Pema Chödrön o tym, jak zaakceptować rzeczywistość

Pema Chödrön, mniszka buddyjska rodem z Ameryki (fot. materiały prasowe)

Pema Chödrön, mniszka buddyjska rodem z Ameryki, przekonuje, by zamiast płakać czy się złościć, zaakceptować fakt, że nasze ścieżki bywają wyboiste. Zamiast je na siłę wyrównywać – cieszyć się przejażdżką.

Pierwszy nauczyciel Pemy – Chögyam Trungpa, zapytany o to, czym jest oświecenie, odpowiedział: „Oświecenie jest jak słuchanie hejnału albo wąchanie tytoniu po raz pierwszy”. Po prostu na pewnym etapie praktyka wymaga tego, by zwrócić się w stronę swojego doświadczenia, nie odwracać się. Czy jesteś w stanie otworzyć się na obawę, lęk, przerażenie, uczucie paniki? Patrzeć na rzeczy bez przyklejania im etykietek? Wyjść poza lubienie czy nielubienie? Być wdzięcznym za dźwięk, który zakłóca upragnioną ciszę? Życzyć dobrze komuś, kto zadziałał na twoją szkodę? Poczuć bez oporów czyjeś cierpienie? Przyjąć świat z jego szaleństwem, chaosem?

W centrum mandali

Pema Chödrön w najnowszej książce „Żyj pięknie. Jak czerpać inspirację ze zmian, które przynosi los” opowiada o odosobnieniu, prowadzonym przed laty przez wspomnianego Trungpę. Sprawowała pieczę nad tym wydarzeniem – miała dbać, by wszystko przebiegało zgodnie z planem. Nie przebiegało – z powodu samego nauczyciela. Drugiego dnia rozpoczął wykład z godzinnym opóźnieniem, trzeciego spóźnił się dwie godziny, czwartego – siedem! Wszyscy się pogubili: kucharze nie wiedzieli, kiedy serwować posiłki, dzień mieszał się z nocą… To był wyjątkowy trening na przyjęcie nieprzewidywalności, niejednoznaczności ludzkiego bytu. „Możemy psioczyć do woli, kiedy nasze starannie ułożone plany wywrócą się do góry nogami, kiedy nasze harmonogramy biorą w łeb, kiedy ludzie się nie pojawiają, kiedy mówią, że będą, i przychodzą, kiedy się najmniej ich spodziewamy” – mówi mniszka. „Ale w pewnym momencie musimy po prostu zrezygnować i poddać się życiu, będąc otwartym na nieograniczone możliwości tego, co – i kto – może pojawić się w naszej mandali”.

Jak by to było patrzeć na nasze życie (ale też na każdą jego sytuację) jak na mandalę – ogromny, nieograniczony krąg? Stoisz w jego centrum, a wszystko, co cię otacza (ale też, co czujesz, myślisz), składa się na niepowtarzalną całość. Taką mandalą staje się pomieszczenie, do którego wchodzisz – pokój, wagon, sala szpitalna… Nie możesz sam jej ułożyć, wybrać elementów, które wejdą w jej skład. Możesz ją tylko przyjąć, uznać, że zawsze jest „właściwa”, kompletna. Że wszystko, co się w niej pojawia, stanowi narzędzie przebudzenia. „To od ciebie zależy, czy twoje życie jest mandalą nerwicy, czy mandalą zdrowia psychicznego” – pisze Chödrön.

Możemy uczynić z mandali swojego życia sojusznika, możemy stworzyć prawdziwy, zdrowy związek ze światem. Ale wiąże się to ze stopniową rezygnacją z naszego niezmiennego „ja” – z naszych przekonań o tym, kim jesteśmy. Kiedy stajemy się mniej skupieni na sobie, kiedy nasze małe, strachliwe, egocentryczne „ja” odpuszcza, możemy bardziej zaangażować się w życie. Przyjąć świat w całości – z jego wspaniałością i nędzą. Pema Chödrön przekonuje, że potrzebujemy i jednego, i drugiego. „Wspaniałość daje nam wizję, a nędza nas uziemia” – stwierdza. Pierwsza podnosi na duchu, daje siłę, by iść naprzód. Druga – uczy wrażliwości i pokory. „Właśnie wtedy, gdy jesteśmy gotowi się poddać, miłe słowo, widok oceanu lub dźwięk pięknej muzyki może uratować sytuację. Właśnie wtedy, gdy jesteśmy z siebie dumni i stajemy się aroganccy, nagłe nieszczęście lub złe wieści od lekarza, lub nieoczekiwana śmierć ukochanej osoby mogą gwałtownie sprowadzić nas na ziemię i ponownie połączyć z naszym wrażliwym sercem”.

Ciesz się przejażdżką

Dlaczego nie potrafimy żyć pięknie – tak po prostu, bez wysiłku – otworzyć się na pełne doświadczanie życia? W zasadzie można by to sprowadzić do jednego: naszego oporu przed zmianą. A dokładniej: przed „przyjęciem chaotycznej, niestałej, dynamicznej, pełnej wyzwań natury naszego położenia” – jak pisze Pema. Niby wiemy, że podstawową cechą naszej egzystencji jest jej tymczasowość – to fakt, którego nie da się podważyć. A mimo to ciągle mu się opieramy, mówimy mu „nie”. Wciąż kombinujemy, co by tu zrobić (albo czego nie zrobić), by móc wieść bezpieczne, podlegające kontroli życie; jak znaleźć pewny grunt, który zapewni nam trwały dobrobyt i szczęście. Zamiast cieszyć się przejażdżką, jaką jest życie, próbujemy wymigać się od niektórych doświadczeń, ugrać coś po swojemu.

Rezultaty? Sprawdź. Zrób ćwiczenie, proponowane przez Pemę Chödrön. Usiądź na kilka minut w ciszy, skup uwagę na oddechu. Zastanów się, co robisz, kiedy czujesz dyskomfort, niezadowolenie i chcesz się poczuć lepiej. Możesz sporządzić listę wszystkich osobistych remediów. A teraz odpowiedz: Czy to działa? Czy kiedykolwiek zadziałało? Czy łagodzi ból? Wzmaga go? Bądź szczery! Prawdopodobnie uznasz, że twoje wysiłki nie są całkiem bezcelowe, ale że wszystkie strategie pomagają tylko na chwilę… To oczywiste – mówi mniszka: „Usiłujemy trzymać się ulotnych przyjemności i unikać dyskomfortu w świecie, w którym wszystko nieustannie się zmienia. Nasze strategie nie są godne zaufania. To, w jaki sposób próbujemy czuć się bezpiecznie i szczęśliwie, stoi w sprzeczności z realiami życia”.

Prawda jest bezwzględna: nie ma ucieczki – od życia, zmiany, śmierci. Nie ma gdzie się ukryć. Może więc rzeczywiście lepiej otworzyć się na wszystko, co jest do przeżycia? Zaoszczędzić sobie cierpienia związanego z uciekaniem w różne formy odcięcia czy uzależnienia, w kompulsje i rozmaite -izmy? „Przez jeden dzień (lub przez jeden dzień w tygodniu) powstrzymaj się od czegoś, co zwykle robisz, aby uciec, aby uniknąć czegoś” – zaleca nauczycielka. I sugeruje, by było to coś konkretnego: objadanie się, przepracowywanie, natrętne esemesowanie, sprawdzanie poczty… „Podejmij zobowiązanie wobec siebie do delikatnej i życzliwej pracy nad powstrzymaniem się od tego nawyku przez ten jeden dzień. Naprawdę podejmij to zobowiązanie. Zrób to z zamiarem skontaktowania się z nieuświadomionym lękiem lub niepewnością, których unikasz. Zrób to i zobacz, co odkryjesz”.

Tak, prawdopodobnie zostaną emocje. Ale one też przecież nie są trwałe – zwłaszcza gdy pozwolisz sobie, by odczuwać je bez filtrów – bez komentowania, interpretowania, wewnętrznego dialogu. Nagle widzisz, jak się rozpadają albo transformują: strach może zamienić się w smutek, gniew w poczucie beznadziei. Pewnie wcześniej czy później przyjdzie też ciekawość, radość, ożywienie. Odwaga. Zaufanie… Możesz doświadczać ich bez przywiązywania się, bez wartościowania. Po prostu bądź świadom tego, co czujesz. „Kiedy nie jesteś już tak bardzo uwikłany w swoje emocje, wtedy możesz bezpośrednio doświadczyć ich mocy” – zapewnia Pema Chödrön. „Ich intensywność, ich dynamiczna energia, zamiast wywoływać w tobie lęk, budzi cię”.

Trzy zobowiązania

W „Żyj pięknie” nauczycielka opowiada o Trzech Ślubach buddyjskich (rozumianych tu mniej formalnie – jako zobowiązania). Mogą stać się one cennymi drogowskazami w naszej wędrówce, pomóc nam odnaleźć się w chaosie życia, oswoić podstawowy lęk związany z tzw. „kondycją ludzką”, wreszcie – przebudzić się.

Pierwsze zobowiązanie (pratimoksza) mówi o podjęciu starań, by nasze działania czy słowa nie powodowały krzywdy. Ważna jest tu praca z myślami i emocjami, ugruntowanie, umiejętność hamowania szkodliwych popędów, impulsywnych reakcji. Drugie zobowiązanie (bodhisattwa) dotyczy pomagania innym. Podejmujemy je, kiedy jesteśmy gotowi otworzyć nasze serca i umysły, zrobić coś dla zmniejszenia cierpienia na świecie. I wreszcie trzecie zobowiązanie (samaja). Chodzi w nim o to, by dążyć do przyjęcia świata takim, jaki jest. By odrzucić uprzedzenia i postrzegać wszystko, co spotykamy, jako przejaw przebudzonej energii. Widzieć we wszystkim możliwość dalszego przebudzenia.

Trzy zobowiązania można rozumieć jako kolejne kroki na drodze do przebudzenia. Kiedy podejmujesz się nie wyrządzać szkody, zaczynasz ćwiczyć bycie obecnym, zyskujesz coraz większą świadomość swoich uczuć. Kolejny etap – działanie na rzecz innych – pozwala poczuć jedność ze wszystkimi istotami. Stąd już tylko krok do zmierzenia się z brzydotą życia i objęcia jej. Po prostu bierzesz życie z całą jego nieprzewidywalnością i niedoskonałością. Z „bezzasadnością bycia człowiekiem”, jak nazywa to uczucie Pema Chödrön. Zapewniając, że – jeśli się na nie otworzymy – może być odczuwane jako wielka ulga, wolność od wszelkich ograniczeń. Ukojenie. „Po prostu przestajemy się temu przeciwstawiać. Przestajemy unikać tego, co nieuniknione. Przestajemy walczyć z dynamiczną, ciągle zmieniającą się jakością życia, a zamiast tego siadamy wygodnie i cieszymy się nią”.

Zanim zareagujesz złością lub płaczem

Trzyetapowa praktyka polecana przez Pemę Chödrön – pomocna, gdy popadamy w samokrytykę, kiedy spinamy się, zamykamy albo gdy pojawia się w nas jakaś niewygoda (irytacja, niecierpliwość, rozczarowanie). Przydatna przed ważnym spotkaniem, konfrontacją. Działa uziemiająco, pozwala wyjść poza schematy i przywiązania.

  • Bądź w pełni obecny. Wejdź w teraźniejszość. Skieruj uwagę na to, co się z tobą dzieje właśnie w tej chwili. Bądź w pełni świadomy swojego ciała, jego potencjału energetycznego. Bądź świadomy swoich myśli i emocji.
  • Poczuj swoje serce. Jeśli uznasz to za pomocne, połóż rękę na klatce piersiowej. Jest to sposób na zaakceptowanie siebie takiego, jaki jesteś w tym właśnie momencie, na powiedzenie: „Właśnie tego teraz doświadczam i to jest w porządku”. Pozwól sobie na rozluźnienie i stań się wrażliwy, bardziej przystępny i zainteresowany.
  • Zacznij od nowa bez planu działania. Wykonaj skok w nadchodzącą chwilę, wolny od pomieszania. Od założeń, uprzedzeń, planów. Z otwartym umysłem i ciekawością – „zobaczmy, jak to się rozwinie”…