1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Życie w trójkącie: Dlaczego zdradzamy?

Życie w trójkącie: Dlaczego zdradzamy?

fot. iStock
fot. iStock
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Często zdradzamy, bo mamy swoje fantazje, które są niewyartykułowane w związku. To zadziwiające, że jesteśmy z osobą kochaną, bliską, której pragniemy, a nie potrafimy jej powiedzieć, jak chcemy być kochani – mówi seksuolog profesor Zbigniew Izdebski.

Czym jest zdrada?

To zależy, kto zdradza i jaki ma na ten temat pogląd. Na pewno czym innym jest z punktu widzenia osoby religijnej, dla której wartości te są ważne także w życiu małżeńskim. Jest przykazanie: Nie pożądaj żony bliźniego swego. Ale ktoś inny, niewierzący, może również za zdradę uznawać wszelką aktywność na polu damsko-męskim poza związkiem, czyli np. także zwykłe spotkanie, flirt. Inni za zdradę uznają zaangażowany równoległy związek. W zdradzie jedni będą się doszukiwać zdrady fizycznej, inni za taką będą uważać zdradę emocjonalną. Trzeba jasno powiedzieć, że pojęcie zdrady zmieniło się w ostatnich latach, w dobie Internetu. Dziś jest ona płynnym i czasem trudno uchwytnym pojęciem.

Dlaczego? Wedle przyjętych norm zdradzamy wtedy, gdy prześpimy się z inną osobą.

Zazdroszczę czasem tym, którzy jednoznacznie potrafią definiować takie pojęcia. Myślę, że seksualność człowieka jest jedną z najbardziej złożonych sfer naszego życia. Czasem, mówiąc o współczesnej seksualności, używam sformułowania „życie w trójkącie”. Coraz więcej pacjentów zwierza się, że zanim pójdą do sypialni do partnera, w tajemnicy przed nim siedzą w Internecie, flirtując z osobą, której szukali w sieci w tym celu. Ta rozmowa robi im dobrze, jest ekscytująca erotycznie. Kobiety często przyznają się do używania wulgarnego języka, którego by nie powtórzyły podczas seksu z mężem. To je rozpala, przygotowuje do seksu w realu. Potem, po takiej rozmowie na czacie, idą do sypialni, a mąż naiwnie myśli, że żona na samą myśl o nim robi się podniecona.

Czy Polacy weszli już na poziom, w którym zaangażowanie emocjonalne w związku przestaje mieć duże znaczenie?

Odpowiem od końca. Żałuję, że nie daliśmy sobie rady w Polsce z problematyką gender. Wśród pojęć z nią związanych pojawia się pojęcie płci biologicznej i kulturowej. Jeśli mówimy dziś o zdrowiu seksualnym Polaków, to skupiamy się na jego stronie biologicznej, zapominając, że nasza seksualność rozwija się przez całe życie tak jak nasza osobowość. Ma na nią wpływ sposób komunikowania się i miłości. Chcielibyśmy, żeby to się tak ładnie domykało, czyli żeby ludzie, którzy są aktywni seksualnie, tak ładnie się komunikowali i kochali. To, co komplikuje nasze życie, to to, co nas otacza – czyli sfera związana z seksualizacją mediów, reklam, muzyki, poszukiwanie wzorca kobiecości i męskości. Stajemy się coraz bardziej otwarci na eksperymenty z seksualnością. Ale jednocześnie jesteśmy w tym wszystkim dość popędowi i wciąż mało wiemy o seksie. Sprowadzamy go często wyłącznie do sfery popędu. Stąd m.in. wziął się tak lawinowy wzrost zdrad internetowych.

Kiedyś zdradzali głównie mężczyźni, teraz o wiele częściej zdradzają kobiety. To wynika z emancypacji?

Tak, i ta tendencja będzie rosła. Coraz więcej kobiet będzie zajmowało coraz wyższe stanowiska, będą lepiej wykształcone niż niektórzy koledzy. To, o czym pani mówi, to koszt, jaki te kobiety płacą za równość. Żeby była jasność – jestem za równouprawnieniem. Myślę, że dużo czasu musi upłynąć w Polsce, żebyśmy zrozumieli, na czym polegają kategorie równości, bo często wciąż nam się wydaje, że kobiecie nie wolno tego, co wolno mężczyźnie, także w sferze wyzwolenia seksualnego. Uważam też, że jest to problem coraz większej obecności pracy w naszym życiu. My funkcjonujemy głównie przez pracę. Do tego kobiety ambitne, dążące za wszelką cenę do sukcesu zawodowego, zwykle osiągają go w wieku średnim. A u kobiety szczyt dojrzałości seksualnej przypada na czas po 35. roku życia. Wówczas, mając określone stanowisko społeczne i zawodowe, pieniądze, realizuje te swoje potrzeby seksualne z większą swobodą.

Z punktu widzenia biologicznego jest to sytuacja uzasadniona. Z drugiej strony – słyszę czasem od kobiet, że je nosi. A dość często nie odróżniają stresu od napięcia seksualnego. Dotyczy to przede wszystkim kobiet, ale i mężczyzn na wysokich stanowiskach, którzy rozładowują ten stres w seksie.

Bohaterki seksualnego wyzwolenia ostatnich 20 lat w Polsce. Kobiety wyemancypowane i na stanowiskach. W związkach i zdradzające. Jakie są więc te ich związki?

Często relacje w nich są trudne ze względu na aspiracje kobiety. Dobrze, jeśli i kobieta i mężczyzna w związku mają podobny status społeczny. Ale często jest tak, że to kobieta spełnia się zawodowo, nierzadko z lepszym skutkiem niż mąż. Zarabia więcej pieniędzy i mężczyzna najczęściej nie jest w stanie sobie z tym poradzić. Czasem bywa tak, że kobiety dają odczuć to mężczyźnie, a inne nie. Mężczyźni też różnie to znoszą. Stereotyp głosi, że to mężczyzna zarabia, jest głową rodziny. Kobiety stosują różne sztuczki dyplomatyczne dla wyrównania tych stereotypów, czasem traktują męża, który mniej zarabia, jak niepełnosprawnego.

Po co?

Żeby ten związek utrzymać. Chcą poukładać sobie życie, mieć dom, rodzinę, pozycję społeczną – żony, matki – i święty spokój. Dostosowują się więc do stereotypu. Ale potem przychodzi ten moment, że już im się nie chce udawać ani walczyć nie wiadomo jak o ten związek ani pomniejszać tego, że osiągnęły sukces. W tej grupie są też kobiety, które szukają czegoś nowego. I to poszukiwanie wcale nie jest związane z nadzieją na nowe związki. Te, w których żyją, mogą z różnych przyczyn być dla nich źródłem satysfakcji. Czasem też przez lata pozostają w związkach równoległych. Niektóre z tych kobiet wykazują spore tendencje do ryzykowania. Sam fakt dojścia do pewnej pozycji zawodowej i finansowej był związany z częstym ryzykiem, co niekiedy przenoszą one na swoje życie prywatne.

W grupie kobiet „zarządzających” zdarzają się takie, które szukają seksu dla samego seksu i bardzo konsekwentnie rozdzielają go od uczuć. Mówią: „To tylko seks i na nic więcej nie możesz liczyć”. Takich kobiet jest coraz więcej.

Miłość przestaje być ważną kategorią w seksie?

O nie, miłość jest ważną kategorią. Zawsze to podkreślam. Ale kobiety też, podobnie jak mężczyźni, potrafią wchodzić w relacje seksualne tylko dla samego seksu. Niektóre chcą po prostu zaawansowanych pieszczot, inne będą chciały romantycznego wieczoru, wypełnionego przytulaniem, głaskaniem, rozmową, ponieważ od mężczyzn w związku niekoniecznie to dostają. A jeszcze inne będą chciały intensywnego seksu, który będzie wymagał i od tej kobiety, i jej partnera dużego zaangażowania fizycznego. Coraz częściej też jest to młodszy partner.

Na początku mówił pan o rozdzieleniu emocji i seksu. Czyli można zdradzać na zimno.

Czasem ktoś mówi: „zdradzam”, mając na myśli zaangażowanie „wirtualne”, czyli zdradę w sferze myśli, nie czynów. Tacy ludzie albo nie akceptują tego, co się dzieje w ich związkach, albo angażują się silnie w coś, co jest im na danym etapie potrzebne, czyli w pewną formę zakochania. Nie przekraczają granicy zdrady fizycznej, ale dokonują jej w swojej psychice za każdym razem, gdy kochają się z żoną czy mężem. Obserwując niektóre związki, mam wrażenie, że one przetrwały tylko dlatego, że trzymają je jeszcze jakoś fantazje o innych kochankach. Pozwala to partnerowi współżyć z żoną czy mężem i utrzymywać związek, przy jednoczesnym zaangażowaniu emocjonalnym w zupełnie inną relację – relację na poziomie ducha, myśli, uczuć. Wydaje się to nieprawdopodobne, straszne, lecz jest bardziej prawdziwe, niż myślimy.

Obiegowy pogląd głosi, że zdradzamy najczęściej w czwartym roku małżeństwa.

Zdradzamy już nawet wcześniej. Moje poprzednie badania, w których rozrysowałem tzw. mapę zdrady w Polsce, pokazały zdrady w grupie młodych osób. Analizowałem tam ludzi, którzy zdradzali wcześniej – przed ślubem, krótko po. Nie ma takich ścisłych wyznaczników, kiedy to się dzieje. Ale warto wziąć pod uwagę, że ludzie, zanim wezmą ślub, są ze sobą często już kilka lat. Kończą studia, są ze sobą i stają przed ołtarzem. Dlatego gdy przychodzi do mnie para i mówi: „Jesteśmy dopiero dwa lata po ślubie”, ja mówię: „Ale ile lat się znacie? Ile lat jesteście w takim związku?”. Tak długoterminowo należy patrzeć na małżeństwa.

Co się dzieje z takimi parami?

Czasem okazuje się, że młodzi ludzie, wchodząc w małżeństwo, z miejsca zdradzają. W pierwszym, drugim roku. Część z nich nie ma poczucia, że się cokolwiek zmieniło w ich wspólnym życiu poza statusem formalnego zarejestrowania związku. Dalej prowadzą życie takie jak przedtem: balangują, zawierają nowe znajomości, flirty. Tak jakby przechodzili z pokoju do pokoju. Nie zauważają po prostu, że coś uległo zmianie. Było jakieś wesele, goście, jasne, może też przeprowadzka. Ale jaka zdrada? Przecież wcześniej też tak było. Potem była jakaś dziewczyna na kolejnej imprezie, poderwałem ją, poszliśmy do łóżka, tak jak bywało wcześniej, i tyle. To forma niedojrzałości do związku, braku potrzeby głębokiej relacji.

W przyszłości czeka nas koniec ery związków monogamicznych?

Nie, one oczywiście pozostaną, ale będą krótsze. Wchodzę w związek, kończę go i wchodzę w nowy. Dlatego też coraz trudniej będzie ustalić, czym jest zdrada. Partnerzy będą sobie tak to tłumaczyć: „Przecież to był koniec związku i początek nowego, czyli właściwie żadna zdrada”.

Myśli pan, że małżeństwa nie sprzyjają fantazjom erotycznym?

Od wielu lat upowszechniam definicję zdrowia seksualnego jako komunikowania miłości w związku. Uważam, że ludzie powinni rozmawiać ze sobą o swoich pragnieniach seksualnych. Często zdradzamy, bo mamy swoje fantazje, które są niewyartykułowane w związku. To jest zadziwiające, że jesteśmy z osobą kochaną, bliską, której pragniemy, a nie potrafimy jej powiedzieć, jak chcemy być kochani. Czy boimy się odrzucenia? Tego, co ona/on sobie o nas pomyśli? Mam takich pacjentów, którzy się żalą, że „jak ja jemu powiedziałam o tym, czego chciałabym, to on się tak zdenerwował…”. Inna kobieta mi powiedziała, że po takim wyznaniu mąż ją pierwszy raz w życiu uderzył. Inny potraktował epitetami i pytaniami: „Gdzieś się tego nauczyła?!”. Dla jej męża było niewyobrażalne, że mógłby taki seks uprawiać. Oczywiście, mógłby. Ale z własną żoną?! No, bez przesady. Podobne tłumaczenie usłyszałem kiedyś od mężczyzny, który, pytany o związki pozamałżeńskie odpowiedział, że nie ma takich. Okazało się, że sypiał z prostytutkami. W jego mniemaniu nie była to zdrada. Często słyszę od pacjentów: „Nie wyobrażam sobie z własną żoną robić takich numerów”. „No, ja chyba bym stracił do niej szacunek”. Albo: „Ona się do tego nie nadaje”. A ona, kiedy tylko słyszy, że miałaby „coś” takiego wyprawiać ze swoim mężem, zaczyna się śmiać. Mam wrażenie, że od wielu wieków funkcjonujemy w małżeństwach w taki sposób.

Dziś związki częściej się rozpadają z powodu zdrad niż kiedyś?

Miewam pacjentów, którzy mówią: „Nasz związek rozpadł się z powodu zdrady” albo: „Nasz związek się wzmocnił”, inni: „Nic się nie zmieniło po tym, jak on/ona mnie zdradził/a”. Ta druga kategoria jest najciekawsza. Jeżeli już dochodzi do zdrady i ona się okazuje czymś bolesnym dla nas, to mimo wszystko ja bym proponował, żebyśmy nie podejmowali nagłych decyzji. Na rozpad związku zawsze przyjdzie czas. Okażmy otwartość na drugą osobę. Warto walczyć o małżeństwo. Bo jeżeli byśmy popatrzyli na zdradę jako na kryzys w związku, to właśnie na tym kryzysie można spróbować zbudować coś nowego. Gdy grozi nam bankructwo, piszemy często wnioski do banku o kredyt. Na tej podstawie tworzymy nowy biznesplan na życie i na firmę. Taki sam powinniśmy napisać, gdy już dojdzie do zdrady w naszym związku.

Namawia pan, żeby związek traktować jak biznes?

A dlaczego nie? Przecież potrafimy być kreatywni i zapobiegliwi, gdy chodzi o nasze pieniądze i pracę. Co jakiś czas musimy w tych sferach dokonać zmian, sprawdzić postępy. W pracy często przechodzimy szkolenia, doskonalimy, uczymy się różnych strategii. A po przyjściu do domu zapominamy o tym. Nie potrafimy przenieść tych rozwiązań na własny grunt, do domu i rodziny, które też tego potrzebują. Nie jestem za tym, żeby przenosić obciążenia z pracy na dom. Ale jestem za tym, żeby wykorzystać ten kapitał zawodowy i umiejętności społeczne do pracy nad relacjami osobistymi. To ułatwiłoby nam życie. Mam wrażenie, że ludzie w małżeństwach jak już powiedzą sobie to sakramentalne „tak”, to mają poczucie własności. Uważają, że to się samo będzie toczyć, bo on/ona należy do mnie, więc co się może wydarzyć. A związek jest jak dobra inwestycja. Tu też trzeba mieć dobry biznesplan.

Pary, które przeżyły zdradę, czegoś żałują w swoim życiu?

Może to, co powiem, nie będzie poprawne politycznie, ale w seksie liczy się kategoria młodości. Nie chcę absolutnie brzmieć jak hedonista. Ale w pewnej chwili zaczynamy żałować, że ta nasza młodość była tak uboga erotycznie. Niektóre kobiety mówią: „Żeby pan mnie widział 20 lat temu… zupełnie inaczej wyglądałam”. „Nie wstydziłam się, miałam naprawdę piękne ciało”. Mężczyźni narzekają na brzuch, zmarszczki. Zaczynają się krępować ciała. Dlatego wchodzą w te wszystkie przelotne związki, gdzie nikt nie będzie tego tak oceniał. Zdradzając, czasem zaczynają nadrabiać to, co stracili. A tego się nie da nadrobić. Myślę, że jak się ma te dwadzieścia kilka lat, to warto tak gospodarować swoim życiem zawodowym i edukacją, żebym mieć czas i na ten piękny, odlotowy seks. Bo to jest najlepszy moment na poszukiwanie granic otwartości w seksie, akceptacji ciała, zbieranie doświadczeń. Po upływie lat budzimy się rozczarowani, że nie korzystaliśmy z życia. Nie wszystko da się ostrzyknąć botoksem. Można sobie zrobić na starość piękną buzię, ale nie nadrobi się straconego czasu w miłości.

 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Waga waginy - jak kobiety odkrywają swoją seksualność?

O ironio, może dlatego jesteśmy wolne od lęku porównywania wagin, ponieważ nie wyobrażamy sobie, że mogłybyśmy je pokazywać. (Fot. iStock)
O ironio, może dlatego jesteśmy wolne od lęku porównywania wagin, ponieważ nie wyobrażamy sobie, że mogłybyśmy je pokazywać. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęcia
Naprawdę rzadko zdarza się, żeby dziewczynkom pozwalano na poznawanie swojej waginy, odkrywanie jej złożonej budowy. To paradoks, że więcej praw do oglądania i dotykania naszego „seksualnego serca” mają wszyscy inni, a nie my same. Kobietom potrzeba wiedzy o samych sobie – mówi terapeutka Olga Haller.

Nie ma dobrej nazwy – „wagina”, „pochwa” brzmią raczej okropnie, wszystkie inne określenia też są ryzykowne... Musi być więc problem również z myśleniem o tej części ciała, myślimy przecież słowami... Trudne są te określenia, ponieważ obarczone nadmiarem wstydu, braku akceptacji oraz zakazami. Nazywają to, co ukryte i nieprzyzwoite.

Wagina to miejsce centralne kobiety. Łączy ciało i duszę, tam zagnieżdża się życie, mieszka rozkosz i ból, a to, co zewnętrzne, łączy się z tym, co wewnętrzne. Dlatego podoba mi się określenie „seksualne serce”. Bo rzeczywiście – wagina to część ciała pulsująca, ukrwiona, żywa. Ta z rozchylonymi wargami mniejszymi kształtem może przypominać serce. Jest bardzo fizyczna – umięśniona, unerwiona i fizjologiczna, ze swoistymi funkcjami, wydzielinami, umiejscowiona blisko narządów wydalania. Zarazem jednak bardzo delikatna, wrażliwa, reaktywna – dzięki temu związana z emocjami i uczuciami. Jest narządem fizycznej miłości i siedliskiem odczuć seksualnych. Wreszcie to brama w głąb, do macicy, gdzie powstaje życie.

Słowo „wagina” jest coraz chętniej używane przez kobiety na określenie narządów płciowych z wyłączeniem macicy. Słowo „pochwa” nie jest lubiane. Ja też go nie lubiłam. Potem odkryłam, że odpycha mnie zawarty w nim aspekt bierności. Bo pochwa to przecież futerał na miecz – rzecz, która sama w sobie nie ma znaczenia, istnieje tylko dlatego, że miecz jej potrzebuje, a nie odwrotnie.

Życie seksualne to nauka. Ukryte zostaje ujawnione, obrasta znaczeniami i doświadczeniami... Kobiety nie mają w tej sferze łatwej autoedukacji. Nasze narządy płciowe są ukryte, trzeba się natrudzić, by tam zajrzeć. Na szczęście dzieci bawią się, kucając, to zwykle dobra okazja dla dziewczynek, żeby dojrzeć coś interesującego. Ale kto z dorosłych pozwala im na swobodne zainteresowanie i eksplorowanie złożoności sromu, cipki, pisi, jakkolwiek TO nazywamy? Nawet bardzo postępowe mamy lękają się, widząc badawcze działania swoich córeczek. Że się uszkodzą, przeniosą zarazki. Najczęściej boją się na wyrost. My, rodzice, zwykle nie czujemy się pewnie z intymnymi częściami własnego ciała, więc trudno nam swobodnie i trafnie reagować. A dziecku potrzebna jest prosta wiadomość, czym jest to, co widzi między nogami. Dziewczynki i chłopcy mają prawo być ciekawi, poznawać swoje ciała i widzieć, że mamę i tatę to cieszy, że rodzice są gotowi odpowiadać na pytania.

Zaskakuje mnie, jak często dzieci po kryjomu demonstrują swe tajemnice. Mnie to ominęło, niestety. I jakoś chyba zaszkodziło, czułem się gorszy, że ich nie znam... Kobiety podczas warsztatów przypominają sobie takie doświadczenia. Ciekawość różnic między chłopcami a dziewczynkami jest motorem zabaw i kontaktów, a gdy zostanie zaspokojona, odchodzi na dalszy plan. Jednak naprawdę rzadko zdarza się, żeby dziewczynki miały pozwolenie na poznawanie swojej waginy, odkrywanie jej złożonej budowy, dowiadywanie się o przeznaczeniu jej szczegółów. O ironio, może dlatego jesteśmy wolne od lęku porównywania wagin, ponieważ nie wyobrażamy sobie, że mogłybyśmy je pokazywać. Chłopcy za swą wolność płacą niepokojem, czy ich penisy mają właściwe rozmiary. Ale my i tak szybko to nadrabiamy, martwiąc się o proporcje innych części ciała…

W dzieciństwie chłopcy natrętnie próbują podejrzeć tajemnice dziewczynek. A te wysiłki spotykają się ze wstydem i przemilczeniem ze strony rodziców. Jedno i drugie jest bardzo kłopotliwie. Dorośli powinni z dziećmi rozmawiać. Co nazwane, oswojone, łatwiej poddaje się zdrowej kontroli. Znalazłam bardzo ciekawą stronę dla nastolatków w Internecie, gdzie w prosty, rzeczowy sposób lekarka objaśnia budowę i funkcję narządów płciowych kobiety i mężczyzny, pokazując to na przykładzie młodych osób obu płci. Omawia, dotykając dłonią w rękawiczce penisa, moszny, warg sromowych, łona. Najpierw czułam się nieswojo, patrząc na żywe osoby w roli modeli. Szybko jednak się oswoiłam. Zero zawstydzenia, dwuznaczności. Dokładnie tyle wiedzy, ile trzeba, żeby się dowiedzieć – bez konieczności domyślania się, wysilania wyobraźni. Kolejny raz pożałowałam, że sama nie mogłam otrzymać informacji w tak zwykły sposób od mamy lub innej zaufanej dorosłej osoby.

Kobietom potrzeba wiedzy o nich samych. A w sprawie waginy jest kompletne poplątanie – więcej praw do jej dotykania i oglądania mają wszyscy inni, a nie my same. To częste zjawisko, że dziewczyny poznają przyjemność seksualną z pieszczoty sromu, gdy pozwolą na to chłopakowi, wcześniej nie wypróbowując tego nigdy z samą sobą. Czy to nie nonsens?

Bywa, że w tych pierwszych doznaniach zaskakuje nas własna fizjologia – zmiana oddechu, siła podniecenia, śliskie i mokre wydzieliny, ich intensywny zapach. Jeśli dziewczyna nie wie dokładnie, co się dzieje, a jej podniecenie narasta, to bardzo łatwo jej się zagubić w tym zupełnie nowym, pełnym intensywnych cielesnych odczuć świecie kontaktów damsko-męskich. Oczywiście, chłopakom taka bezstronna wiedza podana przez zaufaną osobę jest także niezbędna! Też będzie im łatwiej, gdy poznają wygląd, budowę i fizjologię narządów płciowych swoich i kobiecych.

Prędzej czy później lądujemy w łóżku. I tam bywa różnie – tyle obaw, nieporozumień, czasami nieudolności. Prawie zawsze na początku jest wiele zaskoczeń... Często zdarza się, że nastolatka podczas pettingu jest zaskoczona intensywnością doznań chłopaka. Nie rozumie także, dlaczego on tak bardzo chce dotykać jej wstydliwego, „nieczystego” sromu. Dziewczyny odkrywają, że mają coś, co mocno działa na chłopaka. Ta determinacja jego dłoni, niecierpliwość w palcach, narastające podniecenie daje im poczucie nowej dziwnej mocy. Czasem ulegają temu złudzeniu i podrywając chłopaków, wykorzystują te władzę. Polując, same stają się jednak łupem. Kiedy nie mają wystarczającej wiedzy nabytej od dorosłych ani dobrego kontaktu ze swoim ciałem, pozwalają na więcej, niż chcą, bo nie wiedzą, czego chcą, co się właściwie z nimi dzieje. Trudno wtedy o kontrolę rozumu, o zdrowe decyzje. To źródło niechcianych ciąż i zakażeń chorobami przenoszonymi drogą płciową. Dziewczyny dojrzałe fizycznie, a nieprzygotowane emocjonalnie i intelektualnie, dosłownie oddają swoje waginy w używanie przypadkowym partnerom. Podobnie dorosłe kobiety. Uprawiamy seks – małżeński albo nie, zachodzimy w ciąże i rodzimy dzieci, a nie odczuwamy związku z naszymi waginami. Często, odnajdując potrzebę udziału w kobiecej wspólnocie, zaczynamy wędrówkę do odnalezienia łączności ze swoją waginą. Wraz z nią wraca do nas poczucie mocy, sprawczości, twórczości. Wiele warsztatów o kobiecości i seksualności zachęca do tego. Najczęściej trafiają tam kobiety, których nie zadowala ich życie.

Ciekawe, że wiele kobiet odkrywa masturbację po raz pierwszy w dorosłym życiu albo na nowo, kiedy w ich związku pojawiają się jakieś trudności, najczęściej seksualne. Kiedy seks ustaje albo gdy dochodzi do rozwodu. Wtedy dopiero zaczyna się powrót do siebie. Nie wierzę, że kobiecie uda się zbudować prawdziwe oparcie w sobie bez odzyskania kontaktu ze swoją waginą.

Jak to zrobić? Wysłuchałam ostatnio relacji z ceremonii spotkania z własną waginą przeprowadzonej w kobiecym kręgu. Duża, ciepła sala, przyciemnione światło, miękkie zasłony w oknach, materace. Przy każdym lusterko, latarka. Uczestniczki przyszły ubrane tylko w pareo. Przy muzyce stopniowo się zrelaksowały i wszystkie w skupieniu przystąpiły do spotkania ze swoim „seksualnym sercem”. Wielu z nas przydałaby się taka ceremonia powrotu do siebie i do własnej siły.

Ciekawe, czy wiele kobiet jest chętnych na taki seans? Z relacji wiem, że małe dziewczynki same czasami odkrywają zdumiewające możliwości swego organizmu, chociaż nie znają nawet jeszcze słowa „orgazm”... O tak, wiele kobiet na warsztatach opowiada o swoich dziecięcych orgazmicznych doznaniach, np. przy okazji kołysania się okrakiem na poduszce czy misiu i w wielu innych sytuacjach. Organem, który szczególnie mocno reaguje, jest łechtaczka, a jej nazwa pochodzi oczywiście od czynności łechtania tego narządu, „wielce przydatnego, by zachęcać kobiety do aktu płciowego” – jak pisał starożytny grecki lekarz. Normalne, a nawet wskazane jest być za pan brat, czy za panią siostrę... ze swoją waginą: uznać ją za swoją, dobrze się czuć z jej wyglądem, kształtem warg sromowych, łechtaczki, z jej kolorem, zapachem. Zachęcam kobiety, by trenowały taki rodzaj patrzenia, który pozwoli im otworzyć się na samą siebie. Tak jakby patrzyły na różę albo inny kwiat, który kojarzy się z joni. Oglądaj jej płatki, dotykaj, wąchaj, smakuj, nie oceniaj, po prostu patrz i przyjmuj ją taką, jaka jest.

Olga Haller, psycholożka, terapeutka Gestalt, prowadzi wraz z mężem Adamem Centrum Counsellingu Gestalt w Krakowie.

  1. Psychologia

Związek po zdradzie - jakie manipulacje stosują partnerzy?

Wielu partnerów nie jest w stanie powstrzymać się od zachowań, które tylko poglębiają kryzys w związku (fot. iStock)
Wielu partnerów nie jest w stanie powstrzymać się od zachowań, które tylko poglębiają kryzys w związku (fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęcia
Ratowanie związku po zdradzie to wyjątkowo trudne zadanie. Wiele osób – i zdradzający, i zdradzani – popełnia wtedy szereg błędów, które tylko pogłębiają kryzys. Czego nie robić, jeśli nadal wam na sobie zależy?

Kryzys wywołany przez zdradę jest jednym z najczęstszych powodów, dla których pary trafiają do gabinetu psychoterapeutycznego. To wyjątkowo trudny moment pod wieloma względami: poziom zaufania jest niewielki, a poziom emocji może być odurzający. Jeżeli w takim momencie para decyduje się na pracę nad swoją relacją, to musi naprawdę zaangażować wszelkie swoje zasoby i odkrywać te, które dotąd były nieuświadomione. Wysiłek może doprowadzić do ponownego zbudowania relacji, ale - co warto raz jeszcze podkreślić! - wymaga to dużej motywacji i przytomności, by nie wpaść w powszechne pułapki jakie pojawiają się w takich sytuacjach.

Poniżej przedstawiamy najczęstsze zagrożenia –  manipulacyjne zachowania, które uniemożliwiają pomyślne wyjście z kryzysu i rozwój związku.

Osoba zdradzająca

Najczęstsze manipulacje, jakie stosują osoby, które zdradziły:
  • Ukrywanie zdrady i negowanie obserwacji drugiej strony: „wydaje ci się, że coś się zmieniło”.
  • Mówienie, że zdrada wydarzyła się bez przyczyny: „to było tylko fizyczne, więc nie ma się nad czym zastanawiać”.
  • Przenoszenie odpowiedzialności na drugą stronę: „byłaś nieczuła”, „nie doceniałeś mnie” itp. Utrzymywanie, że tylko przy tamtej osobie mogę się czuć jakiś/jakaś (spontaniczny, atrakcyjny, mądra, wyzwolona itp.).
  • Umniejszanie uczuć i cierpienia drugiej strony: „przecież ci powiedziałam, więc chyba mi zależy na tobie, nie?!”, „ja już o tym zapomniałem - ty też powinnaś” itd.
  • Koncentrowanie się na sobie: „taka jestem straszna, nie zasługuję na ciebie”; „mam problemy z bliskością, przestraszyłem się tego, jak mi na tobie zależy (przekonaj mnie, że warto o to walczyć i że damy radę)”.
  • Twierdzenie, że zostaje się z drugą osobą tylko ze względu na wspólne dzieci.

Osoba zdradzona

Wiadomość, że zostało się zdradzoną/zdradzonym zwykle stanowi szok i wywołuje ból, smutek i złość. Bardzo ważne jest, aby dać sobie prawo do tych uczuć, wyrażać je, znaleźć wsparcie. Jeśli po pewnym czasie nadal zależy ci na ratowaniu związku, to warto zapoznać się z poniższą listą.

Manipulacje stosowane przez osoby zdradzone:

  • Niechęć do ponoszenia jakiejkolwiek odpowiedzialności za to, co przyczyniło się do kryzysu (odpowiedzialność za samą zdradę leży oczywiście po stronie, która zdradziła), np. „nasze małżeństwo było przecież idealne, zanim mnie zdradziłaś/eś”.
  • Używanie argumentu zdrady przy wszystkich sporach (także całkowicie niezwiązanych z tematem zdrady) jako pozycji negocjacyjnej: „teraz masz robić to, co ja chcę”; to daje osobie zdradzonej złudne poczucie siły („racja i wyższość moralna są po mojej stronie”).
  • Tłumaczenie swoich własnych trudności przez zdradę: „przez to, co zrobiłeś/aś, nie mam poczucia własnej wartości, sensu życia, nie odniosę sukcesu zawodowego” itd.
  • Używanie zdrady jako pretekstu, żeby odejść (osoba już wcześniej planowała odejść, ale nie chciała brać odpowiedzialności za zostawienie partnera).
  • Przeniesienie całej winy na partnera: „skoro nie ja zdradziłem, to nie ja powinienem pracować nad relacją”.
  • Twierdzenie, że zostaje się z drugą osobą tylko ze względu na wspólne dzieci (stosują to obie strony).

Co nie jest manipulacją?

Warto unikać postaw i zachowań opisanych powyżej, a skupić się na podjęciu decyzji, czy na pewno chce się ratować związek. Wymaga to odważnego adresowania uczuć i potrzeb obu stron, szczerego przyjrzenia się związkowi sprzed zdrady i wprowadzania koniecznych zmian. Trwałość związku nie jest czymś danym na zawsze, a bez zaangażowania i prawdziwości trudno o szansę na stworzenie bliskiej relacji. Po zdradzie lub bez niej.

Agnieszka Serafin i Mikołaj Czyż są psychoterapeutami Instytutu Psychologii Procesu, założycielami Centrum Rozwoju dla Par, w którym wspólnie prowadzą terapię par.

  1. Seks

Męski kryzys seksualny - jak odbija się na związku?

Lęk przed bliskością, zazdrość, chęć ukarania partnerki - wiele może być przyczyn po stronie mężczyzny, które rujnują życie seksualne w związku. (fot. iStock)
Lęk przed bliskością, zazdrość, chęć ukarania partnerki - wiele może być przyczyn po stronie mężczyzny, które rujnują życie seksualne w związku. (fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęcia
Gdy seks w miłosnej relacji staje się obszarem władzy, dominacji czy karania, związek przeżywa ciężką próbę – mówi psychoterapeuta Benedykt Peczko.

Gdy seks w miłosnej relacji staje się obszarem władzy, dominacji czy karania, związek przeżywa ciężką próbę – mówi psychoterapeuta Benedykt Peczko.

On nie ma ochoty na seks – donoszą już nie tylko 40-latki zaniepokojone jego kryzysem połowy życia, ale także 30-latki. Seks przestał był atrakcyjny dla młodych mężczyzn? Kobietom z pewnością chodzi o seks partnerski, intymny, związany z czułością, otwartością…

Właśnie o taki. Coraz częściej nawet młodzi, dwudziestokilkuletni, zdrowi, przepełnieni hormonami mężczyźni czują niepokój na myśl o doświadczeniu seksualnej otwartości. Co innego seks sportowy, fizjologiczny, szybki numerek – każdy mężczyzna to potrafi. Wbrew pozorom ekstaza miłosna dla wielu mężczyzn może być – i jest – źródłem niepokoju, a czasami wręcz przerażenia.

Przerażenia? Czasy, w których żyjemy, nie sprzyjają kontaktowaniu się ze swoją wrażliwością. Intymny związek, intymny seks wiążą się z głębokim kontaktem ze sobą, z odsłanianiem się, z czułością, i to nie przez chwilę, ale na stałe. To wciąż dla wielu mężczyzn nieznany ląd.

Stąd lęk? Związany także z utratą kontroli. Rozmawiam z młodym mężczyzną, który skarży się, że nie może spać. Pytam, co złego by się stało, gdyby jednak zasnął. Jest zdenerwowany na samą myśl o tym, ponieważ wtedy nie wiedziałby, co się dookoła dzieje. Dlatego najchętniej w ogóle by nie spał. Wyobraźmy sobie takiego mężczyznę w objęciach z ukochaną, oddającego się ekstazie miłosnej… Nie do wyobrażenia, prawda? To, oczywiście, skrajny przypadek, jednak wielu mężczyzn w jakimś stopniu odnajdzie w nim siebie. Boimy się utraty kontroli, ponieważ nie wiemy, co się wydarzy, jakiego siebie wówczas spotkamy. Co innego płatny seks. Tu wszystko jest proste. Nie trzeba czułości, otwartości, jest transakcja – to do mężczyzn przemawia. Znają świat transakcji. Zwierzają się: „Jaka ulga! Wiem, na co się decyduję, usługa wykonana, kładę pieniądze na stół, wychodzę”. Pełna kontrola.

To dopiero skrajny przypadek. Nierzadki. Zwracam uwagę na to, jak trudno współczesnym mężczyznom otworzyć się na miłość, na seks, który nie jest usługowy, produktywny. Ostatnio jeden z mężczyzn podzielił się ze mną niezwykłym dla siebie odkryciem: „Nie ma lepszego lekarstwa na stres niż seks! Są na to badania!”. Znalazł racjonalny powód, zredukował napięcie. Jednak w głębokim miłosnym związku seks nie służy żadnym pobocznym celom, choć, oczywiście, efekty poboczne mogą być. Służy jedynie doświadczeniu jedności, całości, wspólnej ekstazy. To właśnie tego wymiaru siebie mężczyźni tak bardzo się boją. Nie wiedzą, w jaki sposób to nieprzewidywalne, nieracjonalne, trudne do zdefiniowania przeżycie moglibyśmy dopasować do swojej tożsamości. Paradoksalnie boją się tego, za czym najbardziej tęsknią. I przed czym uciekają. Czasem przez całe życie.

A my, kobiety, staramy się, najczęściej neurotycznie, nadmiarowo. Czegóż nie próbujemy! Nie ma ochoty na seks? Schudnę, zrobię wystrzałowy makijaż, spódniczka mini, seksowna bielizna, kolacja przy świecach… Tak, to są częste skargi kobiet: „O co chodzi? Co się stało? To ja mam teraz o niego zabiegać? Prosić o seks?”. Dobre, przyjacielskie związki przeżywają kryzys, ponieważ kobieta nie czuje zaangażowania, namiętności. Im bardziej ona wymaga, tym bardziej on się wycofuje. Ona goni, on ucieka. W końcu idzie jak na ścięcie. To mogłoby być zabawne, gdyby nie rodziło tak wiele cierpienia. Mężczyzna zaczyna więc traktować intymny kontakt jako zadanie do wykonania, obowiązek. Boi się, że nie sprosta; boi się impotencji, wczesnego wytrysku. Nie chce zawieść, rozczarować, popsuć tego, co jest, więc woli unikać, nie narażać się.

To rozwściecza kobietę. Tak, zaczynają się napięcia, spory nie wiadomo o co. Jeśli sytuacja się przeciąga, kobieta zaczyna się interesować innymi mężczyznami i mówi o tym. To z kolei budzi furię zazdrości w nim. Kłopot w tym, że lęki, które mężczyźni odczuwają, nie są przez nich uświadomione. Kobieta wysłuchuje coraz to nowych racjonalizacji. On nie może, bo bierze leki i właśnie doczytał, że takie mogą być skutki uboczne. A poza tym przeciągająca się choroba osłabiła organizm energetycznie. Jest przemęczony. Przeżywa trudny okres w pracy. Kończy duży projekt. Ale gdy już go skończy… Na początku te racjonalizacje brzmią logicznie i rokują na przyszłość – no, bo w końcu kiedyś przestanie brać te leki i skończy projekt. Niestety, najczęściej jest tak, że choroba ustępuje, projekt się kończy, ale problem pozostaje. Jednak mężczyzna się nie poddaje, ma w zanadrzu kolejne racjonalizacje i uniki: teraz po tej wyczerpującej chorobie, po ciężkim okresie w pracy musi doładować akumulatory, wzmocnić się. To kobietę przygnębia, bo ileż można słuchać tego samego. Związek coraz bardziej słabnie. Rozstanie wydaje się nieuniknione.

Wiele kobiet mówiło mi, że mąż, partner „odciął” je od seksu, gdy zaczęły robić karierę, zarabiać więcej od niego… To jest rodzaj biernej agresji, która – niestety, także nieuświadomiona – rządzi psychiką wielu mężczyzn. Taka jesteś we wszystkim świetna, takie masz sukcesy, ale TEGO ode mnie nie dostaniesz. Wielu partnerów znanych artystek, wziętych biznesmenek mówiło mi, jak fatalnie czują się, gdy w towarzystwie, na spotkaniu rodzinnym to one są na piedestale, je się docenia, chwali, podziwia.

A ona potrzebuje jego zachwytu i adoracji. Nie dostaje tego, ponieważ mężczyzna nie ma pojęcia, co się z nim dzieje. Nie zna siebie. Nie rozumie swoich wewnętrznych napięć i konfliktów. Nie wie, co go blokuje, czego się obawia. Nie wie, co czuje i czego potrzebuje. Jest rozdrażniony, zirytowany, obrażony. Zaczyna więc karać i manipulować seksem. Tu ma władzę. Fatalne. Dla związku równia pochyła. Seks to sfera miłosnego spełnienia; spełniony seks jest przejawem spełniającej się relacji. W żadnym razie intymność nie może być obszarem władzy, dominacji, karania czy szantażu. Oczywiście, w świecie to się zdarza. W związkach miłosnych też. Jednak nie o to chodzi. Niczego w ten sposób nie wygrywamy. Osłabiamy siebie i więź z najbliższą osobą.

Na zewnątrz to wygląda jak niechęć do seksu. Co jest pod spodem, w psychice? Niewyrażone frustracje. Żal do losu, do świata, do siebie, przekierowany na partnerkę. Niskie poczucie własnej wartości. Bardzo często niewyrażony ból i smutek wewnętrznego chłopca. Nie sposób namiętnie się kochać, kiedy odczuwa się smutek. Warto poświęcić trochę czasu, aby zająć się wewnętrznym chłopcem, który potrzebuje zaopiekowania, wsparcia. Chłopcy w dzisiejszym świecie nie przechodzą męskiej inicjacji w dorosłość. Mężczyźni nadrabiają edukacją, jednak rzadko zajmują się nierozbrojonymi lękami, obawami, poczuciem winy, wstydu, bezradności. Nie mają okazji zintegrować – jak to się fachowo mówi – serca z miednicą. Oddzielają seks od miłości romantycznej. Bardzo często seks skojarzony jest z poczuciem winy.

Od czego zacząć? Najważniejsza jest świadomość. Jakie cele sobie stawiam? Czego chcę? Na czym naprawdę mi zależy? Bardzo często wygląda to tak, że mężczyzna niby godzi się z tym, że partnerka zarabia dwa, trzy razy więcej od niego. Że odnosi sukcesy. Że nie ma jej w domu, bo wyjeżdża na tournée czy w delegację. Że to on zajmuje się sprawami rodziny, robi zakupy, dba o dzieci. No więc niby się godzi, a jednak ze smutkiem, żalem i wstydem mówi: „Wiesz, jestem taką kurą domową”. A przecież mógłby powiedzieć: „Jestem dobrze zorganizowanym, koordynującym wszystko gospodarzem, troskliwym ojcem”. Gdy nazywa siebie kurą domową, to jaki obraz wyłania się z nieświadomości? Kogoś zaniedbanego, kto prowadzi życie o małej wartości. Czy doceniam siebie? Czy wybieram to, czym się teraz zajmuję? To są ważne pytania.

Czasem odpowiedź brzmi: „I tak, i nie”. Te wewnętrzne konflikty także trzeba dogłębnie zbadać. Pamiętam mężczyzn, którzy na terapii małżeńskiej mówili, że źle się czują w domu. Kobiety deklarowały wówczas, że w takim razie nie przyjmą kolejnego awansu, żeby być więcej z rodziną, zatrudnią pomoc do dzieci, a mężczyzna znajdzie lepiej płatną pracę. Na to mężczyźni: „No nie, przecież dzieci potrzebują ojca, a nie opiekunki!”. Kobiety nie dawały za wygraną: „Zrezygnujmy więc z dużego domu, z drogiego samochodu, żyjmy skromniej, oboje będziemy mieli więcej czasu dla siebie i dla dzieci”. Za każdym razem, gdy ona coś proponowała, on się krzywił, wymyślał kontrargumenty; tak źle i tak niedobrze.

W jakimś sensie mężczyznom jest więc wygodnie tak, jak jest. Nie przyznają się do tego; narzekają, ale nie chcą niczego zmieniać. To najlepszy przykład niepanowania nad sobą, nieświadomości, w jakiej żyjemy; tracę ochotę na seks, ponieważ widzę kobietę jako źródło własnego niespełnienia, frustracji i żalu. Ale to nie kobieta jest tym źródłem. Ja nim jestem. Warto pamiętać, że kryzysy otwierają przestrzeń do rozwijania samoświadomości, uczciwego badania siebie. Przydałoby się lustro, żeby spojrzeć sobie w oczy i szczerze odpowiedzieć na kilka pytań. Czy sposób, w jaki żyję, mnie satysfakcjonuje? Czego w sobie nie akceptuję? Co mogę zmienić? Co chcę zmienić? W jaki sposób zmiana, której dokonam, wpłynie na mnie i na najbliższe mi osoby?

Zaczęliśmy tę rozmowę od frustracji kobiet… Tu nie chodzi tylko o zaspokojenie kobiety. Nam, mężczyznom, przydałaby się świadomość, że satysfakcja seksualna pozwala przekroczyć problemy rodzinne i zawodowe. Można być ze sobą blisko w różnych obszarach życia, jednak gdy brakuje tej szczególnej bliskości, brakuje doznań szczytowych, mistycznego domknięcia, dopełnienia. Brakuje czegoś, co wykracza poza dobrą organizację, prosperity; poza wszystko, co da się uporządkować, zaplanować, skalkulować i skontrolować. Poza wszystko, co znane. Po co nam mistyka w świecie, który wymaga przede wszystkim operatywności i sprawności?! Okazuje się jednak, że ten brak sprawia, iż to, co tak świetnie zorganizowane i uporządkowane, zaczyna się rozsypywać albo wygasa, wyczerpuje się. Kobiety to intuicyjnie czują. I podnoszą alarm. To dla nas wyzwanie i szansa.

  1. Seks

Erotyczne fantazje z nutą perwersji - co skrywają?

Kto najczęściej marzy o mocnych, wręcz przemocowych doznaniach w seksie? Z czego biorą się takie pragnienia? (fot. iStock)
Kto najczęściej marzy o mocnych, wręcz przemocowych doznaniach w seksie? Z czego biorą się takie pragnienia? (fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęcia
Świat erotycznych marzeń kobiet jest naprawdę wielki i doszukiwanie się określonych praw, które nim rządzą, jest trudne. Marzenia pojawiają się i znikają. Jedne goszczą w świadomości dłużej, inne rozpływają się po chwili. Wyobrażanie sobie przemocy w seksie jest formą mechanizmu obronnego osobowości – mówi seksuolog Krzysztof Korona.

Chyba żadna kobieta nie toleruje przemocy, ale w sytuacjach erotycznych takie pragnienia czasem się zdarzają. Niektóre kobiety, gdy zbliżają się do granicy orgazmu, wchodzą w stan podobny do tego, jaki osiągamy po alkoholu czy narkotykach. Zaburzeniom świadomości towarzyszy obniżenie wrażliwości na ból. W początkowej fazie gry wstępnej ciało jest niezwykle wrażliwe na dotyk, potem w miarę narastania podniecenia ta wrażliwość zmniejsza się. Wtedy kobieta może pragnąć mocniejszych bodźców. Mogą to być intensywniejsze ruchy frykcyjne, ugryzienia czy nawet klapsy. To bywa bliskie przemocy, ale nie musi świadczyć, że ta osoba ma skłonności sadomasochistyczne. To tylko część naturalnie rozwijającego się podniecenia seksualnego. A że przekroczono granice, okazuje się potem, gdy podniecenie opada, że coś boli albo są ślady na ciele, malinki czy siniaki. Mówię o sytuacji, gdy kobieta jest z partnerem blisko emocjonalnie.

Czyli w seksie można powiedzieć: „Ja to ktoś inny”? Stajemy się kimś innym, będąc zarazem sobą. Wracamy przecież potem „do siebie”. A seks jakby daje nam usprawiedliwienie niekonwencjonalnych zachowań. Niektóre kobiety, podkreślam niektóre, są uzależnione od męskiej dominacji, choćby symbolicznej. Jeśli kobieta jest świadoma swoich potrzeb, potrafi tak wyreżyserować spektakl seksualny, żeby partner mógł się dostosować do roli „słodkiego brutala”. Po seksie jednak ta rola się kończy. Sporo kobiet nie chce się przed sobą przyznać do takich potrzeb. Uważają, że to nienormalne, że to wstyd nakłaniać partnera, żeby zagrał brutalną rolę. Szczególnie że nie każdy partner tego chce. Bywają kobiety zawiedzione rutynowym seksem, który im nie wystarcza. Sfrustrowane szukają wyładowania w agresji domowej, robią awanturę o niepozmywane naczynia, by mężczyzna wpadł w szał i by pojawiła się agresja słowna, czasem nawet fizyczna. Potem następują przeprosiny i wtedy seks odbywa się w aurze wzajemnego wybaczania i bliskości. Taki seks może być dynamiczny i satysfakcjonujący.

A skąd biorą się przypadki masochizmu czy sadyzmu? Nie ma tu prostego wyjaśnienia. Niektórzy specjaliści wskazują na mechanizm warunkowania. W mózgu ośrodek lęku i strachu, czyli przeżyć wyzwalanych również przez ból, leży w pobliżu ośrodka zawiadującego reakcjami seksualnymi. U dziecka doświadczającego przemocy psychicznej czy fizycznej czasami następuje przeskok do ośrodka seksualnego i pojawia się pobudzenie seksualne. Koduje się to jako reakcja odruchowa. Jeśli kobieta w dzieciństwie doświadczała przemocy i miała traumę, potem może nieświadomie wchodzić w dawną rolę i pragnąć bólu. Albo utożsamiając się z oprawcą, zadawać ból innym. Ale według mnie jest legendą, że większość kobiet fantazjuje o gwałcie. Świat wyobraźni i fantazji jest trudny do badania i słabo poznany. Marzenia są dynamiczne i zmieniają się, bywają też ze sobą sprzeczne. Teraz niektórzy badacze uważają, że za treść i formę naszych marzeń bardziej odpowiada budowa mózgu niż suma naszych doświadczeń życiowych.

Więc stary spór: geny czy warunki życia? To nie jest już spór. Nurt teorii wyjaśniających specyfikę charakteru człowieka tylko w oparciu o czynniki psychologiczne, socjologiczne nie wytrzymał konfrontacji z nowoczesnymi urządzeniami badającymi strukturę mózgu. Dziś wiemy, że ci, którym sprawia przyjemność, gdy biją, i ci, których nakręca seksualne cierpienie, różnią się od innych także w zakresie specyfiki biologicznej budowy nie tylko mózgu.

Mitem jest, że większość kobiet marzy o przemocy, wręcz przeciwnie: znaczna mniejszość. Ale niewielka ich grupa jednak istnieje. Jerome L. Singer, autorka książki „Marzenia dzienne”, czy Nancy Friday w książce „Mój tajemny ogród” wskazują, że świat erotycznych marzeń kobiet jest naprawdę wielki i doszukiwanie się określonych praw, które nim rządzą, jest trudne. Marzenia pojawiają się i znikają. Jedne goszczą w świadomości dłużej, inne rozpływają się po chwili. Wyobrażanie sobie przemocy w seksie jest formą mechanizmu obronnego osobowości. Dlatego nie byłem zdziwiony, gdy przyszła do mnie jako pacjentka bizneswoman, która ma dużo władzy w firmie i czuje, że wszyscy się jej boją. I nagle przyłapuje się na fantazjowaniu o tym, że zmusiła ją do uległości grupa podległych jej pracowników i seksualnie wykorzystała. Takie myśli popychają kobiety do rozmów z psychologami i stawiania pytań o seksualną normę. Jednak pamiętajmy: gwałt jest najbardziej okrutną forma krzywdzenia kobiety – od strony fizycznej i psychicznej. Zgłębiając wiele historii sądowych, widzę, czego doświadczają ofiary gwałtu, jaka trauma w nich pozostaje, te rany zwykle zostają do końca życia.

Czyli ta grupa kobiet, która fantazjuje o przemocy w seksie, tak naprawdę tej przemocy nie chce? Chce o niej tylko pomarzyć? Fantazjowanie bywa formą autoterapii i radzenia sobie z psychicznymi problemami, też z napięciem i stresem. W wyobraźni robimy czasami rzeczy, których nie wolno nam robić w rzeczywistości. Każdy doświadcza czasami myśli, które go przerażają. Po kłótni z szefem nie tylko czasami myślimy: „idiota”, ale często w wyobraźni wbijamy mu nóż w plecy. Mogą się też zdarzyć seksualnie pragnienia wobec oprawcy. To jest zjawisko znane w psychologii pod nazwą „zespół sztokholmski”. Szef choleryk budzi lęk, ale też łaskocze podświadomość niektórych kobiet, które próbują mu rzucić seksualne wyzwanie: jeszcze padniesz przede mną na kolana i będziesz błagał o litość. Gdy popatrzy się głębiej, jaki może być mechanizm pojawiania się erotycznej fantazji o zniewoleniu, to przyczyn może być naprawdę sporo. Mogą to być grzeszne myśli, które miało się na temat brata, siostry, ojca, i czujemy, że ktoś powinien nas za nie ukarać. Albo seks jest nudny, więc kobieta myśli, że powinna spróbować czegoś nowego.

Ale dla większości mężczyzn nawet zabawa w przemoc jest nie do zniesienia i zabija w nich podniecenie. Wielokrotnie słyszałem: „Ona chce, żebym blisko finału dał jej klapsa, a ja pragnę tylko czułości. I tracę ochotę na seks”. Trzeba się jakoś dogadać i pójść na kompromis. Jeżeli ona oczekuje silnych doznań, a on tego nie chce, to bywa kłopotliwe. Uprawianie seksu, dobrego seksu, oznacza wejście w aktorską rolę, ale tak, by uruchomić autentyczne przeżycia. Jeżeli partnerka oczekuje intensywniejszych pieszczot, a partner nie chce, czy nie może jej ich dać, to jest bieda. I taki związek ma małe szanse na przetrwanie.

Czy seks jest najczęstszym powodem rozstań? Zdrowy człowiek do życia potrzebuje wody, jedzenia. Z seksem jest podobnie. Jesteś zdrowy, to powinieneś mieć potrzeby seksualne, to prawo naturalne. Posiadanie potrzeb seksualnych nie oznacza, że człowiek bez seksu umrze. Ale raczej będzie mu ciężko. Z doświadczenia wiemy, że nawet ci, którzy zdecydowali się żyć w celibacie, często nie wytrzymują potęgi libido. Nieudany seks małżeński to według mnie w dalszym ciągu podstawowa przyczyna rozstań. Gdy patrzy się na to, co nazywamy prawami kobiet, to najmocniej jest wyrażony sąd, że mężczyzna nie może robić kobiecie krzywdy, chociaż zwykle ma przewagę fizyczną. Ona, jeśli o tym wie, łatwo może postawić mężczyźnie granice. Jak on je przekracza, naraża się na kolizję z prawem. Od strony kulturowej kobiety współczesne wyrastają w świadomości swoich praw i nawet zaczynają to wykorzystywać, wiedząc, że mężczyzna jest teraz jak na widelcu i że w przypadku fizycznego konfliktu zawsze bardziej wierzy się kobiecie. A było do niedawna odwrotnie. Stosunkowo często kobiety jednak nie chcą mieć aż tyle władzy w łóżku, jakby tu właśnie dominacja mężczyzny sprzyjała rozkoszy. Seks z natury nie zawsze jest demokratyczny. I, co za paradoks, czasami mężczyźni dbający o relacje i równość także w seksie, w świadomości kobiet przestają być męscy. Instynkt każe kobiecie szukać silnego i zdecydowanego partnera, tylko taki wydaje się gwarantować budowę trwałego gniazda. Tak było zawsze i to może tłumaczyć niektóre zachowania kobiet, nawet te sprawiające wrażenie irracjonalnych. W książce50 twarzy Greya” rozczytywały się przecież kobiety. Mężczyzna podporządkowuje tam sobie kobietę i jest przeciwieństwem tego, czego wymaga od nas współczesna kultura i obowiązujące normy.

Ale film, lektura to jest nadal wyobraźnia i jakaś gra, w normalnej sytuacji kobieta zwykle nie chce męskiej dominacji, ale partnerstwa. I trzeba to uszanować. Ale zachęcam obie strony do roztropnej odwagi w seksie.

  1. Seks

Jak pobudzić pieszczotami erogenne strefy partnera?

Pieszczoty mogą przynieść większą satysfakcję niż sam seks. (fot. iStock)
Pieszczoty mogą przynieść większą satysfakcję niż sam seks. (fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęcia
„Petting" to słowo tak stare jak magnetofon kasetowy. I równie wycofane z użycia. Szkoda, bo opisuje fenomenalną technikę - pobudzania stref erogennych bez odbywania stosunku. Strefy erogenne to nasz cenny zasób seksualny i opłaca się o nie dbać.

Erogenna mapa ciała

Pierwsza prawda o naszych strefach erogennych jest prosta. Bez kontaktu z ciałem gadanie o tym wszystkim nie ma najmniejszego sensu. Zmysły wymagają pielęgnacji i uwagi. I dotyk, którego używamy, pobudzając strefy erogenne, nie jest wyjątkiem. Wszystkie możliwe szkoły psychologiczne akcentują wagę dotyku w naszym życiu, opracowując wskazania minimalnej liczby głasków na dzień, jaką powinnyśmy przyjąć, aby zachować zdrowie. Dotyk i głaskanie redukuje ilość kortyzolu (hormonu stresu), co pozwala rozluźnić się i otworzyć  na kontakt fizyczny i psychiczny. Bez niego  nasze strefy zmieniają się w pustynię.

Druga zasada pettingu jest równie prosta: nie ma zasad. Każdy z nas ma własny, indywidualny rozkład punktów, które reagują na stymulację. Co więcej, każdy z nas ma swoje punkty aktywne w różnym czasie. To znaczy, że na przykład delikatne gryzienie sutków na początku gry wstępnej może być dla niektórych kobiet świetnym bodźcem, ale robienie tego samego pod koniec aktu może sprawiać ból.

Podobno ilość kobiecych i męskich stref erogennych jest jak 5 do 1. „Podobno”, bo tak mówią badania, a nie doświadczenie. Mężczyźni, oprócz genitaliów, dysponują w większości tymi samymi strefami erogennymi, co kobiety, choć o różnej wrażliwości. Wciąż istnieje takie myślenie, że mężczyźni dbają tylko o „porządny stosunek", czyli penetrację, a dotykanie ich nie rusza. Tymczasem większość mężczyzn uwielbia dotyk, a znaczenie pettingu i innych form pobudzania wzrasta wraz z  wiekiem. O ile 20-latek podnieca się szybko i łatwo, o tyle 50-latek będzie potrzebował więcej zabiegów, żeby wkręcić się na obroty. I do tego właśnie mamy strefy erogenne.

Całe nasze ciało to jedna wielka strefa do pieszczenia. W zasadzie wszędzie tam, gdzie ludzka skóra jest delikatna i ukrwiona, możemy znaleźć miejsca, które można zmysłowo lub erotycznie stymulować. Będą to usta, małżowiny uszne, sutki, skóra na wnętrzach ramion i pod kolanami, nadgarstki, okolice pępka, pośladki, wnętrze ud, kark, nawet podeszwy stóp. Naturalnie do stref erogennych zaliczamy także nasze genitalia. I warto pamiętać, że miejsca, gdzie śluzówka przechodzi w skórę, są najbardziej wrażliwe - czubek penisa, strefa anusa, zewnętrze warg sromowych większych. Z niektórymi się urodziliśmy, niektóre rozwinęli nasi poprzedni partnerzy, partnerki, stymulując nas w określony sposób. Do końca życia zachowamy zdolność odbierania wrażeń erotycznych poprzez dotyk i ciągle możemy rozwijać swoje mapy.

Strefy erogenne stymuluje dotykanie ręką, ale także całowanie, lizanie językiem, głaskanie włosami i piórkiem, smyranie lodem, klepanie, delikatne szczypanie czy gryzienie. Trzeba tylko pamiętać o zmianach - rytmu, miejsca, sposobu stymulacji. Żeby się nie znudziło, żeby nie zaczęło boleć, żeby doznania były urozmaicone. 10 minut głaskania w jednym miejscu i koniec szału namiętności. Jeden z pomysłów, który polecam wszystkim kobietom mającym trudność przed z oznajmieniem tego, jak i gdzie chcą być dotykane, to zastosowanie jadalnej farby do ciała. Malują na sobie strzałki, kółka i piszą, co ma się wydarzyć, z humorem i polotem dając znać partnerowi, że kark powinien iść pierwszy, a dopiero po nim pośladki. Już samo zlizywanie farby to obustronna przyjemność.

Orgazmy strefowe

Na koniec o czymś, czego podobno można się nauczyć, a z czym rodzą się niektóre kobiety - orgazmy strefowe. Polegają na szczytowaniu przy niewinnym dotykaniu konkretnej części ciała, niebędącej genitaliami. Kobieta zdolna do orgazmów strefowych na przykład idzie do fryzjera i doznaje rozkoszy od masażu głowy. Jej ciało jest tak wrażliwą strefą erogenną, że pobudzenie może przyjść skądkolwiek.

Jednak niezależnie od tego, jak układa się twoja mapa stref erogennych, pamiętaj, że największą i najsilniejszą strefą erogenną jest mózg. W nim dzieje się duża część cudu zwanego  seksem, to on zawiera przysadkę mózgową w znacznej mierze kontrolującą funkcje seksualne, to tam wreszcie, przy niewłaściwym nastawieniu, może utknąć zablokowane podniecenie. Wolność od negatywnych przekonań na temat seksu uwalnia twoją głowę i umożliwia świadome czerpanie z całego bogactwa stref erogennych, z twojego ciała.