1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Etapy związku, czyli jak ewoluuje miłość

Etapy związku, czyli jak ewoluuje miłość

fot.123rf
fot.123rf
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
Bycie w związku wymaga od nas zaangażowania i pracy nad relacją. Z upływem czasu ulega ona zmianom, przechodząc przez różnego rodzaju etapy. Portal eDarling postanowił prześledzić poszczególne fazy związku i przyjrzeć się im bliżej, by określić, co charakteryzuje te występujące najczęściej.

Do zakochania jeden krok

Wszystko zaczyna się od opiewanego w filmach i masowej kulturze uczucia zakochania. Wtedy życie wydaje się piękniejsze, prostsze, a my sami mamy poczucie, że jesteśmy zdolni do wszystkiego i nic nas nie może powstrzymać. Jest to pierwsza faza związku. Podczas niej zwykle skupiamy się na ukochanej osobie, nie dostrzegając wad, tworząc sobie w głowie jej idealny obraz. Na tym etapie nie musimy się szczególnie wysilać, wszystko przychodzi nam z reguły naturalnie – okazywanie uczuć, namiętność, empatia wobec partnera.

Gdy emocje opadną

Kiedy emocje opadną, może zdarzyć się, że wraz z nimi zdejmiemy również różowe okulary, przez które spoglądaliśmy na ukochaną osobę. Jest to zwykle decydujący moment dla relacji. Na tym etapie może się okazać, że nie chcemy być z tą osobą, bo nie spełnia naszych oczekiwań. Jest to ciężkie starcie z rzeczywistością, jeśli jednak uczucie jest prawdziwe, a sami jesteśmy na tyle dojrzali, że oczekujemy czegoś więcej niż tylko romantyczne, pełne uniesień uczucie, związek ewoluuje. Wtedy też zaczynamy lepiej poznawać naszego partnera. W grę wchodzą nie tylko te dobre strony, ale i nasze słabości. Zaczynamy budować relację przyjacielską, dając sobie do zrozumienia: Kocham Cię nie tylko za to, że jesteś romantyczny, czy też namiętna, ale również, pomimo Twej upartości lub tego, że robisz coś inaczej niż ja. Jest to wielka próba dla obojga partnerów, jeśli jednak potrafią ją przejść, mogą liczyć na to, że dzięki temu zbliżą się do siebie, tworząc relację głębszą, pełną zrozumienia i bliskości.

Im dalej w las…

Chyba nikt nie ma złudzeń, co do tego, że w każdym związku pojawiają się momenty kryzysowe. Codzienność, problemy, stres – wszystko to może prowadzić do nieporozumień między partnerami. Mogą być one niewielkie, czasem jednak urastają do rangi poważnych problemów. Powinniśmy, zatem umieć kontrolować emocje, pamiętając, że każdy z nas ma swoje niedoskonałości i słabsze momenty, które mogą prowadzić do konfliktów. Istnieje ryzyko, że partnerzy zaczną rozmyślać o rozstaniu oraz mieć wzajemne pretensje. Uczmy się, więc siebie nawzajem i rozwijajmy nasze umiejętności interpersonalne, które ułatwią nam wspólne życie i dochodzenie do odpowiednich kompromisów.

Co by było, gdyby…

Nie jest to miłe, lecz może zdarzyć się, że zaczniemy zastanawiać się w pewnym momencie nad tym, czy na pewno jesteśmy z odpowiednią osobą i czy w ogóle chcemy być w związku. Może być tak, że po latach zacznie nam doskwierać myśl, co mogłoby się wydarzyć, gdybyśmy nie byli razem, gdzie bylibyśmy teraz? Najczęściej dzieje się tak w sytuacji, kiedy w relacji skupiamy się jedynie na potrzebach drugiej osoby, zapominając o sobie. Według psycholog Ewy Kaczorkiewicz:

Warto mieć jakiś swój obszar, pole, którego nie dzielimy z partnerem, taki jak dodatkowe zajęcia, zainteresowanie, sport, praca zawodowa czy grupa przyjaciół... To mogą być bardzo różne rzeczy. Warto inwestować nie tylko w związek, ale również w siebie – rozwijać swoje zainteresowania, rozwijać się intelektualnie czy duchowo, dawać sobie czas na to, co dla nas ważne. Dzięki temu, paradoksalnie, jesteśmy bardziej interesujący i atrakcyjni dla tej drugiej osoby, i jak sądzę, również dla siebie.

Akceptacja i zrozumienie

Można śmiało powiedzieć, że związek tak, jak my sami, ulega wielu zmianom, dojrzewa i ewoluuje. W pewnym momencie dochodzi do etapu akceptacji i zrozumienia. Znając swego partnera bardzo dobrze, mamy poczucie pewnej jedności, stanu, w którym udaje nam się osiągnąć pełną akceptację ukochanej osoby. Oczywiście nie należy tego kojarzyć z przewidywalnością i rutyną, w której pułapkę dają się złapać niektóre związki. Kochając, tak naprawdę odkrywamy siebie na co dzień, ucząc się coraz to nowych rzeczy na swój temat. Dostrzegamy, że pewne różnice, drobiazgi, które niegdyś zdawały się być niezwykle irytujące i nie do zaakceptowania, teraz są nieistotne bądź śmieszne. Na drodze do rozwoju relacji, możemy nauczyć się bardzo wiele, jeśli tylko potrafimy otworzyć się na drugą osobę, rozumiejąc, że jest ona człowiekiem, takim jak my – niedoskonałym, ale pragnącym zrozumienia i miłości. Jeśli jesteśmy do tego zdolni, czeka nas piękna nagroda – związek dwojga niezwykle sobie bliskich osób – kochanków oraz przyjaciół w jednym.

Więcej na temat związków i seksualności można przeczytać na stronie

Zapraszamy do lektury artykułu

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Jak kochać naprawdę? O pułapkach romantycznej miłości

Nierealistyczne rozumienie miłości prowadzi do rozczarowań, utraty poczucia własnej wartości i obniżonego nastroju. Dzieje się tak z powodu przereklamowania miłości romantycznej i całkowitego pominięcia jej prawdziwej natury w życiu codziennym. (Fot. iStock)
Nierealistyczne rozumienie miłości prowadzi do rozczarowań, utraty poczucia własnej wartości i obniżonego nastroju. Dzieje się tak z powodu przereklamowania miłości romantycznej i całkowitego pominięcia jej prawdziwej natury w życiu codziennym. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęcia
Zazwyczaj skupiamy całą swoją uwagę na prawidłowym wyborze obiektu miłosnego, ale rzadko zastanawiamy się nad tym, czy sami potrafimy obdarzyć tę osobę prawdziwym uczuciem. Namiętność i romantyczność wynosimy na piedestał, a wówczas nieliczni z nas potrafią naprawdę kochać.

Wybór partnera życiowego można łatwo porównać z transakcją kupna sprzedaży, nawet jeśli całkowicie pominiemy kwestię zamożności. Uwzględniamy przede wszystkim poziom atrakcyjności wybranej osoby, zestawiając go przy tym z własnymi walorami i możliwościami. W momencie, kiedy odnajdują się dwie osoby z podobną wartością na rynku matrymonialnym, zazwyczaj następuje zakochanie. Zależy nam na tym, by partner był przynajmniej tak samo pociągający fizycznie jak my, by posiadał walory, które obecnie są w cenie: wysoką pozycję społeczną, wyższe wykształcenie, cechy przywódcze, silne poczucie indywidualizmu. Oczywiście, różnimy się pod względem ważności każdej z pożądanych cech: dla kogoś poczucie humoru jest cechą priorytetową, a dla kogoś tylko przyjemnym dodatkiem. Nie patrząc na to, z łatwością da się uzbierać standardowy koszyk oczekiwanych cech, gdyż biorą się one ze źródła, dostępnego każdemu – naszej kultury.

W momencie zakochania następuje cudowny okres ciągłego nienasycenia się sobą i wielkiej ekscytacji. Często przyjmujemy te emocje jako dowód prawdziwej wielkiej miłości, czerpiąc wiedzę na ten temat głównie z seriali, komedii romantycznych i książkowych romansów. Chcemy, by scenariusz z bajki wydostał się z wyobrażenia i stał się rzeczywistością: przecież całe dzieciństwo marzyliśmy o rycerzu na białym koniu i śpiącej królewnie. Nierealistyczne i błędne rozumienie miłości prowadzi do rozczarowań, utraty poczucia własnej wartości, obniżonego nastroju. Dzieje się tak z powodu przereklamowania miłości romantycznej i całkowitego pominięcia jej prawdziwej natury w życiu codziennym. Scenariusz filmowy rzadko pokrywa się z rzeczywistością, brakuje w nim skupienia się na najważniejszych cechach, które są spoiwem długotrwałej i stabilnej miłości.

Erich Fromm wyróżnia cztery jej podstawowe składniki: troskę, poszanowanie, poczucie odpowiedzialności i poznanie. Matka, kochająca swoje dziecko, przede wszystkim obdarza je troską: karmi, przewija, czule reaguje na płacz czy niepokój. Sprawdza, czy nie jest mu za zimno, za gorąca, czy nie wieje przy oknie, czy łóżeczko jest wygodnie pościelone. Widząc troskę matki o dziecko, wierzymy również w jej miłość do niego. Jeśli nie interesujemy się aktywnie życiem partnera: jego przeżyciami, rozwojem, wewnętrznym i zewnętrznym światem, nie możemy mówić o miłości.

Odpowiedzialność jest składnikiem, który straszy nieprzygotowane do poważnego związku osoby, gdyż traktuje się go często jako przykry obowiązek. Natomiast chęć odpowiadania za drugą osobę jest całkowicie dobrowolna. Jeśli kochamy kogoś, jego problemy stają się naszymi problemami, jego niepowodzenia przeżywamy jako własne, a jego interes stoi na równi z naszym.

Poszanowanie pozwala drugiej osobie na bycie sobą, rozwijanie się i wzrastanie na swój niepowtarzalny sposób. Jest to całkowita wolność podarowana partnerowi, wolność dla jego wyborów, planów, celów, sądów, wierzeń. Nie możemy mówić o miłości, jeśli usiłujemy zrobić z innej osoby kogoś, kim nie jest, egoistycznie wzorując się na swoich wykształconych wcześniej oczekiwaniach. Jeśli lubisz koty, to wybierając pupila dla siebie, kupisz kota, i nie przyjdzie ci do głowy wziąć psa i uczyć go miauczeć i mruczeć.

Poznanie jest zaproszeniem innej osoby do swojego świata. Nie wystarczy tylko być zaproszonym, przede wszystkim musimy chcieć w ten świat wejść i poznać go. Zespolenie się we wszystkich formach jest oznaką pełnego poznania drugiego człowieka. W akcie całkowitego obnażenia się, będącym wynikiem wielkiego zaufania, poznaje się drugą osobę, jej wnętrze. Przenikając się nawzajem, odkrywamy i uczymy się nie tylko ukochanej osoby, ale również siebie.

Fromm twierdzi, że miłość jest sztuką, której trzeba się nauczyć. Dziecko, ucząc się czytać, najpierw poznaje litery, potem próbuje tworzyć sylaby. Z czasem zaczyna rozpoznawać krótkie, często używane słowa, wymawiając je coraz szybciej i sprawniej. Po pewnym czasie czytanie już nie stanowi takiego wysiłku, jak przed tym, tylko przychodzi z łatwością, staje się czymś naturalnym. W miłości nie da się zacząć od czytania „Romeo i Julii”, gdy nie poznaliśmy jeszcze liter, a nawet jeśli znamy litery, to niestety musimy zacząć od abecadła: zrozumienia czym w ogóle jest słowo „kochać”.

  1. Seks

Rytuały na pogłębienie bliskości

W zabieganym rytmie codzienności warto się zatrzymać i dać odpocząć umysłowi - spróbujcie zrobić to razem. (Fot. iStock)
W zabieganym rytmie codzienności warto się zatrzymać i dać odpocząć umysłowi - spróbujcie zrobić to razem. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
Człowiek jest kompletny taki, jaki jest. A w związku z drugą osobą? Uczy się zachować równowagę i harmonię. Kilka poniższych ćwiczeń pozwoli wam być bliżej. 

Praktykujcie jogę kundalini

To tantryczna forma jogi, bowiem chodzi w niej o pobudzanie witalności poprzez ćwiczenia uruchamiające ośrodek siły życia u podstawy kręgosłupa (okolice bioder). Porównuje się tę siłę do uśpionego węża, który obudzony, rozwija się z kłębka pionowo, wzdłuż ciała, aż po czubek głowy i wyżej. Kundalini opisuje naturę boga rozumianego jako para – Bóstwo i Boginię – więc joga kundalini stworzona jest dla dwojga, opiera się na cykliczności przyrody, jest ruchem falowym. Jej praktykowanie pobudza energię erotyczną ćwiczących (w tradycji indyjskiej przewiduje się udzielenie zgody męża/żony na ćwiczenie jej przez współmałżonka). Znajdźcie dla siebie kurs jogi kundalini, by cieszyć się świadomą i rozbudzoną seksualnością i cieszcie się bliską relacją ze sobą.

Wprowadźcie wieczory uważności

W zabieganym rytmie codzienności warto się zatrzymać i dać odpocząć umysłowi. Przydatne są wszelkie formy relaksacji, wyciszenia, rozluźnienia mięśni i niezajmowania głowy problemami i przyziemnymi sprawami. W odcięciu się od trosk, ale także lepszym smakowaniu życia, pomogą treningi uważności. Jeśli nie macie dużej wprawy w medytacji lub wizualizacji, zacznijcie od wspólnych wieczorów uważności, podczas których możecie przeprowadzić następujące rytuały:

Wspólna kąpiel – w jej trakcie skupcie się na odczuciach – temperaturze wody, zapachu mydła lub płynu do kąpieli, dotyku (własnego lub partnera), kroplach wody spływających po ciele...

Talerz przekąsek – zaproponuj partnerowi, by zamknął oczy lub przewiąż mu je przyjemnym w dotyku materiałem, i częstuj go małymi kawałkami różnorodnych produktów (mogą to być np. rodzynki, migdały, kawałek jabłka, cząstka mandarynki itd.). Nie chodzi o to, by się najeść, ale by rozsmakować się w niespiesznym i uważnym obserwowaniu, co czujesz, rozgryzając np. rodzynkę, jakie smaki (gorzki, słodki, cierpki itd.), jakie to przywołuje wspomnienia albo fantazje). Po kilkunastu minutach zmiana – partner cię karmi, ty smakujesz.

Masaż stóp lub dłoni (a jeśli macie ochotę – całego ciała) – skupiaj się na swoich odczuciach, gdy partner cię masuje, nie rozmawiajcie w tym czasie o niczym (chyba że o odczuciach z ciała). Przeznaczcie na to minimum pół godziny dla każdego z was, rozmasujcie delikatnie każdy palec, każdą kosteczkę stopy czy dłoni.

W tych (lub innych, które sobie wymyślicie) treningach uważności chodzi o podążanie za odczuciami, bycie w tym, co się akurat dzieje (tu i teraz) – umysł się wycisza, uspokaja, doznania się intensyfikują, a wszystko to razem sprzyja budowaniu i umacnianiu bliskości.

Dawajcie sobie feedback

W byciu w relacji ważne jest porozumienie – a aby się rozumieć, trzeba znać nawzajem swoje potrzeby i ograniczenia. Znać i respektować. Jak je poznać? Poprzez rozmowę. Ale nie „poważną”, bo może kojarzyć się z problemami do rozwiązania, krytyką, roszczeniami, lecz przyjmującą, otwartą, pełną miłości i współodczuwania.

Zarezerwujcie sobie wystarczająco dużo czasu, nie spieszcie się. Ustalcie, że najpierw mówi jedna osoba, a druga jej słucha, nie przerywając. Następnie według podobnego wzoru mówi druga osoba, a partner jej słucha. Dopiero po tej wymianie, jeśli uznacie, że coś jest niedopowiedziane albo do wyjaśnienia, rozmawiajcie dalej o tym, co wymaga dopowiedzenia. Ale najpierw porozmawiajcie zgodnie z poniższą propozycją.

Usiądźcie blisko, naprzeciw siebie, niech dotykają się wasze kolana, trzymajcie się za ręce. Patrzcie sobie w oczy. Otwórzcie się na przyjmowanie tego, co partner chce wam powiedzieć.

Mówi jedna osoba, z dobrym nastawieniem, druga słucha, nie przerywając, następnie zmiana:

  1. boję się rozmawiać z tobą, ponieważ…
  2. prezent, jaki otrzymałam/em, poznając ciebie, to…
  3. coś, czego ci dotąd nie powiedziałam/em, a chciałam/em powiedzieć…
  4. gdyby nie ty… 
Renata Mazurowska trener umiejętności osobistych i społecznych, prowadzi coaching i warsztaty rozwojowe. 

  1. Psychologia

Jak kochać szczęśliwie?

Do miłości szczęśliwej każdy z nas musi dojrzeć i nauczyć się tych psychologicznych umiejętności, które pomogą mu w tym procesie. (fot. iStock)
Do miłości szczęśliwej każdy z nas musi dojrzeć i nauczyć się tych psychologicznych umiejętności, które pomogą mu w tym procesie. (fot. iStock)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Czy o miłości powiedziano już wszystko? Czy warto pisać kolejne poradniki psychologiczne i artykuły poruszające temat zakochania, budowania związku i dbania o relację? Czy rozmowy o tym nigdy nam się nie znudzą? Moim zdaniem odpowiedź brzmi : nie. Ani nie znudzą, ani nie wyczerpią wszystkich refleksji i nie rozwieją wszystkich wątpliwości. Bo miłość to najtrudniejsze z uczuć. Najpiękniejsze, najważniejsze, czyniące nasze życie wyjątkowym i barwnym, ale również najtrudniejsze.

Aby umieć kochać szczęśliwie, trzeba odrobić wiele niełatwych życiowych lekcji. Bo dojrzewanie do miłości to proces, który wymaga nie tylko naszej motywacji i wiary w możliwość bycia szczęśliwym, ale także wielu psychologicznych kompetencji, które musimy nadrabiać w życiu dorosłym, ponieważ w naszym dzieciństw nie mieliśmy okazji nauczyć się tego, co jest warunkiem koniecznym miłości szczęśliwej. A są nim przede wszystkim miłość do siebie i wiara we własną wartość, odwaga w podejmowaniu ryzyka oraz otwartość na drugiego człowieka i zdolność do empatii.

Jako psycholog i terapeuta par wiem jedno: każdy z nas ma w tych obszarach coś do przepracowania. I każdy przynajmniej kilka razy w życiu zadawał sobie pytania: jaki popełniam błąd? Dlaczego nie znajduję spokoju i szczęścia? Co sprawia, że cierpię, że ranią mnie bliskie osoby? Czy znajdę miłość? Czy będę umiała o nią zadbać? Uważam, że każdy z nas potrzebuje czasem wsparcia i podpowiedzi, co robić, gdy zagubi się w meandrach miłości, zatraci w zakochaniu czy doświadczy bolesnej straty. Bo każdy czasem traci wiarę w miłość szczęśliwą.

Skąd te wątpliwości, rozterki, lęki i błędy, które popełniamy? Ano stąd, że nikt z nas nie miał idealnego dzieciństwa i każdy wchodzi w dorosłość z jakimś bagażem nieprzepracowanych, trudnych doświadczeń i emocji. Dlatego uważam, że każdy z nas czasem potrzebuję wsparcia, podpowiedzi, jak radzić sobie z uczuciowymi dylematami, a te odnajdzie w artykułach i poradnikach, w których o psychologi uczuć i mechanizmach budowania relacji piszą osoby, mogące swoją wiedzą i doświadczeniem służyć czytelnikom. I uważam, że każdy, kto po takie wsparcie sięgnie, odnajdzie coś dla siebie. Bo każdy z nas ma swój obszar do przepracowania, który sprawia, że trudno mu kochać szczęśliwe.

Część z nas to „niedokochane dzieci" spragnione akceptacji i bezwarunkowej miłości. Takie osoby są w stanie zgodzić się na wiele, zbyt wiele, aby ktoś, często ktokolwiek, je pokochał. Wikłają się w toksyczne, przemocowe relacje, wierząc, że krzywdy których doznają, to „ich wina". Dlatego ich lekcją jest uczenie się bycia asertywnymi i umiejącym szanować i kochać siebie. Cześć z nas to zranieni wrażliwcy, którzy zamykają się w bezpiecznej skorupce, nie ryzykując bycia porzuconymi. Boją się rozczarowania. Boją się miłości. Pytają: co zrobić, aby nigdy nie zostać zranionym? I znajdują odwiedź: można nigdy nie kochać. To prawda. Wtedy nikt nas nie zrani. Gdy się nie przywiążemy, gdy nie zaryzykujemy, nie zostaniemy zranieni. Ale czy warto zapłacić taką cenę? Czy warto zrezygnować z uczucia tylko dlatego, że się boimy? Dla takich osób wyzwaniem jest uczenie się odwagi pomimo lęku, który czują. Bo każdy się boi. Ci, którzy ranią, udają obojętność, gdy ktoś cierpi; ci, którzy uciekają przed odpowiedzialnością, i ci, którzy nie potrafią kochać dojrzale też się boją. Ich lękiem jest przywiązanie i zależności. Bo miłość to odpowiedzialność. A ona jest dla wielu osób trudna.

Miłość to również sztuka dbania o drugiego człowieka. Dlatego wymaga postawy empatycznej i uważnej na potrzeby innych. Miłość szczęśliwa to także szacunek do siebie samego i poczucia własnej wartości. To pogodzenie własnych potrzeb z dbaniem o szczęście tych, których kochamy. Nie każdy potrafi tę równowagę zachować. Dla wielu z nas bycie otwartym na drugiego człowieka w sposób, który pozwala chronić również własne granice i własną intymną przestrzeń, to nie lada wyzwanie. Uważam, że do miłości szczęśliwej każdy z nas musi dojrzeć i nauczyć się tych psychologicznych umiejętności, które pomogą mu w tym procesie. Dlatego każdy kolejny artykuł, na temat tego jak przygotować się do zbudowania relacji, jak uczyć się kochać dojrzale i odpowiedzialnie, jak być w miłości szczęśliwym, jest tak cenny. I dlatego uważam, że warto o miłości rozmawiać, warto dzielić się swoimi doświadczeniami i szukać cały czas odpowiedzi na ważne i aktualne pytania. Bo warunkiem koniecznym miłości szczęśliwej jest umiejętność dbania również o siebie.

Maria Rotkiel: psycholożka, terapeuta, autorka poradników psychologicznych.

  1. Psychologia

Czy istnieje przepis na małżeństwo doskonałe?

Idealne małżeństwo to takie, w którym ludzie nie uzależniają swojego życiowego spełnienia od tego, czy są szczęśliwi w związku. (Fot. iStock)
Idealne małżeństwo to takie, w którym ludzie nie uzależniają swojego życiowego spełnienia od tego, czy są szczęśliwi w związku. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
Dwa roboty pod jednym dachem. Albo romantycznie oddani sobie kochankowie. Czy to pary idealne? Nie. Ale psychoterapeuta Tomasz Srebnicki zapewnia, że szczęśliwy związek małżeński jest możliwy.

Każde z nich robi karierę, świetnie się razem bawią, dużo podróżują. Pragną siebie zawsze tak samo gorąco. On pamięta o jej urodzinach, ona gotuje jego ulubione potrawy. Nigdy się nie kłócą... Czy tak właśnie wygląda idealny związek? To raczej związek dwóch robotów, które nie wchodzą ze sobą w żadne interakcje, po to, by temu modelowi sprostać. Małżeństwo doskonałe to takie, którego – wychowani w kulcie romantyzmu – nie uznalibyśmy wcale za małżeństwo, a raczej za partnerską umowę. Jest wspólnotą założoną na podstawie świadomej decyzji – bycia razem. Ale bez oczekiwań typu: „on nam na pewno zbuduje duży dom, bo mężczyzna powinien...” albo: „ona będzie gotować mi zupę i nosić erotyczną bieliznę na co dzień, bo kobieta powinna…”. To właśnie oczekiwania doprowadzają do frustracji i rozwodu.

No ale każdy ma jakieś oczekiwania, na przykład chce być kochany. Posiadanie oczekiwań wobec partnera tak naprawdę jest próbą sprawowania nad nim kontroli, przejawem egoizmu. Mąż myśli: „jeśli mnie kocha, będzie mi robiła kolacje, kiedy zmęczony będę wracał z pracy”, żona myśli: „jeśli mnie kocha, będzie co sobota sprzątał ze mną dom”. Tymczasem ona wieczorem woli poczytać niż gotować, a on w sobotę chce poleżeć przed telewizorem. I oboje uważają, że mają do tego prawo. I kto w takiej sytuacji zrobi kolację i posprząta? Nikt, bo tych dwoje egoistów naskoczy na siebie i będzie się licytować: „ale ja tyle pracowałem”, „a ja tyle się namęczyłam!”. I do niczego nie dojdą.

Czy w związku idealnym nie ma konfliktów? Konflikty, niezależnie od tego, czy przebiegają dynamicznie (kłótnie i trzaskanie drzwiami), czy biernie (ciche dni), powinny doprowadzić do rozwiązania problemu. Ale nie tak, że jedno mówi: „powinniśmy się pogodzić”. Po prostu nadchodzi taki moment, że oboje zaczynają do tego dążyć, np. mówiąc: „chcę o tym porozmawiać”, „chciałem cię przeprosić” albo po prostu przytulają się, o ile sytuacja nie wymaga działań. A jeśli wymaga, to oboje (dobrowolnie i świadomie) się na te działania zgadzają. Ona może chcieć mu przygotować kolację, a on może chcieć sprzątać z nią dom. A jeśli nie, decydują, co z tym zrobić.

A może sposobem jest wymiana: ona zrobi kolację, a w zamian za to on posprząta? W małżeństwie doskonałym nie powinno być handlu wymiennego emocjami (np. „Skoro ty się spóźniłeś, to teraz ja wrócę w nocy! Martw się!”) czy potrzebami (np. „Jak ty mi kupisz samochód, to ja ci urodzę dziecko”). Bo tylko wtedy, kiedy nie ma „ekonomii”, pozwalamy sobie i partnerowi, by wszelkie relacje między nami były skutkiem wolnych wyborów. A to podstawa szczęścia we dwoje.

Błędem jest też mierzenie drugiej osoby własną miarką („tylko lenie leżą w sobotę przed telewizorem”). Bo to pociąga za sobą sugestię, że powinna dostosować się do naszych wyobrażeń (nie leżeć przed telewizorem, tylko sprzątać). I sprawia, że pojawia się napięcie (żona myśli: „czy mimo to on się jednak położy przed telewizorem?”, a mąż: „nie mogę spokojnie poleżeć, bo ona się wścieknie”).

Rozumiem, że zamiast na wyobrażenia czy oceny lepiej postawić na porozumienie i wyrozumiałość? Najlepiej zacząć od tego, żeby decyzja o wejściu w związek była naprawdę świadoma. Dlatego taka mądra jest przysięga składana podczas ślubu kościelnego. Mówi właśnie o braku założeń, a podkreśla to, co jest naprawdę istotne: „i że cię nie opuszczę aż do śmierci”, „będę z tobą w zdrowiu i chorobie…. Za to formuła wypowiadana w urzędzie stanu cywilnego zaczyna się od tego, co właśnie prowadzi do nieszczęścia: „świadomy praw i obowiązków…”. Innymi słowy: mogę żądać i oczekiwać! Tymczasem małżeństwo idealne trzeba chcieć budować, a nie musieć budować czy żądać budowania go od drugiej strony. Tylko jeśli nie będzie oczekiwań i żądań, nie pojawi się poczucie winy, złości, lęku…

A to wystarczy, żeby ludzie byli szczęśliwi? Nie wystarczy, ale jest niezbędne. Idealne małżeństwo to takie, w którym ludzie nie uzależniają swojego życiowego spełnienia od tego, czy są szczęśliwi w związku. To nie tak, że tu wszystko mają dostać i wszystko dać. Bo jeśli żona uzależnia swój nastrój od tego, czy mężowi smakuje obiad – przeżywa masę napięć.

Ale czy to możliwe? Być szczęśliwą – niezależnie od tego, co się dzieje z mężem? To nieludzkie… Współmałżonek ma oczywiście wpływ na to, jak się czujesz. Ale determinowanie swojej samorealizacji i szczęścia wyłącznie udanym małżeństwem pozbawia cię szansy na czerpanie radości z innych obszarów: pracy, pasji, życia wewnętrznego.

Hmm, a więc każdy sobie? Nie, nie każdy sobie, ale większość problemów w parze wynika z tego, że małżonkom brakuje życia poza małżeństwem, brakuje innych kontekstów.

Jeśli małżeństwo jest całym moim życiem i widzę, że nagle moja żona jest smutna, to skąd mam czerpać energię, żeby ją pocieszyć? Przecież nie z niej. A jeśli twój mąż przychodzi z pracy wściekły? To skąd masz brać siły, by wytrzymać jego atak wściekłości? Jeśli kobieta przypisuje nadmierną wagę sobie jako żonie, a mniejszą sobie jako prawniczce, lekarce, przyjaciółce, hobbistce malowania na szkle… – to mniej czerpie satysfakcji ze swojej pracy, przyjaźni czy hobby. Nie można całej energii brać jedynie z partnera. Czyniąc tak, będziesz przejmować nie tylko jego pozytywne nastroje, ale też te złe: smutek, wściekłość… I będziecie czuć się razem nieszczęśliwi.

To wszystko, co robimy poza związkiem, służy związkowi? Tak, bo jedynym celem małżeństwa jest rozwój dwóch indywidualności, tyle że w parze. Dlatego mówię, że małżeństwo idealne nie jest małżeństwem w romantycznym rozumieniu. Każde z małżonków rozwija się bez ograniczeń ze strony partnera. Nie ma tak, że partner pozwala ci jechać na wycieczkę do Paryża czy na szkolenie do Konstancina. Po prostu jedziesz tam, bo chcesz, albo nie jedziesz, bo wolisz zostać z nim. Decydujecie się być razem, ale rozwijacie się indywidualnie.

Czy to nie przypomina związku dwóch singli? Nie, bo jeśli każde z małżonków ma dużo swoich kontekstów, może z któregoś z nich zrezygnować, by być razem. Ona nie ma już czasu na fitness, chór i na wizyty w klubie. Zależy jej najbardziej na chórze, więc resztę sobie odpuszcza, bo w wolnym czasie woli z mężem meblować dom i dbać o ogród. On za to przestaje grać w tenisa, bo też woli z nią zajmować się domem. Poza tym w małżeństwie doskonałym wiele kontekstów okazuje się wspólnych – i one zacieśniają więź. Ona na przykład lubi piec ciasta. On kocha podróże. Jak to pogodzić? Na przykład niech wędrują po świecie w poszukiwaniu miejsc sławnych z wyjątkowych wypieków.

Ale dziś wspólna część to zazwyczaj tylko kredyt! Nie chodzi o to, że każde z nich ma żyć własnym życiem i ma ich łączyć tylko jakaś jedna wspólna rzecz, lecz o to, żeby każde dobrowolnie podejmowało codziennie decyzję o wspólnym życiu i z tego czerpało satysfakcję. Nic na siłę.

Mam takich pacjentów: jak on się uprze „jedziemy na łódki”, to cała rodzina jedzie. Czy chcą, czy nie. No i spędzają razem czas, ale napięcie, jakie temu towarzyszy, jest porażające. Dlatego oboje małżonkowie muszą znaleźć własne konteksty, dać sobie przyzwolenie na rozwój w obszarach, które nie są wspólne. Jeśli on chce jeździć na łódki, niech jedzie, ale ona wtedy może iść do muzeum. Jeśli sobie na to pozwolą – z czasem będą się czuli na tyle autonomiczni, żeby z tej autonomii móc świadomie i z radością zrezygnować. Na tym polega bycie w związku. Małżeństwo jest rezygnacją z niezależności, nie drogą do niej. A tak myśli wiele młodych osób, stających przed ołtarzem czy urzędnikiem stanu cywilnego: „Wyrwę się spod kurateli rodziców, wreszcie będę mogła robić to, co lubię: fotografować, nurkować. Przecież on mi tego nie zabroni!”. To przekonanie prowadzi do 60-procentowego wskaźnika rozwodów, bo jest oparte na chęci realizacji tylko własnych celów.

Co jeszcze charakteryzuje związek idealny? Uważność, a nie służalczość. Jeżeli w sklepie stoję przed półką z ciastkami i hołduję modelowi służalczości, to kupię te ciastka, które lubi żona, by spełnić jej oczekiwania, bo: „będzie zła, jak jej ich nie kupię” albo: „czuję, że powinienem”. Towarzyszy mi napięcie. Jeśli hołduję modelowi uważności – kupię ciastka, które lubi żona, bo: „ona je lubi, a ja chcę jej sprawić przyjemność”. I nie muszę odczuwać wówczas wzruszenia, niebywałej radości, ale na pewno nie odczuwam napięcia. Co więcej, przychodząc do domu, nie oczekuję wdzięczności za to, że jej te ciastka kupiłem. Tymczasem w modelu służalczości tej wdzięczności chcę.

A to źle – oczekiwać wdzięczności? Weźmy taki przykład, kobieta przez 15 lat pierze, gotuje sprząta i nagle, po tych 15 latach, mówi: „to ja piorę, prasuję, gotuję i nic z tego nie mam…?”. A przecież to był jej wybór. Dlaczego więc uważa, że ma prawo w zamian czegoś żądać?

To jak pokazać, że się czegoś potrzebuje? Jeśli kobieta chce coś dostać, to o tym mówi, np.: „lubię dostawać kwiaty” i jeśli mężczyzna jest uważny na jej potrzeby, będzie jej te kwiaty kupował. Ale jeśli ona o kwiatach nie mówi, tylko jeszcze więcej sprząta, to partner jej tych kwiatów nigdy nie kupi, no bo jak ma się domyślić! A ona będzie na niego coraz bardziej zła... Okaże mu to, a że on nie wie, o co chodzi, szansa, że kupi jej cokolwiek z własnej woli, jest coraz mniejsza, bo też zaczyna być na nią zły. W końcu ona na nim te kwiaty wymusi, ale on będzie odczuwał napięcie, zarówno podczas ich kupowania, jak i w momencie wręczania. I tak żadnemu z nich nie dadzą one szczęścia. Odwrotnie. Ten bukiet ich od siebie oddali, bo jego podłożem emocjonalnym będzie napięcie: lęk, złość, a nie świadomy wybór. „Dzięki temu, co robię, nam obojgu ma być lepiej” – to motywacja małżonka idealnego.

  1. Psychologia

Miłość symbiotyczna. Gdy jesteśmy uzależnieni od partnera

Musimy zrozumieć, że partner nie jest naszym życiem, tylko jego częścią. Całkowite zaabsorbowanie inną osobą prowadzi nie tylko do jej wymęczenia i w konsekwencji oziębłości, ale przede wszystkim szkodzi kochającemu „za mocno” partnerowi. (Fot. iStock)
Musimy zrozumieć, że partner nie jest naszym życiem, tylko jego częścią. Całkowite zaabsorbowanie inną osobą prowadzi nie tylko do jej wymęczenia i w konsekwencji oziębłości, ale przede wszystkim szkodzi kochającemu „za mocno” partnerowi. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęcia
„Chciałabym przebywać z nim cały czas, każdą wolną chwilę staram się poświęcić jemu. Cokolwiek bym robiła, muszę wiedzieć, że jest obok. Chcę zasypiać przy nim, budzić się i odpoczywać przy nim. Jest moim życiem. Niczego więcej nie potrzebuję”. Co myślicie o takim wyznaniu? Wielka miłość czy szaleństwo? Relacje z taką osobą mogą stać się prawdziwą próbą. Nawet jeśli ktoś uwielbia gruszki, po tygodniu gruszkowej diety za pewne będzie miał ich dosyć. Z czego więc wynikają i do czego prowadzą absorbujące relacje?

W zdrowym związku partnerzy potrafią istnieć osobno jako dwie różne istoty, mające inne zainteresowania, pragnienia i cele. Każdy z nich prowadzi w pewnym stopniu własne życie i jest świadomy swojej odrębnej tożsamości. Potrzebujemy jakiejś przestrzeni, miejsca, w którym moglibyśmy pobyć zupełnie sam na sam ze swoim ja; tak zwanej odskoczni w postaci hobby czy innych aktywności. Musimy zrozumieć, że partner nie jest naszym życiem, tylko jego częścią. Całkowite zaabsorbowanie inną osobą prowadzi nie tylko do jej wymęczenia i w konsekwencji oziębłości, ale przede wszystkim szkodzi kochającemu „za mocno” partnerowi.

Niedojrzałość emocjonalna wyraża się między innymi w niemożności bycia samemu, lękach przed samotnością i opuszczeniem. Jeśli nie nauczyliśmy się żyć w zgodzie z najbliższym i najlepiej znanym nam człowiekiem – sobą, to jak możemy zbudować relacje z kimś innym? Jeśli małżeństwo jest ucieczką od samotności, lekiem na nierozwiązane problemy, próbą poprawy własnego życia, wówczas jest duża szansa, że trudności nie pozwolą na siebie długo czekać. Partner nie sprawi, że nagle poczujesz się piękna, jeśli sama w to nie uwierzysz, nie wniesie w twoje życie urozmaicenia, jeśli sama nie zadbasz o wasz wspólny czas, nie uczyni, że twój pesymizm i czarnowidztwo nagle cię opuszczą, jeśli nie zaczniesz się uśmiechać. Zadbaj najpierw o siebie, o swój rozwój, swoją codzienność, stwórz własny niepowtarzalny świat i dopiero wtedy zaproś do niego partnera. Nie odcinaj się od przyjaciół, miej czas na rodzinę, nie zaniedbuj zainteresowań. Partner nie powinien być lekiem na wszystkie twoje problemy. Nie jest on też bezwarunkowo kochająca matką, ani psychoterapeutą czy telepatą, zgadującym twoje myśli i marzenia. Miłość jest wolnościowym związkiem dwojga niezależnych osób, a nie symbiozą.

Niestety, wiedza nie zawsze pomaga w budowaniu bezpiecznej i zdrowej więzi. Niektóre osoby potrzebują głębokiej pracy nad sobą oraz wsparcia specjalistów. Problemy tego typu rodzą się w naszym dzieciństwie, a konkretnie przed 3 rokiem życie, kiedy jest kształtowany styl przywiązania do opiekuna. Jednym z takich stylów, który jest odpowiedzialny za nadmierną absorbcję w związku, jest przywiązanie lękowo - ambiwalentne. Takie osoby czują ogromna potrzebę bliskości, są jakby „przyklejone” do swoich parterów, ale jednocześnie odczuwają lęk przed odrzuceniem. Im chęć bliskości jest większa, tym większy jest strach przed związkiem. Za przykład mogą posłużyć Dorosłe Dzieci Alkoholików, u których potrzeba bliskości jest bardzo duża, ale brakuje w tym wszystkim poczucia bezpieczeństwa. Są to często osoby o niskiej samoocenie, które nie wierzą w to, że zasługują na miłość. Stąd też pojawiają się ciągłe żądania deklaracji uczuć i dowodów zaangażowania w związek partnera. Zewnętrzny świat ukochanej osoby staje się zagrażający, gdyż odciąga on uwagę od partnera. Osoba o przywiązaniu lękowo - ambiwalentnym nie potrafi dzielić się małżonkiem z kimkolwiek innym i wymaga całkowitego, bezwarunkowego poświęcenia się. Takie relacje powodują u drugiej osoby niechęć i frustracje, co w konsekwencji jeszcze bardziej pogłębia lęk i obniża samoocenę partnera kochającego „za mocno”. Okazuje się, że wymagania nie są realne i druga osoba nie jest w stanie im sprostać. Takie relację są podobne do huśtawki, która rozpędza się sięgając swojej możliwie najwyższej pozycji i potem nagle spada w dół.

Jeśli wydaje ci się, że zauważyłaś sporo podobieństw we własnym zachowaniu, to jest to dobry moment na głęboką refleksję nad tym, jak wyglądają twoje relacje z partnerem. Czego się boisz? Co czujesz? Czego wymagasz? Czego potrzebujesz? Świadomość i akceptacja problemu zawsze jest początkiem zmiany na lepsze. Nie bój się przyznać przed sobą, że nie jesteś idealna, gdyż idealne relacje nie istnieją.