Pomyślę o tym jutro

Pomyślę o tym jutro
fot.123rf

Zwlekanie dzieli się na ogół na dwa etapy. Pierwszy to impuls, by przełożyć jakąś sprawę na później. Drugi etap następuje zaraz po pierwszym. Człowiek tłumaczy sobie, że później znaczy lepiej. Paradoksalnie, częste wymyślanie wymówek i fałszywych usprawiedliwień pochłania więcej energii, niż potrzeba do wykonania odkładanego zadania.
Jak długo można zabierać się do pisania artykułu? Najpierw nie mogłam zacząć, bo właśnie wróciłam z wakacji. A przecież nie da się tak od razu zabrać do pracy… Musiałam trochę po urlopie odpocząć. Podczas gdy termin oddania zbliżał się nieubłaganie, ja zajmowałam się rozpakowywaniem rzeczy i doprowadzaniem mieszkania do porządku. Gdy wreszcie udało mi się ogarnąć wszystkie sprawy, okazało się, że nadszedł weekend. Letnie weekendy nie służą siedzeniu w domu – lepiej pojechać na Mazury… W poniedziałek doszłam do wniosku, że wtorek będzie idealny. Wtorek minął niepostrzeżenie, a w środę rano uznałam, że mogłabym napisać artykuł na nowym laptopie. Tylko że on nie ma jeszcze zainstalowanego systemu… Zabrałam się więc do instalacji.

W końcu zirytowana na samą siebie zmusiłam się, żeby zasiąść do pisania. Nawet jednak to nie przeszkodziło mi jeszcze pięć razy sprawdzić poczty, przejrzeć internetowego wydania gazety i spędzić kwadransa na jedzeniu drugiego śniadania. Gdy przeanalizowałam cały ten proces zabierania się do pracy, dotarło do mnie, że usprawiedliwianie mojego zwlekania opanowałam do perfekcji. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że zwlekanie jest stałym elementem mojego życia.

Zwlekanie czy strategia?

Ludzie zwlekają z różnych powodów. Może to być niska tolerancja na frustrację i uciekanie przed dyskomfortem, brak pewności siebie, warunkowe poczucie własnej wartości lub perfekcjonizm.
Nie zawsze odkładanie spraw na później ma charakter zwlekania. Powolne działanie ma sens wtedy, gdy wkraczamy na nieznany obszar. Gdy np. postanawiamy kupić samochód, warto na
spokojnie przyjrzeć się ofertom na rynku, porównać je z własnymi potrzebami i możliwościami
finansowymi, niż tak po prostu udać się do najbliższego salonu i kupić pierwsze lepsze auto. W takim przypadku to raczej strategiczne opóźnienie. Prawdziwe zwlekanie to sztuka czynienia spraw większymi, niż naprawdę są, do momentu, gdy staną się czymś więcej, niż powinny.

Czyhające zagrożenia

Każdy zwlekający odczuwa skutki swojego działania. Niekiedy wydaje mu się, że konsekwencje dotyczą tylko jego osoby. Takie skutki dużo łatwiej usprawiedliwić przed samym sobą. Właśnie dlatego kwestie dotyczące rozwoju osobistego leżą z reguły odłogiem. Przecież nikt (poza mną) nie cierpi z tego powodu, że obiecałam sobie schudnąć, ale jeszcze nie zaczęłam diety ani ćwiczeń, ani z powodu tego, że od 10 lat nie zaczęłam się uczyć angielskiego („może w przyszłym roku – w tym już nie mam kiedy”). Najdotkliwszy może się okazać moment uświadomienia sobie, że całe życie przeżyłam jako osoba z 20-kilową nadwagą, a marzenia o pracy w Australii zostały zaprzepaszczone tylko z powodu nieustannego przekładania nauki angielskiego na później.

Zdemaskowane przyczyny

Ludzie zwlekają z różnych powodów. Może to być między innymi niska tolerancja na frustrację i uciekanie przed dyskomfortem, brak pewności siebie, warunkowe poczucie własnej wartości lub perfekcjonizm.

Jedna z moich przyjaciółek od kilku lat nie może uporać się z napisaniem pracy magisterskiej. Niektórzy znajomi mają już na swoim koncie doktorat, a ona w wieku 31 lat ma nadal średnie wykształcenie. Mimo że poświęciła pięć lat życia na studiowanie filozofii.

Ona, niestety, nie daje sobie rady z przyjęciem uwag od niezadowolonej promotorki. Dlatego za każdym razem, gdy ma pójść na spotkanie i przedstawić nową wersję pracy, czuje się nieswojo już na samą myśl o tej sytuacji. Z częstotliwością raz na tydzień (akurat w środy, gdy wypada dyżur promotorki) Ania musi zostać dłużej w pracy, zrobić babci zakupy lub jechać z psem do weterynarza. Takie czynności zastępcze przynoszą nagrodę w postaci natychmiastowej ulgi. Z miesiąca na miesiąc Ania coraz więcej uwagi poświęca niepokojowi. Krytyczne uwagi promotorki stają się barierą nie do przejścia, a Ania rozwija swoją strategię unikania.

Inna przyjaciółka, Kasia, od kilku lat nosi się z zamiarem założenia knajpy, która odpowiadałaby potrzebom rodziców z małymi dziećmi. Ma świetny pomysł, lokal, a wizję zdążyła już dopracować w najdrobniejszych szczegółach. Wiadomo, jakie powinno być menu, jakie meble. Kasia znalazła już nawet osobę, która zgodziłaby się zamienić zwykłe okna w urokliwe witraże. Perefekcyjny plan gotowy. Gdy spotykamy się w gronie kilku najbliższych koleżanek z klasy, pytamy tylko: „No i kiedy?”. Nigdy nie przyszłoby nam do głowy, że Kaśka po prostu boi się porażki. Najlepsza uczennica, jedynaczka, nade wszystko boi się zawieść siebie i innych. W jej głowie istnieje prosta zależność między poczuciem własnej wartości i spełnianiem określonych standardów. Te wysokie oczekiwania, wyczulenie na błędy i pomyłki sprawiają, że ludzie tacy jak Kaśka żyją z „wszczepionym” wykrywaczem usterek. Skupiają się na tym, co poszło nie tak w przeszłości, co obecnie szwankuje i co złego może stać się w przyszłości. Taka nadmierna wrażliwość owocuje tendencją do zwlekania.

Niektórzy perfekcjoniści, załamani opóźnieniami spowodowanymi przez zwlekanie, starają się nadrobić stracony czas. Okresowo wywierają na siebie ogromną presję. Nie odczuwają jednak przy tym satysfakcji z realizowanych zadań. Inni rzucają się w wir pracy, ale skupiają się na sprawach, które wcale nie są najważniejsze (ryzyko, że coś nie wyjdzie, jest wtedy mniejsze).

Perfekcjonizm u Kaśki powoduje, że czeka ona na moment, w którym ryzyko związane z samodzielnym otwieraniem biznesu zniknie, a sukces jej przedsięwzięcia będzie gwarantowany. Obawiam się jednak, że takich cudów nie ma.

Większość z zadań, które przed nami stoją, to owoc naszych wcześniejszych decyzji. Będzie ci łatwiej, gdy zastąpisz słowa „powinienem”, „nie mogę” na „wybieram” i „decyduję, że nie”.

Podobnie dzieje się w przypadku osób, które mają niskie poczucie własnej wartości. One także unikają wyzwań i możliwości, jeśli nie mają pewności, że odniosą sukces. Takie osoby potrafią oceniać czekające je wyzwania jako przeszkody niemożliwe do pokonania. Odkładają więc w nieskończoność zadania, które wydają im się niewykonalne.

Spóźnienie to też zwlekanie

Nawyk zwlekania dotyka niemal wszystkich. Najpopularniejszym przykładem jest spóźnianie się na spotkania. Niektórzy ludzie spóźniają się, ponieważ działają zgodnie z zasadą, którą można by nazwać „w ostatniej chwili”. Przed wyjściem z domu zachowują się tak, jakby najważniejsze nie było wcale wyjście, ale załatwienie masy drobiazgów. Inni są w stanie wyjść z domu o zaplanowanej godzinie, ale zupełnie nie biorą pod uwagę tego, ile czasu zajmie im założenie butów, dojście do samochodu albo rozgrzanie samochodu zimą. Jeszcze inni rezerwują zbyt mało czasu na przygotowania. Kiedy nadchodzi moment, w którym powinni już wyjść, podrywają się znad filiżanki herbaty, zaczynają gorączkowo szukać dokumentów, kluczy i dopiero wtedy decydują, w co się ubrać. Część osób spóźnia się celowo, bo tak nie znosi czekać.

Na szczęście każdy człowiek posiada zdolność zmiany własnego zachowania. I choć przezwyciężenie nawyku zwlekania wiąże się z dużym wysiłkiem, owocuje większym poczuciem wpływu na własne życie. Oto kilka rad, jak zmienić ten nawyk:

1. Nie łudź się: zadanie, które przed tobą stoi, nie wykona się samo.

2. Zastanów się, jakie korzyści daje ci odłożenie spraw na później. Dlaczego to robisz? W jakich sytuacjach najczęściej? Porozmawiaj o tym z przyjacielem. Wspólnie opracujcie plan działania. Umów się, że będziesz dzwonił, jeśli w jakiejś ważnej dla ciebie sprawie złapiesz się na chęci przełożenia jej na później.

3. Nie ulegaj mitowi „po prostu zrób to”.Gdyby rozwiązanie problemu było proste, nikt by się nim nie przejmował.

4. Zrób listę rzeczy zaległych. Zaznacz te, które są dla ciebie naprawdę ważne. Przy każdej z nich zapisz korzyści, jakie będziesz miał z ich zrobienia. Pamiętaj, że zwlekanie polega na ogół na zastępowaniu rzeczy ważnych i niezbyt pilnych rzeczami pilnymi, ale nieważnymi.

5. Najpierw to, co najważniejsze.Gdy masz poczucie, że zwlekasz, zadaj sobie pytanie: „czy jest coś pilniejszego i ważniejszego od tego, co robię teraz?”. Przyjęcie zasady wykonywania rzeczy najważniejszych w pierwszej kolejności jest dobrym punktem wyjścia do rozpoczęcia prawdziwej walki ze zwlekaniem.

6. Pamiętaj, że język, którego używamy, ma wpływ na nasze postrzeganie rzeczywistości. Będzie ci łatwiej, gdy zastąpisz słowa „powinienem” i „nie mogę” na „wybieram” i „decyduję, że nie…”. Większość zadań, które przed nami stoją, to owoc wcześniejszych decyzji. Zdecydowałeś się na kurs angielskiego, prowadzenie szkolenia, pisanie doktoratu czy posiadanie psa. I gdybyś naprawdę chciał, możesz się z tego wycofać. Ale może w ostatecznym rozrachunku korzyści przeważają?

7. Zastosuj „metodę pięciu minut”:zacznij od poświęcenia pięciu minut na rozpoczęcie czekającego cię zadania, którego chciałbyś uniknąć. Wyznacz pierwszy etap zadania i wykonaj go. Po tym czasie zadaj sobie pytanie, czy jesteś w stanie zdecydować się na kolejne pięć. Powtarzaj tę procedurę aż do chwili, gdy postanowisz przerwać pracę lub zakończyć zadanie. Jeśli zechcesz zakończyć wykonywaną czynność przed ukończeniem zadania, poświęć pięć minut na ustalenie, co zrobić, by następnym razem było ci łatwo do niej wrócić.

8. Jeśli zdarza ci się odkładać drobne sprawy(odpisanie na e-mail, wysłanie SMS-a czy włożenie naczyń do zmywarki po śniadaniu), postaraj się wykonywać je najszybciej, jak to możliwe.

Istnieje szansa, że uda ci się przezwyciężyć ten nawyk. Jeśli nie odłożysz tego „na później”…