1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Solo przez świat, czyli jak podróżować samotnie?

Solo przez świat, czyli jak podróżować samotnie?

Wędrówka daje możliwość wyciszenia się, tworzy dodatkową płaszczyznę dla myśli, dzięki której można spojrzeć na własne życie z dystansu. (fot. iStock)
Wędrówka daje możliwość wyciszenia się, tworzy dodatkową płaszczyznę dla myśli, dzięki której można spojrzeć na własne życie z dystansu. (fot. iStock)
Na przekór stereotypom, wbrew ograniczeniom, pomimo słabości. Niezależnie od motywacji, mają jeden cel: udać się w jakieś niezwykłe miejsce i… dotrzeć w głąb siebie. Kobiety samotnie podróżujące – twardzielki czy buntowniczki?

Na pozór sprawa jest prosta: kupujesz bilet, pakujesz plecak i… ruszasz w podróż swojego życia. Sama! Nie musisz do nikogo dostosowywać planów, z nikim nie zrównujesz swojego tempa, jesteś w pełni niezależna. Bez presji, bez pośpiechu. Czy to ciekawy pomysł? Pewnie nie dla wszystkich. Co siedzi w głowach kobiet, które porywają się na tego typu wyprawę?

Na pewno chęć wyłamania się ze stereotypu kobiety – patronki domowego ogniska. Samotne podróżniczki chcą pokazać, że tak naprawdę nie są ani mniej odważne, ani mniej sprawne, ani mniej zaradne od mężczyzn. I że podróżowanie nie jest wyłącznie męską domeną.

– W świadomości społecznej jest bardziej niż dawniej rozpoznawalna taka figura jak kobieta podróżująca samotnie – zauważa Anna Horolets, socjolog ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. – Co nie oznacza, że liczba takich wędrowniczek  zwiększyła się drastycznie. Po prostu ten temat jest teraz bardziej społecznie zauważalny. Coś się zmieniło na poziomie wartości i możliwości dokonywania tego rodzaju wyboru.

Na daleką Północ

Samotna, trzymiesięczna podróż na północną Syberię, gdzie zimą temperatura spada do -50 stopni C, a lato… nie przypomina w niczym sielskiego obrazka znad Wisły. Jedyna roślinność, jaka występuje w tej szerokości geograficznej, to mchy, porosty i karłowate gatunki drzew, a niektóre obszary pokryte są wieczną zmarzliną. Brzmi niezbyt zachęcająco? Nie w przypadku Magdaleny Skopek. W wieku 30 lat, tuż po obronie doktoratu z fizyki, postanowiła samotnie wybrać się na Półwysep Jamalski i zamieszkać z Nieńcami – koczowniczą ludnością trudniącą się hodowlą reniferów i rybołówstwem.

– Wyruszyłam sama, bo kierunek wyprawy wszystkich zniechęcił – mówi Magdalena Skopek. – Mnie podróż nie musi bawić. Nie jadę gdzieś po to, żeby było fajnie czy przyjemnie. Oprócz poznania świata zewnętrznego chcę znaleźć coś w sobie.

Pierwszą dużą wyprawę odbyła jeszcze na studiach, z kilkoma osobami koleją transsyberyjską przemierzyła Rosję, Mongolię i Chiny. To wtedy zakochała się w Bajkale. I w krajobrazie tundry, stepu, pustyni. Jak sama mówi, ta pierwsza podróż pozostawiła w niej trwały ślad. Zapragnęła pojechać na Jamał.

Po obronie zorganizowała imprezę pożegnalną dla najbliższych przyjaciół i swojego chłopaka, i z drżącym sercem wsiadła do samolotu. Dopiero wtedy zaczęło do niej docierać, na co się porwała. Strach był duży, ale zwyciężyła świadomość, że wycofać się w tym momencie, to jak stchórzyć przed swoim największym marzeniem. Przyznaje, że kierowała nią fascynacja światem i ludźmi oraz chęć „wyczyszczenia” głowy: – Dzisiaj, na myśl o tym, że mam przejść w pojedynkę Martwą Drogę, popukałabym się w czoło. A wtedy miałam taką potrzebę, byłam w amoku, wiedziałam, że muszę choć na chwilę znaleźć się jak najdalej od swojego życia, uciec od sztywnych ram.

– Tę podróż można interpretować jako niezwykłe gap year (ang. „rok przerwy”) – stwierdza Anna Horolets. – Kiedy młody człowiek po ukończeniu szkoły nie idzie ani do pracy, ani na studia, tylko wyjeżdża gdzieś daleko i przez rok trudni się różnymi zajęciami, a potem wraca odnowiony i wzbogacony. Jest też znana z korporacji praktyka career break (ang. „przerwa w karierze”). Pracownik otrzymuje bezpłatny urlop i wyjeżdża na pół roku albo na rok. Taka podróż jest swoistym obrzędem przejścia, często zdarza się w momencie, kiedy kończymy jakiś etap życia albo zaczynamy nowy. Tak jak to było u Magdy.

Badaczka podkreśla, że ta wyprawa jest także wyjątkowa pod innym względem. Samodzielnie zorganizowana, w odległe, niezwykłe miejsce; podróżniczka nie chce odhaczać kolejnych atrakcji turystycznych, tylko „pójść w głąb”, spotkać się z ludźmi, doświadczyć miejscowego życia. – To nastawienie i długi okres bliskiego obcowania z tubylcami sprawia, że wyprawa Magdy przypomina klasyczne wyprawy antropologów, takich jak Bronisław Malinowski, choć podróżniczka miała zapewne nieco inne cele – dodaje.

Za wewnętrznym głosem

Dla Doroty Głuskiej, 32-latki z Warszawy, z zawodu analityka biznesowego, wszystko zaczęło się od Wenezueli. Pojechała tam w towarzystwie przyjaciela podróżnika w lutym 2008 roku – na dziko, bez żadnych planów. Pokochała tamtejsze kolory, wszędobylski chaos, nieprzewidywalność. Zapragnęła wrócić do Ameryki Południowej i poznać pozostałe kraje. To właśnie w Wenezueli nastąpił punkt zwrotny w myśleniu Doroty o podróżowaniu. Jej towarzysz, mający na swoim koncie półroczną wyprawę w pojedynkę, upierał się, że wyjazdy w grupie są co najwyżej wakacjami, a na prawdziwe wyprawy człowiek wybiera się w samotności. Rok później, pewnego dnia  powiedziała sobie: „Jadę. Jadę i już!”. Nie pozostało nic innego, jak nakreślić trasę podróży, podszkolić hiszpański, wziąć pięciomiesięczny urlop w pracy i ruszyć za wewnętrznym głosem.
– To było moje marzenie, długa, samotna włóczęga, podczas której mogę odkryć kawałek świata, ale również jakąś nieznaną część siebie. Byłam niesamowicie zdeterminowana, nikt i nic nie mogło mnie odwieść od wyjazdu – opowiada Dorota.
– Na pewno chciałam też odpocząć, tak po prostu. Nie potrzebowałam towarzystwa, mój ówczesny chłopak został w Polsce. To była samotność z wyboru. Widocznie w tamtym momencie ja byłam dla siebie najważniejsza.

Sama, ale nie samotna

Jak twierdzą nasze bohaterki, przemieszczanie się w pojedynkę to najlepszy przepis na nawiązanie w podróży dużej ilości kontaktów.

– Kiedy wędrujesz solo, miejscowi ludzie sami do ciebie podchodzą i nawiązują rozmowę – zauważa Dorota Głuska. – Podczas mojej eskapady po Ameryce Południowej zawsze ktoś się do mnie przysiadał, zagadywał w autobusie, nawiązywała się taka malutka nić, pierwsza relacja, właśnie dlatego, że byłam sama. No i ja też, jeżeli chciałam się czegoś dowiedzieć, musiałam się odezwać.

Podobne spostrzeżenie ma Magdalena Skopek: – Ludzie podróżujący w grupie zamykają się w niej, tworzą własną wspólnotę, porozumiewają się w swoim języku. A kiedy człowiek jest sam, siłą rzeczy wchodzi w interakcje z tubylcami.

Według Anny Horolets podróżowanie w grupie wytwarza coś w rodzaju niewidzialnej ściany między podróżnikiem a światem – jesteśmy ze sobą, jest nam dobrze, nie potrzebujemy się otwierać na Innego, a Inny z kolei nie chce się do nas wtrącać. Kiedy tej blokady nie ma, momentalnie pojawia się wiele nowych sytuacji. Inni się do nas zwracają, bo chcą nam pomóc, nakarmić, zaprosić do siebie. A kiedy podróżnikami są kobiety, młode (a więc prawie dzieci) i do tego samotne – to w świadomości wielu kultur wymagają one pomocy. Dlatego niejednokrotnie samotni wędrowcy, a szczególnie kobiety, spotykają się z otwartością, wręcz z opiekuńczością tubylców.

(fot. iStock) (fot. iStock)

Wejść w głąb siebie

Według jednej z teorii antropologicznych Nelsona H. H. Graburna, podróż to docieranie do sfery sacrum. Współcześnie mamy do czynienia z kryzysem religijności i „supermarketem” różnych ofert duchowych, co sieje w ludzkich umysłach chaos.

– Podróże stają się sferą przeżycia duchowego, momentem, kiedy mamy możliwość oderwać się od codzienności, rutyny. Przemieszczanie się w przestrzeni jest jednocześnie przechodzeniem do innego porządku rzeczywistości – zauważa Anna Horolets. I dodaje, że wyprawa w nieznane jest wyjściem z bańki środowiskowej, z bezpiecznej sfery świata udomowionego.

Wędrówka daje możliwość wyciszenia się, tworzy dodatkową płaszczyznę dla myśli, dzięki której można spojrzeć na własne życie z dystansu. – Wpadamy w taki rytm: praca, dom, zakupy, kawa ze znajomymi – mówi Dorota Głuska – To wszystko jest szablonem, w obrębie którego się poruszamy.

Jak wspomina, właśnie podczas samotnej podróży zrodził się w jej głowie plan, żeby w przyszłości pojechać do Azji, zająć się jogą, na trochę zamknąć się w klasztorze i pomyśleć o tym, jak być lepszym człowiekiem. – Nie chodzi o to, żeby wrócić i zrobić rewolucję w swoim życiu, tylko żeby zobaczyć, które aspekty były fajne, które są konieczne, chociażby do realizacji innych planów czy marzeń, które mi dają satysfakcję, a które nie – dodaje. – To jest odkrywanie siebie w zupełnie innym otoczeniu, takie oderwanie daje też możliwość dojścia do ładu z różnymi wydarzeniami.

– Myślę, że jeśli chcemy zajrzeć w głąb siebie, to nie ma znaczenia, gdzie jesteśmy – niezależnie od miejsca, odkryjemy to samo. Tyle że może tak na co dzień trudniej nam to zrobić, trudniej się oderwać – zauważa Magdalena Skopek.

Anna Horolets dodaje, że podróż dostarcza możliwości odkrywania lub po prostu przypomnienia sobie o własnej duchowości: – Trzeba mówić w innym języku niż na co dzień, uczyć się innych zwyczajów, wszystko jest postawione trochę na głowie. To jest taki antyświat, w pozytywnym znaczeniu. A podróż wymagająca wytężenia sił to także okazja, by człowiek doznał olśnienia. Wielu turystów, którzy decydują się na ekstremalne formy podróżowania, w tym kompletnym, fizycznym wymęczeniu siebie poszukuje nie tylko adrenaliny, ale właśnie takiego olśnienia.

Zdaniem Anny Horolets, na podobne wyprawy można też patrzeć jako na rodzaj protestu przeciwko przyspieszeniu, a wejście do sfery sacrum, do innego wymiaru, daje szansę nabrania dodatkowych miękkich umiejętności: inteligencji emocjonalnej, kapitału kulturowego, którego inni nie będą mieli. Poza tym fakt, że ludzie podczas takiej podróży mogą odkryć wewnętrzne pokłady spokoju czy dystansu do świata, sprawia, że po powrocie często łatwiej jest im odrzucać propozycje, które wciągają w „wyścig szczurów”. Potrafią dokonywać mądrzejszych wyborów.

Niezbędnik samotnej podróżniczki

  • Jak przygotować się mentalnie do wyprawy na własną rękę?
Przede wszystkim trzeba uwierzyć, że sobie poradzimy. Wiele kobiet myśli, że jeśli pojadą w pojedynkę, to zaraz ktoś je obrabuje czy zgwałci. To przesada. Zamiast układać czarne scenariusze, lepiej jest myśleć pozytywnie – że będziemy spotykać ludzi, którzy chętnie nam pomogą, będą uczynni i gościnni. Chociaż oczywiście uważać trzeba, kobieca intuicja jak najbardziej się przydaje. Wielu z nas się wydaje, że jesteśmy za młode czy za stare na taką wyprawę. Tymczasem wiek nie ma znaczenia – ja spotykam na szlaku zarówno dwudziestoletnie dziewczyny, jak i panie po siedemdziesiątce. Kiedyś na Tajwanie poznałam podróżniczkę, która miała około osiemdziesiątki i też samodzielnie jeździła z plecakiem i nocowała w hostelach. Dobrze jest też nastawić się na to, że nasz plan w trakcie podróży może ulec zmianie – bo na tym polega cały urok podróży, że jest to rodzaj nieprzewidywalnej przygody i trzeba często improwizować. Poza tym ważna jest otwartość w stosunku do ludzi, ale oczywiście z zachowaniem pewnej rezerwy.
  • Jakiego typu informacje dobrze jest zgromadzić przed wyjazdem?
Warto zebrać dane o rejonie, do którego jedziemy, bo na pewno szkoda by było przejechać koło jakiegoś fajnego miejsca i nie wiedzieć, że je właśnie mijamy. Druga ważna rzecz to informacje kulturowe, jak panujące zwyczaje, dobrze je znać, by nie popełnić jakiegoś faux pas, zwłaszcza w miejscach kultu religijnego. Ale ważne są też podstawowe zasady zachowania, bo w wielu krajach obowiązują inne niż u nas, ja np. byłam kiedyś na weselu w Kuwejcie, gdzie podano mi kawę, po którą sięgnęłam lewą ręką. Wywołało to lekki zgrzyt, bo w krajach islamskich i buddyjskich powinno się przyjmować poczęstunek prawą ręką. Trzeba też być ostrożnym w kwestii ubioru – więcej sympatii zaskarbimy sobie przy kontaktach z lokalnymi kobietami, jeżeli będziemy chodziły ubrane podobnie jak one. Ja np. zawsze mam w plecaku jakąś chustę, którą zakładam przy wejściu do niektórych świątyń, takich jak meczet czy cerkiew. Na pewno też trzeba uważać z gestami czy odruchami, które mogą być kojarzone z flirtowaniem, m.in. patrzenie się komuś w oczy – w krajach, w których dominuje kultura macho, będzie to odbierane jako zaproszenie do bliższego kontaktu.
  • Co ze sobą koniecznie zabrać, a czego nie ma sensu dźwigać?
Bierzmy jak najmniej rzeczy, bo liczy się każdy gram – bagaż będziemy nosić na własnych plecach, a w samolotach bardzo często obowiązują ograniczenia co do jego wagi. Jeżeli chodzi o kosmetyki, to dziś na całym świecie, nawet w najmniejszych wioskach afrykańskich, możemy kupić wszelkie niezbędne rzeczy. Ja stawiam na minimalizm – pakuję kosmetyki w małych opakowaniach.

Kolejna rzecz – ręcznik, często widzę, że ludzie zabierają ze sobą ręczniki frotté, tymczasem teraz można kupić takie z materiałów szybko schnących, które zajmują bardzo mało miejsca i są lekkie. Moim ulubionym gadżetem jest malutki jedwabny śpiwór, który po złożeniu mieści się do kubeczka. W ciepłych krajach służy mi za przykrycie, a w zimnych sprawdza się jako wkładka – nawet jeżeli przyjdzie mi spać w hotelu, gdzie dostanę kołdrę nie pierwszej świeżości, mogę zrobić sobie z niego pierwszą warstwę ochronną. Niezbędne okazują się też czasem koreczki do uszu – na wypadek płaczącego dziecka w samolocie czy miejscowego kierowcy, który włącza muzykę na cały regulator. Biorę też tabletki do odkażania wody tam, gdzie wiem, że są problemy z higieną i trzeba uważać.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Psychologiczne podłoże odczuwania samotności

Co, według badaczy, jest powodem tego, że czujemy się samotni? (fot. iStock)
Co, według badaczy, jest powodem tego, że czujemy się samotni? (fot. iStock)
Samotność doskwiera tak wielu ludziom, że warto przyjrzeć się, co na jej temat mówią badania.

Jak podkreśla Sławomir Prusakowski, psycholog i trener biznesu z Uniwersytetu SWPS: Samotność jest nam czasem potrzebna. Jednak samo poczucie osamotnienia może być efektem braku znajomości własnych potrzeb i trudnym doświadczeniem. Badanie przeprowadzone na Uniwersytecie Kalifornijskim wykazało, że 76% dorosłych czuje się samotnie.

Co może być powodem samotności według badaczy?

Po pierwsze – okoliczności i sposób w jaki żyjemy. Zbyt duża ilość bodźców i przeciążenie informacjami powodują tak duże zmęczenie u niektórych osób, że w następstwie wycofują się one z interakcji społecznych.

Kolejnym powodem samotności może być brak przestrzeni na autorefleksję, która umożliwia nam określenie swoich potrzeb. Jeżeli wokół nas jest chaos, to bardzo trudno jest usłyszeć, co dzieje się w środku nas. A jeśli sami nie odkryjemy swoich potrzeb, trudno nam będzie odnaleźć je w relacjach społecznych.

Innym zjawiskiem, które może być powodem samotności jest obawa, że nie znajdziemy akceptacji w oczach drugiej osoby. Z lęku przed odrzuceniem podejmujemy paradoksalny wybór: wolimy samotność niż odrzucenie.

We wspomnianych badaniach podjęto próbę zdiagnozowania tego, co różni osoby samotne od tych, które nie odczuwają bycia samemu w sposób negatywny. Okazało się, że osoby, które nie czują się samotnie charakteryzują się tak zwaną życiową mądrością. Składa się na nią 6 obszarów i związane z nimi codzienne praktyki:

  • wiedza o życiu – przyglądanie się mu i uważne doświadczanie go,
  • umiejętność zarządzania emocjami – ćwiczenie kontrolowania własnych reakcji na emocje,
  • empatia i współczucie – umiejętność przyjmowania perspektywy innych ludzi,
  • wgląd w siebie – samotność i cisza sprzyjają autorefleksji, która jest kluczowa do budowania relacji z innymi ludźmi,
  • akceptacja różnorodności – akceptując różnych ludzi i różne sytuacje, łatwiej jest nam nawiązać kontakt z innymi,
  • zdolność do efektywnego podejmowania decyzji – nie wystarczy rozumieć, że się jest samotnym i nie wystarczy wiedzieć, jakie ma się potrzeby – trzeba zacząć działać.
Rozwijając te cechy, możemy sprawić, że zminimalizujemy nasze poczucie osamotnienia. Samotność będziemy mogli potraktować jako okazję do zatrzymania się, poświęcenia sobie uwagi i nauczenia się umiejętności, które mogą nam pomóc budować wartościowe i silne relacje z innymi ludźmi – komentuje Sławomir Prusakowski, psycholog.

Źródło: materiały prasowe Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu

  1. Psychologia

Plaga samotności - jak radzić sobie z poczuciem osamotnienia?

Co wpływa na odczuwanie przez nas samotności? Co mówią ostatnie badania? (fot. iStock)
Co wpływa na odczuwanie przez nas samotności? Co mówią ostatnie badania? (fot. iStock)
Czujemy się samotni w wielu sytuacjach i z różnych powodów. Zawsze jest jednak sposób, żeby, mimo trudności, wykorzystać to doświadczenie dla rozwoju osobistego.

 

Poczucie osamotnienia niekoniecznie musi pojawiać się u osób żyjących w pojedynkę. Często występuje w związkach i w rodzinie. Poniżej kilka przykładów, kiedy możemy odczuwać samotność:

Samotność z powodu braku partnera
To najczęstszy powód czucia się samotnym. Wydaje się, że ludzie stworzeni są do tego, żeby doświadczać bliskości. Bez dotyku, przepływu uczuć, seksu - nasz organizm wydziela zbyt mało oksytocyny i endorfin, żeby czuć się w pełni szczęśliwymi. I wtedy dokucza samotność odczuwana bardziej jako bolesne osamotnienie.

Samotność w rodzinie
Niektórzy ludzie nie czują, że są częścią rodziny. Mają poczucie głębokiej odmienności i niedopasowania. Przeżywają wyobcowanie a nawet traumę z powodu wykluczenia. Mogą wówczas doświadczać lęku, bo nie są wspierani przez system rodzinny oraz poczucia winy, z powodu tego, że zasłużyli na ostracyzm.

Samotność w małżeństwie
To też się zdarza i wcale nie rzadko. Ludzie są razem, ale tak naprawdę żyją w znacznym oddaleniu od siebie. Brakuje między nimi bliskości a pojawia się wrogość albo obojętność.

Samotność w grupie społecznej lub w pracy Zwłaszcza introwertycy i wrażliwcy nie potrafią odnaleźć się w grupach. Nie ma w nich często poczucia przynależności do grupy. W towarzystwie innych ludzi tracą dobre samopoczucie, komfort oraz poczucie bezpieczeństwa.

Jak radzić sobie z samotnością?

1. Przełącz się na czucie wewnętrzne.
Pierwszym krokiem w kierunku radzenia sobie z samotnością jest uświadomienie sobie jej. Dlatego zbadaj swoje osamotnienie i to, co w związku z nim czujesz. Najczęściej jest to lęk lub depresyjne nastroje. Każde z uczuć przyjmij i uszanuj.

2. Nie oceniaj źle swojej samotności.
Najczęściej krytykujemy się za to, że czujemy się samotni. „Jestem nieudacznikiem” - mówimy sobie. „Coś musi być ze mną nie tak” - zastanawiamy się. „Widać zasługuję na takie doświadczenie” - wydajemy na siebie wyrok. Tymczasem doświadczanie samotności nie ma nic wspólnego z twoją wartością jako osoby. Tego typu negatywne myśli zamykają cię w bolesnych uczuciach, które nie mogą znaleźć dobrego ujścia. Katujesz się tylko krzywdzącymi myślami i niewiele czujesz.

3. Popatrz na samotność jak na informację.
Jeśli czujesz się samotna w związku, zobacz co się pod tym kryje. Jaka jest kondycja tej relacji, gdzie ty w niej jesteś a gdzie partner. Uświadomienie sobie takiej samotności może być pierwszym krokiem do potrzebnych zmian. Czujesz się samotna w jakiejś grupie ludzi? Nie obwiniaj siebie za to, tylko pomyśl wśród jakich ludzi poczułabyś się dobrze. Poszukaj ich.

4. Podejdź do samotności jak do etapu.
Kiedy jest nam źle w danej chwili, trudno nam zobaczyć większy plan tego, co się dzieje. Podejdź do samotności jako do pewnego etapu w twoim życiu, który minie. Wykorzystaj tę ciszę na introspekcję i regenerację sił. Zasil swoje źródło energii.

5. Wykorzystaj samotność dla siebie.
To najlepszy czas, żebyś zajęła się rozwojem osobistym i wreszcie zaczęła robić to, na co zawsze miałaś ochotę. Naucz się czegoś nowego, zacznij uprawiać sport, popracuj nad swoją atrakcyjnością. Poczuj się ze sobą lepiej. Dzięki samotności można połączyć się ze sobą i własną siłą witalną. Ostatecznie właśnie samotność może doprowadzić do znaczącego związku.

 

  1. Psychologia

Jestem sama, bo…

Kiedy bycie samemu staje się bardziej darem niż torturą, wiesz, że twoje szczęście nie jest przez nikogo uwarunkowane. (Fot. iStock)
Kiedy bycie samemu staje się bardziej darem niż torturą, wiesz, że twoje szczęście nie jest przez nikogo uwarunkowane. (Fot. iStock)
Nastawienie na własny komfort i potrzeby. Zbyt wysoko ustawiona poprzeczka oczekiwań. A może lęk wyniesiony z dzieciństwa, chęć bycia niezależną i samostanowiącą o sobie. Samotność z wyboru czy przypadku ma wiele przyczyn i… nie musi być taka straszna

W kulturze skupionej na dążeniu do zaspokojenia indywidualnego prawa do szczęścia, wśród singli, którzy znakomicie radzą sobie w pojedynkę, coraz częściej pojawiają się głosy, że bycie samemu to nie zawsze otwarty manifest dojrzałej samodzielności, ale sposób życia, którego się wcale nie planowało. Osoby po rozwodach, choć podjęły tę decyzję świadomie, przyznają, że odzyskana niezależność nie jest wcale taka kolorowa. Choć zmienia się społeczny obraz małżeństwa – już nie jest ono ostoją wartości i gwarantem stałości, a coraz więcej rodzin jest patchworkowych – to nadal tęsknimy za trwałym, szczęśliwym związkiem. Gdyby ktoś zagwarantował nam, że tam za rogiem czeka ktoś, z kim będziemy szczęśliwi, mało kto powiedziałby „nie”.  Nikt nie chce być sam, nawet jeśli twierdzi że chce.

Hania, 40-letnia singielka, mówi wprost: – Ktoś, kto ucieka przed związkiem, jest w pewnym sensie upośledzony emocjonalnie – tak myślę. Jasne, można całe życie przeżyć samemu, ale właściwie po co? Bywają też tacy, którzy mimo że mają żony czy mężów, są sami, ale tak naprawdę nie do końca sami, bo jednak mają do kogo się odezwać w domu czy nawet z kim się pokłócić! Mają kogo prosić o zakupy czy nawet na kim wieszać psy! To zupełnie co innego niż bycie samemu naprawdę... Generalnie nie zazdroszczę mężatkom, bo bardziej mój odruch wymiotny wzbudzają zdrady, fałsz i obłuda. I chęć bycia żoną, żeby odhaczyć obrączkę na palcu – dodaje. – Cel główny: nie być starą panną. A gdzie miłość? Gdy tak patrzę na niektóre mężatki, to mam wrażenie, że trzymają się związku głównie ze strachu, by nie być samą, i są też takie, którym wydaje się, że obrączka na palcu jest wystarczającym powodem, by na niezamężne koleżanki patrzeć ze współczuciem lub pogardą.

Dobra samotność

Choć samotność doskwiera, to bywa też zbawienna. Zwłaszcza jeśli wypełnia czas „pomiędzy” – gdy już zakończyliśmy ważną relację, a jeszcze nie nawiązaliśmy nowej. Wtedy możemy bliżej przyjrzeć się sobie, bez pośpiechu, bez zagłuszania deficytów kimś lub czymś z zewnątrz, gdy możemy sprawdzić, jak mi ze sobą jest, z czym sobie dobrze, a z czym gorzej radzę, jakie są moje największe potrzeby, ale i najważniejsze potencjały. Gdy nie patrzymy na potencjalnego partnera jak na kogoś, kto nas wypełni, uzupełni (jakbyśmy sami byli niewystarczająco kompletni). Idealna „druga połówka” może się nigdy nie pojawić. Z prostego powodu – bo jej nie ma. Każdy z nas jest całością, jest kompletny. Dobrze to wiedzieć zwłaszcza w czasach, gdy małżeństwo nie gwarantuje ani bycia szczęśliwszym, niż kiedy jest się samemu, ani czegoś stałego, co daje poczucie bezpieczeństwa. To poczucie możemy dać sobie tylko my sami. I warto się tego dowiedzieć właśnie wtedy, kiedy akurat nie jesteśmy z nikim w związku. Wojciech Kruczyński, psycholog, autor książki „Wirus samotności”, mówi: – Jeśli umiesz cieszyć się samym sobą, dla innych ludzi jest to sygnał, że masz wiele do zaoferowania – że przebywając blisko Ciebie nie tylko nie będą czuli się wykorzystywani, ale wręcz zostaną w jakiś sposób zainspirowani, wzbogaceni lub ogrzani Twym wewnętrznym ogniem.

Basia, 36-latka, zawsze myślała, że będzie mieć dom, męża i dwójkę dzieci. Na potencjalnych partnerów na męża patrzyła dość krytycznie, wyszukując cechy, które mogą przeszkodzić w dopełnieniu tego obrazu. Z czasem, gdy już uznała, że ideału nie ma, gotowa była związać się z aktualnym chłopakiem, próbując zaakceptować go takim, jakim jest. Był już pierścionek zaręczynowy i miał być ślub… Realna szansa, że plan się ziści, okazała się jednak zbyt przerażająca i dziś Basia od kilku lat jest sama. – Może to wyświechtane, ale w pojedynkę każdy dylemat, nawet najdrobniejszy, urasta do rangi megaproblemu, tragedii, czarnej dziury, katastrofy. Może trochę przesadzam, ale w pojedynkę trudniej się „ogarnąć” i znów przyjąć „właściwą perspektywę rzeczy” – wyznaje. – Przyjaciele? Pewnie, są bardzo ważni, ale z doświadczenia wiem, że kiedy ten sam problem przegada się z osobą bliską sercu, ma się wrażenie, że jest was dwoje do rozwiązania tej kwestii. A kiedy ten sam problem omawiasz z przyjaciółką – dostajesz rady, wskazówki, a i tak wszystko spoczywa na twoich barkach. Mimo pomocy, jesteś sama i sama musisz to zrobić. Odkąd jestem singielką, brakuje mi na co dzień męskiej energii. Po pracy zazwyczaj nie chce mi się samej iść do kina, na spacer, na piwo czy coś ugotować. Siadam i czytam książkę, pracuję, oglądam film w telewizji, ale sama. Brakuje kogoś, kto powie: „Chodź, idziemy na spacer”. Tęsknię za ciepłem drugiego człowieka, pocałunkami, seksem, dotykiem. Tęsknię za „okazywaniem i odbieraniem”, że się komuś podobam, że ktoś na mnie zwraca uwagę, że jestem dla kogoś atrakcyjna... Próżne? Może tak, ale bardzo ważne. Bez tego niezwykle trudno stawić czoło życiu i światu, a kiedy się wie i czuje, że ktoś za tobą stoi i cię wspiera, jest łatwiej.

Choć tęskni za związkiem, przyznaje, że lubi też być sama: – Doceniam bycie samej ze sobą. Za możliwość wykonywania różnych dziwnych rzeczy o rozmaitych porach dnia i nocy. Namiętnie korzystam z kąpieli o 13.00 lub 14.00. Nikt mi nie zawraca głowy, nikt nie stuka do drzwi. Doceniam i korzystam z tego. Bezkarnie mogę nałożyć maseczkę na twarz – bez jej utraty przed moim ukochanym.

Dopiero gdy umiemy być sami, gdy kochamy siebie łącznie z naszymi wadami, to możemy pokochać kogoś także z jego wadami. – Kiedy bycie samemu staje się bardziej darem niż torturą, wiesz, że twoje szczęście nie jest przez nikogo uwarunkowane – mówi Bob Mandel, pisarz i terapeuta, autor książki „Terapia otwartego serca”. – Wówczas możesz wybierać związki, które automatycznie odzwierciedlają miłość, jaką znalazłeś w sobie.

I – dodam od siebie – nikomu niczego nie zazdrościć.

  1. Psychologia

Co świadczy o tym, że doświadczyłeś emocjonalnej niedojrzałości ze strony swoich rodziców?

Fot. iStock
Fot. iStock
Jeśli doświadczasz większości z poniższych objawów, prawdopodobnie któryś z twoich opiekunów lub rodziców (a może oboje) przejawiał niedojrzałość emocjonalną. Pamiętaj, że nie jest to diagnoza, a jedynie kierunkowskaz prowadzący w stronę samopoznania. Jeśli uznasz, że potrzebujesz pomocy w uwolnieniu się od toksycznej relacji, sięgnij po profesjonalne wsparcie.

Emocjonalne osamotnienie
– czujesz, że (czasami) możesz liczyć na rodzica w ekstremalnych doświadczeniach takich jak choroba, ale nie istnieje między wami przestrzeń na bycie z codziennymi, trudnymi uczuciami takimi jak np. złamane serce.

Jednostronne i frustrujące interakcje
– gdy rodzice skupieni są przede wszystkim na sobie, własnych przeżyciach, oczekują czasu i zaangażowania, ale tak naprawdę nie wiedzą, co dzieje się w twoim życiu, a ty nie czujesz, że masz swobodę, przestrzeń, a nawet ochotę dzielić się z nimi własnym życiem.

Wymuszanie zachowań i usidlenie
– niekiedy przybiera formę manipulacji, wywoływania w tobie poczucia winy, wstydu albo lęku, innym razem rozmowa z rodzicem może sprawiać wrażenie powierzchownej, nudnej, pozbawionej życia i ognia. Dotyczy to rodziców, którzy nie wykraczają poza tematy, w których czują się bezpiecznie, więc wasze spotkania stają się monotonne.

Zepchnięcie na drugie miejsce
– pierwsze zajmują rodzice i oczekują, że usuniesz się na dalszy plan.

Ukrywanie wrażliwości
– niedojrzali emocjonalnie rodzice mogą być niezwykle ekspresyjni, wybuchowi, potrafią kłócić się i bronić własnego zdania, ale unikają wyrażania wrażliwości, czułości i delikatności. Może im zależeć na tym, by dziecko czuło, jak bardzo cierpią, ale nie pozwolą sobie na przyjęcie prawdziwej, emocjonalnej pociechy.

Zarażenie emocjonalne
– przejawiające się głównie niewerbalnymi interakcjami, które mają nauczyć dziecko odczytywania nastrojów oraz potrzeb rodzica. Stoi za tym przekonanie: „gdybyś naprawdę mnie kochał, wiedziałbyś, co zrobić”. Zamiast komunikacji niedojrzali emocjonalnie rodzice wolą pokazać, jak bardzo są zmęczeni lub cierpiący.

Brak szacunku do granic i indywidualności
– niedojrzali rodzice mylą miłość z dzieleniem się wszystkim, oczekują, że dzieci będą myślały i czuły to samo co oni. Nie potrafią wręcz zrozumieć potrzeby własnej przestrzeni czy prawa do odrębnego zdania, opinii, które utożsamiają z odrzuceniem.

Spychanie odpowiedzialności na ciebie
– w relacji z niedojrzałymi rodzicami musisz podejmować nieustanny wysiłek przystosowywania się do ich potrzeb, a później wszystkich innych ludzi. Szybko reagujesz na zmiany nastroju, rozpoznajesz energię tkwiącą za spojrzeniami, gestami czy słowami. Być może przepraszasz, chociaż to ciebie skrzywdzono, i prawdopodobnie dążysz za wszelką cenę do pojednania.

Utrata autonomii emocjonalnej i wolności psychicznej
– niedojrzali emocjonalnie rodzice traktują cię jako przedłużenie samych siebie, więc uznają, że wiedzą, co myślisz i czujesz.

Rujnowanie przyjemności oraz sadyzm
– niedojrzali rodzice bywają malkontentami, rozwiewają marzenia dzieci, na sukces reagują tak, że dziecko szybko traci radość. Zamiast uczcić sukcesy i dokonania dziecka, ostrzegają o zagrażającym świecie albo marudzą, narzekają. Inną odsłoną jest przemoc fizyczna, bicie, wykorzystywanie dzieci, zadawanie im bólu – nieważne, czy w imię wychowywania czy z powodu potrzeby rozładowania własnych emocji.

Więcej w: „Jak wyzwolić się spod wpływu niedojrzałych emocjonalnie rodziców”, Lindsay C. Gibson, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Polecamy: „Jak wyzwolić się spod wpływu niedojrzałych emocjonalnie rodziców”, Lindsay C. Gibson, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego Polecamy: „Jak wyzwolić się spod wpływu niedojrzałych emocjonalnie rodziców”, Lindsay C. Gibson, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego

  1. Psychologia

Niedojrzali emocjonalnie rodzice - jak uwolnić się od ich wpływu?

Zwykle to rodzice uczą dzieci jak budować zdrowe, głębokie więzi. Często jednak dorośli wcale nie są dobrym przykładem. (Fot. iStock)
Zwykle to rodzice uczą dzieci jak budować zdrowe, głębokie więzi. Często jednak dorośli wcale nie są dobrym przykładem. (Fot. iStock)
W idealnym świecie to rodzice uczą dzieci, jak budować zdrowe, głębokie więzi. Jednak w rzeczywistości dorośli często wcale nie są dobrym przykładem. Nigdy nie jest za późno, by uwolnić się od wpływu niedojrzałych emocjonalnie matek i ojców.

Dojrzałość emocjonalna to umiejętność tworzenia prawdziwej, opartej na szacunku więzi z drugą żyjącą istotą, bez względu na to, kim ta istota jest. Nie jednorazowy zryw, ale towarzyszenie sobie nawzajem w części lub całości wspólnego życia. Rodzice, którzy oczekują szacunku oraz wyjątkowego, specjalnego traktowania, a przy okazji kontrolują swoje dziecko i okazują mu lekceważenie, nie są emocjonalnie dojrzali. W relacji z takim rodzicem potrzeby dziecka nie są zaspokajane i doświadcza ono rozległego poczucia osamotnienia, które często niesie ze sobą przez dorosłe życie. Rodzic emocjonalnie niedojrzały „nie jest zainteresowany doświadczeniem bliskości emocjonalnej, rozumianej jako wzajemne poznawanie się i zyskiwanie dogłębnego zrozumienia drugiej osoby. Takie dzielenie się najgłębszymi uczuciami tworzy satysfakcjonującą, głęboką więź, która sprawia, że osoby zaangażowane w relację stają się sobie drogie, ale dla niedojrzałych emocjonalnie rodziców nawiązywanie tego typu bliskości jest krępujące” – pisze psycholożka kliniczna Lindsay C. Gibson w książce „Jak wyzwolić się spod wpływu niedojrzałych emocjonalnie rodziców”.

Polecamy: „Jak wyzwolić się spod wpływu niedojrzałych emocjonalnie rodziców”, Lindsay C. Gibson, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego Polecamy: „Jak wyzwolić się spod wpływu niedojrzałych emocjonalnie rodziców”, Lindsay C. Gibson, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego

Emocjonalne zawłaszczenie

Niektórzy rodzice rzucają swego rodzaju urok na dzieci, który określa się niedojrzałym emocjonalnie systemem relacji, w skrócie EIRS (ang. emotionally immature relationship system). Osoby dojrzałe potrafią samodzielnie regulować swoją samoocenę i stabilność emocjonalną, innymi słowy nie potrzebują chóru, który zapewni lub przekona ich, jakie są wspaniałe. Nie ulegają również tak łatwo negatywnym ocenom zewnętrznym i presji, mają oparcie w swojej istocie. Bez arogancji i poczucia bycia lepszymi od innych, ale również bez poczucia niższości. W ten sposób pozostają zazwyczaj w stanie równowagi emocjonalnej.

Osoby, które doświadczają EIRS, podczas relacji z niedojrzałymi rodzicami nabierają nawyku, by bardziej zważać na stan emocjonalny swojego rodzica niż na własne samopoczucie. „Pozostając pod wpływem tego systemu interpersonalnego, dostrajasz się do emocjonalnych potrzeb rodzica, zamiast wsłuchiwać się we własne instynkty. Czujesz, że za wszelką cenę musisz łagodzić jego nastroje. Zaczynasz przedkładać jego potrzeby i uczucia ponad własne zdrowie psychiczne. Ta niezdrowa, nadmierna troska o podtrzymanie spokoju rodzica każe ci koncentrować się na nim i jego reakcjach do tego stopnia, że jego nastrój staje się twoją obsesją. Gdy tak się dzieje, to znak, że zostałeś zawłaszczony emocjonalnie przez swojego rodzica” – czytamy we wspomnianej książce.

Uwolnić się spod uroku

Wpływ niedojrzałych rodziców nie dotyczy tylko dzieciństwa i młodości. Rany, destrukcyjne wzorce, przykazania czy splątanie w takiej relacji mogą się utrzymywać przez dekady. Istnieje jednak szereg sposobów, by uwolnić się spod wpływu niedojrzałych emocjonalnie rodziców.

Pierwszym krokiem jest zrozumienie cech charakterystycznych, wspólnych dla takich osób:

  • Należy do nich skrajna postawa – ekstrawertyczna lub introwertyczna, której towarzyszy zniekształcenie rzeczywistości.
  • Rodzice mogą być dogłębnie przerażeni i niepewni siebie.
  • Mają potrzebę dominowania i kontrolowania.
  • Są egocentryczni i nieskłonni do refleksji.
  • Obarczają winą innych i usprawiedliwiają siebie.
  • Są impulsywni i nieodporni na stres.
Zrozumienie tego jest istotne, by dorosłe dziecko wiedziało, że postawa i zachowanie rodziców nie były reakcją na jego zachowanie, ale wypaczonym, zniekształconym sposobem radzenia sobie z rzeczywistością – a raczej unikaniem jej.

Kolejnym krokiem jest opieranie się zawłaszczeniom emocjonalnym. Innymi słowy – nie chodzi o to, by zmienić rodziców, lecz by nie pozwalać im decydować o swoim samopoczuciu. Oni nadal mogą roztaczać swoje uroki, rzucać nieporadne słowa i próbować wywołać nieprzyjemne doznania, ale ty dostrzegasz ich strategie i nie tracisz kontaktu ze sobą. Pomoże w tym uznanie – a nie tylko zrozumienie – że oni nie są najważniejsi.

Gdy zgłaszają się do ciebie z problemem, znajdź chwilę, by rozpoznać, czy twoja interwencja jest naprawdę potrzebna. A kiedy podejmiesz decyzję, że angażujesz się i pomagasz, określ granice: ile czasu, miejsca lub innych wartości materialnych i niematerialnych chcesz oddać, poświęcić. Jeśli ich nie postawisz, może się okazać, że zrobią to rodzice, a ty znowu wylądujesz pod ścianą, w samotności i bez sił. Przy czym niezmiernie istotne jest samopoznanie, by zrozumieć, dlaczego trudno jest ci odmawiać i czego w związku z tym się obawiasz.

Czasami dorosłe dzieci, przyzwyczajone do emocjonalnych kar za niespełnienie oczekiwań rodziców, wolą zrezygnować z samych siebie w imię spokoju lub mylnego przekonania, że są mniej ważne od własnych rodziców.

Wprowadzając zmianę w relacji z niedojrzałymi emocjonalnie rodzicami, nie musisz się śpieszyć, odnajdź w tym ulgę i wytchnienie. Gdy nie wiesz, co zrobić albo masz w głowie pustkę – nie rób nic, poczekaj, aż wrócą myśli, i obserwuj je. Idź na spacer, zamknij na chwilę oczy, oddal się od rodziców w sensie dosłownym. Znajdź się w dobrym dla ciebie miejscu i sprawdź, czego oczekujesz od spotkania z rodzicami i na co z pewnością już się nie zgadzasz. Nie musisz jednak pilnować ich sposobu wyrażania się, znajdź wewnętrzną tarczę, nie traktuj wszystkiego, co mówią, śmiertelnie poważnie. To ich zdanie, ty możesz mieć inne. Gdy się przeciwstawisz, przerwiesz toksyczną emocjonalnie grę. Nie musisz także dzielić się z nimi najbardziej skrytymi uczuciami, jeśli nie czujesz takiej potrzeby i nie czujesz się bezpiecznie. Ba! Masz prawo stosować uniki i odpowiadać wymijająco, jeśli w ten sposób chronisz siebie.

Znajdź swój wewnętrzny azyl i wracaj do tego miejsca jak najczęściej.