fbpx

Drugie życie na wakacjach

Drugie życie na wakacjach
Getty Images / Flash Press Media

Skąd w nas pokusa przeobrażania się w inną osobę, gdy jesteśmy z dala od domu – tłumaczy trener biznesu Tomasz Łysakowski.

Podobno najlepiej można kogoś poznać wyjeżdżając z nim na wakacje…

To obiegowy sąd, który raczej się nie sprawdza w praktyce. Drugą osobę najlepiej można poznać, będąc z nią na co dzień. W sytuacjach takich jak wakacje sporo inwestujemy, by pokazać się światu nie takimi, jakimi rzeczywiście jesteśmy, ale takimi, jakimi chcielibyśmy być postrzegani. A to rzadko jest prawdziwy wizerunek. Cechy osobowości, które sprawiają, że jesteśmy tym, kim jesteśmy – takie jak ekstrawertyzm czy otwartość na doświadczenia – nie poddają się świadomej kontroli tak łatwo, byśmy mogli dowolnie zmieniać swe zachowanie w zależności od tego, czy jesteśmy na urlopie, czy nie.

Dlaczego w takim razie spokojna pani domu pozwala sobie na flirt albo nawet skok w bok podczas urlopu, który spędza bez rodziny?

Zachowanie człowieka wynika nie tylko z cech charakteru, ale w dużym stopniu także z sytuacji. Ludzie są zwykle inni w domu niż poza nim. Ile razy zdarzyło nam się słyszeć opinie sąsiadów czy rodziny o młodocianym gwałcicielu: „To był taki spokojny chłopak. Każdemu mówił dzień dobry”…

Z wakacyjną zdradą jest trochę jak w tym powiedzeniu, że okazja czyni złodzieja. Oczywiście, łatwiej ją popełnić osobie, która jest otwarta na ludzi i nowe doznania. Ale – najogólniej mówiąc – śmiałość u większości z nas występuje na średnim poziomie. Zdrada wynika więc raczej z innych czynników.

Na wakacyjnym wyjeździe jesteśmy przede wszystkim niejako wyjęci ze swoich życiowych ról, ze swojego środowiska, które na co dzień obserwuje i ocenia nasze zachowanie. Nie musimy już dbać o reputację, o to, co powiedzą znajomi. Niebagatelne znaczenie ma też rozluźnienie hamulców pod wpływem alkoholu. Ważne są również pora roku i okoliczności. Nowe miejsce, nowi ludzie, dużo światła, wysoka temperatura – to wszystko mocno pobudza zmysły. Poza tym, kiedy poznajemy kogoś nowego, bardzo atrakcyjnego, kto w dodatku też wydaje się nami zainteresowany, skacze nam poziom dopaminy – neurohormonu odpowiedzialnego za podniecenie i poczucie szczęścia. Wszystko to skłania do robienia rzeczy, których normalnie nie robimy.

Lepiej nie puszczać żony czy męża na samotny urlop?

To nie takie proste. Jeśli chodzi o skok w bok, to wcale nie musi się on zdarzyć na wakacjach. Ba, to nawet dość trudne, bo w końcu niewiele osób „porzuca” rodzinę, by pojechać na samotny urlop. Dużo częściej do zdrady dochodzi na tzw. delegacji.

Prowadzę wiele szkoleń organizowanych przez firmy, na których atmosfera rozluźnia się mniej więcej w połowie zajęć, a uczestnicy zamiast o temacie spotkania zaczynają rozmawiać o tym, co będą robić (i z kim)… wieczorem. Prym wiodą w tym mężczyźni. To uwarunkowanie ewolucyjne – dla nich większe znaczenie ma liczba niż atrakcyjność zdobyczy. Kobiety rzadziej zdradzają, bo one szukają kogoś bardziej pociągającego od swojego męża, też pod względem finansowym. A o to trudniej. Mężczyznę w tym względzie łatwiej zadowolić: kochanka może być mniej atrakcyjna od żony – wystarczy, żeby – jak w starym dowcipie – była „cudza”.

Na wakacjach lubimy nieco pokoloryzować na swój temat?

Jasne! Na wyjeździe łatwo jest wykorzystać anonimowość, by zwiększyć swoje szanse na ekscytujący romans. Kobiety będą sobie odejmować lat, a mężczyźni próbować podnieść swój status w oczach potencjalnej partnerki. I tak z pracownika oddziału staną się jego kierownikiem, z szofera – prezesem, a z doktoranta – profesorem.

Panowie mogą też inaczej się ubierać. Przeprowadzono kiedyś badania wśród kobiet, które miały wskazać bardziej atrakcyjnego mężczyznę – jeden był ubrany w garnitur, drugi w jakieś łachmany. Wybierały oczywiście tego w garniturze. Tyle tylko, że to był ten sam facet.

Niektórzy Polacy za granicą przestają mówić po polsku i unikają rodaków.

Bo bycie Polakiem to wciąż obciach – przynajmniej w krajach na zachód od Polski (w Mali czy Mozambiku nie mamy na ogół problemów z przyznawaniem się do pochodzenia). To wiąże się z negatywnym obrazem Polaka za granicą, a przynajmniej z naszym wyobrażeniem o tym, co się na niego składa.

Nie jest to do końca pozbawione sensu: nikt nie lubi przecież być kojarzony lub utożsamiany z kimś niekulturalnym, krzykliwym czy obciachowo ubranym – a tak, niestety, stereotypowo nadal widziani są w wielu krajach polscy turyści.