Konflikt – kiedy wejść w konfrontację, a kiedy przeczekać?

Konflikt - kiedy wejść w konfrontację, a kiedy przeczekać?
Kłótnia może być konstruktywna, a różnice – twórcze i rozwijające. (Fot. iStock)

Często unikamy konfliktów, by czegoś nie stracić – ważnej dla nas relacji czy pozycji, którą już wypracowaliśmy. Czasem jednak pacyfizm jest tylko pozorem, a pod spodem aż kipi od pretensji, urazy i złości.

I po co te nerwy?

Basia wyrosła w rodzinie, gdzie na porządku dziennym stosowana była przemoc słowna i fizyczna. Jej ojciec alkoholik wymagał bezwzględnego podporządkowania, a każdy objaw niesubordynacji karany był biciem. Gorsza ocena, to znaczy czwórka zamiast piątki, kwitowana była stwierdzeniem: „co tak słabo?”. Przez wiele lat

Basia była świadkiem, jak jej matka próbowała zapobiec furiom męża dobrym obiadem, miłą atmosferą w domu, ale bywało i tak, że doprowadzona do ostateczności stawiała się i „odszczekiwała” w podobnym tonie, w jakim jej mąż szukał zaczepki. Basia miała pretensje do matki, że zamiast łagodzić sytuację, podsyca temperaturę.

Gdy Basia związała się z Piotrem, pragnęła, by zobaczył, jak wspaniale mu z nią będzie. Wymyślała obiady z trzech dań, organizowała weekendy i wakacje. Robiła wszystko, by Piotr był szczęśliwy, bo wtedy i ona mogła być w harmonijnej, niezakłóconej żadnym konfliktem relacji. Piotr zauważył, że każda uwaga lub niewinny żart odbierana jest przez Basię jak koniec świata, nauczył się więc omijać „trudne tematy”, ale czuje powoli, że się utopi w tym lukrze.

Komentarz eksperta. Joanna Boj, psycholog, psychoterapeuta
Doświadczenia z domu rodzinnego Basi doskonale tłumaczą jej aktualną relację. Kłótnię kojarzy z przemocą, dlatego za wszelką cenę chce stworzyć relację diametralnie inną niż ta, którą zna ze swojego dzieciństwa. Zamiar, niestety, graniczący z utopią. Więź dwojga ludzi, w której nie ma różnicy zdań, tarć i sprzecznych potrzeb, jest nierealną fantazją. Można ją próbować realizować, tak jak Basia, ale prędzej czy później Piotr nie wytrzyma tego, a Basia „odchoruje” to na swój sposób (fizycznie czy emocjonalnie). Basia obawia się, że kłótnia spowoduje rozpad związku, bo patrzy przez pryzmat swoich wczesnych doświadczeń.

Aby być w dojrzałej relacji, potrzebuje nauczyć się, że kłótnia może być konstruktywna, a różnice – twórcze i rozwijające.

Potrzebne będzie przepracowanie historii z domu rodzinnego i zaopiekowanie się swoim wewnętrznym dzieckiem. Musi nabrać poczucia bezpieczeństwa, by mogła być sobą, a nie tylko ugrzecznionym dodatkiem do partnera. Rozmowy na trudne tematy i przechodzenie przez konflikty często są tym, co paradoksalnie buduje intymność.

Przyjaźń na dobre, nie złe

Klaudia i Iwona znają się od podstawówki, razem przeżywały pierwsze zauroczenia chłopakami, zwierzały się sobie z kłopotów, jakie mają z rodzicami, snuły plany, kim będą po studiach. Potem ich drogi trochę się rozeszły – inne licea, inne kierunki studiów. Ale wciąż się spotykały. Klaudia była przy Iwonie, gdy rzucił ją chłopak, choć już byli zaręczeni, Iwona przygarnęła do siebie na trzy miesiące Klaudię, gdy ta musiała szybko wyprowadzić się z wynajętego mieszkania, bo straciła pracę.

Zgrzytać zaczęło, gdy Iwona musiała nagle wyjechać na pogrzeb i nie miała z kim zostawić psa, Klaudia wymówiła się w zasadzie bez podania powodu, mówiąc po prostu „nie”. „OK” – pomyślała Iwona – „ma prawo odmówić”, ale w głębi duszy poczuła zawód. Chodziło o jedną noc, i to nie z byle powodu, Iwonie przecież umarł ktoś bliski. Potem pojawiły się dowody na nielojalność Klaudii i Iwona zaczęła odczuwać, że ta relacja jest nierówna w kwestii dawania i brania… Przestała odpowiadać na SMS-y i e-maile Klaudii, nie odbierała od niej telefonów. W zasadzie zakończyła ich relację, nie mówiąc, co leżało jej na sercu.

Komentarz eksperta. Joanna Boj, psycholog, psychoterapeuta
Szkoda, że Iwona nie zdobyła się na szczerą rozmowę z Klaudią, może mogłyby wyjaśnić tę sytuację, a przynajmniej określić, jak każda z nich działa w tej relacji. Ich przyjaźń trwała, dopóki wszystko szło zgodnie z oczekiwaniami. Trochę jakby Iwona w ogóle nie zakładała, że ludzie (nawet najbliżsi) zawodzą. Z jakiego powodu Iwona czuła opór przed konfrontacją? Może bała się zniszczenia idyllicznego obrazu ich przyjaźni? Może bała się usłyszeć coś na swój temat? Możliwe też, że jej zdaniem w przyjaźni nie ma miejsca na trudne emocje, i skoro się pojawiły, to z relacją jest coś nie tak. Oczekiwała bezwarunkowej lojalności, a gdy jej zabrakło, nie było innego wyjścia, niż się wycofać. Z drugiej strony z jakiegoś powodu Iwona czuła nierówność w tej relacji – zatem też mogło być tak, że obie wyrosły z tej przyjaźni.

Koleżanki czy rywalki?

Magda i Beata od czterech lat pracują razem w agencji reklamowej. Zaczynały mniej więcej w tym samym czasie i dziś zajmują podobne stanowiska. Specyfika pracy w tej branży wymusza rywalizację. Oficjalnie są miłe dla siebie, pod skórą jednak niepewne swojego miejsca w hierarchii. Strach przed utratą pozycji skłania je do budowania sobie zaplecza i unikania konfrontacji, co najwyżej do wymieniania docinków. Szpila wbita raz na jakiś czas jest tym bardziej bolesna, że tak naprawdę Magda i Beata się lubią. Gdy w grę jednak wchodzą sprawy zawodowe, żadna nie kieruje się sentymentami. Tyle tylko że zamiast mówić wprost, rozgrywają „podskórną” grę.

Komentarz eksperta. Joanna Boj, psycholog, psychoterapeuta
Otwarta konfrontacja jest odsłonięciem się, wystawieniem na ciosy. Bierna agresja, czyli złośliwości, szpile, obmawianie za plecami, jest „bezpieczniejsza”, bo można się łatwo schować. Przy czym wywołuje większą frustrację u drugiej osoby, bo trudniej jest niż w otwartym starciu odnieść się do biernej agresji i obronić. Z pewnością atmosfera w pracy, poczucie zagrożenia i rywalizacja nie sprzyjają szczerym interakcjom. Niestety, w takiej sytuacji po prostu priorytetem staje się praca i pozycja, a nie dobra, pogłębiona znajomość.

Konfrontacja to nic strasznego

Czy można nauczyć się kłócić? Od czego zacząć?

Od odkrycia tego, co powstrzymuje nas przed otwartą konfrontacją. Jaki może być najgorszy scenariusz takiej kłótni? Czego nie chcemy utracić? Zazwyczaj wewnętrzna blokada jest wynikiem trudnych, a nawet traumatycznych doświadczeń. Niektórym osobom wystarczy lekki kuksaniec, by zrozumiały, że konfrontacja to nic strasznego. Inne będą potrzebowały poważnie zająć się swoją osobistą historią. Można spróbować poszukać w swoim otoczeniu osoby, która wchodzi w konfrontacje, ale nie stosuje przy tym przemocy. Wyobrazić sobie, jaka jest taka osoba, jak podchodzi do świata, skąd czerpie swoją siłę, jak to jest mieć odwagę stanąć za sobą i swoimi przekonaniami oraz potrzebami.

A kiedy nie warto wchodzić w konfrontację?

W sytuacji, gdy „przeciwnik” jest osobą agresywną, stosującą przemoc lub pod wpływem alkoholu. Nie chodzi tu o bierne poddanie się przemocy, ale o zadbanie o swoje bezpieczeństwo. Niektóre osoby kłócą się o byle co, wybuchają pod byle pretekstem. Wtedy nie warto wchodzić z nimi w kolejną sprzeczkę, ale zająć się stylem komunikacji w relacji. Kłótnie o przysłowiową tubkę pasty do zębów często kryją w sobie głębszy konflikt. Niektórzy złoszczą się, ale w środku cierpią lub nie radzą sobie ze swoim problemem (np. starością czy chorobą). Wtedy lepiej wytrzymać emocje i zastanowić się, jak taką osobę wesprzeć.

Joanna Boj psycholog, psychoterapeutka, trenerka.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze