1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Design erotyczny - Karim Rashid dla Fun Factory

Design erotyczny - Karim Rashid dla Fun Factory

fot. materiały prasowe funfactory-store
fot. materiały prasowe funfactory-store
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Designerzy bez skrępowania zerkają w stronę przemysłu erotycznego. Od dwóch dekad trendy na tym rynku wyznaczają marki wierzące, że piękna forma jest dla zabawek erotycznych obowiązkowa.

Dlatego też doczekaliśmy się mariażu znanego designerskiego nazwiska z renomowaną marką produkującą dobra erotyczne - Fun Factory. To niemiecka firma, która skutecznie zmienia powszechne postrzeganie zabawek erotycznych poprzez nadanie im nowych, niepoważnych form i żywych barw.

Najpierw Karim Rashid zaprojektował berliński berliński show room Fun Factory, , który w 2009 roku przy wtórze korków od szampana otworzył się dla zwiedzających i kupujących.  Potem, czyli teraz, przyszedł czas na nowoczesną i designerską zabawkę erotyczną.

fot. materiały prasowe funfactory-store fot. materiały prasowe funfactory-store

Wysmakowany show room tej marki jest dwupoziomowym sklepem, połączonym z kawiarnią.  Piękne wnętrze wypełnione kolorowymi  wibratorami, kulkami, akcesoriami Fun Factory kojarzy się raczej ze sklepem z zabawkami niż z sex-shopem. Odbywają się w nim prelekcje, spotkania, pokazy, przewijają się turyści oglądający z wypiekami na policzkach te wszystkie  futurystyczne cudeńka.

Karim Rashid, znany z niepowtarzalnego stylu i współpracy min. z Alessi, twórca niezliczonych trendy miejsc od Tokio do Nowego Jorku, także w tym przypadku spisał się na medal. Wzorzyste, kolorowe tło dla zabawek erotycznych jest równie przyciągające jak one same.

fot. materiały prasowe funfactory-store fot. materiały prasowe funfactory-store

Najwyraźniej sukces wizerunkowy i handlowy sklepu zachęcił obydwie strony do dalszych eksperymentów. Fun Factory, niemiecka marka słynna chociażby z powodu wprowadzenia pierwszych nienaturalistycznych wibratorów  (niegdyś nie do pomyślenia, że zabawki erotyczne mogą być śmieszne i kolorowe), wysoko stawia poprzeczkę swoim współpracownikom. Karim nie wystraszył się wyzwania i w uroczy sposób połączył swoje znaki firmowe: kolor biały i różowy. Niemieckiej efektywności dodał lekkości i stworzył Mr. Pink. Organicznie w kształcie dildo - pełną humoru odpowiedź na różowe marzenia. Inspirujący przedmiot niosący przyjemność estetyczną i erotyczną.

fot. materiały prasowe funfactory-store fot. materiały prasowe funfactory-store

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Wpływ gadżetów erotycznych na seks

Erotyczne gadżety mogą dostarczyć kochankom nowych, ekscytujących doznań. Wprowadzić trochę humoru, element celebracji i, co ważne, dać więcej satysfakcji z seksu. (Fot. iStock)
Erotyczne gadżety mogą dostarczyć kochankom nowych, ekscytujących doznań. Wprowadzić trochę humoru, element celebracji i, co ważne, dać więcej satysfakcji z seksu. (Fot. iStock)
Dlaczego kręcą, czy mogą zmienić jakość seksu i kiedy warto po nie sięgnąć? O wpływie erotycznych gadżetów na miłość opowiada sex coach Marta Niedźwiecka.

Od dłuższego czasu na świecie i od pewnego czasu w Polsce można kupić różnorodne zabawki erotyczne. Nie tylko wibratory, ale też pasy do krępowania, olejki, kostiumy. Co o nich myśleć? Estetyczne gadżety z pewnością nie spowodują odczucia niesmaku i mogą dostarczyć kochankom nowych, ekscytujących doznań. Wprowadzić trochę humoru, element celebracji i, co ważne, dać więcej satysfakcji z seksu. A jeśli nie jesteśmy przekonane do podobnych innowacji? Marta, młoda mężatka, architekt wnętrz, przybyła do sex coach z następującymi wątpliwościami:

Marta: Mój mąż naciska na kupienie wibratora, a ja uważam, że to nienormalne… Sex coach: A co jest normalne?

Jak kobieta kocha się z mężczyzną. Zwyczajnie, bez sztucznych dodatków… A kiedy uprawiają seks, ale nie chcą mieć dzieci i stosują antykoncepcję?

Też, bo przecież nie zawsze chcemy mieć dzieci. A jak uprawiają seks i nie kończy się to orgazmem?

Tak. A seks oralny jest normalny?

No… tak. A analny?

Raczej nie… A po co pani odczucie normalności?

Żebym była normalna, nie puszczalska… Żeby tak o mnie nie pomyślał… A mąż panią akceptuje w łóżku?

Chyba tak, nie rozmawiamy o tym. A na czym pani bardziej zależy: na akceptacji męża czy przyjemności w seksie?

Nie wiem… Chciałabym odczuwać większą przyjemność, ale jego akceptacja też jest dla mnie ważna. Myślała pani, żeby spytać męża o to, jaki jest jego poziom akceptacji wobec pani?

Do tej pory się wstydziłam o to zapytać. Ale może się odważę.

Kategorie normalności lub anormalności często są czynnikiem tłumiącym nasze autentyczne potrzeby. Trzeba do tych potrzeb dotrzeć i przyzwolić sobie na ich odczuwanie, wtedy można mówić o wejściu na drogę rozwoju seksualnego, można korzystać świadomie z tego, co dostarcza nam świat. Tą drogą możemy obudzić w sobie odwagę i ciekawość, żeby przymierzyć się do nowych technik seksualnych albo do wprowadzenia w życie seksualne na przykład zabawki erotycznej. Ale jeżeli niezaspokojona potrzeba akceptacji jest większa niż potrzeba przyjemności, to temat musi poczekać, ponieważ nie warto zmuszać się do innowacji w seksie, jeśli mamy zapłacić za to dyskomfortem.

Aby rozmontować mur przekonań, Marta powinna zacząć rozmawiać otwarcie o seksie, nie licząc na to, że nową zabawkę czy technikę da się skrycie przemycić do sypialni. Jeżeli obawia się gadżetów, ponieważ wierzy, że ich pojawienie się zwiastuje kryzys związku lub jest związane z postrzeganiem jej jako osoby rozwiązłej, lepiej zająć się przekonaniami na temat seksu, a nie forsować temat urozmaicenia za wszelką cenę. Ważne, aby nie zaskakiwać się nawzajem krępującym prezentem czy wibratorem schowanym pod poduszką.

Kiedy wiesz, że chcesz

Wyobraźmy sobie jednak, że Marta czuje w sobie gotowość do zabawy. Nadal warto zacząć od rozmowy, bo to podstawa wprowadzania zmian. Jej celem jest sprawdzenie, czy obydwoje są oswojeni z tą myślą, a także porównanie oczekiwań i ustalenie, że gdy jedno poczuje się niekomfortowo, zabawka wyląduje pod łóżkiem bez zbędnych dyskusji.

Rozpoczynając rozmowę, można uciec się do pretekstów. Na przykład pokazać artykuł znaleziony w prasie czy w Internecie i spontanicznie poruszyć temat zabawek erotycznych. Można potem wspólnie je wybierać. Ponieważ na rynku jest już wiele modeli nienaruszających kobiecego poczucia estetyki i męskiej samooceny, pozostaje skupić się na omówieniu potrzeb i pomysłów, które chcemy w ten sposób zaspokoić. Warto pamiętać, że dobra zabawa pojawia się tylko wtedy, gdy jesteśmy rozluźnieni i w dobrym nastroju.

Wszystko dla pań

Dlaczego warto przekonać się do seks-gadżetów? Bo mogą służyć celebracji seksu w parze, pomagają tworzyć nastrój, scenerię tego, co robimy w sypialni. Mogą też być elementem całych scenariuszy seksownych randek. Butiki erotyczne są pełne akcesoriów i kosmetyków, których można używać w parach. Pasy do wiązania, opaski na oczy, świece do masażu – to wszystko wpisuje się w dobry scenariusz gry erotycznej. Dopóki ich nie wypróbujemy, nie wiemy, na ile nas kręcą. I chociaż do krępowania na łóżku można użyć zwykłego krawata albo apaszki, to większość ludzi tego nie robi. A jeśli kupią szarfę, to raczej jej użyją i dowiedzą się, czy im się podoba. Taka szarfa to świetny początek eksperymentów, bo dla dużej części kobiet i mężczyzn chwilowa utrata kontroli jest niesamowitym bodźcem erotycznym.

Wiele gadżetów erotycznych jest przeznaczonych do używania w parze, ale projektowane są głównie z myślą o kobietach i dla ich przyjemności. Dlaczego? Ponieważ kobieca łechtaczka jest wyposażona w tzw. komórki tango, wrażliwe na wibracje o konkretnej częstotliwości oraz na nacisk. Wibratory, masażery wibrują dokładnie tak, jak lubi kobiece ciało. Można to rozkosznie wykorzystać, zwłaszcza że większość kobiet potrzebuje stymulacji łechtaczki, aby osiągnąć orgazm. Szacuje się, że zaledwie jedna czwarta żeńskiej populacji szczytuje poprzez penetrację waginalną, a i to może być związane ze stymulacją pozostałych obszarów łechtaczki (znajdujących się wokół wejścia do waginy). A skoro mamy zabawki, które służą dokładnie temu, by dopieszczać łechtaczkę, czemu by ich nie wypróbować?

Zabawki pośrednio i bezpośrednio służą także mężczyźnie. Nie tylko – dzięki „dopieszczeniu” kobiety – pomagają zmniejszyć dystans między tempem rozwoju kobiecego i męskiego podniecenia, ale też mogą być używane przez panów. Małe wibratory można wykorzystać do gry wstępnej, do stymulacji męskich genitaliów czy rozluźniającego masażu. Wachlarz zastosowań wyznacza tylko wyobraźnia.

Zabawa na całego

Korzystanie z gadżetów erotycznych powinno być opatrzone klauzulą „stosować tylko z poczuciem humoru”. Bo seks jest ostatnią czysto zabawową aktywnością, która pozostaje nam, dorosłym – niesie przyjemność, ma swoje ramy, ale jest spontaniczny. Jest jak najlepsza dziecięca zabawa – bardzo angażujący, zakotwiczony w „tu i teraz”, kontaktuje z ciałem i ze zmysłami. Jeśli potraktujemy go swobodnie, nie zadaniowo, przyniesie radość, rozkosz i zupełne oderwanie od codzienności. Takie podejście może się okazać dla pary prawdziwym wyzwoleniem: kobiecie dać upragnioną utratę kontroli, mężczyźnie przynieść zwolnienie od wewnętrznego przymusu bycia zawsze gotowym i sprawczym.

Ale uwaga: choć gadżety potrafią przegonić z sypialni nudę, nie mogą być odpowiedzią na kryzys w związku, brak uważności czy umiejętności sprawiania partnerce rozkoszy. Nie powinny też stać się fetyszem, elementem rutynowych działań. Mają zadanie podobne do przypraw – dodają pikanterii, ale przedawkowane powodują niestrawność. Stałe używanie wibratora do osiągnięcia orgazmu może skończyć się niewrażliwością na inne, delikatniejsze pieszczoty, inny rodzaj stymulacji. Ale potrzeba do tego długiego czasu i zupełnego braku świadomości w korzystaniu z gadżetu. Warto zmieniać rodzaj pieszczot i same zabawki. Dla urozmaicenia, ale także by nie popaść w przyzwyczajenie.

Różnorodność i bezpieczeństwo

Zanim oddamy się rozkoszy, zadbajmy jednak o bezpieczeństwo – profesjonalne zabawki są drogie i dlatego bezpieczne. Są wykonane ze specjalnego materiału – silikonu medycznego, który jako jedyny nie wchodzi w reakcje ze skórą i śluzówką. Dlatego jeżeli nie mamy pieniędzy na drogą zabawkę, lepiej poczekać i odłożyć potrzebną sumę, niż ryzykować swoje zdrowie.

Dobrej jakości zabawki produkuje się w Europie i w USA – w fabrykach, które przypominają laboratoria. Wykonane tam wibratory, stymulatory, kulki nie chłoną zapachów, nie tracą koloru. Łatwo je utrzymać w czystości. I pamiętajmy, że gadżety erotyczne zawsze należy stosować z lubrykantem na bazie wody, który jest bezpieczny zarówno dla zabawki, jak i dla naszych śluzówek.

Kiedy decydujemy się na zabawkę erotyczną, czerpmy z tego radość i jednocześnie dbajmy o spełnienie podstawowych warunków – świadomości, konsensualności i uważności. Pamiętajmy, aby świadomie korzystać z tego typu gadżetów. Uzgodnijmy z partnerem zarówno wybór zabawki, jak i warunki jej używania. Korzystając z niej, nie traćmy z oczu drugiej osoby, jej uczuć i potrzeb. Seks to nie teatr, tylko bliskość, zadowolenie i przyjemność obydwojga.

Jak wybrać zabawkę?

  • Pomyślcie, czego potrzebujecie na początek i do czego chcecie tego używać.
  • Zacznijcie od rzeczy prostych i przeznaczonych dla par.
  • Wybierajcie tylko zabawki z silikonu medycznego.
  • Wybierzcie zabawkę, która pozwoli wam skupić się na przyjemności, a nie na obsłudze gadżetu.
Marta Niedźwiecka, coach relacji intymnych, seksualności i związków.

  1. Seks

Sposoby na osiągnięcie orgazmu - 10 zaskakujących dróg na szczyt

Całe kobiece ciało i umysł to jedna wielka strefa erogenna. (Fot. iStock)
Całe kobiece ciało i umysł to jedna wielka strefa erogenna. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Gdy mówimy o orgazmach ze stymulacji genitaliów, sprawa wydaje się dość oczywista. A co z resztą ciała? Czy są orgazmy indukowane czymś innym niż grą wstępną i seksem? Są i jest ich całkiem sporo. Nie nazwę ich dziwnymi drogami do osiągnięcia orgazmu, bo przecież są zupełnie naturalne, nawet jeżeli jedna z nich to choroba. Naturalne są też dlatego, że pokazują, że całe nasze kobiece ciało i umysł to jedna wielka strefa erogenna. Oto 10 mniej lub bardziej zaskakujących metod na dochodzenie na szczyt.

1. Aktywność fizyczna.
Orgazmy w czasie sportu spowodowane zarówno intensywnym ruchem, jak i pobudzeniem rdzenia kręgowego oraz produkcją hormonów. Podobno joga (praca mięśniami dnia miednicy zwłaszcza) i pływanie rządzą, ale świetne także są ćwiczenia z siłowni - wzmacnianie ud, pośladków i bioder. Nie wymienię jazdy konnej, bo to zdecydowanie za proste. Tężyzna fizyczna i przyjemność. Może jednak warto zapisać się na fitness jesienią.

2. Stymulacja sutków i karmienie piersią
. Sutki niektórych kobiet są tak wrażliwe na pieszczoty, że nawet ich niewielkie pobudzenie owocuje pełnym, intensywnym orgazmem. Co dopiero mówić o matkach karmiących swoje dzieci piersią? Przy karmieniu oksytocyny wydziela się tyle, że uniknięcie orgazmu wydaje sie wyczynem.

3. Poród
. Może i brzmi dziwnie, ale w końcu mówimy o tych samych strefach, tylko innej stymulacji. Kobiety rodzące w wodzie, świadomie, które nie boją sie porodu i mają do niego właściwe przygotowanie, często relacjonują wrażenia orgazmiczne, które na dodatek uśmierzają ból. Jedna z teorii o sensowności posiadania strefy G przez kobiety mówi właśnie o tym, że przemieszczająca się przez kanał rodny główka dziecka uciska strefę G, prowokując orgazm i zmniejszając ból porodu. Do wypróbowania osobiście.

4. Fantazje i sny.
Na początku tylko Betty Dodson mówiła, że porządnie przykładając się do fantazji seksualnych, możemy spowodować u siebie orgazm. Z czasem i wraz z rozwojem badań przy pomocy tomografii komputerowej odkryto i opisano liczną grupę kobiet, które dochodzą przez samo wyobrażanie sobie aktu seksualnego. Bez dodatkowej stymulacji ciała. Podobny mechanizm działa, gdy mamy sen zakończony orgazmem, choć wtedy nie decydujemy świadomie o kształcie naszych fantazji. W każdym przypadku – polecane!

5. Masaż.
Fakt, że intensywne pobudzenie ciała masażem skutkuje odczuciem przyjemności to oczywistość. Jednak pewna grupa kobiet posiada fascynująca zdolność - mogą osiągać orgazmy ze stref innych niż erogenne. Na przykład z masażu stóp, dłoni, masażu ciała z pominięciem genitaliów. Prośba o podrapanie po plecach nabiera zupełnie innego znaczenia.

6. Syndrom Stałego Pobudzenia Seksualnego (Permanent Sexual Arousal Syndrome, PSAS
). Wcale nie zabawne, bo to męcząca przypadłość oznaczająca permanentne przekrwienie genitaliów. Może dawać kilkadziesiąt, kilkaset niechcianych i nieoczekiwanych orgazmów dziennie. Ciężko na tym etapie mówić o rozkoszy czy przyjemności.

7. Energia
. Orgazmy owiane legendą, przenoszące nas gdzie indziej i zalewające całe ciało. Jak święty Graal działają na młodych adeptów Tantry. Prozaicznie polegają głównie na wyostrzeniu świadomości ciała na i pełnym odczuwaniu, i przewodzeniu bodźców z niego płynących. Efekt osiągany w połączeniu z praktyką jest wart całego zainwestowanego w naukę czasu.

8.  Autonomous Sensory Meridian Response, ASMR
- potocznie nazywany orgazmem głowy, choć bardziej precyzyjna nazwa powinna brzmieć „Orgazm Z Głowy”. Są to bardziej sensacje, niż orgazm in spe zaczynające się na głowie i biegnące wzdłuż kręgosłupa. Można mieć ASMR bez żadnego bodźca z zewnątrz albo dzięki określonym bodźcom nieseksualnym, wśród których wymienia się same przyjemne i zmysłowe rzeczy: wizyta u fryzjera (dotyk głowy, szyi i ramion), słuchanie delikatnych dźwięków (np. szeptów), melodii określonego języka, oglądanie spokojnie wykonywanych, monotonnych czynności. Badań naukowych nad ASMR brak. Psychologowie mówią, że to raczej pozytywne kodowanie z dzieciństwa (uspokajający głos matki. czesanie jako pieszczota), które owocuje przyjemnością w dorosłości. Nie zraża to społeczności tworzącej liczne grupy i fora internetowe, na których można się cieszyć ASMR-owimi radami i filmami.

9. Mycie zębów.
Ten akurat przypadek opisano w USA i dotyczył kobiety, która po operacji mózgu straciła możliwość odczuwania orgazmów w tradycyjny sposób. Jej ciało prawdopodobnie samo znalazło rozwiązanie i kobieta odkryła, że intensywne szczotkowanie zębów daje jej najpierw przyjemność a potem odczucie orgazmu. Zjawisko obserwowane u osób dotkniętych paraliżem pourazowym, zwłaszcza dolnej połowy ciała. Zamiast stref erogennych wokół genitaliów są w pełni funkcjonalne strefy erogenne, np. na szyi, sutkach, uszach.

10. Najmniej naturalny
. Stosowanie leków antydepresyjnych i przeciwlękowych zawierających clomipraminę powoduje orgazmy przy ziewaniu. Podobno.

  1. Seks

Brak seksu – jakie korzyści można czerpać z abstynencji seksualnej? Do czego kiedyś służyła?

Abstynencja seksualna, wstrzemięźliwość, tobiaszowe noce - temat znany od starożytności. Do czego służyły ludziom wyrzeczenia seksualne? Jak można ukierunkować tę potężną energię? (fot. iStock)
Abstynencja seksualna, wstrzemięźliwość, tobiaszowe noce - temat znany od starożytności. Do czego służyły ludziom wyrzeczenia seksualne? Jak można ukierunkować tę potężną energię? (fot. iStock)
W świecie przepełnionym seksem zwyczaje, które każą z niego rezygnować, wydają się dziwactwem, bawią, budzą lęk. Okazuje się jednak, że abstynencja seksualna ma swój sens!

Bawi nas dziś stary zwyczaj tobiaszowych nocy związany z wiarą w demony. Inny, wcale nieprzebrzmiały, syndrom dziwki i madonny budzi protest lub zdziwienie. Trudno zrozumieć współczesnemu człowiekowi celibat, bo uważamy, że rezygnacja z seksu niczemu nie służy. Tymczasem okazuje się, że to, co postrzegamy jako naiwne, mogło przynosić korzyści, to, od czego się odżegnujemy, dotyczy często i nas, a to, co uważamy za zbędne, może mieć głęboki sens.

Tobiaszowe noce - brak seksu, który przynosi korzyści

Biblijny Tobiasz umknął gniewowi demona Asmodeusza, powstrzymując się od seksu ze swą żoną Sarą przez kilka nocy po ślubie (Asmodeusz uśmiercił wcześniej jej siedmiu mężów, którzy powstrzymać się nie zdołali). Tobiaszowe noce oznaczają seksualną wstrzemięźliwość praktykowaną przez młodych małżonków podczas nocy poślubnej lub przez kolejne noce – różnie w różnych kulturach. Chrześcijaństwo wysoko ceni erotyczną ascezę.

Synod w Kartaginie w 398 r. jako okres wstrzemięźliwości ustalił noc poślubną, lecz z czasem obyczaj objął trzy noce – przy czym każda z nich była poświęcona kolejnej postaci z religijnego panteonu: Chrystusowi, Matce Boskiej i św. Józefowi. Na przykład w mitologii germańskiej spotyka się przekonanie, że prawo do dziewictwa kobiety ma bóstwo i to ono powinno podczas poślubnej nocy posiąść ją i zapłodnić, a zatem mąż musi poczekać przynajmniej przez tę jedną noc.

W Estonii i Persji wierzono z kolei, że podczas kilku pierwszych nocy po ślubie mężczyzna jest zagrożony – zazdrosne demony mogą go zabić, ponieważ kobiecość wiązana była ze złymi siłami, które nie chciały dobrowolnie oddać swej własności. Zdarzało się więc, że małżeństwo zaczynało uprawiać seks sporo czasu po ślubie. Zwyczaj „opóźnionego seksu” znany był także w Indiach i innych krajach Dalekiego Wschodu, lecz tu nie łączono go z lękiem, ale raczej z możliwością oswojenia się małżonków ze sobą.

– To był doskonały pomysł – uważa Katarzyna Platowska, psycholog i terapeuta. – Tym bardziej że małżeństwa były aranżowane i ślub zawierali ludzie, którzy nie mieli szans na wcześniejsze poznanie się. A kiedy dodatkowo kochankowie nie dysponują żadnym doświadczeniem, stosunek z reguły ma przebieg nieudany i jest dla obu stron rozczarowujący. Stopniowe oswajanie się partnerów ze sobą sprawia, że pojawia się między nimi więź, która złagodzi i osłodzi to rozczarowanie. Obcowanie bez seksu służyło stopniowemu budowaniu intymności, bliskości i zaufania, które sprawiało, że kobieta mniej bała się swego pierwszego razu.

W innych kulturach obyczaj nakazywał małżonkom leżeć obok siebie bez dotykania się i pieszczot. Czasem musieli kłaść między sobą coś, co ich rozdzielało, np. obnażony miecz. Ale nawet tak wstrzemięźliwa forma tobiaszowych nocy miała zdaniem psychologów swój sens. Służyła kumulacji napięcia seksualnego. Jeśli partnerzy muszą czekać, a potrzeba seksualna nie jest rozładowywana przez kolejne noce – rośnie. W efekcie, gdy już dojdzie do zbliżenia, będzie ono gwałtownym i niezapomnianym przeżyciem, nawet jeśli technicznie nie było majstersztykiem.

– Satysfakcja z seksu płynie nie tylko z faktu złapania króliczka, ale też pogoni za nim – mówi Platowska. – Tobiaszowe noce były rodzajem gonienia króliczka, dlatego gratyfikacja była potem większa.

Szacunek dla bóstwa, które ma prawo do dziewictwa kobiety czy poświęcanie kolejnych nocy świętym, nadawał małżeńskiemu seksowi specjalnego znaczenia.

– To połączenie ziemi z niebem, pierwiastka cielesnego z duchowym – tłumaczy psycholog. – Ofiara dla bóstw nadawała innego wymiaru współżyciu małżeńskiemu – zmieniała je ze zwykłej kopulacji w wydarzenie o duchowym wymiarze.

Abstynencja seksualna - triumf woli nad biologią

Celibat? Przed oczyma jawi się wizerunek kapłana w sutannie. Asceza – wyobraźnia przywołuje postać półnagiego jogina poskręcanego w dziwnej pozycji. I słusznie. Celibat, czyli bezżeństwo, rezygnacja z życia seksualnego, rzeczywiście jest częstym wymogiem stawianym wobec duchownych różnych formacji religijnych. Dotyczy księży katolickich, ale zobowiązani do niego byli też kapłani wielu innych wiar, np. wyżsi rangą mnisi i mniszki buddyjskie, westalki w starożytnym Rzymie, kapłani bogini Demeter, wróżbitki z Delf itp. Decyzję o życiu w czystości świadomie podejmowali też ludzie świeccy – w XIX w. prawie jedna trzecia ludności buddyjskiej żyła w celibacie – bardziej skupiona na życiu duchowym niż ziemskim poszukiwaniu przyjemności.

W wielu kulturach szamani i czarownicy decydowali się na czasową abstynencję seksualną, by wzmocnić dar przewidywania przyszłości albo wejść w lepszy kontakt ze światem duchowym; także w konfucjonizmie z okazji ważnych świąt zachowuje się do dziś wstrzemięźliwość płciową.

– Z życia płciowego rezygnowali przedstawiciele kultur, które większą wagę przykładały do spraw ducha niż spraw ciała – uważa Platowska. – Nie chcieli zaprzątać sobie głowy sprawami przyziemnymi, energię kierowali ku wyższym rejonom. Człowiek uprawiający seks jest rozbudzony i myśli o seksie, postrzega rzeczywistość pod kątem seksu: widzi miejsca, które mogłyby służyć uprawianiu seksu, jego wzrok przyciągają ozdabiające ciało detale. To, co nam chodzi po głowie, manifestuje się częściej w świecie zewnętrznym. Celibat i seksualna asceza to triumf woli nad biologią.

Nie zawsze abstynencja seksualna musi mieć związek z religią. Są takie chwile, kiedy rezygnacja z seksu wydaje się czymś naturalnym. Doświadczają tego ludzie, którzy są w coś zaangażowani całą duszą: tworzą, piszą, malują albo okrążają świat na jachcie. Kiedy ogarnia ich pasja, liczy się tylko ona, seks wypada poza krąg zainteresowań, znika reszta świata. Także wielu sportowców zachowuje wstrzemięźliwość płciową przed ważnymi rozgrywkami, by utrzymać koncentrację na tym, co w danym momencie najważniejsze.

– Ważna jest dobrowolność rezygnacji z seksu i świadomość tej decyzji – tłumaczy Platowska. – Jeśli seks jest tłumiony, może „wypłynąć” w najmniej odpowiednich monetach. Ale ktoś dobrowolnie wybierający celibat i świadomy, jakie są tego konsekwencje, może wykorzystać ascezę do swojego rozwoju. W kontekście religijnym można ją porównać z postem: wyrzeczenia czemuś służą, otwierają nasze wewnętrzne oko na sposób funkcjonowania świata i nas samych, pozwalając sięgać do głębi różnych zjawisk.

Ekonomia sprawiła, że w Polsce okresowo celibat praktykuje dziś wielu! Statystyki podają, że kilkaset tysięcy Polaków wyjechało za granicę w poszukiwaniu pracy. Większość z nich zostawiła w kraju rodziny. Zarówno osoba, która wyjechała, jak i ta, która pozostała, decyduje się na życie w celibacie (oczywiście przy tym, że zakładamy wierność małżeńską).

Syndrom dziwki i madonny, a brak seksu w małżeństwie

Idealizowanie ukochanej osoby jest romantyczne i piękne, ale... do pewnych granic. Człowiek dotknięty syndromem dziwki i madonny przekracza te granice, idealizuje ukochaną do tego stopnia, że ją całkowicie odrealnia. Stawia na piedestale, wynosi na ołtarz, kocha, podziwia, wielbi i... nigdy jej nie dotknie. Mężczyzna nie chce i nie może podejść do niej na tyle blisko, by zobaczyć, że jest zwykłą śmiertelniczką.

– Syndrom dziwki i madonny sprawia, że człowiek dzieli kobiety na dwie kontrastowe kategorie: święte i ladacznice, madonny i dziwki – tłumaczy Platowska. – Z tymi pierwszymi seksu uprawiał nie będzie, bo są na to za czyste, idealne, święte. Co więcej, może się okazać, że bardzo kocha swoją wybrankę, ale w intymnej sytuacji nie będzie mieć erekcji. Z tymi drugimi będzie mógł się kochać, ale nie będzie ich szanował, nie będzie chciał takiej kobiety za stałą partnerkę.

Psychologowie uważają, że syndrom ten ma funkcję obronną: wymuszają go nieuświadomione lęki spowodowane przeżyciami z wczesnego dzieciństwa; przeżyciami, które otarły się o molestowanie seksualne lub inne emocjonalne nadużycia. Dotknięte nim osoby nie chcą łączyć bliskości emocjonalnej i seksualnej, unikają kontaktu z bolesnymi wspomnieniami.

– Taki człowiek deklaruje, że bardzo kocha żonę, ale rzadko lub bardzo rzadko z nią współżyje (czasem wcale), natomiast korzysta z usług prostytutek. Dla dotkniętego syndromem dziwki i madonny jest to jak najbardziej logiczne: nie potrafi postrzegać seksualnie osoby, z którą łączy go więź emocjonalna, ale bez większego trudu wchodzi w niezobowiązujące, oparte tylko na seksie przygody – tłumaczy psycholog.

Uważa, że seks jest czymś brudnym, raniącym i złym, nic więc dziwnego, że wierzy, że nie można uprawiać go z kimś kochanym, bo to go kala, obraża. Do seksu nadaje się tylko ktoś, kogo się nie ceni, nie szanuje i kim można gardzić. To klasyczny przypadek dotyczący pewnej grupy ludzi dotkniętych bolesnymi doświadczeniami. Ale cząstka syndromu dziwki i madonny, wyrażana w łagodniejszej formie, ujawnia się w wielu związkach. Nie dotyczy seksu w ogóle, lecz na przykład pewnych jego obszarów. Znakomitym przykładem jest postać grana przez Roberta De Niro w „Depresji gangstera”. W pewnym momencie wyznaje swojemu terapeucie, że wybiera się do burdelu, bo ma ochotę na seks oralny. Terapeuta pyta, dlaczego nie zrobi tego ze swoją żoną, na co De Niro z oburzeniem odpowiada: „Zwariowałeś? Przecież ona potem całuje moje dzieci!”.

– Wielu mężczyzn uważa, że pewnych rzeczy nie robi się z własną żoną – dodaje Platowska. – Nie dlatego, że ona odmawia np. seksu analnego czy oralnego. On jej tego nawet nie proponuje, bo takie zachowania seksualne z kobietą „szanowaną” nie mieszczą się w jego systemie wartości.

Izolowaniu się od kobiety, z którą się uprawia seks, sprzyja jeszcze jedno zjawisko: lęk kastracyjny. Taki pierwotny lęk od tysięcy lat budzi w mężczyźnie partnerka seksualnie wyzwolona i żyjąca w zgodzie ze swoimi potrzebami. Mężczyźni boją się, że przy takiej kobiecie stracą swoją męskość. Erotycznie wyzwolona kobieta budzi w nich niepewność, uosabia pierwotny mit o pochwie pochłaniającej członek. Nieskrępowana kobieca seksualność zagraża męskiej, zwłaszcza gdy facet ma niskie poczucie własnej wartości albo nie jest tak wyzwolony. A w naszych czasach – obyczajowych i społecznych przemian – o niepewnych swej roli i pozycji mężczyzn nietrudno…

  1. Seks

Problemy seksualne kobiet – skąd się biorą?

Seksualność jest na tyle ważną sferą naszego życia, że jej zaburzenia mogą wpływać na całokształt naszej osoby, na relację z partnerem a nawet z przyjaciółmi. (Fot. iStock)
Seksualność jest na tyle ważną sferą naszego życia, że jej zaburzenia mogą wpływać na całokształt naszej osoby, na relację z partnerem a nawet z przyjaciółmi. (Fot. iStock)
Do niedawna seksualność kobieca w społeczeństwie była tematem tabu. Kobietom nie przysługiwało prawo do czerpania radości i satysfakcji z seksu, do osiągania orgazmów czy zmiany partnerów seksualnych. Seks był tematem, o którym porządna, szanująca się kobieta nie powinna mówić. Dziś słowo seks pojawia się na większości okładek prasy dla kobiet. Wraz z wyzwoleniem kobiecej seksualności, zaczęto mówić o trudnościach, jakie w tej sferze się pojawiają. Trudnościach po części wynikających z wpływu przeszłości negatywnie traktującej seksualność kobiety, po części związanych z innymi czynnikami.

Wyzwolone kobiety pragną czerpać radość z seksu, okazuje się jednak, że przyzwolenie na przyjemność nie zawsze wystarcza do tego, by prowadzić satysfakcjonujące życie seksualne. Z tego powodu do gabinetu seksuologa zgłasza się wiele kobiet, cierpiących z powodu różnych dysfunkcji seksualnych, pragnących zmienić swoją sytuację.

Najczęstsza dysfunkcja seksualna, którą zgłaszają kobiety to brak lub utrata potrzeb seksualnych. Kobieta cierpiąca na to zaburzenie nie odczuwa chęci odbywania stosunków seksualnych, często pomimo tego, iż ma partnera, którego kocha i z którym chciałaby współżyć. Niektóre kobiety twierdzą, iż nigdy nie czuły potrzeb seksualnych. Są też takie, u których utrata libido pojawiła się nagle na pewnym etapie życia. Ta sytuacja często powoduje u nich cierpienie i obawy o to, że niezaspokojony seksualnie partner opuści je i znajdzie kobietę, która spełni jego oczekiwania.

Bolesność narządów płciowych podczas współżycia, zwana dyspareunią, to kolejna trudność, z którą borykają się kobiety. Ból bywa tak silny, że uniemożliwia odbycie stosunku, pomimo ochoty na seks i pojawiającego się podniecenia. Dyspareunii często towarzyszy pochwica, polegająca na silnym zaciśnięciu mięśni okołopochwowych, uniemożliwiającym wprowadzenie penisa, a czasem nawet palca do pochwy.

Problemy seksualne zgłaszają również kobiety, które mają ochotę na seks, czują podniecenie i nie odczuwają bólu podczas współżycia. Pomimo tego z jakichś przyczyn nie potrafią czerpać przyjemności z seksu oraz nie są wstanie osiągnąć orgazmu.

Skomplikowana i zawiła seksualność kobieca powoduje, iż odkrycie przyczyny ich trudności bywa bardzo trudne. Z tego też powodu seksuolog nierzadko musi przeprowadzić bardzo dogłębną analizę problemu. Wiele pacjentek, udających się do gabinetu seksuologa idzie tam z nadzieją, że dostanie cudowną pigułkę, która je wyleczy. Niestety nie jest to takie proste. Zaburzenia seksualne u kobiet zdecydowanie częściej pojawiają się na tle psychologicznym niż biologicznym. Te drugie mogą wiązać się z niektórymi chorobami, takimi, jak cukrzyca, nadciśnienie, zaburzenia hormonalne czy choroby neurologiczne oraz przyjmowaniem niektórych leków. Czynniki psychologiczne natomiast mogą dotyczyć bardzo wielu obszarów. Brak ochoty na seks często spowodowany jest problemami w relacji z partnerem. Na kłótnie i nieporozumienia z mężczyzną kobieta bardzo często reaguje utratą zainteresowań seksualnych. Jeżeli nieporozumienia są przejściowe, zostają w odpowiedni sposób rozwiązane i nie pozostawiają urazy, ochota na seks z partnerem powraca. Jeśli jednak partnerzy nie mogą się porozumieć i nie potrafią ze sobą rozmawiać, żal i pretensje do partnera mogą stale obniżać zainteresowanie seksem. Jeśli dodatkowo kobieta w takiej sytuacji będzie kochać się z mężczyzną „na siłę”, co nie przyniesie jej przyjemności, niechęć może się utrwalić.

Szalenie istotne jest również postrzeganie swojego ciała przez kobietę. Jeżeli ma niską samoocenę, nie akceptuje swojego wyglądu i nie lubi siebie, prawdopodobnie trudno będzie jej czerpać przyjemność z życia seksualnego. Seksualność jest natomiast na tyle ważną sferą naszego życia, że jej zaburzenia mogą wpływać na całokształt naszej osoby, na relację z partnerem a nawet z przyjaciółmi. Dlatego nie bójmy się mówić otwarcie o tak ważnym elemencie życia i w razie potrzeby prośmy o pomoc.

  1. Seks

Fantazje seksualne – czego o sobie nie wiemy?

Wszyscy fantazjujemy o seksie. Często nie wiemy jednak jak odczytać te fantazje. Co znaczą? O jakich potrzebach informują? (Fot. iStock)
Wszyscy fantazjujemy o seksie. Często nie wiemy jednak jak odczytać te fantazje. Co znaczą? O jakich potrzebach informują? (Fot. iStock)
Fantazjujemy o seksie. Wszyscy. To już nie jest tabu. Dziś zastanawiamy się raczej, czy wszystkie fantazje należy wcielać w życie. – A może niektóre lepiej pozostawić tylko w sferze marzeń, ale spróbować odczytać ich rzeczywisty przekaz – zastanawia się seksuolog i psychoterapeuta Andrzej Gryżewski.

Czy trzeba realizować seksualne fantazje, by poczuć się spełnioną jako kobieta?
Powiem zdecydowanie – na pewno nie wszystkie fantazje warto realizować, a już z pewnością nie należy robić tego dosłownie. I dotyczy to nawet tych marzeń, które wydają się całkiem niewinne. Jeden z moich klientów od dziesięciu lat fantazjował o… fryzjerkach. Wyobrażał sobie, że przychodzi do salonu, a tam miła pani ciepło się do niego uśmiecha, zaczyna go dotykać, masować – najpierw głowę, potem całe ciało. To była jego superfantazja, przy której onanizował się przez lata, kiedy był sam. Ale od trzech lat jest w stałym związku i kryzys w nim pojawił się właśnie z powodu owej fryzjerki. Partnerka wypytywała go bowiem tak długo, aż opowiedział, co mu chodzi po głowie. No i trafili do mnie, bo ona postanowiła urzeczywistnić jego fantazję! Pewnego dnia pojawiła się w drzwiach w kusym fryzjerskim fartuszku z nożyczkami w ręku. Jednak to kompletnie nie zadziałało, jej partner nie był ani trochę bardziej podniecony. Próbowała więc kolejny raz i kolejny…

Domyślam się, że nadal nic z tego?
Dokładnie tak. Zraniona uznała więc, że nie jest dla swojego partnera tak atrakcyjna i pociągająca jak fryzjerka z jego fantazji, choć nie miała do wyciągnięcia takiego wniosku żadnych podstaw, bo ich seks był udany. Bez fajerwerków, ale udany. Jednak to jej nie wystarczało. Próba realizowania jego fantazji doprowadziła do kłótni.

I zapewne ten mężczyzna wcale nie rozumiał dlaczego.
Nic nie rozumiał. Przecież wcześniej wszystko było między nimi w porządku. Czuł się więc zagubiony i oszukany, był zły, bo za szczerość spotkała go kara. Na kolejną sesję zaprosiłem więc tylko jego. I co się okazało? Przypomniał sobie, że przed dziesięcioma laty, kiedy był tuż po rozwodzie i czuł się bardzo samotny, trafił do salonu fryzjerskiego, w którym natknął się na wyjątkowo ciepłą, delikatną i bardzo czułą fryzjerkę. Przez 40 minut z pietyzmem przycinała jego włosy. Zrobiła mu też wspaniały masaż głowy. A on bardzo potrzebował czułego dotyku.

Czyli o ciepło, a nie o seks mu w tych fantazjach chodziło?
No właśnie! Fryzjerka była dla niego symbolem czułości, zainteresowania. Ale jego partnerka nie odkryła tego, co skrywała w sobie ta fantazja. Poszła za własną wizją tego, kim może być kobieta z salonu fryzjerskiego: kusicielką, wyuzdaną kochanką…

Zupełnie się ich fantazje rozminęły…
Fantazje partnera warto traktować jak tajemnicze wagony – nigdy nie wiadomo, co jest w nich ukryte. W wagonie do przewozu węgla można odnaleźć porcelanę. W cysternie, w której my przewozilibyśmy mleko, ktoś może przewozić zielony groszek. Tu bardzo łatwo o pomyłkę, błędną interpretację. Jak choćby w przypadku mojego innego klienta, który był przekonany, że skoro jego partnerka przyznała się do fantazji o Afrykaninie, to zapewne chodzi jej o wyjątkowo bogate męskie wyposażenie i supersprawność. Pomyślał nawet, że wie, skąd u jego partnerki taka fantazja. Pamiętał bowiem, że podczas wycieczki do Kenii zdarzyło jej się zapatrzyć na jednego z miejscowych mężczyzn. Dlatego przez kilka miesięcy wsmarowywał jakieś maści kupione w Internecie, które rzekomo miały wydłużyć jego członek. Kolejny pomysł, na jaki wpadł, to kupienie prezerwatyw w kolorze czarnym i specjalnych nakładek powiększających obwód członka. Jego żona zareagowała frustracją, bo za jej fantazjami kryło się tylko pragnienie, by ich seks był mniej przewidywalny. Afrykanin był dla niej symbolem zaskoczenia, różnorodności, dla niego – ogromnego męskiego przyrodzenia.

Kompleksy kazały mu w ten sposób zinterpretować fantazję partnerki?
Zapewne tak. Zdarza się też, że fantazje prowadzą do manipulowania partnerem. Miałem klienta, który chciał zdradzić żonę, ale nie potrafił się przełamać – tak po prostu zdecydować się na skok w bok – bo w gruncie rzeczy był monogamistą. Wymyślił więc, że podzieli się z partnerką swoją fantazją o swingowaniu. Potem namówił ją, by razem z nim poszła do klubu dla swingersów, a w końcu żeby to ona pierwsza zdradziła jego. To da mu prawo, by także dopuścić się zdrady! Długo przekonywał żonę, aż w końcu stało się! Kilka tygodni później trafił do mnie… z objawami stresu pourazowego. Za każdym razem, kiedy zamykał oczy, widział swoją partnerkę z tamtym mężczyzną. Realizowanie takiej fantazji jest jak wrzucenie granatu do pomieszczenia – nie wiadomo, kto przeżyje. Trzeba bardzo uważać.

Chyba podobnie trzeba uważać, kiedy mowa o fantazjach związanych z gwałtem. Czy kobiety opowiadają o nich swoim partnerom?
Czasem tak, co też zazwyczaj kończy się nieporozumieniem. Scenariusz po takim wyznaniu zazwyczaj wygląda mniej więcej tak: ona akurat gotuje obiad i nie jest w humorze, bo miała ciężki dzień w pracy. On zakrada się i zadziera jej sukienkę, by nagle uprawiać z nią seks. Penetrować. Ona jest wściekła, ma pretensje, bo czuła się zgwałcona. A on nic nie rozumie, przecież o to jej właśnie chodziło, tymczasem słyszy od partnerki, że wcale nie o to.

To czego ona chciała?!
Gwałt to tylko symbol. Ona chce, żeby on przejął inicjatywę, ale kiedy trafią do łóżka, do sypialni! Chce, żeby był męski, czyli stanowczy, dynamiczny, żeby wziął odpowiedzialność za seks, za klimat, za technikę, żeby ona mogła się poczuć swobodnie. A więc żeby działał z większą pewnością siebie, ale brał jednocześnie pod uwagę jej uczucia.

Są kobiety, które decydują się na operację powiększania piersi, gdy partner przyzna, że fantazjuje o kobietach z dużym biustem. Czy ich wysiłek ma jakiś sens?
Mężczyźni fantazjują o kobietach z wielkimi piersiami, bo te kojarzą im się z obfitością. Ale nie obfitością ciała, a obfitością czułości, zrozumienia. Czyli o kobietach, które są kochankami, ale też – jak mawia profesor Zbigniew Lew-Starowicz – mamami bis. Znowu więc nieporozumienie. Mam klientkę, która poszła tą błędną drogą interpretacji. Powiększyła sobie piersi, i to dwukrotnie, bo po pierwszej operacji on przyznał, że dalej fantazjuje o kobietach z jeszcze większym biustem. Jednak i to nie ożywiło ich związku. Tragizm tej sytuacji polega na tym, że zgłosiła się do mnie, kiedy wykonała już serię innych zabiegów. Pomyślała, że skoro jej partner ogląda pornografię, a tam kobiety mają wycięte wargi sromowe, żeby ich narządy wyglądały jak te u 16-latek, to ona także musi mieć takie. Ale i to nie zwiększyło częstotliwości uprawiania przez nich seksu. Więc znowu – jak aktorki w filmach porno – wybieliła sobie odbyt. Potem jeszcze zdecydowała się na ostrzyknięcie łechtaczki i punktu G kwasem hialuronowym.

Szaleństwo!
A problem leży zupełnie w innym miejscu. Ona jest jak lodowiec, ma charakter zadaniowy. A on potrzebuje kobiety ciepłej, czułej, opiekuńczej. On chciałby, żeby żona kokietowała – kusiła wzrokiem, gestem, słowem. A ona? Wbiega do mieszkania w stukających szpilkach i wydaje polecenia: „Seks o 21, wcześniej kolacja przy świecach, a teraz opowiedz, co się dziś działo!”. Tymczasem bliskość to ciepła i uważna rozmowa, a nie suche raportowanie, warto o tym pamiętać. Ono jest bardzo skuteczne w biznesie, ale w związku dla niektórych to katastrofa.

Czyli pod każdą fantazją, nawet tą o biuście, skrywa się jakiś „podspód”?
Tak. I ten „podspód” zwykle bardzo różni się u niej i u niego. I stąd ten ciągły zgrzyt, gdy decydują się dosłownie realizować swoje fantazje... Opowiem jeszcze o klientce, która powiedziała partnerowi, że fantazjuje o mężczyźnie, który potrafi uczynić seks bardziej lekkim i frywolnym. A on, jak to facet, naoglądał się komedii i komików klasy B i zaczął ją traktować jak młodszą siostrę. Wygłupiał się: wysypał ryż pod prześcieradło po jej stronie łóżka, innym razem pod jej jasiek podłożył prukającą poduszkę… Co ona na to? No, nie nabrała ochoty na seks! Chciała w łóżku lekkości i uśmiechu, a nie partnera z gimnazjum! Dlatego kiedy już decydujemy się opowiadać o swoich fantazjach, nie zostawiajmy partnerowi miejsca na domysły. Opatrzmy je solidnym komentarzem, bo tylko właściwie odczytane fantazje doprowadzą do spełnienia i radosnego przeżywania seksu, a nie do gabinetu seksuologa.

Newsletter

Psychologia, związki, seks, wychowanie, świadome życie
- co czwartek przegląd najlepszych artykułówZapisz się