1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Jaki jest model związku na dzisiejsze czasy?

Związki oparte na zasadzie „wyłącznie dla wspólnego dobra” nie działają w obecnych czasach. Co więc się liczy najbardziej? Jaki model związku sprawdzi się współcześnie? (Fot. iStock)
Przekonanie, że w każdych okolicznościach partnerzy będą się dopełniać, tylko szkodzi związkowi. Bo naturalnym ruchem w parze jest raz być blisko, raz daleko. Koncepcję związku opartego na porządkach miłości Berta Hellingera przedstawia psychoterapeutka Ewa Klepacka-Gryz.

Porządki miłości – kierunek dla związku

Jeszcze do niedawna w trakcie terapii par tłumaczyłam partnerom, jak ważne dla dobra związku jest pielęgnowanie sfery „my” – części, na którą składają się intymność, wyznawane wartości, wspólne cele, marzenia i plany, rytuały, tajemnice i to wszystko, co sprawiało, że on i ona w swoim „razem” czuli się bezpiecznie. Dziś coraz częściej przychodzą do mnie osoby, które mówią: „kocham go/ kocham ją, ale czy muszę wybierać pomiędzy swoimi planami, marzeniami, zaciekawieniami a miłością?”. Oczywiście, że nie.

A co z kompromisem, kolejnym sztandarowym wyznacznikiem tzw. udanego związku? Czy musisz zrezygnować z siebie dla waszego wspólnego dobra? A co, jeśli wcale nie chcesz tego zrobić? Czujesz, że właśnie teraz jest ten czas, kiedy „twoje” jest najważniejsze i nic innego się nie liczy, i nie pozwolisz sobie tego odebrać za żadne skarby. Na dodatek oczekujesz, że jeśli partner cię kocha, to zrozumie i stanie po twojej stronie. Tylko co wtedy z jego stroną? Co z waszym „my”? Czy wybór: „staję po swojej stronie” jest wymierzony przeciwko partnerowi albo części wspólnej związku?

Bert Hellinger i porządki miłości

Mirek (od 30 lat w udanym związku) dostał propozycję wymarzonej pracy, z którą wiążą się częste wyjazdy z domu. Para ma już dorosłe dzieci, dom pod miastem i udane życie we dwoje. Temat nowej pracy staje się kością niezgody. W trakcie rozmowy Iwona stara się być opanowana, ale przed mężem, który zna ją tak dobrze jak samego siebie, nie udaje jej się ukryć rozczarowania. Pod jej „zrobisz, jak zechcesz, sam wiesz, co dla ciebie najlepsze, nie zamierzam stać na drodze do twojego szczęścia” kryje się lęk – „już mnie nie kocha”, smutek – „praca jest dla niego ważniejsza”, rozczarowanie – „obiecywaliśmy sobie, że kiedy dzieci dorosną, będziemy razem realizować swoje pasje…”. Mirek próbuje przekonywać: „robię to dla nas, te pieniądze zapewnią nam spokój na emeryturze”. Iwona nie kryje złości: „wiesz, że pieniądze nie są dla mnie najważniejsze; myślałam, że dla ciebie też nie”.

Kochający się ludzie, którzy razem spędzili kawał życia, stworzyli dom, wychowali dzieci, mimo problemów, jakie zdarzają się w każdej relacji, stali ramię w ramię – nagle stanęli po przeciwnych stronach barykady. Jego racja przeciwko jej racji. A co z ich „my”? On próbuje tłumaczyć, że robi to dla dobra ich obydwojga, dla rodziny, ale ona przypomina mu, że pieniądze nigdy nie były dla nich priorytetem. A może w nim w tej sprawie coś się zmieniło? A może on poczuł, że właśnie teraz, kiedy jest na ostatniej prostej na drodze kariery zawodowej, chce zrobić coś dla siebie? Nawet jeśli jest to w sprzeczności z ich ustaleniami w sferze wspólnej związku.

Zgodnie z porządkami miłości Berta Hellingera naturalnym ruchem w parze jest raz być blisko, raz daleko, aby potem znów się zbliżyć. To pierwotny ruch, którego doświadczamy we wczesnym dzieciństwie, przechodząc z rąk karmiącej matki w ramiona ojca, który pokazuje nam świat. Tęsknota za tym, by z bliskiej miłosnej relacji raz na jakiś czas wychodzić do świata po nowe wrażenia, dziś budzi się z ogromną intensywnością. Po nowe wrażenia albo na spotkanie samej siebie.

Miłość to podróż

Amanda, mama dwójki maluchów, zmęczona codziennością opiekowania się domem, coraz częściej myśli o powrocie do pracy, choćby na pół etatu. Zapisała się na kurs jogi, potem przyszedł czas na medytacje, zdrowe jedzenie, życie bardziej w zgodzie z naturą. Z mężem połączyła ich kiedyś fascynacja żaglami, jednak odkąd pojawiły się dzieci, nie ma w nim miejsca na morskie wyprawy, a wakacje spędzają w ośrodku przyjaznym rodzinom. Irek raz do roku ma swój wypad w góry, w męskim gronie. A ona? No cóż, tak się umówili, że on pracuje, zarabia na dom i rodzinę, ona zajmuje się dziećmi, a potem „się zobaczy”. Na zajęcia chodzi blisko domu, w tym czasie dziećmi opiekuje się jej mama.

Gdy po kilku miesiącach Amanda postanowiła skończyć szkołę dla nauczycieli jogi i po macierzyńskim nie wracać do dawnej pracy, była pewna, że mąż ją wesprze w tej decyzji. Zwłaszcza że twierdził, iż w ogóle nie musi pracować, bo on jest w stanie utrzymać rodzinę. Ale kiedy opowiedziała mu o swoim pomyśle, stwierdził, że to fanaberie. – To nie fanaberie, jako instruktorka jogi będę nieźle zarabiać, a potem może otworzę ośrodek rozwoju duchowego – zaprotestowała. – Ciekawe, kto ci da na to pieniądze? – Poproszę rodziców. – Jasne, leć do tatusia. Ale jakby co, dzieci zostają ze mną.

Pozornie stabilny układ: on pracuje, ona zajmuje się domem – nagle runął z hukiem. A przy okazji wylały się zaszłości rodzinne, raniąc do żywego. Jego wypady w góry (mężczyzna zarabia i ma prawo) i jej joga (rozwój duchowy – a co to takiego?) – czy to sfery z części wspólnej związku? A jeśli nie, to czy partnerzy mają prawo przedkładać osobiste priorytety nad dobro związku? Pytanie, czy wiemy, co to dobro związku właściwie oznacza, bo dziś wiele mitów na temat miłości i tego, czym jest satysfakcjonujące małżeństwo, odchodzi do lamusa. Choćby ten, że o prawdziwej miłości dowodzi to, że przez wszystko przechodzimy wspólnie.

A tymczasem miłość to podróż, którą czasem odbywa się razem, a niekiedy każde w swojej łódce. Najważniejsze, żeby przez cały czas być przy sobie, mieć świadomość, czego się pragnie, co jest teraz priorytetem, czego potrzebuje się od partnera (z pełną odpowiedzialnością, że on nie musi mi tego dać). Warto mówić o potrzebach i oczekiwaniach: „tak, to prawda, teraz moje jest ważniejsze niż nasze, muszę zająć się sobą, potrzebuję przestrzeni dla siebie”. Taka otwartość i mówienie wprost nie są wymierzone przeciwko miłości i relacji. Są nimi poświęcanie się „dla wspólnego dobra”, poczucie krzywdy i niesprawiedliwości.

Porządki miłości i związki ery Wodnika

Kiedy jakiś czas temu usłyszałam o związkach ery Wodnika, czyli takich, w których głównym przesłaniem jest obopólna zgoda na to, że jesteśmy razem przede wszystkim dla przyjemności, a problemy rozwiązujemy samodzielnie (oczywiście mamy prawo prosić partnera o pomoc, a on ma prawo nam jej odmówić), wydawało mi się, że takie podejście przekreśla zasadność bycia razem. Dziś wyraźnie widzę, że modele związków „wyłącznie dla wspólnego dobra” już nie działają. Nowym paradygmatem jest relacja połączona świadomą miłością, w której ważny jest przede wszystkim rozwój. A jeśli czasami rozwój jednego partnera jest w sprzeczności z rozwojem związku, to też jest OK.

Bert Hellinger tłumaczył, że ludzie dobierają się w pary po to, by uleczyć nawzajem swoje rodowe rany. W klasycznej psychologii mówi się o doborze z deficytów. Kiedy związek przestaje spełniać rolę terapeutyczną, pary często się rozstają. A być może to jest właśnie ten moment, kiedy warto stanąć w swojej prawdzie, posłuchać prawdy partnera i wspólnie podjąć świadomą decyzję, co dalej. Bywa, że dotychczasowe ustalenia tracą rację bytu. W takich chwilach warto poszukać wsparcia poza związkiem.

Dziś nie musimy nikogo zadowalać w imię romantycznej miłości, ciągle na nowo stawać przed wyborem: ja albo my. Dość już mylenia więzi z więzieniem. Każde z partnerów ma prawo do posiadania osobistej przestrzeni. Świadomi partnerzy wiedzą, że w związku ożywają zranienia z przeszłości (budzą je miłość i poczucie bezpieczeństwa), co sprawia, że nieraz poczujemy się opuszczeni, samotni, zaniedbani. Cierpienie jest cieniem miłości.

W świadomym związku mamy prawo do wszystkich przeżyć, mamy również prawo do dzielenia się nimi z partnerem, a on ma prawo ich nie dźwignąć, bo jest zajęty swoim, boi się, czuje się słaby, nie rozumie. „Widzę cię i słyszę, moje serce jest otwarte na to, co akurat przeżywasz, ale tylko tyle mogę ci w tym momencie dać” – powie. Tylko tyle czy aż tyle?

Twoje życie nie jest zależne od życia partnera ani od nikogo innego. Jest w pełni zależne od ciebie. Masz prawo sama świadomie budować swój świat i dzielić się nim (albo nie) z osobą, którą wybrałaś na życie.

Ja z pełną świadomością buduję swój świat w taki sposób, żeby był piękny, pozytywny, bogaty i wesoły. Dzięki temu mam mnóstwo fantastycznych wartości, którymi mogę się dzielić. Na przykład odkryciem strony www.czarko.pl, gdzie znalazłam ciekawy pakiet trzech webinarów „Dlaczego jestem singlem?”. Polecam!

Ewa Klepacka-Gryz, psycholog, terapeutka, autorka poradników psychologicznych, trenerka warsztatów rozwojowych dla kobiet; www.terapiavia.com

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze