1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Zespół Otella – do czego może prowadzić chorobliwa zazdrość?

Zespół Otella – do czego może prowadzić chorobliwa zazdrość?

Skrajna postać zazdrości, czyli Zespół Otella, rozpoznawany często u osób długotrwale uzależnionych od alkoholu, u których zazdrość nie syci się już niepewnością, lecz przekonaniem o niewierności partnerki. (Fot. iStock)
Bohater szekspirowski uległ podszeptom Jagona i owładnięty zazdrością zabił Desdemonę. Współczesny Otello nie potrzebuje Jagona, by niszczyć swój związek. Zazdrość nie wymaga dowodów, potrafi sama je wyprodukować.

„Kto nie jest zazdrosny, nie kocha” – stwierdził już święty Augustyn i w tym akurat trudno nie przyznać mu racji. Większość z nas dobrze zna ukłucie zazdrości, gdy partner lub partnerka wydają się interesować kimś innym. Jeśli kochamy, to chcemy, by nasza miłość była odwzajemniona i trwała wiecznie. Zazdrość ostrzega, stoi na straży związku, służy jego trwałości. Ale nadmiar zazdrości potrafi zabić największą miłość, choć początki wydają się zwykle niegroźne.

Mini pod kluczem

Beata w niczym nie przypomina radosnej, młodej mężatki, jaką była dwa lata temu. Bez makijażu, jakaś szara, zgaszona, „kobieta po przejściach” – pomyślałam, zanim usłyszałam jej opowieść.

– Cieszyłam się, że Tomek jest o mnie zazdrosny. Dzięki temu czułam, jak bardzo mnie kocha, jak bardzo mu na mnie zależy – opowiada, niespokojnie rozglądając się na boki, jakby sprawdzała, czy nikt jej nie podsłuchuje. – Najpierw prosił, żebym nie chodziła w mini, bo jestem taka zgrabna, że faceci się za mną oglądają. Pochlebiało mi, że tak myśli. Nigdy nie czułam się specjalnie atrakcyjna, bez bólu przestałam więc nosić mini. Potem przyszła pora na dekolty – codzienne sprawdzał, jak się ubrałam, czy nic nie widać, gdy się pochylam. Kazał mi się przebierać, nawet kiedy spieszyłam się do pracy. W końcu zaczęło mnie to złościć. „Będę się ubierać, jak chcę” – powiedziałam. Dostałam w twarz. „Ty, dziwko!” – wykrzyczał. „Wiem, że chcesz się puszczać ze wszystkimi!”.

Z czasem Tomek zaczął ją kontrolować coraz bardziej: godzinę powrotu do domu, strój, zawartość torebki, telefon... Nieoczekiwanie wpadał do pracy, sprawdzał, czy nikt się przy niej nie kręci. Ograniczał jej wyjścia z domu. Bała się, żeby ktoś do niej nie zadzwonił – jakiś klient czy kolega z pracy, bo to byłaby świetna pożywka dla podejrzeń męża.

Najpierw próbowała przekonywać, że bardzo go kocha, że liczy się tylko on..., ale bez efektu. „Widziałem, jak gapiłaś się na tego faceta” – mówił znienacka, gdy szli razem ulicą. „Jakiego faceta?” – Beata nie miała pojęcia, o kim mówi. „Dobrze wiesz, nie wykręcaj się, pewnie wolałabyś iść z nim niż ze mną”.

Gdyby Beata zdradzała męża, a przynajmniej interesowała się innymi mężczyznami, jego zazdrość byłaby zrozumiała. Mamy tu jednak do czynienia z wcale nierzadkim przypadkiem zazdrości, która karmi się jedynie podejrzeniami, a te nie giną wraz z brakiem dowodów. Skoro Tomek kontroluje Beatę na każdym kroku, w swoim poczuciu uniemożliwia jej zdradę, ale czy to znaczy, że zapobiega jej pragnieniom? A co dzieje się wtedy, gdy on jest w pracy? Co, kiedy wyjeżdża w delegację?

Tomek męczy się podejrzeniami i zaostrza środki kontroli. Wraca do domu wcześniej niż zapowiedział, czatuje na Beatę pod pracą, szuka dowodu jej winy, jakby zdrada mogła przynieść mu ulgę. Tak jak Otello, który cierpi męki, nie mając pewności, że jest zdradzony, i nie mając pewności, że nie jest.

Zespół Otella, czyli licho nigdy nie śpi

Paweł nie może znieść poczucia niepewności, odkąd jego dziewczyna, Monika, wyjechała na studia do Madrytu. Najpierw cieszył się razem z nią, ale natychmiast po odprowadzeniu jej na lotnisko zaczął przeżywać katusze. Wydzwania do niej dziesięć razy dziennie, każe się jej rozliczać z każdej godziny. W przypływie szlachetności sam zachęca, żeby się z kimś spotkała, że nie może cały czas siedzieć w pokoju, przecież chciała doskonalić język w kontakcie z ludźmi, ale gdy nie ma jej na Skypie, oddaje się bolesnym fantazjom. Co teraz robi, gdzie jest, może kogoś poznała? Paweł cierpi, dzwoni do niej w nocy, każe sobie wszystko opowiedzieć, przesłuchuje ją kilkakrotnie, w końcu Monika rzuca słuchawkę, a on traktuje to jako dowód, że już się dla niej nie liczy. Rano idzie po rozum do głowy, znów dzwoni, przeprasza, ale później wszystko zaczyna się na nowo.

Paweł ma świadomość, że problem tkwi w nim, nie w Monice. Jego zazdrość zniszczyła już dwa związki, teraz niszczy trzeci.

– Co mam robić? – Paweł czuje się bezradny wobec swoich uczuć. – Wciąż porównuję się z innymi facetami, wydaję się sobie gorszy od nich wszystkich. Jestem pewien, że ona to w końcu odkryje. No bo czemu miałaby chcieć być ze mną?

Paweł płacze, choć wie, że to mężczyznom nie przystoi. Jego ojciec też był mazgajem, tak przynajmniej o nim mówi. Może właśnie dlatego porzuciła go żona? Ojciec nigdy się z tego nie podniósł. Paweł wie, że to nie ma nic wspólnego z Moniką, a jednak to ją wciąż podejrzewa o zdradę. W końcu postanawia z nią zerwać. – Najpierw muszę uporać się ze sobą – stwierdza z bólem.

Gdyby umieli to stwierdzić inni zazdrośnicy, nie zamienialiby życia swoich rodzin w piekło. Niestety, wielu z nich zamiast pracować nad sobą, woli zmniejszać niepokój, zwiększając kontrolę nad partnerką.

Gdy patrzymy przez pryzmat podejrzliwości, świat nabiera nowych znaczeń. Każde zachowanie partnerki podlega interpretacji: nie chce ze mną rozmawiać, bo myśli o innym. Chce rozmawiać, jest miła i czuła – próbuje ukryć to, że myśli o innym. I nie chodzi tu wcale o skrajną postać zazdrości, czyli o zespół Otella rozpoznawany często u osób długotrwale uzależnionych od alkoholu, u których zazdrość nie syci się już niepewnością, lecz przekonaniem o niewierności partnerki. Brak dowodów w niczym nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie, sam w sobie jest dowodem na niezwykłą przebiegłość partnerki, której kochankiem jest każdy mężczyzna, z jakim się kontaktuje. Zespół Otella może prowadzić do morderstwa, ale także „zwykła”, choć nadmierna zazdrość łączy się często z przemocą.

Zielonooki potwór

„Czy ktokolwiek policzył kiedyś ofiary zazdrości? Każdego dnia ktoś pod jej wpływem naciska spust rewolweru, codziennie wbijany jest nóż w czyjeś ciepłe ciało, co dzień nieszczęśnicy zżerani przez zazdrość i znękani życiem skaczą w bezdenne głębiny wód. Czym są okrutne bitwy, o których opowiada historia, w porównaniu z tą przerażająca namiętnością, jaką jest zazdrość?” – pytał austriacki psychoanalityk Wilhelm Stekel kilkadziesiąt lat temu.

Od tego czasu nic się nie zmieniło. Ofiary zazdrości padają na polu bitwy, która z miłością ma niewiele wspólnego. Z badań prowadzonych na świecie wynika, że zazdrość jest główną przyczyną przemocy fizycznej w małżeństwie. Spośród 60 maltretowanych kobiet badanych w ośrodku dla ofiar przemocy w Północnej Karolinie, aż 57 stwierdziło, że ich partnerzy są tak zazdrośni, że każde ich wyjście z domu kończy się oskarżeniami o niewierność i przemoc fizyczną.

Szekspirowski zielonooki potwór doczekał się wielu definicji naukowych. Mowa w nich o tym, że zazdrość to reakcja na zagrożenie związku, który jest dla danej osoby wartością i w który wiele zainwestowała. Zazdrość motywuje do zachowań mających przeciwdziałać zagrożeniu, a więc pełni funkcję chroniącą związek i właśnie po to w procesie ewolucji powstała. Dlaczego zatem tak często go niszczy? David M. Buss, psycholog ewolucyjny, autor książki „Zazdrość – niebezpieczna namiętność”, wyjaśnia to za pomocą teorii mniejszego zła. Błąd polegający na niezauważeniu oznak zdrady pociągał za sobą większe koszty w postaci wydatkowania energii na opiekowanie się cudzymi dzieci, niż błąd polegający na niesłusznych podejrzeniach o zdradę. Ewolucyjnie uzasadniona skłonność do nadmiernej zazdrości nie pojawia się jednak bez powodu. Predestynuje do niej niskie poczucie własnej wartości, traumatyczne wydarzenia z przeszłości – zdrada czy porzucenie, wysoki poziom lęku, zaburzenia erekcji, różnica w atrakcyjności partnerów. Za to wierność czy niewierność partnerki nie ma tu większego znaczenia.

Kontrola seksualności kobiet jest wpisana w patriarchat od wieków. Do dziś zdrada kobiety w krajach islamskich to plama na honorze mężczyzny, którą zmazać może jedynie zamordowanie żony. Aż do 1974 roku zabójstwo niewiernej żony nie podlegało w stanie Teksas karze, jeśli zostało dokonane, zanim osoby dopuszczające się cudzołóstwa opuściły miejsce zbrodni. Zabicie kochanków w łóżku nie było przestępstwem również w prawie angielskim.

Jeśli chodzi o mężczyzn, nasza kultura ma inne standardy. Delikatnie wyraził to Yves Montand: „Myślę, że żonaty mężczyzna może mieć dwa, no, może trzy romanse. Więcej to już nieuczciwość”. Kobieta zazdrośnika nie musi mieć romansów, by podlegać totalitarnej kontroli. On stosuje ją prewencyjnie. Dręczony przez niepewność i poczucie zagrożenia, uzależnia kobietę od siebie, ogranicza jej wolność osobistą, grozi, czasem przeprasza, żeby znów stosować przemoc. A to wszystko w imię miłości!

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze