1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Wielkie kochanice. Kim były? Jaką miały wiedzę o mężczyznach?

Wielkie kochanice. Kim były? Jaką miały wiedzę o mężczyznach?

Francois Boucher, Madame de Pompadour (Jeanne-Antoinette Poisson; 1721-1764) – markiza, metresa króla Francji Ludwika XV. Organizatorka rautów i balów na dworze królewskim w Wersalu, protektorka artystów, pisarzy i filozofów (fot. BEW)
Francois Boucher, Madame de Pompadour (Jeanne-Antoinette Poisson; 1721-1764) – markiza, metresa króla Francji Ludwika XV. Organizatorka rautów i balów na dworze królewskim w Wersalu, protektorka artystów, pisarzy i filozofów (fot. BEW)
Kleopatra, Katarzyna Wielka, madame de Pompadour, madame Récamier... Potrafiły zauroczyć mężczyzn, ale były nie tylko kochankami. Kobiety, którym udało się przebić do podręczników historii, były wybitnymi znawczyniami ludzkiej duszy. Czego możemy się od nich nauczyć? - wyjaśnia psychoterapeutka Katarzyna Miller.

Zacznijmy od Kleopatry. Była jedną z najlepiej wykształconych kobiet swoich czasów. Miła w obejściu, wręcz ujmująca. Ale, jak pisze Plutarch, urodziwa nie była.
Kobieta, dla której mężczyźni tracą głowę, nie musi się wszystkim podobać. Ale powinna emanować czymś szczególnym. Uroda dla mądrych ludzi nie jest kwestią rysów twarzy czy młodości. Ale tego, co promieniuje z wnętrza człowieka. Jak kobieta ma błysk w oku, żywe ruchy, jest ciekawa świata, ma coś do zrobienia w życiu, to jest ujmująca. I o wielu znanych kobietach mówiono, że ujmowały wiedzą, wdziękiem.

Madame Récamier na portrecie pędzla Davida ma małe oczy i długi nos...
I dlatego nie ma się co przejmować, jeśli nie wyglądamy jak modelka. Zez, trochę krzywy nos czy nogi – to nawet może być nasz feblik, czyli coś, co bierze. Wielkie kochanice były przede wszystkim żywymi osobami. Traktowały siebie jak bohaterki swojego życia. Przeżywały prawdziwe emocje, znały swoje potrzeby i miały plany. Zdobywały mężczyzn nie tylko seksualnością, lecz także umiejętnością rozmowy o tym, co ich interesowało. Tajemnica tkwiła w tym, że wnosiły w relacje z mężczyznami dokładnie to, czego oni potrzebowali, marzenie o idealnej kobiecie, czyli kochance-przyjacielu.

Kleopatra z Juliuszem Cezarem grała w kości, jeździła na polowania. Z Markiem Aureliuszem chodziła w nocy po mieście przebrana za służącą, piła i bawiła się.
Przy kobiecie, która w pełni jest człowiekiem, bo ma rozwinięty nie tylko kobiecy, ale i męski aspekt osobowości, mężczyzna nie musi być nadmiernie męski. Może stawać się ludzki. Rozwijać wrażliwość, czułość, opiekuńczość. A Kleopatra, podobnie jak inne kochanice, musiała dysponować na równi intuicją i rozumem. Przeżywać prawdziwe uczucia, ale też nad nimi panować. Trzeba tu wspomnieć o królowej Elżbiecie, która właśnie panując nad emocjami, stworzyła kwitnące państwo. Umiała siebie powściągać, choć jej ojciec Henryk VIII był seksoholikiem i mordercą. I to ona wydźwignęła swój kraj.

Czyli panowania nad emocjami warto się uczyć.
Wielkie kobiety wiedzą, czego chcą i jak to osiągnąć. Potrafią opanować to, co się nazywa kobiecą emocjonalnością i co zwykle przeszkadza nam zrealizować plany. Pracując z kobietami, często podkreślam: Macie cudowny dostęp do uczuć. Ale więcej myślcie! Zastanawiajcie się, jak osiągnąć cel. Korzystajcie z doświadczeń. Myślcie o tym, co czujecie i dlaczego właśnie to, zamiast ślepo ulegać emocjom. Zastanówcie się też: kim jest ten mężczyzna? A nie tylko: czego ja od niego chcę? Zakochanie sprawia, że nie widzimy człowieka, tylko nasze wyobrażenie o nim. Ale mądre kobiety, nawet kiedy są zakochane, widzą, jaki naprawdę jest ten, którego kochają. Tymczasem my pozwalamy, by sterowały nami uczucia: kiedy mężczyzna przynosi kwiaty, jesteśmy szczęśliwe. Spóźnia się – martwimy się. Uśmiecha się – żyjemy! Odwraca – znikamy. Takie kobiety nazywa się kobiecymi, ale one rezygnują z wpływu na swoje życie. A mężczyźni i tak tracą głowę dla tych, które im imponują. Dla kochanic.

Plutarch pisał, że Kleopatra potrafiła pochlebstwami uwieść każdego. Czy była wielką manipulantką?
Często mówię kobietom: „wasi mężczyźni potrzebują zachwytu, tak jak i wy. Chcą, żeby mówić im miłe, ale prawdziwe rzeczy”. W sztuce „Apollo z Bellac” narrator poucza bohaterkę, że każdy mężczyzna uwierzy w to, że jest piękny. Ja myślę, że uwierzy w to, że się podoba. A mądra kobieta potrafi dostrzec jego mocne strony. Zrozumieć też, czego on się boi, czego pragnie. Dlatego on czuje się w jej towarzystwie luksusowo.

Ale czy to uczciwe?
A czemu ma być nieuczciwe wspieranie tego, co w mężczyźnie dobre? Każdy coś takiego ma. Kiedy słyszę: „Mój mąż akurat nie”, mówię: „To niemożliwe, gdyby miał tylko wady, nie byłabyś z nim”. No, ale kiedy kobieta odkryje, że jednak jej mąż ma jakieś zalety, to znów dziwi się: „To ja jeszcze mam pracować i nad tym, żeby on czuł się dobrze!?”. No tak! Bo po pierwsze: ktoś musi zacząć. A po drugie: jak on będzie się czuł dobrze, to ty też, bo najprawdopodobniej będzie dla ciebie milszy.

Wielkie kochanice potrafiły osiągać swoje cele, panując nad emocjami. Czy tylko dzięki temu były niezwykłe?
Miały poczucie wpływu na swoje życie. Potrafiły poczekać na to, czego chciały. Postarać się. Dostrzec związek między swoimi działaniami a tym, czy uda im się zdobyć to, czego pragną. Wiedziały, że niekoniecznie musi im się udać, ale że warto zrobić to, co możliwe, żeby się udało. Tymczasem wiele kobiet myśli, że one nic nie mogą, że wszystko zależy od mężczyzny. Jeśli on nie kocha, to koniec. Kochanice wiedziały, że warto zrobić coś, żeby jednak pokochał. Potrafiły planować: „najpierw poznam go, zaciekawię i już będę trochę bliżej celu”. Były cierpliwe i skupione na realizacji swoich zamierzeń, gdy tymczasem wiele kobiet tego nie potrafi – od dziecka jesteśmy uczone godzić się na to, co los nam przyniesie.

Kobiety, które walczą o miłość, są przedstawiane jako czarne charaktery. Bo o miłość się nie walczy. Ona przychodzi, mówiąc metaforycznie: jak tchnienie anioła.
Nie anioła, tylko mężczyzny. Bo jak on pokocha, to jest miłość. Jak nie, to nie ma. Tak czuje większość kobiet. A to, że kobiecie nie wolno starać się o kogoś, to patriarchalny mit. Sposób na ogłupienie, zrobienie z kobiet biernych istot, które same nie podejmują żadnych działań, pozwalają mężczyznom się wybrać. Wielkie kochanice nie dały się ogłupić. Wiedziały, że mają wpływ na to, kiedy i jaką miłość przeżyją, że mogą wybrać mężczyznę. Madame de Pompadour zdobyła Ludwika XV, a Kleopatra nie tylko uwiodła Cezara, ale i Marka Aureliusza.

No właśnie! Uwiodły. My o ich sile ducha, a tymczasem o Kleopatrze mówili, że w swoich strojach i klejnotach wyglądała jak bogini.
To nie była dziewczyna z ulicy, którą mężczyzna dostrzega, bo ona jest śliczna. Kiedy spotkała Cezara, była królową Egiptu. Olśniewała. Umiała wykorzystywać swoje atuty. Ale w tym nie ma nic złego. Przeciwnie, takie zachowanie podpowiada nam rozum.

Rozum rozumem, ale piszą, że Kleopatra była też królową oralnej miłości.
Dla mężczyzn to ma ogromne znaczenie. I nie chodzi tylko o szczególną technikę seksualną. Dla nich ich penis, kogut, tygrys to oni sami. Dlatego ważne jest, jak kobieta go traktuje. Czy go kocha? Czy może się brzydzi? Czy chce brać do ust? Jeśli tak, to mężczyzna czuje, że ona go naprawdę chce. Seks z taką kobietą to dla niego niezwykłe przeżycie. Ale nie tylko. Związek z kobietą, która go przyjmuje, docenia i która dzięki niemu jest szczęśliwa, staje się dla mężczyzny sensem życia.

Katarzynę Wielką po śmierci Aleksandra Łanskoja pocieszało dwóch kochanków.
Katarzyna była seksoholiczką. Wybierała kochanków spośród gwardzistów, kierując się wypukłością ich rozporka. Czasem jednego, czasem kilku na jedną noc. Była chyba jedyną znaną kobietą w historii, która korzystała z władzy dla uciech seksualnych. Jawnie czyniła rozpustę. Oczywiście, nieustająca pogoń za seksem to ucieczka. Ale jest coś imponującego w tym, że w czasach, kiedy kobiety nie miały żadnych praw, ona je sobie dała. Zaakceptowała swoją rozbuchaną seksualność. Od niej też możemy się jednak czegoś nauczyć, tego, że mamy prawo do bycia jawnie istotą seksualną. A nas nadal przeraża to, że inni mogliby o naszej seksualności wiedzieć i mówić. Nie bójmy się, seksualność jest zaletą kobiety.

Katarzyna poznała Łanskoja, mając 50 lat. A madame de Pompadour była już żoną i matką, kiedy na balu maskowym poznała Ludwika XV.
Kobieca seksualność rozwija się w nieskończoność, a więc im kobieta starsza, tym bardziej jest otwarta na seks i silniej go przeżywa. Wie już też, że z mężczyzną ma się dobrze czuć. Nie fantazjuje o tym, że on ma być wysoki i niebieskooki. Zdradzone kobiety często dziwią się, jak ich mąż mógł odejść do kobiety starszej i brzydszej niż one. Nie ma czemu się dziwić. On po prostu spotkał interesującą, fascynującą towarzyszkę, partnerkę.

Czyli podejście do życia też było ich tajemnicą. Słynne: „żyjemy hucznie i wesoło, a po nas choćby potop…”, przypisuje się madame de Pompadour.
Nie chodzi o hedonizm, tylko o to, by to, co teraz się dzieje, było najważniejsze. Mistrzostwo życia polega właśnie na tym: jak idę na bal, to po to, by się bawić. Jak się kocham, to tylko to się liczy. A jak rozmawiam, to po mistrzowsku. Francuzi nazywają to „esprit”, ten błysk, celność riposty. Damy, które tak jak madame de Pompadour czy Récamier prowadziły w Paryżu salony, były erudytkami. Bywali u nich Wolter, Diderot, Monteskiusz, Chateaubriand. Miały ambicje, by kształcić się i rozwijać. I sięgać po władzę! Stawały się przecież kochankami władców, żeby rządzić. Mieć wpływ na los swój i swojej rodziny, zdobyć majątek, pozycję. Od wielkich kochanic powinnyśmy się nauczyć, że mamy rządzić swoim życiem, kierować się ambicją, sięgać po to, czego pragniemy, także po władzę.

No właśnie ambicja! My się jej boimy. Słyszymy, że nasza ambicja jest zła, krzywdzi dzieci, rozbija rodzinę.
Mówimy tak, gdy komuś zazdrościmy tego, do czego dzięki ambicji doszedł. Nasze życie spełnia się właśnie wtedy, gdy zdobywamy to, na czym nam zależy. Dziś naszym największym problemem jest to, że nie sięgamy po władzę polityczną. Bo nam wmówiono, że tylko te, których nikt nie kocha, pchają się do góry. I tak „ambitna” ma się łączyć z „nieatrakcyjna, samotna”.

Ale skoro ambicja nam nie szkodzi, to czemu wiele ambitnych kobiet jest samotnych?
Jak się kobieta zajmie pracą, to na bok idzie seks. Rodzice coraz chętniej wspierają ambicje intelektualne córek, ale nadal nie wspierają ich rozwoju seksualnego. I dlatego kobiety nadal mają kłopot z równowagą. Nieświadomie zakładają, że albo kariera, albo seksualność. Skąd mogą wiedzieć, że nie muszą wybierać. Tylko po cichutku mówi się, że Curie-Skłodowska miała kochanka, a gdy Piotr zginął pod kołami dorożki, znalazła nowego partnera. Była seksualną kobietą. W szkołach nie uczy się nas, że Konopnicka pisała świńskie wierszyki. Mamy pseudowyzwolenie, bo nadal obowiązuje podział na żony i ladacznice, tyle że w wersji: albo naukowczyni, albo kochanka. A trzeba być kobietą całą gębą. Istotą intelektualną, kreatywną i seksualną. Wielkie kochanice takie były. Żyły intensywnie na każdym poziomie.

Newsletter

Psychologia, związki, seks, wychowanie, świadome życie
- co czwartek przegląd najlepszych artykułówZapisz się

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Seks nie ma daty ważności

Rodzimy się seksualni i umieramy seksualni. Wiek jest wtórny, ważniejsze są nasze decyzje. (Fot. iStock)
Rodzimy się seksualni i umieramy seksualni. Wiek jest wtórny, ważniejsze są nasze decyzje. (Fot. iStock)
Mimo upływu lat nie warto rezygnować z przyjemności, jaką daje fizyczna intymność. Zwłaszcza że seks wprawia w euforię i „daje kopa” do działania. O znaczeniu seksualności w dojrzałym wieku mówi sex coach Marta Niedźwiecka.

W jakim wieku człowiek przestaje myśleć o seksie? W zasadzie powinnam odpowiedzieć na to pytanie przewrotnie. Ludzie, ujmując nas bardzo ogólnie, nie przestają myśleć o seksie do samego końca. Problem w tym, że w pewnych kulturach dość szybko, przedwcześnie, przestają o nim mówić, przestają go uprawiać. I wtedy zaczyna się ich starość. Tymczasem rodzimy się seksualni i umieramy seksualni. Wiek więc jest wtórny, ważniejsze są nasze decyzje.

Sądząc po filmach i kolorowej prasie, można by przypuszczać, że najpóźniej koło pięćdziesiątki pożądanie umiera. Wszyscy kochankowie są młodzi, piękni i zdolni do ekwilibrystyki w łóżku... Popkultura jest źródłem wielu nieporozumień, a nawet wypaczeń w naszej seksualności. Dojrzałych osób nie przedstawia się jako namiętnych, kochających, pożądających, utrwalając w ten sposób mylne przekonania, że seks jest jedynie dla młodych ludzi. Oczywiście z wiekiem niektóre aspekty seksualności mogą, choć nie muszą, przysparzać dodatkowych wyzwań, ale to nie oznacza, że na seksie jest umieszczony termin ważności. Co więcej, aktywność seksualna w wieloletnich relacjach wpływa zarówno na dobre samopoczucie psychiczne partnerów, jak i na trwałość relacji. Zatem nie warto wycofywać się z seksu z byle powodu, takiego jak ukończenie czterdziestego czy pięćdziesiątego roku życia. Wraz ze starzeniem się społeczeństw Zachodu pojawia się coraz większe zrozumienie, że nieobecność seksu osób dojrzałych w mediach, brak wiedzy i stereotypowe myślenie bardzo negatywnie wpływają na życie psychoseksualne seniorów.

Faktem jest jednak, że z wiekiem organizm narzuca nam pewne ograniczenia. Co wtedy? Są dwa aspekty starzenia się i seksualności. Pierwszy to taki, że zarówno akt seksualny, jak i w ogóle aktywność w tym obszarze mogą być związane z dyskomfortem na przykład wywołanym trudnościami z erekcją albo schorzeniami, które pośrednio wpływają na możliwości seksualne: cukrzycą, nadciśnieniem, chorobami układu kostno-stawowego. I tutaj równie ważne co osobiste nastawienie jest wsparcie lekarzy czy terapeutów. Rzetelne informacje na temat kondycji, w jakiej dana osoba się znajduje, czy środków, którymi może się posługiwać, by sobie pomóc. Tymczasem w Polsce seksualność osób dojrzałych jest tematem wstydliwym nawet w gabinetach. Drugi aspekt wiąże się z tym, że osoby dojrzałe same wycofują się z życia seksualnego pod dowolnym pretekstem: bo kręgosłup pobolewa, bo nie mamy siły na erotyczne figle. Obu tym postawom zdecydowanie sprzyja brak rzeczowej wiedzy oraz pustka kulturowa, o której już wspominałyśmy. Na to nakłada się brak pozytywnych punktów odniesienia. Mało kto zna dojrzałą parę, która cieszy się życiem seksualnym i może posłużyć za osobisty wzorzec modyfikujący nasze zachowania. Dlatego też, jeśli sami się starzejemy, to jesteśmy bardziej skłonni widzieć zmierzch seksu jako nieuchronny.

Chciałabym zaznaczyć bardzo ważną sprawę: starzenie się kończy seks postrzegany jako penetrację waginalną. Wpływają na to zarówno zmiany po stronie mężczyzn, czyli nasilające się zaburzenia erekcji, jak i zmiany fizjologiczne u kobiet – niedobory hormonalne, suchość pochwy i inne. Jednak seks to nie tylko penetracja waginalna i nie zawsze prowadzona penisem. Dojrzali kochankowie, nawet jeżeli czasowo nie mogą uprawiać tradycyjnego seksu, wiedzą, jak wspomagać się zabawkami, lubrykantami, jak korzystać z innych form pieszczot i stymulacji.

Z jakimi – poza fizycznością – problemami w seksie spotykają się najczęściej dojrzali partnerzy? Jednym z najpoważniejszych jest zmiana wewnętrznego obrazu ciała. Ponieważ żyjemy w kulturze zdominowanej przez obrazy młodości, mamy wrażenie, że tylko młodzi, piękni ludzie zasługują na udane życie seksualne. Wiele osób, jeszcze nim zdąży się zestarzeć, doświadcza problemów związanych z lękami o wygląd ciała, atrakcyjność. To od nich uzależniają bycie przyjętym przez partnera, szanse na wzbudzenie podniecenia seksualnego. Naturalne zmiany w ciele, na przykład wywołane menopauzą, potrafią brutalnie zniszczyć samoocenę kobiet. Mężczyźni z kolei zmagają się z kryzysem męskości rozumianej jako sprawność seksualna. Na psychikę osób dojrzałych negatywnie wpływają także choroby, odchodzenie bliskich osób. W tym czasie należy szczególnie troszczyć się o swój dobrostan.

Jakie znaczenie ma seks dla dojrzałych partnerów? Seks dosłownie przeciwdziała starzeniu się – nie tylko ciała, ale i ducha. Hormony wydzielane w czasie udanego aktu seksualnego działają pobudzająco i euforyzująco. Bliskość emocjonalna, którą buduje udane życie seksualne partnerów, jest bezcenna na tym etapie życia i przeciwdziała depresji. W zasadzie można powiedzieć, że pielęgnowanie udanego życia seksualnego w wieku dojrzałym jest odpowiedzią na niemal wszystkie wyzwania emocjonalne, z którymi borykają się ludzie po przekroczeniu umownego progu, jakim jest sześćdziesiąty rok życia.

Jakie sfery seksualności mogą rozwijać seniorzy, żeby czerpać radość z seksu nawet w późnym wieku? Przede wszystkim należy zadbać o własne nastawienie. Jeśli uznamy, że seks jest ważny, że służy nam i naszej relacji, że coś dzięki niemu zyskujemy, to zechce się nam podejmować działania. Jednym słowem dobra motywacja pozwoli się zmobilizować, pomimo że trzeba będzie znieść na przykład dyskomfort rozmowy z lekarzem o problemach zdrowotnych albo podjąć wysiłek i czytać książki czy szukać inspiracji gdzie indziej. Zdecydowanie warto poświęcić czas na znalezienie pozaseksualnych aktywności, które przynoszą nam poczucie szczęścia i spełnienia. Tylko uwaga: nie chodzi o opiekę nad wnukami albo sprzątanie! Raczej o podróże, lektury, spotkania z ludźmi. Działania, które angażują emocjonalnie, wspierają poczucie własnej wartości, angażują zmysłowo. Najlepiej, by partnerzy interesowali się nimi wspólnie, bo to znakomity punkt wyjścia w budowaniu napięcia erotycznego. Dużo lepiej będzie się myślało o wspólnej nocy w czasie romantycznej wycieczki zakończonej dobrą kolacją niż po całym dniu przebywania w domu. Bezcenne jest oczywiście pielęgnowanie umiarkowanej aktywności fizycznej, która nie tylko wspiera utrzymanie dobrostanu, ale także pomaga zachować dobrą kondycję seksualną.

Czy wiesz, że?

Suchość pochwy powoduje dyskomfort w okolicach intymnych związany z brakiem wilgotności w pochwie, u jej wejścia oraz w obszarze sromu. Czasami towarzyszy mu  pieczenie, swędzenie czy nawet ból albo wrażenie pulsowania i ucisku w pochwie. Te nieprzyjemne objawy mogą pojawiać się nie tylko w czasie stosunku i bezpośrednio po nim, często występują także podczas chodzenia, jazdy rowerem czy noszenia obcisłych ubrań.

W okresie okołomenopauzalnym spada poziom estrogenów i ścianki pochwy stają się cieńsze, mniej elastyczne i nawilżone, a wagina jest bardziej wrażliwa na różnego rodzaju bodźce, więc problem suchości pochwy najczęściej dotyka kobiet po 45. roku życia.

Najczęściej, ale nie tylko - dolegliwość może wiązać się także z operacją jajników, karmieniem piersią czy przyjmowaniem pigułek antykoncepcyjnych. Problem mogą także wyzwolić wahania hormonów, niektóre schorzenia przemiany materii, leki, radioterapia przy chorobach nowotworowych czy zwykły stres.

Po zauważeniu objawów suchości pochwy kobieta powinna przede wszystkim porozmawiać z lekarzem, ponieważ skuteczna kuracja zależy od przyczyny dolegliwości.

Kobietom w wieku okołomenopauzalnym Północnoamerykańskie Towarzystwo Menopauzy (North American Menopause Society) zaleca w pierwszej kolejności stosować produkty niehormonalne w postaci kremu lub żelu. Ważne, by wybrana metoda przywróciła kobiecie dobre samopoczucie i pozwoliła cieszyć się pełnią życia, także seksualnego.

  1. Seks

Seks rodzi się w głowie

Seks zaczyna się i kończy w mózgu. (Fot. iStock)
Seks zaczyna się i kończy w mózgu. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
W najbardziej intymnych sytuacjach w organizmie wydzielają się różnorodne substancje. Jak mózg wpływa na odczuwanie satysfakcji z seksu i gdzie rodzi się orgazm? Pytamy neurolog Ałbenę Grabowską.

Jak wygląda seks oczami neurologa?
Przede wszystkim seks zaczyna się i kończy właśnie w mózgu. Nie w penisie czy łechtaczce. Tam zachodzi jedynie stymulacja, zresztą sprzężona z wrażeniami wzrokowymi, słuchowymi, smakowymi, potem sygnał dochodzi do mózgu, rozprzestrzenia się i wraca jako przyjemność i rozkosz. Najprościej mówiąc, tak to wygląda.

Gdybyśmy chcieli rozłożyć seks na czynniki pierwsze – jakie substancje odpowiadają za to, co odczuwamy w jego trakcie?
Głównie wydziela się dopamina: hormon przyjemności i nagrody, czyli doznań bardzo subiektywnych. Ale nie tylko, bo i obiektywnych, na przykład wzrostu ciśnienia. Dzięki temu mózg otrzymuje więcej tlenu i glukozy. Drugim hormonem jest oksytocyna, hormon przywiązania, ale inaczej działa ona u mężczyzn, inaczej u kobiet. Stąd absolutnie fizjologiczna reakcja, że po wszystkim „on” odwraca się i zasypia, a „ona” chciałaby porozmawiać czy poprzytulać się. Dlaczego tak się dzieje? Dlatego że u „niego” oksytocyna jest natychmiast eliminowana przez testosteron. Mężczyzna „otrzymuje” informację bardzo pierwotną, że zrobił, co do niego należy, prawdopodobnie przedłużył gatunek, umęczył się, więc teraz musi odpocząć, zregenerować się i szukać innej samicy czy zbierać siły, żeby polować na mamuty. „Ona” zaczyna działanie dopiero po seksie, jej struktury w mózgu się konsolidują, pojawia się lęk, że on odejdzie, że pójdzie do innej, że z tego stosunku nic nie wyniknie, że ona zostanie sama… więc jest nastawiona na budowanie więzi, chce wić gniazdo, opiekować się tym mężczyzną, przedłużać moment seksu – stąd mamy tak różne zachowania „po”.

Poza tym są jeszcze endorfiny, które służą do czystej przyjemności – to rodzaj bonusu, bo orgazm przyjemnościowy jest charakterystyczny tylko dla gatunku ludzkiego. Służą one też przyjemności, która nadaje motywację, ma zadziałać społecznie – po seksie jesteśmy pełni energii, z większą radością podchodzimy do życia. Wydziela się również cały szereg „mniejszych” hormonów, neuroprzekaźników, substancji pomocniczych i tak dalej. Wszystko to wzmacnia poczucie, że w naszym organizmie zachodzi coś ważnego.

Który rejon mózgu uruchamia się podczas seksu?
Aktywuje się wtedy cała masa obszarów. W ogóle mózg jest tak skonstruowany, że działa nie na zasadzie aktywowania jakiegoś jednego małego ośrodka, tylko wielu ośrodków i wzajemnych połączeń. Bo przy każdej naszej działalności, czy to jest patrzenie, słuchanie, ruszanie się, czy planowanie, uruchamiają się też inne, niebezpośrednio z nią związane struktury. W seksie początkowo też tak jest, to znaczy w fazie wstępnej, kiedy wybieramy partnera bądź partnerkę, czyli na poziomie wizualnym, że sprawdzamy, czy dana osoba jest dla nas atrakcyjna, czy chcemy się z nią poddać tak intymnej czynności, jaką jest seks, zachodzą różne elementy, typu wstępne zaufanie albo wstępny ogląd, że dana osoba jest dla nas bezpieczna. Kiedy już dochodzi do seksu, aktywują się ośrodki praktyczne, czyli: znaleźć miejsce, żeby było bezpiecznie, żeby było wygodnie. Potem dopiero pojawiają się reakcje na poziomie wyższym, korowym, oddajemy się bardziej postrzeganiu i analizowaniu, a nie działaniu: włączają się sfery przyjemnościowe związane z emocjami. Za tym idzie wzrost ciśnienia tętniczego, szybsze krążenie krwi, większe ukrwienie mózgu, przyspieszone bicie serca, aktywacja mięśni. I o ile w początkowej fazie seksu dochodzi w mózgu do mnóstwa połączeń, żeby się wydzieliła odpowiednia ilość hormonów, neuroprzekaźników, o tyle w trakcie samego orgazmu mózg się jakby defragmentuje.

Czyli podczas orgazmu niektóre połączenia w mózgu nagle „siadają”?
Tak, wyłączają się struktury związane z lękiem. U kobiet dzieje się to podczas orgazmu, u mężczyzn już na etapie wstępnym. To pozostałość po naszych przodkach: kobieta ma się tak przygotować i nastawić na seks, na prokreację, żeby wyłączyć wszystkie hamulce. One pojawiają się na etapie wstępnej percepcji, czyli doboru partnera, a jeśli już idziemy do łóżka, to ma być tylko przyjemnie, mamy być nastawieni na przedłużanie gatunku. Z kolei u mężczyzn lęk wyłącza się już wcześniej, bo oni nie mogą się bać, podchodząc do kobiety. Muszą być pewni i wysyłać komunikat: „Tak, to mnie szukasz!”. Pamiętajmy, że kiedyś seks służył do prokreacji, do przedłużania gatunku, ludzie często nie dożywali 40. roku życia, więc kobiety rodziły, gdy tylko wchodziły w wiek rozrodczy. To są atawizmy pozostawione przez naturę.

A w którym miejscu w mózgu rodzi się orgazm?
Głównie w płatach czołowych i skroniowych. Uruchamia się najstarszy filogenetycznie układ, tak zwany układ limbiczny, w skład którego wchodzą hipokamp i ciało migdałowate, czyli struktury odpowiedzialne za emocje. Bo emocji w seksie jest najwięcej. Mówi się, że miłość jest w prążkowiu, natomiast pożądanie w układzie limbicznym. Uruchamia się też układ współczulny, czyli nieuświadomiony kawałek układu nerwowego, który między innymi wysyła gwałtowny impuls do najmniejszych nerwów, stąd mocniejsze odczucia w skórze, specyficzna potliwość, która spowodowana jest nie tylko zmęczeniem, takim jak podczas biegania czy ćwiczeń, lecz wiąże się z wydzielaniem gruczołów potowych. U niektórych pojawia się również wrażenie parcia na mocz. Ale z badań naukowych wynika, że najprzyjemniejszym doznaniem jest moment wyłączenia kontroli, całkowitego oddania się, czyli „mała śmierć”. To chwila ekstremalnego ryzyka – wydziela się adrenalina i wszystkie hormony walki, a walki nie ma, więc pojawia się bardzo silnie odczuwana przyjemność. „Możesz mnie zamordować, możesz zrobić mi wszystko, a mnie się to spodoba”.

Czy za to, że łatwo lub nie wejść w stan podniecenia, również odpowiadają jakieś substancje w naszym organizmie?
W całym świecie zwierzęcym jest tak, że to samiec się stroi, ma być atrakcyjny i ma przywabić samicę. U ludzi jest odwrotnie – to samica jest atrakcyjna i ma na siebie zwrócić uwagę samca. To się dzieje na poziomie świadomości i na poziomie podświadomości. Już w czasie gry wstępnej wydziela się oksytocyna i kobieta planuje, co będzie dalej. Z kolei u mężczyzny oksytocyna powoduje natychmiastowe wydzielanie się testosteronu, więc on zaczyna działać. Dlatego tak łatwo jest podniecić mężczyznę, a tak trudno kobietę.

U kobiety podobno grą wstępną jest wszystko to, co się dzieje w ciągu 24 godzin przed penetracją, a dla mężczyzny to 3 minuty.
Bo mężczyźnie nie potrzeba więcej. Nie jest w stanie udawać orgazmu czy podniecenia – albo jest podniecony, i my to widzimy, albo nie. Kobieta może wydłużać ten stan w nieskończoność, do prokreacji nie potrzebuje przyjemności i żeby zajść w ciążę, nie musi mieć orgazmu. Natomiast mężczyzna, żeby zapłodnić kobietę, musi mieć orgazm i dlatego potrzebuje większej dawki w krótkim czasie. Wszystko musi szybko zadziałać: oksytocyna, testosteron, wzwód. U kobiet wszystko rozłożone jest w czasie, całym aktem przygotowują się do tego, co będzie w przyszłości, czy to będzie macierzyństwo, czy relacja. Są w gotowości i mózgowej, i hormonalnej.

Podobno kobiecy mózg odróżnia rodzaje dotyku. W zależności od tego, czy jest stymulowana łechtaczka, pochwa czy sutki, aktywują się różne partie mózgu.
To jest uwarunkowane indywidualnie, niektóre kobiety w ogóle nie reagują na stymulację sutków, a inne mają wrażliwą tylko łechtaczkę. Kobietę trzeba poznać, zorientować się, co jej sprawia przyjemność. Mężczyźni są bardziej jednorodni pod tym względem – prawie w 100 procentach przypadków najbardziej wrażliwy jest penis.

Czyli w naszych głowach dzieje się dużo więcej, niż nam się wydaje. Mózg ma wpływ na wszystko, a my nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy.
Ale to dobrze, że pewne rzeczy są nieuświadomione, bo tak jak trudno wyobrazić sobie sytuację, że musielibyśmy świadomie kierować takimi procesami, jak oddychanie czy chodzenie i nakazywać naszemu sercu, żeby biło, tak samo w seksie dobrze jest pewne sprawy pozostawić uczuciom, a nie wszystko kontrolować i analizować.

  1. Seks

Przebudzenie księżniczki... kobieta do seksu musi dojrzeć

Księżniczką można nazwać kobietę świadomą swojej wartości. Dla niej seksualność to dar, z którego umie korzystać. (fot. iStock)
Księżniczką można nazwać kobietę świadomą swojej wartości. Dla niej seksualność to dar, z którego umie korzystać. (fot. iStock)
Kobieta do seksu musi się obudzić. Jak księżniczka w bajce: długo śpi, by kiedyś otworzyć oczy i sięgnąć po ten wspaniały owoc. Ale przebudzenie księżniczki w „ziemskiej” kobiecie wygląda trochę inaczej: tu nie wystarczy jeden pocałunek księcia. Przebudzenie to proces, który zaczyna się w chwili narodzin i trwa przez wiele lat.

Księżniczką jest właściwie każda kobieta, która księżniczką się czuje. Rozpoznać ją można na pierwszy rzut oka – po tym, jak jest ubrana, jak chodzi, mówi, skąd płynie jej głos. Czy powstaje w zaciśniętym gardle, czy płynie z uwolnionej przepony. Poznać ją można też po tym, jak wchodzi w kontakty z mężczyznami i jak na nich reaguje.

– Prawdziwa księżniczka nie stara się robić na mężczyźnie wrażenia, nie szuka w jego wzroku akceptacji, aprobaty, pożądania – mówi Katarzyna Gładkowska, psycholożka, trenerka i terapeutka. – Nie próbuje się prezentować, afiszować ze swą atrakcyjnością. Idzie przez życie pewnym krokiem, Nie musi się w niewolniczy sposób podobać innym, zwłaszcza mężczyznom. To nie jest najważniejszy aspekt jej istnienia. Seksualność jest tylko jej częścią, ale częścią oswojoną. Przebudzona księżniczka zintegrowała seksualność ze swoją osobowością, tożsamością.

I tylko taka kobieta potrafi naprawdę czerpać z seksu to, co w nim cenne: przyjemność, satysfakcję i prawdziwą bliskość z drugim człowiekiem.

Gdy rodzi się córka…

...przed rodzicami stoi trudne zadanie wychowania jej "na księżniczkę". Zwłaszcza przed ojcem: musi jej pokazać, że akceptuje jej płeć i nie jest rozczarowany brakiem syna, bo to ojciec właśnie buduje podstawy seksualnej tożsamości córki. Ważne, by szukał równowagi. Powinien np. raz iść z nią na zakupy i pozwolić jej wybrać sukienkę (także różową, jeśli chce), a innym razem zabrać małą na mecz (jeśli oboje mają ochotę). Chodzi o to, by dziewczynka czuła się akceptowana taka, jaka jest.

Dla matki trudny i wymagający wielkiej dojrzałości jest czas, kiedy jej kilkulatka wchodzi w okres tzw. kompleksu Elektry (to żeński odpowiednik kompleksu Edypa). Córka zakochuje się wtedy w tatusiu i marzy, że zostanie jego żoną. Czasem w myślach wręcz uśmierca mamę. Ważne, by matka w tym czasie nie odrzucała jej w żaden sposób. By tłumaczyła, na czym w rodzinie polega rola każdej z osób. Mówiła, że tata jest mężem mamy, ale kiedy mała dorośnie, spotka takiego mężczyznę jak tata i on będzie jej partnerem. Warto też, by tata to wzmacniał, mówiąc córce, że jest jego ukochaną księżniczką, w pełni akceptowaną, ale on wybrał na żonę jej mamę. Powinien też wyjaśnić jej, że przyszły mąż nie musi być taki sam jak tata, żeby córka nie utrwaliła sobie wizji „mam szukać tylko według wzoru ojca”.

Dziewczynka staje się kobietą

Księżniczka "otwiera oczy": to czas pierwszej miesiączki. Rodzice powinni świętować to, że dziewczynka staje się kobietą.

– To ważna chwila, może nawet najważniejsza – uważa Gładkowska. – Ojciec, przygotowany przez żonę, powinien pokazać córce, że ten moment niesie ze sobą coś pięknego. Powinien z córką rozmawiać, okazywać jej akceptację. Dzięki temu dziewczyna otworzy się na własną seksualność. Zacznie oswajać to, że jest kobietą, wspaniałą istotą, a nie tylko kimś różnym od mężczyzny. Będzie się uczyć, że płci nie trzeba akcentować. Dzięki temu nie będzie odbierać menstruacji jako czegoś wstydliwego, co trzeba wypierać, ukrywać. Zintegruje płeć i duszę.

Kolejny etap, okres dojrzewania, jest wielkim wyzwaniem dla ojca. Córkę zaczynają interesować chłopcy. Zmienia się jej ciało, rosną piersi, okrągleją biodra. Zaczyna podkreślać swą kobiecość. Burza hormonalna powoduje napięcie, wewnętrzny zamęt.

– Dojrzały ojciec wie, co z tym zrobić: akceptować i kochać dalej – mówi psycholog. – Rozmawia z nią. Daje jej poczucie bezpieczeństwa. Kiedy widzi, że dorastająca dziewczyna za bardzo się negliżuje, delikatnie zwraca jej na to uwagę. Tłumaczy, dlaczego nie powinna odkrywać wszystkiego ze swej rodzącej się kobiecości: by nie była narażona na to, że zostanie przez kogoś użyta. Jego córka wkroczy we wczesną dorosłość bez zrodzonego na tle seksualności poczucia winy.

Niedojrzały ojciec natomiast zaczyna się bać. Jego wyobrażenia, co zrobiłby z tą dziewczyną, gdyby mógł, przekładają się na podejrzenia, co robią z nią inni chłopcy. Czasem staje się wulgarny i opryskliwy.

Matka stara się oddalić moment, kiedy jej nastoletnia córka poczuje się atrakcyjna, pożądana. Robi to z troski, by ją uchronić przed złem tego świata: nadużyciami ze strony chłopców, niechcianą ciążą itp., ale także z lęku przed własną starością i przemijaniem. Dlatego gdy córka osiąga 16–17 lat, powinien nastąpić etap emocjonalnego oddzielania się od matki – inaczej podszyta rywalizacyjnym lękiem postawa może nadszarpnąć samopoczucie i wizerunek dziewczyny.

 

W ramionach księcia

Wzrastająca w pełnym miłości i akceptacji środowisku dziewczyna nie boi się odrzucenia, wchodzi więc w dobre związki z chłopcami. Dobre, czyli spokojne, przyjacielskie relacje oparte na uczuciach. Nie zostanie wykorzystana, bo nie myli pożądania młodego chłopaka ze swoją potrzebą miłości. I decyduje się na utratę dziewictwa mądrze. Inicjacja seksualna to moment, kiedy księżniczka czyni kolejny krok ku przebudzeniu.
– Wiele kobiet traci dziewictwo w nieodpowiednim momencie i z nieodpowiednich pobudek. Silna potrzeba bycia kochaną, moda lub chęć przynależności do pewnych środowisk sprawiają, że dziewictwo tracą dziewczyny, które nie są na to gotowe.
Są jeszcze inne kobiety, które czekają na noc poślubną. I oba przypadki nie są najszczęśliwsze pod względem przeżywania seksualności. Nie chodzi o to, by czekać w nieskończoność, traktując dziewictwo jak jedyną wartość. Kobieta jest nastawiona na to, by być kochaną, akceptowaną, żeby mężczyzna z nią rozmawiał, rozumiał, słuchał. Tracąc dziewictwo z partnerem, który jest czuły, emocjonalnie dojrzewa razem z nią i darzy ją uczuciem, czyni kolejny krok ku integracji swojej seksualności i osobowości, ku pełni. Nieważne, czy później będą razem. Nawet jeśli nie – wszystko zależy od tego, czemu ma służyć inicjacja, czy są między nimi uczucia, czy tylko chęć wykorzystania drugiej osoby.

– "Księżniczkę" ostatecznie budzi partner, z którym się zwiąże – mówi psycholog. – Kiedy ma 20 kilka lat, wchodzi w poważny związek i jeśli ma dużo szczęścia, będzie szczęśliwą kobietą do końca życia. Ale nie będzie to łatwe, bo na temat seksu młode kobiety i ich mężowie mają różne wyobrażenia. Gdy mężczyzna może mieć żonę przez 24 godziny na dobę i czuje się wolny od zakazów, zaczyna eksperymentować. Jest jurny, niecierpliwy i szybko biegnie do celu. A kobieta jest na to zupełnie niegotowa. Potrzebuje, by ją budzić powoli, krok po kroku.

Dochodzi do jednego z poważniejszych życiowych konfliktów między światem kobiet i mężczyzn. Ale "prawdziwa księżniczka" próbuje się dogadać z partnerem. Jeśli on zrozumie, że ona chce być kochana, przytulana, pragnie tego, by ktoś się o nią troszczył, i zadba o te jej potrzeby, kobieta da mu upragniony seks. Emocjonalnie spełniona kobieta uczyni to z radością, ponieważ dla kobiety seks i emocje łączą się ze sobą i nie może ich oddzielić. Jednak większość kobiet w związek czy małżeństwo wnosi zahamowania seksualne, wstyd, poczucie winy i potrzebuje wielkiej delikatności, czułości, cierpliwości i mądrości ze strony partnera, by móc zakończyć proces dojrzewania do seksu.

Już wiem, co TO jest

W wieku lat 35–45 "księżniczka" wreszcie w pełni się budzi: kobieta w tyk okresie na nowo odkrywa seks. Odkrywa, że jest wspaniały. Wreszcie uświadamia sobie, że można to robić nie dlatego, że mąż chce, ale ponieważ sama ma ochotę. Otwiera się na seks i zaczyna go smakować. Ta zmiana to efekt wieloletnich „ćwiczeń” w poznawaniu własnego ciała i sposobach osiągania przyjemności. Ale nie tylko.

– Kluczem do tej zmiany jest nasza dojrzałość – uważa psycholog. – Czujemy się bardziej osadzone w życiu zawodowym, mamy świadomość własnych kompetencji, także poza małżeństwem i seksem. Może już wychowałyśmy dzieci i całkiem nieźle nam to wyszło, więc czujemy się wartościowe, skuteczne i spełnione. Zdajemy sobie sprawę z tego, że ważny jest nie tylko nasz wygląd, ale także nasza osobowość. Widzimy, że mamy wpływ na własne życie. Rodzą się w nas nowe pasje, na które w końcu mamy czas. Zaczynamy szczerze rozmawiać, bo przestajemy się bać. Otwieramy się na przyjaźnie z innymi kobietami, bo już nie traktujemy siebie jak konkurencji, zaczynamy z nimi rozmawiać, przez co tworzymy swoiste grupy wsparcia, dzięki którym wciąż dojrzewamy. Zaczynamy nazywać to, co się z nami dzieje. To wszystko ma wielkie znaczenie, bo na seksualność kobiety wpływa dosłownie każda dziedzina życia.

Kobieta zaczyna też badać swoje ciało. Zdejmuje poczucie winy, w którym dorastała do tej pory, i zaczyna spontanicznie kontaktować się z fizycznością. Ciało w tym wieku się zmienia i odkrywa, że dotyk jest przyjemny. Wiele kobiet wraca wtedy do porzuconej masturbacji lub robi to po raz pierwszy. A mężczyźni są zachwyceni, gdy żona na ich oczach doprowadza się do orgazmu. Życie seksualne osiąga taki poziom, jakiego nie miało nigdy przedtem.

– "Księżniczka" przeszła bardzo długą drogę, by dotrzeć do punktu, w którym może partnerowi powiedzieć „czuję się w pełni dojrzała, mam świadomość własnych możliwości, ale jeszcze potrzebuję dostać coś od ciebie, by być dopełniona. Dzisiaj już wiem, co to jest” – tłumaczy psycholog.

– Naprawdę przebudzona kobieta rozumie, że jeśli czuje się żabą i myśli o sobie jako o żabie, żaden mężczyzna nie przemieni jej w księżniczkę za pomocą pocałunku, nie przemieni jej serca.
Na poziomie ciała doświadcza czegoś zupełnie nowego, ponieważ jej dusza wkroczyła na inny poziom rozwoju.

Może być tak, że kobieta obudzi się w pełni do seksu dopiero po czterdziestce. I, prawdę mówiąc, często tak właśnie jest. Bo prawdziwie przebudzona księżniczka mająca udane życie seksualne to kobieta, która naprawdę zintegrowała trzy najważniejsze płaszczyzny: seksualność, emocje i duchowość.

  1. Kultura

Seks, kłamstwa i filmiki wideo - rozmowa z autorem "Pani Fletcher"

Tom Perrotta, autor książki, na podstawie której powstał słynny serial Pani Fletcher. (Fot. East News, materiały prasowe)
Tom Perrotta, autor książki, na podstawie której powstał słynny serial Pani Fletcher. (Fot. East News, materiały prasowe)
Jest specjalistą od książkowych bestsellerów i tworzonych na ich podstawie świetnych scenariuszy. Tak powstał na przykład serial „Pani Fletcher”. Sezon pierwszy, tak jak powieść, robi furorę, drugi opóźniono z powodu pandemii. Tymczasem Tom Perrotta  opowiada nam o tytułowej bohaterce, a także o wielu innych kobietach, pożądaniu, tabu, ciele. Czyli o tym wszystkim, o czym tak obrazowo pisze.

Stworzył pan książkę i serial o bohaterce, która odkrywa swoje pragnienia, fantazje i potrzeby seksualne grubo po czterdziestce. Naprawdę sądzi pan, że kobiet podobnych do tytułowej pani Fletcher jest aż tak wiele? Takich, które zaczynają wsłuchiwać się w swoje ciało i eksperymentować, dopiero kiedy ich dorosłe dzieci wyprowadzają się z domu?
Oczywiście! Seksualność matek 40+ to temat, który coraz częściej przewija się w dyskusji społecznej. Problem w tym, że jest on niemal nieobecny w filmach czy serialach. Eve Fletcher wyobraża sobie, że życie seksualne w tym wieku ogranicza się do rutynowych stosunków z facetem, z którym jest się od lat. A ponieważ sama jest rozwiedziona, zakłada, że w takiej sytuacji normą dla kobiety jest wygaszona seksualność. Nie ma skąd czerpać wzorców, nie ogląda ani nie czyta o swoich rówieśniczkach, które uwodzą, flirtują, chodzą na randki i do łóżka, więc sądzi, że takie kobiety po prostu nie istnieją. I dopiero kiedy odkrywa strony porno, wyzwala się, budzi się jej świadomość. U niej porno staje się zapalnikiem. Kiedy widzi, jak wiele wyświetleń ma kategoria MILF [termin oznaczający, delikatnie mówiąc, seksowną matkę – przyp. aut.], dociera do niej, że nadal może być atrakcyjna seksualnie, budzić w innych pożądanie. Zaczyna zadawać sobie pytania, które wcześniej nie przyszły jej do głowy: Czy miałabym się komuś nie podobać tylko dlatego, że mam już dorosłego syna? Dlaczego nie zdecydowałam się sprawdzić, jak smakuje seks w tym wieku? Dlaczego nigdy nie przekonałam się, jak to jest uprawiać seks z kobietą? Zresztą to nie pierwszy raz, kiedy poruszam temat pornografii. W „Małych dzieciach” [powieści i opartym na niej scenariuszu filmu pod tym samym tytułem – przyp. red.] pokazałem ją jako ucieczkę dojrzałego mężczyzny przed monotonią małżeńskiego pożycia. Bohater sięgał po nią, żeby spełniać fantazje, o których nie potrafił rozmawiać z żoną.

W „Pani Fletcher” pokazuje pan dwie strony medalu. Dla jednych porno jest szansą na rozwój, innym – jak choćby synowi głównej bohaterki – zawęża perspektywę, jest źródłem szkodliwych, utrudniających życie stereotypów.
Do wykreowania takiej postaci jak syn Eve zainspirowała mnie lektura raportów badających, co o swoich partnerach seksualnych myślą młode Amerykanki. U znakomitej większości respondentek pojawiła się konstatacja, że ich kochankowie najwidoczniej wiedzę o seksie czerpią z filmów porno, bo w ogóle nie potrafią wczuć się w nastrój, poddać się mu, a zamiast tego odgrywają podpatrzone sceny. Taki jest też młody Brendan Fletcher. Kopiuje najgorsze wzorce. Syn zamkniętej seksualnie Eve jest jej przeciwieństwem. Wydaje mu się, że nie obowiązują go żadne reguły, bo to jego potrzeby mają być zaspokajane.

Kathryn Hahn w roli Eve Fletcher, która odkrywa, jak ekscytujące może być życie po czterdziestce. (Fot. materiały pasowe) Kathryn Hahn w roli Eve Fletcher, która odkrywa, jak ekscytujące może być życie po czterdziestce. (Fot. materiały pasowe)

Matka wie, jak traktuje kobiety. Przypadkiem podsłuchuje, jak syn odnosi się do swojej seksualnej partnerki. I nie reaguje.
Bo nie wie jak. Boi się, że to przez nią wyrósł na takiego dupka. Obwinia się, że wychowywała go sama, że dorastając bez ojca, nie dostał odpowiednich wzorców. Eve nie zna języka, jakim rodzic mógłby rozmawiać z synem o seksie. Próbuje mu jakoś podpowiedzieć, że kobiety, z którymi sypia, zasługują na szacunek, ale stać ją tylko na dydaktyczny zlepek farmazonów.

Rozumie pan takich chłopaków jak Brendan?
Dorastałem w mieścinie Garwood w stanie New Jersey, w katolickiej rodzinie robotniczej, w której temat seksu był absolutnym tabu. Moja matka, pół Włoszka, pół Albanka, była sekretarką, a ojciec, rodowity Włoch, pracował na poczcie. W naszym domu nie mówiło się o menstruacji, zachodzeniu w ciążę ani nawet o tym, jak młoda matka karmi dziecko. Kiedy już jakaś krewna urodziła, na czas karmienia izolowała się od reszty. Nikomu nie wolno było patrzeć, jakbyśmy mieli do czynienia nie z czymś naturalnym, ale z najbardziej wstydliwą czynnością świata. Zaledwie pół wieku później w tej samej robotniczej dzielnicy młodzi ludzie chodzą z komórkami z zainstalowanym Tinderem i umawiają się z nieznajomymi na seks. Dla osoby, która ma teraz 18 lat, to norma, natomiast dla kogoś w moim wieku to dwa nieprzystające do siebie światy. Wcale się nie dziwię, że ludzie z mojego pokolenia nie potrafią się przełamać w pewnych tematach w rozmowie ze swoimi dziećmi.

Pan wiedzę o seksie także czerpał z porno?
Z pornografią zetknąłem się w college’u. Paradoksalnie ekscytowali się nią moi koledzy popierający ruchy feministyczne. Trzymałem się wtedy od nich z daleka, jawili mi się jako moralni degeneraci. Dopiero kiedy pojawił się Internet, zacząłem odkrywać różne strony dla dorosłych. Nie ukrywam, że liczby odtworzeń poszczególnych filmików nadal mnie szokują. Mamy jako społeczeństwo niespożyty apetyt na oglądanie seksu.

W serialu łączy pan feminizm i pornografię. Ciekawe zestawienie.
„Pani Fletcher” wzięła się właśnie z namysłu nad tym, czy jest konflikt pomiędzy rewolucją seksualną a feminizmem. Kiedyś powiedziałbym, że nie. Ale akcja #MeToo uświadomiła mi, że jednym ze skutków tej rewolucji był potworny seksizm, uprzedmiotowienie kobiet. Mężczyźni zaczęli postrzegać seks jako coś ogólnie dostępnego. Zamiast tłamsić swój popęd i pożądanie, skłaniali się ku przekonaniu, że można je w każdej chwili zaspokoić. A to doprowadziło do nagminnego przekraczania granic. Z drugiej strony, gdyby nie trio: feminizm, pornografia i kult indywidualizmu, pewnie dziś nadal postrzegalibyśmy samotną kobietę po trzydziestce jako starą pannę, kogoś, komu się w życiu nie powiodło. Jeszcze do niedawna samotne matki ze zdwojoną siłą szukały partnera, żeby zapewnić dziecku ojczyma. Jestem po lekturze wspomnianych statystyk, które pokazują, że – przynajmniej w Ameryce – proporcje zaczynają się wyrównywać i teraz procentowo mamy mniej więcej tyle samo samotnych kobiet bez dzieci, ile samotnych matek. I coraz więcej z nich wcale nie uważa znalezienia sobie partnera czy partnerki za priorytet.

Skąd w panu potrzeba opowiadania o kobietach?
Z wyjątkiem „Pozostawionych” zawsze trzymałem się realizmu. Liczyło się dla mnie mówienie o tym, co widzę wokół siebie. Od dzieciństwa otacza mnie wiele fantastycznych kobiet, których obserwowanie dostarcza mi wielu refleksji. Jestem literatem, więc wszystko umiem sobie wyobrazić. A potem spotykam się z tymi wszystkimi wybitnymi aktorkami na planie i nie mogę uwierzyć, że zamiast modyfikować tekst, mówić: „Tego się nie da zrobić!”, po prostu w niego wchodzą. To, co zrobiły na planie Reese Witherspoon w „Wyborach”, Kate Winslet w „Małych dzieciach” i teraz Kathryn Hahn, jest nie do opisania. Bardzo dużo się od nich nauczyłem. Mam w sobie nieustanną potrzebę porównywania własnego doświadczenia z doświadczeniem innych. Fascynują mnie różnice w zachowaniu kobiet i mężczyzn. Zastanawiam się, skąd się wzięły, na ile wynikają z naszej biologii, a na ile wymusza je społeczeństwo. Może za pana życia to się zmieni, ale ja na pewno już się nie dowiem, co to znaczy urodzić dziecko. Nigdy nie poczuję zespolenia z czyimś ciałem we mnie.

A chciałby pan poczuć?
Oczywiście. To, co niedostępne, jest dla mnie najbardziej pociągające. Bardziej nawet niż o fizyczne odczuwanie życia kogoś innego w sobie chodzi o to, jak ciąża przekłada się na sposób myślenia przyszłej matki. Czy na przykład kobieta, patrząc na swoje piersi, widzi tylko narzędzie do wykarmienia potomstwa, czy też dostrzega ich seksualny aspekt? A może bezproblemowo łączy jedno i drugie?

Pańskie książki świetnie się wpisują w dyskusję społeczną na temat ciała kobiety. Wiele osób uważa, że ono nie jest prywatne, tylko publiczne.
Zawsze mi się wydaje, że każda moja nowa powieść podzieli czytelników, rozjuszy ich, wkurzy. Ale kiedy w końcu pojawia się w księgarniach, okazuje się, że ci, których miała wkurzyć, nie są nią w ogóle zainteresowani [śmiech]. Nawet osoby mocno religijne, które jako pierwsze uzurpują sobie prawo do mówienia, jak kobieta ma postępować ze swoim ciałem. Spodziewałem się protestów choćby ze strony katolików. Tymczasem mnie właśnie takie wątki fascynują. Bo czy naprawdę do piersi karmiącej matki ma prawo jej partner, z którym ma dziecko? Czy można domagać się określonego zachowania ze strony matki niemowlęcia tylko dlatego, że urodziła dziecko i dysponuje naturalnym pokarmem do jego wykarmienia? Z dużym zainteresowaniem przyglądam się przemianom, jakie zachodzą w społeczeństwie. Przecież jeszcze pół wieku temu nasza rozmowa uchodziłaby za niestosowną. Dwóch mężczyzn wypowiadających się w tym kontekście na temat piersi kobiet zostałoby uznanych za zboczeńców. Nikt by panu nie wydrukował tego wywiadu. A dziś? Możemy o tym mówić, pisać i kręcić seriale.

Tom Perrotta, rocznik 1961. Amerykański pisarz, scenarzysta, autor m.in. przeniesionych na ekran„Małych dzieci” i „Pozostawionych”. Książka „Pani Fletcher” ukazała się w Polsce nakładem wydawnictwa Znak Literanova.

  1. Seks

Gdy mężczyzna nie ma ochoty na seks... Czy nudzi go stały związek?

Czasem, wbrew ogólnym stereotypom, kobieta pragnie seksu bardziej niż jej partner. Dlaczego mężczyzna nie zawsze chce się kochać? Co robić, kiedy mężczyźni kapryszą? (fot. iStock)
Czasem, wbrew ogólnym stereotypom, kobieta pragnie seksu bardziej niż jej partner. Dlaczego mężczyzna nie zawsze chce się kochać? Co robić, kiedy mężczyźni kapryszą? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Mężczyźni myślą tylko o seksie? Może i myślą. Ale kobiety seksu chcą… No właśnie, jak powiedzieć mężczyźnie: „Chcę cię teraz”? Co robić, kiedy widzimy, że on nie chce seksu? Czy przekonanie, że oni nudzą się w monogamii, a one rozkwitają, wszystko wyjaśnia – zastanawia się Katarzyna Miller, psychoterapeutka.

Coraz częściej mężczyzna ziewa w łóżku, pokazując, jaki jest zmęczony, a kobieta kusi go w koszulce do pępka…
Mam poczucie, że kobiety jeszcze się nie przyznają, nawet same przed sobą, do tego, że chcą się kochać. Oczywiście, oficjalnie jesteśmy wyzwolone i chętnie o tym mówimy, ale już nie mogę słuchać, jak to na siłę kobieta wchodzi w związek, by mieć do seksu prawo. A ja powiem tak: Jeśli chcesz mieć dużo seksu, to go miej. Jeśli ci wstyd albo nie umiesz się oddawać mężczyźnie tylko dlatego, że on ci się podoba, tylko zaraz musisz „kochać”, to sobie zawiąż wstążeczkę na majtkach. I nic w tym złego, jeśli to twój wybór. Mocno w głowach siedzi nam nakaz bycia „porządną”, oparty na braku wiary w siebie. I właśnie z braku tej wiary kobiety obawiają się przyznać, że mają ochotę. No, bo co będzie, jak usłyszą: „nie”? Oj, zaboli...

On nie wie, że ona chce się kochać, i dlatego zasypia, choć ona gnie się w tych koronkach. Są razem pół roku, więc to chyba jeszcze nie nuda?
Po pierwszej fazie fascynacji, kiedy ludzie drżą na samą myśl o dotyku partnera, przychodzi czas swoistej gry. Seks jest wtedy języczkiem u wagi: kto kim rządzi, kto jest ważniejszy, kto od kogo bardziej chce, kto udziela łask. Sporo kobiet, które nie dotarły jeszcze do swojej seksualności (bo kobiety odkrywają ją i rozwijają całe życie), opanowało pewien rodzaj zewnętrznej, wabiącej kobiecości. Uwodzący koci ruch, intrygujące głębią dekolty, rzęs trzepoty, muśnięcia palcami mówiące: „Och! Jak ja cię będę pieścić”. A figa z makiem! To nie wyraz apetytu na seks, tylko sposób na kontrolowanie seksualności mężczyzny. Jak się facet na taką grę napali, to wtedy ona trzyma wszystkie karty i udziela lub nie udziela łask. Ale! Mężczyźni już wiedzą, że te dekolty i wydęte usta to narzędzia manipulowania nimi za pomocą seksu. A jak już to wiedzą, to się nie dają i patrzą podejrzliwie na panie, które swoje atuty mają na stole.

Czyli trzepoty rzęs już nie wystarczą?
Na niektórych to nie działa, innych rozpala. Dla kobiety to ciągle niebezpieczna sytuacja, gdy ona chce, a on odmawia. Mężczyzna jest myśliwym i nie chce kobiety, która sama się wiesza nad kominkiem obok jego innych zdobyczy. Ale myślę, że choć powoli i z trudem, to jednak świat się zmienia. Powoli, bo to mężczyzna jest seksualny, bo to on jest w seksie aktywny – wchodzi i wychodzi. A kobieta zostaje. I zobacz! Na tym schemacie zbudowane było całe życie społeczne: mężczyźni szli do pracy, na wojnę, na polowanie, a kobiety zostawały w siedlisku. Jaki to silny schemat. Ale dziś kobiety też już wychodzą. Mężczyźni dopuszczają aktywność zawodową, polityczna, ekonomiczną kobiet. A więc także aktywność seksualną zaczynają akceptować. Mało! Wiedzą już, że kobiety mają potrzeby seksualne, a więc myślą: „Aha! To niech one też zdobywają!”. Zdobywanie jest trudne. Naraża na odmowę. Ci wrażliwi i niepewni siebie cierpią z tego powodu katusze, że muszą polować, być zdobywcami.

No tak, nawet hasłem reklamowym pewnego kosmetyku dla mężczyzn jest obietnica: jak go użyjesz, kobieta zrobi pierwszy krok
. No właśnie. A dzięki temu jeden z drugim mogą uniknąć tego, że jak zrobią go nie w tę stronę i kobieta odmówi, to wyjdą na pajaców. Znam kilku mężczyzn, którzy mówią otwarcie: „Ja siedzę i czekam, jak ona mnie weźmie, to się dam wziąć. Ale nie będę się narażał”. I to nie są faceci, którzy źle wyglądają czy są nieciekawi. Tylko nie chcą się strasznie napracować! Bo po co? A więc i wygodni, i troszkę przestraszeni, co się nawzajem uzupełnia. Aktywność kobiet staje się więc czymś nawet oczekiwanym. Wracając do związków, seks fizjologicznie jest potrzebny dość rzadko. Choć bywa, że ktoś miewa większe libido, i bywa, że jest to kobieta. Ale też wtedy ma wybór: sublimacja albo masturbacja. Sublimacja to przekierowanie energii seksualnej na inną. Idziesz i pierzesz sześć angorowych sweterków. Ręcznie. Po „nie dziś, kochanie” wyciskasz tę wełenkę w płatkach mydlanych i myślisz: „O! Będę miała sześć ślicznych sweterków i będę je sobie nosić”. Dobrze wtedy zrobić coś fizycznego: zmysły działają – dotyk, zapach – ciało jest aktywne. Możesz też sięgnąć po masturbację, która jest seksem, a w dodatku z najukochańszą osobą na świecie, czyli z samą sobą. Jeśli ktoś tego nie czuje i nie lubi, to jest biedny.

Dlaczego?
Bo jeśli nie lubisz masturbacji, to znaczy, że siebie samej nie lubisz.

A jest jakieś trzecie wyjście? Co zrobić, żeby on zapolował na nią?
Jest. Robić to samo co mężczyźni: jeśli wiesz, co go podnieca fizycznie, choć niekoniecznie psychicznie, to mu to zrób. Pogilgaj go w odpowiednie miejsca, dotknij tak, jak lubi, poprzewracaj, pomiętoś. Ale penisa nie tykaj! To granica dla inicjowania seksu przez kobietę. Mężczyźnie może się włączyć lęk kastracyjny. Pieść go wokół, ale nie po męskości – aż sam będzie tego chciał. Wtedy jak mu się już zachce, to wejdzie w ciebie. Albo ty możesz wejść na niego i się nim wykochać.

Zdecydowanie lepsze to niż wibrator.
Chłopakom, którzy mnie pytają, co robić, jak ona nie chce się kochać, mówię: „Zaproponuj jej zabawę. Niech ona sobie śpi, skoro taka zmęczona. Ty nie musisz, ty ją pieść, ty ją sobie kochaj. Niech ona zagra bezwolną brankę. Wyobraź sobie, żeś ją zdobył na wrogu”...  No to teraz powiem kobietom, których mężczyźni nie mają ochoty na seks, bo są tacy zmęczeni: „Wyobraź sobie, że jesteś Amazonką, która ukradła małemu państewku króla. Zatargała go do własnego namiotu, rozebrała z tej jego zbroi, wymyła całego. Oczywiście, nie jak dziecko. Inaczej się mężczyznę dotyka. Myjesz więc go i myjesz, a ekstaza narasta, aż on sam dopomni się dopełnienia. Poczekaj, aż zacznie się trząść z niecierpliwości, i wtedy dopiero możesz się do niego zabrać. Wtedy masz swojego króla. Ale ty jesteś królową. Ty go oswajasz i przekonujesz, że warto ci się poddać”.

Kobiety czasem zwierzają się, że mimo podniecenia mężczyźni seksu nie chcą.
Może tak być, penis staje, ale nie ma ochoty. On mówi: „Zostaw, nie podoba mi się to, co robisz”, jest zły. Wtedy odpuść. Dysonans między tym, co ciało czuje, a tym, czego głowa chce, trzeba uszanować. Inaczej to gwałt. Przyczyny „nie” mogą być rozmaite. On może nie chcieć się kobiecie poddać. Nie chce, żeby ona dyktowała, kiedy będzie seks. Woli, żeby seks był wtedy, kiedy on chce.

Chce mieć kontrolę nad jej seksualnością?
Też, bo to sfera tajemna dla mężczyzn. Kiedy się kochamy, lęk przed kobietą, która może wchłonąć, wessać, znika, bo jest ekstaza. Rano ten strach wraca. A więc atak frontalny na mężczyznę, nim on sobie tego zażyczy, to raczej klęska. Ale! Też nie może być tak, że on o wszystkim decyduje. Ma brać pod uwagę i ciebie. To jest sprawa do omówienia, choć ja bym nie przesadzała z tym gadaniem o seksie.

No, to co zrobić, żeby myśliwy nie czuł, że stracił kontrolę?
Trzeba się seksem bawić. Raz go proś, raz mu rozkazuj. Powiedz mu kiedyś: „Ty jesteś panem jasnym, a ja chłopką ciemną. Pan taki piękny, taki możny, śnił mi się pan, ale gdzie ja bym śmiała, prosta dziewczyna…” itd.

Jeśli nie chce się bawić?
Zawsze może nie chcieć. U Jandy grają „Seks dla opornych” z Dorotą Kolak i Mirosławem Baką. Ona jest taka słodka, taka pokuśna, a on nic. Ona cały czas: „Gdybyś mnie tak uwiódł, gdybyś mi dał róże, a gdybyś mnie tak zgwałcił…”. A on: „Kobieto! Spać! Do roboty rano wstaję”. No, ale zmusiła go, pojechali do hotelu. Ona ma słodkie ciałko i go tym ciałkiem owija… A on: „Nie, nie!”. Ja po 15 minutach mam już jej dość i myślę: „Kobieto, czy ty nie widzisz, że on nie może!? Nie ma z czego wykrzesać seksu, bo jest śmiertelnie zmęczony i czymś przerażony, i ty mu jesteś potrzebna, żeby go ukoić, a nie szturchać. Stań na wysokości zadania. Potraktuj go jak zmęczonego wojownika”. Ale ona nic nie widzi, tylko to, że jej się chce. Można powiedzieć: on nic nie widzi poza tym, że mu się nie chce. Ale też powinno się równać do słabszego. Jak w górach. Tam nie jest ważny ten, kto pierwszy, ale kto na końcu się wlecze. Więc gdy on przywlecze się taki zmęczony po pracy, a jeszcze go tam w środku coś męczy, bo jutro trzeba zanieść do szefa dokumenty, przeczytać te papiery na biurku… To można go pomasować i nic więcej. Rano mu stanie i może zrobi to z przyjemnością. W sztuce w teatrze on jej w końcu mówi, co się stało, a ona go przytula. I dopiero wtedy może do czegoś dojść, bo on przestał ukrywać, co się stało, i świat się nie zawalił. Ona nadal go kocha i szanuje, choć mu się nie udało, a to dla faceta bardzo ważne.

Jak poznać, czy on nie chce, bo na przykład ma kochankę, czy nie może, bo się czymś zamartwia?
Nie wypytywać. Stwierdzić: „Jeśli chcesz, możesz mi powiedzieć, co się dzieje”. Jeżeli grożą mu straty finansowe, odpowiedzialność karna, to trudno, żeby mu się chciało. Są co prawda tacy, którzy się relaksują poprzez seks. Ale kochanie się z nimi to nieprawdziwe kochanie. A wracając do związków, wiadomo, że w nich seks nie jest gejzerem. Ale cały czas się tli. Oni się sobie podobają, lubią na siebie popatrzeć i się dotknąć. To jest coś, co jest ważne. A że są razem, to też mają dużo czułości. Wiadomo z badań, że gdy jest dużo czułości, to seksu jest mniej. Nawet w komunach ludzie nie bzykali się jak króliki, bo było im tak dobrze i blisko, że nie musieli.

Może więc być i odwrotnie, że kobiety chcą czułości, a nie seksu, ale mówią o seksie, bo mężczyźni tylko w łóżku stają się czuli i można z nimi porozmawiać o emocjach?
Właśnie wielu panów uważa, że tylko seks daje im prawo, żeby być blisko z kobietą. Odczuwać i to okazywać. A więc, kochana, pomyśl, czego chcesz. Na co masz apetyt? Bo może na czułość i nadajesz sygnały, które on odbiera prawidłowo. A może… Sama dopowiedz. Kobiety zawsze chcą, by mężczyzna się nimi zajmował. Jest niewiele kobiet, które lubią zajmować się facetem, lubią szybkie numerki. Ale, niestety, mało jest też mężczyzn, którzy cenią grę wstępną. I może tu jest kotek ukryty? Może ten seks wymaga oddania do poprawki?

Bywa więc, że facet nie ma ochoty na seks z naprawdę prozaicznych powodów – bo jest zmęczony, bo dzisiaj zwyczajnie wolałby spokojnie poleżeć z partnerką i obejrzeć film, bo się czymś zamartwia. „On nie chce seksu” – zazwyczaj brzmi jak wyrok, ale wcale tak nie jest. Porozmawiaj ze swoim mężczyzną. Spróbuj na spokojnie, delikatnie dopytać, o co chodzi. Może odpowiedź na pytanie, dlaczego facet nie chce się kochać, jest dużo prostsza, niż początkowo sądziłaś – i wcale nie tak straszna, jak zakładałaś.