fbpx

Jaki stosunek do pieniędzy jest najzdrowszy? Pytamy Katarzynę Miller

Jaki stosunek do pieniędzy jest najzdrowszy? Pytamy Katarzynę Miller
(Fot. Getty Images)

Dobrze jest mieć pieniądze, źle ich nie mieć. Z drugiej strony nie powinniśmy być ani ich niewolnikami, ani właścicielami. Jak komfortowo żyć zarówno z pełnym, jak i pustym portfelem – pytamy psychoterapeutkę Katarzynę Miller i szukamy odpowiedzi na trudne pytania.

W dobrym tonie jest mówić, że pieniądze tak naprawdę nie mają znaczenia. Ale czy nie jest tak – jak gorzko zauważają niektórzy – że pieniądze nie mają znaczenia tylko dla tych, którzy je mają?
Ależ pieniądze są ważne! Oprócz tego, że dzięki nim mamy co jeść, co pić i jeszcze możemy spać pod cieplejszą kołdrą, to też dzięki nim lepiej myślimy o sobie. Pieniądze to prestiż, ważność, wyraźność i widoczność. Ludzie, którzy mają dużo pieniędzy – wybijają się z tłumu. Kapitalizm, który nam nastał w Polsce – szczęśliwie lub nie – przyniósł niesłychaną popularność pieniądza, którą wcześniej tylko oglądaliśmy przez ocean z perspektywy naszego realnego socjalizmu. Wcześniej było wiadomo, że pewnych rzeczy nie posiadamy, bo nie mamy pieniędzy i swobodnego dostępu do tych rzeczy, ale też, że nie możemy się bogacić. Wszyscy byliśmy wtedy mniej lub bardziej równi. Teraz pieniądze zaczęły nas dzielić – nie różnimy się już urodzeniem, a posiadaniem. Dziś gdy młody przedsiębiorca zakłada firmę, to od razu bierze w leasing wypasiony samochód, żeby pokazać, że on już się czegoś dorobił. Albo kupuje ubranie z widocznym logo projektanta. Dużo jest w nas tego porównywania się do innych, potrzeby pokazania, co się ma, szpanu.

Czyli dziś nie tylko trzeba, ale warto mieć pieniądze.
Większość z nas woli mieć pieniądze niż ich nie mieć. Oczywiście niektórzy pochodzą z takich enklaw, gdzie ważna jest wrażliwość, duchowość i wewnętrzna mądrość. Oni często mówią, że pieniądze specjalnie niczego nie zapewniają. Ale przecież zapewniają. W dodatku niektórzy potrafią robić z tych pieniędzy fajny użytek. Na przykład taki Bill Gates – jeśli pomyślę, na ile potrzebnych rzeczy i inicjatyw przeznacza swoje fundusze, to uważam, że nawet czasem tak przeogromne bogactwo ma sens. Mam tu na myśli jego działalność charytatywną, ale też liczne badania, choćby te na rzecz szczepionki na koronawirusa. A przecież nie musi tego robić. Oczywiście nie tylko on robi dobre rzeczy ze swoimi pieniędzmi. Faktem jest, że masa światowego kapitału znajduje się w rękach paru ludzi, i to jest przerażające. Bo od tych kilku osób zależy los całej planety i nas wszystkich.

Pieniądze dają władzę. Czy to nie dlatego niektórzy chcą ich mieć więcej i więcej?
Oczywiście. Władcy zawsze mogli robić z innymi, co chcieli. Mnie niepokoi to, że zarówno najbogatsi, jak i ci biedniejsi nie potrafią zatrzymać się w bogactwie. Powiedzieć: już mi wystarczy. Dać sobie dobrobyt. Bardzo ważne jest, byśmy sobie umieli pozwolić na bogactwo, ale nie na nadmierne. Tylko kiedy już się rozkręcimy w tę stronę, to rzadko kto potrafi się zatrzymać. Ludzie koszmarnie głupieją w pogoni za pieniędzmi.

Jest jednak różnica między bogactwem a posiadaniem. Pisaliśmy niedawno o koncepcji „happy money”. Szczęśliwe pieniędze to pieniądze, które zarobiłeś w uczciwy sposób, dający ci satysfakcję i niekrzywdzący innych. I które powinny być w ruchu, czyli im więcej ich wydajesz i przekazujesz dalej, tym więcej ich do ciebie przypływa. Tego zresztą uczyła stara dobra gra „Monopoly”. Tymczasem mamy tendencję do tego, by pieniądze gromadzić i po prostu je mieć.
Nam się wydaje, że nie ma końca rozszerzaniu własnego ego. Sądzimy, że przez to, co posiadamy, wszyscy się dowiedzą, jacy to my jesteśmy wielcy i wspaniali. Dla mnie wyjątkowo przedziwną postawą jest sknerstwo, bo są strasznie biedni sknerzy, którzy nawet dziecku zabawki nie kupią, i obrzydliwie bogaci sknerzy, którzy sobie skąpią na wszystkim.

Gdy ktoś ma dobry background psychiczny, jest człowiekiem pogodnym życiowo i zadowolonym z siebie – to nie ma nic złego w tym, że lubi być zamożny, bo wie, po co mu te pieniądze, i umie z nich korzystać – do tego stopnia, że ludziom wokół niego też jest dobrze, bo daje im zarobić w godny sposób bądź też uprzyjemnia im życie. Sądzę, że jeśli się dostaje jakiekolwiek pieniądze, to najfajniej jest troszkę odłożyć, troszkę wydać na rzeczy bardzo potrzebne i troszkę przeputać. Czyli mamy coś w zapasie, a resztę wydajemy na to, co jest nam niezbędne i… zbędne. Na tej „zbędności” zasadza się mnóstwo życiowych przyjemności, jak wyjazdy, książki, smakołyki, fajne ciuchy… Pieniądze mamy też w końcu po to, by było nam w życiu fajnie. Oczywiście jeśli ktoś mało zarabia, to najpierw zaspokaja podstawowe potrzeby i niewiele mu zostaje. Ale nawet 5 złotych można przehulać z przyjemnością.

A jak na nasz stosunek do pieniędzy wpływa kryzys, zwłaszcza gospodarczy?
Kiedy nastaje kryzys, to niezależnie, czego on dotyczy, zawsze jest tak, że jedni na nim stracą, a inni się wzbogacą. Na pewno wzbogaci się ten, kto wyprodukuje teraz rzeczy, na które jest największy popyt. Są ludzie, którzy jakimś siódmym zmysłem wyczuwają okazję i wypełniają miejsce, gdzie jest próżnia. To ogromny talent.

Nie masz wrażenia, że w kryzysie ludzie właśnie zatrzymują pieniądze, tak jakby wstrzymywali na chwilę oddech? Że nie ma tego przepływu?
Owszem, zaobserwowałam to nawet ostatnio. Ludzie się teraz bardzo boją, wielu straciło pracę i szanse na zarobienie na swoje życie. Niektórych zaczęła dotykać bieda. Jedni od razu polecieli do sklepu i kupili mąkę, drożdże i papier toaletowy, a całą resztę wydatków odcięli. I teraz ani ten, co trzyma, ani ten, co mógłby zarobić, się nie bogaci.

Jakie trzeba mieć podejście do pieniędzy, by poradzić sobie najlepiej w kryzysie?
Po pierwsze, pieniądze należy lubić. Kiedy są, dobrze jest z nimi rozmawiać, zwracać się do nich z całą serdecznością, szacunkiem i wdzięcznością, na jakie nas stać. Po drugie, trzeba mieć na nie fajne miejsce, na przykład ładny portfel, trzeba je w nim też ładnie układać, najlepiej w tę samą stronę, według wartości. Po trzecie, należy je puszczać, czyli ich używać. Po czwarte, trzeba mieć poczucie, że się zasługuje na pieniądze, a jeśli mamy poczucie, że nie zasługujemy, to należy się przyjrzeć dlaczego. Bardzo często takie podejście wynosi się z domu. Bo jako dzieci słyszeliśmy na przykład: „Nie kumpluj się z nimi, oni są bogaci, to na pewno złodzieje” albo „Nie koleguj się z nimi, bo są biedni i nic nie mają – to się nie opłaca”. Spora część ludzi, kiedy ich spytasz o stosunek do pieniędzy, mówi: „Nie są dla mnie ważne”. Bo tak wypada powiedzieć. Albo: „Ja tego nie robię dla pieniędzy”, co nie zawsze jest prawdą. Często kobiety deklarują: „Nie dlatego się z nim spotykam, że on jest bogaty”, gdy tymczasem właśnie dlatego się z nim spotyka. Dużo jest w naszej relacji z pieniędzmi zakłamania.

Prawda jest taka, że pieniądze są niezbędne do życia, a poza tym dają nam satysfakcję, bo są w tym świecie jednak miernikiem tego, czy pracowałam, czy coś zrobiłam albo czy mi się udało. Dlatego jeśli pieniądze mamy, to dobrze, a jak ich nie mamy, to już trochę źle.

Ale czy pieniądze stanowią o naszej wartości?
Dla bardzo wielu osób – tak. Dla niektórych – wprost przeciwnie. Najlepiej byłoby to wypośrodkować. Ludzie, którzy potrafią zarabiać w sposób zdrowy, mogą się ze swoich pieniędzy cieszyć i dobrze ich używać. Inni – jak to się mówi – zabijają się dla nich, a potem nie mają nawet czasu ich użyć, ucieszyć się z nich. Albo nie umieją się z nich cieszyć. Bo jeśli będą mieli lexusa, to minie ich bentley, a kiedy kupią sobie bentleya, to minie ich rolls-royce, no a kiedy już będą jechać rolls-royce’em, to nad nimi przeleci prywatny odrzutowiec… Oczywiście, zawsze można się ucieszyć, że ktoś ma aż tyle, pod warunkiem że dobrze z tego korzysta. Natomiast jeśli w środku zawiść cię skręca i nie uśniesz w spokoju, póki nie przebijesz marką samochodu sąsiada, to nigdy nie będziesz czerpać z pieniędzy radości.

Mówisz, by pozwolić sobie na bogactwo. A co, jeśli czujemy i wiemy, że ewidentnie jesteśmy przepłacani? Inni pracują od nas ciężej i dłużej, a jednak nie proponują im takich stawek jak nam? Cieszyć się czy uważać za niesprawiedliwość i starać się innym to jakoś wyrównać?
A to zależy od człowieka. Ci, którzy mają adekwatne poczucie własnej wartości, mogą to przyjąć i zrobić z tego dobry użytek, czyli posłać gdzieś dalej. Ale jeśli ktoś jest słaby i nieukonstruowany, uzna pewnie, że mu się należy, a potem się zdziwi, bo już nie dostaje. Znam ludzi, którzy nie potrafią się pogodzić z tym, że nie są już na szczycie. A inni mówią sobie: „E tam, przynajmniej raz udało mi się przespać w Ritzu” i pójdzie sobie do pensjonatu w Kołobrzegu, i też będzie w nim szczęśliwy.

Czyli można by podsumować tak: nauczmy się akceptować, kiedy dają nam pieniądze, nawet jeśli oferują za dużo, ale też gdy nam je zabierają. Na takiej samej zasadzie, jak cieszymy się, kiedy znajdujemy pieniądze, ale też uznajemy, że fair jest je czasem zgubić.
Dokładnie tak. A jeśli dobrze nam się wiodło przed kryzysem, a po kryzysie wiedzie nam się gorzej – cóż, takie są koleje. Opowiem ci pewną historię. Przyszły do mnie kiedyś dwie siostry, których ojciec był bardzo bogaty. Miał powodzenie w interesach, więc za zarobione pieniądze kupił córkom mieszkania. Aż nagle okazało się, że to, co produkowała jego fabryka, przestało być kupowane. Po prostu skończył się popyt. Znajomi mu doradzali: „Sprzedaj szybko maszyny i towar, a to, co z tego dostaniesz, złóż na koncie. Będziesz miał kapitał do końca życia”. Ale on się uparł – bo ta fabryka to była jego wielkość. Powiedział: „Będę produkował dalej”. I jeszcze dokupił kilka maszyn. No i kolejny raz splajtował. Żona zgodziła się sprzedać swoje futra, by ratować fabrykę, ale to nic nie pomogło. Wtedy zwrócił się do córek z żądaniem, by sprzedały swoje mieszkania, bo przecież dostały je od niego. I one przyszły do mnie, bym im powiedziała, czy mogą nie sprzedawać i nie pomagać w ten sposób tatusiowi. Spytałam tylko o jedno: czy prawnie mieszkania są ich. Tak. „No to w żadnym wypadku! Powiedzcie mu, żeby się wypchał. To są wasze mieszkania, które dostałyście w prezencie. Jesteście mu za to bardzo wdzięczne i tyle”.

Jeśli ktoś nam daje, to nie może żądać, żebyśmy oddali – bo w ten sposób chce zaburzyć przepływ?
Właśnie – gdy dał, nieprzymuszony, i skoro chcieliśmy od niego przyjąć, to jest to teraz nasze. Chyba że znowu pojawia się w naszej głowie ta myśl: „nie zasługuję”. Warto zrobić wtedy porządną terapeutyczną pracę nad tym, dlaczego wiecznie mam takie poczucie.

U podnóża skąpstwa też leży przekonanie: „nie zasługuję”?
Absolutnie tak. Skąpstwo cechuje osoby o tzw. osobowości anankastycznej – one niczego nie wypuszczają: uczuć, pragnień, prawdy. To taki człowiek z czopkiem w pupie.

Mówisz: miejmy szacunek do pieniędzy. Jeśli szanujemy naszego partnera, to chcemy z nim być, ale też pozwalamy mu odejść.
Zgadza się. Ale przede wszystkim go lubimy. Dlatego nie bądźmy ani niewolnikami pieniędzy, ani ich właścicielami. Bo one płyną, płyną przez cały świat.

Katarzyna Miller, psycholożka, psychoterapeutka, pisarka, filozofka, poetka. Autorka wielu książek i poradników psychologicznych m.in. „Instrukcja obsługi toksycznych ludzi” czy „Daj się pokochać dziewczyno” (wydane przez Wydawnictwo Zwierciadło).

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze