fbpx

Damskie i męskie podejście do związku. Rozmowa z Katarzyną Miller

Damskie i męskie podejście do związku. Rozmowa z Katarzyną Miller
Według Katarzyny Miller, męskie podejście do związku, wbrew pozorom niewiele różni się od kobiecego. Istnieją jednak pewne różnice, których trzeba być świadomym, aby umieć się porozumieć. (Fot. iStock)

„Kochanie, musimy porozmawiać” – jeśli tak zaczniesz konwersację z ukochanym, możesz być pewna, że nie dojdziecie do żadnego porozumienia. Jak zatem rozmawiać, by się dogadać? Czy damskie i męskie podejścia do problemów rzeczywiście tak bardzo się od siebie różnią? Psychoterapeutkę Katarzynę Miller pyta Joanna Olekszyk.

Czy mężczyźni podchodzą inaczej do związku niż kobiety?
Sądzę, że na to pytanie są dwie dobre odpowiedzi. Jedna: tak. Druga: nie. Zacznę od odpowiedzi „nie”, czyli tej, która mówi, że podejście mężczyzn niczym nie różni się od tego babskiego. Jak rozmawiam z ciekawymi, fajnymi facetami, w miarę życiowo pozbieranymi, to oni mówią, że oczywiste jest, że związek to jedna z najważniejszych rzeczy w życiu. Mieć kogoś, być z kimś, kogo się kocha, w domu, w którym można schronić się przed całym światem, w którym czujesz się bezpieczny i chciany – to dla nich istota bycia szczęśliwym. Podkreślają też, że kobieta ma być dla nich partnerką, że ma wiedzieć, czego chce, i ma być inteligentna. I nie powinna być kastrująca, czyli raczej wspierać niż krytykować. Przede wszystkim chcą jednak, żeby kobieta lubiła samą siebie, miała swoje sprawy i swoje życie.

To znaczy, że są na tyle świadomi, by wiedzieć, jak to jest ważne.
Zgadza się. Współcześni świadomi mężczyźni nie potrzebują kobiety, która będzie na nich wisiała. Obserwuję to także z drugiej strony. Przychodzą do mnie kobiety, które mówią, że mężowie mają dosyć ich „bluszczowania”. Powiedzmy Zyta, atrakcyjna około czterdziestki – mąż ją zdradził, bo dusił się w jej uścisku, ale wrócił i powiedział, że chce z nią być, tylko ona się musi zmienić. Musi mieć swoje życie. Co więcej, to on ją do mnie wysłał, co uczciwie mi wyznała i spytała, co ona ma zrobić, żeby mu się nie przestać podobać. Tłumaczyłam, że jeśli będzie się zmieniała dla męża, to się raczej nie zmieni, tylko będzie poszukiwać nowych zachowań, żeby on uwierzył, że ona się zmieniła, jej istota zaś pozostanie ta sama – uzależniona od niego i jego oczekiwań. Powoli, powoli otwierały jej się oczy – po prostu ona wzór tego niewolniczego oddania wyniosła z domu, jej mąż wcale tego od niej nie oczekiwał.

Podsumowując, myślę, że mężczyznom chodzi o to samo, co nam, ale oni nie mają wprawy w nazywaniu tego, nie mają opanowanej terminologii uczuć, czasem dopiero po dłuższym czasie są w stanie opisać partnerce sedno problemu, choć od początku czują, co jest nie tak. Lubię wspominać moją najkrótszą i superudaną interwencję małżeńską. Zadzwoniła do mnie była pacjentka z płaczem, że mąż już jej nie kocha i czy ona może przyjść z nim, by ratować to małżeństwo. A czy on też chce? – spytałam. Tak. No to przyjdźcie. Wchodzą. On, duży, silny mężczyzna, patrzy mi prosto w oczy, myślę: „O, jest dobrze”. Siadają, on mówi: „Zaczynaj”, a ona w bek: „Ty mnie już nie kochasz…”. On na to z mocą: „Takiej cię nie kocham”. Ona dalej płacze: „Co ja teraz zrobię? Ty już mnie nie chcesz”. On jeszcze dobitniej: „Takiej już cię nie kocham”, ale ona dalej zawodzi. Pytam więc wprost: „Czy ty słyszysz, co on mówi?”. „No, że mnie nie kocha”. „Powtórz jego całe zdanie” – proszę. „No, że takiej mnie nie kocha. Takiej… To znaczy jakiej?” – pyta go, bo wreszcie coś do niej dotarło. „No, takiej rozmazanej, nieszczęśliwej, wiecznie marudzącej” – tłumaczy on. „No, ale taką mnie kiedyś kochałeś”. „Taką cię kiedyś chciałem, bo mi było z tym dobrze, że ja jestem taki wielki, a ty taka malutka, ale poszedłem na terapię i dotarło do mnie, co robię. I już tego nie chcę”. „A czego chcesz?” – pyta ona, już bardziej spokojna. „Żebyś była taka, jak potrafisz”. „Czyli jaka?”. „Inteligentna, fajna dupa”. „I będziesz mnie taką kochał?”. „Nie będę, tylko taką cię właśnie kocham”. „Czyli ty mnie kochasz?”. „Tak, kretynko!”. Złapali się za ręce i poszli. A ja sobie tylko siedziałam na fotelu i z radością słuchałam, jak sami dochodzili do porozumienia.

A co z odpowiedzią „tak”, czyli że mężczyźni jednak trochę inaczej podchodzą do związków?
Na pewno są bardziej zdroworozsądkowi i nie mają tylu romantycznych wymysłów jak my. Nie traktują wszystkiego tak bardzo serio. Co więcej, oni nam o tym wprost mówią: „Przestańcie, dziewczyny, się tak strasznie przejmować tym, czy nam się podobacie. Bo się podobacie. Koniec, kropka”. Uwierzcie im, dziewczyny, zamiast godzinami się zastanawiać, czemu facet zaprosił was na randkę. No, na pewno się nie poświęca. Faceci w ogóle nie za bardzo lubią się poświęcać – i to jest z jednej strony cudowne, z drugiej smutne, bo na 10 małżeństw, w których pije facet, nie rozwiedzie się 9 żon, a na 10 małżeństw, w których pije kobieta, zostanie tylko 1 mąż. Podobna statystyka jest w wypadku opieki nad niepełnosprawnym dzieckiem. Mężczyźni lubią mieć wygodne życie. Są też bardziej egoistyczni i nie myślą o tym, co trzeba zrobić, tylko co oni chcą zrobić.

I według badań są częściej bardziej zadowoleni ze związku, jaki mają.
Skoro w nim są, to znaczy, że są zadowoleni i nie mają specjalnego problemu z tym, że ona nie mówi im siedem razy w tygodniu, że ich kocha. A nawet tego specjalnie nie lubią. Poza tym oni zawsze na początku mówią prawdę. To jest niebywała rzecz – idziesz na pierwszą randkę i on prosto z mostu mówi: „Ale uważaj, bo ja mam słabość do kobiet”. Albo: „Ja to nie lubię pracować”. I ty to słyszysz, ale myślisz sobie: „A tam, przy mnie będzie inny” albo: „On mnie tak sprawdza”.

W twojej książce „Męskie sposoby na damskie rozmowy” znani mężczyźni pytają cię o różne rzeczy. Zdziwiło mnie, że nie wszyscy prosili cię o wyjaśnienie, jak działają kobiety…
Oni po prostu pytali mnie o życie. Albo chcieli się podzielić ze mną swoimi przemyśleniami. To nie była odpytywanka, mnie się z nimi bardzo dobrze rozmawiało.

Prawie wszyscy pytali cię jednak o to, jak poradzić sobie ze zdradą. Zawsze mi się wydawało, że to temat nurtujący głównie kobiety.
A skąd, zdrada jest dla wszystkich bardzo bolesnym tematem, jeśli zdradza nas ktoś, kogo kochamy. Bo zarówno mężczyźni, jak i kobiety umieją żyć z kimś, kogo nie kochają. Wystarczy, że im się podoba, że tę osobę lubią albo że nie ma akurat nikogo ważniejszego w ich życiu. Obie płcie potrafią z takim kimś być w związku, choć myślę, że każda z innego powodu. Mężczyźni dlatego, że nie za bardzo potrafią sami żyć, a kobiety dlatego, że nie chcą, żeby inni myśleli, że one są same. My jesteśmy dużo bardziej sterowane opinią innych i społecznym nakazem, że kobieta powinna mieć faceta. Ale wróćmy do zdrady. Jeśli mężczyzna jest z kobietą, którą naprawdę kocha, to zdrada jest dla niego jak cios poniżej pasa, bo podważa nie tylko siłę więzi, ale i jego samczość. Myślę, że to jest dość biologiczna reakcja, która jest wspólna dla obu płci. Zdrada to cios w genitalia, ale genitalia połączone z sercem. Choć z racji tego, że kobiety są częściej z siebie niezadowolone, to zdrada uderza także w tę ich niepewność co do swojej wartości i jakoś bardziej dotyka. Ale to też są bardzo indywidualne kwestie. Zależące od rodzaju doświadczeń życiowych, od tego, czy ktoś wydaje się sobie bardziej czy mniej zasługujący na miłość oraz na ile jest jej głodny.

Twoi rozmówcy byli bardzo otwarci, a to przeczy temu, co słyszę od wielu dziewczyn, które opowiadają mi, że największym problemem w ich związkach jest to, że ich partnerzy nie chcą o swoich problemach rozmawiać.
Mój Edek zawsze mówi tak: „Jak ja słyszę w filmie kwestię »musimy porozmawiać«, to mi się nóż w kieszeni otwiera. Przecież rozmawiamy!”. Taki wstęp pachnie mężczyznom aferą, a tego nie lubią. Nie lubią też dzielenia włosa na czworo, co my, kobiety, z kolei kochamy, a ja na tym nawet zarabiam. Mężczyźni nie lubią komplikowania sprawy, ciągnięcia ich za język. Boją się chyba, że zostaną w sposób zmanipulowani lub przegadani. I w tym mają trochę racji, bo baba zawsze przegada chłopa. Nie lubią być też wzywani na dywanik. Lubią za to pogodnie i spokojnie żyć. Niech się po prostu życie toczy, niech ona się śmieje, niech pójdzie z nim na spacer, przytuli się do niego tak zwyczajnie.

Ale jeżeli problemy i sprawy do obgadania są poważne, a on nie chce o tym rozmawiać?
Moim zdaniem dziewczyny robią źle jedną rzecz, mianowicie wiercą chłopakom dziurę w brzuchu, a tymczasem ich trzeba zażyć.

Zażyć?
Wziąć z zaskoczenia. Robisz mu kanapki do pracy i do woreczka wkładasz kartkę, na której mu o czymś przypominasz. On wyjmie potem kanapkę, przeczyta karteczkę i trochę się uśmiechnie, trochę zezłości, ale na pewno zapamięta, bo go zaintrygujesz. Jest jeszcze inna, bardzo mądra zasada: „Do faceta mów nie więcej niż dwie rzeczy naraz”. A już najlepiej jedną. W dodatku wyrażoną w prostych żołnierskich słowach. No i nie zdziw się, jak będziesz to musiała mu powtarzać sto razy. Ja to przeszłam. Niezależnie od tego, jak często coś powtarzam mojemu Edkowi, on nigdy tego nie pamięta. Dlatego w nieskończoność pyta mnie: „Czy ktoś dziś do nas przychodzi?”, ja mu spokojnie odpowiadam, kto, po czym za godzinę znów nie pamięta. On pyta, bo wie, że ja pamiętam, bo ja lubię pamiętać. Dlatego on nie musi. Z drugiej strony, co ja mam zrobić, udawać, że nie pamiętam? Zabrać sobie tę przyjemność? Ja już wszystkiego próbowałam: i złościłam się, i drwiłam, i zapierałam, i obrażałam. I tak mnie przetrzymał. Jeszcze mi bezczelnie za każdym razem mówił: „A nie mogłabyś mi po prostu spokojnie odpowiedzieć?”. Więc spokojnie mu przypominam co godzinę, kto przychodzi. Co ja poradzę, że pamiętam. To tak, jakbyś była sprzedawczynią w sklepie ze spodniami, i wkurzałabyś się, że o niczym innym nie rozmawiasz z klientami tylko o spodniach.

A jak go zażyć, żeby powiedział, co go dręczy?
Jeśli nie chce mówić o swoich problemach, to go nie dręcz, babo. Możesz powiedzieć: „Widzę, że się czymś męczysz, że jest ci trudno. Jeśli chcesz o tym porozmawiać, wiesz gdzie mnie znaleźć. Chciałabym ci pomóc i przykro mi, że się nie odzywasz, ale rozumiem, że chcesz być sam”. I koniec. Natomiast jeśli chodzi o sprawy dotyczące was obojga, jak dzieci, pieniądze, seks, obowiązki domowe czy wspólne przeżycie – po prostu trzeba zacząć mówić swoje, nie uprzedzając, że zaraz chciałabyś o czymś ważnym porozmawiać.

Nie robić afery?
Właśnie. Oczywiście, nie jest najlepszym pomysłem zaczynanie takiej rozmowy, jak on już stoi w drzwiach, ani tuż przed meczem, na który czeka cały dzień. Prawda jest taka, że kobiety też boją się mówić o poważnych sprawach, bo z góry zakładają, że mężczyźni to źle przyjmą. Zawsze lepiej wiemy, jak oni się zachowają.

Zamiast spytać wprost, kluczymy.
Albo w ogóle nie podejmujemy tematu. Z jednej strony, dziewczyny lubią rozmawiać, z drugiej robią to jakoś tak, że ta dyskusja bywa inwazyjna albo przesadnie dramatyczna. Dlatego, jak chcesz rozmawiać na poważne tematy, rób to w miarę dorośle, ale też w miarę normalnie. Możesz zacząć od takiego postawienia sprawy, że jest to bardzo istotna dla ciebie kwestia, więc nawet jak teraz nie będzie chciał pogadać, to i tak do tego wrócisz, więc opłaca mu się zrobić to teraz. Zawsze odwołuj się do korzyści.

A taki pomysł, żeby wyjechać gdzieś na weekend albo wyjść na kolację i bez napięcia, na spokojnie, po jakimś wspólnie spędzonymi miło czasie poruszyć dręczący nas temat?
Bardzo dobry pomysł, ale zróbmy to rzeczywiście bez napinki. Poza tym najlepiej robić to różnie, nie zawsze w ten sam sposób, raz porozmawiać przy kolacji, raz tuż po obudzeniu się, raz między obiadem a odebraniem dzieci ze szkoły. Możesz to zrobić żartobliwym tonem, odnieść się do filmu, który widzieliście przed chwilą w kinie. Najlepsza metoda to tak zbudować temat, by on musiał wybierać pomiędzy czymś a czymś, czyli żeby nie mógł ominąć wyboru. Na przykład: „Przychodzi dziś Ela z Jurkiem. Wolisz obrać ziemniaki czy posiekać cebulę?”.

A może mężczyźni nie chcą o pewnych rzeczach rozmawiać, bo nie wiedzą, jak dobrać słowa, żebyśmy się nie obraziły?
Kobiety mają tę właściwość, że jak mężczyzna mówi, że coś mu się nie podoba, to one od razu myślą: „On już mnie nie kocha”. I nie wiedzą, co z tym zrobić. Nie powiedzą: „Wyjaśnij mi dokładnie, co ci się nie podoba, może uda mi się to zmienić, a może się z tobą nie zgodzę, bo z mojej perspektywy to wygląda inaczej”. Bo dopóki jakaś sprawa jest omawiana, to dopóty jest do załatwienia. Tymczasem dziewczyny już z samej przyczyny poruszenia tematu uważają, że stoją na przegranej pozycji. Dlatego wszystkim kobietom z całego serca radzę, szczerze i na poważnie, żeby czasem wyszły ze swojego świata wewnętrznych przeżyć. Zmieniły kanał. Jeżeli kanałem, który przynosi cierpienie, jest ból fizyczny, to wtedy trzeba zająć się czymś, co pomoże odwrócić od tego bólu uwagę. Kanały to są nasze zmysły. Jeśli masz zajętą głowę jakimś problemem, to weź kąpiel, otwórz szeroko okno i powdychaj powietrze albo zrób coś fizycznie, nie wiem, umyj podłogę. A przede wszystkim przestań myśleć o czymś, na co nie masz rozwiązania. Znajdziesz je, ale nie teraz. No i bardzo polecam dobre kino, działa zawsze. Skutecznie odrywa od własnych problemów, a czasem podsuwa ciekawe rozwiązania.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze