1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Wiem, że mogę - poczucie skuteczności

Wiem, że mogę - poczucie skuteczności

123rf.com
123rf.com
Skuteczność bliska jest zaufaniu sobie. To nasza wiara, że jesteśmy w stanie zrobić to, co chcemy, zaplanujemy to, co jest dla nas dobre. Że damy radę sięgnąć po zmianę i wytrwać w niej. To już połączenie skuteczności z wydajnością, za którym stoi dobra motywacja do działania.

Badania wykazały, że ludzie najbardziej skuteczni są w stanie wytrwać przy swoich postanowieniach w obliczu trudności i niepowodzeń. Wyniki opublikowane w Journal of Applied Psychology wyjaśniają, że przekonanie o własnej skuteczności wpływa na naszą motywację i poziom zaangażowania w działanie. A proces ten jest regulowany przez nasz stan emocjonalny. Zauważ co czujesz, w momencie podejmowania nowych wyzwań. Jeśli poziom entuzjazmu związany z wykonywaniem danej czynności jest wysoki, wzrasta stopień zaangażowania i motywacji. Wówczas pojawia się witalność, optymizm i radość, co daje spiralny efekt „nakręcania” naszej skuteczności. Dlatego, jeśli właśnie przystępujesz do nowych dla ciebie działań, zapytaj siebie: Czy wierzysz w sukces?

Wiara we własne możliwości jest kluczowa dla rozwoju. Dzięki niej mamy przyjemnie motywujące poczucie nowości i pasji, która pobudza do skutecznego działania. Brak tej wiary przynosi dyskomfort i motywacja spada. Ratuje nas optymizm i koncentracja na własnych atutach.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Portrety rozbieżne. Dlaczego postrzegamy siebie inaczej, niż widzą nas inni?

Na siebie samych patrzymy z perspektywy aktora - osoby, która robi pewne rzeczy i chce, żeby te rzeczy doprowadziły ją do pewnego celu. Inni natomiast patrzą na nas z perspektywy biorcy, czyli kogoś, kto może na naszym działaniu coś zyskać albo coś stracić. (Fot. iStock)
Na siebie samych patrzymy z perspektywy aktora - osoby, która robi pewne rzeczy i chce, żeby te rzeczy doprowadziły ją do pewnego celu. Inni natomiast patrzą na nas z perspektywy biorcy, czyli kogoś, kto może na naszym działaniu coś zyskać albo coś stracić. (Fot. iStock)
Myślisz o sobie: „silna i zdecydowana”. Inni o tobie: „wiecznie się waha, nie wie, czego chce”. Albo: „uparta, wymagająca”. Kto ma rację? Wszyscy!

Jak to jest, że postrzegamy siebie samych zupełnie inaczej, niż widzą nas inni? Nawet bardzo bliskie osoby? Bierze się to z fundamentalnej różnicy perspektyw. Mianowicie: na siebie samych patrzymy z perspektywy aktora, osoby, która robi pewne rzeczy i chce, żeby te rzeczy doprowadziły ją do pewnego celu. Inni, także bliskie osoby, patrzą na nas z perspektywy biorcy, czyli kogoś, kto może na naszym działaniu coś zyskać albo coś stracić.

Jest jeszcze jedna różnica: my patrzymy na swoje działania, znając cele, ale też intencje. Kiedy patrzą na nas inni, widzą tylko nasze zachowanie, a jeśli spytają o intencje czy cele, możemy im oczywiście o nich powiedzieć, ale nie muszą w to uwierzyć. Stąd ich ocena może diametralnie różnić się od naszej. Zderzenie obu perspektyw może powodować konflikty.

Ludzie, z którymi jesteśmy blisko, znają pewnie nasze intencje. Są zatem większe szanse, że odbiorą nas tak, jak chcielibyśmy być odebrani? Tak, ich zdanie może być znacznie bliższe temu, co sami o sobie sądzimy, ale zaznaczam, że pełna zgoda nigdy nie nastąpi. Kiedy patrzymy na kogoś bliskiego, spoglądamy na niego trochę jak na siebie, czyli też przyjmujemy perspektywę aktora. Trzymamy kciuki, żeby mu się udało, tak samo jak zwykle kibicujemy sobie.

Problemem jest to, że mamy tendencję do zniekształcania własnego obrazu. Lubimy myśleć o sobie jak najkorzystniej, wszelkie nasze potknięcia staramy się tłumaczyć na własną korzyść, żeby się nie załamać psychicznie i mieć siłę do dalszego działania. Dlatego, choć znamy siebie teoretycznie najlepiej, nie mamy pełnego i obiektywnego obrazu siebie samych. On będzie zawsze subiektywny. Tendencyjność to ludzka natura. Nawet jeśli sądzimy, że sami nie jesteśmy tendencyjni, to pewnie myślimy, że inni są. Tylko że to właśnie potwierdza naszą nieobiektywność.

A może problem polega na tym, że w obecności różnych osób różnie się zachowujemy? I tu pojawia się kwestia ról. Bo chociaż jesteśmy cały czas jedną i tą samą osobą, to jednocześnie jesteśmy wieloma różnymi osobami naraz. Rozmaite konteksty sytuacyjne oczekują od nas innych zachowań i postaw. Jakaś kobieta wstaje rano i jest opiekuńczą matką swojego dziecka – wszystkie czynności, które wykonuje, sprawiają, że tak może być właśnie postrzegana, zarówno przez siebie, jak i przez innych. Odwozi dziecko do przedszkola, jedzie kilometr dalej do pracy i nagle jest szefową – wymagającą i upartą. A przecież to cały czas ta sama osoba. Takie skrajne role mogą powodować pytania u innych, ale i wątpliwości w nas samych: „Jaka ja naprawdę jestem – opiekuńcza czy wymagająca?”.

Inni ludzie potrafią nas trafniej osądzać w danej roli. Nam samym może być trudniej, bo zdajemy sobie sprawę, że pełnimy wiele ról i nie zawsze udaje nam się je wszystkie oddzielić. Ktoś, kto nas zna z konkretnej roli, może lepiej nas określać jako osobno: żonę, matkę, przyjaciółkę, szefową.

Podobnie jak jedna opinia powtarzana przez dłuższy czas, zwłaszcza w dzieciństwie, potrafi ukierunkować myślenie o sobie na błędny trop. Zgadza się, najczęściej dzieje się tak we wczesnym okresie kształtowania się naszego charakteru. Małe dziecko, które w obecności nieznajomych chowa się za nogi rodziców i niewiele mówi, z pewnością często słyszy od nich, że jest nieśmiałe. Po pewnym czasie zaczyna tak o sobie myśleć: „Jestem nieśmiały, wstydliwy”, bo dostaje gotowe wytłumaczenie swojego zachowania, ale wcale nie musi być ono zgodne z prawdą.

Jak w takim razie odbierać opinie innych? Brać je do serca, rozważać, czy też nie przykładać do nich zbyt dużej wagi? Mówi się, że usłyszeć czyjąś opinię to dar, ale przyjąć ją to łaska. Czasem myślimy o sobie: „Ależ inteligentnie to rozegrałam”, a potem słyszymy od kogoś: „To miało być inteligentne?! To było po prostu wyrachowane!”. Informacja zwrotna jest darem w sytuacji, kiedy może zawrócić nas z błędnej drogi, bo inni ludzie biorą zwykle pod uwagę odmienne aspekty niż my sami i potrafią wskazać nam punkty, w których mogliśmy kogoś np. urazić. Dlatego wzięcie pod uwagę opinii innych może być bardzo rozwijające.

Oczywiście może się też tak zdarzyć, że inni ludzie usiłują nam powiedzieć coś, co wcale nie służy naszym interesom, ale ich. Dlatego trzeba być bardzo uważnym, przyjąć taką informację do wiadomości, ale też zastanowić się, na ile ona dotyczy nas, tego, co moglibyśmy zmienić w swoim zachowaniu, żeby stać się lepszym człowiekiem, a na ile ma służyć temu, by komuś innemu było lepiej czy wygodniej. Lepiej pomyśleć, o czym świadczy to, że dana osoba chce, żebym była taka, a nie inna, niż zmieniać się pod jej dyktando. Trzeba zachować umiar i trzeźwość umysłu. Trochę chronić siebie przed opiniami innych, a trochę jednak je rozważać, bo jeśli tego nie zrobimy, zatrzymamy się w rozwoju.

To chyba działa też w drugą stronę: trzeba być ostrożnym w wygłaszaniu sądów. Niekiedy lepiej ugryźć się w język i nie powiedzieć tego, co ciśnie nam się od razu na usta, a co jest nieprzemyślane. Zanim wytknie się komuś: „zachowujesz się zbyt śmiało, zbyt agresywnie” itp., trzeba pomyśleć, co by było, gdyby ktoś inny wygłosił na nasz temat taką opinię. Jak byśmy to przyjęli? Spytać siebie, czy gdyby moja przyjaciółka powiedziała mi właśnie to, co ja chcę jej przekazać, to pomyślałabym sobie: „To wredna małpa, a nie prawdziwa przyjaciółka” czy: „Czy ona jest ślepa, żeby tak o mnie myśleć?”, czy też: „A może ma rację, a ja czegoś nie widzę?”. Jeśli chcemy wyrzucić z siebie wyłącznie własną frustrację, to możemy to zrobić na milion innych sposobów, chyba że zależy nam na tym, by rzeczywiście dać komuś jakąś wskazówkę, wpłynąć na jego zachowanie. Wtedy trzeba postarać się o większą delikatność.

Dr Aleksandra Cisłak, psycholog, zajmuje się problematyką spostrzegania społecznego, SWPS.

  1. Psychologia

Czy masz odwagę być sobą? - test na pewność siebie

Czy pewność siebie jest Twoją mocną stroną? (fot. iStock)
Czy pewność siebie jest Twoją mocną stroną? (fot. iStock)
Pewność siebie to stan umysłu, który wynika z poczucia własnej wartości, wyjątkowości, akceptacji i wiary w moc sprawczą. Przecież nie ma na świecie drugiej takiej osoby jak ty!

Brak pewności siebie powoduje, że stoimy na uboczu życia. Wolimy pozostać w bezpiecznej strefie komfortu. To dlatego nie podejmujemy ryzyka, nie inicjujemy kontaktów z ludźmi, nie walczymy o swoje prawa i nie umiemy odmawiać bez poczucia winy. Nieśmiałość, która jest przejawem braku pewności siebie, powoduje, że przed nosem mogą nam przechodzić ciekawe propozycje zawodowe czy nowe znajomości. Brak poczucia własnej wartości wynika z braku samoakceptacji. To zupełnie tak, jakbyśmy obawiały się własnego światła, rozwinięcia swoich skrzydeł. Tymczasem to właśnie korzystanie w pełni ze swojego potencjału jest sednem rozwoju.

Poniżej krótki test na pewność siebie. Wystarczy na każde z pytań odpowiedzieć "tak" lub "nie":

  • 1. Osiągasz cele z łatwością?
  • 2. Znasz swoje mocne strony i pokazujesz je światu?
  • 3. Bez problemu odmawiasz, jeśli nie możesz lub nie masz ochoty czegoś zrobić?
  • 4. Zazwyczaj to ty inicjujesz rozmowę?
  • 5. Masz poczucie, że każdą sprawę możesz załatwić?
  • 6. Udało ci się zrealizować kilka marzeń?
  • 7. Z łatwością podejmujesz decyzje i bierzesz za nie odpowiedzialność?
  • 8. Dobrze czujesz się na stanowisku osoby zarządzającej zespołem ludzi?
  • 9. Znajomi pytają cię często, jak coś załatwić?
  • 10. Podczas rozmowy patrzysz w oczy rozmówcy?
  • 11. Twój uścisk dłoni jest mocny?
  • 12. Podczas chodzenia nie garbisz się, twoje plecy są proste?
  • 13. Twój przekaz słowny jest konkretny i zrozumiały przez odbiorców?
  • 14. Uważasz się za kobietę atrakcyjną?
  • 15. Lubisz swoje ciało, a więc nie masz kompleksów z nim związanych?
  • 16. Lubisz wyzwania i często je podejmujesz?
  • 17. Potrafisz jasno zaznaczyć swoje granice w relacjach z ludźmi?
Większość odpowiedzi: „tak” oznacza, że jesteś kobietą, która osiąga swoje cele. Jeśli zgadzasz się tylko z kilkoma powyższymi stwierdzeniami – warto popracować nad wiarą w swój potencjał, który tylko czeka na przebudzenie.

Pomogą ci w tym następujące ćwiczenia:

Źródło: Dagmara Gmitrzak, „Trening Jaguara. Obudź swoją pewność siebie i osiągaj zamierzone cele”, Sensus 2014

Dagmara Gmitrzak trenerka rozwoju osobistego, socjolog, terapeutka technik holistycznych, autorka książek, www.rozwojosobisty.waw.pl

  1. Psychologia

W poszukiwaniu równowagi. Jakie powinny być związki, żeby miały szansę przetrwać?

John Gray, autor książki „Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus”, twierdzi, że współcześnie kobiety w większym stopniu przejawiają swój męski aspekt, a w odpowiedzi na to mężczyźni coraz śmielej ujawniają kobiecy. (Fot. iStock)
John Gray, autor książki „Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus”, twierdzi, że współcześnie kobiety w większym stopniu przejawiają swój męski aspekt, a w odpowiedzi na to mężczyźni coraz śmielej ujawniają kobiecy. (Fot. iStock)
Mamy już to, o co się biłyśmy: równouprawnienie, niezależność, partnerstwo. Osiągamy sukcesy zawodowe, realizujemy siebie, wybieramy, jak chcemy żyć. Czy to przekłada się na szczęście i trwałość związków? Okazuje się, że niekoniecznie.

Można by westchnąć z ulgą: nareszcie współczesne młode kobiety potrafią realizować swoje ambicje zawodowe, wspólnie z partnerem podejmować decyzje, czy i kiedy chcą mieć dzieci, kto i jak długo zostaje z nimi w domu.

Można by, gdyby nie kryzys małżeństwa, i to na całym świecie. Nawet w Norwegii, kraju szczycącym się dbałością o równouprawnienie we wszystkich sferach życia, gdzie niestosowne jest choćby sugerowanie, że kobieta i mężczyzna są różni. Mimo to właśnie tam odnotowuje się duży odsetek rozwodów, coraz mniej też ludzi decyduje się na małżeństwa.

Dlaczego zatem jest tak źle, skoro jest tak dobrze?

O jeden krok za daleko

John Gray, autor popularnej książki „Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus”, twierdzi, że jedną z głównych przyczyn problemów w związkach jest rozmycie się linii podziału między płciami. W najnowszej książce „Marsjanie i Wenusjanki. Nowe wyzwania” zauważa, że dawniej tkwiliśmy na jednym biegunie: mężczyźni tłumili swoją kobiecą stronę, a kobiety męską, choć wiadomo, że wszyscy mamy obie. Teraz, kiedy każda z płci odzyskała dostęp do swej kobiecości i męskości, wiele osób przeszło na drugi, skrajny biegun – kobiety w większym stopniu przejawiają swój męski aspekt, a w odpowiedzi na to mężczyźni coraz śmielej ujawniają kobiecy. To przyniosło bardzo dużo dobrych skutków, jak choćby większą swobodę bycia sobą czy dzielenie się domowymi obowiązkami. Ale wzrostu liczby trwałych i szczęśliwych związków ta zmiana nie przyniosła.

Na czym polega paradoks? Zdaniem Graya między innymi na tym, że dzisiaj ignoruje się różnice między płciami. A one są, i to na podstawowym, biologicznym (w tym hormonalnym) poziomie.

Gray mówi tak: Większość współczesnych kobiet przejawia w pracy swoją męską stronę. I nic w tym złego. Ale po powrocie do domu są tak zmęczone, że nie mają siły i ochoty na dbanie o stronę kobiecą. Na terapii przyznają, że nauczyły się, jak być asertywne, pewne siebie, jak tłumić emocje, podejmować decyzje. I przez pewien czas odczuwają z tego powodu dumę. W którymś momencie zaczynają jednak czuć, że płacą za to wysoką cenę: są zestresowane, cierpią na choroby psycho­somatyczne, depresję. Bo widzą, że choć to wszystko osiągnęły, choć czasem to one głównie utrzymują rodzinę, nie są szczęśliwe, tracą kontakt z dziećmi, oddalają się od męża.

Gray tłumaczy, dlaczego tak się dzieje. Otóż dlatego, że kobieta, odwołując się do swojej męskości w pracy i w domu, zwiększa poziom testosteronu w organizmie. Okazuje się bowiem, że poziom hormonów żeńskich i męskich zależy także od tego, co i jak robimy. Kobieta pracująca w sposób stereotypowo męski, czyli twardy, bezkompromisowy, funduje sobie wzrost testosteronu, co upodabnia ją pod względem hormonalnym do mężczyzny. Z kolei mężczyzna przejmujący rolę stereotypowo kobiecą (opieka nad dziećmi) pobudza wzrost progesteronu. A chodzi o to, żeby kobiety i mężczyźni zadbali o zachowanie równowagi między tym, co w nich kobiece i męskie. A u każdego z nich ta równowaga jest inna. Mężczyzna realizujący swoją kobiecą stronę nadal pozostaje mężczyzną i bardzo różni się od kobiety realizującej swoją męską stronę. Kiedy zapominamy o tych różnicach, twierdzi Gray, trudniej nam uświadomić sobie, że potrzebujemy specyficznego i odmiennego wsparcia emocjonalnego. Efekt? Żadna z płci nie otrzymuje tego, czego oczekuje.

Jak Adam Ewie, tak Ewa Adamowi

Jakie zatem powinny być według Graya związki, żeby miały szansę  przetrwać? Po pierwsze, partnerzy powinni nie tylko dopuszczać do głosu obie strony swojej natury, ale także je równoważyć. Po drugie – muszą akceptować swoją odmienność i wiedzieć, jak się nawzajem wspierać emocjonalnie. Oni muszą wiedzieć, że kobiety robiące kariery potrzebują progesteronowego zastrzyku: okazywania im miłości, czułości, przytulania, komplementowania, zapewnienia wypoczynku. Natomiast kobiety, które wybrały opiekę nad dziećmi i prowadzenie domu, potrzebują zachęty do podejmowania wyzwań poza domem, na przykład studiowania, robienia prawa jazdy (zastrzyku testosteronowego). To pozwoli im odzyskać harmonię hormonalną i złagodzić stres wynikający z dotychczasowego braku równowagi.

Kobiety z kolei powinny wiedzieć, że mężczyzna zajmujący się domem i dziećmi, czyli odwołujący się do swoich kobiecych cech i kompetencji, potrzebuje uznania, zauważenia swoich starań, docenienia osiągnięć, bo gdy to wszystko otrzymuje, wzrasta poziom testosteronu w jego organizmie. A jeśli robi karierę, to dobrze, by w domu zajmował się dziećmi, wyciszał się, bo dzięki temu podwyższy poziom progesteronu. Chodzi o to, żeby mężczyźni tak jak kobiety równoważyli swoją męską i kobiecą stronę.

Jak donosi Gray, nowe odkrycia dotyczące różnic między płciami (w tym hormonalnych) pokazują, że jeśli kobieta chce sprawić, żeby mężczyzna się otworzył, musi go akceptować i doceniać. A jeśli mężczyźnie zależy na otwarciu się kobiety, powinien słuchać tego, co ona mówi, i okazywać jej zrozumienie. Bo kiedy obdarzamy partnera miłością, jakiej naprawdę potrzebuje, otrzymujemy w zamian to samo.

Można się z Grayem nie zgadzać, ale jego postulaty warte są zastanowienia. Bo o ile dotąd nadrabialiśmy zaniedbania w myśleniu o sobie, to teraz powinniśmy zrobić krok dalej i zadbać o potrzeby partnera. Emocjonalne, bo o te materialne na ogół potrafi zadbać sam.

  1. Psychologia

Poczucie własnej wartości - czy jesteśmy świadomi własnej rangi?

Ranga jest pojęciem, którego używa się w psychologii procesu do określenia zestawu przywilejów, nabytych lub odziedziczonych (fot. iStock)
Ranga jest pojęciem, którego używa się w psychologii procesu do określenia zestawu przywilejów, nabytych lub odziedziczonych (fot. iStock)
Jeśli ktoś nie ma świadomości, ile ma i kim jest, to nie wykorzystuje swojego potencjału. Nie potrafi dawać ani brać. O mocy przywilejów opowiadają psychoterapeuci Joanna Dulińska i Michał Duda.

Czym są rangi w Psychologii Procesu?
Joanna Dulińska: Ranga to suma wszystkich przywilejów. To, jaką mamy rangę, zależy od naszych przywilejów w różnych obszarach w danym momencie.

A czym są przywileje?
Michał Duda: To atrybuty, które podnoszą nasz status. Choć niekoniecznie muszą to być rzeczy materialne, można też nie mieć własności, a korzystać z przywilejów. Ten, kto ma dużo pieniędzy i w związku z tym wysoką rangę społeczną, niekoniecznie ma taki wpływ na ludzi jak ktoś, kto ma wysoką rangę duchową. Gdy mówimy o sumie przywilejów, mamy na myśli różne przywileje – psychologiczne, duchowe i społeczne. I to wszystko razem tworzy rangę w społeczeństwie.

Zawsze mamy jakąś rangę? J.D
.: Zawsze czymś dysponujemy, ale często jest tak, że się z tym nie utożsamiamy.

M.D
.: Na przykład ranga społeczna istnieje obiektywnie. Jest bardzo często mylona z subiektywnym doświadczeniem czy subiektywną oceną sytuacji. Może być też zmienna w czasie.

A po co nam wiedza o rangach? J.D
.: Jest niezbędna, aby móc z nich celowo korzystać, choć rangi działają bez względu na to, czy mamy ich świadomość, czy nie. Jeśli nie mamy wiedzy o swoich rangach, to inni nie mogą z nich korzystać, przeciwnie – mogą się poczuć ich ofiarami, a my będziemy mieć tendencję, by ich nadużywać, nawet jeśli czujemy się słabi i bezradni.

Możemy zilustrować to przykładem? J.D
.: Do tego potrzebna jest wiedza o rodzajach rang. Wyróżniamy trzy typy: ranga społeczna – mówi o naszej pozycji w społeczeństwie, a ta zależy od wykształcenia, wieku, płci, pieniędzy – przywilejów, które dają wysoki status społeczny. Do tego dochodzi ranga psychologiczna, która jest wysoka, jeżeli człowiek czuje się bezpiecznie ze sobą, potrafi rozwiązywać konflikty, jest oswojony z emocjami, umie je przeżywać i wyrażać, lub niska, jeśli tego nie potrafi. Wreszcie ranga duchowa – kontakt z czymś większym, głęboką wiarą, z czymś, co daje jakąś pewność.

Przypuśćmy, że mamy do czynienia z szefem korporacji, który w ogóle nie jest świadomy swoich rang. Zarabia mnóstwo pieniędzy, ma bardzo duży wpływ na swoich pracowników, ale nie zdaje sobie sprawy z własnych możliwości. Ma za to kompleksy, bo np. jest otyły albo łysy, może ma wadę wymowy – w dzieciństwie był odrzucany przez kolegów i w związku z tym czuje się niepewnie w relacjach – więc nie ma rangi psychologicznej. Nie ma też rangi duchowej, nie uznaje, że jest coś większego, co go prowadzi, nie ma poczucia misji. I taki człowiek w sytuacji, gdy podwładna w jakiś sposób uruchomi jego kompleks, nastawi się obronnie, może atakować, bo nie posiadając umiejętności bycia w relacjach z kobietami, może uznać, że ona go lekceważy czy się z niego naśmiewa. Wtedy on może nadużyć swojej rangi i powiedzieć lub zrobić coś przykrego.

Mając świadomość swojej pozycji, możemy chyba też wpływać na podnoszenie rang innych ludzi. Przykładowo – może nam się wydawać, że nie mamy czym się podzielić, podczas gdy wystarczy czasem jednostkowo niewielka kwota miesięcznie, a pomnożona przez udział kolejnych osób daje globalną pomoc.

M.D
.: Kryteria porównania są bardzo różne i na ogół ludzie wybierają identyfikację z niższą rangą niż z wyższą. Ale rzeczywiście parę złotych płacone na rzecz różnych fundacji może bardzo pomóc komuś, kto ma niższą rangę od naszej i pokryć mu np. koszty życia przez miesiąc. My takiej pomocy rzeczowej, finansowej, doświadczaliśmy ponad 20 lat temu. Świadomość rang w aktualnej sytuacji z obiektywnego punktu widzenia pomaga też więc odnaleźć swoje miejsce w tej hierarchii i korzystać świadomie z rang, np. poprzez przeznaczenie kwoty, którą codziennie wydajemy w sklepie spożywczym na pomoc komuś o niższej randze.

Masz świadomość, masz wybór. J.D
.: Świadomość rang pomaga podczas pracy z indywidualnymi trudnościami – jeśli ktoś nie ma świadomości, jaką ma rangę, to nie wykorzystuje w pełni swojego potencjału. Nie potrafi dawać ani brać. Kiedy wiem, co mam, to mogę się tym podzielić, nie muszę się tego kurczowo trzymać, pilnować, by mi ktoś tego nie zabrał. Świadomość rangi wpływa na poczucie wartości, na zadowolenie z życia, na dobrostan psychiczny. Kiedy odnajdę, co mam – a każdy coś ma – to poznam swoje miejsce na ziemi.

Można mieć taką samą rangę w kilku dziedzinach? J.D.
: Niższa ranga w jednej dziedzinie wiąże się zwykle z wyższą rangą w innej. My, mieszkańcy Zachodu, mamy dostęp do bieżącej wody, robimy zakupy w sklepie, a np. ludzie żyjący w Tybecie tego nie mają, posiadają więc dużo niższą rangę społeczną. Mają jednak dużo wyższą rangę duchową, a może też psychologiczną. Cenią życie, widzą jego ogromną wartość, bo żyją na co dzień w ogromnym zagrożeniu, muszą dołożyć starań, by przeżyć – nie są zagubieni, nie zadają pytań: „po co ja żyję?”.

Z kolei rangę psychologiczną zazwyczaj mają osoby o niższej randze społecznej, radzą sobie dobrze w trudnych sytuacjach, stawiają bardziej na relacje, jednoczą się, ponieważ same nie radzą sobie w rzeczywistości, która je otacza. Wysoką rangę psychologiczną mają też ludzie, którzy przetrwali krytyczne sytuacje – taka osoba, gdy straci wszystko, nie załamie się, bo ona już zna sytuację, gdy niczego nie miała albo miała niewiele. I przeżyła, poradziła sobie. A ktoś, kto zawsze miał dom i samochód, będzie się bał kryzysu, końca świata i innych rzeczy, które go nagle z tego stanu posiadania mogą wytrącić. Gdy znam swoją rangę i czuję, kim jestem, jaką mam moc – to mogę się dzielić swoimi przywilejami, wspomagać innych.

Czy wyższa ranga jest zawsze lepsza? J.D.
: Nie chodzi o to, żeby mieć najwyższą rangę w całej okolicy, tylko o to, by się podzielić, jeśli ma się wyższą, i umieć poprosić i przyjąć, gdy ma się niższą. Świadomość niższej rangi nie jest wcale taka zła. Wyższa ranga wiąże się z odpowiedzialnością, a niższa z relaksem, z tym, że to inni mogą zabiegać, decydować. Mogę się komuś poddać, dostać coś, zaufać. To też jest dobre przeżycie – nie mieć w danej sytuacji rangi.

Rangi zaostrzają czy pomagają rozwiązać konflikt? J.D.
: To właśnie ranga, hierarchia jest częściej źródłem konfliktu niż cokolwiek innego. Wyższa ranga wzbudza emocje, takie jak zazdrość, złość, zawiść, niechęć, roszczeniowość, ale też inne – podziw, chęć przypodobania się. Jest to trudne dla osoby, która ma wysoką rangę w środowisku – musi umieć sobie poradzić ze wszystkimi konsekwencjami swojej pozycji. A jeśli nie utożsamia się z nią, to będzie uciekała od odpowiedzialności, nie będzie w stanie sobie z tym radzić. Często związane jest to z poczuciem winy, wychowaniem. Taką ideą, że wszyscy powinni być równi.

M.D.
: Uświadomienie sobie swojej rangi, miejsca, w którym się jest, jest po części kluczem do rozwiązania bardzo wielu konfliktów. Dotyczy to wszelkich obszarów, pracy czy życia rodzinnego – jeżeli ojciec krzyczy na dziecko, nie mając świadomości, że ma ono niższą rangę, to nie atakuje równego sobie, tylko słabszego. Nie zdaje sobie sprawy z poczucia zagrożenia, jakie wywołuje w tym dziecku. Jeśli będzie świadomy różnicy rang, to będzie w stanie adekwatnie ocenić sytuację. Już samo to może prowadzić do częściowego rozwiązania kłopotu. To jest też kwestia zrozumienia drugiej strony, tego, co ona robi. Świadomość rang naprawdę może coś zmienić.

  1. Psychologia

Zdrowa pewność siebie - na czym polega?

Osoba pewna siebie jest ciekawa zmian, a nie tylko się ich obawia. Dostrzegalna jest harmonia między tym, co mówi, a tym, co robi, jak się porusza i jakim głosem się wypowiada. (Fot. iStock)
Osoba pewna siebie jest ciekawa zmian, a nie tylko się ich obawia. Dostrzegalna jest harmonia między tym, co mówi, a tym, co robi, jak się porusza i jakim głosem się wypowiada. (Fot. iStock)
Aby stać się świadomym siebie, dojrzałym człowiekiem, warto przestać słuchać innych, a zacząć słuchać siebie. Brakuje ci wiary we własne siły? Pora na młodzieńczy bunt!

Wszyscy znamy te historie… Brawurowy kierowca przejeżdża przez tory tuż przed rozpędzonym pociągiem, zarozumiały kapitan pasażerskiego statku wykonuje ryzykowny manewr ogromnym kolosem, by popisać się swoimi umiejętnościami, i doprowadza do tragedii. Zbyt pewni siebie chcą zrobić wrażenie na innych, ale i na sobie. Po co, skoro są tacy wspaniali? Bo żeby uwierzyć w swoją moc, potrzebują poprzeć ją zachwytem w oczach innych.

Na drugim biegunie są osoby skrajnie nieśmiałe, które boją się powiedzieć zdanie w towarzystwie w obawie, że się zbłaźnią. Nie potrafią upomnieć się o wyższą ocenę, choć wiedzą, że im się należy, a potem latami czekają na awans w pracy. Niepewni siebie nie wierzą, że mogą się komuś spodobać, od swoich partnerów oczekują nieustannych potwierdzeń. Kosztem niskiej samooceny są też życiowe wybory prowadzące donikąd – praca, która nie cieszy, małżeństwo, które frustruje, chroniczne lęki, depresje, rezygnacja z marzeń.

Co jest pośrodku? Zdrowa pewność siebie. Na czym polega? W skrócie: na adekwatnym i stabilnym poczuciu własnej wartości. Na łatwości mówienia o sobie dobrze, ale też świadomości swoich wad i otwartości na krytykę. Na umiejętności rozdawania, ale i przyjmowania komplementów. Osoba pewna siebie jest ciekawa zmian, a nie tylko się ich obawia. Dostrzegalna jest harmonia między tym, co mówi, a tym, co robi, jak się porusza i jakim głosem się wypowiada. I o to chodzi!

Walizka na życie

Pewność siebie jest cechą bardzo pożądaną – pozwala żyć w psychicznym i fizycznym dobrostanie. Problem w tym, że na pewność większości z nas wpływ ma to, co powiedzą lub pomyślą o nas inni. Szukamy potwierdzeń w świecie zewnętrznym – niby to nic złego, bo miło być docenionym, pochwalonym. Ale dopóki pewność siebie nie będzie płynąć ze zdrowych przekonań na własny temat i wynikających z nich działań, dopóty samopoczucie, ścieżkę kariery czy dobór znajomych, a nawet partnerów, będziemy uzależniać od tego, czy inni są z nas zadowoleni, a nie my sami.

Skąd się to bierze? Jak większość naszych przekonań – z dzieciństwa. To, co mówi o nas i do nas najbliższe otoczenie: rodzice, wychowawcy, rówieśnicy – kształtuje myślenie o sobie i życiowe postawy. – Poznajemy świat poprzez to, jak nam zostaje przedstawiony – mówi psycholog i coach rodzicielski Ingrid Dahl-Głodowska. – A nawet więcej, poprzez to, jakie uczucia w nas wywołuje. Im silniejsza emocja – pozytywna lub negatywna – tym głębiej się utrwala komunikat. Dlatego bardzo ważne jest, czy dziecko jest wspierane, karane, czy nagradzane, czy ktoś się w ogóle nim interesuje. Ale też dobrze jest, gdy pozwala się mu w pewnych granicach eksperymentować, polegać na sobie, ponieważ nadmierna opiekuńczość i wyręczanie w najprostszych czynnościach może budzić brak pewności siebie („nie wiem, czy sobie poradzę, bo nigdy tego nie próbowałem”). Dobrze by było, by każde dziecko wchodziło w życie z przekonaniem, że jest wartościowe takie, jakie jest. Niestety, nie jest to norma. Drugim ważnym okresem, w którym kształtują się przekonania i pewność siebie, jest czas dojrzewania i związana z tym burza hormonalna. Dorastając, musimy zaprzeczyć wszelkim autorytetom, przestać słuchać innych, a zacząć słuchać siebie, zbudować się jako samodzielnie myślącą i biorącą odpowiedzialność za swoje czyny osobę.

Dobra wiadomość jest taka, że nawet jeśli nie udało ci się wypracować zdrowego poczucia pewności siebie w dzieciństwie czy okresie dojrzewania, to masz jeszcze na to całe życie!

6 filarów pewności siebie

Nathaniel Branden, kanadyjski psychoterapeuta i pisarz, autor „Sześciu filarów poczucia własnej wartości”, twierdzi, że samoocena powinna być oparta na sześciu aspektach:

1. Świadome życie – dokonujesz wyborów ze świadomością ich konsekwencji, nie unikasz odpowiedzialności.

2. Samoakceptacja – jesteś swoim sprzymierzeńcem, dbasz o siebie, o to, co o sobie myślisz (samoakceptacja nie oznacza aprobaty dla wszystkich działań, jest wezwaniem do pracy nad sobą), troszczysz się o swoje odczucia i pragnienia, jesteś świadoma własnych przeoczeń, ale nie obwiniasz się zanadto.

3. Odpowiedzialność za siebie – to od ciebie zależy twoje życie, ty nim kierujesz, a nie ślepy los, twoi rodzice czy mąż. Ponosisz odpowiedzialność za realizację swoich marzeń, za swoje postępowanie, decyzje, jakość relacji z innymi, wartości, zgodnie z którymi żyjesz, a nawet za swoje szczęście.

4. Asertywność – wyrażasz emocje, nie naruszając psychicznego terytorium innych osób, dbasz też o nienaruszanie twoich granic i szacunek dla siebie.

5. Życie celowe – wykorzystujesz wszystkie swoje zdolności do osiągania zaplanowanych celów i realizowania marzeń, obserwujesz wyniki swoich działań i sprawdzasz, czy prowadzą cię tam, dokąd postanowiłaś iść.

6. Spójność – integrujesz wartości, standardy i przekonania ze swoimi zachowaniami (codzienne wybory).

Stabilna, silna samoocena jest najlepszą drogą do zdrowej pewności siebie. Pozwala podejmować wyzwania, bronić swoich wartości, stawiać ambitne cele, wierzyć, że dasz sobie radę, nawet jeśli sukces czy realizacja planów nie przyjdą od razu. Nie poddajesz się i masz przeświadczenie, że nikt inny, tylko ty, najlepiej wiesz, co jest ci w życiu potrzebne i jaka jesteś.

Coś większego niż ty

– Całkowite poczucie pewności wymaga wiary w siebie, w ludzi obecnych w twoim życiu oraz w coś większego niż ty – twierdzi Tim Sanders, popularny mówca, szef firmy doradczej, autor książki „Moc pewności siebie. Osiągaj zamierzone cele i poczuj siłę spełnienia”. – Kiedy zdobędziesz te wszystkie trzy rodzaje wiary, będziesz się cieszyć zrównoważoną pewnością siebie, która przeprowadzi cię przez wszelkie kłopoty i okresy zawirowań. Zawsze, kiedy to możliwe, miej świadomość poziomu swojej pewności siebie w każdej z tych trzech kategorii, uzupełniając te z nich, które ciągną resztkami sił.

Poprawiając obraz samej siebie (przekonania na swój temat), zaczynasz wierzyć, że jesteś wystarczająco dobra, by kochać, odnosić sukcesy i przewodzić innym.

Wiara w siebie to twój fundament, decyduje o jakości twojego życia. Twój obraz siebie wyznacza granice, w ramach których jesteś zdolna kierować swoim losem.

Wiara w innych jest potrzebna, bo zdrowa pewność siebie to także świadomość własnych ograniczeń. Nie musisz za każdym razem udowadniać (sobie i innym), że sama ze wszystkim sobie poradzisz. Poproś czasem o pomoc.

Wiara w coś wyższego – dla każdego może być czymś innym. Chcemy czy nie, wierzymy czy nie, jesteśmy częścią większej całości – systemu społecznego, politycznego, ekonomicznego, odwiecznego rytmu przyrody, moralnego porządku, systemu duchowego, religijnego itd. Reguły rządzące światem są nam potrzebne, wnoszą stały element, do którego można się odnieść lub na który można się powołać. Ci, co grają nie fair, nie szanują tych reguł, prędzej czy później tracą – tak jak np. firmy liczące na szybki zysk, oferując marny produkt czy usługę. Ci, którzy ignorują to, że mogą się nauczyć czegoś od innych, zostają w tyle lub prędzej czy później są ignorowani.

– Liderzy, którzy nie poddają się komuś lub czemuś większemu niż oni sami, upijają się w końcu fałszywym poczuciem własnej mocy – mówi Tim Sanders. – W rezultacie ludzie ci stają się własnymi bóstwami. Kiedy wierzysz, że stoi za tobą ktoś lub coś większego niż ty sama, to ta wiara daje ci energię i entuzjazm, których potrzebujesz, by iść naprzód.

Wszystko, czego potrzebujesz, by być pewną siebie, już masz. Tylko sobie to uświadom. Kiedy osiągniesz zdrową pewność siebie, potrzeba bycia najlepszą albo lubianą zejdzie na dalszy plan, ustępując miejsca celom, jakie chcesz w życiu osiągnąć. Twoim celom.