Może i wyszli z pieluch, ale nie z dziecinnych zachowań. Na głowie mogą mieć już pierwsze siwe włosy, a w dłoni aktówkę. Mimo to ich styl bycia sprawia wrażenie, jakby dopiero co opuścili grupę „biedroneczek” w pobliskim przedszkolu – i to wcale nie jako opiekunowie. Po czym rozpoznać osobę z osobowością psychoinfantylną?
Osobowość psychoinfantylna to podtyp osobowości niedojrzałej emocjonalnie, którą zalicza się do grupy zaburzeń histrionicznych. Zgodnie z klasyfikacją ICD-10 cechują się one m.in. tendencją do dramatyzowania, pobłażliwością wobec samego siebie i ignorowaniem potrzeb innych ludzi, chwiejnością i płytkością uczuć czy silnym pragnieniem uznania i podniet. Aby móc je rozpoznać, pacjent musi spełniać co najmniej kilka kryteriów, wśród których wymienia się dyskomfort towarzyszący przebywaniu poza centrum uwagi, niewłaściwe zachowania o charakterze uwodzicielskim, wykorzystywanie swojego wyglądu w celu uzyskania czyichś względów czy teatralnie przesadną ekspresję. Wszystko to sprawia, że mogą być one mylnie utożsamiane z narcyzmem.
W zależności od stopnia zaawansowania osoby cierpiące na histrioniczne zaburzenie bywają postrzegane jako towarzyskie, ekspresyjne i czarujące (gdy mieszczą się w granicach normy) lub kapryśne, wyzywające i drażliwe.
Konkretnie w przypadku osobowości psychoinfantylnej nacisk kładziony jest z kolei nie na prowokacyjne metody zdobycia zainteresowania czy koncentrację na atrakcyjności fizycznej, lecz na trwałą dominację dziecięcego sposobu przetwarzania emocji i reagowania na sytuacje społeczne. Zamiast humorzastej kusicielki przed oczami rysuje nam się więc raczej obraz niedojrzałych Piotrusiów Panów i wiecznych dziewczynek z Nibylandii. Wszelkie diagnozy należy oczywiście pozostawić specjalistom, ale warto znać pewne sygnały mogące wzbudzić podejrzenia. Oto kilka objawów świadczącym o tym, że możemy mieć do czynienia właśnie z tym rodzajem zaburzenia.
Jednym z najczęstszych przejawów osobowości psychoinfantylnej jest niechęć do brania „na klatę” konsekwencji własnych czynów. Mimo wielu lat na karku osoba z tym zaburzeniem może mieć tendencję do przerzucania winy na innych ludzi, niesprzyjające okoliczności czy po prostu życiowego pecha. Każda wymówka wydaje się lepsza niż przyjrzenie się własnym błędom i ewentualne posypanie głowy popiołem. Podobny schemat może dotyczyć obowiązków zawodowych i domowych. Kiedy przyjdzie do pakowania kartonów przed przeprowadzką albo dopięcia ważnego projektu w biurze, taka osoba potrafi wykręcać się pod byle pozorem, aby nie spadło na nią dodatkowe obciążenie.
Zamiast zakasać rękawy i przejąć inicjatywę, będzie wolała poczekać, aż zajmie się tym ktoś inny.
Wchodzenie w dojrzałe relacje jest dla osób z osobowością psychoinfantylną dużym wyzwaniem. Często oczekują one od drugiej strony dużego zaangażowania i ciągłego potwierdzania własnej wartości, jednocześnie wykazując mniejszą gotowość do odwzajemnienia tych potrzeb. Niechętnie przyjmują krytykę, a nawet chwilowy dystans ze strony bliskich mogą odbierać jako odrzucenie lub osobistą zniewagę.
To sprawia, że stosunki międzyludzkie stają się pełne napięć i niestabilne. Partnerzy, rodzina lub przyjaciele szybko czują się wyczerpani emocjonalnie, a same więzi rzadko wytrzymują próbę czasu.
W tym przypadku impulsywność nie musi oznaczać gwałtownych ataków podczas kłótni czy ryzykownych zachowań w odpowiedzi na stresujące sytuacje. Brak wewnętrznych hamulców może objawiać się subtelniej. Możliwy jest brak uwzględniania długofalowych skutków podczas podejmowania decyzji, a także szybkie zmienianie zdania. W efekcie wszelkie wybory są dokonywane pod wpływem chwili, czyli podyktowane aktualnym nastrojem, a nie szerszym obrazem. Podobnie jak dziecko dopiero uczące się funkcjonowania w świecie, osoby dorosłe z tym zaburzeniem mogą mieć też kłopoty z odraczaniem gratyfikacji i regulowaniem emocji. Ich wszelkie potrzeby mają w ich mniemaniu zostać zaspokojone tu i teraz. Kiedy rzeczy nie układają się po ich myśli, potrafią reagować rozdrażnieniem albo płaczem.
I oczywiście płacz czy złość to zupełnie normalne reakcje emocjonalne, ale w przypadku osobowości psychoinfantylnej często są one niewspółmierne do sytuacji lub powtarzają się w sposób, który znacznie utrudnia funkcjonowanie społeczne.
Każdy z nas ma czasem gorszy dzień i chciałby wtedy poczuć się „zaopiekowany” – tak żeby ktoś inny przejął nasze obowiązki i otoczył troskliwą opieką. Gdy przeżyliśmy już kilkadziesiąt wiosen, nie powinno to jednak stawać się normą. Utrwalona potrzeba bycia stale wyręczanym, uspokajanym i prowadzonym za rękę przez zakręty życia zwykle nie mieści się w obrazie samodzielnego funkcjonowania, którego oczekuje się od dorosłych. Na dłuższą metę może to oznaczać problemy w organizowaniu codzienności i budowaniu poczucia bezpieczeństwa bez ciągłego wsparcia z zewnątrz.
W konsekwencji nawet niewielkie niepowodzenia urastają do rozmiarów kryzysu, z którym później ciężko jest poradzić sobie na własną rękę.
Warto pamiętać, że te pojedyncze cechy są do pewnego stopnia obecne u wielu osób i same w sobie nie oznaczają zaburzenia osobowości. W diagnostyce znaczenie ma przede wszystkim trwałość wzorca zachowań, jego nasilenie oraz to, czy realnie wpływa negatywnie na związki, pracę i codzienne życie. Zanim więc przykleisz komuś „łatkę” dużego dziecka, lepiej ugryź się w język i zastanów, czy nie działasz przypadkiem zbyt porywczo.
Źródła: leksykon.com.pl, theravive.com