Ryzyko w związkach – wywiad z psychoterapeutą Michałem Dudą

Jak osiągnąć sukces w związku
123rf.com

Ale wtedy robi się strasznie.

Strasznie się robi, jeśli nie ma się poczucia bezpieczeństwa w sobie. Jeśli zrezygnuje się z takiej relacji, która oparta jest na wzorcu dominacji i uległości, to niestety traci się to, że jest się cały czas czymś zajętym i nie ma się czasu myśleć, że się człowiek boi. Jak się to zostawi, pozostaje samo uczucie lęku i robi się strasznie. Jak się jest z tym strasznym czymś, trzeba zaakceptować to w sobie – że jest się słabym, śmiertelnym, podatnym na różnego rodzaju zranienia, choroby, trudności i w jakimś sensie też samotnym. To jest ludzkie. Rozwiązaniem tej sytuacji jest znalezienie w sobie tego miejsca, które jest delikatne. Dotknięcie tego najsłabszego elementu.

To też może być straszne, zwłaszcza na początku.

Ludzie się boją, jak się zaczynają do tego zbliżać. Ale jak poczują kontakt z tym, to ich to uspokaja. Pogodzenie się ze swoją słabością uwalnia z potrzeby kontrolowania. Bardzo dużo cierpienia bierze się z zaprzeczania temu delikatnemu, słabemu, wrażliwemu miejscu. Ale bez kontaktu z nim, nie jest możliwe poczucie szczęścia. Ci, którzy bronią się przed lękiem, mogą przeżywać zadowolenie, satysfakcję z odniesionego sukcesu. Różne rzeczy, ale uczucie szczęścia to nie jest. Ono jest specyficzne, wszechogarniające i jakoś pełne. Nie pojawia się z tego powodu, że coś się udało albo coś się zrobiło. Jeśli ktoś jest naprawdę szczęśliwy, przeżywa to również w kontakcie z tą wrażliwą częścią siebie. Trzeba ją przyjąć, pomieścić ją w sobie, nie bać się jej. Poczucie jej uwalnia z polaryzacji dominacji i uległości. Lęk bierze się z braku kontaktu z tym miejscem.

Jeśli się jest w stanie poczuć uczucia, które tam są, w jakimś stopniu przenosi to na inny poziom. Można przestać już różnymi postawami kontrolować swój mały wycinek rzeczywistości, czy to z miejsca z dziecka, czy nastolatka. Wtedy można wyjść z tego. Wtedy otwiera się przestrzeń, w której można poczuć, że się kogoś kocha, że się z kimś jest, że on istnieje, że on jest jakiś, że się go nie boi, że się jest go ciekawym, że można przeżywać bycie z tą osobą, a nie bycie obok niej i zastanawianie się, żeby ona tylko szła nam na rękę. Ona nie musi iść nam na rękę, nie chodzi też o to, żeby być grzecznym. Dorosłe relacje nie na tym polegają. Kiedy już się nie chroni tego delikatnego miejsca tak bardzo, wtedy czuje się wreszcie kontakt ze sobą i przestaje się czuć samotnym.

Najpierw trzeba samemu poczuć to miękkie miejsce, tak?

Zgodzić się z nim samemu, ale poczuć trzeba przy kimś. Z płaszczyzny lękowej wydaje się, że to jest najbardziej ryzykowna rzecz, jaką można zrobić. A z płaszczyzny relacyjnej jest to rzecz najbardziej bezpieczna. Jeśli jestem ze swoją wrażliwością i widać ją gołym okiem, nie muszę ściemniać. Nie muszę udawać, że tego nie ma ani przed sobą, ani przed kimś i wtedy mogę normalnie przy nim usiąść. Wtedy czuje się tę obecność, że się jest. Nie jest już tak, że część moich działań służy temu, żeby odwrócić uwagę od tego miejsca. Wtedy można być ze sobą. To otwiera zupełnie inne przestrzenie, jeśli chodzi o życie w relacji, o bycie w kontakcie. Pojawia się też dostęp do wszystkich innych uczuć – można się złościć, chcieć czegoś, ale chce się już inaczej. Wtedy złość nie jest już frustracją nastolatka, jest uczuciem samym w sobie. Paradoksalnie, otwierając to miejsce w sobie, człowiek czuje się dużo bardziej bezpieczny w relacjach niż w momencie, kiedy tego nie dopuszcza. To miejsce, wokół którego cała sprawa się kręci, niby jest najbardziej ryzykowne, ale tak naprawdę uwalnia od poczucia ryzykowania w relacjach.

I wtedy jesteśmy już w miejscu kobiety i mężczyzny?

Tak mi się wydaje. Zmienia się jakość, jest już inaczej. Wtedy, kiedy na przykład z kimś się nie zgadzamy, nie ma tego ciągnięcia w swoją stronę za wszelką cenę. Bardziej się widzi też tę drugą osobę, czego ona potrzebuje, dlaczego ona tego tak bardzo chce. To mnie zastanawia, ciekawi dlaczego jest to dla niej takie ważne. Z perspektywy miłości widzę i to, czego ja chcę i widzę to, czego ten ktoś chce. Ale nie ma już znaczenia kto wygra, ważne jest to, jak wspólnie rozwiążemy tą sprawę.