozi im za to perfekcjonizm ani nadmierna kontrola. Nie zauważają szczegółów, więc nie są małostkowe, za to hojne. Są mistrzyniami sztuki odpuszczania. Właśnie Ryby uosabiają najwyższą formę miłości – miłość bezwarunkową.

Chrystus mówił, żeby przebaczać nie 7, ale 77 razy – tłumaczy astrolog Piotr Gibaszewski. – Ryby są świadome, że nie ma sensu się obrażać, bo przyszliśmy na ziemię, żeby odegrać pewien teatr. Wchodzimy w określone role, których nie warto traktować poważnie. Ryby – tak jak nie są przywiązane do przedmiotów, koncepcji, przekonań – tak również do krzywd i do zranień. Wiedzą, że tylko pustkę można czymś zapełnić. Ubogi w buddyzmie to ten, który jest jak czysta kartka. I ten właśnie dozna oświecenia.

Ryby reprezentują ideę urzeczywistniania się, stawania się człowiekiem, istotą czującą siebie i innych. Dlatego właśnie Ryby kończą zodiak rozumiany jako cykl rozwoju. Przed odkryciem Neptuna patronował im Jowisz – planeta bogactwa i obfitości, dlatego twierdzą, że przydarzają się im cuda. Czasem spada manna z nieba, ponieważ niczego nie pragną. Cechująca je prostota i lekkość to recepta na odmianę losu.

– Baśnie i przypowieści pełne są opowieści o głupim Jasiu, który zdobył królestwo i pojął księżniczkę za żonę. Kto pokonał komunę w Polsce? Mędrzec, filozof? Nie, elektryk. W rozwoju osobistym musimy pozbyć się nawyków i schematów, żeby pójść do przodu – puentuje astrolog.

I Ryby to właśnie świetnie potrafią – pozwalają, żeby wiele od nich odchodziło, co przynosi nieoczekiwany efekt uboczny: bezwysiłkowe przyciąganie tego, czego potrzebują. Zgodnie z taoistyczną maksymą wuwei – działaj, nie działając.

Archetypowym Rybom raczej nie powierzylibyśmy funkcji prezesa banku centralnego ani zarządzania infrastrukturą drogową czy przemysłem o dużym znaczeniu strategicznym. Nie znajdziemy wśród nich również wielu polityków czy mężów stanu, one mają inne zadania, na przykład bycie artystą jak Witkacy, nazywany „wariatem z Krupówek”.

Ale Rybom wybaczamy różne dziwactwa, bo dzięki nim choć na chwilę możemy oderwać się od rzeczywistości.

Ryby (20 lutego – 20 marca)

  • żywioł: woda
  • jakość: zmienna
  • rodzaj: żeński
  • prajakość: zimna i wilgotna
  • pora roku: czas postu
  • archetyp: wizjoner, samarytanin
  • cień: nałogowiec, oszust
  • pułapka: mylenie spirytualizmu ze spirytualiami
  • ideał: przewodnicy duchowi, artyści
  • dewiza: przeczuwam, kocham
  • korespondencje w organizmie: stopy
Piotr Gibaszewski, astrolog, autor corocznych prognoz dla Polski i świata. Wykładowca w Studium Psychologii Psychotronicznej.