Poproś a dostaniesz

Fot. IStock

W tym szaleństwie też jest metoda! Niemiecki nauczyciel i aktor Pierre Franckh już jako dziecko opanował sztukę przenoszenia swoich pragnień do rzeczywistości. Jego zdaniem wszystkie życzenia się spełniają, pytanie tylko, jak je formułujemy. I nie chodzi wcale o jakieś magiczne zaklęcia, ale o energię, jaką wysyłasz w świat.

W wieku sześciu lat napisał bilecik do Anioła Stróża z prośbą o rower. Kartka została skrzętnie ukryta – nikt (poza Aniołem) nie miał prawa jej znaleźć… Rower nadjechał, dokładnie taki, jak miał być (z kolorem włącznie). Trzy lata później Pierre Franckh nie wierzył już w spełnianie życzeń. On wiedział, że się spełniają. W końcu wszystko to, co spisywał na kartkach, przyjmowało realne kształty. Mimo to postanowił przeprowadzić test – poprosić o coś, co wydawało się niemożliwe. Bardzo chciał zagrać w filmie. Ważną rolę. Taką, żeby każdy dobrze go widział i żeby jego nazwisko widniało tuż obok tytułu. Przedziwnym zbiegiem okoliczności rzeczywiście (jeszcze w tym samym roku!) dostał rolę w filmie, i to naprawdę istotną. Był antagonistą głównego bohatera. Mimo to przeżył zawód, ponieważ chłopak, którego grał, miał mówić dialektem, więc posłużono się dubbingiem. Owszem, był widoczny, ale nikt nie mógł go usłyszeć! To jedna z boleśniejszych lekcji na drodze do spełnionych marzeń. Cóż, uważaj, o co prosisz, bo możesz to dostać – jak mawiają Chińczycy.

Siedem reguł zamawiania

Wiele wskazuje na to, że właściwe formułowanie życzeń rzeczywiście wymaga pewnej wiedzy i wprawy. Pierre Franckh stał się w tej sztuce na tyle skuteczny, że postanowił podpowiadać innym, jak kreować własne życie. Zaczął prowadzić wykłady i szybko zorientował się, że to, co dla niego było całkiem naturalne, dla innych oznaczało swego rodzaju wtajemniczenie. Pojawiało się coraz więcej pytań, próśb o konkretne wskazówki. Aż pewnego dnia jedna ze słuchaczek Franckha oznajmiła: „Wiem, że napisze pan na ten temat książkę”. Kiedy spytał ją, skąd ten pomysł, odpowiedziała bez namysłu: „Ponieważ życzę sobie tego”. Napisał więc „Siedem reguł spełniania marzeń” (wyd. Studio Astropsychologii) i kolejne (m.in. „Prawo rezonansu”). Przy okazji spełnił też swoje pragnienie sprzed 20 lat – by zostać pisarzem.

Wygląda na to, że jest mistrzem urzeczywistnionych marzeń. Instrukcje, które podaje, przeplatane są opowieściami o tym, jak poszczególne zasady zadziałały w jego życiu. Pełno tu niezwykłych splotów okoliczności, synchronizacji, może nawet cudów. Jak wtedy, gdy – już jako dorosły mężczyzna – dostał rolę w „Fauście”, w monachijskim teatrze. Albo wtedy, gdy poszukiwał z żoną okazałych roślin doniczkowych, a pewien właściciel upadłej firmy oddał im je za bezcen. Nie mówiąc już o tym, że i żonę przyciągnął do swojego życia… Chcesz uczyć się od Pierre’a Franckha? Oto jego reguły:

Po pierwsze: zacznij.

Trening czyni mistrza, więc trenuj! Zacznij od małych rzeczy – tak, żeby nie obciążać procesu nadmiernymi oczekiwaniami. Baw się, eksperymentuj – w ten sposób zyskujesz dystans do całego przedsięwzięcia. Tak naprawdę – twierdzi Franckh – wszechświatowi jest wszystko jedno, jakie rozmiary ma twoje życzenie. Ale twojemu umysłowi już nie: będzie zgłaszał wątpliwości, kwestionował celowość działań. Dlatego tak ważne jest, żeby zaczynać od mniejszych kroków; udowodnić, że to działa. A po odnotowaniu sukcesów, stopniowo nabierać apetytu, odwagi, swobody. Porywać się na więcej. Dobrym sposobem jest zaczęcie od słynnego rezerwowania miejsca na parkingu, czyli mówienia na głos: „Proszę, by tam, dokąd jadę, czekało na mnie wolne miejsce na parkingu”. Niewiele ryzykujesz – w razie niepowodzenia nie przeżyjesz wielkiego rozczarowania. Franckh zaleca, by zadbać o taką rezerwację z odpowiednim wyprzedzeniem (najlepiej wyjeżdżając z domu), aby świat miał trochę czasu na realizację zamówienia.

Po drugie: naucz się poprawnie formułować życzenie.

Franckh podkreśla znaczenie precyzji, przejrzystości. Jeśli pracowałeś kiedyś z afirmacjami, znasz te zasady. Więc czas teraźniejszy i „jestem”, „mam”, zamiast „chciałbym być/mieć”. I żadnych „nie”! Skupiaj się na tym, czego pragniesz, i rób na to miejsce w swoim życiu. Pierre Franckh sugeruje zapisywanie życzeń – to wzmacnia je, nadaje im określony ciężar, przenosi do materii. No i będzie stanowiło niezbity dowód dla umysłu – na wypadek, gdyby chciał kwestionować nasze możliwości twórcze. Zapisz więc swoje życzenie: na kartce (możesz ją powiesić w widocznym miejscu), w specjalnym notatniku, w dzienniku (dobrze jest posłużyć się kolorowym pisakiem). Zrób z tego mały rytuał. W zamówieniu staraj się być dokładny, a jednocześnie zwięzły. Jeśli na przykład chcesz przyciągnąć jakiś obiekt (szafę, mieszkanie), zamknij opis w dwóch-trzech zdaniach.

Po trzecie: od razu podziękuj.

Mówisz, że zrobisz to później, jak będzie za co? Otóż nie! Oczywiście, później też możesz dziękować, do woli. Rzecz w tym, że wdzięczność jest potężnym napędem dla pragnień. To jak „amen” wieńczące modlitwę. Odczuwając wdzięczność, przenosimy życzenie do teraźniejszości. To jak powiedzieć wszechświatowi „Dziękuję, że zrobisz to dla mnie”. Coś zostało przypieczętowane, podpis złożony, kości rzucone. To wzmacnia wiarę. Zwłaszcza jeśli przestajemy drążyć temat, traktować go jako problem i szukać alternatywnych rozwiązań – podkreśla Franckh. Proponuje, by przywołać (a potem też spisać) wszystkie rzeczy, które udało nam się osiągnąć w przeszłości. To, co zrobiliśmy dla innych i co otrzymaliśmy. Co wciąż otrzymujemy. Jest za co dziękować, prawda?

Po czwarte: przekonaj rozum.

Chodzi o to, żeby wiedział, że nie chodzi tu o jakieś czary-mary. Tylko o energię. O to, że jest nią wszystko. Że składają się z niej również przedmioty i ludzie. Wypełnia nasze myśli, emocje. Każde zdarzenie i każdą sytuację życiową. Pierre Franckh przywołuje małżonków Curie, którzy w 1933 roku zaobserwowali, że materia może powstać „z niczego” (ponieważ energia może przekształcić się w masę). Porównuje też myśli do pistoletu laserowego, który kieruje energię na wybrany punkt. Im bardziej te myśli będą intensywne (i im bardziej zasilone odpowiednimi emocjami), tym energia będzie silniejsza. Tak naprawdę przez nasze myśli i emocje wciąż składamy zamówienia – zgodnie z prawem rezonansu przychodzi do nas to, co odpowiada naszym wibracjom. Może więc warto o nie zadbać, „podkręcić” własną częstotliwość? Sprawdzić, co trzymamy w podświadomości, co opiera się naszym życzeniom. „Jeśli życzenie się nie spełnia, wtedy istnieje najczęściej drugie, nieświadome życzenie, które jest silniejsze niż pierwsze” – pisze Franckh w „Prawie rezonansu”. Zwykle jest ono związane z jakimiś silnymi przekonaniami („nie umiem”, „nie wolno mi”, „to nie dla mnie”, „życie jest ciężkie” itp.). Warto je rozpoznać i ustalić, skąd się wzięły (większość została przejęta od innych). A potem pożegnać.

Po piąte: zaufaj.

Powątpiewanie, sabotujące myśli mogą doprowadzić do anulowania zamówienia. Nie oszukujmy się – takie myśli będą się pojawiać, nie zabronisz im tego. Nie ma sensu mocować się czy złościć na nie, bo wtedy nabierają siły! „Dopuszczenie myśli bez dokonywania jakiejkolwiek oceny jest zatem jedyną drogą” – tłumaczy Pierre Franckh. Jeśli nie będziemy z nimi walczyć, po prostu sobie odejdą. Po sformułowaniu życzenia lepiej też nie opowiadać o nim. To rozprasza energię. Poza tym zawsze jest ryzyko, że trafisz na kogoś, kto zgłosi zastrzeżenia, zakpi albo okaże zazdrość. Po co ci to? A więc dyskrecja. Najlepiej byłoby zapomnieć o zamówieniu (w razie czego jest zapisane), nie wypatrywać przesyłki. We właściwym czasie kurier znajdzie do nas drogę.

Po szóste: otwórz się na „przypadki”.

Mamy mnóstwo pomysłów na to, co musi się stać, żeby nasze życzenie czy marzenie zostało spełnione. Tworzymy scenariusze, spekulujemy. A świat i tak zaskakuje – ma swój plan, swoją fantazję. „Kosmos wyszukuje zawsze najszybsze i najłatwiejsze drogi” – zapewnia Franckh. I porównuje energię życzenia do kosmicznej wyszukiwarki. Wspomina tu podróż pociągiem, podczas której planował wypić kawę i zjeść kawałek ciasta. Tyle że w pociągu brakowało wagonu restauracyjnego. Był niepocieszony. Do tego jedyne wolne miejsce znalazł przy stoliku, twarzą w twarz z innymi pasażerami. Nagle jego towarzysze podróży zaczęli wypakowywać koszyk z prowiantem, a pod jego nosem wylądowała filiżanka z kawą. A potem jeszcze – już wiesz – ciasto. Przygotuj się na to, że twoje życzenie może zostać spełnione inaczej, niż oczekujesz. Może cię zainspirować jakiś napis na ulicy, zasłyszana rozmowa, na coś (albo kogoś) dosłownie wpadniesz… Pozwól się poprowadzić intuicji!

Po siódme: znajdź prawdziwe, wielkie życzenia.

To miejsce na kluczową weryfikację. Po co ci właściwie życzenia? Co mają ci załatwić? Czego ci brakuje? Co jest dla ciebie naprawdę ważne? Czy życzenie, które formułujesz, na pewno jest z tobą spójne? Pamiętaj, że spełnione marzenia prowadzą do zmian – czasem dużych. Czy jesteś na nie gotowy? Nie chodzi o to, by hamować twoje zapędy. To zaproszenie do refleksji, do uświadomienia sobie, co cię woła. Jakie są twoje priorytety. I próba przekierowania twojej uwagi do wewnątrz. Bo żadna rzecz, relacja ani suma na koncie nie zapewnią ci miłości do siebie i poczucia bezpieczeństwa.

Otrzymujesz tę wiadomość ponieważ Twój adres został zapisany w naszej bazie osób zainteresowanych informacjami z Wydawnictwa Zwierciadło. aby nie otrzymywać wiadomości z grupy mailingowej Zwierciadlo.pl, wypisz się z niej, odwiedzając ten link