fbpx

Jak pokochać swoje ciało? O zaburzeniach odżywiania u dzieci rozmawiamy z diet coachem Urszulą Mijakoską

Znać swoją wartość. O zaburzeniach odżywiania u dzieci rozmawiamy z diet coachem Urszulą Mijakoską
Bulimia, anoreksja i inne zaburzenia odżywiania wiążą się zawsze z negatywnym obrazem samego siebie, a postrzeganie swojego ciała rozwija się od najmłodszych lat. (Fot. iStock)

Coraz więcej dzieci i w coraz młodszym wieku boryka się z negatywnym obrazem własnego ciała, co często prowadzi do zaburzeń odżywania. Na czym może polegać domowa profilaktyka takich chorób – pytamy diet coacha Urszulę Mijakoską.

W Polsce co czwarte dziecko jest niezadowolone ze swojego wyglądu i się odchudza. Czy tak się zaczynają zaburzenia odżywiania?
Bulimia, anoreksja i inne zaburzenia odżywiania wiążą się zawsze z negatywnym obrazem samego siebie, a postrzeganie swojego ciała rozwija się od najmłodszych lat.

Czy zachowania rodziców mogą uaktywnić te choroby?
Wyobraźmy sobie, że mama małego dziecka, i to nawet taka dobra mama: kochająca, czuła i troskliwa – staje przed lustrem i z niesmakiem ogląda swoje ciało, przygląda się oponce na brzuchu albo komentuje cellulit… Dziecko to widzi, słyszy, przesiąka tym.

A badania jednoznacznie wskazują, że w Polsce aż 60–70 proc. kobiet nieustannie martwi się swoim wyglądem. Zatem tak powszechne w naszych rozmowach „ale przytyłam”, „matko, ale mi wisi brzuch” są groźne?
Tak. Dziecko uczy się nie lubić swojego ciała.

Czy to znaczy, że mamy ignorować swój wygląd?
To nie wystarczy, bo zaburzenia odżywiania mają wieloczynnikową przyczynę. Jedną z nich jest wychowanie dzieci o niskiej samoocenie. A to zaczyna się od karmienia piersią. Nie ma oczywiście jednoznacznego przełożenia karmienia czy nie dziecka piersią na jego ewentualne zaburzenia odżywiania w przyszłości, jednak relacja matka-dziecko, czyli jedna z najważniejszych relacji w życiu, właśnie wtedy się buduje. I nie chodzi o samo karmienie, ale o to, jak ono przebiegało. Kiedy mama jest nieobecna emocjonalnie: dzwoni, pisze wiadomości lub coś ogląda w telefonie – nie angażuje się, a więc nie realizuje prawidłowej relacji z dzieckiem, to samo dawanie piersi nie jest wystarczające do powstania zdrowiej więzi. Choć pozytywem jest już przytulanie, bo wiele dzieci nadal ma deficyty fizycznego kontaktu z rodzicami lub opiekunami! W mojej pracy ciągle spotykam się z tym problemem i przypominam, że dzieci trzeba dotykać, głaskać, tulić, nosić, pieścić. To najlepszy czynnik profilaktyczny nie tylko zaburzeń odżywiania, ale ogólnie zdrowia psychicznego.

Zatem kiedy zaczynamy mówić o zaburzeniach odżywiania u dzieci, jako geneza rysuje nam się wielki deficyt bliskości.
Tak. Wielu rodziców nie łączy braku pieszczot, czyli przytulania, które uczy dzieci kontaktu ze swoim ciałem, z tym, że za kilka lat ich dziecko będzie cierpiało na niskie poczucie własnej wartości. To z kolei owocuje negatywnymi myślami: „Jestem zerem, chcę zniknąć, nie będę jadł, jadła”.

A ja spotkałam się z przypadkiem anoreksji u dziewczynki, która raczej była ofiarą nadopiekuńczości rodziców i dziadków.
Oczywiście, tak również bywa, bo nadopiekuńczość to przecież forma przemocy psychicznej polegającej na odbieraniu dziecku poczucia sprawczości. A to szeroka i prosta droga do poczucia niskiej wartości, kompleksów i niestabilności emocjonalnej.

Nie lubię oskarżania rodziców o całe zło świata i zawsze mam nadzieję, że anoreksja, bulimia czy ortoreksja to jednak „zwyczajne choroby”, czyli wywołane nieprawidłowościami fizjologicznymi…
Dotychczas w jednoznaczny sposób nie stwierdzono, jaka jest pierwotna przyczyna zaburzeń odżywiania. Wiadomo, że jest ona wieloczynnikowa i choroba rozwinie się tylko w specyficznych warunkach emocjonalno-mentalnych, ale na pewno nie bez znaczenia jest funkcjonowanie mózgu. Pamiętajmy, że neuroprzekaźniki nie będą dobrze funkcjonować, gdy brakuje mikroelementów. Podobnie same hormony…

Czyli prawidłowa dieta także jest elementem zapobiegającym zaburzeniom odżywiania u dzieci? Myślę, że niewielu rodziców łączy odżywianie dziecka z jego zdrowiem psychicznym.
U dzieci w okresie intensywnego wzrostu bardzo ważne jest utrzymywanie prawidłowej masy ciała i zadbanie o dostarczanie wszystkich grup składników pokarmowych. Podobnie u nastolatków, bo burza hormonalna to wielki wysiłek fizjologiczny dla całego organizmu i nieodpowiednia dieta uniemożliwi produkcję hormonów. Karmienie dziecka tylko drożdżówkami lub pizzą prowadzi do zaburzeń odżywiania.

Na jakie zachowania rodzice powinni być szczególnie wyczuleni?
Przyjrzyjmy się, jak posiłki są traktowane w naszym domu, jaki jest w naszej rodzinie stosunek do jedzenia. Kiedy jest ono karą lub nagrodą albo gdy dziecko nie ma możliwości samodzielnie decydować, co zje…

To dziecko powinno decydować, co będzie jadła cała rodzina?
W żadnym razie, ale warto już małe dziecko pytać, czy woli zupę mleczną, czy jajko. Wtedy dziecko jest zaopiekowane emocjonalnie, a z drugiej strony uczy się wsłuchiwać we własne ciało. Ograniczony wybór jest znakomitym wdrażaniem dzieci do budowania poczucia własnej wartości. Maluch ma poczucie, że decyduje o sobie, ale ma też poczucie, że rodzic nad nim czuwa, bo dając tylko dwie propozycje, wyznacza ramy.

Chciałabym również wspomnieć o tempie jedzenia, bo o tym za mało się rozmawia. Przypomnij sobie, jak jadłaś jako dziecko. Wolno, prawda? No właśnie. Dzieci jedzą wolno, międlą, przeżuwają, czyli robią wszystko, o co my, dietetycy, apelujemy do dorosłych. Często musimy ich uczyć czegoś takiego jak przeżuwanie, bo zatracili tę umiejętność. Poganianie dzieci: „Jedz szybciej! Skończyłeś wreszcie? Ile można siedzieć nad jedną kanapką?!”– to przyczynianie się do przyszłych zaburzeń odżywiania.

Bardzo dobrze to pamiętam. Wszyscy byliśmy pospieszani przy jedzeniu. Przychodzi mi do głowy książka Jespera Juula „Uśmiechnij się. Siadamy do stołu”.
Tak, Juul dużo uwagi poświęca też atmosferze podczas posiłków. Nie śpieszmy się przy jedzeniu. Wiem, że to może dla wielu ludzi brzmieć śmiesznie, bo co wspólnego może mieć choroba psychiczna związana z zaburzeniem odżywiania z tym, czy przeżuwam? Ale ma. Na zdrowie psychiczne człowieka wpływa wiele czynników, właściwie wszystko, co robimy.

Czy z twojej praktyki wynika, że wszystkie dzieci i nastolatki, które cierpią na zaburzenia odżywiana, mają problem w rodzinie?
Niełatwo mi odpowiedzieć na to pytanie, sądzę jednak, że pacjenci z zaburzeniami odżywiania mają kwalifikujący się na terapię problem w rodzinie.

Zaburzenia odżywiania można ukrywać latami, a zdarza się, że chorują już przedszkolaki. Jakie sygnały mogą świadczyć o tym, że dziecko jest chore?
Wiele jest sygnałów. Na przykład dziecko manifestuje przy innych, że nie chce jeść, twierdzi, że woli dostać posiłek do pokoju i zjeść, kiedy nikt nie patrzy. Udaje na przykład, że chce w tym czasie coś oglądać. Nieustannie odpowiada, że nie jest głodne, że teraz nie chce, że już jadło, że najadło się w szkole, u koleżanki, było u babci i tam zjadło… Nagminne odmawianie jedzenia zawsze jest sygnałem, że dzieje się coś niedobrego, ale może też nim być także obsesyjne liczenie i recytowanie tabeli wartości kalorycznych z pamięci.

Sygnałem do niepokoju są ponadto ślady wymiotów i ich zapach albo gdy po posiłku dziecko znajduje pretekst, żeby iść do łazienki, zamyka się i odkręca wodę, żeby zagłuszyć dźwięk towarzyszący torsjom. Innym ważnym wskaźnikiem jest konsekwentne unikanie konkretnej grupy produktów, najczęściej są to oczywiście tłuszcze lub węglowodany.

Wiadomo, że dziecko w okresie dojrzewania zmieni styl ubierania się, ale kiedy zaczyna nosić obszerne ubrania, nie należy dać się zwieść ani tłumaczeniem, że to moda, ani okresem nastoletniego buntu. Trzeba bardzo uważnie obserwować ubiór: wielka bluza z kapturem i zbyt długimi rękawami pokazuje, że dziecko chce schować swoje ciało – ma jakiś problem, by pokazywać się światu.

Jeszcze inny objaw to drażliwość związana z jedzeniem. Dziecko nie chce o tym rozmawiać, obraża się lub odwrotnie – robi awantury, gdy posiłek spóźnia się o pięć minut. Jeśli pojawiają się takie sygnały, najlepiej skontaktować się jak najszybciej ze specjalistą.

Kto powinien nim być?
To nie może być po prostu dietetyk, który ułoży dietę, ani psycholog dziecięcy, który nie zna specyfiki problemów na tle odżywiania. Wybierzmy psychiatrę, terapeutę zaburzeń odżywiania, diet coacha. Oczywiście przy tak poważnym zaburzeniu terapią powinna być objęta cała rodzina.

Nie wyobrażam sobie, że nastolatka, która wymiotuje po każdym posiłku, chętnie pójdzie do terapeuty razem z nieobecnym w jej życiu ojcem i zapracowaną mamą.
Nie pójdzie, to jasne. Długoterminowa terapia całej rodziny jest oczywiście idealnym rozwiązaniem. Mam świadomość, że to najczęściej niemożliwe, dlatego niech zaniepokojony rodzic najpierw idzie sam i skonsultuje swoje obawy oraz obserwacje. Terapeuta zdecyduje, jak powinna przebiegać terapia. Może ona potrwać nawet około pięciu lat. Obejmuje zwykle psychoterapię, środki farmakologiczne, a przy dużej niedowadze – leczenie szpitalne. Sesje z profesjonalnym terapeutą pomogą w rozpoznaniu przekonań i niszczących zdrowie zachowań. Terapii towarzyszą treningi asertywności i wizerunku ciała, które pomagają w zrozumieniu siebie i zmianie dotychczasowego sposobu myślenia. Następnym krokiem mogą być sesje z diet coachem i zajęcia twórcze, takie jak psychodrama czy arteterapia. W tym samym czasie rodzice uczestniczą w terapii rodzinnej z chorym dzieckiem.

Anoreksja, bulimia, ortoreksja – to wszystko kojarzymy z dziewczętami, ofiarami współczesnego ideału piękna. Ale przypomnijmy, że chłopcom też nie jest łatwo. Wielu z nich dotyka bigoreksja, czyli obsesyjne budowanie masy ciała. Czy ta choroba polega na czymś odwrotnym niż obsesyjna potrzeba schudnięcia?
Bigoreksja to obsesja na punkcie muskulatury. Bigorektyk intensywnie ćwiczy na siłowni i koncentruje się wyłącznie na własnym wyglądzie, stosuje rygorystyczną dietę, nadużywa sterydów i suplementów diety. Rzeczywiście ta choroba przypomina swoim mechanizmem anoreksję: również zaczyna się w głowie, może mieć łagodny przebieg, ale może też skończyć się wyniszczeniem organizmu. Bigorektyk podobnie jak anorektyczka nie akceptuje własnego wyglądu. Choroba najczęściej dotyczy mężczyzn, którzy w dzieciństwie mieli problemy z nadwagą lub wątłą sylwetką, nie byli akceptowani przez rówieśników.

Jak sami rodzice domowymi sposobami mogą zapobiec zaburzeniom odżywiania dzieci lub wesprzeć je w chorobie?
Dbajmy o jeden posiłek dziennie przy stole, w spokoju, bez włączonego telewizora, z rozmowami, których dzieci się nie boją. Bez pytań o szkołę i krytykowania bałaganu w ich pokoju. Do tego dobrze dołożyć ruch, odpowiednią ilość snu i mocną więź opartą na bliskości, także czysto fizycznej. Śmiejmy się, bawmy, wygłupiajmy, bądźmy na luzie – to brzmi niepoważnie, ale jest skutecznym lekarstwem na wiele chorób i to nie tylko związanych z psychiką.

Urszula Mijakoska, dyplomowany technolog żywienia człowieka, dietetyk, pierwszy diet coach w Polsce. Jest twórcą idei programu diet coachingu, superwizorem, trenerem, autorką książek i poradników rozwojowych. Prowadzi Szkołę Diet Coachingu oraz Instytut Świadomego Rozwoju.

Najczęstsze zaburzenia odżywiania

  • Anoreksja (inaczej jadłowstręt psychiczny) – świadome i konsekwentne ograniczanie ilości przyjmowanego jedzenia z jednoczesnym obsesyjnym koncentrowaniem się na wyglądzie ciała. W skrajnych przypadkach może doprowadzić do śmierci.
  • Bulimia (inaczej żarłoczność psychiczna) – kompulsywne jedzenie ogromnych ilości jedzenia w krótkim czasie, a następnie prowokowanie biegunki lub wymiotów i narzucanie sobie głodówki lub skrajnie restrykcyjnej diety, aż do kolejnego niekontrolowanego napadu żarłoczności.
  • Ortoreksja – patologiczna (czyli utrudniająca normalne funkcjonowanie) obsesja dotycząca zdrowego odżywiania się, źródła pochodzenia pokarmów, sposobu ich transportu i przechowywania oraz czystości.
  • Bigoreksja – niespecyficzne zaburzenie odżywiania polegające na subiektywnym niedostatku estetyki związanej z wyglądem własnego ciała, co manifestuje się obsesyjnym i realizowanym kosztem zdrowia pragnieniem posiadania umięśnionej sylwetki; dotyka przeważnie młodych mężczyzn.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze