Most między matką a córką – jak dogadać się na wyboistej drodze dorastania?

Jako matka nie możesz przeżyć życia za swoją córkę. Możesz za to wspierać ją i sprawić, żeby była silna. (Fot. iStock)

Głęboka, zdrowa więź matki i córki potrafi dać siłę na całe życie. Dlatego psycholożka Nuanprang Snitbhan napisała poradnik „Między nami dziewczynami…”. To rodzaj przewodnika po emocjach – pomoże lepiej dogadać się mamom i ich córkom na wyboistej drodze dorastania.

Jestem matką dwóch córek, 8- i 11-letniej, i myślenie o tym, jak najlepiej ułożyć nasze relacje, towarzyszy mi nieustannie. W którym momencie powinnam sięgnąć po twoją książkę?
Twoje córki są w idealnym wieku, żebyście wspólnie przerobiły ćwiczenia z książki. Pisząc ją, myślałam właśnie o dziewczynkach w wieku „przednastolatkowym”, czyli między dziewiątym a 12. rokiem życia. Ale można spróbować tych ćwiczeń nawet z siedmio-latką. Im wcześniej zaczniemy pomagać dzieciom rozumieć i nazywać uczucia, tym lepiej. Moja córeczka ma dopiero dwa lata, a już zna sporo określeń stanów emocjonalnych.

Jest wiele książek psychologicznych dotyczących tego, jak radzić sobie z emocjami i jak się komunikować, ale ta jest o tyle wyjątkowa, że kierujesz ją do matki i córki równocześ­nie. Skąd ten pomysł?
Z własnego doświadczenia. Urodziłam się w Tajlandii, w Bangkoku, i dopiero jako 14-latka przyjechałam z bratem do szkoły w Stanach Zjednoczonych. Musiałam radzić sobie sama i nauczyć się funkcjonować w obcym świecie, nie znając dobrze języka. A byłam w okresie dorastania, nie wiedziałam jeszcze, kim jestem, miotały mną sprzeczne uczucia i popełniałam mnóstwo błędów. Nie mogłam poskarżyć się mamie, która wiele musiała poświęcić, żeby wysłać nas na naukę za granicę. Do tego dochodził azjatycki model rodziny, w której wyrastałam, zgodnie z którym dzieci muszą bezwzględnie podporządkować się starszym. To rodziło wiele frustracji. Dziś jesteśmy z mamą w dobrych stosunkach, ale wtedy odczuwałam żal, byłoby mi lżej przejść przez to wszystko, gdyby umiała ze mną o tym porozmawiać. Drugi powód jest taki, że od prawie 15 lat pracuję jako psycholożka kliniczna zajmująca się dziećmi, nastolatkami i rodzinami. Wiele mam przychodzi z córkami i prosi: „Czy może z nią pani porozmawiać?”. Zawsze proponuję, żeby same wygospodarowały raz w tygodniu 45 minut na rozmowę z dzieckiem. Dzieciaki chcą „ważne” rzeczy usłyszeć od swoich rodziców!

Dlaczego z rozmaitych relacji rodzinnych wybrałaś właśnie tę: matka – córka?
No cóż, kobietom łatwiej przychodzi rozmowa niż mężczyznom [śmiech]. I matki naprawdę chcą nawiązać kontakt ze swoimi córkami! Ale kiedy próbują zrobić to, gdy córka jest już nastolatką, często kończy się frustracją. Zwykło się mówić, że nastolatki są trudne. Według mnie przynajmniej równie trudny jest okres tuż przed wejściem w nastoletni czas. Te dziewczynki nie są już małymi dziećmi, ale jeszcze nie są „prawdziwymi nastolatkami”. Ich ciała się zmieniają, nie wiedzą jeszcze, kim są. Ten okres dla rodziców oznacza zmianę w ich podejściu do dzieci, dawanie im większej swobody zamiast wskazówek, co mają robić. W życiu dzieci jest to czas prób i błędów. Ale nie znaczy to, że nie potrzebują wtedy rodziców! Rodzice nadal muszą być „dla nich” i złapać je, jeśli upadną. Bo upadną na pewno!

Kiedy rozmawiam z przyjaciółkami, często słyszę opowieści o tym, jak trudne są ich relacje z matkami. Znam zaledwie kilka kobiet, które te relacje mają dobre i bliskie.
Wszystkie odczuwamy presję, że powinnyśmy być w przyjaźni z naszymi matkami, móc o wszystkim z nimi porozmawiać. Ale w rzeczywistości nie zawsze tak jest. Dlatego proponuję narzędzia, które pomogą w budowaniu relacji od wczesnych lat.

Przyglądam się relacjom dorosłych już córek oraz ich matek i czasem mam wrażenie, że wisi nad tą więzią jakaś klątwa. Tyle w nich wzajemnej agresji, frustracji, żalu, zawiedzionych nadziei, poczucia krzywdy…
I poczucia winy! Często słyszę od matek dorastających córek: „Boję się, że ona mnie znienawidzi, a ja przecież muszę narzucić jej pewne zasady, wymagam tylko przestrzegania reguł”.

A jak córki widzą te sytuacje?
Dziewczynki zwykle desperacko pragną mieć dobre, głębokie więzi z matką, ale też często nie wiedzą, jak to osiągnąć. „Mama ciągle czegoś ode mnie chce, wymaga, nakazuje, ale mnie nie słucha!” – słyszę często. Moja książka ma pokazać mamom, jak słuchać córek, a córkom – jak słuchać matek. Wszyscy mamy własne doświadczenia, opinie, poglądy, wasze dorastające córki też je będą miały. One mogą być różne od naszych, bo wyrastałyśmy w innej epoce. Już sam rozwój technologii zmienił w tym czasie nasze życie i wpłynął na relacje międzyludzkie.

A może część nieporozumień bierze się stąd, że to relacja dwóch kobiet, z których jedna jest już dojrzała, a kobiecość drugiej dopiero się wyłania?
Element swoistej walki o władzę czyni ten układ jeszcze bardziej skomplikowanym, ale to nie znaczy, że porozumienie nie jest możliwe. Będę z uporem powtarzać, że zdobycie możliwie wcześnie, zanim nastąpi okres dojrzewania, umiejętności rozmawiania z dzieckiem jest dla relacji matka – córka kluczowe! Dlatego w każdym rozdziale umieściłam sekcję „Czas rozmowy”. Chciałam pokazać, że to nic strasznego: rozmowa nie musi być czymś niezręcznym, ciężkim czy też czymś, co kojarzy się córce z krzyczącą matką. To może być specjalny, wartościowy czas, kiedy powiesz mi, co tylko chcesz, a ja skupię się na tobie i będę cię słuchać. A potem ty wysłuchasz mnie.

Co córka powinna dostać od matki w ich relacji?
Mocne więzi, które przetrwają, szacunek oraz umiejętność słuchania. Bo czasem słowa nie są tak ważne jak to, co ukryte pod nimi. Agresja, która wybucha, nie musi być tym, czym się wydaje. Może w ten sposób twoja córka domaga się miłości albo czegoś innego. Ciekawa jestem, jak jest w polskiej kulturze. Czy relacje matka – córka są partnerskie, czy istnieje wyraźna hierarchiczna przewaga matki, jak np. w kulturze azjatyckiej?

W większości rodzin, które znam, deklarowane jest „równościowe” podejście do dzieci, ale w praktyce różnie to wygląda.
Uważam, że obustronny szacunek to podstawa. Powinniśmy szanować swoich rodziców, zwracać się do nich uprzejmie, ale też od rodziców wymagałabym tego samego! A kiedy dzieci dorastają, muszą wiedzieć, że ich słowa są ważne, że mają prawo do swoich wyborów.

Piszesz w książce o tematach unikanych w rozmowach przez rodziców i dzieci. Które z nich są najtrudniejsze, jeśli chodzi o matki i córki?
Gniew. Może przejawiać się na różne sposoby, nie tylko te gwałtowne. Czasem ktoś się zamyka w sobie i nie ma z nim kontaktu. Inne rodziny są wybuchowe i wyładowują się w krzyku. Wielu ludzi boi się gniewu, ale z mojego punktu widzenia wszystkie emocje są w pewnym sensie takie same. Nie trwają wiecznie, przychodzą i odchodzą. Wszystko zależy od tego, jak je potraktujesz. A ludzie często się gubią, myśląc, że uczucia to oni. Nie jesteś swoimi uczuciami! Zawsze powtarzam to moim klientom.

Niełatwo znieść zachowanie ukochanej córki, która wrzeszczy na ciebie, bo coś jej się nie powiodło, ale to na tobie wyładowuje frustrację i ciebie traktuje jak wroga. Czasami trudno się powstrzymać, żeby samemu nie zacząć krzyczeć na dziecko.
To trudna gra – trzymać buzię na kłódkę, kiedy córka cię atakuje. Pierwsza rzecz, którą bym zrobiła, to uznałabym i potwierdziła jej uczucia: „Jesteś teraz na mnie wściekła? OK, to zanim o tym porozmawiamy, zróbmy przerwę i rozejdźmy się na chwilę do pokojów. Spotkajmy się za moment, kiedy emocje trochę opadną”. Jeśli od razu będziesz chciała wszystko wyjaśnić, to nie zadziała! Nazywanie emocji jest kluczowe dla dzieci. One często nie rozumieją, co czują, trzeba nauczyć je, jak używać słów opisujących uczucia. Dobrze sprawdzają się tzw. dzienniki emocji, w których można wybrać określony obrazek czy emotikonkę opisujące nasz stan emocjonalny. Używam ich podczas sesji terapeutycznych, ponieważ ludzie powinni nauczyć się przede wszystkim rozpoznawać, co czują tu i teraz. Muszą najpierw zidentyfikować emocję, zanim ruszą dalej.

Wskazówka, żeby raz w tygodniu znaleźć czas na wspólne ćwiczenia i rozmowy – jak proponujesz – wydaje się cenna także dlatego, że dziś żyjemy szybko. Zanurzeni w smartfonach i komputerach nie mamy czasu na pielęgnowanie relacji.
A te ćwiczenia to czas tylko dla nas, czas na bycie razem. Wystarczy 20 minut. I nie codziennie, bo program jest tak pomyślany, że każdego tygodnia ćwiczone są inne umiejętności, trzeba więc czasu, żeby przyswoić materiał, porozmawiać o nim. I kolejna rzecz – róbcie ćwiczenia z książki, kiedy jesteście zrelaksowane, w dobrym nastroju. Kiedyś jedna z mam zapytała mnie, czy może korzystać z książki, kiedy się z córką pokłócą, czy wtedy ćwiczenia mogą to szybko naprawić. Otóż nie. Znajdźcie spokojny moment, np. w weekend, kiedy macie otwarte umysły.

Piszesz, że współczesne czasy są dla nas wyzwaniem, wywołują wiele napięć, które są szczególnym ciężarem dla dzieci. W przypadku dziewczyn dochodzi presja związana z wyglądem i wiele sprzecznych oczekiwań: masz być piękna, masz być świetną uczennicą etc. One często nie wiedzą już, kim mają być, co robić. To chyba też ważny temat do przepracowania w relacji mamy i córki?
Dorastające dziewczynki chcą być jak inni. Dopiero odkrywają swoją tożsamość, muszą więc mieć prawo do błędów. Najpierw naśladują innych, żeby sprawdzić, czy coś jest dla nich, czy nie. Rodzicom trudno patrzeć, jakie ich dzieci wyczyniają czasem głupoty. Ale przybieganie za każdym razem na ratunek nie daje dziecku okazji, żeby samo rozwiązało problem, nauczyło radzić sobie z konfliktami czy rozładowywać stres.

Możemy spróbować dać im narzędzia…
Tak, ale nie możemy przeżyć życia za nie. Pewnego dnia twoja córka pójdzie w świat i chciałabyś, żeby była wtedy niezależna i umiała zadbać o siebie w relacjach z innymi. Musi więc rozwinąć te umiejętności, kiedy jest dzieckiem. Ludzie się załamują, kiedy rzeczy przestają iść gładko, a powinni uczyć się, jak sobie pomóc. Nie możesz po prostu poddawać się, kiedy upadniesz. Nie zgadzam się, żeby dziewczynki nasiąkały takimi wzorcami. Powinny od nas słyszeć: „Jesteś wystarczająco dobra, możesz to zrobić. Poradzisz sobie”. To jest właściwy przekaz!

W twojej rodzinie to matka mówiła ci, co masz robić, nie byłyście „równe”. Jednak jest też teoria, że niekoniecznie dobre jest, gdy matka staje się przyjaciółką córki.
Wierzę, że matka powinna być raczej rodzajem przewodniczki niż przyjaciółki. Nasze córki mają już wystarczająco dużo przyjaciół. Powinnyśmy być dla nich mamami, uczyć, co dobre, a co złe. Stawiać granice. Jeśli tego nie robisz i próbujesz wejść w rolę przyjaciółki, dziecko nie czuje się z tobą bezpiecznie. Trudno mu zaufać mamie, kiedy ta nagle zapragnie być jednak autorytetem i uczyć, co jest właściwe.

Ale trudno zachować równowagę pomiędzy byciem mądrym przewodnikiem a wszystkowiedzącym dyktatorem.
Tak, sztuka polega na złapaniu tej równowagi. Dlatego zalecam stawiać granice, uczyć wartości, ale i słuchać dzieci, interesować się tym, co czują. Uznawanie uczuć dzieci jest najważniejsze: „Też jest mi smutno, kiedy widzę, że tobie jest smutno. Możemy przez to przejść, dasz radę”.

Twoja córka ma dopiero dwa lata, więc jest znacznie młodsza od dziewczynek, do których skierowana jest książka. Co byś powiedziała o tych pierwszych latach, które przygotowują grunt pod późniejszą relację?
Rozmawiam z nią dużo o uczuciach, nazywam je. Wzrusza mnie, kiedy mówi: „Mamusiu, jestem smutna”. Chciałabym, żeby była w kontakcie ze swoimi emocjami, wiedziała, jak z nimi pracować, żeby nie wybuchły i nie poraniły jej i mnie. „Między nami dziewczynami…” napisałam także dla niej. A teraz zastanawiam się, czy powinnam napisać kolejną książkę dla chłopców i ojców. Jak uważasz? Tylko że oni ze sobą nie gadają o emocjach.

Ale tego właśnie potrzebujemy, my, kobiety – mężczyzn, którzy mówią! [Śmiech].
Może najpierw napiszę o matkach i synach. To matki pierwsze uczą ich rozmawiać o uczuciach.