fbpx

Dlaczego przejmujemy się tym, co myślą inni?

Dlaczego przejmujemy się tym, co myślą inni?
Własna samoocena nie powinna być uzależniona od oceny innych. (Fot. iStock)

Żyjemy w przeświadczeniu, że inni wciąż nas oceniają i nic innego nie robią, tylko o nas myślą. W rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie – myślą o nas wielokrotnie mniej niż sądzimy, bo… są głównie zajęci myśleniem o samych sobie.

Od kilku lat, prowadząc zajęcia z socjologii medycyny dla pielęgniarek, robię pewien eksperyment. Otóż proszę słuchaczki, by wyobraziły sobie następującą sytuację: postanawiasz zrezygnować z ciężkiej i słabo płatnej pracy w szpitalu. Po prostu masz już jej dosyć. Nie wiesz, co będziesz robić, bo nie masz ani oszczędności ani też pomysłu na swoją zawodową przyszłość. Wiesz jednak jedno – jutro do szpitala nie idziesz. Koniec z tą harówą. I kiedy podejmujesz takie postanowienie, zapraszasz pięć swoich najbliższych przyjaciółek na ciastko i kawę, żeby się podzielić z nimi twoim postanowieniem. Co usłyszysz od nich? Jeszcze się nie zdarzyło, by którakolwiek z uczestniczek zajęć odpowiedziała, że ze strony swoich najbliższych przyjaciółek otrzyma wsparcie. Słyszą za to, za każdym razem: „nie rób tego, nie dasz rady”, „z czego będziesz żyć?”, „lepsza ciężka i słabo płatna praca niż niewiadome”, „teraz przynajmniej masz pracę, a jak jej zabraknie, to trafisz pod most”, „nie tacy już byli i im się nie udawało”.

Ciekawe, prawda? Żadna z przyjaciółek nie udziela wsparcia, natomiast każda z nich odradza dokonywanie zmiany. Pytanie dlaczego tak się dzieje? Czy czynią to, bo są wredne i chcą naszej krzywdy? Nic bardziej mylnego: czynią to, by nas chronić. Znajomi odwodzą nas od pomysłu zmiany, ponieważ tak naprawdę projektują na nas swoje własne lęki. Sami się boją zmiany, boją się z nią zmierzyć i chcą w ten sposób nas od zmiany odwieść, by poradzić sobie z własnym strachem. Smutne jest to, że tak często poddajemy się takiemu pseudo wsparciu i tkwimy w tym samym miejscu od lat, lękając się wyzwolenia z kieratu. A ich własny lęk o przyszłość, a raczej lęk przed własnym wyobrażeniem przyszłości, wielokrotnie skutecznie blokuje nasz własny rozwój.

Zróbmy inny eksperyment. Przypomnij sobie teraz osobę z twojego życia (znajomego, członka rodziny, współpracownika itd.), który zachowuje się tak, jakby mu płacili za to, że cię rozboli brzuch. Kogoś, kto lubi dogadać, dokuczyć, wepchnąć szpilę, kto cieszy się zawsze, ilekroć ci się powinie noga. Masz kogoś takiego w swoim życiu? Przypomnij sobie wszystko, co o tej osobie wiesz. O jej życiu prywatnym, zawodowym, upodobaniach. O tym jak się porusza, jak mówi i jak wygląda. Jeśli już to wszystko masz przed oczyma, to odpowiedz proszę szczerze i uczciwie na pytanie: „czy chciałbyś być taki jak ta osoba, czy chciałbyś nią być?” Zgaduję, że nie. Skoro tak, to odpowiedz na ostatnie już pytanie: „To po jasną cholerę przejmujesz się opinią osoby, którą nawet nie chciałbyś być?” Widzisz teraz do jakiego absurdu skłonni jesteśmy czasem sami siebie doprowadzić. Przejmujemy się tym, co inni o nas myślą, co powiedzą i to nawet w sytuacji, w której ci inni nie dorastają nam do pięt.
Na to zjawisko zwrócił uwagę Colin Sisson, światowej sławy lider i trener rozwoju osobistego, nauczyciel, psycholog, pisarz i filozof: „Porównujemy się z innymi, ponieważ wątpimy w swoją wartość i potrzebujemy punktu odniesienia, aby sprawdzić jak nam idzie. Innymi słowy nie wierzymy, że możemy być całkowicie wartościowi bez aprobaty i akceptacji innych”.

Jarosław Gibas coach, trener.

 

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze