1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Relacje
  4. >
  5. Faza „para bez dzieci” różni się od fazy „para z pierwszym dzieckiem”. Prof. de Barbaro o najtrudniejszych etapach związku

Faza „para bez dzieci” różni się od fazy „para z pierwszym dzieckiem”. Prof. de Barbaro o najtrudniejszych etapach związku

Prof. Bogdan de Barbaro (Fot. Krzysztof Opaliński)
Prof. Bogdan de Barbaro (Fot. Krzysztof Opaliński)

Odsłuchaj artykuł

Bogdan de Barbaro - Faza „para bez dzieci” różni się od fazy „para z pierwszym dzieckiem”. Prof. de Barbaro o najtrudniejszych etapach związku

00:00 09:36
15s
0,5 x
15s
„Dawno, dawno temu...". Tak mogłaby zacząć swoją opowieść niejedna para zgłaszająca się do gabinetu terapeutycznego – pisze psychoterapeuta prof. Bogdan de Barbaro.

Spis treści:

  1. Narodziny pierwszego dziecka i kryzys w związku. Historia Anny i Bronisława
  2. Powrót kobiety do pracy po narodzinach dziecka jako źródło konfliktów. Historia Darii i Edwarda
  3. Syndrom pustego gniazda. Historia Henryki i Irka

Tekst pochodzi z magazynu „Sens” 09/2025.

Dawniej było między nami dobrze, rzec można: miłośnie i radośnie, byliśmy zaangażowani w wychowanie i rozwój dzieci, a w pewnym momencie wszystko się popsuło. Zamiast życzliwych rozmów mamy milczące dni przeplatane kłótniami, a zamiast czułości i troski – agresję i wzajemne złośliwości. Chcemy z tego kryzysu wyjść, bo przecież tak dłużej żyć się nie da. W dodatku – nie rozumiemy, dlaczego to wszystko tak się dzieje! Przecież dawniej...

To jest wersja soft dwóch wstępnych relacji. Częściej jednak małżonkowie przedstawiają opowieści – każdy osobno – według których to ta druga osoba jest nie w porządku.

I nie trzeba aż być zwolennikiem przyczynowości cyrkularnej, zgodnie z którą zjawiska między ludźmi mają charakter sprzężeń zwrotnych, żeby zauważyć, że owe kłótnie, sprzeczki i wzajemne zranienia dzieją się w rytmie „wet za wet”.

Przypominają taniec wzajemnych oskarżeń o wspólnym mianowniku: „To ty jesteś nie w porządku”, a w wersji bardziej złożonej: „Może ja nie jestem w porządku, ale ty jeszcze bardziej”. I gdy partnerzy zaczynają dostrzegać, że ten taniec jest w swojej istocie wzajemną destrukcją, i nie potrafią zejść z tego parkietu, zgłaszają się po pomoc do terapeuty.

Wersja optymistyczna jest taka, że terapeucie uda się przekonać parę, by przynajmniej na czas sesji zatrzymali karuzelę oskarżeń i przyjrzeli się z boku temu, co się między nimi dzieje. Wówczas w sposób naturalny, jako jeden z pierwszych tematów, pojawia się pytanie, od kiedy oni ten taniec tańczą, a więc kiedy zaczął się kryzys. Potrzebne są więc wspólna refleksja i porównanie, czym się różni owo dobre „dawniej” od tego kryzysowego „teraz”. Przyjrzyjmy się więc trzem często spotykanym scenariuszom i okolicznościom współtworzącym kryzysy w związku.

Narodziny pierwszego dziecka i kryzys w związku. Historia Anny i Bronisława

Do terapii zgłosili się pani Anna i pan Bronisław. Ta para jeszcze rok temu była pełna wzajemnego zachwytu. Gdy tylko obowiązki zawodowe pozwalały na to, czas spędzali razem. Ich życie erotyczne i romantyczne było obustronnie satysfakcjonujące, relacje z teściami i rodzicami nie przeszkadzały w budowaniu swojej odrębności i autonomii. Okres ciąży pani Anny przebiegał spokojnie, przyszła matka była zachwycona, że urodzi syna.

I oto gdy upragniony Czesiu przyszedł na świat, stało się coś dziwnego: między małżonkami stosunki jakoś dziwnie się ochłodziły, pani Anna tak bardzo była zapatrzona w swojego pierworodnego, że pana Bronka zaczęło to irytować.

„Ty chyba się w nim zakochałaś” – mówił pół żartem, pół serio, ale z coraz większą złością. Z kolei pani Anna w odpowiedzi na kąśliwe uwagi swojego męża coraz bardziej była matką, a coraz mniej żoną. Zaś u pana Bronisława, który czuł się coraz bardziej nieważny i pomijany, narastał gniew i niechęć do pani Anny.

Taniec wzajemnych zarzutów („Ty mnie w ogóle nie zauważasz” – „Ty bez przerwy masz do mnie pretensje”) z tygodnia na tydzień nasilał się i powodował, że oboje czuli się ranieni, krzywdzeni i odrzuceni.

Powrót kobiety do pracy po narodzinach dziecka jako źródło konfliktów. Historia Darii i Edwarda

Po pomoc do terapeuty zwrócili się także pani Daria i pan Edward. Przez wiele lat byli świetnym małżeństwem. Pani Daria była czułą matką Franka i Grześka, a pan Edward dbał o bezpieczeństwo ekonomiczne rodziny, pracując niekiedy ponad dziesięć godzin dziennie. Rodzice Franka i Grześka wakacje spędzają razem, wspólnie dzieląc między siebie zadania opieki nad dziećmi.

Ale pewnego pięknego wieczoru pod koniec sierpnia, gdy Grzesiek, młodszy z chłopców, miał pójść do pierwszej klasy, pani Daria oznajmiła mężowi, że skoro chłopcy są już podchowani, to ona zamierza wrócić do pracy, którą przerwała wraz z przyjściem na świat Franka. I wprawdzie mogła to już zrobić, gdy on poszedł do przedszkola, ale przecież „jest troskliwą matką, więc chciała wszystkiego dopilnować. Ale teraz... teraz to już nie ma powodu, żeby nie mogła się realizować, pracując w zawodzie, którego się wyuczyła. W końcu po coś te studia skończyła”.

I, jak się okazało, to był punkt zapalny dla emocji pana Edwarda. Refrenem powtarzanym w kłótniach był z jego strony tekst: „Nie po to pracuję ciężko, żebyś ty teraz, zamiast opiekować się naszymi synami, spędzała wiele godzin w pracy za byle jaką pensję”. A pani Daria w takich sytuacjach ripostowała: „To nie jest XIX wiek, żeby kobieta była od niańczenia dzieci, a facet od robienia jakiejś tam, pożal się Boże, kariery”. Z takim tańcem wzajemnego unieważniania zgłosili się do terapeuty.

Syndrom pustego gniazda. Historia Henryki i Irka

Trzeci przykład dotyczy pani Henryki i pana Irka, pary w średnim wieku. Byli zgodni co do tego, że – jak sami jednomyślnie to sformułowali – „egzamin z rodzicielstwa zdali na medal”. Pan Ireneusz dodał: „Przez wiele lat byliśmy świetną, kochającą się rodziną. Oboje byliśmy bardzo zaangażowani w wychowanie i rozwój Julka, naszego jedynego i ukochanego syna. Owszem, zdarzały się drobne sprzeczki między mną a synem, ale szybko dochodziliśmy do porozumienia, zwłaszcza że Henia potrafiła wszystko załagodzić. Ona ma głęboki związek z naszym Julkiem. A teraz, gdy Julek pojechał na studia do innego miasta i wyprowadził się z domu, nagle między mną a żoną pojawiły się dni pełne wymówek i pretensji. Dni są coraz bardziej smutne i milczące. O co chodzi?”. A pani Henryka, wspominając, jak wspaniały jest jej syn, skomentowała słowa męża: „Gdybyś nie był dla niego tak surowy, to może studiowałby w naszym mieście i nie musiał się wyprowadzać z domu”.

Z opowieści pani Henryki i pana Ireneusza wyłonił się obraz pustego gniazda, tym bardziej pustego, że – jak to pośrednio wynikało z ich relacji – przez kolejne lata coraz bardziej byli oni rodzicami, a coraz mniej małżonkami.

Można by opisywać jeszcze inne problemy par zgłaszających się do terapii. Nie jest przedmiotem tych rozważań, jakie interwencje terapeutyczne okazały się potrzebne, by tym parom pozostającym w kryzysie pomóc wrócić do małżeńskiego dobrostanu. Tu jedynie warto zauważyć, jaki jest wspólny mianownik tych – w pewnym stopniu – różnych kryzysowych sytuacji. Te trzy historie łączy szczególna okoliczność, szczególny czas: zmiana fazy życia rodzinnego.

Faza „para bez dzieci” różni się od fazy „para z pierwszym dzieckiem”. Faza „dzieci w wieku przedszkolnym” różni się od fazy „dzieci w wieku szkolnym”, a faza „rodzice z nastolatkiem” różni się od fazy „opuszczanego gniazda”. Różnice między tymi etapami dotyczą uczuć, relacji, podziału zadań oraz podziału władzy i odpowiedzialności w systemie rodzinnym.

Często współautorzy kryzysu nie doceniają, jak ważny jest ten zakręt w historii rodzinnej, jakie nowe wyzwania należy podjąć, jak bardzo potrzebne jest wczucie się i wmyślenie się, co ten drugi/ta druga w tym nowym kontekście czuje, czego potrzebuje, a czego się obawia, co jest jej/jego osobistym planem, zasługującym na uważność.

Oczywiście, kryzysy w rodzinie bywają bardziej skomplikowane. To, co się dzieje w parze, ma swoje korzenie w historii poprzednich pokolenień, w doświadczeniach z ich dzieciństwa oraz późniejszych traum. Można by długo wymieniać uwarunkowania wpływające na pojawiający się kryzys. Ale czynnikiem spustowym dla owego napięcia i bezradności między bliskimi sobie partnerami jest niedostrzeżenie, niedocenienie i brak adekwatnej reakcji na zmianę fazy życia rodzinnego. A nowa faza wymaga refleksji i sięgnięcia po dotąd uśpione zasoby indywidualne i rodzinne.

Tak więc ten zakręt na życiowej drodze rodziny powinien być doceniony, zauważony i wspólnie, uważnie wzięty. Bo skoro jest zmiana fazy, to zmianie podlegają osoby w rodzinie. Bez wrażliwości na drugą osobę i bez uważności na tę zmianę na zakręcie rodzinie grozi poślizg.

Bogdan de Barbaro, prof. nauk medycznych, psychiatra, psychoterapeuta, superwizor psychoterapii i terapii rodzin. W latach 2016–2019 był kierownikiem Katedry Psychiatrii Uniwersytetu Jagiellońskiego – Collegium Medicum. Współpracuje z Fundacją Rozwoju Terapii Rodzin „Na Szlaku”

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE