1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Perfect moment syndrome – jak dajemy się uwieść mediom społecznościowym

(Fot. Oliver Rossi/Getty Images)
(Fot. Oliver Rossi/Getty Images)
Może być dobrze, nie musi być idealnie. Co to jest syndrom idealnego momentu i dlaczego nie warto mu ulegać?

Każdy, kto zetknął się z wiedzą psychologiczną, słyszał pewnie, że psychologowie przestrzegają przed tym, by mieć zbyt duże oczekiwania. Prawidłowość jest bowiem taka – im większe oczekiwania, tym – potencjalnie – większe rozczarowania. A tych ostatnich nikt z nas nie lubi. Z wielu powodów. Jednym jest okrojone poczucie sprawstwa, innym – to, że naruszają one nasze poczucie wartości.

Czy to oznacza, że nie należy mieć żadnych oczekiwań? Oczywiście, że nie! Jednak specjaliści podpowiadają, by nie tworzyć w głowie idealnych scenariuszy, bo płacimy za to wysoką cenę.

Perfect moment syndrome, czyli będzie, jak sobie wymyślę, od A do Z

Od pewnego czasu coraz głośniej mówi się o czymś, co nazwane zostało syndromem idealnego momentu (perfect moment syndrome). To pojęcie pojawia się nie tylko w mediach społecznościowych, lecz także zaczynają mu się przyglądać eksperci z dziedziny psychologii.

Mówiąc najprościej, z syndromem mamy do czynienia wtedy, gdy rzeczywistość dotycząca konkretnej sytuacji, konkretnego wydarzenia nie jest w stanie sprostać naszemu wyobrażeniu o nich.

Kto z nas nigdy nie snuł takich fantazji, na przykład przed wakacjami – w naszej głowie niemal sam pisze się scenariusz: odpoczniemy za wszystkie czasy, zobaczymy wyjątkowe miejsca, w jakich jeszcze nigdy nie byliśmy, nasz partner czy partnerka staną się na ten czas idealni, dzieci będą wciąż uśmiechnięte, to przecież wakacje itd. A potem? Wszyscy wiemy, jak jest – nie da się odpocząć ani na zapas, ani „wstecz”, miejsce może okazać się całkiem zwyczajne, dzieci bywają nadąsane, mimo że to wakacje, a partnera coś może rozzłościć itd.

Współczesny człowiek ma tendencję do tego, by poszerzać swoje wpływy i ciężko mu pogodzić się z tym, że są one jednak ograniczone…

Termin „perfect moment syndrome” zapoczątkowała Sara Wilson, australijska dziennikarka i autorka książek psychologicznych. Tłumaczy ona, że osoby, które dotyka ten syndrom, mają specyficzne podejście do życia – charakteryzuje je tendencja do zakładania, że życie ma przebiegać zgodnie z jakimiś regułami czy wytycznymi.

Od radości do frustracji, czyli jak nie ulegać perfect moment syndrome

I tu znowu możemy wrócić do pytania o oczekiwania wobec życia i tego, czy są one jednak „zabronione”, a może po prostu „szkodliwe”. Nie, są czymś zupełnie normalnym i naturalnym. Nie ma nic dziwnego w tym, że w konkretny, wymarzony sposób wyobrażamy sobie dzień naszego ślubu, urodzin czy nasz urlop. To między innymi te wyobrażania i fantazje właśnie nadają naszemu życiu smak, pozwalają się cieszyć, cierpliwie czekać czy wreszcie – to one motywują. Nie z nich należy zrezygnować. Zrezygnować należy ze sztywności, która towarzyszy tym wyobrażeniom, a raczej chodzi o naszą elastyczność i zgodę na to, że nie wszystko musi przebiegać w stu procentach zgodnie z naszym planem, bo inaczej całość uznamy za kompletną klapę, porażkę. To znaczy, konkretnie: deszcz, który będzie padał przez pół naszego urlopu, nie może sprawić, że uznamy całe wakacje za kompletnie nieudane, bo w nasz scenariusz deszcz nie był wpisany.

Taki schemat postępowania to prosta droga do tego, by potencjalną radość zamienić w smutek i frustrację. Życie nie toczy się tak, jak przedstawiają je komedie romantyczne, to są przecież bajki. Jasne – każdy powie, że to wie. Tymczasem osoby, które doświadczają syndromu idealnego momentu, to właśnie im – popkulturze, lukrowanemu obrazowi świata z mediów społecznościowych – dają się ponieść, uwieść.

„Widzę, że gdy dokładnie planuję, w jaki sposób coś ma się wydarzyć, tworzy to przestrzeń do rozczarowania; mam poczucie, że to, czego właśnie doświadczyłam, nie spełniło moich oczekiwań” – napisała Sarah Yudkin, zajmująca się terapią par. Bo i w tej przestrzeni, w relacjach, mechanizm stojący za syndromem idealnego momentu może się ujawniać. Mamy ustalone, jak ma wyglądać nasz związek, jaki ma być nasz partner, a wtedy już tylko jeden krok dzieli nas od porażki. Jest plan, więc nie reagujemy na bieżąco na to, co dzieje się w relacji, zero elastyczności. Tak nie da się zbudować żadnego związku.

Jak poradzić sobie z tym problemem? Psychologowie podpowiadają, by spróbować na przykład mindfulness, poćwiczyć bycie tu i teraz – to bardzo cenna umiejętność. Ale to, co najważniejsze, to odpuszczenie, czyli dopuszczenie, że na dane wydarzenie wpływ ma wiele czynników, a wśród nich są takie, na które nasz wpływ jest żaden – i to trzeba zaakceptować. Warto także, kiedy coś planujemy, ustalić już na samym początku, co w tym wydarzeniu, w tej sytuacji jest dla nas priorytetem. Cała reszta to elementy dodatkowe i ruchome – mogą się zmieniać, a my możemy na nie elastycznie reagować. Czasem, kiedy problem jest głęboki, pomocna, a czasem wręcz konieczna może okazać się praca nad naszymi oczekiwaniami, przekonaniami o świecie i nas samych z psychoterapeutą.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze