1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Gra wstępna – ważna rola pieszczot

Gra wstępna – ważna rola pieszczot

W udanej więzi partnerskiej wzajemne czułości traktowane są jako wyraz miłości, bliskości, łagodzą przygnębienie, wywołują radość. Często są idealnym remedium na stres. (Fot. iStock)
W udanej więzi partnerskiej wzajemne czułości traktowane są jako wyraz miłości, bliskości, łagodzą przygnębienie, wywołują radość. Często są idealnym remedium na stres. (Fot. iStock)
W przeświadczeniu niektórych mężczyzn gra wstępna traktowana jest jako kobiecy wymysł mający na celu oddalić moment zbliżenia. Traktują ją w kategoriach straty czasu i nudnego obowiązku. Jednocześnie chcą uchodzić za świetnych kochanków i często są takimi, ale tylko we własnym wyobrażeniu. Wydaje im się, że w ciągu pięciu minut doprowadzają kobietę do orgazmu. Tymczasem zapominają, że ona może nieco koloryzować swoje przeżycia.

Aby kobieta miała orgazm, który na długo zapamięta i który będzie przeżywała każdym mięśniem swojego ciała, niezbędne są pieszczoty odpowiednio ją rozgrzewające i wprowadzające na kolejne poziomy podniecenia. Często gra wstępna to nie tylko chwile bezpośrednio przed stosunkiem, ale pocałunki w ciągu dnia, słowa, gesty czy dwuznaczne smsy.

Funkcja pieszczot jest znacznie szersza i bogatsza, niż tylko wyzwolenie podniecenia i przygotowanie do orgazmu. Są one szczególnie istotne dla seksualności kobiecej, charakteryzującej się wrażliwością na nastrój, doznania dotykowe czy słowa. Wiele kobiet reaguje podnieceniem i czuje się atrakcyjnie, gdy mężczyzna mówi im, jak bardzo podoba mu się jej ciało czy konkretne jego części, jak mówi, że lubi obserwować jej reakcje. Coraz częściej również faceci okazują się być wrażliwi na pieszczoty i zdradzają ich dużą potrzebę. Sztuką jest znalezienie najwrażliwszych miejsc i potrzeb drugiej strony. W udanych związkach całe ciało potrafi reagować na pieszczoty, bo nie zna miejsc „lepszych” ani „gorszych”, całe jest pożądane. W poszukiwaniu mapy erotycznej kochanej osoby, nie ma chyba lepszego sposobu jak delikatny masaż, w którym nie zapominamy o twarzy. Można dotykać ją opuszkami palców lub muskać wargami. Dzięki takim zabawom każda para tworzy swój własny, wyjątkowy styl działania w zależności od preferencji. Wzajemność w wymianie pieszczot dostosowanych do potrzeb i oczekiwań obojga partnerów z pewnością umacnia ich więź i jest podstawą ars amandi.

Intymne czułości wyostrzają zdolność niewerbalnego porozumiewania się. Spojrzenie, dotyk, pocałunek mogą wiele powiedzieć, ale odczytywanie tych sygnałów wymaga umiejętności i doświadczenia. Dlatego istotny jest czas trwania pieszczot, delektowanie się każdą czynnością, zdolność utrzymania skupienia na partnerze, umiejętność trwania w ciszy, bycia razem. W udanej więzi partnerskiej wzajemne czułości traktowane są jako wyraz miłości, bliskości, łagodzą przygnębienie, wywołują radość. Często są idealnym remedium na stres.

Pieszczoty, jak się okazuje, w dużej mierze służą budowaniu bliskiej relacji oraz są wyrazem naszej fascynacji drugą osobą. Jakkolwiek zwykle prowadzą do stosunku, to często one właśnie są aktywnością seksualną najbardziej docenianą przez kochanków. Jeśli do tej pory przeskakiwaliśmy dosyć szybko ten etap zabaw w sypialni, może jednak warto, przy kolejnej okazji, zatrzymać się przy nim trochę dłużej, wsłuchać się w ciało partnera, jego reakcje, spróbować wejść w świat jego przeżyć. Ostatecznie stracimy tylko trochę czasu…

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Seks sposobem na poznanie partnera

Nigdzie tak dobrze jak w sytuacji intymnej nie obserwujemy prawdziwej natury człowieka. (Fot. iStock)
Nigdzie tak dobrze jak w sytuacji intymnej nie obserwujemy prawdziwej natury człowieka. (Fot. iStock)
Może w ramach edukacji seksualnej należy zacząć mówić młodym ludziom o tym, że zgoda na seks świadczy nie tylko o „ostatecznym zaangażowaniu”, lecz to dobry sposób na poznanie drugiej osoby?

Przyjrzyjmy się temu przekazowi: kobieta, która ma „z natury” lepiej kontrolować swoją seksualność, używa jej do umiarkowanego wabienia mężczyzny. Zanim pójdą do łóżka, należy przyszłego partnera wypróbować na wielu innych polach i sprawdzić, czy zasłużył na ten ostateczny przywilej. Jeśli po dłuższym czasie okaże się, że wykazał się on cierpliwością  i spełnia wszystkie kryteria, otrzymuje nagrodę. On – „z natury” zdobywca - przerobił już wiele szybkich i nieznaczących relacji. Teraz z entuzjazmem ugania się za tą wartościową kobietą i odkrywa jej wyjątkowość. Bardziej docenia to, co udało mu się osiągnąć przy pomocy większego wysiłku. I żyli długo i szczęśliwie? Otóż, nikt nie da gwarancji.

Na pierwszy rzut oka widać, jak bardzo jest to niesprawiedliwa i niesymetryczna relacja. Kobieca seksualność nie może się w tym wymiarze realizować sama przez się i dawać po prostu przyjemność, lecz służy do wyróżnienia potencjalnego partnera, który został upatrzony na trwały związek. Seks zostaje zepchnięty do roli karty przetargowej – ty dasz mi to, ja dam ci to, sam z siebie nie ma więc wielkiej wartości. Mężczyźni są portretowani jako istoty proste, które zaczynają się angażować, kiedy widzą przeszkodę. Opętani seksem, starają się zrobić dobre wrażenie po to, żeby go zdobyć.

Kazanie mężczyźnie czekać (oczywiście przy założeniu, że kobieta w ogóle chce z nim seksu!) i próba sił noszą znamiona manipulacji. Takie gry mogą się obrócić przeciwko kobietom. Mężczyźni także nauczyli się sztuczek, przez co relacje damsko-męskie szczególnie na początku grzęzną we wzajemnym niezrozumieniu. Kobiety zastanawiają się, dlaczego mężczyźni zwlekają z próbą kontaktu, nie odpowiadają na wiadomości i trzymają dystans. One z kolei trochę przyciągają, trochę się odsuwają. Wszystko po to, by żadna ze stron nie wyszła na bardziej zaangażowaną, co często bywa rozumiane jako „zdesperowaną”. Każdy chce mieć kontrolę nad sytuacją i kalkuluje, który krok się teraz opłaca.

A co będzie, jeśli pokażemy swoje prawdziwe intencje? Ujawnimy, że nam zależy również na przyjemności seksualnej na pierwszej, drugiej lub szóstej randce? Oczywiście, w ten sposób wystawiamy się na ryzyko odrzucenia („pomyśli, że postępuję tak z wszystkimi i odejdzie”), ale mamy także szansę postępować tak, jak same/sami czujemy. Warto spróbować odejść od dawnych schematów i pozwolić sobie na większą swobodę w kształtowaniu relacji. Jeżeli wspólny kontakt będzie dla partnera wartością, z pewnością nie przestanie się odzywać. Jeśli przestanie – to nie wina tego, po jakim czasie się rozbierzemy.

Nigdzie tak dobrze jak w sytuacji intymnej nie obserwujemy prawdziwej natury człowieka. Gry i manipulacje są wtedy o wiele trudniejsze. Czasem dopiero w łóżku widać, czy partner troszczy się głównie o siebie, czy ma upodobania, których nie uda się zaakceptować – są to absolutne podstawy, na których budujemy związek albo od razu z niego rezygnujemy. Dopasowanie seksualne od samego początku jest mało prawdopodobne, więc nie należy się zrażać po paru nieporywających próbach. Jeżeli dwie osoby chcą tworzyć relację (dowolnego typu), będzie im zależało na dobrym seksie i będą powoli uczyć się swoich potrzeb. Zamiast „dziewczyno, szanuj się” – „dziewczyno, słuchaj siebie”.

  1. Seks

Nie mając bliskiego kontaktu ze swoją seksualnością, zaniedbujemy własne zdrowie

Od jakości naszej energii seksualnej, od tego, jaki mamy do niej dostęp i jak jej używamy, zależy nasze samopoczucie, a tym samym zdrowie. (Fot. iStock)
Od jakości naszej energii seksualnej, od tego, jaki mamy do niej dostęp i jak jej używamy, zależy nasze samopoczucie, a tym samym zdrowie. (Fot. iStock)
Prawdziwa troska o siebie jest możliwa tylko wtedy, gdy obejmiemy miłością nasze ciała, łącznie z obszarem genitalnym – mówi Olga Haller, psycholożka, terapeutka.

W jaki sposób seksualność wpływa na nasze zdrowie?
Seksualność to potężna siła – jej energia służy przecież przetrwaniu gatunku. Powstaje w ciele, ożywia serce i umysł oraz nasze relacje z innymi i światem. Niewątpliwie dotyka też sfery duchowej. Od jakości tej energii, od tego, jaki mamy do niej dostęp i jak jej używamy, zależy nasze samopoczucie, a tym samym zdrowie.

Seksualność rozwija się od początku naszego istnienia, zależy od wielu czynników. Ten rozwój mogą jednak zakłócić przeszkody wynikające z osobistych historii, relacji rodzinnych i szerzej, z przekazów społeczno-kulturowych. Obserwując swoje przeżycia i słuchając innych kobiet, dostrzegam w wielu naszych typowych zachowaniach niesłużących zdrowiu skutki tych zakłóceń. Poczucie winy, lęk i wstyd to wciąż uczucia, które wiele kobiet przeżywa w związku ze swoją seksualnością. Od najwcześniejszych lat uczymy się, że jeśli odczuwamy coś w „tej” części ciała, to nie jest to w porządku. Dojrzewamy, lata lecą, a głęboko zakodowany lęk nie pozwala nam wykształcić postawy odpowiedzialności za swoje zdrowie. Bo jeżeli nie akceptujemy swojego ciała w całości, to trudno je szanować. Łatwo jest wtedy oddać decyzje dotyczące tego, co dla nas dobre, a co nie, innym – mamie, partnerom, doktorom itd.

Czy to znaczy, że kobiety nie potrafią tak naprawdę o siebie zadbać?
Nie potrafią… Dlaczego tyle kobiet choruje i umiera na nowotwory piersi czy szyjki macicy, mimo że medycyna oferuje coraz większe możliwości wczesnej diagnozy? Żebyśmy umiały o siebie zadbać, muszą się zmienić nasze postawy, a nie opinie. Coraz więcej jest społecznych akcji na rzecz profilaktyki chorób kobiecych i większa niż kiedykolwiek dostępność informacji, a jednak kobiety ciągle nie korzystają z tego w wystarczającym stopniu. I to najczęściej nie brak czasu, pieniędzy lub wiedzy jest tego powodem. To dość powszechne zjawisko – odkładanie wizyty kontrolnej u ginekologa. A kiedy pojawia się jakaś dolegliwość, ból, wiadomość o chorobie innej kobiety, nadchodzi strach, obawa i refleksja: „O rany! Miałam już dawno temu zrobić cytologię i mammografię!”. Zaniedbujemy siebie najczęściej dlatego, że nigdy nie nawiązałyśmy bliskiego kontaktu z macicą, jajnikami, pochwą. Są jak jakaś „ziemia niczyja”. Myślenie z troską i miłością o swoich narządach płciowych brzmi dla wielu z nas jak herezja. Jest jednak taki okres w życiu kobiety, kiedy może publicznie obnosić się ze skutkiem prowadzenia życia seksualnego i rozmawiać o tym, co dzieje się w jej ciele, i to właśnie „tam” – to oczywiście ciąża i poród. Wiele kobiet doświadcza wtedy mocniej niż kiedykolwiek poczucia kobiecej wspólnoty, swobody i akceptacji ciała.

Jak według ciebie mogłaby się przejawiać prawdziwa troska o siebie?
Kojarzy mi się z miłością i opiekuńczością, jaką otaczamy dziecko. Ani nie chronimy go nadmiernie przed światem, ani nie zaniedbujemy. Nie chodzi więc o to, żeby z lękiem biegać co chwila na badania lub odwrotnie – zupełnie je lekceważyć. Jeżeli obejmiemy miłością nasze ciała, łącznie z obszarem genitalnym, zauważymy to, co wymaga zauważenia. Wtedy możemy działać. Na przykład udać się na badanie, wybrać właściwego lekarza albo ubrać się ciepło, albo nie zgodzić na seks bez prezerwatywy.

A jakie są nasze rutynowe zachowania?
Nie próbujemy wpływać na bieg zdarzeń. Pragnąc uśmierzyć lęk, polegamy głównie na autorytetach zewnętrznych, poddajemy się im całkowicie, „opuszczamy siebie”. Kobiety często godzą się na leczenie czy zabiegi, ale bez wewnętrznego przekonania. Trudno im przyjąć, że mają wpływ na swoje leczenie: że mogą pytać, mieć wątpliwości, zbierać informacje. Dlatego bardzo ważne jest znalezienie odpowiedniego lekarza, który nie będzie wyrocznią, lecz partnerem. Podobnie w seksie: w sprawach antykoncepcji czy profilaktyki chorób przenoszonych drogą płciową. Jak często kobiety zabierają prezerwatywę, idąc na randkę? Czy stawiają stanowczo sprawę jej użycia, czy raczej z nadzieją wyczekują na to, co on zrobi? W dbaniu o zdrowie inni mogą nam pomóc, ale nikt nas nie wyręczy w decydowaniu o tym, co, kiedy i jak robić w tej sprawie.

Czy znasz jakiś przykład, który pokazywałby, że można postępować inaczej?
Pracowałam kiedyś z pewną kobietą. Była u ginekolożki i okazało się, że ma polipa na szyjce macicy. To nic groźnego, ale doradzano jej usunięcie go. Minęły trzy albo cztery lata, zanim się na to zdecydowała. Bała się. Była też wtedy przeciwna wszelkim ingerencjom chirurgicznym, interesowała się medycyną naturalną. Robiła sobie głodówki, bo myślała, że może dzięki nim narośl samoczynnie się wchłonie. Od czasu do czasu chodziła na wizyty kontrolne i dowiadywała się, że polip cały czas jest, a nawet obok wyrósł drugi i trzeci. To był też czas, kiedy dość intensywnie pracowała nad sobą, zamykała różne sprawy z przeszłości, również te związane ze swoją seksualnością. Podejrzewała, że ten polip musi być z nimi związany. Wreszcie któregoś dnia napisała list – do tej właśnie części siebie, do tego kawałka szyjki macicy. Wiedziała, co jej powiedzieć. Wiedziała, że to pozostałość po tym, co bolało. To był przełomowy moment – usłyszała siebie poprzez tę część. I wtedy zdecydowała się na zabieg. Wyobraź sobie, że było to jedno z najlepszych doświadczeń w jej życiu!

Nawiązała kontakt ze sobą... To wskazówka dla każdej z nas?
To trwało kilka lat, miała za sobą wiele lat terapii. U różnych kobiet ten proces wchodzenia ze sobą w głęboki kontakt może wyglądać różnie. We mnie jej doświadczenie obudziło refleksję, że możemy wiele dla siebie zrobić, tylko ważne, by zrobić to we właściwym momencie – kiedy czujemy w sobie gotowość. Dobrze, jeśli uporządkowaniu na poziomie cielesnym towarzyszy uporządkowanie na poziomie psychicznym. Wtedy nie musisz już słuchać się lekarza, ale możesz go posłuchać, jeśli tak zdecydujesz. Lekarz staje się partnerem. Gdyby ta kobieta poszła na zabieg ze strachu, to polip pewnie by odrósł. Jeśli kieruje nami strach, często opóźniamy pewne decyzje albo na siłę je przyspieszamy. Chodzi o to, by ze zrozumieniem zadbać o siebie, zrobić coś, czego naprawdę potrzebujemy. Odczytać właściwie sygnały naszego ciała i na nie odpowiedzieć.

 
Taka postawa wymaga chyba dużego zaufania do siebie, dojrzałości? Tak i warto ją rozwijać, nauczyć się, że doznań z ciała nie trzeba się bać. One są naszym sprzymierzeńcem. Pokazują nam, że coś jest nie tak, że trzeba się zatrzymać, coś zmienić. Odpowiednio wcześnie zauważone pomagają nam zwykle w wyzdrowieniu. Nie mamy wpływu na wszystko, ale na to, jak traktujemy nasze ciało – tak. Mamy w tej kwestii bardzo dużo do zrobienia. W profilaktyce chorób kobiecych niezwykle ważne jest odnowienie kontaktu z własną seksualnością.

Kiedy cię słucham, przypomina mi się pewne zdarzenie: siedzimy w gronie kilku kobiet i opowiadamy o tym, jak o siebie dbamy. Któraś mówi, że nie je mięsa, inna, że z powodu grupy krwi 0 je i dobrze się czuje, kolejna przez trzy miesiące była na ścisłej diecie. Każda z nas coś robiła. Wreszcie jedna z kobiet zapytana: „A co ty robisz, kiedy źle się czujesz?”, odpowiedziała: „Ja nic nie robię, jem to, na co mam ochotę, nie stosuję żadnych diet, a jak czuję, że coś jest nie tak, to się odprężam, głaszczę swoje ciało, staram się w nie wsłuchać, być dla siebie dobra...”. Pamiętam, że jej wypowiedź bardzo mnie zdenerwowała. Dopiero później uświadomiłam sobie, że zdenerwowałam się, bo ja tak nie potrafię: objąć siebie czule i zapytać, czego naprawdę potrzebuję.
To jest ideał: umieć wsłuchać się w swoje ciało, także wtedy, kiedy wszystko jest w porządku i czujemy się dobrze. Kiedy pozwalamy sobie na przyjemność, odprężenie, radość. Bo jeśli w takich momentach siebie usłyszymy, to jest bardziej prawdopodobne, że usłyszymy też niepokojące sygnały. Akceptacja bez winy i lęku to najlepsza profilaktyka.

Na swoich warsztatach dla kobiet proponujesz np. ćwiczenia pomagające skontaktować się z podbrzuszem, doenergetyzować ten rejon. Reakcje na twoje ćwiczenia bywają różne. Pierwsze, co często wychodzi na wierzch, to lęk, wstyd i inne zmory.
Tego rodzaju ćwiczenia są dobre, ale bywają o wiele skuteczniejsze wtedy, gdy przekroczymy instrumentalny stosunek do własnego ciała. Inaczej staną się kolejną rzeczą, którą „trzeba ze sobą zrobić”. Jest dzisiaj tyle możliwości rozwoju, dbania o siebie, ćwiczeń, technik, zabiegów, leków i parafarmaceutyków... Ale wszystko to na nic, jeśli traktujemy siebie przedmiotowo i w panice rzucamy się od jednej metody do drugiej.

No tak, pamiętam z twojego warsztatu, że zatrzymujesz się za każdym razem, gdy pod wpływem jakiegoś ćwiczenia wyłoni się trudne uczucie.
Objaw cielesny czy trudność emocjonalna wskazują nam zwykle obszary, w których mamy coś do zrobienia. Warto się wtedy zatrzymać, posłuchać, poobserwować, objąć uwagą bolesne miejsce. Chciałabym, żebyśmy zaufały mądrości ciała i mądrości Stwórcy – jakąkolwiek siłę mamy tu na myśli – pozwoliły sobie na przyjęcie własnej kobiecości, żebyśmy nie musiały się bać, wstydzić i ukrywać same przed sobą, a w konsekwencji chorować.

Jesteśmy bombardowane informacjami o korzyściach, które możemy mieć z uprawiania seksu. Wielu specjalistów powtarza, że seks to jeden z filarów zdrowia: młodniejemy, polepsza się nasza odporność, mamy rumieńce i błyszczące oczy itd. Czy seks rzeczywiście może tak działać?
Na każdą kobietę i na każdego mężczyznę podziała szczęśliwe życie – chwile radości, rozkoszy, bliskości, zaangażowania, odprężenia – również w seksie. Seks nie jest jednak panaceum, które można stosować w oderwaniu od reszty siebie. Takie myślenie grozi niewolą i robieniem czegoś wbrew sobie. Nie traktujmy instrumentalnie seksu, siebie i partnera. Nie jesteśmy mechanizmem, w którym trzeba coś dokręcić lub poluzować. Zdrowie i choroba to nieodłączne elementy życia. Żadne zalecenia, diety, nowe specyfiki nie uwolnią nas od poszukiwania własnej odpowiedzi na pytania: czego potrzebuję, czego mi brak, co odczuwam, czego doświadczam, co mogę zrobić, na co się decyduję. W dzisiejszym świecie pełnym rozmaitych recept na dobre życie i szybkich środków na wszelkie dolegliwości niełatwo znaleźć własną drogę. Ja odkryłam, jak wielki potencjał może być zamrożony w naszym ciele na skutek nieuświadomionych przekazów dotyczących kobiecej seksualności, ile mamy do odzyskania i jakie wtedy otwierają się przed nami możliwości!

  1. Seks

Presja seksualna i brak orgazmu – co zakłóca przyjemność kobiety?

Czego naprawdę oczekujesz od swoich partnerów? Jakie rzeczy cię ograniczają czy sprawiają, że stawiasz partnera na pierwszym miejscu, przed sobą? (fot. iStock)
Czego naprawdę oczekujesz od swoich partnerów? Jakie rzeczy cię ograniczają czy sprawiają, że stawiasz partnera na pierwszym miejscu, przed sobą? (fot. iStock)
Orgazm to wspaniała rzecz, której pragniemy dla siebie i naszego partnera. Jednak umysł i ciało nie zawsze współpracują tak, jakbyśmy tego chcieli. Rozczarowanie orgazmem jest mocno związane z presją seksualną i przekonaniami, które żywimy na temat kobiecej cielesności – podkreśla seksterapeutka Marja Kihlström, autorka książki „Daj sobie prawo do przyjemności”.

Część z nas czuje się wadliwa i niewystarczająca, bo zwyczajnie nie potrafi dojść. Jedna z kobiet, z którymi rozmawiałam, określiła to byciem „trudną”. Jej rozczarowanie nie wynikało więc wyłącznie ze strachu przed własnymi niedomaganiami, ale i  przed sprawieniem zawodu partnerowi i wprawieniem go w zły nastrój.

Powszechne wyobrażenie o seksie jest takie, że kobieta powinna być bierna, podczas gdy mężczyzna ma ją uwodzić. Jednocześnie pasywna kobieta często kojarzy nam się z brakiem doświadczenia w łóżku. Za to mężczyzna zawsze ma być aktywny, gotowy do stosunku – i automatycznie wyczuwać, co sprawia partnerce przyjemność. Te przekonania stanowią ogromne obciążenie w wielu relacjach, a ich konsekwencji nie można bagatelizować. Nam, kobietom, nakładają na ręce kajdany – bo roli, którą odgrywamy, nie przystoi aktywność. Musimy skończyć z narzucanym nam wizerunkiem uległości, nawiązać kontakt z własną przyjemnością, poznać swoje ciało i opowiedzieć partnerowi o tym, czego pragniemy. Równość w związku zmniejsza presję wobec obojga kochanków. Podczas seksu mężczyźni też odczuwają stres – bo mają lepiej od partnerek rozumieć, jak sprawić im przyjemność.

Wiele z nas, kobiet, zna to uczucie, kiedy chcemy dojść tak mocno, że jesteśmy gotowe zrobić w tym celu dosłownie wszystko – ale nic, co robimy, nie przynosi rezultatów. Powodem są zwykle sporadyczne trudności z osiągnięciem orgazmu, za którymi kryje się przejściowy niepokój, stres lub po prostu zmęczenie. Możemy odczuwać wielką frustrację – ale warto, żebyśmy spróbowały znaleźć dla siebie zrozumienie. Nic się nie stanie, jeśli odpuścimy i spróbujemy następnym razem. Jeżeli trudności z orgazmem będą się przeciągać, powinnyśmy spróbować wyjaśnić, skąd wynikają.

Przyczyny presji i rozczarowania mogą się znajdować naprawdę blisko – ale może być też tak, że przyjdzie nam ich szukać w odległych rozdziałach naszej seksualnej historii. Czasami napięcia mogą mieć źródło w partnerze czy dynamice konkretnej relacji. Jeśli z ust drugiej osoby wymknął się kiedyś choćby najmniejszy negatywny komentarz na temat naszego wyglądu, możliwe, że same stałyśmy się wobec siebie bardziej krytyczne, a nasza samoocena zaczęła spadać. Podobny wpływ mogą mieć słowa partnera na temat jego poprzednich kochanek czy tego, jak szczytowały, gorące orgazmy naszych przyjaciółek czy porównywanie własnych doświadczeń z tym, co widzimy na przykład w telewizji.

Najlepszym lekarstwem na wszelkie presje związane z orgazmem jest rozluźnienie atmosfery. Warto zacząć od tego, żeby nauczyć się czerpać przyjemność ze swojego towarzystwa bez napięcia seksualnego. Dotyk, z którym nie wiążą się żadne oczekiwania, daje nam przestrzeń, żeby po prostu być i spędzić miło czas. Partner może nam też bardzo pomóc podczas gry wstępnej. Pieszczoty, pocałunki, słowa szeptane na ucho – to wszystko daje nam czas na rozluźnienie. Mnie pomaga, kiedy w czasie stosunku mąż powtarza, że nigdzie się nie spieszymy, kiedy sam zachowuje się spokojnie i poświęca mi uwagę. To łagodzi pęd do orgazmu. Jeśli presja stanie się zbyt duża, można po prostu zakończyć grę i iść spać. Może – jak to mówi moja przyjaciółka – „po prostu gwiazdy nie są dziś w odpowiedniej konfiguracji”. Musimy pozwolić sobie na to, żeby nie zawsze dochodzić na szczyt. Pamiętajmy jednak, że nasze pragnienia nigdy się nie spełnią, jeśli nie powiemy o nich partnerowi. Bądźmy odważne i aktywne.

Zrób listę rzeczy, które zakłócają i wspierają twoją przyjemność

Bądź świadoma własnych pragnień i ograniczeń. Czego naprawdę oczekujesz od swoich partnerów? Jakie rzeczy cię ograniczają czy sprawiają, że stawiasz partnera na pierwszym miejscu, przed sobą? Odpowiedz sobie na te pytania, bez względu na to, czy jesteś w związku, czy nie. Możesz też wykonać to ćwiczenie z przyjaciółką – potem podzielcie się ze sobą odpowiedziami. Nauczycie się rozmawiać o seksualności bardziej otwarcie.

Ćwiczenie opiera się na podobnej idei, co rozpisywanie planu porodu. Wiesz, że nie wszystko potoczy się tak, jakbyś tego chciała. Mimo to poprzez tworzenie listy zarówno ty, jak i twój partner uświadamiacie sobie lepiej, jakie są wasze prawdziwe pragnienia. W ten sposób tworzysz mapę, która prowadzi cię coraz bliżej przyjemności.

Postaraj się o odpowiedni nastrój. Na pewno w przeszłości zdarzało się, że robiłaś coś bardziej po to, żeby zadowolić innych niż dla własnej satysfakcji. Albo były sytuacje, w których miałaś nadzieję na więcej, ale nie odważyłaś się o to poprosić. Możliwe też, że sama nie jesteś do końca pewna, czego chcesz.

Stwórz listę. Co wyprowadza cię z równowagi podczas seksu? Co chciałabyś zmienić? Czy jest coś, co postrzegasz jako niesprawiedliwe – ale o czym nie masz odwagi powiedzieć na głos? Jeśli ćwiczenie wydaje ci się zbyt trudne, przejrzyj wypisane poniżej przykłady i początki zdań, które mogą posłużyć za wzór.

Pomyśl o sobie jako o kobiecie, która zdejmuje z ramion ciężar odpowiedzialności za cudzą przyjemność i staje się aktywną partnerką, potrafiącą czerpać ze swojej seksualności garściami.

  • Chciałabym więcej takich pieszczot, podczas których nie wkładasz ręki do moich majtek. Chciałabym, żebyś dotykał mnie w innych miejscach, głaskał, muskał, masował i drażnił, dopóki nie będę gotowa, żebyś włożył we mnie swoje palce.
  • Jeśli dopiero się obudziłam, moje ciało potrzebuje więcej czasu niż zwykle, żeby się rozgrzać.
  • Ciężko mi być na górze, bo ciągle zastanawiam się, jak wyglądam i czy odpowiednio się ruszam. Czy twoja erekcja wytrzyma, jeśli zrobię coś źle? Czy ja sama wytrzymam wystarczająco długo? Czuję się niepewnie pod wieloma względami.
  • Chciałabym częściej kochać się tak, żeby dobrze cię widzieć – wtedy bardziej czuję twoją obecność – ale niekoniecznie w ostrym świetle.
  • Kiedy jestem pijana, po przekroczeniu pewnej granicy trudno mi osiągnąć orgazm.
  • Chciałabym więcej…
  • Jeśli jestem…
  • Nigdy nie miałam/ Najłatwiej osiągam orgazm…
  • Trudno mi…
  • Wcześniej nie miałam nigdy odwagi powiedzieć…
  • Czasami chciałabym…
  • Chciałabym się z tobą nauczyć…
  • Po cichu marzy mi się…
Fragment pochodzi z książki „Daj sobie prawo do przyjemności. Rzecz o orgazmie, kobiecości i nie tylko”. Marja Kihlström, fińska seksterapeutka i edukatorka pisze o kobietach i dla kobiet, dając im wsparcie w poszukiwaniu i odkrywaniu własnej seksualności.

  1. Zdrowie

Kobiece miejsca intymne - jak się o nie zatroszczyć?

Joni to kwintesencja kobiecości, wartość, nie wstyd. (Fot. iStock)
Joni to kwintesencja kobiecości, wartość, nie wstyd. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Joni – symbol żeńskich narządów płciowych, przedstawiany w hinduskich świątyniach w kształcie kwiatu, trójkąta lub romboidalnego owalu. Przed wiekami otaczany czcią. A dziś?

Medycznie brzmiąca „wagina”, biblijne „łono”, pieszczotliwie – „muszelka”? Jak mówić o „kwiecie swojego sekretu”? I czy w ogóle jakoś go nazywać? Problemu z terminologią okolic intymnych do tej pory nie rozwiązali ani teoretycy języka, czyli językoznawcy, ani praktycy, czyli pisarze. Wszystkie znane w języku polskim określenia są albo zbyt medyczne, albo zbyt dziecinne, albo zbyt wulgarne, ewentualnie zbyt poetyckie. Jakoś nie udaje się uchwycić sensu w jednym trafnym słowie. Czyżby tabu nadal obowiązywało?

Zdaniem psychologów i terapeutów winny naszemu zawstydzeniu w mówieniu, a nawet myśleniu o – nazwijmy ją jednak Joni – jest trening czystości, jaki przeszłyśmy w dzieciństwie, czyli krytyka, a nawet kary w przypadku zbyt długotrwałego moczenia się, zawstydzanie dziewczynki, nauka, że „te miejsca” są „fe”, wstydliwe, należy je ukryć, a najlepiej w ogóle zapomnieć o ich istnieniu. Dziewczęta tak wychowywane nie tylko rzadziej myślą czy mówią o swoich narządach płciowych, ale też zmagają się z niejednym problemem fizycznym: ich waginy bywają „zaciśnięte”, jakby odcięte od reszty ciała, a to powoduje na przykład brak satysfakcji w seksie.

– A także napięcia mięśniowe, odczuwane w postaci bólu w trakcie kontaktu intymnego, podczas oddawania moczu czy zaburzenia czucia w okolicy warg sromowych – dodaje Jacek Sobol, terapeuta manualny. – Napięcie mięśniowe w miednicy małej jest ściśle powiązane z ogólnym napięciem układu nerwowego, a to skutkuje na przykład brakiem koncentracji, rozkojarzeniem czy bólami głowy.

Jeśli więc nie byłaś szczęściarą, której rodzice jako kilkulatce z pełną radością robili zdjęcia na golasa i po dziś dzień pokazują z upodobaniem, jak piękna byłaś w całości, a Joni najbardziej – możesz czuć się zakłopotana, nawet czytając ten artykuł. I z pewnością przyda ci się myśl, że Joni to kwintesencja kobiecości, wartość, nie wstyd. Lecz, gdyby przyszło ci do głowy popaść w drugą skrajność, to, aby nie było na nas, ostrzegamy: co prawda erotyczna bielizna, modna fryzura intymna czy uwodzicielski kolczyk to zdaniem wielu atrybuty nowoczesnej, wyzwolonej seksualnie kobiety; intrygująca przeciwwaga do ciepłych majtek, naturalnego owłosienia – ale jednak nie eksperymentujmy wbrew sobie. I miejmy pełną świadomość, że strefy intymne kobiety w wydaniu, w jakim stworzyła je natura, zasługują na adorację również bez poprawek. I że innowacje, na które mamy ochotę, nie szkodzą tym wrażliwym rejonom.

Troskliwa pielęgnacja

Skóra okolic intymnych to najdelikatniejsze miejsce ciała. Jej pH ma odczyn kwaśny (około 4,5), a to oznacza, że klasyczne mydło o odczynie zasadowym może niszczyć naturalny płaszcz ochronny. Specjalny płyn do higieny intymnej nie jest więc kolejnym wynalazkiem, który próbują ci wcisnąć specjaliści od marketingu. Jak go wybrać? Czytaj opisy na opakowaniach. Na liście składników czołowe miejsce powinien zajmować kwas mlekowy, który działa grzybobójczo i przeciwzapalnie (podobnie jak wyciąg z rumianku, nagietka czy macierzanki). Z kolei alantoina, wyciąg z lukrecji czy prowitamina B5 to najlepsi sojusznicy w zapobieganiu podrażnieniom. A preparat, który pomaga uniknąć nieprzyjemnej suchości, powinien mieć w składzie natłuszczającą lanolinę, glicerynę albo oleje roślinne. Furorę robią też probiotyki, bezkonkurencyjne w utrzymywaniu w ryzach mikroflory bakteryjnej. Preparat z ich dodatkiem warto sobie sprawić zwłaszcza podczas kuracji antybiotykowej.

Ważna jest bielizna, którą nosisz

Powinna być uszyta z „oddychających” materiałów, a najlepiej po prostu z bawełny. Szorstkie koronki czy wpijające się stringi mogą niepotrzebnie podrażniać wrażliwą strefę intymną. Anna Ulman, lekarz medycyny, specjalista ginekologii i położnictwa, odradza noszenie stringów na co dzień. Podobnie ostrożnie odnosi się do całkowitej depilacji włosów łonowych.

– Z punktu widzenia medycyny nadmierne owłosienie łonowe nie jest wskazane – tłumaczy. – Zatrzymuje resztki bakterii, co może powodować stany zapalne, odparzenia. Jednak całkowite pozbawianie się włosów także nie jest korzystne, gdyż pełnią one rolę warstwy ochronnej pomiędzy bielizną a ciałem.

Zdaniem Desmonda Morrisa, autora książki „Naga kobieta”, ów „welon natury” jest ważnym sygnałem wizualnym. W czasach, gdy chodziliśmy po świecie w strojach Adama i Ewy, wskazywał, że pod względem seksualnym kobieta jest już dojrzała. Widoczne owłosienie łonowe wzmacniało reakcję seksualną mężczyzny, a jego brak ją blokował. Zdaniem seksuologów działa ono także jak amortyzator oddzielający skórę mężczyzny od skóry kobiety podczas energicznego stosunku seksualnego.

Dziś modna jest tzw. braziliana, czyli całkowite usunięcie włosów. Choć może być seksowna i dodawać pewności siebie, to korzystna dla strefy intymnej nie jest. Dlatego lepiej wybrać mniej radykalne usuwanie owłosienia i poddać się mu w salonie kosmetycznym, woskiem, nigdy golarką. Zapobiegniesz wrastaniu włosków, krostkom i stanom zapalnym.

Wagina jako źródło siły

Pod takim tytułem prowadzone były warsztaty w ramach działalności portalu Seksualność Kobiet. Na zajęcia przychodziły kobiety w różnym wieku, od maturzystek po panie po pięćdziesiątce.

– Podczas spotkań zajmujemy się historią kobiecej seksualności, postrzeganiem narządów płciowych na przestrzeni wieków, legendami, mitami, czyli odczarowywaniem wagin – mówi Voca Ilnicka, założycielka portalu. – Oglądanie waginy w lusterku, jedno z ćwiczeń „do wykonania” w intymnym zaciszu domowym, oswaja z fizycznością. Kobieta bywa zaskoczona tym, co ujrzy. Pojawić się mogą silne emocje: niechęć, zaciekawienie, a nawet radość i zachwyt.

Kobiety, które zdecydowały się tego doświadczyć, twierdzą, że oswajają się z widokiem najintymniejszych części swojego ciała, poznają indywidualną budowę. Jeśli miały wcześniej problem z zaakceptowaniem siebie w całości, mogą to zmienić. Zaczynają myśleć: „każda część ciała warta jest szacunku, jest mną”. Niby żyjemy w czasach bez tabu, a jednak sporo kobiet wciąż myje intymne rejony pospiesznie i z zawstydzeniem, nie chce też by partner całował te miejsca lub dotykał.

– O seksie nauczyliśmy się już rozmawiać – tłumaczy Voca Ilnicka. – Jakie techniki preferujesz, czy stosujesz antykoncepcję, jak możesz zadowolić partnera – na takie rozmowy mamy większe przyzwolenie. Czasem przyjmuje to nawet postać dyktatu, nie przyznamy się do niechęci. Ale seksualność to nie tylko to, co dzieje się w sypialni. Oswajanie miejsc intymnych to ważny element kobiecej świadomości. Można przecież depilować je zgodnie z najnowszymi trendami, ozdabiać piercingiem, a jednocześnie odrzucać tę część ciała. Wtedy, mimo pozorów, trudno będzie czerpać radość z seksu i miłości – kwituje.

Poniżej ćwiczenia na rozluźnienie napięć i ukrwienie okolic intymnych

1. Połóż się na plecach, zegnij nogi w kolanach, stopy oprzyj na ziemi. Ręce połóż w okolicy podbrzusza. Biorąc wdech, podciągnij dłońmi brzuch do góry. Następnie połóż dłonie nad pępkiem i przy wydechu spychaj brzuch w dół. Wykonaj te ruchy kilkanaście razy. Poczuj, jak twoje ciało reaguje na ten masaż.

2. Rozszerzona wersja tego ćwiczenia – na wydechu nie spychaj brzucha w dół, zostaw ręce w punkcie, do którego podciągnęłaś go przy wdechu. Przy kolejnym spróbuj podciągnąć go jeszcze wyżej, przy wydechu nie rób nic. Kiedy poczujesz, że brzuch nie chce się już wyżej podciągnąć, przy wydechu popchnij go dłońmi w dół.

3. Stań w rozkroku. Prawą nogę ugnij w kolanie, lewą trzymaj wyprostowaną, przykucnij. Nie skręcaj miednicy, patrz prosto przed siebie. Poczuj mięśnie wewnętrznej strony lewego uda. Następnie zmień nogi. Wykonaj to ćwiczenie kilka razy.

Źródło: Specjalistyczna Poradnia Rehabilitacyjna ORTO

  1. Seks

Nie wstydźmy się seksualnych pragnień - skąd się biorą zahamowania u kobiet?

Często zapominamy, że kobieca i męska seksualność powinny być na równych prawach. (fot. iStock)
Często zapominamy, że kobieca i męska seksualność powinny być na równych prawach. (fot. iStock)
Najsilniejszy impuls w kierunku orgazmu da nam zmiana, do której musi dojść w głowie. Zadowalanie innych kosztem własnej przyjemności to pułapka, w którą wiele z nas wpada – pisze Marja Kihlström w swojej książce „Daj sobie prawo do przyjemności. Rzecz o orgazmie, kobiecości i nie tylko.”

W wierzeniach związanych z seksualnością kobiece żądze wciąż pozostają na marginesie lub są podporządkowane przyjemności mężczyzny, a kobieta aktywna seksualnie przedstawiana jest jako nimfomanka. Psychoanalityczka Elina Reenkola trafnie wykorzystuje przykłady z „Kalewali” i „Metamorfoz” Owidiusza we własnej książce „Lumoavan pelottava nainen” (z fin. „Czarująco potworna”). Bohaterka „Kalewali” Louhi jest kobietą zmysłową, nierządnicą, często opisywaną jako brzydka, bezzębna, okrutna wiedźma. Reenkola rozważa, czy Louhi – podobnie jak Meduza w mitologii greckiej – mogła być z początku piękną panną, na którą ze względu na podejście do seksualności rzucono zaklęcie brzydoty. W poemacie Owidiusza Meduza współżyła z bogiem morza Posejdonem, czym rozwścieczyła Atenę, która następnie zamieniła jej złote włosy w węże. Kobiecą seksualność przez wieki postrzegaliśmy jako nieokiełznaną siłę i niebezpieczeństwo. Chcieliśmy ją ujarzmić i ograniczyć.

Na pewno niejedna kobieta, która miała wielu partnerów seksualnych, na jakimś etapie życia doświadczyła poczucia winy – całkowicie niepotrzebnie. Nie tylko historia, ale i współczesne społeczeństwo mogą umacniać dawne stereotypy – w wypowiedziach niektórych mężczyzn chętne kobiety regularnie przedstawiane są jako przerażające, narzucające się. Z pewnością wiele z nas przyzwyczaiło się już do wyrażeń typu „dziwka” czy „puszczalska”. Najlepiej puszczać to wszystko mimo uszu. Na szczęście większość mężczyzn ceni u kobiet aktywność seksualną. Pożądanie i przyjemność kobiety to czynniki, które tworzą ramy długich, szczęśliwych związków, a życiu w pojedynkę nadają radosny pęd. Kobieta ma pełne prawo do ochoty na seks i żądania przyjemności; jej cielesność jest całkowicie równa cielesności mężczyzny.

- Chciałabym, żeby kobiecy orgazm i pożądanie były bardziej eksponowane; żeby i o jednym, i o drugim rozmawiano otwarcie, bez obaw o napiętnowanie. Często mam wrażenie, że ze swoimi pragnieniami nie mieszczę się w ciasnych ramach, w które społeczeństwo wciska kobiecą seksualność. To frustrujące. Kobiecy orgazm niepotrzebnie jest tematem tabu, a jeśli nawet nie tabu, to przynajmniej czymś, co wzbudza ogólną konsternację. My też chcemy dojść, i to bardzo - zaznacza 25-letnia kobieta.

Kiedy badamy własną seksualność, niechybnie natykamy się na uczucia wstydu, winy, strachu i wewnętrznej blokady, które w którymś momencie z nią powiązaliśmy. Negatywne emocje mogą się w nas rozwinąć w bardzo wczesnym wieku albo znacznie później. Kiedyś na plaży zwróciłam uwagę na matkę i jej okołoroczne maleństwo. Dziewczynka siedziała zadowolona na ręczniku bez pieluchy i z ciekawością badała rączkami swoją waginę. Zauważywszy to, matka zbeształa ją mocnymi słowami, kazała zabrać stamtąd ręce, a potem szybko ubrała w pieluchę i kostium kąpielowy.

To dobry przykład tego, jak wcześnie mogą się zrodzić związane z seksualnością lęki i zahamowania. Strofując córkę, matka powiązała dotykanie siebie z czymś złym i wstydliwym, czego małe dziecko nie jest jeszcze w stanie zrozumieć – dla niego wszystkie części ciała są tak samo cenne i interesujące. Jeśli takie sytuacje będą się powtarzać, to seksualny rozwój dziecka może ulec zaburzeniu.

Pewna klientka opowiedziała mi kiedyś, jak w wieku szkolnym odkryła tajemnicę przyjemności płynącej z masturbacji, ocierając się o prześcieradło. Podniecenie i orgazm całkowicie ją zafascynowały. Pewnego dnia do jej pokoju w najmniej odpowiednim momencie weszła matka. To, co zobaczyła, bardzo ją rozgniewało, zaczęła krzyczeć, wyzywać dziewczynkę od brudnych i zabroniła jej kiedykolwiek robić to jeszcze raz w jej domu. Sytuacja wywołała w dziewczynce ogromny dyskomfort, wstyd i poczucie winy. Od tej pory masturbowała się już tylko, gdy miała pewność, że jest sama w domu – jednak nawet wtedy czuła się brudna, a w jej głowie pobrzmiewały echa słów matki.

Nawet jednorazowy epizod w życiu młodej osoby może nabrać dużego znaczenia. Ten przypadek analizowałyśmy na terapii z klientką, kiedy była już dorosła. W okresie dojrzewania tak czy inaczej jesteśmy bardzo uwrażliwieni – hormony przejmują kontrolę nad naszym umysłem, a ciało zmienia się bardzo szybko. To sprawia, że z dużo większą łatwością niż na innych etapach życia możemy się poczuć niewystarczający.

Czasami najboleśniejsza krytyka spotyka nas ze strony naszych partnerów. Na przykład, obniżone libido może zostawić głęboką ranę na seksualnej samoocenie kobiety, o ile nie będzie miała z kim o tym porozmawiać. Ciało kobiety może też zostać skrytykowane w okrutny sposób, kiedy między dwojgiem ludzi pojawia się przemoc fizyczna.

To bardzo ważne, żeby każda z nas rozpoznała, gdzie leżą jej własne granice i odważyła się ich bronić. Kiedy druga osoba je narusza, może nas to zranić dużo głębiej niż mogłybyśmy przypuszczać. Na pewno nie warto na to pozwalać tylko po to, żeby sprawić komuś przyjemność. Nawet w związkach nie zawsze trzeba zgadzać się na seks wyłącznie dlatego, że chce go druga osoba. Chęć zadowolenia partnera może jednak tkwić bardzo głęboko w nas. Praca nad oduczeniem się pewnych nawyków może zająć dużo czasu – a nawet wymagać terapii.

Najważniejsze, żebyśmy nauczyły się dwóch słów: tak i nie. Czas rozprawić się z mitami mówiącymi o tym, jaka ma być „prawdziwa” kobieta. My też możemy być aktywne i chętne, mamy prawo powiedzieć „tak” bez strachu, że zostaniemy posądzone o rozwiązłość. Jeśli mężczyzna nie może zaakceptować silnej seksualnie kobiety, to jego problem. Kobiety mają prawo do równej pozycji w sprawach intymnych i nie muszą nikomu się podporządkowywać. Jeśli kobieta chce cieszyć się dynamicznym życiem seksualnym z wieloma partnerami, to jest jej wybór. Sytuacje, które opisałam powyżej, prędzej czy później doprowadzą do tworzenia się wewnętrznych blokad, które wpłyną na nasze pożycie negatywnie.

- Pamiętam, że raz, kiedy kochaliśmy się  „na łyżeczki”, pomyślałam, jak to dobrze, że partner nie może w tej pozycji dostrzec, jak z bólu zagryzam zęby. Do dziś nie wiem, dlaczego tego nie zatrzymałam – wspomina 20-letnia kobieta.

„Tak” warto wypowiedzieć na głos, kiedy pragniemy seksu z drugim człowiekiem. Natomiast słowo „nie” może przydać się wielu kobietom już po tym, kiedy się na seks zdecydują. Z dbałości o własne granice i przyjemność, powinnyśmy umieć zakomunikować partnerowi, że czegoś nie chcemy, że coś sprawia nam ból lub po prostu – że chcemy zakończyć grę.

Fragment pochodzi z książki „Daj sobie prawo do przyjemności”. Jeśli masz poczucie, że w twojej sferze seksu jest wiele blokad i ograniczeń i nie potrafisz czerpać satysfakcji ze swojej seksualności – ta książka może być dla ciebie.