1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Kobiece i męskie postacie w naszych snach – co mogą symbolizować?

Kobiece i męskie postacie w naszych snach – co mogą symbolizować?

Fot. iStock
Fot. iStock
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Sny pokazują jakie są wewnętrzne, głębsze powody i motywacje tego,co wydarza się „na powierzchni życia”, czyli w uzgodnionej rzeczywistości. W psychologii procesu rozumiemy sny jako mapę procesu śnienia jednostki, jako obraz dynamicznych interakcji pomiędzy różnymi aspektami jej psychiki.

Sny pokazują miejsce osoby na drodze jej rozwoju psychicznego, obrazują też konflikty z jakimi jednostka się wewnętrznie boryka. Jeżeli tak podejdziemy do snów, to oczywistym jest, że mają one duże znaczenie w procesie terapeutycznym a obserwacja tego, jak zmieniają się one w trakcie terapii może weryfikować działania terapeuty.

Oczywiście, terapeuta dysponuje różnymi metodami, które pokazują mu jak klient zmienia się wewnętrznie bądź nie.

Jung w jednej ze swoich prac opisuje jak w różnych fazach terapii zmieniały się obrazy mandali malowanych przez jego pacjentkę. Historia wielu klientów w psychoterapii dobrze ilustruje to zjawisko. „Na powierzchni” doświadczają oni przykrych zdarzeń, które rozbijają ich dotychczasowe życie a w związku z tym ich poczucie bezpieczeństwa. W psychologii procesu zawsze próbujemy zadawać sobie pytanie: „po co takie sytuacje jednostce się przydarzają?” A odpowiedzi na to pytanie udziela terapeucie proces śnienia klienta, który można odczytać m.in. poprzez jego sny a także przez jego symptomy fizyczne lub powracające problemy relacyjne.

Dosyć częstym motywem w snach klientów doświadczających w życiu sporych trudności są pojawiające się postacie przeciwnej płci.

Kobieta śni o postaciach męskich a ściśle rzecz biorąc o swojej relacji do tych figur. Mężczyzna zaś ma w snach różne postacie kobiece. Jung powiedziałby, że takie sny kobiety obrazują jej animusa – męską część w kobiecie, a w snach mężczyzny pojawia się anima, jego żeńska część. Terapeuta procesowy powiedziałby, że takie sny kobiet pokazują etapy konfliktu/oswajania/integracji ich procesu wtórnego związanego z siłą, autonomią i niezależnością, personifikowanego przez męskie postacie.

Kobiety z różnych powodów (postać realnego ojca, wychowanie w określonych wzorcach kulturowych itp.) zostają często zamknięte w swojej „kobiecej” części, bez dostępu do swojego animusa. Jednak proces rozwojowy zmusza je, żeby, w imię osiągnięcia pełni, skonfrontowały się z tą trudną dla nich częścią siebie. Tak na marginesie, to tego typu procesy są udziałem wielu polskich kobiet w ostatnich latach, podobne sny śni wiele kobiet w naszym kraju.

Często na początku konfrontowania się ze swoim animusem sny obrazują ich myślenie życzeniowe – pojawiają się mężczyźni, którzy rozwiązują ich trudności życiowe (tak jak w bajkach rycerz na białym koniu wybawia królewnę). Ale nie tędy droga... co szybko zresztą pokazują następne sny, w których wejście w realny psychiczny kontakt z animusem manifestuje się jako zagrożenie dla starej „kobiecej” tożsamości. Mogą pojawić się sny, że ich męska część nie jest w najlepszej formie - „umiera”, gdy jest długotrwale marginalizowana. Jest wiele możliwych sekwencji rozwoju integrowania animusa, jednak wszystkie one prowadzą w stronę snów, w których kobiety zaczynają używać tych silnych energii, przed którymi dotychczas uciekały.

Zazwyczaj w wyniku terapii ich wewnętrzny proces integracji idzie dalej i w końcowych snach kobiety stopniowo przezwyciężają swoje obawy, odważnie zaczynają obejmować swoją siłę i niezależność, stają się swoim animusem, co daje im poczucie radości i satysfakcji. Dopiero wtedy są one w stanie rozwiązać swoje trudności w realnym życiu, trudności, z którymi pojawiły się w drzwiach gabinetu terapeutycznego.

Podobny proces przechodzą mężczyźni na drodze do integracji animy, która reprezentuje zwykle ich zmarginalizowaną wewnętrzną część, ich miękkość, „słabość”, wrażliwość, nastawienie na bycie a nie na działanie. Na początku terapii mężczyźni często miewają sny, w których zachowują się w sposób „niemęski”, czego po przebudzeniu bardzo się wstydzą. Jednak stopniowe i umiejętne konfrontowanie się z tym swoim aspektem powoduje, że zaczynają oni odkrywać w swoich „kobiecych” zachowaniach pewną jakość, która jest w stanie dokonać czegoś, co nie byłoby możliwe, gdyby pozostawali jedynie „mężczyznami”. Dopiero wtedy zyskują nową perspektywę i nowe narzędzie do rozwiązania swoich życiowych problemów.

Historie takie pokazują, że żadna zewnętrzna zmiana nie może zadziać się bez wcześniejszej wewnętrznej przemiany, a ta ostatnia może zaistnieć wyłącznie poprzez włączenie nowego elementu psychiki do starej struktury.

A.Einstein powiedział kiedyś, że nie można rozwiązać problemu przy pomocy świadomości, która ten problem stworzyła. Kobiety nie byłyby w stanie rozwiązać ani swoich zewnętrznych trudności życiowych ani też się wewnętrznie rozwinąć, gdyby pozostawały nadal tylko w swojej „kobiecej” tożsamości. Podobnie mężczyźni nie są w stanie poradzić sobie z różnymi problemami życiowymi, jeżeli wcześnie nie zintegrują swojej animy. Skonfrontowanie się ze swoim animusem/animą i droga w kierunku jego/jej integracji jest tym nowym elementem, który umożliwia zaistnienie obu tych zmian.

Więcej informacji na ten temat, oraz przykład konkretnego problemu i terapii, znajduje się w artykule poniżej:

Tomasz Teodorczyk: współzałożyciel Akademii POP. Dyplomowany psychoterapeuta i nauczyciel pracy z procesem Research Society for Process Oriented Psychology w Zurichu, posiada Licencję Psychoterapeutyczną i Trenerską Polskiego Towarzystwa Psychologii Zorientowanej na Proces. Pracą z procesem zajmuje się od 1988 r.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Erotyka w snach. Co ci się dziś śniło?

Marzenia senne mogą dać istotne przesłanki co do faktycznego stanu zarówno twego umysłu, jak i potencjału erotycznego. (Fot. Getty Images)
Marzenia senne mogą dać istotne przesłanki co do faktycznego stanu zarówno twego umysłu, jak i potencjału erotycznego. (Fot. Getty Images)
Niektóre marzenia senne, zwłaszcza te erotyczne, budzą nieuzasadniony lęk, obawę, a czasem wstyd. Czy są wskazówką na temat tłumionych pragnień? A może – starą zasadą – należy je odczytywać „na odwrót”?

Galopujący koń? Wypadające zęby? Sylwester w Nowym Jorku? Cokolwiek to było, na pewno chodziło o seks. Tak powiedziałby Zygmunt Freud, który uważał, że sny to sposób, w jaki manifestują się nasze ukryte pragnienia, a te na ogół dotyczą seksu. Tylko że od czasów Freuda wiele się zmieniło. Coraz mniej fantazji seksualnych pozostaje w sferze marzeń. Coraz więcej z nich wolno nam zrealizować. Więc skoro nie mamy już specjalnych sekretów, sny chyba nie są w stanie wnieść niczego nowego do naszego życia? Są czasem miłe, zabawne lub szokujące, ale kompletnie bezużyteczne… Tak myślałam, kiedy zaczęłam pisać ten artykuł. W trakcie zmieniłam zdanie.

Tajemniczy nieznajomy

Zacznijmy od tego, że wcale nie czujemy się tak komfortowo w łóżku, jak mi się wydawało. Tak przynajmniej twierdzą eksperci. – Żyjemy w społeczeństwie powściągliwym w sferze seksu – uważa Graham Masterton, autor poradnika „Erotyczne sny i ich interpretacje”.

Jego zdaniem mamy wiele tajemnic – sami przed sobą, przed partnerem albo przed tzw. społeczeństwem. Ukrywamy skłonności homoseksualne, fantazje, które wydają nam się niestosowne, zbyt wybujały – naszym zdaniem – temperament. Czasami też po prostu nie dajemy sobie pozwolenia na przeżywanie przyjemności. Albo boimy się powiedzieć „nie” pomysłom partnera, w obawie, że wtedy przestanie nas kochać.

Psycholog dr Gayle Delaney, autorka „Snów erotycznych”, podziela jego zdanie i dodaje, że powściągliwość to jedna z podstawowych przyczyn braku satysfakcji seksualnej: – Żony mają zbyt wielkie opory, żeby poszaleć, mężowie są zbyt nieśmiali, żeby okazać inicjatywę – uważa Delaney. Jest też właścicielką „Dream Center” w San Francisco, gdzie próbuje, z tą rezerwą mężów i żon na bieżąco się rozprawiać.

– Sny erotyczne są właściwie jedyną sytuacją w codziennym życiu, kiedy myślimy o seksie niemal bez zahamowań – dochodzi do wniosku Masterton. Wysnuwa trudną do obalenia tezę: skoro natura wymyśliła sny (także erotyczne), muszą one czemuś służyć: – Twój umysł i cały organizm wkładają sporo energii w marzenia senne, musi być jakiś powód po temu. Tylko jaki to powód?

Skrzynka odbiorcza

– Istnieją dwa typy snu: sen wolnofalowy, składający się z czterech faz non-REM, oraz sen paradoksalny, znany jako faza REM (rapid eye movement) – tłumaczy psychoterapeutka i seksuolog Ariadna Rokujżo z Ośrodka Psychoterapii i Rozwoju w Piasecznie. – W trakcie snu zachodzą przeróżne procesy na poziomie fizjologicznym oraz biochemicznym, o których można by wiele mówić. Szczególnie interesujący jest sen paradoksalny, służący do „regeneracji” psychiki, również podczas tej fazy pojawiają się marzenia senne, nazywane przez nas snami.

W głowie wyświetla się wtedy film. Czasem jest to horror, czasem romans, a czasem porno. Czy poza tym, że w nocy udaje nam się załapać na bezpłatny seans, są jeszcze jakieś zalety tej sytuacji?

Dr Delaney podpowiada, że sny mogą być inspiracją dla życia erotycznego. Jeśli pojawią się w nich obrazy, które nas kręcą – możemy wprowadzić je w życie. Wykorzystać podczas seksu z partnerem lub solo. Albo przypominać je sobie, kiedy potrzebujemy dodatkowego impulsu do osiągnięcia orgazmu. Ale to nie wszystko. – Sen jest swoistego rodzaju wiadomością wysyłaną z nieświadomości – tłumaczy Ariadna Rokujżo.

– Potrafi wznieść cię na nowy poziom odczuwania przyjemności seksualnej i pomóc uwolnić się od niepotrzebnych zahamowań – to z kolei dr Delaney. – Potrafi sprawić, że przypomnisz sobie swoją własną żywiołowość seksualną, której pozwoliłaś zgasnąć. Występujące w nim metafory wibrujące czystym, nieskażonym seksem potrafią zapoczątkować nowy etap rozwoju emocjonalnego czy twórczego lub zasygnalizować jego nadejście.

I jeszcze coś z Grahama Mastertona: – Marzenia senne mogą dać istotne przesłanki co do faktycznego stanu zarówno twego umysłu, jak i potencjału erotycznego oraz pomóc ci podjąć decyzje i działania przydatne w twoim związku seksualnym. Przekonali mnie.

Zero logiki

Jest tylko jeden problem: skąd mamy wiedzieć, co konkretny sen chce nam powiedzieć? Zwykle jest zaskakujący, nielogiczny, czasem kompletnie zwariowany i trudno go odnieść do rzeczywistości. Czy mamy zaglądać do senników, żeby go rozgryźć? Psychologowie nie są „za”. Ale nie są też „przeciw”. Z jednej strony – ten sam symbol może dla różnych osób oznaczać coś innego. Weźmy na przykład… seks z policjantem... Inaczej zinterpretuje go księgowa, a inaczej policjantka, o osobie, która jest na bakier z prawem, nie wspominając.

Ariadna Rokujżo twierdzi, że sprawdzanie dosłownego znaczenia snu jest niewystarczające, może wręcz ograniczyć wyjątkowość i niepowtarzalność naszego snu. – Nie sposób zinterpretować sen bez powiązania go z osobą, jej światem wewnętrznym, doświadczeniami, emocjami – mówi.

Ale choć bezrefleksyjne zaglądanie do senników niewiele da, czasem dobrze jest przeczytać kilka haseł. Nie po to, by przywiązywać się do tłumaczeń w stylu „Śni ci się ciąża – czeka cię wielkie szczęście”, ale by zastanowić się, czy rzeczywiście ciąża kojarzy ci się ze szczęściem. A może z utratą smukłej sylwetki i sprawności fizycznej? Czy boisz się jej, czekasz na nią, czy traktujesz jak małżeński obowiązek? No i czy ta ciąża śni ci się po raz pierwszy?

– Czasami pojawiają się sny, które wracają do nas potem w prawie niezmienionej formie – zauważa Ariadna Rokujżo. – Przypominają o czymś, czego nie chcemy pamiętać lub zwyczajnie powtarzają to, czego jeszcze nie zrozumieliśmy. Być może jest coś, czemu powinniśmy się bliżej przyjrzeć.

Kod dostępu

– Sny erotyczne są tak dalece osobiste i intymne, że nie można rozwikłać ich sensu bez aktywnego udziału samego śniącego – zachęca do refleksji Masterton. Uważa, że warto się pochylić nad każdym snem. Wiedząc, że nasza pamięć jest zwodnicza, lepiej zapisać wszystkie detale, a nawet narysować występujące w snach przedmioty czy scenerie. I zastanowić się nad symboliką, biorąc pod uwagę wszystkie skojarzenia i uczucia, które się w nas budzą.

– Zachęcam do tego, by sen potraktować jako wiadomość, by eksplorować jego znaczenie, nie oceniać, tylko przypatrywać się, z czym może być związany, co się dzieje we mnie i w moim otoczeniu, czy czegoś potrzebuję, a może jest tak, że czuję nadmiar i obciążenie – radzi Ariadna Rokujżo. – Dotyczy to również snów erotycznych. Sen może zainspirować do większego rozumienia siebie oraz relacji z innymi.

Psychologowie zachęcają też do prowadzenia dzienników snów, by zobaczyć, czy jakieś elementy się powtarzają. Radzą, by – notując kolejny sen – przeczytać zapiski z poprzednich, by dostrzec różnice i podobieństwa. Nie można pomijać żadnego szczegółu.

„Wiele osób, budząc się, nie posiada się ze zdumienia, że podczas snu tak serio traktowali trywialne i dziwne zdarzenia zachodzące wokół nich” – czytamy w „Erotycznych snach i ich interpretacjach”. „Nie powinni oni jednakże zbyt lekko odrzucać swoich odczuć. W snach działa szósty zmysł co do sensu i znaczenia rzeczy – intuicyjne poczucie, które nader rzadko występuje w nas za dnia – a przywołując te intuicje na pamięć, możemy się bardzo wiele nauczyć o sobie”.

Masterton radzi też, by unikać oczywistych skojarzeń. Zastanawiając się nad snem, nie poprzestawajmy na jednej interpretacji – a już na pewno nie na tej, która nasuwa nam się jako pierwsza. – Gdy wierna żona coraz częściej śni o seksie z innymi mężczyznami, wcale nie musi to oznaczać, że rozważa zdradę małżeńską, ale że chciałaby, aby jej mąż był seksualnie aktywniejszy – podpowiada.

Sen o homoseksualizmie nie zawsze wskazuje na ukryte pragnienia homoseksualne. Czasem to seks z samym sobą – z jakąś częścią naszej osobowości, którą chcielibyśmy zaakceptować. Sen, który zawstydza albo szokuje – na przykład stosunek z papieżem, szefem, własnym ojcem… może być metaforą jakichś konfliktów z tą osobą. Może też sygnalizować strach przed tak zwaną opinią publiczną. Albo niebezpieczne uwikłanie w stereotypy. Ale możliwych interpretacji jest nieskończona ilość…

I tak jak sen o seksie nie musi mówić o nierozwiązanych problemach łóżkowych, tak też sen, w którym się nie kochamy, może być naładowany erotyką. Przejażdżka na koniu albo wycieczka do jaskini to klasyczne Freudowskie symbole seksualne, ale każdy umysł tworzy swoje własne, prywatne skojarzenia i metafory.

Skok w dal  

Czy we śnie możemy podejrzeć, co nas spotka w życiu? Obiecują to niektóre senniki... Psychologowie twierdzą, że tak, w pewnym sensie sny bywają prorocze. „Ukazują one emocje nurtujące nas w podświadomości, na długo zanim jesteśmy gotowi przyznać się do nich przed samymi sobą na jawie” – czytamy u Mastertona.

Dr Delaney twierdzi, że mogą nam dawać pewne wskazówki, inspirować do refleksji. Jej pacjentom zdarzało się ponoć, że po tym, co im się przyśniło, odwoływali ślub lub się rozwodzili. Ale też przeciwnie – dostrzegali w partnerze zalety, których do tej pory nie doceniali. Zdaniem psycholog sny pomagają też odpowiadać na nurtujące nas kwestie i tym samym mogą wpływać na naszą przyszłość.

Wystarczy, że zadasz sobie pytanie, na które chcesz znać odpowiedź, zapiszesz je wieczorem na kartce, a potem będziesz powtarzać je przed snem  – tak długo, dopóki nie zaśniesz. Czy to działa? Sprawdźna sobie! Jeśli jednak nie przekonuje cię ten sposób – Ariadna Rokujżo podpowiada inny. Kartka i długopis nie będą potrzebne. – Warto porozmawiać z partnerem o swoich potrzebach seksualnych – radzi psychoterapeutka. – A wtedy zarówno sen, jak i życie dadzą wiele satysfakcji.

  1. Psychologia

Fantazjowanie pomaga nam w życiu - przekonują twórcy psychologii zorientowanej na proces

Fantazjowanie wpływa na empatię i kreatywność, niesie też wiele cennych dla nas informacji. (fot. iStock)
Fantazjowanie wpływa na empatię i kreatywność, niesie też wiele cennych dla nas informacji. (fot. iStock)
Zdarza ci się odpływać myślami podczas zebrania? Nie karć się za dziecięce roztargnienie. Według Amy i Arnolda Mindellów, propagatorów psychologii procesu, śnienie na jawie sprawia, że stajemy się bardziej kreatywni i lepiej rozwiązujemy konflikty.

Według badań naukowców z Izraela ludzie, którzy dużo fantazjują, są bardziej empatyczni. Arnold: Ja bym ujął to tak: ludzie, którzy dużo śnią na jawie i cieszą się z tego, mają wysoki poziom empatii. Generalnie wszyscy śnimy na jawie, chociaż większość z nas ten fakt wypiera. Amy: Nie wszyscy też zauważają swoje śnienia albo dochodzą do wniosku, że nie mają one żadnego znaczenia. Arnold:
Powiem więcej, im mniej fantazjujemy, tym bardziej jesteśmy podatni na różne uzależnienia. Narkotyki czy alkohol pomagają oderwać się od rzeczywistości tym, którzy nie potrafią tego zrobić w inny sposób.

Czy sytuacja, w której zawieszam się, gapiąc się bezmyślnie w jakiś punkt, to także śnienie na jawie? Arnold:
Tak. Twój mózg wyłącza się i zaczynasz fantazjować.

Jak często to robimy? Arnold:
Wielokrotnie w ciągu dnia. Prawdopodobnie przynajmniej raz na dwie godziny.

A czy nie jest tak, że śnimy na jawie wtedy, gdy się nudzimy? Arnold:
To prawda. Śnienie może przegonić nudę. Dodałbym też, że każdy śni na jawie, bez względu na to, czy lubi swoją pracę, czy też nie. Fantazjowanie jest spontaniczne. Ktoś może być bardzo zainteresowany pisaniem artykułu na komputerze i nagle, nie zdając sobie z tego w pełni sprawy, zacząć bujać w obłokach. W efekcie tego np. sprawdza coś na Facebooku.

Dlaczego to robimy? Arnold:
Ponieważ jesteśmy świadomymi istotami ludzkimi. Część z nas robi to notorycznie, cały długi dzień.

Jak to cały!? Arnold:
Jeśli żołądek boli cię od rana i myślisz, że to tylko ból i nic więcej, to jesteś w błędzie. To może być związane z kwasem żołądkowym, zaś ten może wydzielić się w wyniku śnienia w nocy o czymś ostrym, spiczastym, wręcz bolesnym. Czujesz ten sen w swoim żołądku, więc śnisz na jawie cały ten czas. Jeśli nie spoglądasz w swoje sny, nie analizujesz ich, to szybko przekształcają się one w sygnały płynące z ciała.

Czy to sny wywołują dolegliwości w organizmie, czy też problemy zdrowotne wywołują sny? Arnold:
I tak, i tak. Czasami trudno stwierdzić, co było pierwsze.

O czym ludzie fantazjują? Amy:
Jest wiele odpowiedzi na to pytanie. Postrzegamy siebie jako osobę, która np. w danej chwili jest bardzo zajęta albo zmęczona. Proces śnienia wywołuje w głowie stany lub rzeczy, których w danej chwili potrzebujemy. Przykładowo po naszym wywiadzie pan może zacząć fantazjować o obiedzie albo o pięknych kwiatach, które przypadkowo zwróciły pana uwagę.

Czyli fantazjujemy o zwykłych, codziennych rzeczach? Amy:
Tak. Tych, których w danej chwili potrzebujemy. Część naszego ja może być zmęczona albo głodna – stąd ten obiad czy coś wesołego, relaksującego. A część, której nie jesteśmy świadomi, może mieć potrzebę piękna – stąd te kwiaty. Tego, czego nam brakuje, próbujemy doświadczyć właśnie poprzez śnienie na jawie.

Jestem zaskoczony, bo myślałem, że śnimy na jawie o rzeczach, które są dla nas nieosiągalne. Że śnienie na jawie to także forma wyrzucania z siebie jakichś złych emocji – jako dziecko kiedyś fantazjowałem o sprawiedliwości wymierzonej starszym chłopakom, którzy krzywdzili słabszych. Arnold:
Niektórzy fantazjują o rozwiązaniu problemów, np. ktoś został okradziony i fantazjuje o tym, że odzyskuje te rzeczy w zdecydowany sposób. Ale śnienie na jawie wychodzi daleko poza to myślenie życzeniowe. Jest ono kształtowane przez pierwsze sny z dzieciństwa. Najwcześniejszy sen, jaki pamiętasz, organizuje – jak jakiś system w mózgu – wiele snów i śnień na jawie. Aż po ostatnie pięć minut twojego życia. I w ten sposób na nie wpływa.

Naprawdę? Skąd pan to wie? Arnold:
Bo pracujemy z ludźmi, którzy są bardzo bliscy śmierci. Oni wspominają wówczas te pierwsze sny z dzieciństwa. Przykład: pewien mężczyzna pamiętał, że w jego pierwszym śnie dwie siostry podeszły do jego łóżka, a on się wtedy obudził. Jak pan sądzi, co wydarzyło się tuż przed śmiercią tego mężczyzny?

Pewnie coś, co ma związek z tymi siostrami. Arnold:
Tylko on nie miał sióstr. Sprowadził więc dwie kobiety do swojego łóżka tylko po to, by potrzymać je za ręce. I krótko potem zmarł. Byliśmy przy tym z Amy. Podobnych sytuacji widzieliśmy wiele. Stąd wniosek – pierwszy sen, który pamiętasz, organizuje wiele z twoich fantazji, śnień. Jest jak mityczny wzorzec.

Byłem kiedyś na warsztatach Instytutu Eriksonowskiego, organizowanych dla menedżerów, biznesmenów. Tam powiedziano mi, że sytuacje, w których nagle zapatrujemy się ślepo w przestrzeń, odpływamy od rzeczywistości, można wykorzystać do zwiększania swojego potencjału, np. w pracy. Czy psychologia zorientowana na proces także potrafi spożytkować takie chwile do zwiększania naszych możliwości? Amy: Oczywiście. Pracujemy często z terapeutami. Jeśli są mocno zablokowani, to wprawdzie starają się dobrze wykonywać swoją pracę, ale im się to nie udaje. Muszą coś zmienić w sobie. W takiej sytuacji prosimy ich, by na chwilę dali odpocząć swojemu mózgowi, poczuli Ziemię, Wszechświat, to, co krąży wokół ich umysłów. By wyłapywali te myśli, marzenia, fantazje, które się pojawią, wszelkie nowe pomysły, idee, które do nich napłyną. Takie ćwiczenie jest dobrym źródłem kreatywności. Arnold:
Podam przykład ćwiczenia, które zastosowałem, pracując z wysokiej rangi urzędnikami. Chcieli mojej pomocy, bo narastał pomiędzy nimi konflikt. Poprosiłem, by co najmniej przez minutę rozluźniali mięśnie szyi i ramion, zrelaksowali się. Takie warunki sprzyjają śnieniu na jawie. Powiedziałem im, by zwrócili uwagę na myśli, jakie pojawiają się w ich głowach podczas tej chwili relaksu. Jeden z nich stwierdził, że faktycznie rozmarzył się i zobaczył siebie siedzącego nad rzeką. Wtedy poprosiłem wszystkich, by zaczęli udawać, że są nad rzeką i łowią ryby. Podczas tego ćwiczenia z przyjemnością udawali wędkarzy i zapomnieli na pewien czas o konflikcie. Dopiero wówczas wróciliśmy do tematu i w dyskusji znaleźliśmy rozwiązanie problemu.

Jeśli dobrze rozumiem, opowiadając innym o swoich snach na jawie, otwieramy się na nich i zacieśniamy relację, bo mówimy o rzeczach bardzo prywatnych? Arnold:
Śnienie jest dla ciebie, ale jeśli używasz go w biznesie albo innych relacjach, to wtedy otwierasz przestrzeń między sobą a innymi.

Dzieci fantazjują znacznie częściej niż dorośli. Dlaczego? Amy: Gdy dorastamy, zakładamy, że będziemy taką a taką osobą. Dzieci jeszcze tego w sobie nie zbudowały, więc mają łatwiejszy dostęp do snów, dość swobodnie płyną od jednego śnienia do drugiego. Robią to szybko i bardziej świadomie niż dorośli. Arnold:
Dlatego też odmianą rodzicielskiego napomnienia „dorośnij wreszcie” jest: „przestań marzyć”. Czyli: bądź realistą, stań twardo na ziemi! W Australii nauczyciele zwykli karać aborygeńskie dzieci za to, że te śniły na jawie. Bo, w przeciwieństwie do Aborygenów, kultura europejska nie rozumie potrzeby fantazjowania.

Czyli rodzice powinni pozwalać dzieciom na bujanie w obłokach, bo to im pomaga? Arnold:
Nie tylko im. Także rodzicom. Oni również potrzebują takich fantazji. Śniąc na jawie, dzieci otwierają przestrzeń między sobą a rodzicami. Dzieci mogą też pokazać dorosłym, jak to robić – to także może poprawić ich relacje.

W latach 50. w USA mówiono rodzicom, by nie pozwalali dzieciom na fantazjowanie, bo to może doprowadzić je do psychozy lub neurozy. Amy:
Pamiętam przypadek małego dziecka, które leczyliśmy w naszej klinice na wybrzeżu w stanie Oregon. Kilkulatek miał tak ciężką astmę, że gdy dostawał ataku, od razu musiał jechać do szpitala. Posadziliśmy go w środku koła dużej grupy i poprosiliśmy, by bawił się zebranymi tam zabawkami. Wybrał pacynkę Dartha Vadera (negatywny bohater „Gwiezdnych wojen”, usosobienie zła i siły – przyp. red.). Z początku trochę się bał. Zachęcaliśmy go do fantazjowania, że jest Darthem Vaderem, że ma w sobie dużo siły. I tak się stało – podczas śnienia na jawie poczuł tę siłę. Po tym ćwiczeniu jego napady astmy osłabły. Doświadczał tej choroby jako siły, która naciskała na jego klatkę piersiową, utrudniała mu oddychanie. Dzięki śnieniu na jawie w trakcie zabawy odzyskał swoją siłę i uwolnił się od tego nacisku.

Czytałem, że śnienie na jawie może także pomóc w utrwalaniu nauki. Arnold:
Stan zrelaksowania na pewno pomaga w nauce. Zanim stworzyłem POP, moim terapeutą był siostrzeniec Junga. Nim został lekarzem, strasznie obawiał się egzaminów na studiach. Zapytał więc wuja, co zrobić, by się nie denerwować. „Weź apteczkę i połóż ją pod poduszką”. Zrobił tak i zdał wszystkie egzaminy z doskonałymi notami. Ale nie zapewniam, że ten sposób daje 100 proc. gwarancji sukcesu (śmiech).

Dr Arnold Mindell: amerykański fizyk i psychoterapeuta, w latach 70. stworzył psychologię zorientowaną na proces (POP), obecnie popularną metodę psychoterapeutyczną. O POP, snach i pracy z ludźmi napisał 21 książek, które przetłumaczono na 27 języków.

Dr Amy Mindell: psychoterapeutka, propagatorka POP, znana z pracy z ludźmi w stanie śpiączki oraz wykorzystywania sztuki w terapii. Poświęciła temu kilka książek. Prywatnie żona Arnolda Mindella. Razem prowadzą warsztaty i szkolenia na całym świecie.

  1. Psychologia

Otwórz się na sny

Warto sny analizować, bo mówią o naszych wewnętrznych sprawach, samo przyglądanie się im może mieć działanie terapeutyczne, wspierać nas na drodze rozwoju. (Fot. iStock)
Warto sny analizować, bo mówią o naszych wewnętrznych sprawach, samo przyglądanie się im może mieć działanie terapeutyczne, wspierać nas na drodze rozwoju. (Fot. iStock)
Marzenia senne mogą pomóc uporządkować nasze wewnętrzne konflikty i napięcia, przywrócić to, co wypieramy, a nawet przynieść rozwiązanie, którego nie potrafimy dostrzec na jawie. Warto poprosić przed snem, by nieświadomość pokazała nam to, co jest ważne, a nawet wskazała kierunek.

Świadomość to tylko czubek góry lodowej naszego życia psychicznego, psychoanaliza odkryła, że rządzi nami nieświadomość. A sny to – jak mawiał Jung – królewska droga do nieświadomości. Zresztą nie tylko do indywidualnej, ale też zbiorowej, bo są archetypowe. Pewne postaci, motywy, które w snach występują, są wspólne ludziom wszystkich kultur. Jest też szczególny rodzaj snów, tak zwane jasne, które są wyraziste, zostają nam w pamięci i domagają się uwagi. Pokazują nam, w jakim momencie rozwoju jesteśmy albo cośmy zgubili, albo co się ważnego właśnie wydarza. To dzięki snom, czyli listom od mojej nieświadomości, nauczyłam się pływać. Sprawa była dla mnie trudna, bo po tym, jak kiedyś tata dla żartu mnie podtopił, panicznie bałam się głębokiej wody. W mojej szkole otworzono basen i obawiałam się, że wyjdę na ostatnią niedojdę, bo nie umiem pływać. Z tego przejęcia co noc we śnie pływałam, precyzyjnie wykonywałam ruchy rąk i nóg. A na jawie ćwiczyłam oddechy, zanurzając głowę w misce z wodą. Efekty tych starań były takie, że na pierwszej lekcji na basenie skoczyłam ze słupka i czułam się jak młody bóg albo raczej jak ryba w wodzie. Byłam z siebie dumna i wdzięczna snom. Z czasem nauczyłam się z nich korzystać, zdarzyło mi się na przykład zadać pytanie nieświadomości. I dostałam odpowiedź, która mnie uspokoiła! Chodziło, oczywiście, o mężczyznę. Byłam młoda i długo wahałam się, którego adoratora wybrać, i gdy już podjęłam decyzję, przestraszyłam się, że jest zła. Zapytałam więc snów, czy ten drugi, niewybrany, jeszcze do mnie wróci. Wyśniło mi się, że tak, a potem potwierdziło się to w życiu.

Nie wszyscy mają taki sam kontakt ze swoją nieświadomością, niektórzy sądzą, że nie mają snów, a po prostu ich nie pamiętają. Jeśli się chce, można ten kontakt ćwiczyć. Trzeba być na sny nastawionym i otwartym. Poprosić swoją nieświadomość albo wręcz jej nakazać, żeby przysyłała do nas „listy”. Jeżeli sny się pojawią, warto je sobie przepowiadać, zanim otworzymy oczy, najlepiej mieć przy łóżku notes i wszystko zapisać. A potem się nad nimi zastana- wiać, ponieważ sen, który „każe się pamiętać”, przeważnie mówi coś istotnego. Mam słownik psychoanalityczny, który zawiera zapis snów tysiąca badanych osób wraz z proponowanymi interpretacjami i wyjaśnieniami najczęstszych sennych metafor, np. zwierzęta to instynkty, las i woda to nieświadomość i instynkt samozachowawczy. Istotą interpretacji jest zasada, że to, co mi się śni, to jestem ja. Jeśli w marzeniach sennych pojawiają się osoby z naszego otoczenia, mogą oznaczać cechy, których pożądamy, albo aspekty naszej osobowości. Z kolei podziwiane przez nas osoby mogą być ekwiwalentem pewnych braków. Mam niezłą satysfakcję, jak we śnie zakocha się we mnie George Clooney, prawda?! Nawiasem mówiąc, kiedyś mi się to zdarzyło. Innym razem śnił mi się mój dość trudny narzeczony jako wczepiony w ramię rzep. Sen potwierdził mi, że to nie jest dla mnie odpowiednia osoba. To była taka kropka nad „i”.

Najtrudniejsze sny, które miałam ostatnio, były o tym, że nie mogę trafić. Nie mam przy sobie pieniędzy ani komórki, żeby zadzwonić, ani mapy, jestem sama, ludzie się do mnie nie odzywają, nikt mi nie chce pomóc. Bardzo przykre sny. Doszłam do wniosku, że na jawie muszę bardziej o siebie zadbać, bo ewidentnie czegoś nie robię. Zaczęłam mniej pracować, troszkę inaczej rozmawiać z ludźmi i cieplej siebie traktować, a sny ustały.

Bardzo lubię, jak się moim klientom coś śni, bo możemy wtedy na tym pracować. Zdarza się, że ich sny są podobne, np. że jest się małym dzieckiem albo rodzicem malucha, albo że jest się w ciąży. Ludzie się takimi treściami często niepokoją, a tymczasem to bardzo dobre sny, rozwojowe. Mówią, że rodzisz siebie albo powinnaś zająć się sobą. Kobietom bardzo często śni się np. że matka podgląda seks. Mnie też się to śniło: leżę w łóżku z mężem, a matka wychyla głowę z drugiego pokoju, więc wiadomo, ze swobodnego seksu nici. Matka występuje tu jako cenzor, reprezentuje superego, które każe się powściągać, odwołuje do powinności i potępia. Wtedy pracujemy nad relacją z matką i nad wyzwalaniem się. To ważny aspekt dla dziewczyn, żeby w seksie odnaleźć siebie, a nie mieć lęki i poczucie, że robi się coś złego.

Nie boję się tego, że ktoś powie, iż słuchanie snów jest nieracjonalne, bo przekonałam się, że marzenia senne mogą pomóc uporządkować nasze wewnętrzne konflikty i napięcia, przywrócić to, co wypieramy, a nawet przynieść rozwiązanie, którego nie potrafimy dostrzec na jawie. Warto poprosić przed snem, by nieświadomość pokazała nam to, co jest ważne, a nawet wskazała kierunek. Warto sny analizować, bo mówią o naszych wewnętrznych sprawach, samo przyglądanie się im może mieć działanie terapeutyczne, wspierać nas na drodze rozwoju.

Fragment książki „Życie od A do Z”, w której Katarzyna Miller po raz kolejny dzieli się z czytelnikami swoim terapeutycznym doświadczeniem. Autorka nie ucieka przed trudnymi tematami ani przed podpowiadaniem konkretnych rozwiązań, ale też zachęca do autorefleksji. Nie brakuje tu jej dosadnego poczucia humoru, ciepła, a przede wszystkim – szczerości, dzielenia się bardzo osobistymi historiami. Książka powstała dzięki rozmowom z Dariuszem Janiszewskim, redaktorem „Zwierciadła”.

  1. Psychologia

Kryzys środka życia – jeden z najważniejszych momentów rozwoju

Środek życia to moment, kiedy człowiek musi zmierzyć się z fundamentalnymi pytaniami. (Fot. Getty Images)
Środek życia to moment, kiedy człowiek musi zmierzyć się z fundamentalnymi pytaniami. (Fot. Getty Images)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Na kryzys można patrzeć jak na rzecz, przed którą należy uciekać, albo jak na dar od losu. Bo on jest darem, jeśli jesteśmy w stanie z niego skorzystać i zobaczyć go we właściwym świetle. Stara się nas zmienić, rozwinąć, poszerzyć. Podczas kryzysu środka życia człowiek staje przed fundamentalnymi pytaniami dotyczącymi ludzkiego życia.

Czym jest kryzys środka życia? To jeden z najważniejszych momentów ludzkiego życia i rozwoju. Są różne kryzysy, ale właśnie wokół tego znajduje się istota ludzkiej egzystencji. Jung mówił, że człowiek tak naprawdę rozwija się od tego kryzysu. Bo dopiero druga połowa życia przynosi istotne przyspieszenie procesów rozwojowych. Myślę, że to prawda. Wcześniej człowiek wypełnia zadania społeczne, osiąga pozycję zawodową, rodzinną. Od momentu kryzysu środka życia zaczyna się prawdziwy proces indywiduacji. Stąd ta ważność. Człowiek musi się zmierzyć z fundamentalnymi pytaniami, związanymi z ludzkim życiem. Czy można na nie uzyskać odpowiedzi, to jest już osobne pytanie. Bardziej może chodzi o odnalezienie radości w ich szukaniu. W jakim wieku spotyka ludzi?
U mężczyzn zwykle na poważnie między 45 a 50 rokiem życia, a u kobiet trochę później, bo po 50. Oczywiście, to bardzo indywidualne. To trochę jak z pytaniem, kiedy zaczyna się grypa - czy gdy zaczynamy kichać, czy dużo wcześniej.

Ile czasu trwa?
Zazwyczaj od momentu wystąpienia do końca życia. Ciężko zabrzmiało. To zależy, w jaki sposób spostrzegamy kryzys. Można patrzeć na niego jak na rzecz, przed którą należy uciekać, albo jak na dar od losu. Bo on jest darem, jeśli jesteśmy w stanie z niego skorzystać i zobaczyć go we właściwym świetle. Kryzys stara się nas zmienić, rozwinąć, poszerzyć.

Samo słowo „kryzys” brzmi poważnie. Bo jest ważne. Należy rozróżnić kryzys od konfliktu. Konflikt występuje wówczas, gdy wewnątrz nas ścierają się dwie wartości, natomiast kryzys jest wtedy, gdy mamy do czynienia z konfliktem razy sto. Już nie pojedyncza wartość zostaje zakwestionowana, ale cały system funkcjonowania człowieka. Kryzys środka życia jest dodatkowo trudny, bo dotyczy całości życia. Jego ciężkość bierze się stąd, że dotyczy fundamentalnej zmiany tożsamości. Jakie są symptomy kryzysu środka życia?
Bardzo różne. Wiele osób jest w kryzysie i o tym nie wie, bo na przykład wydaje im się, że mają depresję. Do najczęstszych symptomów należą: osłabienie energii życiowej, brak witalności, poczucie bezsensu, wszelkiego rodzaju lęki związane ze stratą, koszmarne sny, uaktywnienie się symptomów fizycznych. Biorą się one stąd, że dochodzimy do pewnego miejsca w życiu i nie wiemy, co dalej. Zarobiłem pierwszy milion, mam żonę pierwszą lub drugą, trójkę dorosłych dzieci. Albo: nie osiągnąłem żadnego znaczącego sukcesu w pracy i w życiu, z nikim się nie związałam, nie mam żadnej pasji. I co?

Strach przed powtarzalnością?
W znaczeniu poczucia jałowości tego wszystkiego, co mnie spotyka i co się może jeszcze zdarzyć. Z drugiej strony to takie miejsce w życiu, kiedy czuję że już pewnych rzeczy nie zrobię. Zaczynam myśleć, że są sprawy poza mną. Na przykład nie odwiedzę już różnych miejsc na świecie, albo nie będę już miała dzieci albo nowego, interesującego partnera. Zaczynam czuć swoje ograniczenia fizyczne i psychiczne. Coś mi ucieka, doświadczam tego że mój czas jest ograniczony. I to wywołuje u mnie panikę. Konfrontuje z faktem, że moje życie jest przemijalne. Jeżeli uświadamiam sobie, że czegoś nie zrobię, to zaczynam się zastanawiać czy to, co zrobiłem, jest fajne, dobre, wystarczające. Czy jest coś, co mi się nie udało. Nadchodzi moment rozrachunku. Musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, jak wyglądało nasze życie. Czy było sensowe, czy można było zrobić inaczej - a jeśli tak, to jak. Ze świadomością tego, że jest mało czasu i są małe szanse, żeby to naprawić. Bardzo trudne.

Czy pojawiają się też fizyczne symptomy?
Tak. Występują nawroty chorób lub pojawiają się nowe. Nasilają się też symptomy hipochondryczne. Człowiek zyskuje świadomość, że traci swoją fizyczną i intelektualną sprawność. Może pojawić się poczucie, że zaczynam się starzeć. Chociaż starzenie się jest uczuciem subiektywnym. Można mieć poczucie starzenia w wieku lat 30 i poczucie bycia młodym po siedemdziesiątce. „Starzenie się” jest określeniem, które oznacza początek rezygnacji z życia. Jeżeli zaczynam myśleć, że nic mnie nie czeka i się wycofuję - przechodzę w miejsce starości.

W jaki sposób próbujemy poradzić sobie z kryzysem środka życia?
Poziom zdrad małżeńskich według niektórych szacunków sięga 70 proc. i duża część z nich zdarza się w kryzysie środka życia. Ludzie wtedy sięgają po wszystkie uciechy świata - szybkie auta, motory, sporty ekstremalne. Albo medytują. Robią to, czego kiedyś sobie zabraniali. Może też być odwrotnie - usztywniają się w tym, co zrobili. Wbrew sobie przekonują się, że wszystko czego dokonali jest dobre, właściwie. Zaczynają „upewniać” siebie i innych, że ich dotychczasowy styl życia był tym jedynie słusznym. W takim momencie mogę na przykład stać się świętobliwym mężem lub szacowną matroną.

Ani jedna, ani druga postawa nie służy chyba rozwojowi?
Nie, bo jedna i druga omija to, o co chodzi w kryzysie. Czasem jednak tego rodzaju zachowania są koniecznym etapem, bez którego człowiek nie jest w stanie rozwijać się.

Dlaczego?
Użyję porównania - jak woda natrafia na dół, to żeby płynąć dalej, musi ten dół wypełnić do końca. Jeżeli zabraniałem sobie w życiu różnych rzeczy, to żebym mógł zmierzyć się z kwestiami, które czekają na mnie w drugiej połowie życia, muszę najpierw sięgnąć po to, czego nie doświadczyłem. Czasami, żeby przejść do zagadnień duchowych, muszę wysycić ziemską stronę. To jest pułapka, w którą wpadają ci, którzy swoje normalne, „ziemskie” trudności próbują rozwiązać poprzez szybkie wejście w medytację, duchowość. To się po prostu nie może udać. Bo rozwój zasadniczo musi być kolejnymi wypełniającymi się dołami. Oczywiście, każdy ma swoją drogę, ale nie ma drogi na skróty.

W kryzysie środka życia te doły są szczególnie trudne, tak?
W tym miejscu pojawia się znowu niebezpieczeństwo - jeżeli zacznę sobie brać te fajne rzeczy i na tym poprzestanę, będę je w sposób jałowy powielał, podczas kiedy powinienem pójść dalej.

Co to znaczy - pójść dalej? Zmierzyć się z pytaniami, które są fundamentalne - kim jestem, po co żyję, jaki jest mój stosunek do kosmosu czy też jakkolwiek pojmowanego Boga. To chyba nie jest łatwe zadanie?
To jest koszmarnie trudne zadanie.

Co zrobić, żeby to było łatwiejsze?
Podstawową rzeczą jest nasz stosunek do zjawiska, jakim jest kryzys. On próbuje nas zmusić, żebyśmy te rzeczy, które do tej pory marginalizowaliśmy, zintegrowali i włączyli w siebie. W momencie, kiedy to zrobimy, perspektywa z której patrzymy na życie i na śmierć, jest już inna. To trochę jak z wiedzą. Jeśli wiemy mało, różne rzeczy nas przerażają. Gdy wiemy więcej, dostrzegamy, że zjawiska są wieloznaczne, wielopłaszczyznowe - można na nie spojrzeć z kilku stron. To samo z nami - jeśli jesteśmy szeroką, rozwiniętą, zintegrowaną osobowością, życie ani śmierć zazwyczaj już nas tak nie przerażają. Czasem może też udać się nam odpowiedzieć na niektóre pytania, które zbliżają nas do odkrycia tajemnicy życia.

Ważna jest świadomość tej naszej wielopłaszczyznowości?
Świadomość, ale też coś więcej. Rozwój człowieka polega na tym, żeby nie tylko mieć świadomość tego, że mam w sobie wiele aspektów, ale żeby żyć tymi wszystkimi aspektami w każdej chwili.

Z jakimi pytaniami mierzy się człowiek w kryzysie środka życia?
Po pierwsze mierzy się z pytaniem czy to, co robiłem i robię, jest zgodne z moją ścieżką serca. Czy to jest to, co potrzebuję robić w życiu - czy jestem we właściwym związku, wykonuję właściwą pracę, żyję we właściwym miejscu. To są pytania o najważniejsze rzeczy dotyczące miejsca w życiu, w którym aktualnie jestem. A jeżeli nie jestem na ścieżce serca, to w jaki sposób mógłbym się na niej znaleźć. To podstawowe pytanie w tym momencie życia. A dalej to już tylko podążać za tym, w którą stronę moja ścieżka serca mnie prowadzi. Na niej znajdą się w którymś momencie inne fundamentalne pytania.

A jak ktoś sobie na te fundamentalne pytania nie odpowie, to co?
Nie wiem, czy w ogóle można sobie na nie odpowiedzieć, ale na dłuższą metę nie ma takiej możliwości, żeby je ominąć. Ale też nie chodzi tu o odpowiedzi werbalne. Nawiążę do psychologii zorientowanej na proces, metody w której pracuję i która jest współczesną wersją taoizmu. W taoizmie mówi się jasno że Tao, które można nazwać słowami, nie jest prawdziwym Tao. Można je doświadczać, można je czuć, ale nie można o nim mówić. Myślę, że tak samo jest z tymi najważniejszymi pytaniami - jeżeli zaczniemy o nich mówić, wpadamy w banał. Jaki jest sens życia? Każda odpowiedź na to pytanie będzie czystą bzdurą. Myślę natomiast, że przede wszystkim chodzi o to, żeby umieć odnaleźć radość z szukania tych odpowiedzi.

Co na to Jung?
Mówił, że kryzys środka życia to moment, w którym możliwości indywidualnej ludzkiej psychiki się wyczerpują. Mówiąc krótko - człowiek w swoim jednostkowym ludzkim wymiarze jest za głupi, żeby to rozwiązać. Pomóc mu może nieświadomość zbiorowa, czyli głęboko schowana skarbnica wiedzy, w której ukryte są podstawowe informacje o stosunkach między człowiekiem a Bogiem, kosmosem, uniwersum. Pytanie - jak tam dojść? Jeśli jestem tylko sam ze swoją indywidualną psychiką, mogę jedynie sięgnąć po rozwiązania powierzchniowe. Jung mówił, że niektórym ludziom zdarzają się dary od nieświadomości zbiorowej - to sny archetypowe. Taki sen nie ma żadnych jednostkowych odniesień - śnię i chociaż nie potrafię tego zrozumieć ani też odnieść do swojego życia, robi to na mnie ogromne wrażenie. Śnią się wtedy symbole ogólnoludzkie, ogólnopsychiczne. Nie każdemu, oczywiście, one się zdarzają, ale do nieświadomości zbiorowej można dojść też w inny sposób.

Jaki?
W psychologii zorientowanej na proces funkcjonuje pojęcie mitu życiowego. To główne zadanie naszego życia, oś, wokół której owija się większość naszych psychicznych problemów, linia rozwojowa, która nas prowadzi. O micie życiowym można myśleć jak o pewnej sztuce ze sobą na scenie. Sensowne rozwijanie mitu życiowego polega na odegraniu tej sztuki w różnych rolach. Wtedy poznaję historię z różnych stron - nie jestem cały czas na przykład w roli bohatera, ofiary czy ojca. Gdy wchodzę tylko w jedną rolę, oglądam sztukę z jednego punktu widzenia. W ten sposób niczego się w życiu nie nauczę, bo przez cały czas powielam to samo. Znając swój mit życiowy, człowiek jest w stanie łatwiej przejść kryzys środka życia, bo mit swoimi korzeniami sięga nieświadomości zbiorowej. Mit nadaje pewien indywidualny ton temu kryzysowi. Pokazuje pewne kierunki rozwiązań, które są tylko dla mnie. Bo każdy ma swój własny mit życiowy.

Tomasz Teodorczyk – współzałożyciel Akademii POP (www.akademiapop.org). Dyplomowany psychoterapeuta i nauczyciel pracy z procesem Research Society for Process Oriented Psychology w Zurichu, posiada Licencję Psychoterapeutyczną i Trenerską Polskiego Towarzystwa Psychologii Zorientowanej na Proces. Pracą z procesem zajmuje się od 1988r. Prowadzi psychoterapię indywidualną, warsztaty oraz szkolenia i superwizje. Tłumacz książek A. Mindella oraz autor artykułów o pracy z procesem. Współpracuje również z firmami przy rozwiązywaniu konfliktów.

  1. Psychologia

Co mówią o nas sny?

W snach poznajemy naturę działania umysłu. (Fot. iStock)
W snach poznajemy naturę działania umysłu. (Fot. iStock)
Jak czytać sny? Czy można nad nimi zapanować? - Wiedza płynąca ze snów jest podobna do poznania, jakie wynosimy z obserwacji zachowania na jawie, a jednocześnie jest bardziej prawdziwa, niezafałszowana, głębsza, tajemnicza, obrazowa i symboliczna, dlatego przyciąga i „czaruje” - mówi badacz psychologicznego znaczenia marzeń sennych, doktor Zenon Waldemar Dudek.

Przesypiamy przeciętnie jedną trzecią życia. W tym czasie nasz umysł wytwarza niezliczone obrazy senne. Właściwie po co? Sny to wewnętrzne i nieświadome regulacje systemu psychicznego. To nocne sprzątanie zapracowanego w dzień mózgu. Wyrównują dysproporcje między stroną logiczną, lewopółkulową psychiki, a stroną wyobrażeniową i emocjonalną, kreatywną, prawopółkulową. Śnią się głównie w fazie REM, czyli wtedy, kiedy mózg jest w stanie głębokiej relaksacji. Sny są niezbędne dla zachowania zdrowia psychicznego. Badania nad mózgiem i odkrycia psychoanalizy dowodzą, że sny są nośnikiem ważnych informacji o naszym życiu psychicznym. Oczywiście, tak jak w codziennej komunikacji na jawie, również w snach mamy do czynienia z informacjami ważnymi i banalnymi, a nawet niepotrzebnymi, takim spamem. Ludzki mózg każdej nocy produkuje wizje senne, z których nie jest łatwo korzystać na jawie, mimo to warto próbować. Na ten cenny przekaz snów składa się ich treść oraz niepowtarzalny nastrój, czyli to, czy są miłe w odbiorze, czy też nieprzyjemne albo wręcz straszne.

Gdzie szukać klucza do zrozumienia snów? Jeden klucz to pamięć i wiedza o sobie oraz zdolność logicznego kojarzenia faktów. Kiedy śnią się nam egzaminy ze szkoły czy studiów, to przypominają stres egzaminacyjny zapisany w pamięci, który wciąż jest aktualny, bo w dorosłym życiu reagujemy jak uczniowie oceniani przez dorosłych. Kiedy śnią nam się dawne romantyczne spotkania i zakończone – jak się nam wydaje – związki uczuciowe, to znaczy, że zawierają one jeszcze niewyczerpany potencjał. Coś, co pozornie minęło, jest nam wciąż potrzebne albo nadal niewykorzystane.

Drugi klucz to symboliczne interpretacje, oparte na wielowiekowej wiedzy, filozofii, psychologii, mitach i literaturze. Wiele dzieł zapisanych w tradycji, jak też wiele odkryć, w tym objawień religijnych, natchnień artystycznych czy odkryć naukowych miało swoje źródło w snach. Jesteśmy w nich mniej lub bardziej nieudolnymi naśladowcami wielkich bohaterów ludzkości, tych prawdziwych, jak też opisanych w mitach, religii i sztuce. Wyjątkowe sny, nazywane przez Junga archetypowymi, zawierają właśnie odwołania do prawd uniwersalnych.

Nieustanną popularnością cieszą się senniki. Na ile są w stanie pomóc nam zrozumieć sny, a przez to samych siebie? Tylko człowiek naiwny wierzy, że senniki mówią o konkretach. One mówią symbolami, a konkrety trzeba odnaleźć, ryzykując błędne rozumienie. Z zasady to, co symboliczne, jest wieloznaczne. Człowiek jednak próbuje wyrywać tajemnicę z symboli, hermeneutyka to próba racjonalnej interpretacji symboli kultury. W połączeniu z psychologią może wprowadzić pewien porządek w interpretację marzeń sennych, ale będzie to jednak po części sztuka, a nie tylko nauka. Senniki działają podobnie jak wróżby, wykorzystując myślenie magiczne.

W snach poznajemy naturę działania umysłu, jak też wspomnienia i projekty zdarzeń, które chcą się w ten sposób zamanifestować, bo mają z tym problem na jawie. Sny obrazują skrajności, więc kompensują nasze braki. Są w nich pragnienia, a z drugiej strony lęki, deficyty i urazy.

Wiedza płynąca ze snów jest podobna do poznania, jakie wynosimy z obserwacji zachowania na jawie, ale różni się od niej na ogół pod dwoma względami – jest bardziej prawdziwa, niezafałszowana, a przez to bardziej pierwotna i naturalna, oraz na ogół głębsza, tajemnicza, obrazowa i symboliczna, dlatego przyciąga i „czaruje”. Obok prawdy ogólnej jest w snach też prawda indywidualna. Dlatego nie jest łatwo je interpretować – trzeba odróżnić warstwę ogólną, którą Jung nazywa archetypową, od warstwy osobistej, która ilustruje blaski i cienie naszego „ja”.

Spróbujmy przyjrzeć się bliżej jakiemuś typowemu motywowi snu. Co może oznaczać, jeśli ktoś często śni, że jest nagi? Dla jednego nagość może oznaczać wstyd, poczucie braku osłony, niepewności w sytuacjach społecznych, pozbawienie możliwości obrony przed krytyką, brakiem życzliwości. Nagość to także symbol dziecięcej niewinności, nieskrępowanej radości, wolność od schematów i naturalność. Taki sen może też oznaczać, że dana osoba ma problem z określeniem granic swojego ciała i psychiki. W dzisiejszych czasach ciało jest odkrywane wbrew rozsądkowi i wbrew woli, masowo nadużywane i przedmiotowo traktowane. Ekshibicjonizm psychiczny i fizyczna nagość są towarem, ale kłóci się to z potrzebą intymności. Dlatego zaburzenia osobowości typu borderline są powszechnym problemem.

Jak widać, możliwości interpretacji snu jest wiele. Ważne, jakie emocje mu towarzyszą i kto to śni. A więc nie tylko co śnimy, ale też w jaki sposób. A to wszystko z kolei jest zakorzenione w jednostkowym życiu i w otaczającej kulturze.

O czym to świadczy, gdy ktoś ma sny, że fruwa nad miastem? To obraz mówiący o sile fantazji, która zaprzecza prawom fizyki. Sny o lataniu ilustrują oderwanie od rzeczywistości, bujanie w obłokach, duchowe uniesienia i kreatywne „bycie ponad”, młodzieńczy idealizm. Jeśli przywołamy mit o Ikarze czy postać Małego Księcia, możemy odkryć podobny motyw czy cechę, która w nas tkwi – neurotyczną potrzebę wolności i wrażliwość, której towarzyszą smutki, upadki i rozczarowania. Na takim idealizmie wyrastają w trudnych sytuacjach myśli o tym, aby wyrwać się z ograniczeń świata.

Powracające w snach osoby i sytuacje, np. dzikie konie, las, ciemności, pływanie w wodzie, rodzenie dziecka, pakowanie bagaży, nagość w miejscu publicznym czy właśnie latanie, ukazują ukryty kompleks danej osoby, a więc jej urazy i sytuacje wywołujące stres. Kiedy zbiera się w kimś napięcie, bo musi podjąć ważną decyzję, ten kompleks powraca w snach.

Czy analiza snów może być pomocna w psychoterapii? W pierwszej kolejności w psychoterapii stosujemy sprawdzone naukowo metody i posługujemy się informacjami bezpośrednio dostępnymi, jawnymi. Analizujemy to, co pacjent o sobie opowiada. Jednak w wielu przypadkach dostęp do przeżyć pacjenta jest utrudniony. Pacjent nie wie, skąd się wzięły jego problemy. Aby dotrzeć do ukrytych przeżyć i wypartych pragnień, Freud wpadł na pomysł, aby analizować sny i swobodne skojarzenia pacjenta. Psychologia naukowa jest sceptyczna wobec jego koncepcji, ale wiele idei psychoanalizy znalazło zastosowanie w psychoterapii.

Aby zrozumieć sen, warto zapisać go w dzienniku, opowiedzieć bliskiej osobie, namalować na jego temat obraz lub zapisać jako pomysł na opowiadanie. Ważne jest nadanie tytułu, który spina jego główny przekaz, np. „walka”, „mistyczna wędrówka”, „lot nad miastem”, „potop”, „spotkanie z czarną postacią”, „niezwykły seks” itp. Ważne sny układają się czasem w historie i ciągi znaczeniowe, obrazując styl życia na jawie lub jakiś wewnętrzny problem. W analizie snów przydatna jest intuicja, która podpowiada klucz do zrozumienia ich znaczenia. Mimo że terapeuta uczestniczy w interpretacji snu, decydującą rolę w odgadnięciu i przyswojeniu jego sensu odgrywa osoba śniąca.

W praktyce psychoterapeutycznej ważne są te sny, które pomagają zrozumieć przeszłość i teraźniejszość pacjenta oraz dają wskazówki kreatywnego rozwiązania problemu. Najbardziej znaczące pod względem psychologicznym są sny z dzieciństwa, sny powtarzające się, sny w postaci serii, rozgrywające się jakby w odcinkach, oraz sny śniące się w momentach przełomowych: przed poważną operacją, przed lub po spotkaniu z ważną osobą czy podczas emocjonującej podróży. Te sny robią na nas wrażenie, intrygują i nie zapominamy ich. One nam towarzyszą.

Czy możemy wpływać na treść własnych snów? Kiedy dużo myślimy o ważnej sprawie, we śnie może pojawić się jakiś komentarz. Nie można jednak dowolnie manipulować nieświadomością, tak jak nie jesteśmy w stanie w pełni kontrolować świadomego umysłu. Faktem jest, że można rozwijać świadomość w stanie snu. Jednym z kierunków pracy ze snami jest tzw. świadome śnienie. Polega to na nastawieniu się na aktywne działanie we śnie – taką zdolność można rozwijać. Po prostu przed pójściem spać człowiek się programuje na to, że jeżeli coś mu się przyśni, to będzie w tym aktywnie uczestniczył. We śnie mamy czasem spontanicznie świadomość, że to sen. Ten stan można wypracować. Jest to wyraz naturalnej skłonności do medytacji. Rozwijanie tej umiejętności może być elementem treningu duchowego.

Kolejnym etapem tego doświadczenia jest świadome działanie we śnie. W kulturze Senojów (lud Polinezji) już małe dzieci były tego uczone. Mówiono im, że kiedy przyśni się dzikie zwierzę, mają pamiętać, że to tylko sen, a także szukać rozwiązania tej sytuacji, np. uciec na drzewo lub rzucić kamieniem. Taki trening we śnie rozwija intuicję, poszerza umysł, wzmacnia postawę kreatywną, buduje otwartość na aktywne konfrontowanie się z problemami.

A jak już zrozumiemy swój sen, co możemy z nim zrobić? On staje się częścią nas. Sny, tak jak sztuka, spotkania z drugim człowiekiem czy podróże, wzbogacają w nowe wewnętrzne doświadczenie. Poprzez dialog ze snem poznajemy siebie od ukrytej strony, asymilujemy, jak mówi Jung, nasz Cień. To trudne do pojęcia rozumem, ale w sferze snów mieści się wielkie archiwum ludzkości. Ludzie wrażliwi i utalentowani znajdują tam wskazówki i inspiracje do twórczości i rozwoju. Zrozumienie snu pacjenta mnie osobiście bardzo pomaga w prowadzeniu terapii.

Zenon Waldemar Dudek psychiatra i psychoterapeuta, badacz psychologicznego znaczenia symboliki marzeń sennych, mitów, literatury i zjawisk kulturowych.