Jak podnieść energię życiową?

(Fot. iStock)

Jeśli energii pozbawia cię obecna praca, zmień ją, jeśli partner chce, żebyś dostosowała się do jego trybu życia, negocjuj – radzi psychoterapeutka Ewa Chalimoniuk.

Czym właściwie jest energia, jaką mamy w sobie?
Energia to życie. W szerokim tego słowa znaczeniu: fizycznym i emocjonalnym. Optymalny jej poziom daje poczucie dobrostanu. W miarę starzenia się, różnego rodzaju dysfunkcje odbierają nam tę energię życiową i ostatecznie umieramy.
Jeżeli dobrze nią gospodarujemy i ją szanujemy, to może się odnawiać. Energia to ruch. Zbyt długi bezruch paradoksalnie nie magazynuje energii, tylko ją wyjaławia. Stąd na przykład osoby, które długo są bezrobotne, mają coraz mniej siły i energii, by znaleźć pracę. Z drugiej strony, nadmierne wydatkowanie energii na ruch czy pracę też może się źle skończyć, i doprowadzić do wyczerpania.

Co pozwala utrzymać energię na stałym poziomie?
Ruch, ten czysto fizyczny, ale też psychiczny, czyli satysfakcjonujące życie emocjonalne, ciągle pracujący mózg, zdrowa dieta plus odpowiednie dawka odpoczynku, w tym snu.

Każdy z nas miewa jednak takie dni, gdy czuje się jak coś, co morze wyrzuciło na brzeg. I to często bez powodu…
Jeśli odczuwamy zmęczenie i ospałość, których źródeł nie potrafimy ustalić, powinniśmy zacząć od podstawowych badań, jak morfologia. Powodem spadku energii może być bowiem anemia lub inna choroba. Kolejny krok to przeanalizowanie swojego trybu życia. Czy jest w nim harmonia, czy z czymś ostatnio nie przesadziliśmy. Jeśli już to ustalimy, należy robić odwrotnie niż do tej pory. Czyli jeśli za dużo pracowaliśmy, pracować mniej, jeśli za dużo odpoczywaliśmy, wziąć się do roboty.

Może się jednak zdarzyć, że wyniki są dobre, tryb życia higieniczny, a czujemy się bezsilni. Wtedy dobrze jest przyjrzeć się swojemu życiu wspólnie z coachem lub terapeutą. Może się okazać, że jesteśmy w głębokim wewnętrznym konflikcie, który jest na tyle destrukcyjny, że pozbawia nas siły, lub żyjemy z osobami, u boku których nie możemy realizować siebie, swoich potrzeb, do których za bardzo się dostrajamy. Może dla bycia w relacji zrezygnowaliśmy z siebie i trwamy w trudnych związkach z obawy przed zmianą.

Drugi obszar to praca zawodowa. Może przez dłuższy czas robimy rzeczy, które nie sprawiają nam radości, a dotychczasowa motywacja, dla której się tego podjęliśmy, jest już niewystarczająca. Wtedy należy dokonać jakichś zmian. Na przykład jeśli robimy coś, co nas nuży, a gratyfikacja finansowa, którą za to otrzymujemy, już nas nie satysfakcjonuje. Może lepiej za mniejsze pieniądze robić coś, co jest bardziej zgodne z naszym charakterem, a mniej frustrujące? Bo jeśli poświęcasz energię czemuś, co cię nie nakręca, to nie dostajesz jej z powrotem. A podstawą jest wymiana energii.

To się przekłada także na relacje. Tu też powinna być wymiana energii między partnerami. Jeśli jedno ciągle bierze, a drugie ciągle daje, powstaje nierównowaga i tak naprawdę energii nie ma ani osoba dająca, bo nie dostaje nic w zamian, ani ta, co bierze, bo ciągle jest jej mało. Dzieje się tak zwykle wtedy, gdy jesteśmy z partnerem, który oczekuje, że będziemy „jacyś”. Tak nam na nim zależy, że dopasowujemy się do jego oczekiwań.

Podobnie wyczerpujące mogą być relacje przyjacielskie. Z drugiej strony, bycie pomocną daje też dużą satysfakcję, trudno zauważyć, że jest się wykorzystywanym.
Tak, i czasem nie obędzie się bez pomocy psychoterapeuty. Bo często jest tak, że inni dookoła to widzą, a nie dostrzega tego sama zainteresowana osoba. To prawie jak uzależnienie. Najczęściej taka podatność na wykorzystywanie ma swoje korzenie we wczesnodziecięcych zachowaniach, kiedy jako maluch musieliśmy się dostosować do potrzeb opiekuna, najczęściej matki, żeby ta była zadowolona. Bo lęk, złość czy smutek matki jest dla dziecka zagrażający. W ten sposób maluch uczy się, że musi być „dla kogoś”, żeby czuć się bezpiecznie. I powtarza to w dorosłym życiu, bo nie wierzy, że będąc sobą, może być kochany i akceptowany. Że odmowa nie będzie oznaczała końca relacji.

Wszyscy chcemy być z kimś w bliskości. I jesteśmy w stanie dla tego dużo poświęcić. I tak tkwimy w związkach, które ranią i stopniowo wysysają z nas energię. Często skrzętnie ukrywamy własne nieszczęście i smutek. Nie komunikujemy ich, a wtedy jest jeszcze gorzej, bo obraca się to przeciwko nam, w postaci autodestrukcji, czyli świadomego pozbawiania się sił, poprzez popadnięcie w alkoholizm, uzależnienie, nerwice czy choroby.

Jak rozpoznać, czy ktoś nie chce się doładować naszą energią?
Są osoby, przy których czujemy, że coś się dzieje kosztem naszej energii. Niby się umawiamy na współpracę, ale tak naprawdę wszystko się odbywa naszym nakładem sił. Dzieje się tak wtedy, gdy ktoś, wprost lub nie, oczekuje, że to my będziemy odpowiedzialni za relację, za to, by dać drugiej stronie coś, co ona chce dostać. Na przykład koleżanka, która opowiada o swoim problemie i absorbuje nas tak bardzo, że nie możemy jej odmówić. Z drugiej strony, cokolwiek byśmy zrobili, i tak jej nie zadowolimy, bo ona ma ciągłą potrzebę uwagi. Takie manipulacje często odczuwamy na poziomie ciała, a symptomy to ból głowy, ochota na coś słodkiego, zmęczenie. To oznaka, że ktoś przejął nad nami kontrolę, że nie zadbaliśmy o siebie. Ale taki sprzeciw wymaga też ogromnej siły.

Zwłaszcza jeśli taką wiecznie niezadowoloną osobą jest ktoś bliski, na przykład rodzic.
A szczególnie rodzic dorosłego dziecka. W tym wypadku zdrowym mechanizmem jest zbuntowanie się, powiedzenie: „Trudno, nigdy ciebie nie uszczęśliwię”. Czyli trzeba nazwać sytuację i odejść, by dać rodzicowi czas na zreflektowanie się, ale może też to się nigdy nie zdarzyć. Wtedy trzeba zaakceptować ten smutny fakt, że mama czy tata nigdy nie będą szczęśliwi i usatysfakcjonowani, i się z tym pogodzić. Przestać się dalej starać i zająć sobą, pracować na własny dobrostan.

Niestety, często też sami siebie pozbawiamy energii…
Czego efektem są na przykład depresje. Może się tak dziać, kiedy jesteśmy na tyle niedojrzali, że nie potrafimy radzić sobie z porażkami i obwiniamy się za wydumane nieszczęścia. Uczucie porażki, bycia gorszym zaczyna nam podcinać skrzydła.

Jak zatem ochronić siebie?
Jeśli stwierdzimy, że energii pozbawia nas obecna praca, zmieńmy ją, jeśli partner chce, byśmy dostosowali się do jego trybu życia, negocjujmy. Może bez żalu zostanie sam w domu, skoro nie chce iść na imprezę do znajomych. Wszelkie manipulacyjne opinie o nas, wygłaszane przez koleżanki, pracodawców czy rodziców, kwitujmy: „Naprawdę tak myślisz?”, po czym od razu zmieniajmy temat lub pomieszczenie. Jeśli jednak czujemy, że matka, partner czy szef są toksyczni – uciekajmy. Zakończmy związek, ograniczmy kontakt, wyjedźmy. Bywa, że rozstanie jest jedynym rozwiązaniem, by ratować siebie.

Ewa Chalimoniuk, certyfikowana psychoterapeutka i trener Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, prowadzi terapię w Laboratorium Psychoedukacji, www.ips.pl