fbpx

Grzeczne słówka, czyli co jesteśmy w stanie zrobić, by nie usłyszeć „nie”

Lęk przed konfliktem
Ilustracja: Michał Stachowiak

Kiedy ludzie się lubią, jest miło, wszyscy się ze sobą zgadzają i nikt nikomu nie robi nic złego… Choć dla niektórych taka niebiańska wizja relacji międzyludzkich może być pociągająca, to w realnym świecie nie występuje.

Po sposobie formułowania wypowiedzi można rozpoznać skłonność do uległości, agresji, asertywności czy empatii w kontaktach z innymi. Ludzie odbierają takie komunikaty podświadomie, nie muszą być specjalistami od mowy ciała czy komunikacji. Zobaczmy, o czym świadczą poniższe fragmenty e-maili:

„Pozwoliłem sobie napisać w kwestii możliwości wydawniczej w temacie poezji. Przy czym nadmienię, że temat imprintu jest mi znany, jednakże interesuje mnie umiarkowanie. Pytam bardziej o możliwość tradycyjnego wydawnictwa. Jestem ukształtowanym poetą, choć to ciągły proces, działającym w Internecie i zajmującym się poezją od lat. Do tej pory sieciowe działania były dla mnie wystarczające, ale nadchodzi taki czas, kiedy chce się wrócić do klasyki. Zamarzyło mi się słowo drukowane, pachnąca książka, która przejdzie kurzem i patyną”.

„Zwracam się uprzejmie z pytaniem, czy istnieje możliwość przesłania fragmentu pisanej przeze mnie powieści? W celu hipotetycznej oceny lub oszacowania, że powieść, nad jaką pracuję, ma szansę na zainteresowanie ze strony wydawnictwa”.

Czy mnie polubisz?

Jedną z najbardziej typowych cech ludzkich jest strach przed oceną. Jeśli jesteśmy niepewni, jak nasze słowa zostaną odebrane, obawiamy się odmowy i chcemy, żeby inni nas lubili, mamy tendencję do tworzenia barokowych konstrukcji językowych i nadużywania zwrotów: „jeżeli”, „być może”, „nie całkiem”, „w kwestii możliwości”, „marzy mi się” czy „jeślibyś zechciał”… Niechęć do konfliktów to chlubna cecha, dążenie do zgody rzeczywiście spowoduje, że część osób – o podobnych skłonnościach – będzie nas lubić. Jednak z pewnością w bliskim otoczeniu znajdą się również tacy, którzy taką zgodność potraktują jako zaproszenie do tego, żeby nas wykorzystywać. Jeszcze inni będą zastanawiać się, czy nie jesteśmy fałszywi, skoro rzadko bywamy asertywni. Niektórzy uznają nas za „naturalne ofiary”, które nie mają własnego zdania i trzeba nimi zarządzać, bo inaczej sobie w życiu nie poradzą. Tak więc nasze zachowania oparte na dążeniu do zgody mogą przynieść całkiem niespodziewane skutki.

Żeby było miło

Uwewnętrzniony zazwyczaj w dzieciństwie komunikat „bądź grzeczny” (czyli „słuchaj mnie i rób, czego ja chcę”) działa długoterminowo. Podstawowym pewnikiem, na którym – zazwyczaj nieświadomie – opieramy nasz system komunikowania się z otaczającym światem, jest założenie, że musimy być mili i zgodni, żeby inni nas lubi. A jest to założenie błędne.

Można cieszyć się sympatią innych, kiedy wypowiada się odmienne poglądy i prezentuje inne postawy. Świat nie rozpadnie się w gruzy, jeżeli powiemy „nie”, gdy nie będziemy chcieli zrobić tego, czego ktoś się właśnie od nas domaga. Może się natomiast zmniejszyć odsetek znajomych i „przyjaciół”, którzy zadają się z nami, bo dobrze nadajemy się do wykorzystywania i zaspokajania ich potrzeb. Ludzie, którzy chcą, żeby się z nimi zgadzać i robić to, czego sobie życzą (i którzy lubią nas, kiedy się z nimi zgadzamy), chcą, żeby zaspokajać ich potrzeby bez względu na koszty, jakie przy tym ponosimy.

Tylko nie mów „nie”!

Dlaczego uduchowiony poeta i wrażliwy prawdopodobnie pisarz tak „dookoła” zwracają się do wydawnictwa, przedstawiając propozycję wydania ich dzieł? Jakby chcieli poprosić, aby wydawnictwo zrobiło to „mimo wszystko”, jakby zakładali, że druga strona będzie niechętna przystać na ich propozycję. Jeśli rzeczywiście uważają, że ich prace nie nadają się do druku, to brakiem rozsądku jest proponowanie próbek. Więc prawdopodobnie uznają, że materiał jest dobry, ale wydawnictwo może nie chcieć. I tu zaczynają się schody. Piszący nie chcą usłyszeć odpowiedzi odmownej, a jednocześnie podświadomie zakładają, że może ona nastąpić. Więc z jednej strony zachowują się trochę tak, jakby wcale nie prosili: „Pozwoliłem sobie napisać w kwestii możliwości wydawniczej w temacie poezji”, „Zwracam się uprzejmie z pytaniem, czy istnieje możliwość przesłania fragmentu pisanej przeze mnie powieści? W celu hipotetycznej oceny lub oszacowania (…)”. No cóż, skoro sobie ktoś pozwolił, to mu wolno. A pytanie o to, czy istnieje możliwość przesłania czegoś do wydawnictwa, jest zaiste zadziwiające. Sytuacja zaczyna więc wymykać się logice. A to budzi podejrzenie, że kierownicę działań przejęły emocje. W tym wypadku strach.

Kiedy nie chcemy usłyszeć odpowiedzi odmownej? Wtedy, gdy chcemy, by sprawy toczyły się po naszej myśli, bo obawiamy się tego, co się może zdarzyć, gdy wymkną się spod kontroli. Wizja świata w gruzach przesłania zdolność do rozsądnego myślenia. Paradoks sytuacji polega na tym, że za miłymi, nadmiernie ostrożnymi słowami stoi strach przed usłyszeniem „nie”. Boimy się, więc informujemy drugą stronę, że nie jesteśmy agresywni, poddajemy się, tylko niech nie robi nam krzywdy. Czyli niech nie mówi „nie”. Manipulacja? Tak. Pod płaszczykiem zgodności kryje się brak przyzwolenia na odmowę.

Zaproszenie do tańca

Znajomość działania tego procesu pozwala zastanowić się i świadomie wybrać, czy iść dalej drogą nadmiernej grzeczności, czy może coś zmienić w swoim sposobie komunikowania się ze światem. A właściwie z tą częścią świata, która ma podobne zasady porozumiewania się. Zaliczają się do niej: nadmiernie grzeczni, którzy nie ranią się słowami nawzajem, ale też nie są w stosunku do siebie do końca szczerzy; ludzie, którzy chętnie przyjmą naszą grzeczność i uległość, ale w żadnym razie nie czują się zobowiązani do wzajemności; a także osoby nadopiekuńcze, które wyczuwszy niepewność w naszym zachowaniu, zaczną nam matkować, zarządzać nami i skłaniać do realizowania ich pomysłów. Co ciekawsze: takie właśnie cechy uaktywniamy u naszych rozmówców, którzy w innych sytuacjach są w stanie zachowywać się asertywnie i partnersko, ale skoro zapraszamy ich do tańca na naszych zasadach, tańczą w narzuconym przez nas rytmie.

Odcienie szarości

Nadmierna ostrożność w słowach wynikająca z nadmiernej zachowawczości w życiu łączy się przeważnie z pewnego rodzaju głuchotą komunikacyjną: nie umiemy odróżniać zdrowej asertywności od agresji, bo sami mieszamy te dwa pojęcia. Obawiamy się, że zachowując się asertywnie, stajemy się „niemili”, a to już pierwszy krok do bycia odrzuconym przez tych, na których nam zależy. Dlatego dobrze jest zacząć od rozpoznania swoich nawykowych zachowań i sprawdzić, na ile kieruje nami rozsądek, a na ile zachowujemy się nawykowo, bo „zawsze tak robiliśmy”. Poważnym wyzwaniem dla tchórzliwych reakcji może być zgoda na niepowodzenie. Pomyślmy, ile to nam da wolności, kiedy przyjmiemy postawę: „tak, może się nie udać w ten sposób, wtedy poszukam innego rozwiązania. A im szybciej dowiem się, że coś nie może być przeprowadzone według proponowanego przeze mnie scenariusza, tym więcej czasu mogę przeznaczyć na znalezienie alternatywnego”.

Nieskuteczna nadgorliwość

Redaktorka wydawnictwa, które otrzymało zapytania od poety i pisarza, nie była nastawiona na współpracę. Spytała: „A kto ich nauczył tak pisać?”. Skutek barokowych ostrożności w słowach okazał się przeciwny do zamierzonego. Ciekawe, jak by zareagowała na komunikaty przedstawiające konkretną prośbę i dopuszczające możliwość odmowy. Na przykład takie:

„Piszę, żeby zapytać, czy widzicie Państwo możliwość wydania moich wierszy. Dotychczas publikowałem swoje utwory w sieci, jednak pragnę, by zostały wydane drukiem w tradycyjny sposób. Załączam wybrane wiersze z prośbą o opinię i określenie możliwości ich wydania przez Państwa”.

„Chciałbym przesłać Państwu fragment swojej powieści – do oceny i określenia, czy widzicie Państwo możliwość jej wydania. Proszę o informację, jak obszerny powinien być fragment i w jakiej formie ma być przygotowany plik z jego zapisem, żeby na jego podstawie mogli Państwo wyrazić swoją opinię”.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze