fbpx

Trzecia randka i nic, czyli o rozkoszy czekania

Trzecia randka i nic, czyli o rozkoszy czekania
"Nie kochajmy się na łapu-capu, nie spieszmy, nie obawiajmy, że ten mężczyzna czy ta kobieta nam ucieknie" - zachęca Katarzyna Miller. (Fot. Getty Images)

Są tacy, którzy z pierwszym razem czekają do ślubu. Albo do czasu, gdy będą pewni uczuć swoich i partnera. Ale nie jest to już zasada. Seks stał się łatwy. – A może za łatwy? – zastanawia się psychoterapeutka Katarzyna Miller. – Nie nawołuję do wstrzemięźliwości – wyjaśnia – ale do zmysłowości.

Dziś nie ma jasnych zasad, które by nam mówiły, co wypada. Pewnie stąd taka popularność poradników, które na pytanie, czy iść do łóżka na pierwszej randce, odpowiadają: poczekać do trzeciej.
W seksie możemy poszukiwać potwierdzenia swojej atrakcyjności, wyzwolenia od przesądów, ucieczki od samotności czy lęku. Ale jeśli szukamy w nim po prostu rozkoszy, skupmy się na tym, żeby mieć jej jak najwięcej. A to możliwe, jeśli nie traktujemy siebie jak mechanizmu i nie odliczamy: pierwsza, druga, trzecia randka, ale ufamy swoim odczuciom. I przede wszystkim: nie kochajmy się na łapu-capu, nie spieszmy, nie obawiajmy, że ten mężczyzna czy ta kobieta nam ucieknie.

Ale jeśli wyciągnąć naukę z amerykańskich seriali, to bez seksu na trzeciej randce ucieknie.
To niech ucieka. Tak naprawdę nie trzeba nam wielu romansów, żebyśmy mieli poczucie, że nasze życie jest bogate i ekscytujące. Trzeba nam za to takich, które przeżyjemy jak najgłębiej, a to możliwe, jeśli poświęcimy im czas, pozwolimy sobie na to, by odczuć tęsknotę, pragnienie i pożądanie, którego natychmiast nie zaspokoimy.

Mamy się więc opierać jak najdłużej, niczym nasze cnotliwe prababki?
Nie chodzi o to, żeby kobieta się opierała, chcąc przekonać mężczyznę i siebie, że jest porządna. Ale o to, żeby była zmysłowa. A tylko jeśli doświadczamy po kolei i powoli wszystkich etapów erotycznej fascynacji, tak jakbyśmy byli postaciami ze starej powieści, nasze przeżycia będą niezwykłe. Kiedy dwoje ludzi się poznaje, trzeba czasu, żeby oboje przeżyli rozkosz. Przypomina to rytuał parzenia herbaty. Potrzebny jest specjalny herbaciany pawilon, odpowiedni strój, naczynia i czas. Ale jeśli się nam uda, pierwszy łyk herbaty będzie czymś cudownie oczekiwanym i nagradzającym naszą cierpliwość i skromność. Bo niespieszenie się to rodzaj pokory wobec rzeczy wielkich, a seks do nich należy. Mężczyźni, zwłaszcza młodzi, myślą, że jak natychmiast się nie rozładują, to im się stanie coś złego. Ale im dłużej na kobietę czekają, tym bardziej staje się ona atrakcyjna i tym większym przeżyciem dla nich jest seks z nią.

Rozpalanie zmysłów wymaga czasu? Kultura współczesna przekonuje nas, że czas je chłodzi.
Jeśli nie zjem obiadu, poczuję głód. Jeśli mimo to nic nie zjem, ten głód po chwili minie. Ale potem będę jeszcze bardziej głodna. Podobnie jest z seksem. Kochając się od razu, można mieć orgazm płytki, powierzchowny, o ile w ogóle on się pojawi… Magia uwodzenia kryje się w tym, że kobieta ma wiele różnych stref erogennych i trzeba czasu, by one wszystkie się rozwibrowały, zaczęły pragnąć. A wówczas możliwy jest orgazm odczuwany całym ciałem. Albo wielokrotnie.

Rozumiem, że do tego potrzeba znacznie więcej niż 20 minut, czyli tyle, ile trwa statystyczna gra wstępna?
Kiedyś siedziałam przed jakimś koncertem w pierwszym rzędzie i machałam pantoflem. Spadł mi akurat, kiedy obok przechodził pewien mężczyzna. On podniósł go i mi podał. Spojrzeliśmy sobie w oczy, a ktoś ze znajomych skomentował: „ale z ciebie kokietka”. I miał rację, bo dzięki temu pantoflowi nieznajomy mnie zauważył. A taki zawsze jest początek: z jakiejś grupy, z tła ktoś się wyłania, zwraca naszą uwagę, bo ma piękne oczy, bo powiedział żart, który tylko nas rozbawił, bo ładnie pachnie. Zauroczenie drugim człowiekiem może mieć różne źródła. A potem, jeśli widzę, że i ja nie jestem mu obojętna, zaczyna się zmysłowa gra.

Co to znaczy zmysłowa? Dziś wszyscy mówią tylko o orgazmie i mało kto wie, co to jest zmysłowość.
Pierwszy dreszcz może budzić już samo spojrzenie. Drugi to, że on też jest mną zainteresowany. Nie rozmawia z tą blondynką, ale mnie przynosi kieliszek wina. Jeszcze nie wiem, co będzie dalej. Czy to tylko chwila, czy pierwszy paciorek z korali kolejnych chwil. Potrzebuję czasu, żeby się dowiedzieć, czy to ma być romans, czy coś większego. Jeszcze nie wiem, czy on jest wolny, i on nie wie, czy ja jestem. Muskam go więc lekko po ramieniu, a kiedy on to dostrzega, też niby-przypadkiem dotyka mnie. Oboje odczuwamy narastający stan, który pokazuje, że na pewno coś z tego będzie. Ale czy to musi być natychmiast?

Najpierw: „kino, kawiarnia i spacer w księżycową jasną noc…”.
Dobrze byłoby usiąść gdzieś przy lampce wina i rozmawiać, troszkę się poznać, ale nie za bardzo. Popatrzeć sobie w oczy. Przestrzegam przed opowiadaniem całego życia, zwłaszcza tego, jakim to nieudanym mężczyzną był nasz poprzedni partner. Mamy się uwodzić, czyli mówić rzeczy, które sygnalizują, że się do siebie zbliżamy: „a to ty też to lubisz? Ty też tam byłaś?”.

Dlaczego to ważne, aby powoli zbliżać się do siebie?
Najpierw na imprezie, gdzie się poznaliśmy, siadamy blisko siebie. Potem na ławce w parku nieco dalej. Ale w kawiarni znów tuż obok. Trochę się zbliżyć, a potem trochę oddalić i znów zbliżyć po to, by blisko już zostać – tak rodzi się intymność, poczucie bezpieczeństwa, a ono jest potrzebne obu stronom. Mężczyzna też boi się odrzucenia, tego, jak wypadnie w oczach kobiety: „Może ona tylko mnie uwodzi, tylko sprawdza? Czy naprawdę mnie chce, może w ostatniej chwili powie do widzenia?”. Ludzie, którzy nie poszli na spacer, nie przejęli się razem filmem, sztuką teatralną, obrazem, nie dostrzegli podobieństw ani różnic między sobą, nie znajdą wspólnego języka. Nie zbudują intymności. Kiedy kobieta czuje, że mężczyzna ją słyszy, a mężczyzna widzi, że interesuje kobietę, oboje mają ochotę iść razem dalej. Ona pozwala trzymać się za rękę. A potem pocałować, ale tylko pocałować. Tymczasem w filmach on od razu pcha ją na ścianę i ściąga majtki. I te sapania i jęki! Kiedy to widzę, myślę: ja sobie bym tego nie życzyła i ona, bohaterka filmu, też pewnie sobie tego nie życzy. Życzy sobie tego scenarzysta i reżyser.

Ale oglądając takie filmy, młode kobiety i młodzi mężczyźni myślą, że tak mają się zachowywać, bo pokazuje im się świat pełen kobiet gotowych na seks natychmiast, np. w windzie.
Kobiety z takiego seksu rzadko kiedy coś mają. Zdecydowana większość potrzebuje więcej czasu. Ale też męskie poczucie, że muszę natychmiast rozładować pożądanie, to szkodliwy przesąd. Kamasutra, tantra mówią, że mężczyzna ma najpierw doprowadzić kobietę do rozkoszy. Mężczyzna, który się spieszy, doświadcza tylko orgazmu genitalnego, a mógłby nauczyć się przeżywać orgazm całym ciałem, jeśli odważyłby się na to, żeby jego ciało było pieszczone, dotykane, całowane, szczypane itd. Kark, sutki, przedramiona, pośladki, wewnętrzna strona ud, stopy, boki ciała, podbrzusze nad genitaliami to męskie strefy erogenne. Mój długoletni narzeczony powiedział: „odkryłaś dla mnie moją klatkę piersiową. Na początku wydałaś mi się dziwna, bo chciałaś mnie pieścić”. Cudownie, jak ludzie w łóżku się nie spieszą. Po jednym akcie znów można się przytulać, a potem ponownie ogarnia nas ogień.

Ale wróćmy do tego pierwszego pocałunku. Czemu nie może być wstępem do seksu? Zdarzają się nam przecież fascynacje nagłe jak grom z jasnego nieba.
Zaufajmy swojemu ciału, jeśli ono zaczyna mięknąć, czujemy, że zbudziło się w nas pożądanie, idźmy za tym. Ale może jednak lepiej następnego dnia, a tego zaśnijmy, tylko marząc o nim? Sprawdźmy, czy jutro będzie nam razem tak samo miło. Czy jak powiedział, że zadzwoni, to zadzwoni. Jeśli nie, to chyba nie ma ochoty się starać albo nie jestem aż tak w jego typie, jak mi się wydawało. Warto parę razy przeżyć takie rozczarowanie. Bo nie ma kobiety, która podobałaby się wszystkim. Gorzej byłoby, gdyśmy poszli od razu do łóżka, a on by się nie odezwał.

Znam kobiety, które w takiej sytuacji udają, że to ich nie obchodzi, bo „to miał być tylko seks”.
Ale nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby jednak zrobiło im się przykro czy poczułyby niesmak. Bo w naszej kulturze to nadal mężczyzna ma podziękować za seks. Więc jeśli na drugi dzień nie dzwoni, można pomyśleć, że to był tylko „zaliczacz”, nikt wartościowy. Polecałabym wtedy dać mu znać, że jeśli chce zostawić po sobie dobre wspomnienie, powinien zachować się z klasą. Kobiety jednak tego nie robią, bo myślą, że byłoby to narzucanie się. A to tylko taki prztyczek w nos.

Spiesząc się zbytnio, można też znaleźć się w co najmniej nieprzyjemnej sytuacji.
Poznałam kiedyś mężczyznę, który bardzo mi się podobał, ale gdy zaczęliśmy się całować, poczułam, że on mi nie smakuje. Wycofałam się więc, bo lepiej wcześniej niż później. Trzeba wierzyć swojemu ciału. Jeśli jego dotyk jest nieprzyjemny, zatrzymać się. Gdy za mocno złapie, umieć stwierdzić: „Co ty jesteś taki gwałtowny?”. Jak odpowie: „Co ty taka niedotykalska?”, powiedzieć: „Tak, ja właśnie jestem niedotykalska i dlatego nie jestem dla ciebie. Cześć”.

A więc potrzebna nam erotyczna asertywność.
Młode kobiety nie wiedzą, że coś ważnego może zacząć się od słów: „Mam ochotę napić się z tobą herbaty. Bardzo mi się podobasz. Chętnie się z tobą spotkam, żebyśmy się mogli bliżej poznać”. One nie wierzą, że można powiedzieć „nie” w taki sposób, żeby nie obrazić mężczyzny, żeby nie poczuł się odrzucony. A to możliwe, jeśli zamiast „nie” usłyszy „nie teraz”. Na warsztatach dla kobiet, które prowadzę, ćwiczymy takie rozmowy. Pytam uczestniczki: „Jak się poczujesz, gdy on powie: nie chcę się z tobą całować?”. Okropnie. „A jeśli powie: bardzo mi się podobasz. Marzę o twoich ustach, ale jeszcze troszkę się boję?”. Cudownie! I co powiesz? „Ja się też trochę boję, więc może spróbujmy razem?”. I już jesteśmy wspólnikami, a nie wrogami. Warto się nauczyć tak rozmawiać także dlatego, że jeśli zgadzam się na coś, na co nie mam ochoty, nie doświadczę niczego miłego. Przyjemność mam tylko z tego, co współtworzę.

A jeśli on, słysząc „nie teraz”, spyta: „to kiedy?”.
Nie wiadomo. Wtedy kiedy dla nas obojga jednocześnie będzie to przyjemne. Jeśli zacznie się złościć, pożegnajmy się. Będzie nachalny, tym bardziej, bo to znaczy, że nie panuje nad sobą. Nie rozumie, czym jest kobieta, i co gorsza, to go nie interesuje. Myśli tylko o sobie. A takich mężczyzn trzeba unikać. Seks jest najintymniejszym spotkaniem przeznaczonym tylko dla ludzi, których lubimy i którzy nas lubią. Nawet kiedy mamy cztery lata i bawimy się w doktora, wtedy też pokazujemy swoją cipkę czy siusiaka tylko komuś, kogo znamy i lubimy. Nie wrogom czy obcym.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze