fbpx

Gdy nie potrafię zakończyć wielu spraw…

Gdy nie potrafię zakończyć wielu spraw...
fot.123rf

Chyba każdy ma na swoim koncie jakieś niezałatwione, niedomknięte sprawy. Niedokończone studia, kursy, niezaliczony egzamin. Czasem są to drobne, codzienne „błahostki“. Niby przeszliśmy na tym do porządku dziennego, a jednak gdzieś nas to męczy.
Magda zaczyna już trzeci kierunek studiów. Poprzednich dwóch nie skończyła, chociaż studiując polonistykę była na trzecim roku. Jednak sprawy się skomplikowały, nie zdała dwóch egzaminów, miała dużo pracy i nie poszła na poprawki. To nie jedyna rzecz, która zalega jej w głowie. Już dawno powinna zrobić certyfikat z niemieckiego. Ukończyła kurs przygotowawczy i został jej tylko egzamin państwowy, ale ciągle nie może się zmobilizować.. Podobnie jest w drobnych, codziennych sprawach (miała wysłać maila i dokończyć remont kuchni). Z jakiegoś powodu wiele z nich odkłada na później, aż w końcu przerywa. Podobnie było z tłumaczeniem z niemieckiego, które mogłoby poprawić jej pozycję w pracy. Skończyła dwa rozdziały, a resztą zwlekała tak długo, że w końcu sprawa się zdezaktualizowała. Ciągle coś stawało na przeszkodzie… Magda jest osobą zaradną, pracuje zawodowo w firmie polsko-niemieckiej, ma wiele zainteresowań, czasem nawet pomaga jako wolontariusz. Są jednak sprawy, których z jakiegoś powodu nie potrafi doprowadzić do końca. Wymyśla wtedy różne usprawiedliwienia.

– Nasze zasoby energii do realizacji zbyt wielu zadań równocześnie, są ograniczone. Im celów jest więcej, tym szybciej się frustrujemy, tracimy energię i trudno nam wytrwać w postanowieniach. – tłumaczy psycholożka Adriana Klos. – Błędem jest zbyt wysoko ustawiona poprzeczka. Ludzie chcą zbyt wielu rzeczy na raz, często przeciwstawnych, więc i niemożliwych do pogodzenia (np. realizować się zawodowo i poświęcić więcej czasu rodzinie i dzieciom). W rezultacie mają wyrzuty sumienia, bo trudno to zgrać. Nie wystarcza im czasu i na podciągnięcie się w nauce języka, i na spotkania towarzyskie, i jeszcze na remont. Próba godzenia sprzecznych ze sobą celów kończy się porażką lub jakimś połowicznym rozwiązaniem, które nie przynosi oczekiwanej satysfakcji.

Wiele osób oszukuje się permanentnie, że wrócą do tematu przy sprzyjających okolicznościach.. które może nigdy nie nadejdą. Mają poczucie, że temat wciąż jest otwarty i mogą go zakończyć, a nie robią tego z jakiegoś konkretnego powodu.

– Przyczyną takich zachowań może być konflikt ambicji i możliwości – kontynuuje psycholożka. – Wygórowane ambicje bardzo szkodzą ludziom. Jest wiele interesujących dziedzin, zajęć, ale nie możemy zająć się wszystkim, musimy wybierać w zgodzie ze sobą i swoimi możliwościami, talentami, czasem itd.

Częsty błąd tkwi w ocenie wykonalności celów. Mogą one wydawać się proste do realizacji, a tak naprawdę przekraczają nasze możliwości np. nauka języka czy skończenie studiów, kiedy mamy małe dziecko. Warto więc dobrze oszacować czas potrzebny na realizację zadania, aby się zbyt szybko nie zniechęcić i nie wycofać.

Myślę, więc jestem…

Przeszkodą w realizacji planów są także irracjonalne przekonania o sobie, ludziach czy świecie, które nas ograniczają i hamują. Lęk przed porażką, krytyczne myśli na swój temat oraz rozpamiętywanie niepowodzeń powodują, że wciąż wahamy się i tkwimy w miejscu.

– Sami siebie straszymy, że znów nam się nie uda, karzemy się za niepowodzenia złymi myślami o sobie, a nie doceniamy swoich sukcesów i wciąż gonimy za kolejnymi. A przecież to, jak myślimy, wpływa na nasze uczucia i zachowania, powoduje, że albo sięgamy śmiało po marzenia, albo zatrzymujemy się w połowie drogi, z gorzkim poczuciem klęski i niespełnienia. – podkreśla Adriana Klos – Może musimy pogodzić się z tym, że nie jesteśmy wybitni? Miałam pacjentkę, która nie kończyła zadań, bo bała się porażki i nie wierzyła w siebie. Myślenie „A może wcale nie jestem taka świetna?“ może być jedną z przyczyn problemu.

Tego typu obawy, często związane z brakiem pewności siebie i niskim poczuciem własnej wartości, mogą prowadzić do pewnej pułapki:

– Kolejna z moich pacjentek tak bardzo się bała, że dostanie złą ocenę lub nie zaliczy egzaminów, że w ogóle do nich nie podchodziła…Wolała mieć o sobie dobre zdanie „jestem bardzo mądra, tylko nie potrafię się zorganizować”, niż, żeby się okazało, że wcale nie jest tak inteligentna, jak wszyscy myślą, bo przecież uczyła się i oblała.

Czego naprawdę chcę

Zdaniem psychologa ludzie często nie kończą wielu przedsięwzięć, bo po prostu nie wiedzą, czego tak naprawdę chcą. Nie znają i nie rozumieją siebie. Nie wiedzą, w czym mogliby się sprawdzić, w którym kierunku powinni pójść. I tak miotają się od zadania do zadania: dziś tenis, jutro taniec, bo koleżanka, bo kolega… Ale może dla mnie ani tenis, ani taniec, lecz jeszcze coś innego? Może lepiej porzucić tenis i taniec, bo się w tym nie odnajduję, ale się zmuszam do czegoś, co nie jest moje?

– Często się zdarza, że ludzie realizują cudze plany i oczekiwania. Wydaje im się, że coś powinni robić (np. kurs językowy, MBA), ale tak naprawdę wcale tego nie chcą. To nie jest ich, tylko przyjaciółka to robi albo mama by tego chciała itp. Myślą, że jak to zrobią to będą bardziej atrakcyjni, zasłużą na czyjąś miłość i uznanie, będą szczęśliwsi. Potem okazuje się, że wcale nie o to chodziło…

Należy zatem kończyć, ale tylko to, co naprawdę jest nasze. A jeśli już odkryliśmy, czego na pewno chcemy, trzeba się zastanowić, jak i kiedy jesteśmy w stanie to osiągnąć.

Jak sobie odpuszczać?

Pozostawiając za sobą niedomknięte sprawy, mamy wielokrotnie poczucie, że zawiedliśmy. Czy można przejść nad tym do porządku dziennego? Szczególnie, gdy wiadomo, że marne są szanse na doprowadzenie sprawy do końca, bo np. przerwaliśmy jakiś kierunek studiów, a po kilku latach zmienił się program i trzeba zaliczyć od nowa niektóre przedmioty… co wymaga dużego nakładu energii! Co zrobić, gdy uzbieraliśmy już spory bagaż z etykietką „do załatwienia w przyszłości“? Oszukiwać się, że nam to nie ciąży? Przyznać się do błędu i wycofać, jeśli coś nas nudzi lub jest ponad nasze siły? A może warto się poświęcić w imię wyznawanej zasady, że wszystko, co zaczęliśmy, trzeba skończyć? Bo jak inaczej uwolnić się od przeszłości?

– Nie zgadzam się z teorią, że wszystko trzeba w życiu kończyć i ładować energię w coś, co nie jest dla nas ważne. Trzeba sobie odpuszczać! Nie muszę wiedzieć wszystkiego, mam prawo robić to, co naprawdę mnie satysfakcjonuje. Kończenie każdej książki, nawet, gdy jest nudna i szkoda nam na nią czasu, jest bezsensowne. Kończenie – tylko dla zasady i w imię przekonania – że wszystko należy kończyć, jest wręcz szkodliwe, i ja swoim pacjentom mówię, żeby dali sobie spokój – tłumaczy psycholog Adriana Klos. – Jeśli coś nas męczy psychicznie, to najczęściej my sami, nasz sposób myślenia o danej rzeczy, zamęczamy się błędnym spojrzeniem na różne sprawy i sztywnymi przekonaniami, które tylko podcinają nam skrzydła. Warto robić do końca tylko to, do czego jesteśmy naprawdę przekonani. Reszta jest bezcelowa i mało prawdopodobne, że to dokończymy. Profesor Leszczek Kołakowski, mówił, że aby czuć się szczęśliwym, lepiej poprzestawać na małych pragnieniach, nie chcieć zbyt dużo, cieszyć się z drobnych sukcesów. Wielu ludzi jest dla siebie bardzo surowych i wymagających. Należy się dobrze zastanowić, czy aby nie oczekujemy od siebie zbyt wiele, czy nie za dużo równocześnie i czy rzeczywiście niektóre rzeczy są nam potrzebne. Czy musimy koniecznie znać biegle francuski, robić kolejne kursy i szkolenia, które zabierają czas? Czy na pewno nam się to do czegoś przyda? Czy będziemy szczęśliwsi? Wiele osób karmi się złudzeniami i tak naprawdę nie rozumie, za czym tęskni i czego rzeczywiście pragnie. Często prawdziwe problemy pozostają nierozwiązane, a prawdziwe potrzeby – niezaspokojone.


Konsultacja: Adriana Klos,
psycholog i psychoterapeuta z warszawskiego ośrodka Strefa Zmiany, prowadzi terapię osób dorosłych oraz par, grupy terapeutyczne, DDA oraz warsztaty rozwojowe; adriana.klos@strefazmiany.pl
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze