1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Antykoncepcja dla kobiet

Antykoncepcja dla kobiet

123 rf.com
123 rf.com
Długo działające środki najlepiej chronią przed niechcianą ciążą. Są aż 22-krotnie bardziej skuteczne – dowodzą amerykańskie badania nad antykoncepcją dla kobiet. Warto o tym pamiętać zwłaszcza w wakacje, gdy łatwiej niż w ciągu roku zapomnieć o codziennej pigułce.

Pigułka antykoncepcyjna jest skuteczna pod warunkiem, że się ją zażyje. Prawda jest taka, że wykupujesz receptę wypisaną przez ginekologa, starasz się wyrobić nawyk zażywania środka o podobnej porze dnia (trudniej wtedy przeoczyć, że się go nie wzięło), ale w codziennym kołowrocie i tak udaje cię się co najmniej 1 raz w miesiącu mocno spóźnić z przyjęciem tabletki albo wręcz przypominasz sobie o zaległej dawce następnego dnia. Według badania przeprowadzonego w Stanach Zjednoczonych na blisko 7,5 tys. kobiet stosujących krótkotrwałą metodę antykoncepcji hormonalnej (pigułki, plaster, pierścień dopochwowy) aż 4,8 proc. zaszło w ciążę, zaś w ciągu trzech lat 9,4 proc. Długo działające środki, czyli zastrzyki i wkładki domaciczne, zawiodły w ciągu każdego roku badania tylko 1 proc. kobiet.

Warto porozmawiać ze swoim ginekologiem o różnych metodach antykoncepcji dla kobiet, zwłaszcza jeśli jesteś zapominalska. Do wyboru jest już spora paleta środków hormonalnych. Tymczasem 79 proc. Polek stosuje tylko pigułkę, 8-krotnie rzadziej sięgamy po plaster, na zastrzyk decyduje się 4 proc. kobiet, pierścień tylko 2 proc.

Inne metody antykoncepcji dla kobiet:

plaster – do naklejania zawsze tego samego dnia tygodnia, zmieniany co tydzień, prosty w stosowaniu, hormony przenikają do krwi, omijając układ pokarmowy, oszczędzamy więc wątrobę, przez którą przechodzi każda porcja hormonów łykana w postaci pigułki; po 3 tygodniach naklejania tydzień przerwy;

pierścień dopochwowy – zakładany samodzielnie na 3 tygodnie pierwszego dnia cyklu; zawiera mniejsze dawki hormonów niż pigułka i plaster więc nie powoduje skutków ubocznych – bólów głowy, tkliwości piersi, tyle że trzeba nauczyć się go zakładać;

zastrzyk – podawany raz na 12 lub 8 tygodni; szczególnie zalecany dla kobiet karmiących piersią już od 7.  tygodnia po porodzie; niestety nie można go sobie zaaplikować w domu, konieczna jest wizyta u pielęgniarki lub lekarza;

wkładka domaciczna  (spirala) –  antykoncepcja dla kobiet, które już rodziły i nie planują w najbliższym czasie dzieci, zakłada się ją bowiem na 3-7 lat; powolnie uwalniany hormon powoduje zagęszczenie śluzu szyjkowego, który staje się barierą nie do pokonania dla plemników.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Trzy mity na temat masturbacji

Masturbacja nie przynosi szkody naszej psychice. (Fot. iStock)
Masturbacja nie przynosi szkody naszej psychice. (Fot. iStock)
Dlaczego warto tropić mity i fałszywe przekonania, które dotyczą tak intymnej sfery życia, jaką jest masturbacja? Ponieważ fałszywe przekonania mają dużą siłę i uniemożliwiają nam poznawanie. Wiemy, że coś jest niewłaściwe, więc nawet o nie myślimy. A okazać się może, że niewłaściwe jest jak najbardziej stosowne.

Masturbacja szkodzi kobietom?

Faceci się masturbują i w większości nie mają z tego powodu poczucia winy. Nikt tez ich jakoś nie posądzą, że stracą ochotę na seks albo się uzależnią. Masturbują się nawet płody w łonie matki, czego dowodzą badania amerykańskich neurologów związane z wielogodzinną obserwację płodów w usg. Masturbacja jest naturalna i nie prowadzi do zahamowań ani nie rozbudza w złym tego słowa znaczeniu. Jest wręcz odwrotnie - dla kobiet to sumienie popędu seksualnego wiąże się z poważnymi konsekwencjami nie tylko natury erotycznej, ale też emocjonalnej.

Masturbacja nie przynosi szkody naszej psychice, oprócz takiej, jaką same możemy sobie wyrządzić - na przykład przez utrzymywanie poczucia winy z tego powodu.  Jeśli używamy jej świadomie, aby zwiększyć kontakt ze swoim ciałem, nauczyć się rozpoznawać sygnały z niego płynące, swoje potrzeby i warunki fizjologiczne -  służy naszemu rozwojowi i budowaniu kontaktu z ciałem.

Oczywiście istnieje ciemna strona masturbacji, gdy jest używana jako środek zaradczy na poczucie osamotnienia, przedłużający się stres, kłopoty w związku. Jeśli masturbujemy się kompulsywnie, nawykowo, nerwowo możemy uzależnić się od niej tak, jak od każdej rzeczy niosącej pozorną ulgę.

Uzależnienie od wibratora?

Wibrator + masturbacja kompulsywna = kłopoty.

Nie można uzależnić się od wibratora, ponieważ wibrator sam w sobie jest czymś obojętnym, neutralnym. Problem może pojawić się w użytkowniczce, gdy popadnie w masturbację kompulsywną, czyli taką, która służy nie przyjemności, a rozładowaniu napięcia. Podobnie jak nadużywanie alkoholu, seks z przygodnie poznanymi partnerami i inne ryzykowne zachowania, tak i masturbacja bywa sposobem na niewłaściwe podejście do stresów i napięć. W dobrej masturbacji, czyli tej prowadzonej świadomie, z uwagą wobec swojego ciała, wibrator jest tylko zabawnym gadżetem lub urządzeniem intensyfikującym doznania. Nie staje się fetyszem czy jedyną drogą do uzyskania zaspokojenia seksualnego.

Spadek zainteresowania normalnym seksem z powodu masturbacji?

Będziesz miała jeszcze większą ochotę nas seks, jeśli będziesz się masturbować. Deborah Sundah w swojej świetnej książce „Kobieca ejakulacja i punkt G. Orgazmy, jakich nie miała twoja babcia" mówi o bardzo ciekawych badaniach. Dowodzą one, że w kobiecym ciele po seksie z człowiekiem (kobietą lub mężczyzną) dochodzi do wyzwolenia dużej ilości dopamin - hormonów szczęścia. Natomiast po masturbacji, niezależnie od sposobu jej prowadzenia, dopamin wydziela się znacznie mniej, dużo natomiast testosteronu - męskiego hormonu odpowiedzialnego m.in. za aktywizację libido. Dodatkowo dobra masturbacja, skierowana na przyjemność, kontakt z ciałem zwiększa twoją wiedzę o potrzebach i reakcjach ciała. Dlatego: im więcej dobrej masturbacji, tym większy apetyt na seks.

  1. Seks

Jak seks wpływa na jakość i długotrwałość związku?

Wiadomo, że seks jest ważnym elementem związku. Do jakiego stopnia wpływa jednak na relacje między partnerami? (fot. iStock)
Wiadomo, że seks jest ważnym elementem związku. Do jakiego stopnia wpływa jednak na relacje między partnerami? (fot. iStock)
Jedni twierdzą: „Seks jest przereklamowany”, inni – że jest dla związku bardzo ważny. Jak wpływa ta sfera na jakość i długotrwałość relacji – zastanawia się seksuolożka Izabela Jąderek.

Jak seks wpływa na relacje w związku?
Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, bo choć generalnie seks scala związek, to wszystko zależy do tego, jak ten związek zdefiniujemy. Są pary, którym wystarcza pójście do łóżka raz na tydzień, a są takie, które potrzebują tego częściej. Ważne, żeby taki układ był satysfakcjonujący dla obu stron.

A co wtedy, gdy potrzeby partnerów się rozmijają?
Jeśli się rozmijają po czasie względnie podobnych potrzeb, to zwykle dlatego, że w związku dzieje się coś niedobrego. Czyli gdy nie czujemy się z partnerem bezpiecznie, spada nasze do niego zaufanie. Oczywiście, przyczyną może być stres spowodowany trudną sytuacją życiową, konfliktami w związku, znudzeniem, rutyną, ale także przyjściem na świat dziecka. Kobiety silnie koncentrują się wtedy na jego potrzebach, a mąż idzie w odstawkę. W takich sytuacjach nie chodzi tylko o seks, ale o czułość, dotyk, przytulanie, głaskanie, bycie obok. Największym problemem nie jest wtedy to, że chwilowo zanika seks, tylko że ludzie na ten temat nie rozmawiają. Badania i praktyka wykazują, że najtrudniej w sferze seksualnej o asertywność, czyli otwarte powiedzenie partnerowi: nie do końca to akceptuję, zrobiłeś mi tym przykrość itp.

Ludzie boją się urazić drugą stronę, wstydzą się mówienia o „tych sprawach”.
Ale przemilczanie nie oznacza zniknięcia problemu. Co więcej, problem się pogłębia, a partner nie wie, dlaczego zachowanie ukochanej osoby nagle się zmieniło. A to powoduje dodatkowe konflikty, rozczarowania i frustracje. Nie możemy więc unikać rozmowy ani o tym, że mamy na coś ochotę, ani o tym, że określone zachowanie partnera nam nie odpowiada.

Niektórzy ludzie mówią: „Seks jest przereklamowany”.
Ja bym powiedziała raczej, że wyznawanie sobie miłości na każdym kroku jest przereklamowane. Takie wyznania nic nie dadzą, jeśli nie będziemy pracować nad swoim zachowaniem ani nad zrozumieniem partnera. Często wydaje się nam, że ponieważ jesteśmy razem kilkanaście lat, to już wszystko o sobie wiemy i nic nas nie zaskoczy. Tymczasem my się zmieniamy, nasze potrzeby seksualne się zmieniają i jeśli o nich nie rozmawiamy albo – co gorsza – udajemy, że jest dobrze, gdy nie jest, to takie związki długo nie przetrwają. Podstawą w relacji i sferze seksualnej jest dobra komunikacja.

Co jeszcze?
Przełamywanie schematów, granic, które są po to, żeby je – oczywiście za obopólną zgodą – przekraczać. Po pewnym czasie bycia razem ludzie się do siebie przyzwyczajają, dobrze wiedzą, co robić, żeby partner miał orgazm. I wykorzystują sprawdzony repertuar zachowań. Do łóżka wkrada się więc rutyna, a rutyna w seksie nie jest dobra. Dlatego, jeśli chcemy jej uniknąć i popróbować czegoś nowego – próbujmy. Taką nowością może być nie tylko zmiana pozycji, przebieranie się, odgrywanie ról, ale także zmiana miejsca, na przykład z sypialni na łono natury. Wtedy poznajemy partnera w zupełnie innej sytuacji, co może być ekscytujące. Proponowałabym także wybrać się do sklepu erotycznego, niekoniecznie po wibrator, ale na przykład po olejki, którymi można nasmarować ciało partnera, a później je z niego zlizać. Namiętność w każdym związku z czasem wygasa. Dlatego warto ten ogień podsycać.

Proszę przekonać nas dlaczego.
Bo jest to po prostu bardzo ważne dla związku. Tak samo ważne dla 30-latka, jak i 60-latka. Wiele par nie pamięta, że oprócz tego, że są partnerami, rodzicami, to są również kochankami. Po dłuższym byciu razem rola kochanków jest bagatelizowana. Ale to dzięki niej czujemy się kochani, akceptowani, ważni, przynależni. Pamiętajmy, że łóżko jest miejscem, gdzie pogłębiamy naszą więź.

Faza namiętnej miłości szybko mija. Co potem?
Pojawia się zaangażowanie, o niebo ważniejsza faza od namiętnej. Ale chciałabym mocno podkreślić, że seksualność to nie tylko uprawianie seksu. To także przytulanie się, głaskanie się po dłoniach, stopach, smyranie po plecach, pieszczoty, czułe pocałunki. I jeśli słyszę, że dwoje ludzi nie okazuje sobie zainteresowania w ten sposób, jeśli rezygnuje nawet z przytulania się na kanapie podczas oglądania telewizji, to uważam, że to jest jakiś sygnał, że w tym związku nie dzieje się dobrze.

Oddzielne sypialnie też są takim sygnałem?
Niektórzy partnerzy uznają to za dobre dla siebie rozwiązanie. Bo też związki mają różną dynamikę, różny sposób bycia razem i pomimo oddzielnych sypialni życie erotyczne kwitnie i związek jest udany. Ale może być tak, że łączy ich przyzwyczajenie, wspólnota majątkowa, dzieci, tysiące powodów, dla których są razem, niekoniecznie bliskość erotyczna. I jeśli obojgu to odpowiada, to w porządku. Ale jeśli jedna osoba ma potrzebę seksualnej aktywności, a druga seksu unika, wtedy jest problem. Wiele par deklaruje u mnie w gabinecie, że wszystko jest między nimi OK, tylko seks nie działa. Ale jak schodzimy głębiej w życie, to się okazuje, że nie działa wiele sfer. Bo seks jest trochę takim papierkiem lakmusowym związku. Jeśli coś szwankuje w naszym życiu emocjonalnym, czyli jeśli czujemy się odrzuceni, zranieni, nieakceptowani, no to również nie mamy ochoty na seks.

Potrzeby kobiet i mężczyzn w tej sferze są całkiem inne?
Moim zdaniem kobiety i mężczyzn więcej łączy, niż dzieli. Panowie coraz częściej deklarują, że bardzo ważne są dla nich uczucia, zaangażowanie. Dzięki bliskości seksualnej z kobietą czują się docenieni i akceptowani. Dlatego odmawianie im seksu podkopuje ich poczucie bezpieczeństwa, przynależności, wiarę w siebie, odbiera motywację do życia. Pracuję z wieloma heteroseksualnymi mężczyznami, którzy cierpią z tego powodu, że nie mają bliskości ze swoimi partnerkami.

Kobiety też cierpią z tego samego powodu.
Oczywiście. Ten, kto odmawia seksu, ma w związku władzę, kieruje życiem  seksualnym i emocjonalnym partnera, pozostawiając go sfrustrowanego, z niezrealizowanymi potrzebami. Seks jest często narzędziem manipulacji dokonywanej zarówno przez kobiety, jak i mężczyzn.

Bywa częstym powodem rozstań?
Częstszy jest inny powód – że coraz rzadziej umiemy wchodzić w bliskie związki, czyli niejako obnażyć się przed drugą osobą. Mam na myśli nie obnażanie się w postaci rozebrania się i pójścia do łóżka, tylko pokazania tej najskrytszej części swojego ja, w której chowamy kompleksy i lęki, w tym lęk przed nieakceptacją. Łatwiej jest nawiązywać przygodne relacje z wieloma  kobietami czy mężczyznami, aniżeli budować coś głębszego. Lęk przed bliskością, zaangażowaniem, przynależnością to jest też lęk przed zobowiązaniami, bo miłość jest zobowiązaniem. Więc to nie tak, że ludzie się rozstają wyłącznie dlatego, że seks nie działa. Chodzi na ogół o coś więcej.

Możliwy jest związek pozbawiony zupełnie seksu?
Oczywiście, białe małżeństwa istniały zawsze. Ale czy ludzie je tworzący są szczęśliwi i spełnieni? Mam wątpliwości. Szczęście nie jest dane raz na zawsze, trzeba sobie na nie zapracować. A biorąc pod uwagę fakt, że na każdym etapie wspólnego życia pojawiają trudności, a my jesteśmy kompletnie inni, to czeka nas naprawdę ciężka praca. I sam seks niczego tu nie załatwi.

Izabela Jąderek, psycholożka, psychoterapeutka, seksuolożka. Jest certyfikowanym psychoseksuologiem Europejskiej Federacji Seksuologicznej i Europejskiego Towarzystwa Medycyny Seksualnej (ECPS).

  1. Psychologia

Jak przygotować dzieci do życia seksualnego? Nie bądźmy głusi na pytania

Wychowanie seksualne to nie jest oddzielny proces, tylko część wychowania w ogóle, a nawet część rozwoju człowieka i naszego życia. (Fot. iStock)
Wychowanie seksualne to nie jest oddzielny proces, tylko część wychowania w ogóle, a nawet część rozwoju człowieka i naszego życia. (Fot. iStock)
Seksualność człowieka jest wartością, źródłem szczęścia i radości, a także atrybutem i prawem każdego. Powinniśmy jednak uczyć dzieci także wyznaczania granic seksualności. Bo tam, gdzie realizują się pragnienia seksualne jednego człowieka, może dziać się krzywda drugiemu – mówi seksuolożka i terapeutka Maria Beisert.

Teoretycznie wiemy, że dzieci trzeba uświadamiać, ale w praktyce nam to nie wychodzi. Dlaczego?
Prawdopodobnie dlatego, że traktujemy wychowanie seksualne jako coś osobnego. Tymczasem to nie jest oddzielny proces, tylko część wychowania w ogóle, a nawet część rozwoju człowieka i naszego życia.

Od kiedy zaczynać?
Tak jak nie da się określić punktu startowego wychowania, tak nie można określić początku wychowania seksualnego. Zaczyna się już w momencie, gdy dwoje ludzi decyduje się na dzieci, a w sensie duchowym nawet wcześniej – gdy młodzi ludzie podejmują kontakty seksualne i może pojawić się dziecko.

Znam rodziców, którzy niczego przed dziećmi nie ukrywają, także własnej nagości. To dobrze?
Wszystkie sposoby wychowania mają swoje zalety i wady. W tym pozytywne jest to, że dziecko, blisko dopuszczane do intymności innych ludzi, dosyć wcześnie i swobodnie porusza się po zagadnieniach seksualnych. Ta sfera nie łączy mu się poza tym z negatywnymi uczuciami, takimi jak wstyd, złość, lęk. Seks jest czymś dobrym, naturalnym i przynależnym każdemu człowiekowi. Wady – to mało wyraźne granice stawiane dziecku, co powoduje, że ma mało informacji, dokąd mu wolno dojść, lub nie ma ich wcale, bo rodzice uważają, że ciekawość dziecka jest wielką wartością, którą należy promować. Konsekwencje tego mogą być takie, że dziecko nie bardzo wie, co jest dobre, a co złe, dokąd może się posunąć, a gdzie zaczyna się obszar, na który nie powinno wkraczać. I to jest bardzo groźne na przyszłość.

Dlaczego?
Po pierwsze dziecko może samo przekraczać cudze granice niechcący, bez złej woli, mając szlachetne pobudki, jak chęć poznania czyjegoś ciała. Ale czyjeś ciało to nie krzesło czy drzewo, tylko prywatna własność, i żeby je eksplorować, trzeba mieć pozwolenie. Wszystkie kultury podkreślają, że istnieją części ciała dostępne dużej grupie osób i takie dostępne wyłącznie partnerowi. Jeśli dziecko przekracza wyznaczone w danej kulturze granice, rodzice mówią: stop.

Powinni wyjaśnić, dlaczego nie wolno?
Dwulatkowi mówią tylko stop. Pięciolatkowi tłumaczą, że tych części ciała nie wszyscy mogą dotykać. Nastolatkowi należy się dokładniejsza informacja z wyjaśnieniem, że tylko w intymnym kontakcie można mieć do tych obszarów dostęp. Konsekwencją pozwalania dzieciom na wszystko jest to, co słyszę potem od dorosłych pacjentów. Na przykład: człowiek powinien być otwarty, tymczasem blokują go bariery kulturowe zabraniające uprawiania seksu z dziećmi czy ze zwierzętami. W takim dorosłym słyszę dziecko, które w wieku pięciu lat było zachęcane do eksperymentów z przekraczaniem granicy intymności, któremu nie udzielano wskazówek, co wolno. Wychowanie przyzwalające na wszystko wyrządza podwójną krzywdę – dziecku i otoczeniu, które potem będzie musiało sobie z nim radzić.

U nas dominuje opresyjne wychowanie seksualne. Jakie mogą być konsekwencje tego modelu?
Seks obciążony zostaje lękiem, wstydem, gniewem, złością, czyli wszystkim tym, co kojarzy się z przykrymi przeżyciami, co jest negatywnie wartościowane, brzydkie, brudne, z czym porządni ludzie woleliby nie mieć do czynienia, a jeśli już, to szybko, byle jak i ewentualnie jak najkrócej. Seks to też to, co jest dozwolone tylko w celu prokreacyjnym.

Dlaczego w Polsce wychowanie seksualne budzi tyle emocji?
Duży wpływ na wychowanie w ogóle ma jedna religia, która w dodatku traktuje seksualność jako coś nieczystego, a ponadto istnieje wzorzec matki Polki, który kładzie akcent tylko na jeden aspekt płciowości, czyli na bycie matką, tak jakby matki brały się z wiecznego zatrudniania bocianów, a nie z seksualności. Tymczasem należy podkreślać, że seksualność człowieka jest wartością, źródłem szczęścia i radości, a także – atrybutem i prawem każdego. Powinniśmy też jednak uczyć, że eksploracja seksualności – naszej i innych ludzi – musi mieć granice. Bo tam, gdzie realizują się pragnienia seksualne jednego człowieka, może dziać się krzywda drugiemu.

Jakie to granice?
Po pierwsze seksualność powinna być realizowana bez przemocy, manipulacji, przymusu, zawsze z pozwoleniem. Brak przyzwolenia jest sprzeczny z istotą seksualności. Po drugie formy realizacji seksualności powinny być wzajemnie akceptowane i uzgodnione. Po trzecie nie mogą szkodzić zdrowiu. A po czwarte realizując naszą seksualność, nie możemy nią atakować innych.

Ważne są pewnie nie tylko wskazówki, ale i własny przykład.
Nie łudźmy się, że uda się nam wychować dzieci, dając im spójne wskazówki. Rodzice wyuczeni wiedzą, że dziecku należy się informacja, więc siadają z nim do rozmowy, oddychając głęboko, jakby zamierzali skoczyć do wody. Dziecko to widzi. Z jednej strony otrzymuje komunikat, że należy mu się informacja, a z drugiej – jakiż to ciężki obowiązek! Oczywiście rodziców nikt nie uczył, jak rozmawiać o seksualności, więc nie ma sensu czynić im wyrzutów, że tego nie potrafią. Chwała im za to, że próbują.

Lepiej się przyznać przed dzieckiem, że mamy z tym problem?
Oczywiście. Lepiej powiedzieć: „Porozmawiajmy, ale weź pod uwagę, że to dla mnie trudne, że robię mnóstwo błędów, choć się staram”.

Kiedy rodzice zabierają się do tej najważniejszej rozmowy z nastolatkiem, on na ogół macha ręką: „Nie wygłupiajcie się, ja to wszystko już wiem”.
Otóż to. Nadal pokutuje w rodzicach przekonanie, że trzeba odbyć tę jedną rozmowę, która nagle ustawi dziecko na całe życie. Nieprawda! Z dzieckiem trzeba rozmawiać od małego. I jak trzyletni Jaś pyta mamę, czemu nie ma siusiaka, to mama powinna odpowiedzieć: „dlatego, że mam coś zupełnie innego – małą cipkę, którą mają tylko dziewczynki, bo ja jestem kobietą”. A gdy córka dziwi się: „o, mama połknęła piłkę”, rodzice powinni wyjaśnić: „w mamy brzuchu jest twoja siostrzyczka, która wzięła się tam stąd, że się kochamy”. Takie rozmowy sprawiają, że nie będzie potrzebna ta przełomowa z nastolatkiem.

A jeśli dziecko nie pyta?
Na ogół pyta, tylko jesteśmy głusi na jego pytania, zniechęcamy go albo nie ma nas pod ręką. Oczywiście są dzieci mniej zainteresowane sferą seksualną. Ale bardzo ważne jest wychwytywanie pytań, bo dziecko nie mówi przecież: proszę o uświadomienie. Raczej powie: Czy ty wiesz, że ja czasami mam siusiaka, a czasami kijek? Mama, która odburknie „aha”, zamyka temat. Ta, która nie ucieka od tematu, powie: To nadal twój siusiak, tylko raz może być miękki, a raz twardy. Czasami dziecko nie pyta, a jednak prosi o informację. Trzeba podążać za nim, być czujnym, a czasem trzeba podać pewne informacje, nie czekając na pytania. Czekanie jest niedobrą strategią. Dziecko musi być przygotowane do tego, że jego seksualność może być wykorzystywana i powinno wiedzieć, jak się obronić. Nie możemy czekać, aż zapyta, czy to dobrze, że ktoś dotykał jego narządów płciowych.

Do jakiego stopnia wtajemniczać dzieci w nasze intymne kontakty?
Już dwu–trzyletnie dzieci muszą wiedzieć, że rodzice mają prawo do intymności. Robimy to przez drobne fakty, które uczą granic, na przykład prosząc o pukanie do sypialni.

Dziecko wchodzi do sypialni w trakcie aktu seksualnego. Jak reagować?
Zależy, ile ma lat i co widzi. Jeżeli trzylatek widzi jedną głowę na górze, drugą na dole, a zawsze widział je obok siebie, to znaczy, że niewiele zobaczył. Ale kiedy widzi dwa golasy w trakcie aktu penetracji, w dodatku od tyłu, może sądzić: „w konia się bawią”. Czternastolatek pewnie powie: „coś okropnego”. Reakcja dziecka na seks rodziców jest różna w zależności od tego, jakie kontakty obserwuje między nimi w dzień i co słyszy na temat seksu. Jeżeli matka mówi o seksie jako o „świństwie, za które idzie się do piekła”, po czym to świństwo uprawia, to córka, która przyłapie na tym matkę, jest zszokowana i zrozpaczona, że mamusia pójdzie do piekła. To wymaga poważnej rozmowy z dzieckiem – że rodzice są dorośli i okazują sobie czasami uczucia inaczej niż dzieci i obcy ludzie. Ale mało prawdopodobne, żeby taką rozmowę przeprowadziła matka źle wyrażająca się o seksie i konsekwencje tej sytuacji będą się za dzieckiem ciągnąć. W jeszcze trudniejszej sytuacji jest dziecko, które w dzień widzi między rodzicami przemoc, wrogość, poniżanie, a w nocy zobaczy kontakt seksualny. Seks może kojarzyć mu się z kontynuacją przemocy („znowu ją bije”), co potrafi fatalnie zaważyć na stosunku dziecka do tej sfery życia. W przyszłości dziewczynka może podjąć decyzję: nigdy nie pozwolę się nikomu dotknąć, albo: trzeba mamie pomóc. I na przykład ucieka w chorobę, wymyśla różne strategie po to, żeby odciągnąć ją od ojca.

Co to znaczy: dobrze przygotować dzieci do życia seksualnego?
Przygotować do różnorodności, do wyboru. Popatrz, jacy ludzie są różni. Na religii siostra mówi, że współżycie przed ślubem jest grzechem, a twoja babcia urodziła mnie, zanim wyszła za mąż za dziadka. Jedni mają taki system wartości, inni siaki, ciebie będzie czekał wybór. To jest jeden z poglądów, bo oczywiście można powiedzieć: istnieje jeden jedyny słuszny. Ja wolę patrzeć na świat jak na propozycję różnorodności. I z niej czerpać siłę.

Maria Beisert prof. dr hab., kieruje Pracownią Seksuologii Społecznej i Klinicznej w Instytucie Psychologii UAM oraz Podyplomowym Studium Pomocy Psychologicznej w Dziedzinie Seksuologii działającym przy Instytucie. Prowadzi własną praktykę terapeutyczną. Autorka książek, m.in.: „Seks twojego dziecka”, „Seksualność w cyklu życia człowieka”, „Kazirodztwo. Rodzice w roli sprawców”, „Rozwód. Proces radzenia sobie z kryzysem”.

  1. Psychologia

Pierwsza, przedszkolna miłość

Pierwsze miłości mają miejsce już w przedszkolu. (Fot. Getty Images)
Pierwsze miłości mają miejsce już w przedszkolu. (Fot. Getty Images)
Kiedy mówimy o miłości młodego człowieka, staje nam przed oczami najczęściej nastolatek. Wiek 12-14 lat uważamy zwyczajowo za czas pierwszych miłości. Niesłusznie, ponieważ to czas drugich miłości.

Pierwsze zauroczenia mają bowiem miejsce już w przedszkolu. Okres przedszkolny to czas częstego zafascynowania płcią przeciwną. Większość z nas, mimo szeroko promowanej edukacji seksualnej, nadal ma ogromne kłopoty ze swoją i cudzą seksualnością, nie mówiąc już o seksualności własnego dziecka, na którą zazwyczaj nie jesteśmy w ogóle przygotowani. Tymczasem twoje dziecko właśnie w przedszkolu, mając zaledwie kilka lat, odkrywa, że dzieci innej płci są inaczej zbudowane.

Wzorowa manifestacja uczuć

Czy kilkuletnie dziecko może być zakochane? Nawet jeśli jego stan uczuć nie mieści się w twojej definicji tego uczucia –  może. Kilkuletnie zakochane dziecko kocha inaczej niż człowiek dorosły. Gdyby przyjrzeć się takiemu uczuciu z bliska, to dziecko kocha idealnie – mocnej i szlachetniej niż młodzież i dorośli:
  • chce cały czas spędzać ze swoją sympatią (nie walczy o zachowanie własnej przestrzeni w związku);
  • jest załamane, rozbite, rozdrażnione, nie może sobie znaleźć miejsca, gdy sympatia nie przyszła do przedszkola (nie ma potrzeby odpoczynku od ukochanej osoby);
  • chce jej ofiarować cały świat, wszystko, co ma: swoją kanapkę, scyzoryk zabrany tacie, ładny kamyk i wszystkie pieniądze, jakie posiada;
  • chce siedzieć zawsze z nią, stać w parze, występować razem (wierzy, że ta druga osoba to naprawdę jego druga połówka);
  • nazywa rzeczy po imieniu, nie kręci i nie zwodzi („To moja narzeczona”; nie uważa, że relacje z sympatią są skomplikowane);
  • planuje przyszłość jednoznacznie, jest ufne i wierzy, że chcieć to móc – „ożenimy się i będziemy razem” (nie zakłada nigdy innej możliwości);
  • nie wstydzi się swoich uczuć, nie utajnia ich; wręcz przeciwnie – wszystkim z miejsca opowiada o swojej narzeczonej czy narzeczonym, chce żeby cały świat wiedział o ich szczęściu;
  • wchodzi w „nowy związek” bez obciążeń i zaszłości. Zamyka za sobą drzwi poprzedniego uczucia, zanim zakocha się ponownie (nikt nie musi go pocieszać po poprzednim związku).
  • nie buduje swojego uczucia na biologicznej fascynacji fizycznej ani nie odkłada bliskości fizycznej na później – ale buduje ją zdrowo, bo jednocześnie z bliskością psychiczną.
Jeśli uda ci się pokonać strach, poczucie winy i przyjrzysz się miłości swojego dziecka, zobaczysz, że jest ona idealna. Możemy się uczyć od małych dzieci, jak wzorowo kochać.

Aspekty fizyczny

Miłość dzieci nas śmieszy, czasem wzrusza. Potrafimy nawet wznieść się na wyżyny tolerancji i przyznać dziecku prawo do posiadania sympatii w przedszkolu, ale tylko tyle. Dotyk już nas przeraża. A przecież jeśli ktoś jest dla nas szczególnie bliski, dotyk jest wyrazem naszej sympatii, elementem budowania więzi, symptomem bycia kimś szczególnym, wręcz uwiarygodnieniem miłości. Zakochany kilkulatek w spectrum zachowań związanych z wyrażaniem miłości do przedszkolnej narzeczonej czy narzeczonego, ma kontakt fizyczny. Dzieci lubią się dotykać, trzymać za ręce, przytulać, całować (to jeszcze od biedy jesteśmy w stanie znieść); przedszkolaki dotykają również się w miejscach intymnych oraz pokazują je sobie. Jeśli masz z w historii swojego życia epizod „pokazywania” innym dzieciom swoich części intymnych, będzie ci łatwiej zmierzyć się z tym tematem. Doświadczenie osobiste – „ja też to robiłam, ale wyrosłam i teraz jestem normalna” – pomoże. Gorzej mają mamy, które nigdy nie brały udziału w zabawie w „pokazywanego”. One bardziej boją się jej i demonizują zarówno przyczyny, jak i skutki.

Pokazywanie

Małe dzieci, czy nam się to podoba czy nie, pokazują sobie swoje intymne części ciała. Pokazywanie budzi przerażenie dorosłych – kojarzy nam się bowiem z przemocą seksualną, z wykorzystywaniem i molestowaniem. Niesłusznie.

Jeśli to się zdarzy

Każda mama może „nakryć” swoje dziecko na pokazywaniu. Ty również. Zabawa w pokazywanego nie jest charakterystyczna tylko dla dzieci z rodzin patologicznych, zaburzonych czy niewydolnych wychowawczo. Jeśli jesteś kochającą, mądrą mamą:

  • Zareaguj spokojnie. Chociaż to trudne do akceptacji, to normalna faza rozwoju. Dziecko poznaje świat, a jednym z elementów wiedzy jest obejrzenie sobie płci przeciwnej (a czasem też własnej) „na żywo”.
  • Porozmawiaj o tym z dzieckiem. Przede wszystkim zapobiegnij kłopotom. Powiedz, że części intymne są bardzo wrażliwe. Nie wolno ich szarpać, wykręcać, dotykać brudnymi rękami ani niczego, absolutnie niczego do nich wkładać. Dzieci dość często, wiedzione ciekawością i naturalną chęcią eksperymentowania, próbują wetknąć w swoje intymne części ciała kredki, żywność, a nawet zabawki, patyki czy piasek. Robią to zawsze z jednego powodu: z ciekawości.
  • Nie denerwuj się. Twoje dziecko nie zaczęło uprawiać seksu. Nie jest zaburzone ani zboczone. Nie myśl w ten sposób.
  • Nic złego się nie stało. Twoja reakcja może wyrządzić większe szkody. Nie wolno dziecka zawstydzać („To było obrzydliwe, wstrętne”), karać („Za to, co zrobiłaś, nie dostaniesz prezentu, nie pojedziesz do cioci” itp.), odrzucać („Nie chcę takiego synka), zastraszać („Od tego się umiera. to straszny grzech”). Przesadzona i nadmiernie emocjonalna rekcja mamy sprawi, że dziecko zrozumie, że pokazywanie to doniosłe wydarzenie, a zyskasz tylko tyle, że następnym razem starannie zadba, żebyś nigdy się o tym nie dowiedziała.
  • Nie wypytuj, nie przenoś dziecka do innego przedszkola. Etap „pokazywania” i dziecięcych narzeczonych trwa bardzo krótko i kończy się wraz z rozpoczęciem edukacji szkolnej. Dzieci zajęte nauką porzucają zainteresowanie płcią przeciwną i własnym ciałem na rzecz zabaw w środowisku własnej płci rówieśniczej.
Kiedy się martwić

Przedszkolna miłość – pokazywanie, fascynacja i chęć bycia nieustannie razem – nie jest groźna, chyba że działa destrukcyjnie na inne sfery rozwoju. Dopóki twoje dziecko rozwija się normalnie, jest wesołe, lubi być aktywne, chętnie podejmuje wyzwania i czyni postępy w rozwoju, nic złego się nie dzieje. Dopiero gdy pokazywanie staje się dziecięcą obsesją, warto zabrać dziecko do dziecięcego psychologa i zobaczyć, czy nie potrzebuje ono wsparcia w rozwiązaniu problemu.

  1. Psychologia

Wyzwolona, czyli jaka?

Zmysłowość każdej kobiety jest tak niepowtarzalna jak jej linie papilarne. (Fot. Getty images)
Zmysłowość każdej kobiety jest tak niepowtarzalna jak jej linie papilarne. (Fot. Getty images)
Większość z nas uważa się dzisiaj za seksualnie wyzwolone. Czy to jednak znaczy, że społeczeństwo nic nam już nie narzuca? Czy naprawdę czujemy się w tej sferze spełnione, czy może nadal chcemy przede wszystkim zadowolić mężczyzn?

Wyzwolenie seksualne kobiet zaczęło się wraz z rewolucją obyczajowo-kulturową lat 60. XX wieku. – Feministki nie tylko paliły staniki, ale głosiły, że kobiety mają prawo do czerpania przyjemności z seksu – mówi Bianca-Beata Kotoro, psychoseksuolożka i terapeutka.

Stało się to też możliwe dzięki pigułce antykoncepcyjnej. Prof. Zbigniew Lew-Starowicz widzi dalszy proces wyzwolenia w tym, że kobiety tę prawdę przyjęły, zmieniła się ich świadomość i seks stał się dla nich wartością. Widać tę zmianę w badaniach: 30 lat temu tylko 35 proc. kobiet pragnęło seksu raz w tygodniu, dziś – 76,5 proc. Skoro więc tak wiele kobiet kocha się już nie dla partnera, ale dla siebie, bo lubi seks i daje sobie prawo do czerpania z niego przyjemności, to czy jest się jeszcze z czego wyzwalać?

Dobranoc dla ciebie

– Pytam kobiety: Jak układasz się w łóżku, kiedy śpisz sama? Na prawym boku, na plecach? A może zwijasz się w kłębek? – mówi Bianca-Beata Kotoro. – Kiedy widzę zdziwienie, wyjaśniam: miło jest wiedzieć, czy mam ulubioną pozycję. W czym lubimy spać? W koronkowej koszulce? We flaneli? Nago? Odpowiedzi na te, zdawać by się mogło, proste pytania, bywają trudne. Jeśli, na przykład, jako dzieci jeszcze długo spałyśmy z mamą, to ona nas przytulała tak, jak lubiła, i mogłyśmy nabrać jej nawyków. A potem dopasowałyśmy się do partnera.

Nocna bielizna? Z badań wynika, że zazwyczaj w tej kwestii kopiujemy matkę i babcię. Oczywiście poza tymi z nas, które mówią: „Tak się napatrzyłam na flanelę, że teraz tylko koronki”. I bardzo dobrze, jeśli tylko wygodnie nam w nich spać. Inaczej dopiero kiedy przełamiemy niechęć i nałożymy piżamę, wreszcie się wyśpimy. Ważne, aby to, co robimy z naszym ciałem, było nasze.

Skoro trudno nam powiedzieć, w czym lubimy spać, to czy wiemy, jakiego seksu pragniemy? A jeśli nie kochamy się w taki sposób, to co nas przed tym powstrzymuje?

Mody i snobizmy

Absolutna wolność dla kobiety to brak mężczyzny! Czysta zmysłowość, niezakłócona seksualnością. Tak rozumie wyzwolenie autorka „Sztuki sypiania samej” Sophie Fontanel. Jej powieść spopularyzowała jedną z orientacji seksualnych, tak zwaną aseksualną. Paradoks tej sytuacji polegał na tym, że kiedy pisała swoją książkę, dowodem wyzwolenia kobiet było posiadanie wielu kochanków! A największą zbrodnią – nieuprawianie seksu. Tymczasem Sophie przyznała się, że całkiem z niego zrezygnowała! Niczym typowa młoda paryżanka miała wielu kochanków, aż spostrzegła, że jej palce zaciskają się w pięści, kiedy jest z mężczyzną. I że woli przytulać się do poduszki i śnić o miłości zmysłowej niż się kochać. Ta szczerość jej się opłaciła, bo poczuła się tak szczęśliwa, że jej przyjaciele byli pewni: „Zakochała się!” „Tak – odpowiadała im – w samej sobie!”.

Bianca-Beata Kotoro: – Właśnie! Sophie wyzwoliła się z więzów, jakie nakładały na jej seksualność obowiązujące akurat normy, czyli z traktowania seksu jak sportu. Zawsze jakieś normy, zasady, mody lub snobizmy wchodzą nam do łóżka. Dlatego warto się zastanowić: Czy ja tego chcę, czy się z tym zgadzam, czy to moje?

Eksplozja libido

– Samo hasło „wyzwolenie seksualne kobiet” narzuca nam przekonanie, że każda z nas ma i musi mieć ogromny oraz niezaspokojony apetyt na seks – mówi Bianca-Beata Kotoro. – Dlatego trzeba odrzucić wszelkie krępujące nas ograniczenia.

Sporo kobiet rozumie wyzwolenie seksualne jako eksplozję libido (zapominając, że kobiety mogą mieć różne temperamenty), zwłaszcza tych 20-, 30-letnich. One dorastały w czasie, gdy media trąbiły o masturbacji (ma rozwijać seksualność kobiety), o wibratorach (mają dawać niezależność), o multiorgazmach (dowodzą wyzwolenia), czy o zdradzie zapisywanej na receptę (jako leku na brak satysfakcji w stałym związku). Zalew takich informacji spowodował, że łatwo było nabrać przekonania, że to są właśnie wskaźniki wolności.

– No i przychodzą do mnie zmartwione i zaniepokojone kobiety i mówią: „Nigdy się nie masturbowałam!”. Odpowiadam: „Niektórzy lubią się dotykać, ale jeśli ty tego nie chcesz, nie musisz” – opowiada Bianca-Beata Kotoro. – Wtedy dopytują się: „Czy na pewno czegoś ważnego nie tracę?”. „Jeśli masz udane życie seksualne, to nie słuchaj tych, którzy powiedzą, że tracisz”. „A wibratory i inne gadżety?”. „Fajnie jest wiedzieć, że są i co z nimi można robić. Są sex shopy tylko dla kobiet. Jest Internet. Nie znaczy to jednak, że masz je koniecznie posiadać i ich używać. Nawet jeśli twoja siostra codziennie rano sięga po wibrator, to ty nie musisz! Nie jesteś przez to pruderyjna, po prostu żadna z nas nie jest wykładnią dla pozostałych”. Zmysłowość każdej kobiety jest tak niepowtarzalna jak linie papilarne. Dlatego zastanów się, co dla ciebie jest sexy. Czerwona szminka? Super! Ale to nie znaczy, że wszystkie kobiety muszą malować nią usta. Mamy robić to, co nam daje poczucie bycia zmysłowymi. Naśladowanie – związane z brakiem wiary w siebie – przeszkadza w odkrywaniu swojej niepowtarzalnej zmysłowości.

Tak jak inne!

Katarzyna przyszła do gabinetu psychoseksuolożki z powodu problemów w pracy. 37-latka po dwóch rozwodach o swoim życiu prywatnym nie chciała rozmawiać. „Bo tam wszystko fantastycznie się układa!”. Kiedy jednak omówiły jej problemy zawodowe, Bianca-Beata Kotoro zaproponowała, aby poszukując zasobów, które pomogą Katarzynie poradzić sobie w pracy, sięgnęła tam, gdzie sobie dobrze radzi. Czyli do jej życia prywatnego. Katarzyna zgodziła się i opowiedziała z radością, że jest w grupie kobiet wyzwolonych! Faceci nie są im potrzebni! „Oni wciąż tylko gonią króliczka i myślą o jednym. A że traktują kobiety instrumentalnie, to my też będziemy ich używać!”. Katarzyna razem z koleżankami chodziła do sex shopu. Oglądały i wybierały gadżety. Zalogowane na portalach randkowych znajdowały tam kochanków, a potem przy winie i kawie opowiadały sobie o tym, co przeżyły.

„Wyobraź sobie – zaproponowała ekspertka – że patrzysz na siebie z zewnątrz, jak na obcą kobietę. I co o niej myślisz, co czujesz?”. Katarzyna zadumała się i ze zdziwieniem powiedziała, że ta kobieta naśladuje koleżanki! Mimo że ich stosunek do seksu i mężczyzn jednak jej nie odpowiada.

– Problemem Katarzyny było dopasowywanie się do innych. Z tego też powodu miała kłopoty w pracy – mówi Bianca-Beata Kotoro. – Wiele z nas wychowano tak, że bardziej zależy nam na akceptacji niż na byciu sobą. Seks sportowy, jaki uprawiała Katarzyna, bywa fajnym, pikantnym dodatkiem. Ale gdy staje się jedynym posiłkiem, trudno się nim najeść. Wymaga też oddzielania seksu od uczuć, od miłości. A wiele kobiet tak naprawdę takiego wyzwolenia nie chce. I nie dlatego, że są kobietami, ale dlatego, że każdy człowiek jest zintegrowaną całością i kiedy traktuje seks osobno i technicznie, zubaża siebie.

Badania mówią, że 15 proc. Polek jest gotowych na seks na pierwszej randce. 51 proc. dobrze czuje się na drugi dzień po seksprzygodzie, ale pozostałe mają niestety moralnego kaca.

Wolna czy uzależniona?

Na okładce seksroboty. W środku: „Seksografie. Reportaż uczestniczący o pokusach i pragnieniach”. Autorka Gabriela Wiener, peruwiańska dziennikarka, oddała się naga w ręce uzbrojonych w wibratory żon guru seksu tantrycznego Ricarda Badaniego. Do klubu swingersów poszła ze swoim ukochanym, aby tam razem z nim uprawiać seks z obcymi ludźmi, m.in. pieścić gigantyczne piersi nieznajomej. Choć Gabriela czuła zazdrość, pozwalała partnerowi kochać się z innymi, odnotowując tylko, że zazdrość powoduje ból brzucha. Ból nie był jednak dla niej granicą seksualnej eksploracji, skoro na scenie klubu Bizarre, na oczach setki widzów, pozwoliła dominie Lady Monique zbić się po pupie kańczugiem.

Czy Gabriela jest wyzwolona? Jeśli wyzwolenie to odrzucenie wszystkich norm, to tak! A może jest uzależniona od seksu? Nie wiemy. Jednak jej przekraczające granice przeżycia umożliwiają nam bezpieczne, bo w zaciszu własnej sypialni, zastanowienie się nad swoimi granicami.

– Zanim zdecydujemy się na coś ekstremalnego, warto pomyśleć: Co mną kieruje? Czy tęsknię za mocnymi wrażeniami, za miłosną adrenaliną? Są kobiety, które pragną w seksie ekstremalnych przeżyć – mówi Bianca-Beata Kotoro. – Poznałam jednak też wiele takich, które mówiły o odrzuceniu tabu, a tak naprawdę ulegały swojemu mężczyźnie z lęku, że go stracą. Postępując wbrew sobie, kobieta nadużywa siebie. Zniewala się.

W zatoce miłości

W szafce koło łóżka Elżbieta trzymała od lat buteleczkę lubrykantu. Myślała, że to klimakterium, że jest sucha, że nie podnieca się tak jak kiedyś. Kiedy rozstała się z mężem (miała wtedy 46 lat), poznała nowego mężczyznę. Sam jego dotyk, zapach, pocałunek sprawiały, że robiła się wilgotna.

– Nawilżenie pochwy świadczy o tym, że kobieta jest podniecona, gotowa do bezpiecznej penetracji. Ale też że chce z tym mężczyzną sypiać. Mogą mieć różne inne problemy, ale ona się do seksu z nim nie zmusza! – mówi ekspertka. – A często tak się dzieje, że kobieta wylewa na siebie pół butelki lubrykantu, bo nie ma ochoty na seks. A mimo to decyduje się na współżycie.

Dlaczego? Motywacje bywają różne, ale kiedy nie czujemy ani w sercu, ani w ciele, ani w głowie ochoty na seks, nie powinnyśmy się zmuszać! – Nie powinnyśmy przekraczać tej linii – stwierdza Bianca-Beata Kotoro. – Po kilku latach nadużywania siebie tym bardziej nie polubimy seksu. Bo jak go lubić, skoro nasz mózg i serce utożsamiły go z nadużyciem? Może też protestować nasze ciało: bólami głowy, podbrzusza, zapaleniami sromu, pochwy, czasem nawet wymiotami, których wcale z seksem nie wiążemy.

– Jeśli kobieta ma częste problemy z pęcherzem moczowym czy zapaleniami pochwy, proszę, aby przypomniała sobie, co się działo w jej życiu intymnym (lub zawodowym) na 72 godziny przed wystąpieniem objawów – mówi Bianca-Beata Kotoro. – Zazwyczaj słyszę: „Współżyłam, choć nie było mi to na rękę, cały czas myślałam o pracy. No, ale już się z mężem umówiłam. I nie było tak źle!”.

– To dobrze, że nie było „tak źle”, ale wolałabym, żeby powiedziała: „Było przyjemnie” – mówi ekspertka. – A na pytanie o następny raz poczuła w ciele błogość. Tak byłoby, gdyby kochała się wtedy, kiedy by tego pragnęła, czuła, że jej ciało chce, żeby ten mężczyzna je dotykał.

Smutna diagnoza

Dlaczego o wolności częściej mówimy, niż ją praktykujemy? Jedna z ważnych, jeśli nie najważniejszych odpowiedzi jest prosta i dlatego tak trudno ją dostrzec. Tkwi w zaszczepianym nam wstydzie. Wstydzie wobec tego fragmentu naszego ciała, który bywa przez poetów nazywany różą. Ten wstyd nie wygasł dzięki „wyzwoleniu seksualnemu”. Gorzej: zmutował! Stał się groźniejszy za sprawą pornograficznego, wulgarnego wizerunku tego, co stanowi o sile i pięknie kobiety.

– Wyzwolona kobieta nie wstydzi się swojej kobiecości, nie odcina od niej. Ma kontakt ze swoją Joni, jak w sanskrycie nazywamy waginę – mówi Julita Ostrowska, psychoterapeutka, instruktorka jogi i tantry.

Nawiązanie tej relacji często wymaga jednak pracy, bo wychowanie i bolesne doświadczenia powodują, że ta naturalna więź zostaje zerwana. Odbudować ją można m.in. poprzez medytację, świadomy oddech, dotyk i wizualizację.

– Wyobraź sobie, że stoisz pod drzwiami i że to są drzwi do twojej Joni – mówi Julita Ostrowska, prowadząc medytację „Moc Joni”. – A teraz wejdź do wnętrza tej komnaty, która jest za nimi. Co tam widzisz? Zwróć uwagę na wszystkie detale…

Kobiety mogą wówczas zobaczyć rozmaite obrazy. Jeśli są to na przykład gładkie, błyszczące czerwonością ściany, które oplatają kwiaty, to dobry znak. Ale może się też pojawić odczucie ciemnej pustki, zimna lub chropowatości. Albo brak uczuć i wrażeń. W tych obrazach symbolicznie zawarte są bolesne przeżycia związane z ich kobiecością.

– Jakiekolwiek by się jednak obrazy czy uczucia pojawiły, trzeba je przyjąć z wdzięcznością i miłością – mówi Julita Ostrowska. – Celem medytacji jest to, by poczuć miłość do Joni, dostrzec jej moc i piękno. Bywa więc, że potrzebne jest współczucie, a nawet przeprosiny, choćby za każdy seks, na który zgodziłyśmy się wbrew sobie lub który przekroczył nasze granice.

W zgodzie ze sobą samą

Wyzwolenie wymaga odwagi, gdyż jest to nauczenie się szacunku do siebie i swojego ciała, bez względu na to, jak kobieta została zraniona, bez względu na swoją wagę, bez względu na to, kogo poślubiła i jaka jest jej orientacja seksualna – twierdzi dr Christiane Northrup, ginekolożka, autorytet w dziedzinie kobiecego zdrowia. Dla Bianki-Beaty Kotoro to ważne słowa, bo często naszą wolność ograniczają przeżyte traumy, brak wiary w siebie i uległość wobec partnera, mody czy opinii innych. – Dlatego moja definicja wyzwolenia seksualnego brzmi: to życie intymne w zgodzie z samą sobą. Kobieta wyzwolona zna siebie i czerpie ze zmysłowości, cielesności i seksu jak z alfabetu, ale wybiera te litery, które chce. Ale też nie musi brać żadnej, ważne, by miała wiedzę o każdej z nich. To po prostu jej świadoma i osobista decyzja – kwituje Bianca-Beata Kotoro.