Coraz częściej odchodzimy z dobrych związków

fot.123rf

Związki toczą się od kryzysu do kryzysu, ale my, w relacjach, spodziewamy się głównie zysków… Kryzys oznacza dla wielu z nas koniec relacji. A może być przecież wskazówką do dobrej zmiany.

Nie jest to prosta sprawa. Rzeczywiście „życie jak w reklamie”, które proponuje się nam w przekazie medialnym (i mam tu na myśli nie tylko przekazy reklamowe, ale niektóre typy książek, filmów czy prasy), może mocno odstawać od tego, co dzieje się w relacjach. Bez uczucia, woli, odpowiedzialności – związek nie przetrwa. Ludzie na początku inwestują w relację (czas, uwagę, emocje), ale potem często chcą zobaczyć szybkie korzyści i więcej już nie musieć się starać. Mam wielki szacunek do tych mężczyzn i kobiet, którzy zdają sobie sprawę z tego, że do ognia dokładać trzeba stale i że czasem w tej czynności warto się zastępować – bywają okresy, że jedno z nich ma kłopot na zewnątrz związku (np. zmiany w pracy) i wtedy to drugie bardziej dba o całość ich relacji. Ale kiedy przychodzą inne trudności, znowu zmieniają się przy pilnowaniu ogniska. To wymaga dużej świadomości, miłości, determinacji.

Dokąd zmierzamy w miłosnych związkach? Na naszych oczach zmieniają się definicje małżeństwa, pobierają się ludzie tej samej płci, adoptują dzieci – stary porządek przemija, ale też rodzi się na drugim biegunie radykalizm, w obronie dawnych wartości, niekiedy nawet w sposób skrajny.

Istotnie, żyjemy w czasach zmian tradycyjnych wzorów zachowania. Małżeństwo przez stulecia nie było czymś, co wiązało się ze swobodnym wyborem, wyznaczanym przez uczucia. Wyzwoliliśmy się ze schematów i reguł, stawiając na indywidualizm i jednostkową wolność. Ale to oczywiście jest trudniejsze. Trzeba dokonywać trudnych wyborów, mieć w sobie dużo samodyscypliny, siły. Rzeczywiście, trwałość ludzkich relacji jest zagrożona – żyjemy szybciej, ale mniej dokładnie, parafrazując słowa Wisławy Szymborskiej.

Może dlatego, że więcej wymagamy od innych, a mniej od siebie? Widziałam w Internecie taką inspirację: Rozmawiają syn z ojcem. – Tato, jak powinienem znaleźć tę właściwą kobietę? – Zapomnij o znalezieniu właściwej kobiety – mówi ojciec – i skup się na tym, aby być właściwym mężczyzną.

Rzecz w tym, żeby nie skupiać się całkowicie na braniu. Czy mnie będzie dobrze? Czy to mnie uszczęśliwi? Warto postawić sobie dość ważne pytanie, które potem może stanowić o jakości naszych związków: Co ja mogę i chcę zaoferować drugiej stronie? Co (z radością) wnoszę do związku? Kiedy spytałam pewnego mężczyznę, dlaczego w chwili kryzysu nie próbował ratować swojego związku, powiedział: „Bałem się odrzucenia”. Tak więc potrzebna jest jeszcze odwaga. I dlatego ważne jest, by rodzice w procesie wychowania zaszczepiali dzieciom tę odwagę – do działania, wytrwania, a czasem do postępowania wbrew tym tendencjom, które rozbijają nasze związki.

Dr Joanna Heidtman psycholog, socjolog, doradca, coach. Wykłada na Uniwersytecie SWPS i w ICAN Institute. Publikuje na stronach Blogosfery Liderów Harvard Business Review Polska www.businessdoctors.pl