1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Co mówi o nas sposób w jaki się kochamy?

Co mówi o nas sposób w jaki się kochamy?

Nasz seks to jest ogromny i fascynujący obszar do poznawania siebie, do osobistego rozwoju. (Fot. iStock)
Nasz seks to jest ogromny i fascynujący obszar do poznawania siebie, do osobistego rozwoju. (Fot. iStock)
Jeśli jakąś pozycję seksualną lubimy szczególnie, może być tak, że czegoś brakuje w naszym codziennym życiu, że jakiejś części siebie nie wyrażamy – mówi Karo Akabal, sex coach, założycielka sex & love school dla kobiet.

Jeśli jakąś pozycję seksualną lubimy szczególnie, może być tak, że czegoś brakuje w naszym codziennym życiu, że jakiejś części siebie nie wyrażamy – mówi Karo Akabal, sex coach. 

Usłyszałam kiedyś, że to, jak się kochamy, dużo o nas mówi.
Każdy z nas ma indywidualną tożsamość seksualną. Tyle że większość z nas – i kobiet, i mężczyzn – nie miała okazji, by swobodnie do niej dotrzeć. Dlatego naszym życiem seksualnym kierują głównie schematy. Obserwując swój seks, rozumiejąc, dlaczego coś nam sprawia przyjemność, możemy dowiedzieć się wiele o swoich przekonaniach, rozbroić je.

Zacznijmy więc od początku. Są kobiety, które mówią: „Seks na pierwszej randce? Nigdy!”. To oznaka braku wyzwolenia?
Odraczanie intymnego zbliżenia często wiąże się z przekonaniem, które mówi, że seks powinno się uprawiać z mężczyzną, z którym jesteś związana. Inaczej to się źle skończy, on cię odrzuci. A pożądania, zarówno kobiecego, jak i męskiego, nie da się wtłoczyć w żadne ramy. Nie ma znaczenia, czy mamy szansę na związek. Liczy się zapach, feromony, chwila. Jeśli mimo wszystko nie chcę mieć seksualnej bliskości z osobą, z którą nie będę mogła stworzyć związku, wtedy możemy mówić o stawianiu na jakość relacji.

A kobiety, które prowadzą swobodne życie seksualne? Mają kochanków na jedną noc?
Mając wielu partnerów, romansem potwierdzamy na przykład własną wartość. Żyjemy w kulturze, która określa wartość kobiety przez jej seksualną atrakcyjność. Duża liczba kontaktów seksualnych to czasem też ucieczka od lęku przed pustką. Ciągle się coś dzieje, przeżywamy nowe emocje. Zdarza się też, że to tęsknota za miłością. Wiele kobiet uważa, że seksualność jest tym, czym możemy przyciągnąć do siebie partnera, sprawić, żeby nas pokochał.

Wiele kobiet tak żyje, bo chcą, mówią: „To jest mój wybór”.
Oczywiście. Pracowałam z setkami kobiet i z mojego doświadczenia wynika, że w pewnym momencie każda z nich odkrywała, jak bardzo pragnie seksu. Chciały też miłości, sukcesów w pracy, ale i po prostu dobrego seksu. Kobiety świadome tego mogą tak żyć, mieć wielu partnerów seksualnych. Biorą za to odpowiedzialność, otwarcie mówią, że pożądanie, emocje, doświadczanie są dla nich ważniejsze niż stabilizacja i jeden partner. W naszym społeczeństwie taka postawa wciąż nie jest akceptowana, wymaga odwagi.

Gra wstępna co o nas mówi?
Gra wstępna istnieje po to, żeby budować napięcie, rozgrzewać. To też czas ogromnej bliskości z drugą osobą. Jeśli tego nie lubimy, to znak, że możemy mieć problem z akceptacją swojego ciała. Ale nie tylko o to może chodzić. Dla wielu kobiet podniecenie to utrata kontroli. Nad własnym ciałem, reakcjami, mimiką, fizjologią. Więc często te z nas, które lubią nad wszystkim panować, mieć poukładane, zaplanowane życie, też mogą nie lubić gry wstępnej.

Dużo pań przychodzi do ciebie, bo nie potrafią cieszyć się seksem z powodu tej kontroli?
Mnóstwo. Jesteśmy uczone, jak wyglądać na seksualnie pobudzoną, jak zachowywać się w łóżku. To się nijak ma do tego, co naprawdę dzieje się z naszym ciałem, gdy zaczynamy czuć pożądanie. Mamy więc opór przed własną fizjologią. Choć są kobiety, które bardzo szybko się podniecają. I one mogą od razu chcieć przejść do rzeczy, bo tego potrzebuje ich ciało.

Ale jak to rozpoznać? Nie lubię gry wstępnej, bo jestem zablokowana, mam obsesję kontroli czy szybko się podniecam?
Ciało jest cudownym przewodnikiem. Jeśli czujemy pożądanie, to znak, że jesteśmy gotowe iść dalej. Natomiast jeśli dotyk drażni, chcemy, żeby to się wszystko skończyło, to znaczy, że działają przekonania. Włączył się opór na doznania, pieszczoty, bliskość.

Przeczytałam w twojej książce zwierzenie mężatki: „Uprawiam seks raz na tydzień, bo wydaje mi się, że muszę. Nie lubię gry wstępnej, bo chcę to szybko skończyć”.
To już jest konsekwencja długoletniego życia seksualnego bez kontaktu z własnym ciałem i potrzebami. Wiele kobiet tak żyje, a przecież jeśli nie wiemy, czego pragniemy, prędzej czy później pojawia się osoba, która dotyka naszego czułego punktu, ukrytej nieuświadomionej potrzeby, i pęka seksualna zapora tworzona przez lata.

Jaka to może być potrzeba?
Kobiety po takich przeżyciach mówią: „To było jedno słowo, zapach, zachowanie. Jak to możliwe?”. Nasza seksualność budzi się już wtedy, kiedy jesteśmy dziećmi. I potem wszystko, co się w naszym życiu dzieje, ma na nią wpływ. To jest pamięć pierwszego podniecenia, zapach pierwszego chłopaka. Czasem to nie musi być związane z konkretną osobą. Na przykład kilkunastoletnia dziewczynka w gorącej kąpieli odkrywa, że jeśli skieruje w odpowiedni sposób prysznic na ciało, to coś się w niej budzi. Nie wie, co to jest, ale czuje przyjemność. Potem ktoś, tata, mama, starsza siostra, wchodzi przypadkiem do łazienki, widzi to i zamyka gwałtownie drzwi. Albo pyta: „Co ty wyprawiasz?”. Ona już więcej tego nie powtórzy, ale jej ciało zapamięta to doznanie. 20 lat później ta dziewczynka, już kobieta, jest w związku szczęśliwa, ale ma średni seks. Kocha się raz w tygodniu bez emocji, bardziej z przekonania, że jeśli nie będzie tego robić, mężczyzna sobie pójdzie. I ona nagle wyjeżdża z przyjaciółką, powiedzmy, do Hiszpanii. W przepięknym hotelu wchodzi do jacuzzi, obok niej siedzi przystojny Hiszpan. Ona jest zrelaksowana, rozluźniona i nagle te bąbelki zaczynają ją pieścić w intymnych miejscach. Co się dzieje? Odczuwa ogromną przyjemność. Ale nie połączy erotycznego podniecenia z wodą i ze wspomnieniami, swoje pragnienie ulokuje w Hiszpanie, który wygląda jak z romansu i też zwraca na nią uwagę. „Wreszcie spotkałam mężczyznę, który budzi we mnie to, czego nie budzi mąż. Jest chemia, wow, czuję to” – powie. Będzie się kochać z Hiszpanem bądź nie, ale zapamięta, że tamtego pragnęła, a męża nie.

Ona lubi pozycję na jeźdźca, bo tak się z nią kochał pierwszy partner albo najlepszy kochanek?
Może, ale niekoniecznie. Na pewno czytałaś te poradniki i teksty typu „powiedz mi, jaką pozycję wybierasz w łóżku, a powiem ci, kim jesteś”. Jest w tym ziarno prawdy. Na pewno, jeśli decydujemy się na łóżkowe eksperymenty, to mamy skłonność do ryzyka, chęć eksplorowania nowych rzeczy, w tym też seksualnych. Ale tu znowu musimy oddzielić prawdziwe pragnienia od przekonań. Bo możemy wybierać pozycje i kierować się nie swoimi pragnieniami, ale potrzebą pokazania się partnerowi w jakiś określony sposób.

To znaczy?
Czytamy artykuły o seksie, więc wiemy, że kobieta, która lubi pozycję na jeźdźca, jest namiętna, bierze sprawy w swoje ręce. Więc jeśli chcemy w taki sposób się komuś pokazać, to ją wybieramy. Prawda jest też taka, że kiedy energia seksualna płynie z nas, czujemy się bezpieczne, to każda z seksualnych pozycji może nam dać coś innego tu i teraz. Pozwoli poczuć różne rzeczy. Ludzie na przykład często lubią pozycję klasyczną, bo daje możliwość prawdziwej bliskości z partnerem. Całujemy się, czujemy ciężar drugiej osoby, patrzymy sobie w oczy. Chcemy tego, jeśli chcemy kontaktu z drugą osobą. Do tego dodajmy pewną dozę podległości, bo kobieta, która jest pod mężczyzną, ma mniejszą możliwość wpływania na sytuację. Podczas takiego seksu możemy dowiedzieć się też czegoś o sobie, sprawdzić, czy czujemy się z tym komfortowo.

A jeśli nie?
Warto się zastanowić, czy jesteśmy gotowe na bliskość i intymność z partnerem. Niechęć do takiej pozycji może też wynikać z chęci wyrwania się. Nasza potrzeba wolności jest tak ogromna, że w takiej pozycji wychodzi na jaw. To może także znaczyć, że teraz jest za mało wolności w naszym życiu. Albo za mało wolności w tej konkretnej relacji. Miałam kiedyś klientkę, która nie znosiła pozycji misjonarskiej. Podczas wspólnej pracy okazało się, że ona czuła się osaczana przez partnera w innych sferach życia. Kolejna sfera – seks – to już było dla niej za dużo. Są też kobiety, które nie lubią pozycji na jeźdźca, bo nie chcą znów przejmować kontroli w swoim związku, nie chcą za wszystko odpowiadać. Te pozycje seksualne pokazują więc też bardzo wyraźnie dynamikę w związku.

Są kobiety, które z kolei bardzo lubią seks od tyłu.
W seksie od tyłu mamy kontakt z czymś bardzo zwierzęcym. To jest połączenie z naszą pierwotną seksualnością. Tak zresztą ten rodzaj seksu kojarzy się w naszej kulturze. Seks od tyłu wyzwala energię, której nie wypada pokazywać w dzisiejszym świecie. Uosabia żądzę, instynkty, impulsy. To jest powód, dla którego wiele kobiet lubi tę pozycję i równie dużo jej nie lubi. W takiej dzikiej seksualności ludzie podążają za instynktem, tutaj nie ma za bardzo miejsca na relacje, bliskość, czułość, których też chcemy doświadczać w seksie. Kobiety szczególnie lubiące tę formę miłości chcą zwykle podążać za swoim ciałem, pragnieniami, nie tylko zresztą seksualnymi. Mają też potrzebę puszczenia kontroli i poddania się, bo w tej pozycji partnerka nie może za wiele zrobić. Jest jeszcze jedna rzecz związana z seksualnymi pozycjami. Jeśli jakąś preferujemy szczególnie, może być tak, że czegoś brakuje w naszym codziennym życiu, że jakiejś części siebie nie wyrażamy. Na przykład nie pokazujemy swojej uległości na co dzień, więc kochamy pozycję misjonarską, nie realizujemy potrzeby dominacji, więc dążymy do niej w łóżku, nie pozwalamy sobie na dzikość, więc kochamy „zwierzęcy” seks. Warto przeanalizować swoje życie seksualne i zastanowić się, czego nam brakuje w życiu. Może jeśli na coś pozwolimy sobie również poza łóżkiem, nasze życie stanie się bardziej satysfakcjonujące? A wtedy w seksie będziemy mogły sięgnąć po inne doświadczenia.

Mówi się, że otwartość to przekraczanie granic. A znam kobiety, które to robią, bo chcą zaimponować partnerowi, chcą być kochankami wyjątkowymi.
To jest dokładnie jak z pozycjami, wiemy, co pewne rzeczy w seksie znaczą, bo czytamy, oglądamy filmy, chcemy sprawiać jakieś wrażenie, więc sięgamy po odpowiednie narzędzie. Podobnie jest np. z BDSM. Takie praktyki seksualne zyskały w ciągu ostatnich lat ogromną popularność i uderzyły w nasze pragnienie spełnionego życia seksualnego.

Kiedy kobieta naprawdę świadomie tego chce?
Seks BDSM to jest przekraczanie uwarunkowań, w które wtłoczyła nas kultura, przekraczanie przekonań dotyczących nas samych. Doświadczenia na granicy bólu i przyjemności są tak intensywne, że wyrzucają nas z umysłu, pozwalają koncentrować się tylko na ciele. Możemy doświadczyć takiej ekstazy, na którą by nam nie pozwolił racjonalny umysł.

Co mówi o nas dawanie i branie? Znam kobiety, które wprost mówią: „To on się powinien starać w łóżku”. I inne, które mimo pozornej otwartości na branie dużo więcej dają.
Otwartość na branie czasem wynika z umiejętności brania, cieszenia się tym, co się dostaje. Taka kobieta potrafi się rozluźnić, poddać przyjemności. Z takiej perspektywy domaganie się zachodu ze strony partnera jest symbolem wysokiego poczucia własnej wartości. Z drugiej strony – może być też dowodem na egoizm i nieumiejętność dawania. Ona, mówiąc: „On musi się bardziej starać”, ukrywa niechęć i lęk przed fizjologią partnera, przed wchodzeniem w bliskość. Tutaj znów ciało daje podpowiedź. Jeśli jest tak, że ona, nic nie robiąc, osiąga ekstazę, to możemy mieć pewność, że to jest kobieta, która ma ogromny potencjał do przeżywania przyjemności. Tylko że zazwyczaj osoby, które potrafią przyjmować, potrafią też bardzo dużo dać. Hojność w braniu to hojność w dawaniu. Z kolei brak umiejętności brania na ogół pokazuje brak akceptacji ciała. To jest też lęk przed utratą kontroli, czasem złe doświadczenia. Z jednej strony to cudowne, gdy potrafimy dużo dawać. Dawanie komuś przyjemności jest też wspaniałą drogą do dawania sobie satysfakcji. Również do tego, żeby nasz związek był bliższy. Nasz seks to jest ogromny i fascynujący obszar do poznawania siebie, do osobistego rozwoju.

Karo Akabal edukatorka seksualna, coach, trenerka rozwoju osobistego w obszarze seksualności i komunikacji intymnej, autorka książek, założycielka Sex&Love School.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Kobieta wyzwolona - seksualność jest jej siłą

Twoje erotyczne „ja” wciąż musi być obecne i widoczne – tylko wtedy będziesz w stanie odpuścić i oddać się przyjemności wszystkimi zmysłami. (fot. iStock)
Twoje erotyczne „ja” wciąż musi być obecne i widoczne – tylko wtedy będziesz w stanie odpuścić i oddać się przyjemności wszystkimi zmysłami. (fot. iStock)
Wszyscy oczekują, że będziemy grzeczne. Matki, nauczyciele, krewni i przełożeni prawią nam komplementy, kiedy słuchamy poleceń, dobrze się dostosowujemy i sumiennie wykonujemy naszą pracę – pisze Marja Kihlström, seksterapeutka, autorka książki „Daj sobie prawo do przyjemności”. Czy stać nas na zaakceptowanie i docenienie wyzwolonej seksualności kobiet?

Podczas wizyty w Berlinie trafiłam kiedyś do lokalnego seksklubu. Moją uwagę zwróciła kobieta w średnim wieku, która tańczyła nago, zupełnie nie zważając na otoczenie. Zatraciła się całkowicie w swym niemal zwierzęcym tańcu, a ja wpatrywałam się w nią jak oczarowana. Zupełnie zburzyła mój obraz tego, kim może być kobieta i czym jest jej seksualność. Wszystkie powinnyśmy dążyć do podobnego poziomu wyzwolenia, ale w tym celu wcale nie trzeba wyjeżdżać do Berlina ani wyginać się przed innymi na golasa. Jak Paula McManus trafnie zauważyła w książce „Fittstim”: w oczekiwaniach, jakie stawiamy wobec tańczącej przedstawicielki płci żeńskiej, kumulują się nasze przeświadczenia, że kobieta powinna umieć robić wszystko odpowiednio, nie za dużo, nie za mało. To ważne, żebyśmy najpierw rozpoznały ten mechanizm, a potem rozniosły go w puch.

Chodzi o wyzwolenie naszej cielesności i zaakceptowanie jej na własnych warunkach. Nie jest niczym brudnym, brzydkim czy zabronionym, nie trzeba się jej wstydzić ani ukrywać. Seksualność to życiowa siła, której współczesna kobieta nie musi w sobie negować. Każda z nas jest pod tym względem wyjątkowa i nie warto, żebyśmy porównywały się z innymi. Erotyzm i cielesność dla każdego oznaczają coś innego. Bez względu na to, jak wygląda twój intymny świat, bądź jego częścią. Najważniejsze, byś nauczyła się rozumieć, czym jest twoja własna seksualność i jak możesz ją swobodnie wyrażać. Twoje erotyczne „ja” wciąż musi być obecne i widoczne – tylko wtedy będziesz w stanie odpuścić i oddać się przyjemności wszystkimi zmysłami.

Odejście od przesadnego konformizmu jest często niewiarygodnie trudne, bo nas, kobiety, całe życie chwali się za grzeczność. Wszyscy oczekują, że będziemy grzeczne. Matki, nauczyciele, krewni i przełożeni prawią nam komplementy, kiedy słuchamy poleceń, dobrze się dostosowujemy i sumiennie wykonujemy naszą pracę. Jednocześnie z łatwością przypisuje się nam również odpowiedzialność za innych –  przede wszystkim za chłopców, którzy ze względu na swoją naturę nie są zdolni do podobnego posłuszeństwa. Tak zawsze powtarzano mi w szkole. W najgorszym wypadku grzeczność całkowicie tłumi osobisty głos kobiety i zastępuje go innym, wciąż przypominającym wyłącznie o potrzebach bliźnich. Nie zawsze jednak musimy być dla innych dostępne, zagłuszając własne potrzeby. Kobieta ma prawo mówić głośno, wyrażać swoją opinię i prosić partnera o zaspokojenie jej potrzeb w łóżku. Może się zdarzyć, że ktoś nazwie ją trudną – mimo że nikt nie określiłby tak zachowującego się podobnie mężczyzny. Ten byłby „w pozytywnym znaczeniu wymagający”, „pewny siebie”, „wiedziałby, czego chce”. Kobiety też mają prawo stać twardo na własnych nogach i upewniać się, że ich głos jest przez innych słyszany. Wszyscy na tym skorzystają.

Od przedstawicielek płci pięknej wymaga się również podporządkowania pewnym normom. Zakładamy, że każda z nas marzy o związku i dzieciach. Nawet lider pewnej fińskiej partii politycznej publicznie zwoływał kobiety na „kółko porodowe”. Z tego samego powodu często litujemy się nad singielkami. Zakładamy, że są wyalienowane i straszymy je samotną starością. Często nie jest to jednak kwestia samotności, a autonomii. Nawet bezdzietność – ta, która jest czyimś życiowym wyborem – może wywoływać zdumienie i potępienie. A przecież kobieta ma pełne prawo zadecydować, że chce żyć samotnie, na własnych warunkach i według własnych zasad. Może uprawiać seks z partnerem, z którym nie tworzy związku, chodzić na imprezy swingersów, spotykać się z wieloma mężczyznami bez większych zobowiązań. Nie wszyscy chcą czy potrzebują stałej, bliskiej relacji. Również rodzinę można w dzisiejszych czasach zakładać na wiele sposobów. (…)

Jedna z klientek powiedziała mi kiedyś, że łatwiej udawać „normalną” niż nieustannie bronić przed innymi swoich wyborów. Seksualność to mocno naładowana emocjonalnie intymna sfera życia. To, jaki rodzaj relacji wybierzesz – jeśli w ogóle jakiejkolwiek pragniesz – jest twoim własnym wyborem, a własnych wyborów warto strzec.

Jakie doświadczenia mają kobiety?

Mam dużą rodzinę. Choć prowadzę zabiegane życie, zawsze trzymałam się mocno mojej kobiecości. Uważam, że to jedyna część mnie, która naprawdę odzwierciedla to, kim jestem.

Kobieta, 37 lat

Orgazm to teraz jedna z najważniejszych spraw w moim prywatnym życiu. Chcę go zatrzymywać, chronić, rozwijać, uważać za coś mojego, dzielić się nim tylko z tymi nielicznymi, którzy potrafią go docenić. To coś bardzo cennego – i jestem dumna, że to w sobie odnalazłam.

Kobieta, 35 lat

Nigdy nie byłam w stanie wyzwolić się do tego stopnia, żeby móc choćby tylko wyobrazić sobie, że przeżywam orgazm. Satysfakcja partnera zawsze była dla mnie ważniejsza. Problemy z samooceną odbijały się na moim życiu seksualnym, a nikt nigdy nie był w stanie sprawić, żebym poczuła się na tyle bezpiecznie i pewnie, bym potrafiła być sobą i po prostu odpuścić.

Kobieta, 21 lat

Każda z nas, dzięki swoim działaniom, może przyczyniać się do poszerzenia ogólnego rozumienia tego, czym jest kobiecość i co oznaczają życiowe wybory. Każda z nas rodzi się jako zmysłowa i erotyczna istota, ale ten potencjał musimy ponownie odnaleźć w sobie i wykorzystać już jako dorosłe osoby. Czasami bardzo pomocny okazuje się dobry partner, który jednym spojrzeniem jest w stanie sprawić, że nasza zmysłowość zalśni najjaśniejszym blaskiem. Jednak ostatecznie to my same musimy rozpoznać swoje ograniczenia – i wynieść się ponad nie. Kiedy tego dokonamy, ostrożność, której się nauczyłyśmy, dorastając, może zacząć ustępować przyjemności, a u samego szczytu - całkowitej wolności.

Kobiety twojego życia – jaki miały wpływ na twoją seksualność?

Matka, ciotka, siostra, nauczycielka, przyjaciółka. Wszystkie kobiety, z których na przestrzeni lat bierzemy przykład, od których uczymy się, czym jest kobiecość, jak funkcjonuje nasze ciało. Niektóre mogą być zawsze obok, z innymi łączą nas krótkie spotkania, które na zawsze pozostawiają ślad.

Część z nas bardzo wcześnie zdaje sobie sprawę, że kobietą można być na wiele różnych sposobów. Dla mnie na przykład ważnym doświadczeniem był miesiąc, który spędziłam swego czasu we Włoszech. Miejscowe damy z dumą obnosiły się ze swoją kobiecością, podkreślały ją, emanowały seksualnością w zupełnie inny sposób niż ten, do którego się przyzwyczaiłam, żyjąc w Finlandii.

Kobiety, które otaczają nas, gdy dorastamy, dają nam również wzorce dotyczące cielesności. To, jak wyrażają się poprzez ubiór, makijaż, mowę czy gesty, rzutuje na obraz kobiecości, który kształtuje się w naszych głowach.

Czy twoją mamę zawsze irytowały pomalowane kobiety? Czy głową rodziny był mężczyzna, który w każdej kwestii miał ostatnie słowo? Czy musiałaś zapinać koszule do ostatniego guzika; upewniać się, że każda spódnica ma odpowiednią długość? Czy w twoim środowisku kobieta mogła swobodnie tańczyć, cieszyć się życiem?

Dobrze jest poznać swoje korzenie. Nie zawsze największy wpływ ma na nas matka – czasem może to być starsza siostra, chrzestna, nauczycielka w szkole czy trenerka na zajęciach sportowych. Nawet dzisiaj kobiety często wychowuje się w nastawieniu, że mają zaspokajać potrzeby mężczyzn. Bardzo mało uwagi poświęca się ich własnym potrzebom czy aspiracjom. Jeśli same nie nauczyłyśmy się dopominać o równe traktowanie, nic dziwnego, że mamy z tym problemy w łóżku.

Warto przystanąć na chwilę i zastanowić się nad środowiskiem, w którym dorastałyśmy, i nad panującym w nim rozkładem władzy. Również nasze przyjaciółki (lub przyjaciele) mogą – szczególnie w dzieciństwie – mieć ogromny wpływ na to, jak postrzegamy własną kobiecość i seksualność. Z przyjaciółmi dzielimy się dużą częścią naszego życia, ważnymi momentami i różnymi stanami emocjonalnymi. Między bliskimi znajomymi często panuje też wyzwolony sposób mówienia, co pozwala na swobodne rozmowy o seksualności. Trudności w tej sferze są jednak tak intymne i prywatne, że często podlegają niewypowiedzianej zmowie milczenia. Wiele kobiet, które dzieliły się ze mną swoimi doświadczeniami, zwróciło uwagę na to, jak samotna jest osoba musząca mierzyć się z problemami natury seksualnej – nawet jeśli sama bardzo chce z kimś o nich porozmawiać.

Pomocne ćwiczenie

Zadaj sobie kilka pytań:
  • W jakim otoczeniu dorastałaś jako kobieta?
  • Jaka mogłaś, a jaka powinnaś była być?
  • Czy prowadziłaś z przyjaciółkami głębokie rozmowy na temat seksualności?
  • Jaką byłabyś kobietą, gdybyś potrafiła całkowicie wyzwolić swoją seksualność?
  • Jak wyglądałby twój taniec?
  • Co możesz zrobić, żeby poczuć się wolną?
Spróbuj potańczyć nago w rytm ulubionej muzyki, kiedy będziesz sama w domu. Myśl tylko o tym, co całkowita wolność oznacza dla ciebie, nie zastanawiaj się nad cudzymi uczuciami czy opiniami na ten temat.

Fragmenty pochodzą z książki „Daj sobie prawo do przyjemności. Rzecz o orgazmie, kobiecości i nie tylko”, w której Marja Kihlström, fińska seksterapeutka i edukatorka zachęca kobiety do odkrywania i poznawania własnej seksualności.

  1. Seks

Rozbudź swoją energię seksualną

Seks to nie tylko stosunek. Dzięki różnym technikom możemy go cudownie rozbudowywać, czerpiąc ze wszystkich możliwości, które w naszym ciele są zaklęte. (Fot. iStock)
Seks to nie tylko stosunek. Dzięki różnym technikom możemy go cudownie rozbudowywać, czerpiąc ze wszystkich możliwości, które w naszym ciele są zaklęte. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Jak się rozluźnić i przestawić na tryb bliskości i czułości, gdy wracamy po całym dniu spięci i usztywnieni? Czy gra wstępna zawsze musi prowadzić do orgazmu? I jakie pieszczoty przynoszą najwięcej rozkoszy? Doktor Andrzej Depko, seksuolog i neurolog, opowiada o sposobach na rozbudzanie energii seksualnej.

Jak się rozluźnić i przestawić na tryb bliskości i czułości? Czy gra wstępna zawsze musi prowadzić do orgazmu? Jakie pieszczoty przynoszą najwięcej rozkoszy? Doktor Andrzej Depko, seksuolog i neurolog, opowiada o sposobach na rozbudzanie energii seksualnej.

Seks to nie tylko stosunek. Dzięki różnym technikom możemy go cudownie rozbudowywać, czerpiąc ze wszystkich możliwości, które w naszym ciele są zaklęte. Jest to o tyle ważne, że jeśli wyrobimy w sobie takie nawyki, będą nam służyły przez całe życie. Bo po latach bycia razem ze sobą zaczynają się pojawiać problemy w sferze seksualnej. Rozbudowana gra wstępna jest w stanie doprowadzić do orgazmu, ale nie skupia się na imperatywie odbycia stosunku.

Tradycja seksualna Dalekiego Wschodu uczy nas tego, że długie pieszczoty potęgują napięcie i powodują zwiększone wydzielanie endorfin, fenyloetyloaminy oraz oksytocyny, które odpowiednio wywołują poczucie szczęścia, przywiązania i błogostanu. Kamasutra oferuje nam mnóstwo propozycji, wyróżniając osiem rodzajów objęć, dotyków, pocałunków, ukąszeń, zadrapań, siedzeń, ułożeń, kontaktów oralno-genitalnych. W następstwie ośmiu rodzajów kombinacji różnorodnych pieszczot powstają 64 możliwości erotycznej gry wstępnej. W Kamasutrze nazwane to zostało nauką „sześćdziesiąt cztery”. Jest to doskonałe źródło wiedzy o tym, gdzie pieścić, jak pieścić i jak zmieniać natężenie pieszczot.

Poznajemy nie tylko różne rodzaje dotyku, którymi można wyrażać swoje pragnienia erotyczne, lub pocałunków, ale także typologię kobiet – gazela, kobyła, słonica, i mężczyzn – zając, byk, ogier. Przy połączeniu różnych typów mężczyzn i kobiet powstają różne typy rozkoszy. Każdemu typowi kochanki czy kochanka przypisane są określone formy pieszczot i rodzaje pozycji seksualnych w zależności od ich budowy anatomicznej, a zwłaszcza wielkości narządów płciowych. Jeżeli partnerzy dobiorą się według przypisanej im typologii (zając i gazela, byk i kobyła oraz ogier i słonica), powstają trzy rodzaje rozkoszy.

Ugryzienia i głaski

Aby gra wstępna stała się drogą do rozkoszy, powinna prowadzić od bodźców łagodnych do coraz silniejszych. Na początku ugryzienie, wbicie paznokci czy pociągnięcie za włosy będzie bolało. Ale jeżeli nastąpi to po godzinnych pieszczotach, ilość wydzielonych endorfin spowoduje, że będzie to źródłem dodatkowej rozkoszy. Musimy być uważni i patrzeć, jak druga osoba reaguje. Dla kogoś głaskanie może nie mieć erotycznego charakteru, raczej da uczucie relaksu. Wtedy należy wzmocnić bodźce. A jeżeli głaskanie intensyfikuje czyjeś doznania erotyczne, utrzymać je. Obserwując reakcje ciała partnera, będziemy mogli dostosować się do jego oczekiwań.

W czasie gry wstępnej próbujmy różnych bodźców, gwarantuje to różnorodność doznań. Na przykład po zasłonięciu oczu możemy w stymulowane wcześniej palcami czy językiem miejsce położyć kostkę lodu albo przyjemnie ciepłą łyżkę. Pamiętajmy, że całe nasze ciała usłane są receptorami zarówno dotykowymi, jak i bólu i temperatury. W związku z tym skupienie się tylko na genitaliach powoduje zubożenie pożycia. Idea udanego seksu to idea intensywnych poszukiwań. Bo po pierwsze, możemy nie wiedzieć, w jakich miejscach na co jesteśmy wrażliwi. Po drugie, pewne pieszczoty mogą z czasem przestać działać, a nowe miejsca się uruchomić w wyniku naszych wzajemnych interakcji.

Sztuka czułości

Seks to szansa na stymulację wszystkich naszych zmysłów. Na jakie sposoby będziemy to robili, zależy od naszej wyobraźni. A jeżeli nam jej brakuje, szukajmy inspiracji w filmach, książkach, poradnikach. Największy problem, z którym się mierzymy, to czas. Bo na misteria seksualne potrzebujemy przynajmniej 2–3 godzin. Gdy w domu są dzieci, jest to bardzo trudne. Ale nawet to nie zwalnia nas ze starań. I pamiętajmy, że seks to jest też czułość, którą sobie okazujemy. Czasami możemy po prostu leżeć i się gładzić. Stymulujemy wtedy okolice erogenne i szukamy nowych źródeł przyjemności.

Poprzez seksualność budujemy też bliskość. Specyficzna budowa układu nerwowego pozwala organizmowi na stałą kontrolę tego, co się dzieje w jego wnętrzu oraz kontaktowanie się ze światem zewnętrznym, czyli też z najbliższą osobą. Liczba bodźców, którą sobie nawzajem dostarczamy, może zintensyfikować nasze przywiązanie do siebie poprzez wydzielanie oksytocyny, nazywanej hormonem przywiązania, i endorfin odpowiadających za błogostan czy fenyloetyloaminy odpowiadającej za intensywność przeżyć. Jeżeli często fundujemy sobie przyjemność, wówczas wzrasta czułość we wzajemnych kontaktach i pogłębiają się uczucia. Ale działa to również w drugą stronę – układ nerwowy zbiera też informacje negatywne. Jeżeli nie umiemy dotykać i zadajemy ból, to za trzecim razem partner lub partnerka nie będą już chcieli takiej bliskości i obniży to mocno ich motywację do kolejnych kontaktów seksualnych.

  1. Seks

Co podnieca kobiety? – rozmowa z Eriką Lust, reżyserką filmów erotycznych

Pornografia skierowana do kobiet? Co ją wyróżnia? (Fot. iStock)
Pornografia skierowana do kobiet? Co ją wyróżnia? (Fot. iStock)
Ludzie uważają, że pornografia to nienawiść wobec kobiet, a feminizm to nienawiść wobec mężczyzn, więc jak może istnieć feministyczne porno? Ale ja tak właśnie definiuję swoje filmy – mówi reżyserka filmów erotycznych dla kobiet Erika Lust.

Reżyserka filmów dla dorosłych ogląda dużo porno?
Na pewno nie oglądam ich dla przyjemności. Czasem obejrzę jakiś zawodowo, bo chcę znaleźć coś, co może okazać się pobudzające, ekscytujące. Ale filmy porno z tzw. głównego nurtu są dla mnie antytezą erotyzmu. Nie są ani erotyczne, ani estetyczne, to po prostu nie jest dobre kino.

Co ci się w nich nie podoba?
Wszystko! Kobiety, które mają na zawołanie podniecać facetów, zawsze wyglądają jak zdesperowane kury domowe, banalne sekskróliczki do zaspokajania mężczyzn! Zawsze te same utarte schematy, no i rodzaj erotyki, który uważam raczej za obrzydliwy niż podniecający. W dodatku mężczyźni w filmach porno wyglądają, jakby spędzali za wiele czasu na siłowni, a zdecydowanie za mało czytali, słuchali muzyki lub robili cokolwiek interesującego.

Na pewno słyszałaś dowcip, że aktorami porno zostają zazwyczaj najbrzydsi faceci na świecie. Liczy się tylko długość ich penisa.
Mnie zupełnie nie interesuje rozmiar penisów. Jeśli mam już oglądać porno, to szukam na ekranie ludzi, których uważam za ekscytujących, których widok mnie kręci, którzy mają coś takiego w oczach, w postawie, że bardzo chcę ich poznać. To, czego szukam w mężczyznach, tak samo zresztą jak w kobietach, to silna, ciekawa osobowość.

Twoja ekipa filmowa to przede wszystkim kobiety.
Mój montażysta jest mężczyzną, gejem, i jest także obecny podczas kręcenia scen. Producentem jest mój mąż, ale on nigdy nie przychodzi na plan, bo wtedy zaczynamy się kłócić. Plan jest mój! Podczas kręcenia filmu słucham tylko swojej intuicji i to ja podejmuję wszystkie ostateczne decyzje. Ale wcześniej zawsze pytam mój zespół o opinię. Za każdym razem, gdy film jest gotowy, wynajmujemy kino i tam go oglądamy, komentujemy, co mogłoby być lepsze albo inaczej pokazane. Mam bardzo kreatywny zespół.

W jednym z wywiadów mówiłaś, jak ważna była dla ciebie edukacja seksualna. W Polsce wciąż trwają boje o wprowadzenie jej do szkół.
Edukacja seksualna okazała się kluczowa dla tego, kim jestem dzisiaj. Musimy pamiętać, że Szwecja była pierwszym krajem, który wprowadził wychowanie seksualne do szkół jako obowiązkowe. Do naszej szkoły w ramach zajęć przychodzili seksterapeuci, którzy rozmawiali z nami otwarcie o seksie, o związkach, o naszych ciałach. Najważniejsze było to, że nie opowiadali nam wyłącznie o ryzyku związanym z uprawianiem seksu, że możesz zachorować, zajść w ciążę albo złapać AIDS, nie podkreślali, żeby nie ubierać się prowokacyjnie czy nie robić tych wszystkich rzeczy, które czynią cię winną i zawsze potem seks kojarzy ci się z czymś brudnym i niechcianym. Oni uczyli nas, że masz prawo czuć się dobrze sama ze sobą podczas nawiązania najbardziej intymnej i pełnej pasji relacji z drugą osobą. Spotkania z seksedukatorami odbywały się oddzielnie dla dziewczyn i chłopców. Rozmawialiśmy wtedy o naszych ciałach, jak one się zmieniają, o motylach w brzuchu, gdy ktoś ci się bardzo podoba, o tym, jak to jest być kobietą. Myślę, że to nam bardzo pomogło zrozumieć, że seksualność jest czymś bogatym, a nie groźnym. Mieliśmy też specjalne miejsca, gdzie czekał ginekolog dla młodych dziewczyn, gdzie można było pójść i poprosić o pigułki czy prezerwatywy, i otrzymać wszystkie informacje, których potrzebowałaś.

Co było dla ciebie najtrudniejsze, kiedy dorastałaś? Jak radziłaś sobie z własną seksualnością?
Pamiętam ten dysonans poznawczy, że z jednej strony jestem feministką, a z drugiej – lubię seks. Było dla mnie trudne do zrozumienia i pogodzenia, jak te dwie rzeczy mogą iść w parze. Dziś otrzymuję dużo listów od młodych dziewczyn, które mają takie same zagwozdki jak ja wtedy, zwłaszcza jeśli oglądają pornografię. Bo dziś to pornografia często jest jedynym wychowaniem seksualnym tam, gdzie młodzież tego wychowania nie ma. Dzieciaki to oglądają i myślą: „Aha, to wygląda w ten sposób”. A my wiemy, że to wygląda jednak trochę inaczej niż na filmach porno. Aby rozwiązać tę sytuację, potrzebujemy mądrych dorosłych, którzy nie boją się rozmawiać o seksie z nastolatkami. Nie boją się mówić, że seks może być dobry i radosny. Bo jeśli takich rozmów nie będzie, to wychowamy kolejne pokolenie, które o seksie i rolach męskich oraz kobiecych będzie się uczyło z pornografii. I dowiedzą się, że rolą kobiet jest dostarczanie przyjemności mężczyznom, bo tak bywa w filmach. A dziewczyny zaczną seks bardzo wcześnie, zanim poznają swoje ciała i potrzeby.

Twoim pierwszym filmem erotycznym był film dyplomowy o znaczącym tytule „Good Girl”. Jak bardzo musiałaś przekroczyć siebie, swoje granice wstydu czy nieśmiałości podczas jego kręcenia?
Produkcję filmu pornograficznego można porównać do pierwszego seksu w ogóle. Tytuł „Good Girl” [Porządna dziewczyna] miał wiele wspólnego ze mną wtedy – musiałam publicznie przejść metamorfozę, by wreszcie móc robić to, co od kilku lat chciałam robić. Dla mnie ten film był bardzo ważny, zwłaszcza że musiałam skonfrontować wiele moich pomysłów z realiami świata porno. W końcu nigdy wcześniej nie pracowałam w tym przemyśle, nie miałam pojęcia, czego się spodziewać po aktorach, jacy będą. Miałam jakieś własne wyobrażenie o ludziach pracujących w tej branży, myślałam, że będą bardziej wyuzdani, ale chwilę później poznałam dwójkę aktorów Lucasa Foza i Claudię Claire, i to byli najmilsi ludzie, jakich kiedykolwiek spotkałam. Pamiętam telefoniczną rozmowę z Claudią, zaprosiłam ją na spotkanie do mojego domu, a ona na to, że jest ze swoją babcią, która nie mówi po hiszpańsku, i czy tam, gdzie ją zapraszam, nie ma jakichś erotycznych symboli czy przedmiotów, bo ona nie chce, żeby babcia to oglądała. To Claudia przedstawiła mnie Lucasowi, który był niezwykle schludną osobą, nie pił, nie palił, dbał o ciało i o siebie. I na takich ludzi trafiam przez wszystkie lata pracy w tym biznesie.

Coffee Time

Opublikowany przez Jorge Vaccę Środa, 3 lutego 2021

Jak dobierasz sobie aktorów?
Zawsze szukam ludzi o ciekawej osobowości, muszę ich dobrze poznać, zanim zaczniemy zdjęcia. Pytam, dlaczego pracują w tym biznesie, czy lubią seks, czy mają do niego pozytywny stosunek. Trafiałam na osoby, które mówiły mi, że seks ich nie kręci, ale muszą opłacić rachunki, i w końcu nigdy nie wystąpiły w moich filmach. Zdecydowanie potrzebuję ludzi, którym seks sprawia autentyczną przyjemność. A to naprawdę widać na ekranie, i to jeden z aspektów, który odróżnia moje filmy od mainstreamowego porno.

Bardzo zmieniłaś się jako reżyser od czasów swojego debiutu?
Jestem bardziej pewna siebie. Na początku bardzo się denerwowałam tym, czy i kiedy mogę przerwać aktorom podczas scen seksu, kiedy mogę coś powiedzieć. Ale widziałam już tak wiele osób uprawiających seks, że dziś umiem rozpoznać, w jakim są momencie, jak to działa, zwłaszcza jeśli chodzi o facetów. Wiem, kiedy dać im czas, kiedy do sceny wrócić. Z drugiej strony – to bardzo zabawne tak zaczepiać w trakcie aktu i pytać: „Potrzebujesz wody? A może ręcznik?”.

Pamiętasz reakcje bliskich osób na twój pierwszy film?
Moi nauczyciele byli bardzo pozytywnie nastawieni, od początku wiedzieli, co chcę zrobić, rozumieli pomysł, cały projekt. Zupełnie inaczej zareagowała moja mama, dla której zawód, jaki wykonuję, nie jest tym, w czym chciałaby mnie widzieć. Ona to rozumie, akceptuje, ale nadal jest tym zażenowana, jak zresztą wiele osób, gdy mówi się o seksie. Całkowicie ją rozumiem, bo trudno swobodnie rozmawiać o pornografii. Sama mówię o sobie, że jestem twórcą filmów erotycznych. I to chyba dobrze tłumaczy, co robię. Gdybym przedstawiała się: „Cześć, jestem Erika Lust, twórca porno”, ludzie patrzyliby na mnie zupełnie inaczej. Świat pornografii kojarzy się z brudem, kulturą niskich lotów, wulgarnym słownictwem, więc gdy mówię „filmy erotyczne”, to brzmi zdecydowanie lepiej, milej, czyściej.

No właśnie, definicja, o nią wszystko się rozbija.
Nie nazywam własnych filmów pornosami, no, chyba że żartuję. Zwykle mówię, że robię niezależne kino dla dorosłych. Jest niezależne, bo sama je finansuję, no i jest tam seks, ale to są filmy, co ma znaczenie, opowiadanie historii, ważny jest tu każdy detal – od makijażu po zdjęcia, reżyserowanie, dźwięk, muzykę, montaż. Kiedy mówisz porno, ludzie mają skojarzenie z kiepskim wideo złej jakości. Zawsze powtarzam, że musimy wyczyścić słowo „pornografia”, wrzucić je do pralki i uprać. To słowo trudne do użycia, ale tak samo jest ze słowem „feminizm”.

A gdybyś miała wytłumaczyć mężczyźnie, jaka jest różnica między pornosami a twoimi filmami?
Jednym słowem? Zasadnicza! Zacznijmy od struktury: w pornosach bohaterem jest zawsze mężczyzna, tu zawsze chodzi o jego przyjemność, a kobieta jest pięknym przedmiotem, który ma pomóc mu dojść, i to koniec formuły. Po drugie, porno jest wymyślone przez mężczyzn, robione przez mężczyzn i dla mężczyzn. Moja perspektywa jest inna, bo robię filmy koncentrujące się na związku między kobietą a mężczyzną, na ich relacji seksualnej, ale jednak relacji, więc dla mnie ważna jest przyjemność obojga.

Moi mężczyźni nie są seksmaszynami, a moje kobiety to nie seksheroiny, to po prostu bliscy sobie ludzie. Kamera próbuje oddać to porozumienie, jakie oni mają na ekranie, seks przypomina bardziej choreografię, a mój cel to podniecić cię erotycznie i sprowokować. W moich filmach chcę prowokować erotyzm, ale też emocje, uczucia.

Ja, oglądając twoje produkcje, czułam się... bezpiecznie.
Chyba dotknęłaś czegoś ważnego. To poczucie bezpieczeństwa faktycznie jest dla mnie szalenie ważne. Nie ufam wielu producentom branży pornograficznej, nie wierzę, że oni opiekują się swoimi aktorami, że tworzą dobrą atmosferę na planie. Zwyczajnie nie wydają mi się dobrymi ludźmi.

Powtarzasz, że kobiety potrafią wpływać na to, jak są postrzegane na polu edukacji, kultury, sztuki, na rynku pracy, ale nie potrafią zmienić tego, jak się je traktuje w przemyśle porno.
Nie mogą tego zmienić, bo same nie zajmują się produkcją. Mówi się o mainstreamowym porno, a tak naprawdę nie ma ono nic wspólnego z mainstreamem. To nisza pełna męskich szowinistów i ich smutnej wizji seksu.

A jednak jest coś przyciągającego w pornografii.
Oczywiście, bo nas prowokuje, ale daje też uczucie ulgi. Rozmawiałam z wieloma osobami, które zajmują się terapią i edukacją seksualną. Kobiety bardzo często tracą zainteresowanie seksem, gdy zbliżają się do czterdziestki, rodzą dzieci albo są od lat w tym samym związku. Ja to dobrze rozumiem, bo sama jestem w podobnej sytuacji: mam dwie małe córeczki, jestem od 15 lat z tym samym mężczyzną. Wiem, że to jest walka, ale można ją wygrać, jeśli seks jest dla ciebie ważny. Wierzę, że udane pożycie czyni cię szczęśliwą i spełnioną. Moja pierwsza myśl, gdy zaczęłam robić filmy, była taka, że nie mogę zostawić czegoś tak ważnego w rękach szowinistycznych facetów. Z początku wydawało mi się, że moja wizja seksu to wizja kobiet, szybko okazało się jednak, że mężczyźni także oglądają moje filmy. Dostaję mnóstwo listów od facetów, którzy piszą, że zawsze chcieli oglądać porno ze swoimi kobietami, ale nie mogli, bo one tego nie lubiły, za to moje filmy oglądają razem. Moja praca łączy ludzi. Czy to nie wspaniałe?

Wyglądasz na osobę, która twardo stąpa po ziemi.
Ludzie myślą, że moja praca to wieczna impreza i świetna zabawa, ale wcale tak nie jest. Mam firmę, założyłam sklep online z gadżetami erotycznymi, filmami dla dorosłych i książkami o seksie, który realizuje 30 tysięcy zamówień rocznie. Rok temu zaczęłam mój nowy projekt XConfessions. Dzięki niemu realizuję fantazje innych i widzę, jak są one odmienne od mainstreamowego porno. O swoich fantazjach erotycznych opowiadają mi ludzie, którzy są tacy jak ja, oglądają te same seriale, korzystają z serwisu randkowego, a ich fantazje są wspaniałe. Spośród nadesłanych listów wybieram te, które podobają mi się najbardziej, i kręcę na ich podstawie kilkunastominutowe filmy erotyczne. I to jest dopiero zabawa!

Oglądasz na co dzień tyle seksu, to ci pomaga czy przeszkadza w utrzymaniu stałego związku?
Jeśli chcesz mieć zdrowe, silne ciało, to musisz je ćwiczyć, podobnie jest ze związkiem, musisz włożyć trochę wysiłku w to, żeby go ożywić. Mnóstwo małżeństw się rozpada, bo ludzie o tym zapominają, a potem wybierają zdradę albo rozstanie zamiast pracę nad związkiem. Na co dzień potrzeba po prostu stymulacji i dużo praktyki. A na jedno i na drugie jest wiele sposobów. Możesz czytać historie erotyczne, żeby rozwijać swoje fantazje, szukać inspiracji, żeby nie zasnąć w łóżku. Jeśli się starasz, to jest już coś! Jesteś na dobrej drodze.

Wywiad archiwalny (Zwierciadło 2017)

Erika Lust (prawdziwe nazwisko Hallqvist) urodziła się w 1977 roku w Szwecji. Jest feministyczną reżyserką filmów dla dorosłych. Ma męża, dwoje dzieci, mieszka w Barcelonie.

  1. Psychologia

Seks sposobem na poznanie partnera

Nigdzie tak dobrze jak w sytuacji intymnej nie obserwujemy prawdziwej natury człowieka. (Fot. iStock)
Nigdzie tak dobrze jak w sytuacji intymnej nie obserwujemy prawdziwej natury człowieka. (Fot. iStock)
Może w ramach edukacji seksualnej należy zacząć mówić młodym ludziom o tym, że zgoda na seks świadczy nie tylko o „ostatecznym zaangażowaniu”, lecz to dobry sposób na poznanie drugiej osoby?

Przyjrzyjmy się temu przekazowi: kobieta, która ma „z natury” lepiej kontrolować swoją seksualność, używa jej do umiarkowanego wabienia mężczyzny. Zanim pójdą do łóżka, należy przyszłego partnera wypróbować na wielu innych polach i sprawdzić, czy zasłużył na ten ostateczny przywilej. Jeśli po dłuższym czasie okaże się, że wykazał się on cierpliwością  i spełnia wszystkie kryteria, otrzymuje nagrodę. On – „z natury” zdobywca - przerobił już wiele szybkich i nieznaczących relacji. Teraz z entuzjazmem ugania się za tą wartościową kobietą i odkrywa jej wyjątkowość. Bardziej docenia to, co udało mu się osiągnąć przy pomocy większego wysiłku. I żyli długo i szczęśliwie? Otóż, nikt nie da gwarancji.

Na pierwszy rzut oka widać, jak bardzo jest to niesprawiedliwa i niesymetryczna relacja. Kobieca seksualność nie może się w tym wymiarze realizować sama przez się i dawać po prostu przyjemność, lecz służy do wyróżnienia potencjalnego partnera, który został upatrzony na trwały związek. Seks zostaje zepchnięty do roli karty przetargowej – ty dasz mi to, ja dam ci to, sam z siebie nie ma więc wielkiej wartości. Mężczyźni są portretowani jako istoty proste, które zaczynają się angażować, kiedy widzą przeszkodę. Opętani seksem, starają się zrobić dobre wrażenie po to, żeby go zdobyć.

Kazanie mężczyźnie czekać (oczywiście przy założeniu, że kobieta w ogóle chce z nim seksu!) i próba sił noszą znamiona manipulacji. Takie gry mogą się obrócić przeciwko kobietom. Mężczyźni także nauczyli się sztuczek, przez co relacje damsko-męskie szczególnie na początku grzęzną we wzajemnym niezrozumieniu. Kobiety zastanawiają się, dlaczego mężczyźni zwlekają z próbą kontaktu, nie odpowiadają na wiadomości i trzymają dystans. One z kolei trochę przyciągają, trochę się odsuwają. Wszystko po to, by żadna ze stron nie wyszła na bardziej zaangażowaną, co często bywa rozumiane jako „zdesperowaną”. Każdy chce mieć kontrolę nad sytuacją i kalkuluje, który krok się teraz opłaca.

A co będzie, jeśli pokażemy swoje prawdziwe intencje? Ujawnimy, że nam zależy również na przyjemności seksualnej na pierwszej, drugiej lub szóstej randce? Oczywiście, w ten sposób wystawiamy się na ryzyko odrzucenia („pomyśli, że postępuję tak z wszystkimi i odejdzie”), ale mamy także szansę postępować tak, jak same/sami czujemy. Warto spróbować odejść od dawnych schematów i pozwolić sobie na większą swobodę w kształtowaniu relacji. Jeżeli wspólny kontakt będzie dla partnera wartością, z pewnością nie przestanie się odzywać. Jeśli przestanie – to nie wina tego, po jakim czasie się rozbierzemy.

Nigdzie tak dobrze jak w sytuacji intymnej nie obserwujemy prawdziwej natury człowieka. Gry i manipulacje są wtedy o wiele trudniejsze. Czasem dopiero w łóżku widać, czy partner troszczy się głównie o siebie, czy ma upodobania, których nie uda się zaakceptować – są to absolutne podstawy, na których budujemy związek albo od razu z niego rezygnujemy. Dopasowanie seksualne od samego początku jest mało prawdopodobne, więc nie należy się zrażać po paru nieporywających próbach. Jeżeli dwie osoby chcą tworzyć relację (dowolnego typu), będzie im zależało na dobrym seksie i będą powoli uczyć się swoich potrzeb. Zamiast „dziewczyno, szanuj się” – „dziewczyno, słuchaj siebie”.

  1. Seks

Coaching na dobry seks - sięgnij do poziomu duchowości

To my sami odpowiadamy za stan naszego życia erotycznego. Jeśli nie zmienimy siebie, to w seksie też się nic nie zmieni – nawet, jeśli będziemy zmieniać partnerów, pościel, pozycje czy miejsce, gdzie uprawiamy seks. (Fot. iStock)
To my sami odpowiadamy za stan naszego życia erotycznego. Jeśli nie zmienimy siebie, to w seksie też się nic nie zmieni – nawet, jeśli będziemy zmieniać partnerów, pościel, pozycje czy miejsce, gdzie uprawiamy seks. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Coach pomoże ci zmienić życie intymne. Maciej Bennewicz twierdzi, że aby udoskonalić ten obszar, trzeba sięgnąć do poziomu duchowości. Nowy wibrator nie wystarczy.

Gdzie się zaczynają nasze problemy z seksem?
Na poziomie przekonań, na przykład takich, że grzeczne dziewczynki powinny robić to a to. Jak tego nie robią, to są niegrzeczne, a takich nikt nie lubi. Podobnie rzecz się ma z miłymi chłopcami. Inne typowe przekonania: facetom chodzi tylko o jedno, a kobiety to materialistki. Co jeszcze? Kobieta musi zaspokajać męża, żeby nie szukał przyjemności poza domem i to, że o cipkach czy ptaszkach się nie rozmawia.

To są takie gotowe copywriterskie hasła, które na poziomie zwerbalizowanym działają w naszej świadomości. Najczęściej wpajają je nam rodzice, bo sami w nie wierzą. Ale przekaz nie zawsze jest tak otwarty. Kiedy babcia skarży się: „dziadek mnie zbałamucił”, prawdziwy przekaz brzmi: „seks to nic dobrego, mężczyzna musi nakłonić cię do niego podstępem”.

Coach pracuje więc trochę jak psychoterapeuta: szuka przyczyn postaw i przekonań?
Psychologia zajmuje się badaniem, co spowodowało, że jesteś, jaka jesteś, a twój partner jest taki czy inny. Bazuje na dawnych wydarzeniach, analizuje. I na przykład buduje czarno-biały obraz  dobrej i złej dziewczynki, zakazanych pragnień seksualnych i pragnień dopuszczalnych. Jest to obraz wewnętrznie sprzeczny, napięty. Coaching uważa ten podział za sztuczny i nieużyteczny. Operuje zupełnie innym konceptem, mówi: „Zobacz, to są tylko wzorce, mapy. One są jedynie opisem pewnego kontekstu”.

Czyli?
Poglądy są pewnym zestawem pojęć, które w toku wychowania przyjmujemy za absolutną prawdę. Ale otrzymany w domu zestaw założeń, lęków i ograniczeń na temat seksu jest tylko jednym z wielu obrazów rzeczywistości. Warto go zmieniać, kształtować, poddawać obróbce – bo to jest dla nas użyteczne. I może się okazać, że trzeba zmienić koncepcję własnej płci czy komunikacji, by lepiej realizować swoje potrzeby. Możemy więc zapytać siebie: „Czy to, co myślę o danym zachowaniu seksualnym, pozwala mi się czuć tak, jakbym chciała? Czy przybliża mnie choć o krok do szczęścia? Czy raczej hamuje i ogranicza? Zasmuca, odbiera nadzieję? W jaki sposób mogę udane życie seksualne pogodzić z rolą żony i matki? Jak to urealnić?”.

A więc to, czego uczyli nas mama i tata, nie jest prawdą?
Im więcej podróżujemy, poznając inne kultury, miejsca i podejścia, tym częściej dochodzimy do wniosku, że świat jest bardziej zróżnicowany, niż nam się wydawało. I że jest więcej rozwiązań niż zestaw przykazań, obowiązków i wzorców, który odziedziczyliśmy po przodkach. Dlatego, jeśli coś nie jest użyteczne, warto to zmienić.

Miałem kiedyś w coachingu relacji parę po 30. Ona z małej podwarszawskiej miejscowości, siedmioro rodzeństwa, rodzina rolniczo-rzemieślnicza. Nigdy nie widziała rodziców nago. Najbardziej nagie były nogi, myte po całym dniu pracy. Jest świetnie wykształcona, pracuje w korporacji. On to jedynak, syn dwojga trenerów – siatkarki i koszykarza. Od maleńkości mył się pod prysznicem z całą kadrą siatkarek lub koszykarzy. Nie pamięta czegoś takiego jak dom, bo ciągle był z rodzicami na spartakiadach. Jego rodzina to kilkadziesiąt osób, był maskotką obu drużyn, przytulany i hołubiony przez wszystkich. Dla niego nagość jest całkowicie naturalna, wobec obu płci. Pracuje w tej samej korporacji, co ona. Są razem. Tylko że ona wieczorem zakłada koszulę, zaciąga żaluzje i może się kochać tylko pod kołdrą, a już kilka miesięcy po ślubie chce dziecka, bo to przecież naturalna kolej rzeczy. Współżycie dla niej to okazja do wywiązania się z obowiązku macierzyństwa, i to do 12 miesięcy po ślubie, inaczej cała wieś będzie się dopytywać, co jest nie tak. Dla niego to czysta abstrakcja! On tęskni do widoku jej ciała, chce seksu nieskrępowanego, jak sport. Walczą więc ze sobą i ranią się nawzajem, bo obojgu się wydaje, że to ich świat jest słuszny i prawdziwy.

Rozumiem, że żyjąc w tak różnych światach, nie mają szans na porozumienie w sypialni?
Nie będą w stanie naprawdę się spotkać dopóty, dopóki nie zrozumieją, że różnią się ich mapy pojęciowe, które ukształtowały ich wzorce seksu, małżeństwa i rodzicielstwa. Tak długo, jak tego nie zobaczą, będą zakładać, że to, co się nie układa, to zła wola jego lub jej – a o przyjemności w łóżku będą mogli zapomnieć.

Przeczuwam tu przesłanie, by zmieniać siebie, a nie świat zewnętrzny…
Ważny jest element odpowiedzialności, czyli stwierdzenie: „To ja odpowiadam za stan, w jakim jest moje życie erotyczne. Jeśli nie zmienię siebie, to nic się tak naprawdę nie zmieni – nawet, jeśli będę zmieniać partnerów, pościel, pozycje czy miejsce, gdzie uprawiam seks”. W coachingu istnieje taki koncept, że człowiek funkcjonuje na kilku poziomach. Jest jak góra lodowa: nad powierzchnią wody znajduje się jej czubek, czyli poziomy płytkie: najbardziej podstawowy poziom środowiska, potem poziom zachowań i poziom umiejętności. Pod powierzchnią są z kolei głębokie poziomy: przekonań i wartości, tożsamości i najbardziej głęboki – duchowości, zwany też poziomem misji. Większość zmian, na które wpadamy, to zmiany płytkie, adresowane do powierzchownych poziomów. Kupno nowego wibratora, seks w hotelu, zapalenie świec – to zmiany na poziomie środowiska. Opanowanie pieszczot oralnych – na poziomie umiejętności. Żadna z tych zmian nie przebudowuje fundamentalnych, głębiej położonych struktur.

Takie zmiany nic nie dają?
Czasem pomagają. Na przykład partner nie wiedział, że kiedy krzyczy, budzi w partnerce lęk. Potrzebuje więc po prostu zmienić swoje zachowanie. Przejawiać więcej czułości, kupować kwiaty i nie podnosić głosu, a ona zacznie być znacznie bardziej receptywna. Czasem prosta zmiana może coś odmienić – jeśli kłopot polega na tym, że ludzie np. kochają się w stresie, bo za ścianą śpią teściowie. Ale zwykle problem leży dużo głębiej. Jeśli „pod powierzchnią wody”, w tym nieuświadamianym obszarze, dzieje się coś, co dyktuje, że seks jest zły, to zdeterminuje to, co mamy „nad powierzchnią wody”.

I seks nie będzie dawał frajdy?
Przekonania i wartości zasilają głębsze poziomy pomysłami czy umiejętnościami, ale też stanowią coś w rodzaju membrany, która przepuszcza lub nie. Przykładowo myślisz o czymś: „to trudne”. Niby maleńkie dwa słowa – a jaka magia, jaki silny bodziec dla umysłu! I już nie potrafisz zbudować szczęścia, bo to przekonanie podpowiada: „to trudne”. Bo trudno być czułym. Bo trudno mieć orgazm. Trudno jest dogodzić kobiecie. Trudno jest w moim wieku, z moją budową… Nie ma przepływu ku górze, bo przekonania nie puszczają. Możesz mieć na poziomie tożsamości zapisane: „mężczyźni są OK” lub „warto się komunikować, warto być czułym i eksperymentować”, lecz z poziomu przekonań i wartości zaraz idzie komunikat: „ale w moim wieku, z moją nadwagą, z moją urodą, z moimi biodrami – to trudne” i nie przepuszcza do innych poziomów.

I klops, bo już wiem: będę wyglądała głupio w peniuarze...
Właśnie! I on na pewno cię wyśmieje albo na pewno wam nie wyjdzie. I jeśli na poziomie tożsamości masz zapisane: „katoliczki tak się nie zachowują” czy „jestem grzeczną dziewczynką”, to te dwa przekazy nakładają się, wzajemnie wzmacniając. Mężczyzna, który ma na poziomie wartości i przekonań takie hasła jak: „o seksie nie ma co rozmawiać” i „rzeczy są proste”, a na poziomie misji wzór: „moim zadaniem jest dbać o rodzinę i być kimś, kto stwarza bezpieczeństwo”, może nie widzieć problemu w zdradzie małżeńskiej. Bo przecież przynosi pieniądze, a skoro ona „tego” nie lubi – jak przypuszcza, bo przecież jej nie spyta – to chyba może szukać zaspokojenia z kimś innym?

No dobrze, ale co zrobić, by seks był lepszy?
Pracować z tym, co „pod powierzchnią wody”. Wiemy z wielu badań, że istnieje coś, co nazywamy „sponsoringiem zmiany życiowej”. To jest podstawa wszelkiej metamorfozy. Dzięki niej ludzie nie tylko rzucają palenie, ale też zaczynają zupełnie zmieniać swoje życie. Paradoksalne jest to, że cała nasza kultura zbudowana jest w oparciu o pierwsze trzy powierzchowne poziomy, czyli tę płytką część.

Dlaczego impuls musi płynąć z głębszych warstw?
Tym, co „nad powierzchnią”, rządzi motywacja zewnętrzna, czyli słaba. Motywacja wewnętrzna, czyli pragnienie prawdziwej zmiany, jest „pod powierzchnią”. Zmiana się uda, jeśli dotrzemy na poziom tożsamości, przekonań i wartości, może nawet misji. Kobieta musi zmienić swoją tożsamość kobiety, by móc w pełni i bez poczucia winy czerpać rozkosz. Mężczyzna musi zmienić swoją tożsamość mężczyzny, by móc się w pełni otworzyć na kobietę. Inaczej nowy wibrator nic nie pomoże. Bo on nie koresponduje z naszymi przekonaniami i wartościami. Jeśli dokonamy zmiany głębiej, wibrator w ogóle nie będzie potrzebny – choć może się pojawić, czemu nie…

Maciej Bennewicz, coach, pisarz, menedżer, trener biznesowy, socjolog, bloger, autor licznych artykułów prasowych i książek, podróżnik.