Chemia zakochanych. Jak działa miłość?

Chemia zakochanych. Jak działa miłość?
Wystarczy 1/5 sekundy, żeby się zakochać. To stan, który zmienia chemię naszego mózgu. (Fot. iStock)

Co sprawia, że zadurzamy się w drugiej osobie? Co nami wtedy kieruje – serce czy rozum? Odpowiedzi podsuwają nowoczesne technologie obrazowania mózgu.

Tomografia komputerowa, rezonans magnetyczny i elektroencefalografia pozwalają szczegółowo zbadać aktywność elektrochemiczną mózgu. Dzięki temu naukowcy doszli do wielu przełomowych wniosków, w tym takiego, że to właśnie w mózgu znajduje się ośrodek miłości. Amerykańska antropolożka Helen Fisher należy do najbardziej uznanych badaczek procesu zakochiwania się i miłości długotrwałej.

O miłości naukowo

Pierwsze wydanie jej legendarnej już książki „Anatomia miłości” ukazało się w 1992 roku, gdy neuroobrazowanie mózgu dopiero raczkowało.
Ponad 20 lat później Fisher przygotowała jej „kompletnie uzupełnioną i uaktualnioną” edycję. We wstępie napisała: „Pierwszą wersję pisałam przez dziesięć lat; sądziłam, że jej powtórne przeredagowanie zajmie mi dziesięć dni. A potem przeczytałam tę książkę i z miejsca uświadomiłam sobie, że muszę napisać ją niemal od nowa”. W nowej wersji znalazły się bowiem wyniki eksperymentów z użyciem nowoczesnych technologii obrazowania mózgu, które wymagały skomentowania.

Energia i euforia to zakochanie

Fisher jest zdeklarowaną popularyzatorką nauki, więc prowadzone przez swój zespół badania prezentuje regularnie, m.in. wystąpiła kilkakrotnie na konferencjach TEDx. Wobec rosnącej populacji singli znany dziennikarz David Gergen nazwał ją kiedyś „ostatnią optymistką w Ameryce”. Miał na myśli jej przekonanie, że wszystkim nam przyświeca nieugaszona, pierwotna pogoń za miłością, a dziś mamy większą niż kiedykolwiek szansę na tworzenie szczęśliwych związków. Tyle że za twierdzeniem Fisher stoją konkretne badania. W pierwszym wzięły udział osoby deklarujące się jako szczęśliwie zakochane. „Spodziewałam się odkryć wzmożoną aktywność mózgu w układzie dopaminowym, ponieważ dopamina jest naturalnym stymulantem, a układ ten odpowiada za energię i euforię, które po części stanowią główne cechy miłości romantycznej” – pisze antropolożka. I faktycznie rezonans ujawnił u badanych pobudzenie w miejscu, w którym neurony uwalniają dopaminę odpowiedzialną za uczucie przyjemności. To początek tzw. układu nagrody, który działa poza sferą naszego myślenia. Łączy się z tzw. Gadzim mózgiem, czyli jego najstarszymi strukturami, a więc i podstawowymi instynktami.

Miłość jak narkotyk

Ten sam obszar mózgu uaktywnia się pod wpływem kokainy. „Ale miłość romantyczna to coś więcej niż haj kokainowy” – mówi Helen Fisher. To obsesja, tym silniejsza, gdy jesteśmy odrzuceni. Dlaczego? Wyjaśniło to badanie z udziałem osób, które zostały dopiero co porzucone. Okazało się, że ich mózg nadal wykazuje pobudzenie układu nagrody, i to w kilku miejscach. Poza tym rezonans wykazał aktywność sfer związanych z oceną zysków
i strat oraz niedosytem i uzależnieniem. Te same obszary wiążą się z głodem narkotykowym. Nic więc dziwnego, że odrzuceni w miłości zachowują się jak narkomani
i pragną tylko znów znaleźć się w ramionach tego, kto ich zostawił.
Jako kolejnych Fisher wraz z zespołem wzięła na naukowy warsztat weteranów miłości
z 25-letnim stażem w związku, deklarujących się jako szczęśliwie zakochani. „Oni nie kłamią” – powiedziała, gdy okazało się, że obszar ich mózgu leżący na początku układu nagrody jest pobudzony tak samo jak u osób, które dopiero co się zadurzyły. Wnioski?
Za stan zakochania odpowiada najbardziej pierwotny obszar mózgu (ten sam, który rządzi m.in. instynktem głodu), a miłość do tej samej osoby może utrzymać się nawet przez kilkadziesiąt lat! Dlaczego niektórym przydarza się takie doświadczenie, a innym – nie? Nie wiadomo do końca, ale podstawowy wydaje się właściwy dobór partnera.

Przeciwieństwa czy podobieństwa?

Temperamenty według Fisher Czy zatem przyciągają nas podobieństwa czy przeciwieństwa? To zależy od naszego temperamentu – odpowiada badaczka. Na podstawie odpowiedzi w specjalnym kwestionariuszu (udzieliło ich kilkanaście milionów ludzi z 40 krajów) wyróżniła ona cztery wzorce myślenia i zachowania, z którymi łączą się preferencje wyboru partnera. I tak: Więcej cech związanych z układem dopaminowym ujawniają tzw. eksploratorzy: ciekawi świata, kreatywni i spontaniczni. Z kolei tzw. budowniczowie mają przewagę cech związanych z układem serotoninowym – są tradycyjni, szanują zasady i autorytety, często są religijni. Obie grupy preferują związki z osobami podobnymi do siebie.
W kolejnych dwóch przypadkach działa zasada „przeciwieństwa się przeciągają”. Tak zwani dyrektorzy są analityczni, logiczni i zdecydowani. Oni szukają tzw. Negocjatorów (i wzajemnie), czyli osób związanych z układem estrogenowym i oksytocynowym, którzy dają się poznać jako komunikatywni, intuicyjni, opiekuńczy i wyrażający emocje. Jak widać, nic, co dotyczy miłości, nie jest oczywiste, ale z pewnością nic w tej kwestii nie dzieje się bez udziału naszego mózgu.

Na widok osoby, w której się zakochaliśmy w naszym organiźmie zachodzi wiele procesów, które mają wzmocnić siłę przyciągania (Fot. iStock)
Na widok osoby, w której się zakochaliśmy w naszym organizmie zachodzi wiele procesów, które mają wzmocnić siłę przyciągania. (Fot. iStock)

Miłość jako choroba

  • Wystarczy 1/5 sekundy, żeby się zakochać – tak wynika z metaanalizy przygotowanej przez prof. Stéphanie Ortigue, psycholożkę i neurolożkę z Uniwersytetu Syracuse w stanie Nowy Jork.
  • Na widok obiektu miłości tętno przyśpiesza, policzki różowieją, wargi stają się pełniejsze, głos mężczyzny grubieje, temperatura ciała wzrasta, źrenice się rozszerzają.
  • Proces zakochania aktywuje aż 12 obszarów mózgów, dzięki którym wydzielane są neuroprzekaźniki i hormony, które wprawiają szczęśliwca w stan euforii.
  • Wyniki pokazują, że zakochanie wywołuje stan zbliżony do efektu zażycia kokainy i stymuluje obszary mózgu odpowiedzialne za funkcje poznawcze.
  • Zakochanie to stan „nienormalny”, a więc tylko czasowy dla mózgu – taką opinię podziela wielu badaczy. Zespół naukowców z uniwersytetu w Pizie wskazuje, że hormony odpowiedzialne za pożądanie ulatują po dwóch latach, a w ich miejsce zaczyna działać oksytocyna, która przynosi uczucie spokoju i dobrego samopoczucia.
  • Neurobiolożka Lucy Vincent w swojej niewydanej po polsku książce „Comment devient-on amoureux?” daje miłości trzy lata
    i wiąże to z ewolucyjną potrzebą reprodukcji i koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa dziecku w początkowym okresie życia.
  • Z kolei dla dr Georginy Montemayor Flores z Wydziału Medycyny na Narodowym Uniwersytecie Autonomicznym Meksyku miłość to „psychochemiczny stan okresowego szaleństwa”, który trwa zazwyczaj nie więcej niż cztery lata. Neurolożka porównuje stan zakochania z zespołem natręctw, ponieważ w mózgu stale uwalniają się wtedy substancje uniemożliwiające myślenie o czym- i kimkolwiek innym niż obiekt zakochania.