Instynkt macierzyński – fakty i mity

fot.123rf

Macierzyństwo to wyzwanie. Czy to dobry czas na dziecko? Czy będę dobrą matką? Czym jest instynkt macierzyński? Im więcej pytań, tym mniej gotowości. Psycholog Małgorzata Ohme pomaga przyszłym mamom oswoić ich lęki.
Instynkt macierzyński. Wielkie słowo od wielkich spraw. Klucz do bycia matką, odpowiedzialny za więź z dzieckiem. Samoistny. Ciąża i pstryk! Jest. A co, jeśli nie ma?

– Czy ja będę miała instynkt? – zastanawia się Anna.
– Jaki instynkt? – pytam zaskoczona.
– Macierzyński! Czy będę dobrą matką?
– Dobrą, czyli…? – podnoszę głowę i patrzę na nią uważnie.
– Taką, która potrafi kochać swoje dziecko?
– Pyta mnie pani, czy będzie potrafiła kochać? – parafrazuję.
– Poniekąd… Boję się, że nie będę wiedziała… – urywa.
– …jak kochać?
– Tak. I czy.

Łamiąc tabu

„Musimy porozmawiać o Kevinie”. Film, który nami wstrząsnął i dał pretekst do dyskusji o różnych obliczach miłości macierzyńskiej lub jej braku. Naruszył tabu. Bo przecież każda matka musi kochać swoje dziecko. Ba, każda matka musi kochać je, jeszcze zanim się urodzi. Poszłabym dalej, każda matka musi kochać swoje dziecko już na samą myśl o tym, że będzie w ciąży – tak działa instynkt macierzyński. To jest polski mit macierzyństwa, który zewsząd nas otacza. Nie podlegają mu jedynie: nastolatki, prostytutki i chore psychicznie kobiety. Czyżby?

Kolejny film – „Bejbi blues”. Zaskakuje, łamiąc tabu w tabu. 17-letnia Natalia rodzi dziecko i jej arogancja zderza się z instynktem, który zaskakuje nie tylko widza, ale i ją samą. Wniosek? Nawet nastolatka może pokochać swoje dziecko (choć film pokazuje, że to nie wystarcza).

Dalej przepiękny obraz trudnego macierzyństwa w niemieckim filmie „Obcy we mnie”, w którym love story dwojga dorosłych czekających na dziecko przenika depresja poporodowa. Czy można sobie wyobrazić, że instynkt przegrywa z depresją? Nam, psychologom, bardzo łatwo. Innym – niezmiernie trudno. Słyszę nawet głosy, że czas na rozterki był wyznaczony przed narodzeniem się dziecka, a wątpliwości, smutek czy lęk w tym momencie to skrajna nieodpowiedzialność.

Miłość, złość i poczucie winy

– Co dla pani byłoby dowodem, że potrafi kochać? – pytam.

Puszczamy wodze fantazji. Że jest czuła. Że z radością zajmuje się dzieckiem. Entuzjastyczna. Zmęczona, ale niedająca poznać po sobie, że nie ma siły. Gaworzy, zanim dziecko potrafi sklecić sylabę. Pachnie. Ma na sobie białą przezroczystą sukienkę i jędrne piersi. Jest kobieco-matczyna. Wzdycham, choć podoba mi się ten obraz.

– A zna pani inne modele miłości macierzyńskiej? – pytam.
– Jakie na przykład?
– Znam kobiety, które są zmęczone i zirytowane dzieckiem. Kochają je, lecz się złoszczą.
– Ale jak można złościć się na maleństwo? – pyta mnie wyraźnie zaskoczona.
Czy jest coś złego w uczuciu złości? Przecież dziecko zabiera nam wolność, sen, zaburza rytm. Można się sfrustrować. Zna pani kogoś, kto nigdy nie złościł się na swoje dziecko? – pytam.
– Hmmm, nie wiem – zamyśla się. – To musi budzić ogromne poczucie winy.
– Świetnie! Mamy zatem miłość, złość i poczucie winy. Wyobraża sobie pani jeszcze inne uczucia w kontakcie z dzieckiem, związane z byciem matką?
– Smutek?
– Na przykład. Smutek, bo?

– Bo można czuć się czasami samotnym, opuszczonym. Mam przyjaciółkę – zaczyna opowiadać – której mąż jest wciąż w pracy. Ona ogarnia to macierzyństwo sama. Mam wrażenie, że jest bardzo samotna. Ale jak można być samotną, mając dziecko?

– Można – uśmiecham się. – Dziecko to nie dorosły, partner. Można być czasami samotną, smutną i zezłoszczoną. Czy umie sobie pani wyobrazić takie macierzyństwo?

Rozmawiamy dalej o tym, jakie uczucia wzbudza w Annie taki obraz bycia matką. Przyznaje, że boi się bardziej, ale też wspomina o uldze. Czuje, że taka wizja pozwala matce na różne uczucia. Oddala ją od wizji „perfekcyjnej”.

Taka jak moja matka

– Moja matka była idealna – dodaje nagle – jak z porcelany. Wszystko było poukładane. Ubrania w kostkę, równo kolorami. Szczegółowy plan dnia: kto, kiedy i jak. Nawet wieczorne mycie się w dobrze zorganizowanej kolejce. Brak błędów. Prócz jednego. Mama nie lubiła nas dotykać. Najwyższą formą czułości było czesanie jej długich włosów. Kiedy nie patrzyła, wtulałam w nie nos. Do dziś uwielbiam długie włosy.

– A widzi pani różnice między sobą a matką? – pytam.
– Wiele. Jesteśmy zupełnie różne. Jestem chaosem, dlatego do pani przychodzę – śmieje się.
– To dlaczego miałaby być pani taką samą matką?
– Bo skąd będę wiedziała, jak być inną?
– Z siebie – odpowiadam.

Jak to jest być „z siebie”? – zastanawiamy się. Gdybyśmy od początku to wiedzieli, prawdopodobnie przestałoby to być „z siebie”. „Z siebie” oznacza poszukiwanie, rozwój, poznanie, samoświadomość. Proces. Stawanie się matką w kontakcie z własnym dzieckiem.

– Nadal nie wiem, czy chcę – mówi nagle Anna.
– To dobrze – uśmiecham się. – Bo najwidoczniej jeszcze pani tego nie wie.
– Można nie wiedzieć? Jestem grubo po trzydziestce. Chyba w moim wieku powinno się wiedzieć?
– A kto tak powiedział? Wiedzieć, że się chce, to znaczy czuć pragnienie większe niż lęk. Pani czuje na razie tylko lęk, prawda?
– Tak. Może mój lęk jest silniejszy niż instynkt? – zastanawia się.
Bingo!

Instynkt macierzyński – kluczowe pytania

Wracamy więc do instynktu macierzyńskiego. Jedni twierdzą, że istnieje i jest biologicznie adaptacyjny. Inni, że jest zalążkiem więzi, zaledwie początkiem pracy, którą musimy wykonać przez następne kilkadziesiąt lat (jak w każdej relacji). Są jeszcze tacy, którzy mówią, że to wymysł ludzki, który ma być punktem odniesienia dla każdej kobiety. Dobra matka równa się matka z instynktem. Zła matka jest jego pozbawiona.

Nie rozstrzygajmy, jak jest naprawdę. To nie ma sensu. Kiedy zastanowimy się nad tym, co jest najważniejsze w podejmowaniu decyzji o rodzicielstwie, pytanie o instynkt traci na znaczeniu. Ważniejsze od instynktu są stawiane sobie pytania. One mówią nam o naszych lękach i przeszkodach na poziomie myśli i uczuć. One wreszcie utrudniają dostęp do pragnienia (lub jego braku). Warto szukać na nie odpowiedzi. Można zacząć od krótkiego testu:

  • Gdy myślę o sobie jako matce, to czuję…
  • Gdy myślę o sobie jako matce, to moja pierwsza myśl…
  • Obawiam się, że…
  • Czy to, czego się obawiam, jest realne? Na ile procent prawdopodobne (0–100%)?
  • Czy gdyby zaistniała sytuacja, której się obawiam, to czy mam jakąś alternatywę? Napisz, jaką.
  • Czy jak uświadamiam sobie, że mam alternatywę, to mój lęk się zmniejsza?
  • Czego potrzebuję, by podjąć decyzję?
  • Co mogliby zrobić inni, by mi pomóc?
  • W czym chciałabym być podobna do swojej matki, a w czym inna?
  • Czy mam wybór i mogę być inną matką niż moja?

Ważne odpowiedzi

Każde z powyższych pytań może być początkiem pracy nad sobą i własną drogą do macierzyństwa. Lub od macierzyństwa. Im bardziej realny będzie obraz siebie w roli matki, przewidujący nie tylko radość i ekscytację, ale też obszar trudności, tym łatwiej nam będzie wejść w nową rolę bez rozczarowań i strachu. Poza tym każde z takich pytań pozwala nam ujawnić poziom lęku i zacząć pracę nad jego rozbrojeniem. Boję się, że stracę pracę? Tak. Czy to jest realne? Czasami tak, czasami nie. A jeśli jest, to czy znajdziesz jakieś rozwiązanie? Inna praca? Własny biznes (wiesz przecież, jak inspirujące zawodowo bywa macierzyństwo). Nagle okazuje się, że bierzesz pod uwagę to, że do pracy nie wrócisz. I widzisz alternatywę. Czy inni mogliby pomóc? Przyjaciółki, które opowiedzą o swoich dylematach, kobiety z forum, które mają podobne obawy? Partner, który nie ma pojęcia o twoim strachu, może wpadłby na jakiś pomysł? Własna matka, której powiesz o tym, co cię bolało w jej zachowaniu, a ona pokaże to ze swojej perspektywy? I tak dalej.

Mam wrażenie, że matkami stajemy się już na poziomie takich pytań. Wyłaniają one obraz kobiety, która ustawia swoje priorytety i poznaje własne lęki. Skupmy się więc na pytaniach, a badania nad instynktem macierzyńskim zostawmy naukowcom.

Małgorzata Ohme psycholog dziecięcy i rodzinny, redaktor naczelna portalu MamaDu.pl