1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Seks rodzi się w głowie

Seks rodzi się w głowie

Seks zaczyna się i kończy w mózgu. (Fot. iStock)
Seks zaczyna się i kończy w mózgu. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęć
W najbardziej intymnych sytuacjach w organizmie wydzielają się różnorodne substancje. Jak mózg wpływa na odczuwanie satysfakcji z seksu i gdzie rodzi się orgazm? Pytamy neurolog Ałbenę Grabowską.

Jak wygląda seks oczami neurologa? Przede wszystkim seks zaczyna się i kończy właśnie w mózgu. Nie w penisie czy łechtaczce. Tam zachodzi jedynie stymulacja, zresztą sprzężona z wrażeniami wzrokowymi, słuchowymi, smakowymi, potem sygnał dochodzi do mózgu, rozprzestrzenia się i wraca jako przyjemność i rozkosz. Najprościej mówiąc, tak to wygląda.

Gdybyśmy chcieli rozłożyć seks na czynniki pierwsze – jakie substancje odpowiadają za to, co odczuwamy w jego trakcie? Głównie wydziela się dopamina: hormon przyjemności i nagrody, czyli doznań bardzo subiektywnych. Ale nie tylko, bo i obiektywnych, na przykład wzrostu ciśnienia. Dzięki temu mózg otrzymuje więcej tlenu i glukozy. Drugim hormonem jest oksytocyna, hormon przywiązania, ale inaczej działa ona u mężczyzn, inaczej u kobiet. Stąd absolutnie fizjologiczna reakcja, że po wszystkim „on” odwraca się i zasypia, a „ona” chciałaby porozmawiać czy poprzytulać się. Dlaczego tak się dzieje? Dlatego że u „niego” oksytocyna jest natychmiast eliminowana przez testosteron. Mężczyzna „otrzymuje” informację bardzo pierwotną, że zrobił, co do niego należy, prawdopodobnie przedłużył gatunek, umęczył się, więc teraz musi odpocząć, zregenerować się i szukać innej samicy czy zbierać siły, żeby polować na mamuty. „Ona” zaczyna działanie dopiero po seksie, jej struktury w mózgu się konsolidują, pojawia się lęk, że on odejdzie, że pójdzie do innej, że z tego stosunku nic nie wyniknie, że ona zostanie sama… więc jest nastawiona na budowanie więzi, chce wić gniazdo, opiekować się tym mężczyzną, przedłużać moment seksu – stąd mamy tak różne zachowania „po”.

Poza tym są jeszcze endorfiny, które służą do czystej przyjemności – to rodzaj bonusu, bo orgazm przyjemnościowy jest charakterystyczny tylko dla gatunku ludzkiego. Służą one też przyjemności, która nadaje motywację, ma zadziałać społecznie – po seksie jesteśmy pełni energii, z większą radością podchodzimy do życia. Wydziela się również cały szereg „mniejszych” hormonów, neuroprzekaźników, substancji pomocniczych i tak dalej. Wszystko to wzmacnia poczucie, że w naszym organizmie zachodzi coś ważnego.

Który rejon mózgu uruchamia się podczas seksu? Aktywuje się wtedy cała masa obszarów. W ogóle mózg jest tak skonstruowany, że działa nie na zasadzie aktywowania jakiegoś jednego małego ośrodka, tylko wielu ośrodków i wzajemnych połączeń. Bo przy każdej naszej działalności, czy to jest patrzenie, słuchanie, ruszanie się, czy planowanie, uruchamiają się też inne, niebezpośrednio z nią związane struktury. W seksie początkowo też tak jest, to znaczy w fazie wstępnej, kiedy wybieramy partnera bądź partnerkę, czyli na poziomie wizualnym, że sprawdzamy, czy dana osoba jest dla nas atrakcyjna, czy chcemy się z nią poddać tak intymnej czynności, jaką jest seks, zachodzą różne elementy, typu wstępne zaufanie albo wstępny ogląd, że dana osoba jest dla nas bezpieczna. Kiedy już dochodzi do seksu, aktywują się ośrodki praktyczne, czyli: znaleźć miejsce, żeby było bezpiecznie, żeby było wygodnie. Potem dopiero pojawiają się reakcje na poziomie wyższym, korowym, oddajemy się bardziej postrzeganiu i analizowaniu, a nie działaniu: włączają się sfery przyjemnościowe związane z emocjami. Za tym idzie wzrost ciśnienia tętniczego, szybsze krążenie krwi, większe ukrwienie mózgu, przyspieszone bicie serca, aktywacja mięśni. I o ile w początkowej fazie seksu dochodzi w mózgu do mnóstwa połączeń, żeby się wydzieliła odpowiednia ilość hormonów, neuroprzekaźników, o tyle w trakcie samego orgazmu mózg się jakby defragmentuje.

Czyli podczas orgazmu niektóre połączenia w mózgu nagle „siadają”? Tak, wyłączają się struktury związane z lękiem. U kobiet dzieje się to podczas orgazmu, u mężczyzn już na etapie wstępnym. To pozostałość po naszych przodkach: kobieta ma się tak przygotować i nastawić na seks, na prokreację, żeby wyłączyć wszystkie hamulce. One pojawiają się na etapie wstępnej percepcji, czyli doboru partnera, a jeśli już idziemy do łóżka, to ma być tylko przyjemnie, mamy być nastawieni na przedłużanie gatunku. Z kolei u mężczyzn lęk wyłącza się już wcześniej, bo oni nie mogą się bać, podchodząc do kobiety. Muszą być pewni i wysyłać komunikat: „Tak, to mnie szukasz!”. Pamiętajmy, że kiedyś seks służył do prokreacji, do przedłużania gatunku, ludzie często nie dożywali 40. roku życia, więc kobiety rodziły, gdy tylko wchodziły w wiek rozrodczy. To są atawizmy pozostawione przez naturę.

A w którym miejscu w mózgu rodzi się orgazm? Głównie w płatach czołowych i skroniowych. Uruchamia się najstarszy filogenetycznie układ, tak zwany układ limbiczny, w skład którego wchodzą hipokamp i ciało migdałowate, czyli struktury odpowiedzialne za emocje. Bo emocji w seksie jest najwięcej. Mówi się, że miłość jest w prążkowiu, natomiast pożądanie w układzie limbicznym. Uruchamia się też układ współczulny, czyli nieuświadomiony kawałek układu nerwowego, który między innymi wysyła gwałtowny impuls do najmniejszych nerwów, stąd mocniejsze odczucia w skórze, specyficzna potliwość, która spowodowana jest nie tylko zmęczeniem, takim jak podczas biegania czy ćwiczeń, lecz wiąże się z wydzielaniem gruczołów potowych. U niektórych pojawia się również wrażenie parcia na mocz. Ale z badań naukowych wynika, że najprzyjemniejszym doznaniem jest moment wyłączenia kontroli, całkowitego oddania się, czyli „mała śmierć”. To chwila ekstremalnego ryzyka – wydziela się adrenalina i wszystkie hormony walki, a walki nie ma, więc pojawia się bardzo silnie odczuwana przyjemność. „Możesz mnie zamordować, możesz zrobić mi wszystko, a mnie się to spodoba”.

Czy za to, że łatwo lub nie wejść w stan podniecenia, również odpowiadają jakieś substancje w naszym organizmie? W całym świecie zwierzęcym jest tak, że to samiec się stroi, ma być atrakcyjny i ma przywabić samicę. U ludzi jest odwrotnie – to samica jest atrakcyjna i ma na siebie zwrócić uwagę samca. To się dzieje na poziomie świadomości i na poziomie podświadomości. Już w czasie gry wstępnej wydziela się oksytocyna i kobieta planuje, co będzie dalej. Z kolei u mężczyzny oksytocyna powoduje natychmiastowe wydzielanie się testosteronu, więc on zaczyna działać. Dlatego tak łatwo jest podniecić mężczyznę, a tak trudno kobietę.

U kobiety podobno grą wstępną jest wszystko to, co się dzieje w ciągu 24 godzin przed penetracją, a dla mężczyzny to 3 minuty. Bo mężczyźnie nie potrzeba więcej. Nie jest w stanie udawać orgazmu czy podniecenia – albo jest podniecony, i my to widzimy, albo nie. Kobieta może wydłużać ten stan w nieskończoność, do prokreacji nie potrzebuje przyjemności i żeby zajść w ciążę, nie musi mieć orgazmu. Natomiast mężczyzna, żeby zapłodnić kobietę, musi mieć orgazm i dlatego potrzebuje większej dawki w krótkim czasie. Wszystko musi szybko zadziałać: oksytocyna, testosteron, wzwód. U kobiet wszystko rozłożone jest w czasie, całym aktem przygotowują się do tego, co będzie w przyszłości, czy to będzie macierzyństwo, czy relacja. Są w gotowości i mózgowej, i hormonalnej.

Podobno kobiecy mózg odróżnia rodzaje dotyku. W zależności od tego, czy jest stymulowana łechtaczka, pochwa czy sutki, aktywują się różne partie mózgu. To jest uwarunkowane indywidualnie, niektóre kobiety w ogóle nie reagują na stymulację sutków, a inne mają wrażliwą tylko łechtaczkę. Kobietę trzeba poznać, zorientować się, co jej sprawia przyjemność. Mężczyźni są bardziej jednorodni pod tym względem – prawie w 100 procentach przypadków najbardziej wrażliwy jest penis.

Czyli w naszych głowach dzieje się dużo więcej, niż nam się wydaje. Mózg ma wpływ na wszystko, a my nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Ale to dobrze, że pewne rzeczy są nieuświadomione, bo tak jak trudno wyobrazić sobie sytuację, że musielibyśmy świadomie kierować takimi procesami, jak oddychanie czy chodzenie i nakazywać naszemu sercu, żeby biło, tak samo w seksie dobrze jest pewne sprawy pozostawić uczuciom, a nie wszystko kontrolować i analizować.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Masaż dobry na wszystko

Masaż pomaga na seks - na poziomie czysto fizycznym oraz psychicznym. (Fot. iStock)
Masaż pomaga na seks - na poziomie czysto fizycznym oraz psychicznym. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Gdy leżę na łóżku do masażu i jestem masowana, wokół pachnie, gra muzyka, a dłonie specjalistki/specjalisty wyczyniają cuda z moimi mięśniami, w takim momencie zazwyczaj myślę o jedzeniu.

Gdy leżę na łóżku do masażu i jestem masowana, wokół pachnie, gra muzyka, wprawne  dłonie wyczyniają cuda z moimi mięśniami, w takim momencie zazwyczaj myślę o jedzeniu.

Oczywiście koncentruję się na oddychaniu, żeby wdech i wydech tworzyły jeden nieprzerwany cykl, oczywiście jestem w ciele, obecna i uważna na to, co się dzieje. Ale myślę o jedzeniu. Leżę i wyobrażam sobie, jak wyjdę z masażu i jak pojadę do domu albo do knajpy i zamówię coś pysznego. Albo leżę i wspominam, jak byłam gdzieś ostatnio i jadłam coś wspaniałego. W przypadku dzisiejszego dnia wspomnienie dotyczyło uczty z owoców morza, którą spożyłam w słoweńskiej miejscowości Portoroz. Czasem sobie wyobrażam, co ugotuję, ale to już jest wyzwanie za poważne jak na warunki bycia masowanym, więc wracam do świadomego oddychania i kulinarnych fantazji.

Dlaczego profesjonalny masaż jest taki ważny? Bo ma niezliczone, pozytywne skutki dla naszego ciała, psychiki i ułatwia osiągnięcie dobrostanu. Wymienię najważniejsze zyski z nim związane.

Masaż czyni cuda

Masaż łagodzi objawy obniżonego nastroju, pomaga w leczeniu depresji i niepokojów, ułatwia redukcję stresu. Dzieje się tak dlatego, że masowanie obniża poziom kortyzolu (hormonu stresu) w naszym ciele. Co więcej, wzmaga produkcję serotoniny i dopaminy. Wiecie, co tak jeszcze działa? Seks oczywiście. Od masażu i od seksu, nasze ciało czuje się zrelaksowane, odprężone, poprawia nam się cyrkulacja krwi, łatwiej wydalamy toksyny. Masaż na dłuższy czas obniża ciśnienie, wygładzają nam się rysy, a mięśnie dostają to, czego najbardziej potrzebują, uwolnienie od napięć.

Masaż łagodzi chroniczne bóle i wspomaga terapie kręgosłupa i stawów. Masaż medyczny może być oczywiście częścią leczenia, ale nawet relaksacyjny pozwala poczuć się lepiej. Zarówno przy przewlekłych chorobach, jak i w czasie większej zapadalności na infekcje, masaż jest bezcenny, ponieważ aktywizuje nasz system odpornościowy.

Nasz mózg też czuje się zdrowszy. W czasie masażu dajemy mu odpocząć osiągając fale Alfa, takie jak przy indukowanym relaksie. Cichnie szum w naszej głowie, nieustanny monolog słabnie. Po kwadransie masażu głowy będziemy znacznie bardziej skupieni i skoncentrowani. Badania dowodzą, że nawet zadania matematyczne idą łatwiej tym, którzy przed testem mieli zrobiony masaż głowy. Mózg w czasie masażu relaksuje się na tyle, że śpimy mocniej i głębiej.

Gra wstępna

Masaż pomaga na seks. A jakżeby inaczej. Pomaga na poziomie czysto fizycznym oraz psychicznym. Ponieważ stres (czyli nierozładowana reakcja na zagrożenie) gromadzi się w naszym ciele w postaci napięć i przykurczy, masaż ma niezliczone zasługi w uwalnianiu tego napięcia. Przywrócone do normalności mięśnie pozwalają nam naprawdę poczuć nasze ciało (spróbujcie się uszczypnąć, jak macie napięte mięśnie, sami zobaczycie, że prawie nic nie czuć). Ciało, które czujemy i z którym mamy kontakt jest gotowe na doświadczanie seksu. Jak już się rzekło, obniżenie poziomu kortyzolu, które odbywa się w czasie masażu, także dobrze działa na poprawę naszego życia seksualnego. Na poziomie psychicznym masaż przywraca emocjonalny kontakt z ciałem, wspomaga leczenie traum przez poznanie dobrego, bezpiecznego dotyku, wzmacnia odczuwanie zmysłowe i pozwala poznawać reakcje ciała w sytuacjach nieseksualnych. A nade wszystko jest rozkoszny, przyjemny i otwierający, co jest wspaniałym wstępem do nauki rozkosznego, przyjemnego i otwierającego seksu. Jeżeli wystarcza wam powodów, już dziś zapiszcie się na dobry, profesjonalny masaż.

  1. Psychologia

Szybki i namiętny czy długi i romantyczny? Jaki seks jest lepszy?

Z braku czasu lub z powodu zmęczenia można zafundować sobie ekspresowy seks. Ale trzeba uważać, żeby nie przerodziło się to w normę. (Fot. iStock)
Z braku czasu lub z powodu zmęczenia można zafundować sobie ekspresowy seks. Ale trzeba uważać, żeby nie przerodziło się to w normę. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęć
On lubi tzw. szybkie numerki, a ty wolałabyś dłużej i bardziej romantycznie? – Z braku czasu lub z powodu zmęczenia można zafundować sobie ekspresowy seks. Ale trzeba uważać, żeby nie przerodziło się to w normę – mówią psychoseksuolog Bianca-Beata Kotoro i edukatorka seksualna Izabela Fornalik.

Sandra bardzo lubi seks ze swoim mężem Michałem. Uważa, że mają udane współżycie, ale pewne rzeczy jej przeszkadzają – przede wszystkim to, że Michał preferuje „szybkie numerki”. Apetyt na seks nachodzi go nagle i wówczas dąży do szybkiego zaspokojenia. Sandra ulega  czasami zachciankom męża, ale zazwyczaj niechętnie. Sama potrzebuje więcej czasu i romantycznej aury, aby poczuć podniecenie. Pospieszny seks znienacka jej nie cieszy. Najchętniej kochałaby się po lampce wina, przy nastrojowej muzyce i w blasku świecy. Przeszkadza jej również, że mąż „szybkie numerki” traktuje nieraz jako formę załagodzenia konfliktu bądź przeprosiny na zgodę.

Bianca-Beata Kotoro: Statystyki potwierdzają, że kobiety potrzebują dłuższego czasu na pobudzenie ciała i zmysłów niż mężczyźni. Oczywiście nie oznacza to, że nie ma od tej zasady odstępstw i że obowiązuje ona zawsze. Generalizując, kobieta potrzebuje doznań bardziej globalnych, mężczyzna – punktowych.

Izabela Fornalik: Przy czym nie mniej ważny od preludium aktu seksualnego jest dla kobiety odpowiedni jego epilog. Ona potrzebuje więcej czasu na wyciszenie niż mężczyzna, który już w chwilę po zakończeniu aktu gotowy jest do podjęcia jakiejś innej czynności. Ale podobnie jak zbyt uboga gra wstępna, tak i zbyt rozwlekła – może kobietę drażnić. W przypadku Sandry i Michała zapytałabym o to, czy partner zdecydowanie preferuje tzw. szybkie numerki, czy też są one tylko jednym z jego upodobań.

B.B.K.: Póki partner traktuje je jako urozmaicenie, przyprawę, która nadaje seksowi pikanterii, wszystko jest w porządku.

I.F.: Tym bardziej, że dla kobiety tego rodzaju urozmaicenie również może być przyjemne. Jeżeli tzw. gra wstępna rozpoczyna się wiele godzin wcześniej w postaci drobnych pieszczot, erotycznych SMS-ów czy pożądliwych spojrzeń, wówczas szybkie zbliżenie może być zwieńczeniem wspaniałej uwertury. Zapominamy, że gra wstępna nie oznacza jedynie poprzedzających sam akt pieszczot na łóżku w sypialni.

B.B.K.: Ilekroć mężczyźni pytają mnie, ile czasu powinna trwać gra wstępna, odpowiadam, że 24 godziny na dobę. Tłumaczę im, że to, jak będą traktowali swoją partnerką rano, po południu i pod wieczór, będzie budowało jej nastrój i ewentualną gotowość do zbliżenia. Dlatego tak ważne jest również to, aby ewentualne spory i konflikty starać się rozwiązać zawczasu, nie zabierać ich ze sobą do sypialni. Na parę, którą łączy silna więź erotyczna, czułość i zrozumienie, szybki numerek może czasem działać jak afrodyzjak.

I.F.: Bądźmy realistkami. Z pewnością każda z nas chciałaby urządzać romantyczną kolację cztery razy w tygodniu, ale zazwyczaj jest to nierealne i konieczny jest pewien kompromis. Wracając do naszej pary, warto, aby Michał zastanowił się, z jakiego powodu pragnie „szybkich numerków”. Czy inne formy zbliżenia sprawiają mu równie dużo przyjemności? Sandra niech z kolei pomyśli, czy seks musi być zawsze ubrany w romantyczną aurę. Dlaczego zwyczajność odbiera jej ochotę na zbliżenie?

B.B.K.: Często to pewne wyobrażenia budują nasze preferencje. I tak jak pornografia ukazuje wykrzywiony obraz ludzkiej seksualności i potrzeb, podobnie może odrealnić go również nadmiar filmów romantycznych. Jeżeli kobieta jest przesiąknięta obrazami z tkliwych filmów i one znacząco wpłynęły na jej wyobrażenie o życiu intymnym, może mieć problemy z zaakceptowaniem jego rzeczywistego wymiaru.

I.F.: Warto by było, żeby Sandra w upodobaniach swojego męża dostrzegła dowód, jak bardzo mąż jej pożąda, zamiast widzieć w tym tylko odmienność upodobań. Być może świadomość jego podniecenia i pożądania spowoduje, że i ona w tych zwyczajnych, codziennych warunkach dostrzeże coś, co wpłynie na jej podniecenie. Natomiast Michał, znając życzenia żony, powinien postarać się w miarę możliwości o romantyczny anturaż.

B.B.K.: Nic dziwnego natomiast nie widzę w tym, że nasza bohaterka czuje duży dyskomfort w momencie, kiedy jej partner intensywnie dąży do zbliżenia w momentach konfliktu. Niektórzy zostali wyuczeni, że seks może rozładować nieseksualne napięcia. Uprawiają go więc w momentach stresów – nie z powodu pożądania, ale żeby coś zagłuszyć. Nie jest to oczywiście świadomy proces. Ale jest to ślepa uliczka, zarówno dla własnej seksualności, jak i dla porozumienia w związku. Taka osoba myli potrzebę seksualną, pragnienie i pożądanie z odstresowaniem i odreagowaniem, a tak naprawdę nawet nie wie, że nie zaspokaja swoich potrzeb emocjonalno-seksualnych.

I.F.: Bywają pary, które przyjmują schemat godzenia się w łóżku, ale to bardzo niebezpieczne dla związku, bo problemy i uczucia nie są nazywane i wyrażane, tylko tłumione, w efekcie czego różne żale i urazy nieustannie się kumulują. To tak, jakby zaklejać plastrem nieoczyszczoną ranę.

B.B.K.: Jeżeli kobieta czuje się kochana, akceptowana i pożądana, jeżeli czuje się zaspokojona emocjonalnie oraz w swoich upodobaniach seksualnych, to okazjonalne „szybkie numerki” mogą być dla niej źródłem wielkiej przyjemności.

I.F.: Niektóre kobiety są wielkimi admiratorkami szybkiego seksu. Twierdzą, że działa to na nie niezwykle ekscytująco. W przypadku jednych osób adrenalina zabija pożądanie, a w przypadku drugich działa podniecająco – wtedy seks w windzie, w przymierzalni czy w kinie i towarzysząca mu obawa przed „przyłapaniem na gorącym uczynku” mogą dawać wyjątkowo silne doznania. Są pary, które się od nich uzależniają. Jeżeli komuś tego rodzaju sytuacje pasują, a nie naruszają cudzej intymności, nie oceniajmy tego krytycznie.

Nie zapominajmy też, że na nasze preferencje seksualne składają się wyobrażenia, przeszłość seksualna, przekazy rodzinne, które nosimy w sobie, a także uwarunkowania fizjologiczne. Szybki numerek zazwyczaj wiąże się z pozycją stojącą, podczas której partnerka jest lekko nachylona, a partner stoi za nią. Podczas tej pozycji dochodzi do bardzo głębokiej penetracji i dla kobiet, które mają na przykład zrosty czy blizny poporodowe, albo dla tych, które są po różnych zabiegach operacyjnych, zbliżenie takie może być powodem wielkiego dyskomfortu lub wręcz bólu. Podobnie w sytuacjach, gdy występuje problem z lubrykacją pochwy, czyli jej nawilżeniem. Może więc się zdarzyć, że kobieta, która w pewnym okresie swojego życia bardzo lubiła szybkie zbliżenia w tej pozycji, nie jest później na nie gotowa.

I.F.: Dodajmy przy tym, że „szybki numerek” nie musi zawsze oznaczać penetracji i wiązać się z wzajemnością. Może być to na przykład seks oralny. Czasami jedna osoba ma dużą ochotę na seks, a druga mniejszą. Jeżeli ta mniej chętna zgodzi się na zbliżenie z miłości dla swojego partnera i chęci sprawienia mu przyjemności, nie może być mowy o nadużyciu.

B.B.K.: Gdy dla kogoś zbliżenie jest udane tylko pod warunkiem, że przeżyje orgazm, może to oznaczać, że istnieje jakiś problem. W dobrym związku ludzie cieszą się, że mogą się nawzajem obdarować przyjemnością bez dążenia za każdym razem do uzyskania własnej rozkoszy. Mają satysfakcję ze szczytowania partnera. Dotyczy to i kobiet, i mężczyzn.

I.F.: Żyjemy dziś w wielkim pędzie i pośpiechu, więc czasami tzw. szybki numerek jest jedynym, co z racji zmęczenia czy braku czasu możemy sobie nawzajem w danym momencie zaoferować, ale trzeba uważać, żeby nie przerodziło się to w normę.

  1. Psychologia

Jakie czułości lubią mężczyźni? Jak okazywać uczucia swojemu partnerowi?

Jak okazywać uczucia mężczyźnie? Czy potrzeba bliskości u mężczyzn jest taka sama jak u kobiet? (fot. iStock)
Jak okazywać uczucia mężczyźnie? Czy potrzeba bliskości u mężczyzn jest taka sama jak u kobiet? (fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Potrzeba czułości u mężczyzn, także w seksie, jest tym, co pozwala kobiecie zbudować bliskość z mężczyzną. A seksuolodzy biją na alarm, że zbyt mało okazujemy jej swoim partnerom. Jak to możliwe? Bujają? Przecież kobiety mają czułości aż nadto. Skąd więc ten deficyt? Może kobieca i męska czułość nie są tym samym? Jak być czułą dla mężczyzny? – zastanawia się Katarzyna Miller, psychoterapeutka.

Potrzeba czułości u mężczyzn, także w seksie, jest tym, co pozwala kobiecie zbudować bliskość z mężczyzną. A seksuolodzy biją na alarm, że zbyt mało okazujemy jej swoim partnerom, co może przełożyć się później na ograniczone okazywanie uczuć przez mężczyzn. Jak to możliwe? Bujają? Przecież kobiety mają czułości aż nadto. Skąd więc ten deficyt? Może kobieca i męska czułość nie są tym samym? Jak okazywać uczucia mężczyźnie? – zastanawia się Katarzyna Miller, psychoterapeutka.

„Wrócił. Nic nie powiedział./ Było jednak jasne, że spotkała go przykrość./ Położył się w ubraniu./ Schował głowę pod kocem./ Podkurczył kolana./ Ma około czterdziestki, ale nie w tej chwili./ Jest – ale tylko tyle ile w brzuchu matki,/ za siedmioma skórami, w obronnej ciemności./ Jutro wygłosi odczyt o homeostazie/ w kosmonautyce metagalaktycznej./  Na razie zwinął się, zasnął” – tak czule pisze o swoim mężczyźnie Wisława Szymborska. To jest czułość! Wiedzieć, co jest dla niego ważne, i to uszanować. I jeśli on pokaże swoim zachowaniem czy powie: „Teraz nie chcę rozmawiać, chcę pomyśleć”, to zamknąć buzię i iść poczytać. Nie męczyć: „Coś się stało! Ale co?! Tak chciałabym wszystko o nim wiedzieć”. Nie spieszmy się z wiedzeniem wszystkiego. Te, które najbardziej tego chcą, tak naprawdę chcą wiedzieć tylko tyle, żeby móc się wtrącać. A to wielka różnica wiedzieć po to, by uszanować, i po to, by kontrolować. Wtrącać się chcą mamuśki, takie kobiety wypytują: „A co się stało? A co on ci powiedział? A ty co mówiłeś? A kto przyszedł? A kto wyszedł?”. Jak mężczyzna odpowie, to wcale jej nie zaciekawi: „Aaaa... to nudne”, machnie ręką. On się odsłania, a ona go: buch! Ocenia...

Mężczyzna przyjaciółki stracił bliską osobę. Jego kobieta nie wiedziała, jak mu pomóc, jak okazać czułość mężczyźnie w tak trudnej dla niego sytuacji, nie zrobiła więc nic. A on położył głowę na jej kolanach i tak siedzieli godzinę. W ciszy... Ha! Dostał się wprost do kobiecej świątyni czułości, bo ona zrobiła właśnie to, czego on potrzebował. Poszła za nim, nie narzuciła mu niczego. Żadnych słów, żadnych zbędnych gestów, żadnych pytań. Nic babskiego. Żadnego szukania na siłę tego, czego jej zdaniem on potrzebuje! Tego kobiecego „ja wiem lepiej”. Nie zamatkowała mu, wypytując, jęcząc, jaka to tragedia. Współczując, czyli kastrując i wiercąc dziurę w brzuchu. Nie próbowała też udawać kumpla: żartować, wyjąć wódkę. Zrobiła to, czego chciał, skoro przyszedł do niej. Nie ciągnęła go też do łóżka, bo „wiadomo, mężczyzna...”. Założę się, że będą razem, bo z taką kobietą każdy mężczyzna chce być.

Najlepiej więc, gdy nie wiemy, jakie czułości lubią mężczyźni. Ale to trudne przyznać, że w sprawie uczuć jesteśmy w kropce. Nie w kropce, tylko w sednie, bo to „nicnierobienie” to ta czułość, której oni potrzebują. Jeśli kobiecie uda się przekroczyć jej przekonanie, że jest mistrzynią w czytaniu i obdarowywaniu czułością, to da radę. Najlepiej patrzeć i słuchać. Nie myśleć: „Co ja mam zrobić?”. A myślimy, i to jeszcze jak! I wymyślamy, i skupiamy się na tym, co nie ma znaczenia. Na przykład: kobiety myślą, że najważniejszy dla mężczyzny jest wygląd wybranki. Owszem, ale ma być w nim coś ciepłego: miły wyraz twarzy, uśmiech i brak zaczepności. Zaczepność krotochwilna, tak. Ale bez przepychania, siłowania, agresji, bo wtedy mężczyzna się przestawia na tryb rywalizacji. Może się pobawić w wojnę z kobietą, ale po rozgrywce pójdzie poszukać na życie tej, która da mu czułość. To są dwa absolutnie inne typy kobiet. Ta na romans, pokazuje swoje seksualnie walory. A ta na życie – ciepło...

Kokardki, wstążki, kolor różowy. Czy to może być sposób na to, jak okazywać uczucia mężczyźnie? Nie banalizuj. Co mają do tego kokardki?! Mężczyźni też potrzebują poczucia bezpieczeństwa, zwłaszcza od tej „na stałe”, ona ma być odpoczynkiem wojownika. Wszystko jedno, czy on jest wojownikiem, czy nie bardzo. Mężczyzna lubi tak o sobie myśleć. Kobieta jest niezbędna do poczucia komfortu, spokoju i czułości. Czyli tego, czego od kolegów nie dostanie. Ma być spokojna, życzliwa, akceptująca – to wszystko razem składa się na czułość. Ma go lubić i on ma to czuć. Jak opowie siódmy raz ten sam dowcip, uśmiechnąć się, nie wytykać: „Już mówiłeś...”.

W książce „Jego orgazm później” nowojorski seksuolog Ian Kerner mówi, że mężczyzna wydziela więcej testosteronu, kiedy dotyka go ktoś inny, nic więc nie zastąpi mu intymności dotyku kobiety. One jednak nie poświęcają czasu na dotyk, nie zastanawiają się, jak okazać czułość mężczyźnie, myśląc, że partner chce tylko erekcji. A to dotyk jest niezbędną częścią poczucia jedności. Przez seks nie zbudujemy bliskości z mężczyzną, zbudujemy ją pieszczotami jego sutków, szyi, ust i uszu. Czy to dotyczy też polskiego mężczyzny? Oczywiście, że tak. Mało tego! Nawet jak ona robi mu fellatio, to nie ma pożerać jego penisa, tylko naprawdę lizać jak loda. Nie ma być zachłanną drapieżnicą, ale kimś, kto okazuje właśnie czułość. W ten sposób przekazuje mężczyźnie pozytywne emocje, takie jak zachwyt, akceptacja i podniecenie nim. To, jak się pieścimy i jak kochamy, pokazuje, co naprawdę do siebie czujemy i kim dla siebie jesteśmy, tak podprogowo, nie słowami. Co więcej, te odczucia decydują o tym, czy on chce z nią zostać, choć nie są werbalizowane w męskim umyśle. Męski umysł w ogóle nie spieszy się do werbalizowania uczuć. Mężczyźni raczej czują i tym czuciem się kierują: „Czy przy tej kobiecie mogę być sobą?”. „Czy to, co robię, ona ocenia, czy akceptuje mnie takim, jakim jestem?”. On odczuwa, czy ona pragnie jego, czy jest głodną samicą, która chce go pożreć, jakby chciała pożreć każdego. Ważne, żeby on nie poczuł, że ona jest niezaspokojona, bo zacznie się obawiać, czy daje jej wystarczająco dużo seksu.

A więc nawet seks oralny ma być czuły, jeśli chcemy, żeby wszystko nie skończyło się na seksie, nawet świetnym? Absolutnie tak, a seks może był i świetny, i czuły, bo kobieta przez mózg mężczyzny zostanie odczytana jako czuła, jeśli będzie nim zachwycona. Jego człowieczeństwem, owszem. Ale przede wszystkim jego ciałem. Mało tego, ja bym powiedziała, że za rzadko zdarza się kobietom okazywać sympatię właśnie penisom ich mężczyzn. Jakby ciągle nie chciały wiedzieć, że to oni sami. A przecież kiedy kochasz tego mężczyznę, to kochasz go całego, także jego członek.

Ian Kerner pisze: „Spójrz na jego ciało jak na obszerny erogenny krajobraz, który pulsuje światłem pod wpływem ciepła twojego dotyku”. Brzmi pięknie, ale czy to prawda? Czemu my ich nie pieścimy? Bo myślimy, że oni myślą tylko o seksie... Ale jeśli nawet, to czy mężczyźni są zrobieni z czegoś innego niż my? Czy ciała nie mogą dostarczać im wielu wrażeń? Mogą. I właśnie wracając do sutków i uszu – to są miejsca intymne i erogenne, których moc kobiety znają świetnie. Ich własne sutki i uszy są rozbudzone erotycznie i one czerpią z nich masę rozkoszy. Ale mężczyźni nie są pod tym względem doinwestowani i dlatego wydaje się im, że inna część ciała niż penis nie może dać im rozkoszy. Miałam narzeczonego, który kiedyś wyszeptał: „Ja się nie spodziewałem, że moja klatka piersiowa jest taka czuła”. A ja się tą klatką zachwycałam, że taka szeroka, że taka silna, że taka męska. Całowałam ją więc, głaskałam, miziałam, patrzyłam w zachwycie.

Czyli czuła to znaczy pieszcząca? Nie tylko. Ale wszyscy chcemy być pieszczeni, głaskani, dotykani. Mamy też ogromne pokłady czułości wobec innych i ich chcemy dotykać, głaskać. I słyszeć, i mówić, że jesteśmy wspaniali, fajni. Ale albo jesteśmy czule wychowywani – bo mieliśmy czułych rodziców, a wtedy bardzo dobrze – albo nie i zanim w dorosłym życiu dogrzebiemy się do pokładów czułości przysypanych nieprzyjemnym dotykiem, jakim częstowali nas rodzice, to trochę czasu minie.

Można przedawkować te pieszczoty? Jak okazać czułość mężczyźnie w nieprzesadny sposób?? Można kotka przepieścić. Ale też na początku bycia razem pary są tak spragnione czułości, że tylko by się miziały. Powiedzmy to sobie: potrzebujemy i chcemy tego oboje, ale możemy przesadzić i potem będziemy chcieli się od siebie odsunąć. I tego nie ma co się bać. To może niepokoić tych, którzy się boją, bo zaznali odrzucenia. Ale jeśli się kimś zachwycamy i strasznie blisko jakiś czas jesteśmy, to potem potrzebujemy dzień, dwa bez miziania. Nie można cały czas jeść truskawek, nawet jak człowiek ma na ich punkcie świra.

Jak nie zgubić seksualności w tej czułości? Skąd wiedzieć, czy to już nie za dużo dla niego? Zapytać! Tak po prostu: „Czego chcesz?”. Nie masz mieć radaru w głowie, sercu i kroczu! Są dwie formuły na takie pytanie: „Czy to, co ja chcę zrobić, ci pasuje?”. A druga: „Czy ja cię dobrze odczytuję? Powiedz proszę, bo ja nie chcę robić czegoś, czego ty nie chcesz, no bo po co?”. I już wiemy, czy przytulić, czy upiec ciasteczka i postawić na stole. Kobieta czuła jest akceptująca. Jeżeli on lubi chodzić do sklepu, to fajnie. Jak nie, nie ciągnie go. Jak on potrzebuje iść na piłkę, to ona mu powie: „Kochanie, baw się dobrze”. Jeżeli on ma ochotę latać na motolotni, to nie usłyszy:  „Zabijesz się i zostanę sama”, ale: „Jaki ty jesteś dzielny i wspaniały! Może zabierzesz mnie kiedyś ze sobą?”. Nie ma kłamać, że lubi coś, czego nie lubi, bo to się da wyczuć, i na tym bliskości się nie zbuduje. Ale też niedobrze, gdy lekceważy jego zajęcia, bo wtedy może być źle. Miałam w terapii parę, która oddaliła się od siebie, bo on ją zapraszał wiele razy, żeby z nim pojechała w efektowne miejsca. Ona na to: „Eee.... nie”. No, to jeździł sam i w jednym z takich miejsc poznał efektowną damę. Wtedy dopiero do tej jego żony dotarło, że straci cudnego faceta, bo zawsze było tylko to „Eee... nie”. Pojechali wreszcie i się odnaleźli na nowo. To cudna para i rzadka – pan przyszedł pierwszy i teraz jest na nowo zakochany i zachwycony żoną: mądrą, miłą i czułą.

„Miła” to takie dwuznaczne określenie. Czy muszę być miła, żeby być czuła?! Może to słowo ci się nie podoba, bo kojarzy się jak w piosence „Na zakręcie”: „Bo ja jestem, proszę pana, na zakręcie. Choć gdybym chciała – bym się urządziła. Już widzę pieska, bieska, stół. Wystarczy, żebym była miła...”. I to można odebrać jako coś udawanego. Ale też z drugiej strony to rodzaj diagnozy mężczyzny. Otóż faceta nie rajcuje głęboka rozmowa, nie potrzebuje zwierzeń, nie potrzebuje afer. Chciałby mieć dobre, spokojne życie. No i jeśli kobieta też chce, to pasują do siebie i do słowa „miło”.

W tym kontekście „miła” brzmi dobrze. Czy taki sposób zachowania może wpłynąć też na okazywanie uczuć przez mężczyzn swoim partnerkom? „Miła” wcale nie znaczy zawsze miła. Kobietom wydaje się, że miła nigdy nie powie „nie”. Powie. Ale miło. Powie też, czego od niego chce, tyle że nie w formie pretensji, tylko pragnienia. „Będzie mi z tobą dobrze, kiedy...”.  „Lubię, kiedy jesteś...”. „Podobasz mi się, kiedy... ”. Miła i czuła nie mówi: „Źle mi z tobą, kiedy nie dzwonisz!”. Jest spokojna i miła w takim sensie, że ma coś ważnego do roboty i nie siedzi przy oknie i nie gryzie palców, jeśli on się spóźnia, a potem na dzień dobry daje mu burę... Miła nie produkuje lęku, tylko spokój. A spokój jest potrzebny wszystkim – i kobietom, i dzieciom, i pieskom. I mężczyznom. Żeby on miał spokój, żeby sobie przyszedł, a ona była zajęta i nie pędziła do niego, ale się z daleka uśmiechnęła i haftowała dalej. A wtedy on sam podejdzie i pocałuje. Wszystko jest takie przyzwalające z jej strony, wtedy jest czułość... A jak chce być sexy, może włożyć mu do kieszeni karteczkę z napisem: „Czekam wieczorem na ciebie cała gorąca w naszym łóżku”.

Trzeba być liryczną, by być czule sexy? Liryczną też warto. Ale jeśli oboje lubią ostry seks, to słowa mogą być pikantne. Nie trzeba tabu. Kobieta, która ma ochotę być szaloną kochanką, raczej nie pójdzie ze wstydliwym do łóżka, a jak pójdzie, to musi pomyśleć, czy stać się liryczna czy poszukać innego...

„Nigdy nie kłóć się w łóżku” – radzi Ian Kerner. „Możesz się w nim godzić. Pilnuj, żeby to, co ze świata, nie wchodziło między was przynajmniej tam. Noc ma być czuła”. Otóż to. Potrzeba czułości i bliskości u mężczyzn jest więc niesamowicie istotna – tak samo jak u kobiet. Partnerzy powinni sobie wzajemnie okazywać miłość i zrozumienie na wiele sposobów, niezależnie od płci. Nie wiesz, jak okazywać uczucia mężczyźnie, wydaje ci się to trudne? Rób to szczerze, ze zrozumieniem jego potrzeb, ale i w taki sposób, aby go ukoić i zapewnić go, że jesteś tu dla niego.

Katarzyna Miller, psycholożka, psychoterapeutka, filozofka i poetka. Autorka i współautorka wielu książek, m.in. "Nie bój się życia", "Królowe życia i król", "W życiu jak w kinie", "Chcę być kochana tak jak chcę".

  1. Seks

Sposoby na osiągnięcie orgazmu - 10 zaskakujących dróg na szczyt

Całe kobiece ciało i umysł to jedna wielka strefa erogenna. (Fot. iStock)
Całe kobiece ciało i umysł to jedna wielka strefa erogenna. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęć
Gdy mówimy o orgazmach ze stymulacji genitaliów, sprawa wydaje się dość oczywista. A co z resztą ciała? Czy są orgazmy indukowane czymś innym niż grą wstępną i seksem? Są i jest ich całkiem sporo. Nie nazwę ich dziwnymi drogami do osiągnięcia orgazmu, bo przecież są zupełnie naturalne, nawet jeżeli jedna z nich to choroba. Naturalne są też dlatego, że pokazują, że całe nasze kobiece ciało i umysł to jedna wielka strefa erogenna. Oto 10 mniej lub bardziej zaskakujących metod na dochodzenie na szczyt.

1. Aktywność fizyczna. Orgazmy w czasie sportu spowodowane zarówno intensywnym ruchem, jak i pobudzeniem rdzenia kręgowego oraz produkcją hormonów. Podobno joga (praca mięśniami dnia miednicy zwłaszcza) i pływanie rządzą, ale świetne także są ćwiczenia z siłowni - wzmacnianie ud, pośladków i bioder. Nie wymienię jazdy konnej, bo to zdecydowanie za proste. Tężyzna fizyczna i przyjemność. Może jednak warto zapisać się na fitness jesienią.

2. Stymulacja sutków i karmienie piersią. Sutki niektórych kobiet są tak wrażliwe na pieszczoty, że nawet ich niewielkie pobudzenie owocuje pełnym, intensywnym orgazmem. Co dopiero mówić o matkach karmiących swoje dzieci piersią? Przy karmieniu oksytocyny wydziela się tyle, że uniknięcie orgazmu wydaje sie wyczynem.

3. Poród. Może i brzmi dziwnie, ale w końcu mówimy o tych samych strefach, tylko innej stymulacji. Kobiety rodzące w wodzie, świadomie, które nie boją sie porodu i mają do niego właściwe przygotowanie, często relacjonują wrażenia orgazmiczne, które na dodatek uśmierzają ból. Jedna z teorii o sensowności posiadania strefy G przez kobiety mówi właśnie o tym, że przemieszczająca się przez kanał rodny główka dziecka uciska strefę G, prowokując orgazm i zmniejszając ból porodu. Do wypróbowania osobiście.

4. Fantazje i sny. Na początku tylko Betty Dodson mówiła, że porządnie przykładając się do fantazji seksualnych, możemy spowodować u siebie orgazm. Z czasem i wraz z rozwojem badań przy pomocy tomografii komputerowej odkryto i opisano liczną grupę kobiet, które dochodzą przez samo wyobrażanie sobie aktu seksualnego. Bez dodatkowej stymulacji ciała. Podobny mechanizm działa, gdy mamy sen zakończony orgazmem, choć wtedy nie decydujemy świadomie o kształcie naszych fantazji. W każdym przypadku – polecane!

5. Masaż. Fakt, że intensywne pobudzenie ciała masażem skutkuje odczuciem przyjemności to oczywistość. Jednak pewna grupa kobiet posiada fascynująca zdolność - mogą osiągać orgazmy ze stref innych niż erogenne. Na przykład z masażu stóp, dłoni, masażu ciała z pominięciem genitaliów. Prośba o podrapanie po plecach nabiera zupełnie innego znaczenia.

6. Syndrom Stałego Pobudzenia Seksualnego (Permanent Sexual Arousal Syndrome, PSAS). Wcale nie zabawne, bo to męcząca przypadłość oznaczająca permanentne przekrwienie genitaliów. Może dawać kilkadziesiąt, kilkaset niechcianych i nieoczekiwanych orgazmów dziennie. Ciężko na tym etapie mówić o rozkoszy czy przyjemności.

7. Energia. Orgazmy owiane legendą, przenoszące nas gdzie indziej i zalewające całe ciało. Jak święty Graal działają na młodych adeptów Tantry. Prozaicznie polegają głównie na wyostrzeniu świadomości ciała na i pełnym odczuwaniu, i przewodzeniu bodźców z niego płynących. Efekt osiągany w połączeniu z praktyką jest wart całego zainwestowanego w naukę czasu.

8.  Autonomous Sensory Meridian Response, ASMR - potocznie nazywany orgazmem głowy, choć bardziej precyzyjna nazwa powinna brzmieć „Orgazm Z Głowy”. Są to bardziej sensacje, niż orgazm in spe zaczynające się na głowie i biegnące wzdłuż kręgosłupa. Można mieć ASMR bez żadnego bodźca z zewnątrz albo dzięki określonym bodźcom nieseksualnym, wśród których wymienia się same przyjemne i zmysłowe rzeczy: wizyta u fryzjera (dotyk głowy, szyi i ramion), słuchanie delikatnych dźwięków (np. szeptów), melodii określonego języka, oglądanie spokojnie wykonywanych, monotonnych czynności. Badań naukowych nad ASMR brak. Psychologowie mówią, że to raczej pozytywne kodowanie z dzieciństwa (uspokajający głos matki. czesanie jako pieszczota), które owocuje przyjemnością w dorosłości. Nie zraża to społeczności tworzącej liczne grupy i fora internetowe, na których można się cieszyć ASMR-owimi radami i filmami.

9. Mycie zębów. Ten akurat przypadek opisano w USA i dotyczył kobiety, która po operacji mózgu straciła możliwość odczuwania orgazmów w tradycyjny sposób. Jej ciało prawdopodobnie samo znalazło rozwiązanie i kobieta odkryła, że intensywne szczotkowanie zębów daje jej najpierw przyjemność a potem odczucie orgazmu. Zjawisko obserwowane u osób dotkniętych paraliżem pourazowym, zwłaszcza dolnej połowy ciała. Zamiast stref erogennych wokół genitaliów są w pełni funkcjonalne strefy erogenne, np. na szyi, sutkach, uszach.

10. Najmniej naturalny. Stosowanie leków antydepresyjnych i przeciwlękowych zawierających clomipraminę powoduje orgazmy przy ziewaniu. Podobno.

  1. Psychologia

Jak przygotować dzieci do życia seksualnego? Nie bądźmy głusi na pytania

Wychowanie seksualne to nie jest oddzielny proces, tylko część wychowania w ogóle, a nawet część rozwoju człowieka i naszego życia. (Fot. iStock)
Wychowanie seksualne to nie jest oddzielny proces, tylko część wychowania w ogóle, a nawet część rozwoju człowieka i naszego życia. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Seksualność człowieka jest wartością, źródłem szczęścia i radości, a także atrybutem i prawem każdego. Powinniśmy jednak uczyć dzieci także wyznaczania granic seksualności. Bo tam, gdzie realizują się pragnienia seksualne jednego człowieka, może dziać się krzywda drugiemu – mówi seksuolożka i terapeutka Maria Beisert.

Teoretycznie wiemy, że dzieci trzeba uświadamiać, ale w praktyce nam to nie wychodzi. Dlaczego? Prawdopodobnie dlatego, że traktujemy wychowanie seksualne jako coś osobnego. Tymczasem to nie jest oddzielny proces, tylko część wychowania w ogóle, a nawet część rozwoju człowieka i naszego życia.

Od kiedy zaczynać? Tak jak nie da się określić punktu startowego wychowania, tak nie można określić początku wychowania seksualnego. Zaczyna się już w momencie, gdy dwoje ludzi decyduje się na dzieci, a w sensie duchowym nawet wcześniej – gdy młodzi ludzie podejmują kontakty seksualne i może pojawić się dziecko.

Znam rodziców, którzy niczego przed dziećmi nie ukrywają, także własnej nagości. To dobrze? Wszystkie sposoby wychowania mają swoje zalety i wady. W tym pozytywne jest to, że dziecko, blisko dopuszczane do intymności innych ludzi, dosyć wcześnie i swobodnie porusza się po zagadnieniach seksualnych. Ta sfera nie łączy mu się poza tym z negatywnymi uczuciami, takimi jak wstyd, złość, lęk. Seks jest czymś dobrym, naturalnym i przynależnym każdemu człowiekowi. Wady – to mało wyraźne granice stawiane dziecku, co powoduje, że ma mało informacji, dokąd mu wolno dojść, lub nie ma ich wcale, bo rodzice uważają, że ciekawość dziecka jest wielką wartością, którą należy promować. Konsekwencje tego mogą być takie, że dziecko nie bardzo wie, co jest dobre, a co złe, dokąd może się posunąć, a gdzie zaczyna się obszar, na który nie powinno wkraczać. I to jest bardzo groźne na przyszłość.

Dlaczego? Po pierwsze dziecko może samo przekraczać cudze granice niechcący, bez złej woli, mając szlachetne pobudki, jak chęć poznania czyjegoś ciała. Ale czyjeś ciało to nie krzesło czy drzewo, tylko prywatna własność, i żeby je eksplorować, trzeba mieć pozwolenie. Wszystkie kultury podkreślają, że istnieją części ciała dostępne dużej grupie osób i takie dostępne wyłącznie partnerowi. Jeśli dziecko przekracza wyznaczone w danej kulturze granice, rodzice mówią: stop.

Powinni wyjaśnić, dlaczego nie wolno? Dwulatkowi mówią tylko stop. Pięciolatkowi tłumaczą, że tych części ciała nie wszyscy mogą dotykać. Nastolatkowi należy się dokładniejsza informacja z wyjaśnieniem, że tylko w intymnym kontakcie można mieć do tych obszarów dostęp. Konsekwencją pozwalania dzieciom na wszystko jest to, co słyszę potem od dorosłych pacjentów. Na przykład: człowiek powinien być otwarty, tymczasem blokują go bariery kulturowe zabraniające uprawiania seksu z dziećmi czy ze zwierzętami. W takim dorosłym słyszę dziecko, które w wieku pięciu lat było zachęcane do eksperymentów z przekraczaniem granicy intymności, któremu nie udzielano wskazówek, co wolno. Wychowanie przyzwalające na wszystko wyrządza podwójną krzywdę – dziecku i otoczeniu, które potem będzie musiało sobie z nim radzić.

U nas dominuje opresyjne wychowanie seksualne. Jakie mogą być konsekwencje tego modelu? Seks obciążony zostaje lękiem, wstydem, gniewem, złością, czyli wszystkim tym, co kojarzy się z przykrymi przeżyciami, co jest negatywnie wartościowane, brzydkie, brudne, z czym porządni ludzie woleliby nie mieć do czynienia, a jeśli już, to szybko, byle jak i ewentualnie jak najkrócej. Seks to też to, co jest dozwolone tylko w celu prokreacyjnym.

Dlaczego w Polsce wychowanie seksualne budzi tyle emocji? Duży wpływ na wychowanie w ogóle ma jedna religia, która w dodatku traktuje seksualność jako coś nieczystego, a ponadto istnieje wzorzec matki Polki, który kładzie akcent tylko na jeden aspekt płciowości, czyli na bycie matką, tak jakby matki brały się z wiecznego zatrudniania bocianów, a nie z seksualności. Tymczasem należy podkreślać, że seksualność człowieka jest wartością, źródłem szczęścia i radości, a także – atrybutem i prawem każdego. Powinniśmy też jednak uczyć, że eksploracja seksualności – naszej i innych ludzi – musi mieć granice. Bo tam, gdzie realizują się pragnienia seksualne jednego człowieka, może dziać się krzywda drugiemu.

Jakie to granice? Po pierwsze seksualność powinna być realizowana bez przemocy, manipulacji, przymusu, zawsze z pozwoleniem. Brak przyzwolenia jest sprzeczny z istotą seksualności. Po drugie formy realizacji seksualności powinny być wzajemnie akceptowane i uzgodnione. Po trzecie nie mogą szkodzić zdrowiu. A po czwarte realizując naszą seksualność, nie możemy nią atakować innych.

Ważne są pewnie nie tylko wskazówki, ale i własny przykład. Nie łudźmy się, że uda się nam wychować dzieci, dając im spójne wskazówki. Rodzice wyuczeni wiedzą, że dziecku należy się informacja, więc siadają z nim do rozmowy, oddychając głęboko, jakby zamierzali skoczyć do wody. Dziecko to widzi. Z jednej strony otrzymuje komunikat, że należy mu się informacja, a z drugiej – jakiż to ciężki obowiązek! Oczywiście rodziców nikt nie uczył, jak rozmawiać o seksualności, więc nie ma sensu czynić im wyrzutów, że tego nie potrafią. Chwała im za to, że próbują.

Lepiej się przyznać przed dzieckiem, że mamy z tym problem? Oczywiście. Lepiej powiedzieć: „Porozmawiajmy, ale weź pod uwagę, że to dla mnie trudne, że robię mnóstwo błędów, choć się staram”.

Kiedy rodzice zabierają się do tej najważniejszej rozmowy z nastolatkiem, on na ogół macha ręką: „Nie wygłupiajcie się, ja to wszystko już wiem”. Otóż to. Nadal pokutuje w rodzicach przekonanie, że trzeba odbyć tę jedną rozmowę, która nagle ustawi dziecko na całe życie. Nieprawda! Z dzieckiem trzeba rozmawiać od małego. I jak trzyletni Jaś pyta mamę, czemu nie ma siusiaka, to mama powinna odpowiedzieć: „dlatego, że mam coś zupełnie innego – małą cipkę, którą mają tylko dziewczynki, bo ja jestem kobietą”. A gdy córka dziwi się: „o, mama połknęła piłkę”, rodzice powinni wyjaśnić: „w mamy brzuchu jest twoja siostrzyczka, która wzięła się tam stąd, że się kochamy”. Takie rozmowy sprawiają, że nie będzie potrzebna ta przełomowa z nastolatkiem.

A jeśli dziecko nie pyta? Na ogół pyta, tylko jesteśmy głusi na jego pytania, zniechęcamy go albo nie ma nas pod ręką. Oczywiście są dzieci mniej zainteresowane sferą seksualną. Ale bardzo ważne jest wychwytywanie pytań, bo dziecko nie mówi przecież: proszę o uświadomienie. Raczej powie: Czy ty wiesz, że ja czasami mam siusiaka, a czasami kijek? Mama, która odburknie „aha”, zamyka temat. Ta, która nie ucieka od tematu, powie: To nadal twój siusiak, tylko raz może być miękki, a raz twardy. Czasami dziecko nie pyta, a jednak prosi o informację. Trzeba podążać za nim, być czujnym, a czasem trzeba podać pewne informacje, nie czekając na pytania. Czekanie jest niedobrą strategią. Dziecko musi być przygotowane do tego, że jego seksualność może być wykorzystywana i powinno wiedzieć, jak się obronić. Nie możemy czekać, aż zapyta, czy to dobrze, że ktoś dotykał jego narządów płciowych.

Do jakiego stopnia wtajemniczać dzieci w nasze intymne kontakty? Już dwu–trzyletnie dzieci muszą wiedzieć, że rodzice mają prawo do intymności. Robimy to przez drobne fakty, które uczą granic, na przykład prosząc o pukanie do sypialni.

Dziecko wchodzi do sypialni w trakcie aktu seksualnego. Jak reagować? Zależy, ile ma lat i co widzi. Jeżeli trzylatek widzi jedną głowę na górze, drugą na dole, a zawsze widział je obok siebie, to znaczy, że niewiele zobaczył. Ale kiedy widzi dwa golasy w trakcie aktu penetracji, w dodatku od tyłu, może sądzić: „w konia się bawią”. Czternastolatek pewnie powie: „coś okropnego”. Reakcja dziecka na seks rodziców jest różna w zależności od tego, jakie kontakty obserwuje między nimi w dzień i co słyszy na temat seksu. Jeżeli matka mówi o seksie jako o „świństwie, za które idzie się do piekła”, po czym to świństwo uprawia, to córka, która przyłapie na tym matkę, jest zszokowana i zrozpaczona, że mamusia pójdzie do piekła. To wymaga poważnej rozmowy z dzieckiem – że rodzice są dorośli i okazują sobie czasami uczucia inaczej niż dzieci i obcy ludzie. Ale mało prawdopodobne, żeby taką rozmowę przeprowadziła matka źle wyrażająca się o seksie i konsekwencje tej sytuacji będą się za dzieckiem ciągnąć. W jeszcze trudniejszej sytuacji jest dziecko, które w dzień widzi między rodzicami przemoc, wrogość, poniżanie, a w nocy zobaczy kontakt seksualny. Seks może kojarzyć mu się z kontynuacją przemocy („znowu ją bije”), co potrafi fatalnie zaważyć na stosunku dziecka do tej sfery życia. W przyszłości dziewczynka może podjąć decyzję: nigdy nie pozwolę się nikomu dotknąć, albo: trzeba mamie pomóc. I na przykład ucieka w chorobę, wymyśla różne strategie po to, żeby odciągnąć ją od ojca.

Co to znaczy: dobrze przygotować dzieci do życia seksualnego? Przygotować do różnorodności, do wyboru. Popatrz, jacy ludzie są różni. Na religii siostra mówi, że współżycie przed ślubem jest grzechem, a twoja babcia urodziła mnie, zanim wyszła za mąż za dziadka. Jedni mają taki system wartości, inni siaki, ciebie będzie czekał wybór. To jest jeden z poglądów, bo oczywiście można powiedzieć: istnieje jeden jedyny słuszny. Ja wolę patrzeć na świat jak na propozycję różnorodności. I z niej czerpać siłę.

Maria Beisert prof. dr hab., kieruje Pracownią Seksuologii Społecznej i Klinicznej w Instytucie Psychologii UAM oraz Podyplomowym Studium Pomocy Psychologicznej w Dziedzinie Seksuologii działającym przy Instytucie. Prowadzi własną praktykę terapeutyczną. Autorka książek, m.in.: „Seks twojego dziecka”, „Seksualność w cyklu życia człowieka”, „Kazirodztwo. Rodzice w roli sprawców”, „Rozwód. Proces radzenia sobie z kryzysem”.