1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Sztuka randkowania - 10 punktów

Sztuka randkowania - 10 punktów

Chodzenie na randki może stać się nie tylko przyjemnością, ale także cennym doświadczeniem, dzięki któremu dowiesz się ważnych rzeczy o sobie i zdefiniujesz, jaka relacja może przynieść ci satysfakcję i spełnienie.

1. Bądź realistką

Jeśli marzysz o księciu z bajki koniecznie na białym koniu, zamykasz się na jakiś inny fajny, męski egzemplarz. Zweryfikuj swoje oczekiwania. Zastanów się, czy nie stawiasz zbyt wysoko poprzeczki, nie jesteś zbyt sztywna, zbyt wybredna, nie przesadzasz?

2. Bądź konkretna

Kiedy już sprawdzisz poziom swojego realizmu, poczuj co jest dla ciebie naprawdę ważne w wyborze mężczyzny. Wybierz postawę po środku - nie idź na niezdrowy kompromis, ale też nie bądź zbyt surowa. Chodzi tu o uważność na szczegóły, które właśnie dla ciebie są istotne. Dobre maniery, szczery uśmiech, błyskotliwość?

3. Weź odpowiedzialność

Za nasze niepowodzenia najczęściej winna jest nieświadomość, niewiedza o sobie samej. Jeśli znowu jesteś na randce z lekkomyślnym bawidamkiem, wejrzyj w głąb siebie. Zastanów się, co to o tobie mówi. On jest odbiciem stłumionej części twojej psychiki. Może jesteś zbyt kontrolująca, kiedy on cieszy się życiowym luzem?

4. Bądź aktywna

Nie czekaj, aż ktoś do ciebie zadzwoni. Wyjdź z domu, choćby do sklepu, do kawiarni, do parku na jogging. Bywaj wśród ludzi. To jest twoje życie, a nie próba generalna.

5. Nie zadowalaj się byle czym

Kiedy jesteś w restauracji i masz ochotę na kurczaka, nie zamawiasz szarlotki. Tak samo jest z randkowaniem. Czasem po prostu nie ma sensu tracić czasu na pewne spotkania. Przecież już wiesz, co jest dla ciebie ważne.

6. Często dokonuj przewartościowań

Przewartościowania to coś, co przybliża nas do siebie. Zmiana zdania oznacza, że żyjesz, bo odkrywasz siebie na nowo. Nigdy nie zwracałaś uwagi na mężczyzn z długimi włosami? A teraz właśnie ktoś taki chce się z tobą umówić i to ci się podoba? Sprawdź to!

7. Wyciągaj wnioski

Bądź czujna na skutki wydarzeń, w których uczestniczysz. Jeśli zachowasz świadomość, zobaczysz ciąg zdarzeń, które doprowadzają cię do określonych sytuacji. Dlatego dobrze jest pisać o swoich doświadczeniach. Pisanie dziennika, pamiętnika, bloga pozwala nam stanąć w dobrym miejscu obserwatora. Jeśli jakaś sytuacja powtarza się, zapytaj siebie - czego poprzednim razem nie zrobiłam? On jest nieprzyjemny? Może dobrze byłoby dla mnie, żebym ostrzej zareagowała lub po prostu wyszła z restauracji?

8. Przekraczaj swoje granice

Masz problem z tym, żeby nie mówić zbyt dużo? Na randce poćwicz bycie tajemniczą. Trudno być ci prostolinijną? Odważ się na to.

9. Bądź świadoma

Zwróć uwagę, jak się czujesz na randce. Czy jesteś swobodna? Zaciekawiona? Czy wręcz przeciwnie - czujesz skrępowanie i nudę? Jeśli będziesz na bieżąco ze swoimi uczuciami, będziesz wiedziała co dalej robić.

10. Nie wypieraj lęku

Randka z mężczyzną, to zawsze konfrontacja z uczuciami, często także z lękiem. Czujesz strach? Przed czym? Często dotyczy on odrzucenia, rozczarowania. Mając świadomość, że on w tobie jest, wejdź w tą sytuację. Przejmij nad nim kontrolę, a stanie się on twoim sprzymierzeńcem.

Jak flirtować? - 6 wskazówek - TUTAJ

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Przygoda jednej nocy - najważniejsza jest szczerość

Seks może być pięknym przeżyciem także z osobą nieznajomą. (Fot. Getty Images)
Seks może być pięknym przeżyciem także z osobą nieznajomą. (Fot. Getty Images)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Zwykło się przyjmować, że to mężczyźni, wykorzystując naiwność i emocjonalność kobiet, ulatniają się niespodziewanie po wspólnie spędzonej nocy. Jednorazowa przygoda nie musi być jednak czymś złym ani krzywdzącym dla drugiej strony. Najważniejsza jest szczerość wobec siebie i partnera/partnerki.

Zwykło się przyjmować, że to mężczyźni, wykorzystując naiwność i emocjonalność kobiet, ulatniają się niespodziewanie po wspólnie spędzonej nocy. Jednorazowa przygoda nie musi być jednak czymś złym ani krzywdzącym dla drugiej strony. Najważniejsza jest szczerość wobec siebie i drugiej osoby.

Kobiety tak samo jak mężczyźni chcą na różne sposoby realizować swoje potrzeby seksualne. Może być to także przygodny seks z mniej lub bardziej przypadkowymi partnerami. Decyzja o szybkim kontakcie fizycznym wymaga jednak przemyślenia, co to tak naprawdę dla nas znaczy i jak będziemy się potem czuć.

Od dziecka zewsząd słyszymy, że seks jest czymś poważnym, że trzeba z nim zwlekać, a jeżeli czekać nie będziemy, zostaniemy ukarane/ukarani (ciążą, odejściem partnera itp.). Seks jako „sport” spotyka się z potępieniem, a „zaliczanie” kolejnych osób jako bezmyślność i zezwierzęcenie. Kobieta ma jeszcze gorzej – jest „zaliczana” i się „puszcza”. Kobiety często boją się „zszargania opinii” w oczach mężczyzn. Lęk o własną „reputację” często powstrzymuje je przed otwarciem na przyjemność i nowe doświadczenia seksualne.

Jest to jednak tylko jedna wersja! Można postrzegać kontakty seksualne zupełnie inaczej, chociaż pozbycie się z myśli tego negatywnego przekazu wymaga wysiłku i pracy nad sobą, bo to w nim wzrastałyśmy/wzrastaliśmy.

Coraz więcej mężczyzn uznaje równouprawnienie kobiet także w dziedzinie seksualnej. Przygodny seks nie stanowi dla nich przesłanki do potępienia partnerki. Zaciera się nieprzekraczalna wcześniej granica między „świętą” i „dziwką”. Kiedyś mężczyźni wiązali się z innymi kobietami niż z którymi się bawili, teraz ma to coraz mniejsze znaczenie. Doświadczenie seksualne kobiety (a nie jedynie mężczyzny) stanowi zaletę, dziewice nie są już na szczęście poszukiwane tak jak w bajkach.

Przygodny seks nie musi być jedynie „rozładowaniem napięcia” czy zapełnianiem życiowej pustki. Dla niektórych osób to po prostu zabawa i nieskrępowana przyjemność. Seks może być pięknym przeżyciem także z osobą nieznajomą. Nie warto traktować tej sfery jako brudnej i zwierzęcej, bo w ten sposób dręczymy tylko same/samych siebie.

Zabawa nie wyklucza odpowiedzialności, wręcz przeciwnie – trudno dobrze się bawić, obawiając się ciąży, chorób czy oszukując partnera/partnerkę. Dlatego jeżeli zakładamy jednorazowy kontakt, nie wysyłajmy partnerowi/partnerce innych sygnałów. Lepiej między słowami lub dosłownie uprzedzić o swoich planach niż później spotkać się z wyrzutami (choć trudno przewidzieć czyjąś późniejszą reakcję). Oczywiście koniecznie należy pamiętać o zabezpieczeniu! Jeżeli partner lub partnerka nie chcą się zgodzić na seks z prezerwatywą, powinien to być czytelny sygnał, żeby nie posuwać się dalej!

One night stand nie musi wiązać się z egoistyczną chęcią zaspokojenia jedynie własnych potrzeb. Osoba, której zależy na przyjemności partnera/partnerki, będzie zawsze o nią dbała, bez względu na to, ile razy ma jeszcze zamiar się spotkać. Jeżeli ktoś myśli w seksie głównie o sobie, nie zmieni się w stałym związku.

Czasami jednorazowa przygoda jest zaplanowana albo z góry wiadoma (na przykład kiedy spotyka się kochanka/kochankę w szczególnych okolicznościach i trzeba wrócić do domu), a czasami po jednej nocy okazuje się, że na żadną kontynuację nie ma się ochoty. Za każdym razem warto porozmawiać i wyjaśnić sytuację. Nieodpowiadanie na wiadomości jest co najmniej nieeleganckie, chyba że w ogóle nie chcemy się kontaktować, wtedy lepiej kontaktu do siebie nie zostawiać.

A co zrobić, gdy po jednorazowej przygodzie chcemy więcej, a druga osoba niekoniecznie? Niestety, tak bywa. Każdy ma prawo odmówić kolejnego spotkania bez tłumaczenia się. Musimy to przyjąć i nie załamywać się. Jeżeli rozczarowanie i przygnębienie zdarzają nam się częściej, warto zastanowić się, czego tak naprawdę oczekujemy od przygodnych znajomości i czy przypadkiem nie szukamy czegoś zupełnie innego.

  1. Psychologia

#Metoo z perspektywy mężczyzn - rozmowa z psychoterapeutą Rebertem Milczarkiem

Uwodzenie jest z natury niejednoznaczne. To sztuka sondowania tego, czego pragnie druga strona. (Fot. iStock)
Uwodzenie jest z natury niejednoznaczne. To sztuka sondowania tego, czego pragnie druga strona. (Fot. iStock)
Wreszcie głośno mówi się o tym, że komplement może być obraźliwy, a uwodzenie – natarczywe. Tylko czy to uczy mężczyzn mądrej bliskości? Czy wprost przeciwnie – jeszcze ich opancerza? Pytamy psychoterapeutę Roberta Milczarka. 

Mam wrażenie, że dzisiaj rytuał uwodzenia zanika. W relacjach króluje szybki seks i Tinder. Według mnie akcja Me Too, choć otworzyła nam oczy na to, czym jest i jakie formy może przybierać molestowanie seksualne, jeszcze ten flirt dobija. Młodzi mężczyźni coraz rzadziej angażują się dzisiaj we flirt. Z lęku przed przekroczeniem granicy i konsekwencjami. Uwodzenie jest przecież z natury niejednoznaczne. To sztuka sondowania tego, czego pragnie druga strona. Wysyłam kobiecie sygnały, które spotykają się z aprobatą bądź nie. Flirt to również sztuka uważności i wrażliwości. To eksperyment, w którym bierzemy pod uwagę także porażkę. Chodzi o podjęcie pewnej gry, która wiąże się z zaangażowaniem i zainwestowaniem energii.

Wiesz, dla mnie znakomitym źródłem wiedzy o mężczyznach i ich relacjach jest sauna. Wszyscy mężczyźni są tam nadzy. Nie ma statusu, uniformów, które prowokują do wzajemnej oceny i rywalizacji. W saunie wszyscy jesteśmy równi. Takie warunki otwierają na szczere rozmowy. Usłyszałem tam niedawno, że współcześni mężczyźni w ramach męskiej solidarności proszą swoich kolegów o to, żeby „sprawdzili”, czyli pouwodzili dziewczynę, z którą się umawiają, by sprawdzić, czy wejdzie z nimi we flirt. Chcą zobaczyć, czy jest godna ich zaufania. 

Czyli flirt pojawia się, ale jako źródło zła… Rozumiem, że dla współczesnych mężczyzn bardzo ważne jest poczucie kontroli? Mam poczucie, że tu akurat płeć nie ma znaczenia. Problem dotyczy tak samo mężczyzn i kobiet. Piszę teraz scenariusz filmowy na ten temat. Opowiada o iluzji kontroli zastępującej dzisiaj zaufanie. Współcześni opancerzeni mężczyźni boją się zaufać, a pancerz daje im właśnie poczucie kontroli. Tego że ktoś ich nie oszuka, nie zrani. Tylko, że zaufanie nie ma nic wspólnego z kontrolą. Kontrola przynosi pozorną ulgę.

Akcja Me Too zainicjowała rozmowę o tym, kiedy kończy się flirt i uwodzenie, a zaczyna molestowanie seksualne. Mężczyźni wyczuwają te granice? Załóżmy, że mamy taką sytuację: widzisz dwoje ludzi i nie wiesz, jaka łączy ich relacja. Mężczyzna podchodzi do kobiety od tyłu i strzela jej klapsa w tyłek. Jest przemoc? No jest. Ale później poznajesz tych ludzi i okazuje się, że to para. Kobieta uwielbia, gdy partner ociera się o nią, złapie ją za pośladek i pocałuje z języczkiem. Zatem czy to nadal jest przemoc?

Nie, pod warunkiem że mamy obopólną zgodę na tego typu zachowanie. Bo granicą jest to, na co godzą się dwie strony. Flirt jest potrzebny właśnie po to, żeby sondować siebie wzajemnie, poznawać siebie w relacji, w pełnej uważności i otwartości. Po to, żeby rozpoznać obopólne chęci. Ale nie w ten sposób, że mężczyzna podchodzi do kobiety na ulicy i strzela ją w pośladek. 

Ostatnio pojawiło się wiele filmów i seriali ukazujących właśnie tego typu zachowania. Jak reagują na nie mężczyźni? To skłania ich do zastanowienia się, jak ma wyglądać nowy wzorzec relacji damsko-męskich. Ale nie chodzi o jeden model. Wyobrażam sobie, że są kobiety, które pragną czułych mężczyzn, inne wolą barbarzyńców. Tak jak są różne zachowania seksualne: seks waniliowy czy BDSM, tak i flirt może wyglądać w różny sposób. Najważniejszy jest bezpiecznik w postaci słowa „stop”. Dopóki dwie dorosłe osoby potrafią rozpoznawać oraz respektować swoją wrażliwość i wzajemne granice, to wszystko OK. To jest pytanie o normy, bo co stanowi normę dla kierowcy Formuły 1, a co dla kierowcy niedzielnego?

No właśnie, w jaki sposób mężczyzna może wyczuć granicę między „ona chce” a „ona nie chceniewyrażoną wprost? To jest największy problem dotyczący molestowania seksualnego. Dlatego, że dzisiaj młodzi ludzie nie rozmawiają ze sobą. Nie uczą się siebie wzajemnie. Teraz chodzi o to, żeby jak najszybciej się spotkać, niekoniecznie przechodzić kolejne etapy randek czy pierwszych pocałunków. Ludzie chcą mieć gotowy produkt – partnera lub partnerkę.

Czyli mężczyźni jeszcze gorzej radzą sobie dzisiaj z wyczuwaniem tej cienkiej granicy, a kobiety nie odczytują tego, co tak naprawdę proponuje im mężczyzna? Znów przywołam przykład: w kawiarni siedzi dziewczyna, podchodzę do niej i mówię „Dzień dobry, czy mogę pani postawić kawę? Chętnie ją z panią wypiję”. Czy taka propozycja to jest przekroczenie granicy czy nie?

Jeżeli chodzi o mnie, nie przekroczyłbyś tej granicy, jeśli mogłabym ci odmówić, a ty byś to uszanował. Ale to jest bardzo dobre pytanie, ostatnio terapeuta Jacek Masłowski powiedział mi: „dzisiaj mówi się o tym, że mężczyzna molestuje kobietę, bo przytrzymuje wzrok na jej krótkiej sukience. Pytanie tylko, czy to, że zwracamy na ulicy uwagę na kobietę, to jest nasz problem?”. Stękam i wzdycham w tej sytuacji, bo mam poczucie, że jednak zmierzamy w stronę jakiegoś absurdu. W każdej sytuacji damsko-męskiej chcemy mieć jasność co do odpowiedzialności i przekraczania granicy. Tylko co jest, a co nie jest upokarzające akurat dla tej konkretnej kobiety, której składam tę propozycję? Kobieta może przecież odpowiedzieć: „Chętnie napiję się z panem kawy, dziękuję”. Może też odmówić, powiedzieć, że nie jest zainteresowana, nie czując się przy tym urażona moją propozycją. A może pomyśleć: „Co za seksista, potraktował mnie jak obiekt seksualny!”. No i udowodnij tej kobiecie, że nie jesteś wielbłądem. W jaki sposób możesz jej pokazać, że jest dla ciebie atrakcyjna, z pełnym szacunkiem dla niej? 

Nic dziwnego, że niektórzy mężczyźni wycofują się dzisiaj z flirtu. Z doświadczenia pracy w gabinecie mam takie obserwacje, że to młode pokolenia są najmocniej zainfekowane niechęcią do flirtu. Zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Na osiedlu, gdzie mieszkam, jest sklepik, w którym pracują matka i córka. Ze starszą, panią Hanią, często wspólnie żartujemy, co też jest rodzajem flirtu, budującego miłą atmosferę. Z córką już tak nie żartuję. Ona mogłaby odebrać flirt niezgodnie z moimi intencjami. 

Jeden z psychoterapeutów powiedział mi, że dobrym pomysłem na współczesny i nieprzekraczający granicy flirt jest zdanie: „Czy mógłbym pani powiedzieć, jakie wrażenie na mnie pani zrobiła?”. Może właśnie w ten sposób mógłbyś zagaić kobietę w kawiarni? Ale tego rodzaju pytanie zabija flirt. Na zasadzie: „Przepraszam panią, nie chcę przeszkadzać, ale jeśli tylko wyrazi pani na to zgodę, chciałbym zapytać, czy ewentualnie byłaby pani zainteresowana tym, żebyśmy umówili się na kawę. Moje pytanie nie ma znamion naruszania pani przestrzeni osobistej. Dziękuję uprzejmie z góry za każdą odpowiedź”. Oczywiście mówię to z ironią, żeby w przerysowany sposób pokazać, że zmierzamy w stronę absurdu.

Masz na myśli to, że nie ma nic gorszego w uwodzeniu niż mężczyzna, który nie wie, czego chce? Od moich pacjentek słyszę: „Jeśli mu nie powiem, to on nic sam nie zrobi”. Energia seksualna jest energią agresji. A agresja nieodłącznie wiąże się z przekraczaniem granic. Mam w domu psa i kota. Czasem jest tak, że kotka liże po uchu naszą labradorkę, a czasem ją kąsa. To rodzaj zachowania mającego uruchomić zabawę, która jednocześnie  jest i nie jest agresywna... Odwołuję się do przykładu zwierząt, ponieważ seksualność to atawistyczna część naszej natury, obudowana różnymi standardami kulturowymi. 

To energia, którą chcemy ujarzmić. Jednak wydaje się, że jeśli zbyt mocno będziemy ją cenzurować, to za jakiś czas wybuchnie z podwójną siłą. Bo seksualność i fizyczność są nieodłączną częścią człowieka. Nie da się ich w pełni okiełznać społecznie jakąkolwiek obowiązującą normą. W dodatku normy się zmieniają. 

Jak sądzisz, Me Too coś zmieni? Otworzy nas na siebie czy wprost przeciwnie zamknie? Wydaje mi się, że wpływ tej akcji najbardziej widać właśnie w codziennych relacjach damsko-męskich. Jak ty to postrzegasz? Widzę, że istnieje całkiem spora grupa mężczyzn, którzy trywializują problem molestowania kobiet. Obracają to w żart podszyty ironią i sarkazmem. Z ich perspektywy akcja Me Too jest postrzegana jako wyolbrzymianie problemu. Przecież mężczyźni od zawsze zabiegali o względy kobiet, to należy do ich naturalnego repertuaru zachowań – mniej więcej tak wygląda podejście przeciętnego faceta, słychać to w rozmowach przy piwie, w męskim gronie. Tam nie ma poprawności politycznej ani obawy przed tym, jak to zostanie ocenione. Myślę, że takie podejście jest reakcją obronną mężczyzn. Dlatego że pewne zachowania, które kiedyś były akceptowane społecznie, dzisiaj są na cenzurowanym.

Gdybyśmy weszli w to głębiej, chodzi przede wszystkim o brak zrozumienia przez mężczyzn tego, czym jest przemoc seksualna. Co to znaczy nadużywać swojej władzy i pozycji. To wszystko wynika z braku odpowiednich wzorców zachowań w relacjach damsko-męskich, które pokazywałyby, że można inaczej budować te relacje, oraz braku edukacji w tym zakresie.

A co mówią mężczyźni w twoim gabinecie? Mężczyźni trafiają do mojego gabinetu w kontekście relacji z kobietami, najczęściej dlatego, że zdradzili lub zostali zdradzeni. Albo żyli w związku nie swoim życiem, dusili się, więc zdecydowali się odejść. Najczęściej poznają wtedy inną kobietę i dostrzegają, że można funkcjonować inaczej. Przychodzą też do mnie często w kryzysie związanym z pojawieniem się dziecka. Albo mają dominującą partnerkę i matkę, wychowali się w domu bez ojca, są wycofani i pozbawieni wzorca męskości. Kwestia tego, że mężczyzna nie potrafi nawiązywać relacji z kobietą, wychodzi dopiero w trakcie terapii. Weźmy taki przykład: mężczyzna, który miał w życiu wiele powierzchownych relacji z kobietami, nagle zakochuje się i traci poczucie kontroli. Ale partnerka go zostawia, co w jego życiu powoduje ogromne spustoszenie, ponieważ dostrzega w sobie reakcje emocjonalne, których nie znał wcześniej. To właśnie kryzys powoduje, że mężczyzna zaczyna inaczej patrzeć na relacje z kobietami. Często dotyczy to tak zwanych „mężczyzn-żółwi”.

Jaki jest „mężczyzna-żółw”? Dlaczego żółw jest tak twardy? Bo naprawdę jest miękki. Tylko czasami wystawia łepek na świat, ale bardzo szybko chowa go z powrotem. „Mężczyźni-żółwie” potrafią obudowywać się taką skorupą latami, na przykład pracując nad swoją masą mięśniową na siłowni. Wysyłają w ten sposób sygnał: „uważaj, jestem tak silny, że nawet do mnie nie podchodź”. A tak naprawdę mówią: „jestem tak wrażliwy, że nie chcę tego pokazać”. Można obudowywać się również innymi rzeczami: sarkazmem, prześmiewczą postawą w stosunku do kobiet czy agresją. Taki mechanizm obronny funkcjonuje u mężczyzny na poziomie nieświadomym. 

„Mężczyzna-żółw” najczęściej radzi sobie ze wszystkim sam, jest niebywale zaradny. Kobiety może traktować na zasadzie wymiany interesów seksualno-towarzyskich, czyli „friends with benefits”. Spotkamy się raz czy dwa na seks, ale lepiej nie zbliżaj się do mnie bardzo. Bo gdybym cię pokochał, to musiałbym zaryzykować utratę kontroli, zaufać ci, a tego nie potrafię.

I jak to ma się do Me Too? Zdarza się, że mężczyźni o takiej charakterystyce wybierają przemoc seksualną, bo nie czują się wartościowi lub boją się utraty władzy rozumianej jako kontrola. Dlatego wykorzystują klisze męskości, które podsuwa im kultura, typu: „Facet nie może się mazgaić”, „Facet ma być twardy”, „Facet nie może okazywać emocji”. To ich sposób na to, żeby mieć poczucie kontroli nad kobietami.

Uważasz, że problem molestowania seksualnego kobiet dotyczy najczęściej „mężczyzn-żółwi“? To nie jest jedyny, ale częsty profil psychologiczny mężczyzny, który molestuje seksualnie. On boi się pokazać, kim jest naprawdę. W związku z tym za pomocą różnych mechanizmów obronnych obudowuje się, tworząc pancerz ochronny przed światem. Do gabinetu terapeuty trafia dopiero w ogromnym kryzysie, gdy nie jest już w stanie być żółwiem. 

„Mężczyźni-żółwie“ to pokolenie 35+ i starsi? To mężczyźni doświadczający innych stereotypów na temat męskości niż te współczesne. To pokolenia X i Y, czyli urodzone w latach 70., na początku 80. oraz wcześniej, pamiętające jeszcze rozbite kolano i słowa: „nie płacz, bądź silny, opiekuj się mamą”. Tacy mali wojownicy, którzy nie potrafią okazywać emocji. W dorosłym życiu boją się tego, że mogą pokochać kogoś tak silnym uczuciem, że stracą panowanie nad życiem. Co zatem robią? Wybierają władzę i siłę. Terapia ma służyć temu, by skontaktowali się ze swoją „miękkością”. Odkryli w sobie emocje, czułość. 

A co z młodszymi mężczyznami? Mężczyznom 20+ brakuje z kolei wzorców męskich zachowań dopasowanych do współczesnego świata, bo ojca nie było lub był nieobecny emocjonalnie w życiu syna. Tu funkcję korekcyjną może spełniać terapeuta, który będzie dla nich autorytetem i stworzy im jakieś ramy funkcjonowania. Po to, żeby mogli odnaleźć w sobie ten twardy, atawistyczny pierwiastek. 

Bardzo często spotykam u siebie studentów, których matka jest nadopiekuńcza i przeszkadza im w procesie budowania siły – przez to, że ci mężczyźni mają wszystko podane na tacy. Takie matki bez pytania wchodzą do mieszkania dorosłego syna, mają swoje klucze, zmieniają im firanki, przygotowują jedzenie, a czasem zostawiają karteczki: „co za bałagan!”. Mężczyzna tego nie chce, ale nie bardzo wie, jak może się postawić matce. Unika za wszelką cenę konfliktów. Tymczasem kłótnia i spożytkowanie konfrontacji dla rozwoju swojej sprawczości w życiu może być dla nich zastrzykiem energii: „poczułem, co to znaczy odmówić, i postawiłem na swoim”. 

Młodzi mężczyźni mają dzisiaj duży problem z doświadczaniem i przeżywaniem całego spektrum emocji definiowanych jako negatywne: od złości do bezsilności, postrzeganych społecznie jako słabość lub coś niedobrego. 

To jakie jest rozwiązanie? Jak wygląda wzorzec relacji damsko-męskich, którego dzisiaj potrzebujemy? Jest takie powiedzenie, które bardzo lubię, że zaufać tak naprawdę możemy osobom, które mają potencjał, by nas zranić. Niekoniecznie to zrobią, jednak nie wiemy, czy się tak nie stanie. Bo w relacji z kobietą rzucasz się ze skały do wody. A mężczyźni, z którymi pracuję, nie chcą tak ryzykować. Kobiety zresztą też mają z tym problem. Dlatego uważam, że zarówno mężczyznom, jak i kobietom przyda się przede wszystkim umiejetność budowania odpowiedniego poziomu uważności w kontakcie z drugim człowiekiem, trening czucia własnego ciała i przeżywania emocji, uczenia się wrażliwości na różnice.

Robert Milczarek psycholog, psychoterapeuta, trener umiejętności miękkich, wykładowca akademicki. Prowadzi psychoterapię indywidualną i par oraz warsztaty dla grup. Z pasji scenarzysta filmowy i autor projektu psychoedukacji poprzez sztukę filmową: seanspsychologiczny.pl

  1. Psychologia

Przyjaźń sprawdza się w trudnych chwilach

(Ilustracja iStock)
(Ilustracja iStock)
Ktoś, kto pamięta, wysłucha, przyjmie z otwartymi rękami. Ale też powie nam to, czego inni boją się powiedzieć. Może przez długi czas nie dawać znaku życia, mieszkać na innym kontynencie. Bo w przyjaźni najważniejsze jest to, że jest, że nic nie musi.

Tekst archiwalny

Oto moja przyjaciółka, mój przyjaciel, moi przyjaciele. Dość lekko szafujemy takimi określeniami. Przygotowując ten tekst, przypomniałam sobie wywiad z bardzo znaną artystką, która jakiś czas temu – w ogóle o to niepytana – rozpływała się nad swoją menedżerką: „To moja najlepsza przyjaciółka, oddana, uczciwa, pracowita, lojalna, szczera, wierna” itd., itp. Słowo „przyjaźń” usłyszałam w tamtym wywiadzie wiele razy. Dzwonię więc do artystki i proponuję rozmowę o przyjaźni. Odpowiada: „To już nieaktualne”. Przyjaźń skończona. Z wielkim hukiem, kilka miesięcy temu. Skądinąd dowiaduję się, że nie tylko nie ma współpracy, ale jest wojna.

Arystoteles, uznający przyjaźń za jedną z cnót, zdawał się dopuszczać takie przyjaźnie na krótką metę. Obok tej idealnej, którą definiował jako wartość samą w sobie, rozróżniał dwie inne, nastawione na konkretne cele: sprawianie sobie nawzajem przyjemności i bycie użytecznym. Z kolei Horacy pisał o przyjaźni tylko idealistycznie: to „połowa duszy mej”.

Niczego się nie domaga

Psychoterapeuta Andrzej Wiśniewski przyznaje, że nie potrafi podać definicji przyjaźni, podobnie zresztą jak definicji miłości. Uważa, że takie suche opisy byłyby uproszczeniem, nie oddawałyby całego bogactwa cech i zdarzeń związanych z tymi uczuciami.

– W przyjaźni najważniejsza jest lojalność i szczerość, bo to te cechy budują zaufanie, które jest fundamentem przyjacielskich relacji. Przyjaciel to ktoś, kto o mnie dba, a dbać można na różne sposoby: poprzez dawanie sygnałów, że jestem dla kogoś ważny, ale również poprzez powiedzenie, że robię coś głupiego. To właśnie od przyjaciela należy oczekiwać odwagi mówienia prawdy, nawet bolesnej.

Przyjaciel nie może bać się, że jeżeli będzie miał inne zdanie na jakiś temat, to ujawniając je, zepsuje przyjaźń. Jeżeli życzliwie krytykuje nasze zachowanie i boi się o losy naszej przyjaźni, to znaczy, że to nie jest przyjaźń. Przyjaźń polega między innymi na tym, że sekrety powierzane drugiej osobie wpadają jak do studni, z której nic się nie wydostanie. Ale gdy nawrzucam do tej studni różnych głupot, słychać otrzeźwiające echo, na przykład: „Stary, puknij się w głowę”. Uważam, że to jest najważniejsze w przyjaźni. Bo mówić ludziom, że ładnie wyglądają, potrafi każdy. Ale powiedzieć komuś, że się z nim nie zgadzam, że obawiam się tego, co robi – trzeba mieć odwagę i poczucie, że mi na tym kimś naprawdę zależy. Ja na przykład bardzo cenię, gdy przyjaciel powie mi prawdę.

Z mojej miniankiety, jaką przeprowadziłam na użytek tego tekstu, wynika, że od przyjaciół oczekujemy przede wszystkim wsparcia. Wysłuchania, gdy mamy ochotę się wyżalić i wypłakać. Wyciągnięcia ręki, gdy wszyscy się od nas odwracają. Rady i pomocy w trudnościach. Andrzej Wiśniewski dodaje, że od przyjaciół oczekujemy opowiedzenia się po naszej stronie w sytuacji, gdy inni nas oskarżają, dajmy na to o kradzież. Wtedy przyjaciel ręczy za nas, nawet jak nas tam nie ma: „Ten facet nie kradnie”. Broni nas jak lew, bo nas zna jak własną kieszeń i wie, że czegoś takiego jak kradzież nigdy byśmy się nie dopuścili. Tego oczekuje się od przyjaciół. Ale także tego, że zwrócą uwagę na nasze błędy.

Andrzej Wiśniewski dość często zauważa w niedojrzałej przyjaźni podobny mechanizm jak w niedojrzałych związkach partnerskich – przyjaciel ma potwierdzać moje poczucie wartości. Ktoś jest moim przyjacielem? Aha, to znaczy, że jestem coś warty. Bycie „coś wartym” daje dobre samopoczucie, w związku z tym wymagam, żeby on mi je zapewniał poprzez bycie przy mnie. Stąd blisko do zawłaszczenia drugiego człowieka. Bywa i tak, że ktoś ma poczucie winy, że się nie sprawdza jako przyjaciel i chcąc chronić się przed takimi uczuciami, udowadnia, że jest dobrym przyjacielem.

– W prawdziwej przyjaźni niczego nie trzeba udowadniać – mówi Andrzej Wiśniewski. – Jest takie wschodnie powiedzenie, że najpiękniejszy smak ma czysta woda. Przyjaźń nie ma smaku, nie jest upiększana, pudrowana. Nie trzeba o niej gadać, jej weryfikować, bać się jej. Przyjaźń niczego się nie domaga, do niczego nie zmusza, daje wolność. Parafrazując powiedzenie: tyle miłości, ile wolności, można powiedzieć: tyle przyjaźni, ile wolności. O ile w miłosnych relacjach ludzie chcą być ze sobą blisko, czuć siebie fizycznie, kochać się, o tyle przyjaciółmi można być, mieszkając na różnych kontynentach.

Jak brat i siostra

Wiele z tych najtrwalszych przyjaźni zawieramy w czasach licealnych, studenckich. Moją najlepszą przyjaciółkę Gośkę poznałam na pierwszym roku studiów. Razem mieszkałyśmy w akademiku, uczyłyśmy się do egzaminów, imprezowałyśmy i gadałyśmy do świtu. Gośka była świadkiem na moim ślubie, a ja na jej rozwodzie. Wiemy o sobie prawie wszystko, także o sekretnych sprawach, o których nikt nigdy się nie dowie. Andrzej Wiśniewski opowiada o przyjacielu ze szkoły średniej, z którym przegadał w młodości niejedną noc. I tak im zostało do dziś. Łączą ich silne, wręcz braterskie więzi.

– Mam szczęście, że wokół mnie jest trzech przyjaciół, których uważam za facetów przez duże F. Jestem dla nich pełen uznania, szanuję ich, cenię, uczę się od nich, może oni ode mnie trochę też. To dla mnie jako mężczyzny strasznie ważne.

Przyjaźnie jednopłciowe są czymś fundamentalnym dla naszego rozwoju. Nikt tak nie zrozumie kobiety jak druga kobieta, a mężczyzny – jak drugi mężczyzna. Nikt tak nie wesprze nas w swojej kobiecości jak przyjaciółka, a w męskości – przyjaciel.

Co natomiast z przyjaźnią męsko-damską? Większość osób, które o to pytałam, twierdziła, że taka przyjaźń w ogóle nie jest możliwa, bo wcześniej czy później przeradza się w coś więcej. Zażarcie polemizuję z takimi opiniami. Argument mam właściwie jeden i to nader subiektywny – moją długoletnią licealną przyjaźń z Andrzejem. Mieszkamy daleko od siebie, ale mamy ze sobą stały kontakt. On pamięta zawsze o moich urodzinach, czym mnie wzrusza, bo kto dzisiaj pamięta o takich szczegółach z czyjegoś życia? Dzwonimy do siebie, wpadam do niego, gdy przejeżdżam przez jego miasteczko. On poznał mojego męża, ja znam jego żonę. Mam absolutną pewność, że gdyby coś się działo, mogę na niego liczyć. Sądzę, że Andrzej czuje podobnie. Nasza przyjaźń to coś absolutnie czystego, bezinteresownego, mocnego. Więc będę się upierać przy swoim: że przyjaźń męsko-damska jest możliwa.

Andrzej Wiśniewski sądzi podobnie. Sam przyjaźni się z kilkoma kobietami i bardzo sobie te przyjaźnie ceni. Co więcej, uważa, że ważnym ich elementem jest wzajemna fascynacja – przyjaciółki wiedzą, że mu się podobają, on wie, że podoba się im i to nie jest żadna tajemnica.

– Czasami sobie flirtujemy, co jest mocną stroną naszej przyjaźni, nigdy jednak nie przekroczyliśmy granicy flirtu. Moje przyjaciółki to atrakcyjne kobiety. Niezwykle przyjemnie jest przebywać z nimi, rozmawiać, żartować. Mówię im na przykład, że świetnie wyglądają, ale wiemy, że dalej się nie posuniemy. Mam poczucie, że to tylko przyjaźń, która nie zamienia się w relację męsko-damską. Oczywiście, gdybyśmy ją podsycali, mogłaby rozwinąć się w związek erotyczny. Uważam, że w tego typu przyjaźniach zawsze istnieje wzajemna fascynacja i nic w tym złego. Ważne, by była ujawniona. W przeciwnym razie może robić krecią robotę: pojawia się tajemniczość, bo ja czuję, że się podobam i chcę to jakoś sprawdzać. Z drugiej strony to samo. I zaczyna się tworzyć coś więcej.

Ważne pytanie: przyjaźń czy kochanie?

W przyjaźni męsko-damskiej należy mieć się więc na baczności, żeby nie posunąć się za daleko. Bardzo łatwo bowiem przekroczyć granicę, za którą zaczyna się miłość. Andrzej Wiśniewski uważa, że w tego typu relacjach trzeba zachować ostrożność, a najlepszym sposobem na to jest posiadanie partnera. Dojrzali ludzie mogą tworzyć różne związki. Wszystko zależy od nas, to kwestia naszych decyzji.

W dobie portali społecznościowych można zaobserwować dość powszechne zjawisko powrotów do szkolnych przyjaźni. Według psychologa kryje się za nimi próba powrotu do wyidealizowanego wzoru uczucia. Jeżeli w aktualnym życiu przeżywamy jakieś porażki, a relacje, w których jesteśmy, nie są satysfakcjonujące, to pierwsza przyjaźń czy miłość, jako ta idealna, powraca i może zacząć na nowo się rozwijać.

– Można zbudować po latach na tych fundamentach tylko przyjaźń? – pytam.

– To zależy – odpowiada Andrzej Wiśniewski. – Myślę, że te pierwsze związki, piękne, wyidealizowane, romantyczne, czasem platoniczne, są czymś w rodzaju wdrukowanego w naszą świadomość wzorca bliskich relacji. Jeśli w dodatku taki związek jest niespełniony, to ukochani śnią się nam przez całe życie. I dlatego młodzieńcze przyjaźnie są tak strasznie ważne, dlatego się je pamięta, dlatego budzą nasze dobre uczucia. Powrót do przyjaźni po latach może być udany, jeśli ludzie mają świadomość, że ich relacja może przerodzić się w miłość. Jeżeli decydują się pójść do łóżka, pojawia się pytanie dlaczego. Czy to znaczy, że zabrakło im czegoś w starym związku? Wtedy przyjacielska relacja radykalnie się zmienia, bo on i ona zakochują się w sobie, tworzą związek erotyczny, chcą być blisko fizycznie.

Sygnałów, że oto przekraczamy granice przyjaźni męsko-damskiej, jest wiele. Na przykład to, że zaczynamy ukrywać tę przyjaźń przed swoim partnerem. Że pragniemy nieustannego kontaktu, bliskości fizycznej, seksu. Że domagamy się wyłączności. Że ta relacja zaczyna dominować nad innymi, nad naszymi obowiązkami i całym życiem. Że emocje związane z „przyjacielem” rozpięte są na wysokich diapazonach – od euforii po stany depresyjne. Przyjaźń nie generuje takich stanów.

Trudno precyzyjnie zdefiniować, czym jest przyjaźń, bo w tej relacji wiele dzieje się między słowami. Czym wobec tego nie jest? – Przyjaźń nie jest antidotum na samotność – odpowiada Andrzej Wiśniewski. – Wielu ludzi boi się samotności, czyli bycia samemu ze sobą, więc zapełnia swoje życie różnymi osobami. Wtedy trudno mówić o przyjaźni, to raczej niewola. Przyjaźń jest czasami silniejsza od więzów rodzinnych. Rodziny się nie wybiera. Można mieć pretensje do wujka czy cioci, ale na święta trzeba się spotkać. W przyjaźni mamy wybór: to ja decyduję, żeby zbliżyć się do kogoś, kogo cenię, podziwiam, szanuję. Nie używam przyjaciół po to, żeby się dowartościować, zapewnić sobie poczucie bezpieczeństwa, czuć się kochanym. Na przyjaciół wybieram ludzi, z którymi mam podobne doświadczenia i którzy są ładni nie w sensie urody, ale w rozumieniu Kierkegaarda. Taka przyjaźń nie jest barterową transakcją. Daje poczucie wolności, wspierania, przyjemność bycia z drugim człowiekiem.

Dobrych znajomych ma się wielu, natomiast prawdziwych przyjaciół można mieć kilkoro. Bo w przyjaźni liczy się nie to, że nam coś załatwia, tylko że po prostu jest.

  1. Psychologia

Nie daj się zwieść! O tym, jak rozpoznać uwodziciela mówi Katarzyna Miller

Jeżeli ktoś potrafi tak nami zakręcić, że wpadamy w euforię, trzeba uciekać. (Fot. iStock)
Jeżeli ktoś potrafi tak nami zakręcić, że wpadamy w euforię, trzeba uciekać. (Fot. iStock)
Uwodziciel wie, czego pragniesz, i obiecuje, że to dostaniesz. Ale… to tylko słowa, iluzja. A cena, jaką przyjdzie ci za tę chwilową iluzję zapłacić, znacznie przerośnie zyski. Jak rozpoznać uwodziciela, zastanawia się Katarzyna Miller, psychoterapeutka.

Przeczytałam książkę Roberta Greene’a „Sztuka uwodzenia. Praktyczny przewodnik po tajemnicach manipulacji” i poczułam przerażenie, że tak łatwo może nas oszukać i zranić ktoś, kto pozna kilka sztuczek.
Łatwo i niełatwo! Z uwodzicielem trzeba współpracować, czyli mieć już wcześniej „dziurę” w sercu, aby dać mu się uwieść! A ta „dziura” to głód: miłości, akceptacji, uwagi. Uwodziciel czerpie siłę z tego, że wierzysz w jego obietnicę, że uleczy twoje zranione serce. Deklaratywność – to podstawowa cecha uwodzenia. Będzie cię obserwował, pytał o ciebie znajomych, słuchał, o czym mówisz, aż odgadnie, czego pragniesz, i to ci obieca. Pragniesz czuć się chciana, pożądana? Będzie zachwycał się każdym twoim palcem. Okaże ci, że bardzo trudno mu zapanować nad sobą, gdy jesteś blisko, bo budzisz w nim dziką namiętność. A jeśli traficie do łóżka, tak cię omami swoim zachwytem czy pożądaniem, że uznasz go za najlepszego kochanka i pomyślisz, że nigdy już takiego nie spotkasz! No, a to da mu władzę nad tobą. Bo on sile tego seksu nie ulegnie, dla niego to tylko narzędzie…

Właśnie! Greene, w zależności od tego, czym uwodziciele uwodzą, podzielił ich na kilka typów. Superkochankiem nazywa tego, który realizuje marzenia seksualne. A Rozpustnikiem – tego, który rozbudza w kobiecie namiętność swoim własnym pożądaniem!
Jakkolwiek by go nazwać, uwodziciel przypomina kameleona, a więc jeśli jesteś sentymentalna i chcesz romantyzmu – w Paryżu całować się przy kawiarnianym stoliku – obieca ci, że tak będzie. Ożywi twoje marzenia.

A więc łatwo go rozpoznać po tym, że tylko gada i mami?
Nie tylko gada! Gada, kiedy marzysz, żeby słyszeć, że jesteś cudem, wie, że tak osiągnie swój cel. Powiedzmy, że chcesz być celebrytką, gwiazdą portali czy nawet programów telewizyjnych. Więc uwodziciel obiecuje ci, że nią będziesz. Bo ma wpływy i pieniądze. Znam kobietę, która taką gwiazdą dzięki swojemu uwodzicielowi została. Ale… przepłakała kilka lat w związku, zanim odeszła. Bo uwodziciel, tak jak zachwycał się każdym centymetrem jej ciała, tak nagle zaczął unikać seksu, bo: „Pupa ci obwisła!”; „Brzuch ci się zrobił!”. Pół Polski się w niej kochało, a on wytykał wady! Wpadła w rozpacz, bo uznała, że musi to być prawda, skoro ubóstwiał, a teraz kpi!

Może coś było na rzeczy?
Nie. Umniejszanie jej wartości było kolejnym narzędziem manipulacji. Służyło temu, by za bardzo nie obrosła w piórka, bo celem tego uwodziciela była absolutna władza nad tą, której pożądali inni mężczyźni. A kiedy dostał już to, czego od niej chciał, i w dodatku mógł pod przykrywką bycia jej partnerem uwodzić kolejne kobiety, nasilił krytykę, żeby się jej pozbyć!

A więc najważniejsze to szybko zdemaskować uwodziciela!
Nie jest to łatwe, bo ten zna wiele sztuczek. Jeśli uzna, że przynętą dla ciebie jest wieczna miłość, obudzi w tobie nadzieję na nią – mówiąc, że chciałby ci dać pierścionek po swojej prababci, która kochała tylko jednego mężczyznę, jego dziadka. Jeśli uzna, że to będzie skuteczne, to powie, że zabierze cię w miejsca dla siebie ważne! Na przykład do miasteczka rodziców. A to po to, żebyś pomyślała, że jesteś mu bliska, że planuje spędzenie z tobą życia.

Obiecanki cacanki?
Nic nie kosztują uwodziciela, ale ciebie mogą kosztować bardzo wiele! Bo uzależnia cię od siebie. Zaczniesz na ten wyjazd czy pierścionek czekać, o nim marzyć i fantazjować. A on da ci odczuć, że to jeszcze nie teraz, że nie zasłużyłaś, bo czymś go zawiodłaś. Ale czym i jak masz zasłużyć – nie wiesz. Od ciebie coraz mniej zależy, bo wszystko zależy od niego, od uwodziciela. To on nie wywiązuje się z tego, co obiecał, ale to ty czujesz się winna. Czujesz, że tracisz coś cennego, a przecież nic nie dostałaś! Jesteś skołowana, a on działa według swojego planu. Wie, w jaki sposób ofiarę zaczarować, jak zanęcić i zostawić. To chłodny myśliwy, który widzi, jak powolutku, na delikatnym ogniu się dogotowujesz. Dlatego wyznaje ci miłość, daje superorgazm i… znika. Martwisz się, czekasz, złościsz… A wtedy, gdy już tracisz nadzieję, pojawia się… Wyjaśnia, że musiał wyjechać, bo coś niezwykle ważnego się stało. Ale – tęsknił za tobą, wciąż o tobie myślał. Choć go obok ciebie nie było, to byłaś w jego myślach! Bo jesteś tą jedyną, tą cudowną, tą niezwykłą i… I znów jesteś w jego mocy. Krążysz po jego orbicie jak satelita, coraz bardziej skupiasz się na nim – znowu szczęśliwa! A wtedy on znowu znika…

To okrutne! Kiedy przejrzę na oczy?
To zależy od tego, jak duża jest ta „dziura” w twoim sercu. Możesz nie przejrzeć na oczy, nawet jak go spotkasz z inną kobietą, nawet jak nakryjesz go podczas sceny intymnej. Uwodziciel może odegrać wtedy cudny teatr! Na przykład wyznać ci, że tylko ty, już na zawsze! Teraz to wie! Ale on taki słaby i czasem, sam nie wie dlaczego… te inne kobiety. Złe, uwodzące… Jeśli masz w sobie coś z mamuśki i zaczniesz go wspierać w tej walce z jego słabym charakterem, to już po tobie.

Kto mieczem wojuje, od miecza ginie! Zemsta: naślę na niego moją przyjaciółkę uwodzicielkę!
Jeśli to kobieta tajemnicza, zmysłowa, sugerująca wielkie erotyczne przeżycia, ale niczego niemówiąca wprost, to zapewne da się jej uwieść prawie każdy mężczyzna. Ale... na pewno nie uwodziciel! On od razu ją rozpozna i będzie się miał na baczności. Prawdziwy uwodziciel to psychopata – niezdolny do przeżywania uczuć, a więc ona go nie zakręci, nie zwabi… Od razu będzie wiedział, że nie zostanie jego ofiarą.

Greene twierdzi, że każda z nas ma w sobie cechy uwodzicielki. A kiedy je w sobie odnajdzie, zyska moc! I może zostać Syreną, która, jak ta uwodzicielka, o której mówiłaś, kusi, bo obiecuje, ale nie mówi niczego wprost. Albo Kokietką, czyli zachowywać się tak, jakby uwodziła samą siebie i to jej wystarczało. Może być Czarodziejką – chcieć dostarczyć przyjemności. Albo Gwiazdą – eteryczną, tajemniczą…
Na pewno dzięki takiemu poznaniu siebie i inwestowaniu w to, co kobiece i zmysłowe, możesz zyskać czar, powab! Ale to nie wystarczy, żeby być uwodzicielką. Jak myślisz, dlaczego uwodziciel może uwodzić? Jest chłodny i obojętny. Wie, co działa na ofiarę. Żaden normalny człowiek nie potrafi uwodzicielskiego planu zrealizować, bo sam się zakocha, gdy się tak kimś zainteresuje. Polubi swoją ofiarę, no, a wtedy nie może już jej wykorzystać. Uwodzenie to pozbawiona empatii gra po to, żeby zdobyć to, czego się pragnie. Uwodziciel może udawać wszystko, nawet oddanie i wdzięczność. Pewien mężczyzna zapewniał swoją pielęgniarkę, że nikt nigdy nie okazał mu tyle troski co ona. Że jest jej niezmiernie wdzięczny, poruszony jej wielkim sercem, dobrocią. Zapewnił ją też, że jeśli ma ona jakieś marzenie, i to będzie w jego mocy, to pomoże jej je spełnić. Wzruszona jego wdzięcznością kobieta wyjawiła mu, że marzy i zbiera pieniądze na mały domek za miastem. Wówczas on drżącym głosem wyznał, że to także jego marzenie! Do czasu poznania jej nie znał nikogo, z kim chciałby je spełnić! A więc jeśli tylko ona by zechciała, to on chętnie – łącząc ich zasoby finansowe – w takim domku dzieliłby z nią życie. Wzruszona kobieta oddała swojemu byłemu pacjentowi, a następnie narzeczonemu, wszystkie oszczędności, które gromadziła przez lata.

No i tyle go widziała…
Bo właśnie na naszej naiwności i pragnieniu miłości uwodziciele zarabiają. Zdobywają to, czego chcą, dając nam złudzenie, że otrzymamy od nich to, czego zawsze pragnęłyśmy. Wyobraź sobie, że kiedy policja ujęła Henriego Landru, niezwykle wytwornego mężczyznę, który oczarował, rozkochał w sobie i okradł, a następnie zabił kilkanaście kobiet stanu wolnego po to, aby zdobyć pieniądze na wygodne życie dla żony, to te jego ofiary, które ocalały, prosiły sąd, aby go nie skazywano na karę śmierci, bo on im przywrócił wiarę w siebie.

Czyli uwodziciel może nam coś dać?
Może, o ile wiesz, kim jest, i nie ulegniesz jego czarowi. Wtedy da ci setki komplementów, zastrzyk wiary w siebie. Może też pomóc zrealizować fantazje seksualne. Odgadnie je i najpierw przekona, że już w tym zakazanym raju był, a potem tak cię zaczaruje, że... pójdziesz np. do łóżka z nim i z jego tajemniczą przyjaciółką. Albo pójdziesz do łóżka z dziewczyną i jej bratem, a on będzie się tylko przyglądał i robił zdjęcia.

Zakazany owoc zawsze jest słodki…
Uwodziciel o tym wie i dlatego ci go poda. Jego broń to brak zasad, bo to zawsze robi wrażenie. Zwykle postępujemy jak konformiści, a tu pojawia się kuszący smak ryzyka. Ale... jeśli z uwodzicielem przekroczysz swoje moralne granice, to może cię ten krok silnie do niego przywiązać. Staniecie się wspólnikami seksualnego przestępstwa…

„Bądź dla swej ofiary przewodnikiem w przekraczaniu jakiegokolwiek rodzaju tabu – to uwodzicielskie” – pisze Greene. Ale skąd uwodziciel wie, jakie jest moje tabu?
Uwodziciel pozna wartości, jakie wyznajesz, bo on wie, że przekroczenie ich jest kuszące. Zacznie twoje zasady podważać, bo to klucz do władzy nad twoją duszą. Ośmieszy je, zadrwi z nich… Nawet dziś, gdy zasady moralne są „poluzowane”, każdy jakieś ma, a jeśli mamy wspomniane „dziury” w sercu, to możemy pójść za uwodzicielem zbyt daleko…

Skoro jest tak groźny, że gdy go zdemaskujemy, jest dla nas za późno, to co robić?!
Nie być naiwną. Jeżeli ktoś potrafi cię tak nakręcić, że wpadniesz nagle w euforię, to uciekaj. Bo prędzej czy później spadniesz boleśnie na pupę. Normalny człowiek mówi przyjemne rzeczy, jest z nim fajnie, ale nigdy nie doprowadzi cię do takiej „nieprzytomności” jak uwodziciel. Jeśli więc jest za idealnie, trzeba go sprawdzić.

Jak go sprawdzić?
Uważaj na wszystkich, którzy robią na tobie i innych wielkie wrażenie, błyszczą, obiecują. Kiedy ja spotkałam w swoim życiu uwodziciela, odkryłam, że tylko pozornie chce władzy, pieniędzy, prestiżu, seksu, a tak naprawdę, gdzieś głęboko, taki uwodziciel pragnie tego samego co ja – ale o wiele silniej! Chce być w centrum mojego świata, chce być niezapomnianym wspomnieniem, kimś wyjątkowym. Ale „dziura” w jego sercu jest tak ogromna, że to już czarna otchłań. Nie współczuj mu! Uciekaj, jak tylko poczujesz, że ktoś włączył program magii… Bo może być po tobie, jeśli w twojej przeszłości odkryje klucz do tego, o czym marzysz.

Nowe książki Katarzyny Miller: „Być parą i nie zwariować”, napisana z Andrzejem Gryżewskim, oraz „Być kobietą i nie zwariować”, napisana z Moniką Pawluczuk (wyd. REBIS).

  1. Psychologia

Miłość i randkowanie według Jane Austen. Rozmowa z Katarzyną Miller

Czy przepis na udane randkowanie oraz szczęście w miłości możemy znaleźć u XIX-wiecznej pisarki? (portret Jane Austen, fot. BEW)
Czy przepis na udane randkowanie oraz szczęście w miłości możemy znaleźć u XIX-wiecznej pisarki? (portret Jane Austen, fot. BEW)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Cóż mogła wiedzieć o związkach stara panna z angielskiej prowincji, w dodatku żyjąca 200 lat temu? Otóż całkiem sporo. Jane Austen, bo to o niej mowa, była znakomitą pisarką i prawdziwą znawczynią dusz, i to nie tylko kobiecych.

Udane randkowanie

Lauren Henderson, autorka książki „Randkowanie według Jane Austen“ (wyd. Burda) twierdzi, że zdrowy rozsądek angielskiej pisarki i rady dla kobiet poszukujących miłości, jakie przemyca w swoich książkach, są dzisiaj jeszcze bardziej aktualne niż kiedyś. Ujęła je w dziesięciu punktach:

1. Jeśli mężczyzna ci się podoba, jasno daj mu to do zrozumienia.

2. Nie afiszuj się ze swoimi uczuciami, jeśli nie są w pełni odwzajemnione.

3. Nie stosuj gierek i nie manipuluj ludźmi.

4. Ufaj własnej intuicji.

5. Nie zakochuj się w powierzchownych zaletach.

6. Wybieraj mężczyzn, którzy wydobywają z ciebie to, co najlepsze.

7. Nie bierz ślubu dla pieniędzy, z wygody albo samotności.

8. Bądź błyskotliwa, ale nie cyniczna, niedyskretna czy okrutna.

9. Cierpliwie czekaj na odpowiedniego mężczyznę.

10. Jeśli twój ukochany zasłużył na reprymendę, udziel mu jej.

„Duma i uprzedzenie”, „Rozważna i romantyczna” czy „Emma” to nie tylko kultowe powieści dla kobiet, ale też antidotum na miłosne potyczki. (Portret Jane Austen, Fot. Getty Images/ Gallo Images) „Duma i uprzedzenie”, „Rozważna i romantyczna” czy „Emma” to nie tylko kultowe powieści dla kobiet, ale też antidotum na miłosne potyczki. (Portret Jane Austen, Fot. Getty Images/ Gallo Images)

Jane Austen: miłość według pisarki

Jej książki nadal są czytane, ale czy rozumiane? Jaką prawdę o miłości starała się nam przekazać – terapeutkę Katarzynę Miller pyta Joanna Olekszyk.

2017 był rokiem Jane Austen, nazywanej pionierką powieści psychologicznej. Kilkanaście lat temu w rankingu na najbardziej ukochane książki Brytyjczyków jej „Duma i uprzedzenie” zajęła drugie miejsce, zaraz po „Władcy Pierścieni“. Ale Austen jest bardzo lubiana także w Polsce. Należysz do jej fanek? Absolutnie tak. Naczytałam się jej mnóstwo. Bardzo ją szanuję, cenię i lubię. Uważam jednocześnie za wybitną i uroczą. Ponieważ pisała o sprawach, które obchodzą kobiety, jest uważana za autorkę tzw. literatury kobiecej, ale jest to literatura także historyczna, obyczajowa, społeczna i psychologiczna. Dla mnie osobiście też troszkę gadżetowa – w takim znaczeniu, że są tam opisy wnętrz, strojów i przedmiotów, a ja bardzo lubię o tym czytać. Lubię też oglądać świat z kobiecego punktu widzenia, a u Jane Austen nawet jeśli pojawiają się mężczyźni, to są oni widziani przez kobiety. I strasznie są im potrzebni. Cóż, w tamtym czasach jak się nie złapało męża i nie było zbyt majętną, to tylko współczuć...

W tamtych czasach zdobycie męża było nie tylko koniecznością, ale też jedyną szansą na życiową niezależność.
Ja bym powiedziała, że nie tyle niezależność, co w ogóle istnienie kobiety jako osoby, członka społeczeństwa. Co prawda mówiło się o nich wtedy nazwiskiem męża, czyli nie „pani Mary Collins” tylko „pani Stefanowa Collinsowa”, ale zamężna kobieta była kimś. Szanowało się ją, poważało i zauważało. Ale czy to była niezależność...

W znaczeniu prawa do posiadania pieniędzy i własnego zdania...
To się zgadza, natomiast pozostawała zależność od męża. No, chyba że kobieta była bogata z domu, ale zarówno w prawdziwym życiu, jak i w powieściowym świecie Jane Austen to raczej rzadko się zdarzało. Przeważnie jeśli kobieta nie wydała się za mąż, to zostawała guwernantką albo rezydentką, i niekoniecznie była za to szanowana.

W powieściach Austen można często trafić na postacie starych panien, którym wypadało współczuć i je wspomagać. A one mogły być za to jedynie wdzięczne. Ewentualnie pocieszne, jak panna Bates z „Emmy”…
…dla której wszyscy byli tak dobrzy. Tak dobrzy, bo jej nie wykopali ze swoich bogatych salonów. Na szczęście w ostatniej książce Austen – „Perswazjach” – pojawia się kilka bardziej nowoczesnych postaci kobiecych, niezależnych finansowo i światopoglądowo.

Sama pisarka świadomie wybrała życie starej panny, najpierw nie mogąc poślubić tego, którego kochała, bo był zbyt ubogi, a potem odrzucając zaręczyny mężczyzny, który jej nie odpowiadał.
Austen była kwintesencją niezależności tamtych czasów. Poza tym była artystką najwyższej klasy i widocznie jej duch był silny dzięki temu. Z pieniędzy za książki utrzymywała siebie i swoją matkę, co było wtedy ewenementem.

Mimo to tylko jedyna bohaterka Austen – Emma – nie uważa, by małżeństwo było jej do szczęścia potrzebne.
Ale Emma jest pokazana jako bohaterka, która nie za bardzo siebie zna. W związku z tym do jej deklaracji na temat zbędności małżeństwa nie trzeba przykładać zbyt wielkiej wagi. Ostatecznie wyszła za mąż, z miłości.

Spłycając dokonania Jane Austen, jej książki można uznać za świetnie napisane poradniki, jak dobrze wyjść za mąż. Typowe romansidła...
Romansidła? Skąd! Gdy wspominam moją pierwszą lekturę książek Austen, to mam przed oczyma ogromny fresk. Nie widzę jednej Marianny, która wzdycha do Willoughby‘ego, ale całe hordy postaci... Proboszczów z żonkami, bezczelnych i nadętych dziedziców, mamusiek hołubiących swoje córki, co chwila poprawiających im a to koronkę, a to loczek, żeby jak najładniej się zaprezentowały. Słyszę stukot dorożek i powozów jadących do Bath na karnawał, widzę sale balowe oświetlone świecami... To nie jest romansidło, ale zmysłowy i szczegółowy opis prawdziwego życia. Nic dziwnego, że całą Austen sfilmowano. Przecież to są gotowe scenariusze: gęste, zabawne, pełne genialnie uchwyconych typów ludzkich. Tak, pisała o tym, jak dobrze wyjść za mąż, ale pisała też, jak w tym małżeństwie wytrzymać.

Literaturoznawczyni prof. Ewa Krasowska w wywiadzie dla „Newsweeka” powiedziała: „Austen pokazuje wchodzenie młodych dziewczyn w związki małżeńskie, ale też pokazuje ich rodziców. I to już nie są związki, które pasują do wyidealizowanego wzorca z romansów. Austen ostrzega: kochacie się, to piękne, ale przyjrzyjcie się, jak to wygląda później”.
Dokładnie tak! Przyjrzyjcie się, bo z wami może być tak samo jak z waszymi rodzicami, czyli mądry tata i głupia matka, jak było na przykład w małżeństwie rodziców Lizzy z „Dumy i uprzedzenia”, gdzie ojciec wybrał matkę dlatego, że była ładna. Tak jak mój tatuś wybrał moją mamusię. A potem się okazało, że mój tatuś to mądry facet, a mamusia inteligentna, ale durna. U Austen jest sporo takich małżeństw i sporo głupich i wrednych kobiet, jak księżna Catherine de Bourgh, Lucy Steele czy panna Bingley.

Ja też optuję za tym, że to nie są romansidła. Austen wychwala nie romantyzm, a rozsądek.
Te książki są rozkosznie napisane, a romansidła zwykle są toporne. Dzielą się na takie, gdzie dziewica spotyka mężczyznę marzeń, który odbiera jej dziewictwo w sposób szlachetny, albo takie, gdzie ona ma płomienny romans z mężczyzną, którego nie zna lub nie cierpi, ale ciało włada jej rozumem. Poza tym w romansidle towarzyszysz cały czas parze, a tu masz mnogość bohaterów, do tego niejednowymiarowych, tylko ukazanych zarówno od dobrych, jak i złych stron – nawet te największe jędze przynajmniej kochają dzieci lub szanują mężów. Zanim pojawiła się psychologia, to psychologami byli pisarze, a Austen była jednym z najlepszych.

Filmy romantyczne na podstawie powieści Jane Austen odnosiły zawsze ogromne sukcesy. (Jane Austen Festival, Fot. iStock) Filmy romantyczne na podstawie powieści Jane Austen odnosiły zawsze ogromne sukcesy. (Jane Austen Festival, Fot. iStock)

Na czym polega jej fenomen? Na jej wiedzy na temat ludzi i zmyśle obserwacji?
To jest prawdziwe psychologicznie i społecznie. Bo tzw. towarzyskim życiem zawsze rządzi to samo: pieniądze, układy, ważność, czyli prestiż i umiejętność dostania się tam, dokąd chcemy się dostać. Chodzi o to, by nawiązać relacje, które chcemy mieć, utrzymać je i wykorzystać, a jednocześnie aby to nie było tylko koniunkturalne. Czyli liczy się inteligencja społeczna i emocjonalna – i ona rozgryzła to już 200 lat temu. Poza tym pisała o problemach nadal aktualnych: braku pozycji, majątku, pieniędzy. Dziś też ludzie się zastanawiają, czy jeśli nie uda im się spłacić kredytu, to komornik ich wyrzuci – tak jak panny Dashwood bały się, że brat pozbawi je domu, bo jako kobiety nie mogły dziedziczyć majątku.

Książki Austen są mocno dydaktyczne. Czego nas uczą w kwestii życia i związków?
„Rozważna i romantyczna” uczy, że trzeba powściągać uczucia, a najlepiej wypośrodkować między ich okazywaniem a skrywaniem. Eleonora, ta „rozważna”, w pewnym momencie wybucha, bo nie może dłużej tłumić tego, co w niej siedzi. Z drugiej strony jawnie okazywać mężczyźnie zainteresowanie – jak jej siostra Marianna – też nie warto, bo jeśli on ciebie odrzuci, staniesz się pośmiewiskiem. „Duma i uprzedzenie” uczy z kolei tego, że nie należy osądzać po pozorach.

„Duma i uprzedzenie” jest zaprzeczeniem romantycznego mitu o miłości od pierwszego wejrzenia.
Ta książka pokazuje, że oceniamy po pozorach, a prawdziwe uczucie potrzebuje czasu. I to też prawda nadal aktualna. Hit ostatnich lat,  „Dziennik Bridget Jones”, jest niczym innym jak nową „Dumą i uprzedzeniem”, co więcej, mogłaby powstać jeszcze bardziej współczesna wersja tej ksiażki – z bohaterami ery Facebooka i Twittera. Bo przecież my nadal tak robimy, oceniamy się po zdjęciu profilowym, opisie. Kiedyś panny siedziały na zadupiu i czekały, aż pan Darcy podjedzie pod okno na koniu, dziś mamy w dłoni smartfona i możemy w sekundę skontaktować się z kimś na drugim końcu świata, a i tak w pewnym sensie musimy poczekać, aż on zajedzie pod nasze okno.

A co z seksem, pożądaniem? U Austen nikt się nie całuje ani nawet nie trzyma za ręce. My jesteśmy chyba bardziej rozerotyzowani?
Ja myślę, że jest wręcz przeciwnie. Że to są książki przepojone seksem. Lizzy i Eleonora są bardzo sensualne, choć to jest ukryte pod ich opanowaną powierzchownością. Natomiast Marianna to już kwintesencja sensualności. Według mnie Willoughby jej zabrał cnotę i dlatego zerwanie było dla niej tak straszne. I dlatego doprowadziło nieomal do jej zniesławienia. To, że to nie jest napisane wprost, nie znaczy, że tego tam nie ma. Ja to w każdym razie czułam.

Sądzisz, że życie seksualne bohaterów Austen było o wiele bardziej sensualne niż nam dziś się wydaje?
Oczywiście. Nie powiem, że było bardziej sensualne niż nasze, ale na pewno nie było mniej. Nie na darmo co chwila ktoś tam kogoś uprowadza i uwodzi.

A czego nas uczy Jane Austen w sprawie dobierania się w pary? Co doradza kobietom?
Ona mówi tak: „Bądź żywa, bądź głęboka, ale się kontroluj”, „obserwuj, co się dzieje z tobą i z drugim człowiekiem, by wiedzieć, kim on jest, a jednocześnie czuj“. Czyli z jednej strony: „przeżywaj“, a z drugiej: „zachowaj rozsądek“.

Która postać z książek Austen jest twoją ulubioną?
Eleonora, choć przyznję, że trochę mi się myli z Lizzy z „Dumy i uprzedzenia“, nie bez kozery zresztą, Austen sportretowała w obydwu postaciach samą siebie. Lubię Eleonorę – zwłaszcza w wykonaniu Emmy Thompson – nie za jej rozsądek, ale za jej głębię, współczuję jej natomiast samotności, której doświadcza w rodzinie z racji właśnie tej swojej głębi uczuć i stanów wewnętrznych. Ma też niesamowitą elegancję i poczucie humoru.

A mężczyzna?
Bardzo lubię pułkownika Brandona z „Rozważnej i romantycznej“, cudownie oddanego w ekranizacji przez Alana Rickmana. Jest poważny, męski i spokojny. Poczekał, przeczekał, wytrzymał, pomógł, nie wygrywał, nie kwitował: „a nie mówiłem“ – po prostu facet z ogromną klasą. To jest naprawdę wielka postać.

A pan Darcy?
No cóż, jak wszystkie neurotyczne dziewczynki mam do niego słabość…

Neurotyczne?
Takie, co to facet im na nerwy działa, a jednocześnie je pociąga. Na szczęście już mi to przeszło, ale pozostało wspomnienie, jak to przyjemnie jest nie wiedzieć, czy on cię chce, czy jednak nie; czy zadzwoni, czy nie. Taki wewnętrzny szelest ptasich piór, gdy coś cię jednocześnie głaszcze i drapie. Zdecydowanie jednak wolę Brandona.

Choć wszystkie książki Jane Austen kończą się dobrze dla wszystkich bohaterów, pewnym smutkiem przepełnia mnie jeden związek: Charlotty, przyjaciółki Lizzy, z pastorem Collinsem.
Charlotta wyszła za pastora, bo strasznie się bała, że zostanie sama. Inteligentna dziewczyna, która decyduje się żyć z idiotą – dziś też zdarzają się takie wybory. Choć single mówią: „Nie będę z idiotą, wolę być sam lub sama“, to nadal wiele osób zrobi wszystko, by nie było tej samotności w pojedynkę. I dostaje samotność we dwoje.

A gdybyś miała podać przepis na idealny związek według Jane Austen…?
Porządne i wieloletnie sprawdzenie się, zgodność charakterów i wyznawanie tych samych wartości.

À propos wartości... Psycholog Jon A. Johnson z Pennsylvania State University i literaturoznawcy z amerykańskich uniwersytetów zbadali ponad 500 osób, by przekonać się, na czym polega fenomen popularności Austen. Okazało się, że „system wartości moralnych pisarki nadal jest aktualny. To, co piętnowała – egocentryzm, snobizm, głupotę i karierowiczostwo – dziś też jest krytykowane, natomiast akceptacja ukochanego, mimo jego niższego pochodzenia lub braku środków finansowych, równowaga między romantyzmem a rozwagą, mądrość w podejmowaniu życiowych decyzji – wciąż są w cenie”.
O właśnie, mądrość! To mądrość jest najważniejsza w miłości.